Reklama

Bądź jak Jezus 2018

Misja Jana Karskiego upamiętniona w Izbicy

2017-12-04 11:33

Patryk Małecki

Dawid Kostecki
Dr Wiesława Kozielewska-Trzaska, bratanica i córka chrzestna bohatera odsłania monument...

W Izbicy koło Krasnegostawu w województwie lubelskim odsłonięto w niedzielę monument upamiętniający misję Jana Karskiego i jej szczególne brawurowy akt, jakim było przedostanie się emisariusza do zlokalizowanego w tym miasteczku getta – obozu tranzytowego.

Karski dokonał tego w pierwszych dniach 1942 roku przebrany w mundur ukraińskiego strażnika formacji pomocniczej SS. Wiedzę naocznego świadka przekazywał następnie w swoim raporcie przywódcom i ośrodkom opiniotwórczym Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.

Niedzielne wydarzenie, prowadzone przez aktora teatru Osterwy i profesor sztuki teatralnej Witolda Kopcia, odbywało się z pełnym ceremoniałem wojskowym. Poczet flagowy kompanii honorowej odciągnął na maszt flagę państwową. Rozbrzmiał hymn państwowy podjęty natychmiast przez kilkuset uczestników uroczystości.

Reklama

Jako pierwsze odczytane zostało okolicznościowe przesłanie prezydenta RP Andrzeja Dudy, honorowego patrona obchodów 75-lecia Misji Jana Karskiego, który nie mógł przybyć osobiście do Izbicy ze względu na inne obowiązki w stolicy. Zaprezentował je doradca prezydenta Tadeusz Deszkiewicz.

„Misja Jana Karskiego należy do najbardziej znaczących epizodów drugiej wojny światowej. Choć na tle bitew z udziałem milionów żołnierzy, które rozstrzygały o losach wojny, misja jednego skromnego człowieka przemawiającego w imieniu polskiego Państwa Podziemnego z pozoru przedstawia się mało znacząco – to przecież dotyczyła ona jednej z najbardziej wstrząsających tragedii w historii ludzkości. Dzięki świadectwu Jana Karskiego być może tej tragedii udałoby się skuteczne i przeciwdziałać. Niestety, ci którzy mieli możliwości działania, nie zareagowali na raport polskiego emisariusza. Polski krzyk o Zagładzie Żydów spotkał się z obojętnością świata” – usłyszeli zebrani.

Zabierająca głos w imieniu rodziny bohatera, jego bratanica i córka chrzestna dr Wiesława Kozielewska-Trzaska przywoływała samą okoliczność niedzielnego zgromadzenia:

„Oczywiście Stryj nie spadł tu, w Izbicy, z nieba. Wcześniej trafił do Krasnegostawu, gdzie przygotowywał się do akcji i oczekiwał na stosowną do niej okazję. Było to możliwie dzięki organizacji i koordynacji przedsięwzięcia przez jego Brata – pułkownika Mariana Kozielewskiego, wówczas komendanta głównego Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa czyli konspiracyjnej policji Polski Podziemnej, a przed wojną komendanta stołecznego Policji Państwowej. Zapewne nie byłoby możliwe, gdyby nie kontakty i pomoc na miejscu ludzi związanych z wywodzącymi się z tych stron nadkomisarzem Eugeniuszam Motoczyńskim i ostatnim przedwojennym komendantem powiatowym policji w Krasnymstawie komisarzem Aleksandrem Głowaczem. Mówiąc po prostu sprawa była ułożona przez konspirację policyjną. Oczywiście znaczący był inspirujący udział w akcji Leona Feinera, przywódcy żydowskich socjalistów z Bundu, ale bez wspomnianej policyjnej roboty konspiracyjnej nic by nie było.

Chcę i muszę o tym powiedzieć, bowiem bohaterskie i patriotyczne zaangażowanie polskich policjantów w Państwo Podziemne przez całe dziesięciolecia przysłaniała czarna propaganda Policji Granatowej. O sprawiedliwość dla policjantów-patriotów czas się wreszcie upominać. To także historia naszej Rodziny. Obok mego Stryja pułkownika Mariana Kozielewskiego, w Podziemiu działali także dwaj inni Stryjowie-policjanci z garnizonu warszawskiego Edmund i Józef oraz Stryjenka-policjantka Laura, szyfrantka w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Po wojnie, Marian, Edmund i Józef ścigani przez polską bezpiekę i sowieckie NKWD, wydostali się na Zachód, a potem do Kanady, Stanów Zjednoczonych i Argentyny. Ojczyzny już nigdy nie zobaczyli. Laura w Polsce długo musiała mylić ślady. Na obczyźnie zmarł mój ojciec Stefan. Służył w polskiej marynarce. Potem brytyjskiej i amerykańskiej. Pływał w konwojach wojennych. Dwukrotnie jego jednostki były zatapiane. Cudem ocalał. Przeżył nawet, kiedy okręt poszedł na dno, a na oceanie płonęło paliwo, jakie przewoził, a on walczył o życie z ogniem i wodą.

Dawid Kostecki
Ważnym elementem idei pomnika jest ręka sięgająca ku niebu po ratunek...

Ornamentem naszej rodziny Kozielewskich jest naturalnie stryj Jan, znany całemu światu. Walczyli i cierpieli za Ojczyznę, z dala od niej umierając, także inni Kozielewscy. Nie mogę o nich dziś nie wspomnieć u stóp tego monumentu.”

Kończyła zaś przywołaniem słów kard. Stanisława Dziwisza:

„Karski szedł tam, gdzie posłała jego Ojczyzna. Misja Jana Karskiego była jednak także tryumfem człowieczeństwa w formacji, jaką Jan Karski otrzymał. Jako katolik i Sodalis Mariański swój udział w misji ratowania ginącego na jego oczach narodu żydowskiego uznawał za najświętszy obowiązek płynący z nakazu wierzy chrześcijańskiej. Aby być godnym słowa katolik musiał ratować naród poprzez który Bóg nam się objawił. Myślę, że ta konkluzja Księdza Kardynała powinna również i na zawsze nam towarzyszyć. Ona bowiem także definiuje misję Jana Karskiego. Misję kompletną i zupełną. W historii Polski nie było takich misji w nadmiarze.”

Reprezentująca lubelską społeczność żydowską profesor Luba Matraszek zaprezentowała niezwykle impresyjne wystąpienie ocalonego z Holocaust polskiego Żyda Abrahama Foxmana, długoletniego dyrektora Ligi Przeciw Zniesławianiu (ADL), przyjaciela Jana Karskiego. Mogliśmy usłyszeć:

„Nie ma zapewne w historii XX wieku człowieka, który nie będąc Żydem tak wiele dla Żydów by uczynił. Uczynił to czasie największego horrendum. Kiedy Hitler przygotował Żydom „ostateczne rozwiązanie” i przeprowadzał na nich zbrodnię Holocaustu, Karski podjął misję jej powstrzymania. Uratowania wszystkich jeszcze żyjących Żydów. […]

Jako pierwszy zaapelował do przywódców Wielkiej Brytanii i USA o radykalną zmianę strategii wojennej, tak aby jednym z jej głównych celów stało się powstrzymanie Holocaustu. Nigdy się tak nie stało. […]

Karski pozbawiał świat alibi wobec bezczynności towarzyszącej Holocaustowi. Karski stał się autorytetem moralnym, a opinia światowa oddał mu spóźniony, ale jakże zasłużony hołd.

Tagi:
Jan Karski

Misja beznadziei: Karski i Zygielbojm

2018-05-16 08:49

Waldemar Piasecki, Nowy Jork

Dokładnie 75 lat temu, 12 maja 1943 roku popełnił samobójstwo Szmul Zygielbojm, członek Rady Narodowej RP, polskiego parlamentu na Wychodźstwie. Był to protest przeciwko temu, że świat bezczynnie pozwala na zagładę narodu żydowskiego. Jego dramatyczne decyzja podjęta została pod wpływem raportu Jana Karskiego oraz w obliczu upadającego powstania w getcie warszawskim. Przypomnijmy tę postać.

Archiwum
Szmul Zygielbojm w swoim londyńskim biurze, gdzie pzryjmował Jana Karskiego

„Beznadziei” użyte jest w tytule łącznie. Chodzi o beznadzieję, nie zaś o sam brak nadziei. Tak właśnie do głębi beznadziejną okazać się miała misja Jana Karskiego i Szmula Zygielbojma w sprawie ratowania ginącego na oczach świata narodu żydowskiego. Choć w chwili podejmowania ową misją napędzała nadzieja największa z możliwych.

Była to misja osobista każdego z nich, ale w jednym dniu stała się dla nich misją wspólną. Później już żaden z nich nie był tym samym człowiekiem, a jeden niebawem zakończył w geście dramatycznego protestu swe życie.

Nadchodził grudzień 1942 roku. Od pięciu tygodni w Londynie przebywał kurier Polski Podziemnej Jan Karski. Jego czas wypełniony był raportowaniem, spotkaniami, dyskusjami. Spotykał się z przedstawicielami najwyższych władz na wcyhodźstwie, reprezenantami stronnictw, władzami brytyjskimi środowiskami opiniotworyczymi. Przekazywał wiedzę o organizacji Państwa Podziemnego, ale także relacje naocznego świadka o eksterminacji Żydów wyniesione ze swych wizyt w Getcie Warszawskim i obozie tranzytowym w Izbicy.

1 grudnia Karskiego zelektryzowała widomość, że na dzień następny zostało ustalone jego spotkanie z członkiem Rady Narodowej z ramienia PPS „Bund” Szmulem Zygielbojmem. Miało się odbyć w Stratton House, siedzibie polskiego ministerstwa spraw wewnętrznych. Kurier miał dla niego polecenia od środowisk żydowskich w kraju, które uważał za pilne i ważne, jednak z jakichś powodów spotkania z Zygielbojmem nie wyznaczano wcześniej zbywając pytania Karskiego odpowiedzią „przyjdzie czas”. Najwyraźniej nadchodził.

Archiwum Towarzystwa Jana Karskiego
Jan Karski w czasie wojennej misji

Pokój Szmula Zygielbojma mieścił się na czwartym piętrze budynku i miał lokalizację trudną do uznania za reprezentacyjną. Był wyposażony w skromne biurko z prostym krzesłem, naprzeciw krzesło dla rozmówcy oraz szafę na dokumenty i wieszak na ubranie. Zygielbojm uniósł się na powitanie, podał Karskiemu rękę. Poczekał aż ten się rozbierze z płaszcza. Usiedli.

Zygielbojm sprawiał wrażenie człowiek bardzo zmęczonego mimo porannej pory. Spojrzenie miał czujne, badawcze, trudno było wytrzymać jego wzrok. „Miał wygląd typowego proletariusza, który wybił się do elity władzy. Pewnie miał cięąką młodość. Może pracował u jakiegoś krawca, jako chłopiec na posyłki, może zamiatał ulice – relacjonował swoje wrażenia Karski. Dodaje, iz postanowił rozmawiać z Zygielbojmem zwięźle, precyzyjnie, bez ubarwień emocjonalnych i formułowania własnych ocen, jeżeli nie zostanie poproszony.

Zgodnie z przewidywaniem, Zygielbojm powiedział Karskiemu, że wie z czym przyjechał, ale jemu ma opowiadać tylko o sytuacji żydowskiej. Na tym też kurier się skupił. Mówił o organizacji eksterminacji w postaci gett i obozów, gdzie masowo ginęli. Koncentrował się na Warszawie, gdzie sam wchodził do getta dwukrotnie i tym, co tam widział. Podobnie zrelacjonował swoje wejście w przebraniu ukraińskiego esesmana do obozu w Izbicy. Zygielbojm nie odzewał się, strał się walczyć z wyraźnym tikiem nerowym policzka.

Gdy Karski podjął próbę zrelacjonowania reakcji na jego raport u angielskich rozmówców, Zygielbojm bezceremonialnie przerwał uwagą, że reakcje londyńskie zna dobrze i nie musi ich wysłuchiwać od kogoś z Warszawy. „Chcę wiedzieć, czego Żydzi z kraju oczekują od nas t u t a j ! I tego niech się pan trzyma...” - zdyscyplinował emisariusza.

Usłyszał, że ginący w okupowanej Polsce Żydzi domagają się, aby ich współbracia w krajach alianckich dotarli do najważniejszych instytucji panstwowych i publicznych, tam rozpoczęli otwartą głodówkę i kontynuowali ją aż do podjęcia przez Zachód decyzji w sprawie ratowania Żydów. Mają umierać powolną śmiercią na oczach całego świata. Może to wstrząsnie jego sumieniem.

Zygielbojm eksplodował. Zerwał się z krzesła i zaczął krążyć po pokoju wykurzekując: „To niemożliwe! Absurd! Zupełnie niewykonalne! Nikt nie pozwoli na taką demonstrację! Czy pan wie co by się stało jakby Zygielbojm zaczął głodować w publicznym miejscu? Zaraz posłaliby dwóch policjantów i siłą wzięli do szpitala. Nonsens!”

Rozmowa trwała ponad trzy godziny. Zygielbojm zaczął zadawać wiele szczegółowych pytań. Przede wszystkim dotyczących getta. O wyżywienie, pracę, o dzieci, żebraków, zydowskich policjantów, a nawet... sposób transportu i chowania zwłok. Osobnym tematem były szanse przechodzenia na aryjską stronę,

nastroje ludności polskiej wobec ukrywających się Żydów, szanse ewentualnego zrywu żydowskiego.

Wraz z upływem czasu Zygielbojm był coraz bardziej wyczerpany, a pytania traciły na ostrości, celowości i logice. Zapytał Karskiego m.in. o to, co śpiewał na ulicy stary żydowski żebrak, gdy ten o nim wspomniał, albo co powiedziała mu Żydówka podająca szklankę wody. Za chwilę odpowiedział sam: „Skąd pan to ma wiedzieć? Przecież pan nie jest Żydem, nie zna pan żydowskiego...”

Spotkanie stawało się męczące dla obu rozmówców. Zapewne obaj z ulgą przyjęli jego zakończenie. Na pożegnanie Zygielbojm podał rekę Karskiemu i popatrzył głeboko w oczy. „Zrobię, co w mojej mocy. Zrobię, o co mnie proszą. Jeśli tylko będę mógł...” – zakończył.

Jakiś czas później Karski otrzymał podziękowanie za spotkanie na papierze firmowym Szmula Zygielbojma, członka Rady Narodowej RP na Wychodźstwie.

Było wystukane pismem maszynowym. Krótko i oficjalnie. Właściwie bardziej... pokwitownie tego spotkania – wspominał Karski.

Minęło kilka miesięcy. Więcej już ze sobą nie rozmawiali. 13 maja 1943 roku nastąpił jego rzeczywisty finał. Od śniadania oderwał Karskiego telefon. Dzwonił Hieronim Rettinger, szara eminencja rządu. „Dziś w nocy Szmul Zygielbojm popełnił samobójstwo. Zostawił list. Proszę się zgłosić o drugiej po południu” – usłyszał.

Szmul Zygielbojm w dramatycznych słowach kierowanych do prezydenta RP Władysława Raczkiewicza i premiera Władysława Sikorskiego wyjaśniał: „Nie mogę dłużej żyć, gdy resztki narodu żydowskiego w Polsce, którego jestem przedstawicielem, są likwidowane”. Dodawał, że skoro nie był mu sądzone paść w walce z bronią w ręku w getcie, jak jego towarzysze, odchodzi za nimi, bo „należy do nich i ich masowych mogił”. Protestuje „przeciw bierności, z jaką świat przygląda się i dopusza do zagłady narodu żydowskiego” .

Archiwum Towarzystwa Jana Karskiego
Fragmenty ostatnego listu Szmula Zygielbojma

Paradoksalenie „ofiarą” śmierci Szmula Zygielbojma stał się sam Jan Karski. Nigdy nie zaznał już spokoju związanego z odejsciem żydowskiego bohatera. Dręczyły go dwa pytania: „Czy to ja wręczyłem mu wyrok śmierci?”.”Czy ona obciąża moje sumienie?” I następne: „Czy mówiąc, że zrobi o co go proszą, wiedział już, co zrobi? Czy od 2 grudnia 1942 roku śmierć Zygielbojma nie mogła się już nie wypłnić, a co najwyżej można ją było tylko odraczać czekając na ostateczne potwierdzenie?

Jan Karski uważał, że Szmul Zygielbojm był jedną z najtragiczniejszych postaci II wojny światowej. Poprzez patetyczny wymiara beznadziei, jaką uosabiał. Umierał wiedząc, że śmierć nie może mu przynieść ukojenia ale narzucał z poczucia obowiązku, rozumiejąć, że nic już nie zmieni. Nie powstrzyma zgałady swego narodu, a wielkich tego świata nie przekoana do ich ratunku. Nim nadejdzie zwyciestwo, wszystko co kocha najbardziej, musi zginąć. „Czy Bóg dał mu tę mądrość? Madrość beznadziei?” – pytał dramatycznie Karski.

Szmul Zygielbojm miał piękny pogrzeb z udziałem najwyższych władz RP na Wychodźstwie, członków rządu i parlamentu brytyjskiego. O tym, czemu miał służyć jego dramatyczny gest – zapomniano.

Waldemar Piasecki
Grób Szmula Zygielbojma na cmentarzu Mont Carmel na nowojorskim Queensie. Jego prochy przywieźli z Londynu do Nowego Jorku jego przyjaciele z Bundu.

Jan Karski szedł jednak dalej. 28 lipca 1943 roku, 76 dni po śmierci Zygielbojma meldował się w Białym Domu przez Franklinem Delano Rooseveltem, by znów powtarzać swą „mantrę” w sprawie ratunku Żydów. Wtedy jeszcze uważał, że są jakieś szanse, że świat się jednak ocknie, że on będzie miał więcej szczęścia niż Zygielbojm, bo zdąży uruchomić ratunek. Spotkanie z prezydentem trwało 82 minuty. Temat żydowski pozostał w nim raczej marginalny. Młodemu polskiemu emisariuszowi, w raportowaniu o sytuacji Żydów, Roosevelt nie pozwolił nadmiernie rozwinąć. Bardziej interesowały go sprawy Polski Podziemnej i generalnie realia życia pod okupacją niemiecką.

M.in. jaki jest los... koni. Na pożegnanie Karski usłyszał: „Proszę powiedzieć w swoim kraju, że ma w Białym Domu swego przyjaciela”. Towarzyszący kurierowi, ambasador RP w Waszyngtonie, podsumował wizytę: „No cóż, prezydent nie powiedział zbyt wiele...”.

Akcja na rzecz ratowania Żydów nie nastąpiła. Ginęli na oczach świata.

Sojusznicza sytuacja Polski szybko ulegała pogorszeniu. Konferencja teherańska z przełomu listopada i grudnia 1943 roku przynisła zgodę Wielkiej Trójki na nowy podział świata Polska. Konferencja jałtańska z poczatku lutego 1945 roku, ten świat podzieliła. Polska została w Jałcie oddana przez Roosevelta i Churchilla, we władanie Stalinowi. Karski wydający w Ameryce w listopadzie 1944 roku swój wojenny bestseller „Story of a Secret State” (w Polsce wydany dopiero w 1999 roku, jako „Tajne Państwo”) oczywiście o tym nie wiedział. Jeszcze się łudził.

Jego książka stała się wielkim sukcesem czytelniczym, poruszyła opinię publiczną, autorowi pryszparzając rozglosu i sławy. Poza sympatią dla wybitych niemal doszczętnie Żydów i Polaków ograbionych z państwa,w sensie politycznym nie przyniosła nic.

Rozczarowany beznadzieją swojej misji i cynizmem świata polityki, Karski usunął się w po wojnie w cień. Skazał się na nieobecność. Na anihilację publiczną podobną zygielbojmowej, choć nie aż tak radykalną. Wyrwie go dopiero z niej, odnajdując w waszyngtońskiej samotni, Claude Lanzmann.

Archiwum Towarzystwa Jana Karskiego
Tablica upamiętniająca Szmula Zygielbojma na kamienicy, gdzie mieszkał w Chełmie. Została zainstalowana staraniem Towarzystwa Jana Karskiego

Wspominając dziś Szmula Zygielbojma i Jana Karskiego, chylę czoło przed ich dziełem osobistym, ich formatem moralnym i wszechogarniająca b e z n a d z i e j ą, której doświadczyli i stali się prawdziwymi Mistrzami. Byli posłannikami nikomu niepotrzebnej, przegranej misji w sprawie ginącego narodu. Nagrodą stało się dla nich państwo, które z tej przegranej misji wyrosło.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Prymas Polski: parafia nie jest i nie może być gettem

2018-05-25 12:48

bgk / Murowana Goślina (KAI)

„Parafia nie jest miejscem zamkniętym. Nie jest i nie może być nigdy grupą zadowolonych z siebie ludzi, którzy odgradzają się od innych. Nie jest i nie może być gettem” – mówił w Murowanej Goślinie Prymas Polski abp Wojciech Polak.

Episkopat.pl

Metropolita gnieźnieński przypomniał, że misja parafii jest niesienie światu nadziei i Bożego zbawienia – bycie znakiem miłości Boga.

„To prawda, że jest to postawa, która wiele kosztuje. To prawda, że często przeraża nas nieunikniona konfrontacja ze światem. Ale i ja za papieżem Franciszkiem pragnąłbym wam z głębi serca powtórzyć, że rzeczywistość niekiedy mroczna, naznaczona przez zło, może się zmienić, jeśli my pierwsi wniesiemy w nią światło Ewangelii” – mówił abp Polak. Dodał, że tego światła Ewangelii, światła płynącego z parafialnych wspólnot bardzo dziś potrzeba.

„Potrzeba światła, by oświetlało różne trudne sytuacje w naszych rodzinach i wspólnotach. Potrzeba światła, by nas przemieniało i czyniło odpowiedzialnymi wobec innych” – mówił na koniec Prymas Polski.

Przed Mszą św. w sposób szczególny uhonorowany został wspomniany pierwszy proboszcz parafii i budowniczy kościoła ks. kan. Roman Kostecki. Jego imię otrzymała dotychczasowa ulica Kościelna. Parafialny jubileusz był też okazją do mniej oficjalnego świętowania. Po wspólnej modlitwie parafianie zaproszeni zostali na festyn i ognisko. Nie zabrakło też urodzinowego tortu.

Początki parafii pw. Najwyższego Arcykapłana Jezusa Chrystusa sięgają 1990 roku. Wówczas miało miejsce poświęcenie kaplicy, a następnie ustanowienie ośrodka duszpasterskiego pod tym wezwaniem. Parafię erygowano trzy lata później, 15 marca 1993 roku. Leżała wówczas w granicach archidiecezji poznańskiej, a po reformie administracyjnej Kościoła weszła w obręb archidiecezji gnieźnieńskiej.

W 2005 roku ówczesny metropolita gnieźnieński abp Henryk Muszyński dokonał konsekracji nowego kościoła. Pierwszym proboszczem parafii, z misją budowy kościoła, został ks. kan. Roman Kostecki, który służył wspólnocie do śmierci w maju 2009 roku. Od ubiegłego roku wspólnocie duszpasterzuje ks. Piotr Szymkowiak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież zaproszony do Bułgarii

2018-05-25 20:41

pb (KAI/bta.bg/Il sismografo) / Watykan

Premier Bułgarii Bojko Borisow zaprosił papieża do złożenia wizyty w tym kraju. Franciszek przyjął zaproszenie z „widocznym zadowoleniem” - głosi komunikat bułgarskiej agencji BTA. Szaf rządu wyraził nadzieję, że do wizyty będzie mogło dojść w 2019 r.

Grzegorz Gałązka

Wcześniej Ojca Świętego zapraszał do swego kraju prezydent Rosen Plewneliew podczas wizyty w Watykanie w marcu 2016 r.

Borisowowi towarzyszyła liczna delegacja, w skład której weszli: minister kultury, prezes Bułgarskiej Akademii Nauk, rektorzy uniwersytetów dyrektor Filharmonii Sofijskiej, ambasador przy Stolicy Apostolskiej, dwóch metropolitów prawosławnych, a także przedstawiciele Kościoła katolickiego i innych religii.

Okazją do tradycyjnej, dorocznej wizyty bułgarskiej delegacji państwowej w Watykanie była przypadające 24 maja w juliańskim kalendarzu liturgicznym wspomnienie świętych Cyryla i Metodego, apostołów Słowiańszczyzny. Dzień ten jest w Bułgarii Dniem Edukacji, Kultury i Literatury Słowiańskiej. Św. Cyryl spoczywa w w rzymskiej bazylice św. Klemensa.

Z tej samej okazji do Watykanu przybywa delegacja państwowa Macedonii. Dlatego papież przyjął dziś także premiera tego kraju Zorana Zaewa, któremu towarzyszyli ministrowie spraw wewnętrznych i kultury. Rozmawiali oni z Franciszkiem m.in. nt. tradycji tolerancji międzyreligijnej w tej byłej republice Jugosławii, jak również o mającym wkrótce nastąpić otwarciu nuncjatury apostolskiej w Skopje - poinformowała tamtejsza agencja prasowa MIA.

Obaj premierzy odbyli także spotkania z sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolinem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem