Reklama

Wystawa „Taniec Słońca – setna rocznica objawień"

2017-11-30 12:12

Rozmawia Izabela Trelińska

O. EUGENIUSZ GRZYWACZ

Minęło sto lat od objawień Matki Bożej w Fatimie. W klasztorze w Hebdowie, możemy rozważać ten czas i zobaczyć jak został zapisany przez artystów, którzy na wystawie „Taniec Słońca – setna rocznica objawień” dzielą się przemyśleniami i przeżyciami duchowymi

Z o. Eugeniuszem Grzywaczem SP historykiem sztuki i dyrektorem Centrum Wiara i Kultura w Hebdowie k. Nowego Brzeska rozmawia Izabela Trelińska – malarka i pedagog

– Wystawa „Taniec Słońca – setna rocznica objawień” zagościła w Galerii na Krużgankach w klasztorze ponorbertańskim w Hebdowie na zakończenie Roku Objawień w Fatimie. Co Ojca szczególnie ucieszyło, czy zaskoczyło w związku z tą wystawą?

– Jestem mile zaskoczony ilością i różnorodnością prac, które zostały zgłoszone na wystawę, zwłaszcza że temat nie był łatwy. Tytuł wystawy to „Taniec Słońca” – wybrałem go, bo jest bardzo poetycki i malarski, i wydawało mi się, że przez swoją alegoryczność, daje dużą wolność w wyborze tematycznym dla artystów chcących wziąć w tej wystawie. „Tańcem Słońca” – nazwano cud który miał miejsce 13 października 1917 r., w czasie szóstego, ostatniego z objawień Maryi trójce dzieci z Fatimy. Kiedy przyjrzymy się pracom na wystawie, to w swej warstwie tematycznej opowiedzianej bardzo indywidualnym obrazowym językiem plastycznym, aż dziewiętnastu artystów, tworzących w różnych technikach (malarstwo, rzeźba, fotoplastyka, media elektroniczne) zechciało nam nie tylko przybliżyć tamte wydarzenia, ale także przypomnieć ich aktualność, uwypuklić nasz niepokój o spełnienie się kolejnych tajemnic fatimskich w naszym wieku. Obrazem i symbolem próbowali uchwycić to, co niemożliwe do wypowiedziane za pośrednictwem zwyczajnego ludzkiego słowa. Sto lat od objawień – to równocześnie podsumowanie minionego wieku, bardzo dramatycznego w dziejach naszej Ojczyzny i świata, spojrzenie na te wydarzenia przez pryzmat objawień fatimskich oczyma artysty, wydaje mi się bardzo ważnym doświadczeniem dla odbiorcy. Mam nadzieję, że wystawa „Taniec Słońca – stulecie objawień fatimskich” to nie tylko jedno z ważnych wydarzeń roku jubileuszowego, ale także pomoc w duchowym zamyśleniu nad przesłaniem orędzia Matki Najświętszej dla jej ukochanych dzieci.

Reklama

– Czy Ojciec zamierza pokazać tę wystawę w innych galeriach ?

– Niestety, nie. Wystawa w Hebdowie została pomyślana jako wydarzenie kulturalne na zakończenie Roku Fatimskiego, trudno aby ten temat po zakończeniu obchodów jubileuszowych miał tą samą nośność w innych ośrodkach wystawowych.

– Czy sądzi Ojciec, że trzeba ponieść trud pielgrzymowania do Fatimy, żeby wymodlić głęboką wiarę ?

– Pielgrzymowanie do świętych miejsc należy do tradycji naszej chrześcijańskiej wiary. Przypomina nam, że „jeno pielgrzymowaniem jest nasze życie” do Królestwa Niebieskiego. Ale nie tylko pielgrzymowaniem, także i nieustannym „bojowaniem” o zwycięstwo dobra nad złem, miłości nad nienawiścią, prawdy nad kłamstwem, piękna nad brzydotą. W tej walce naszego życia bywa różnie, nie zawsze zwycięża dobro, miłość, prawda i piękno, taka już jest nasza wspólna niedola synów Ewy i stary człowiek wychodzi z nas jak wyleniała sierść. Świętość bowiem pomieszana jest w nas z profanum. Dlatego potrzebujemy takich miejsc, gdzie świętość szczególnie emanuje, gdzie czujemy moc Boga. Fatima jest takim miejscem. Na szczęście takich miejsc, gdzie łaska Boża jest szczególnie odczuwana, a wiara rośnie, jest wiele. Jednym z nich jest także klasztor w Hebdowie od blisko dziewięciu wieków omodlony przez zamieszkujących go zakonników, tu także, od ponad 600 lat, jest sanktuarium Matki Bożej Nadwiślańskiej.

– Wiara, to w połowie rzeczywistość, w połowie tajemnica. Bardzo trudno przekroczyć granicę między łaską, a tajemnicą. Namalować to co niewidzialne, czego nie można dotknąć, doświadczyć, zrozumieć – to bardzo trudne zadanie, czy dobrze myślę?

– Tak wiara, to tajemnica ale i w połowie rzeczywistość. Dlatego w jakimś sensie można jej jednak doświadczyć. Czasem słyszę: „proszę Ojca, gdyby nie moja wiara, to …”. To świadczy o doświadczeniu wiary i jej niezwykłej mocy, odczuwanej w naszej codzienności. Czy można ją namalować? Pewnie jako zamkniętego w konkretne kształty upersonifikowanego bytu to nie, wszak nie należy do świata samodzielnych bytów, które można obwieść konturem, zobaczyć „postrzeganiem soczewkowym”. Jednak prawdziwej sztuki nie da się sprowadzić jedynie do ilustracji, jest w niej coś, co wychodzi ponad linię, barwę i kształty, a przez tajemnicze piękno dotyka nieskończoności. Stąd nie szukałbym wiary w materii malarstwa, czy rzeźby, która jest konkretna, ale w tym, co poza nią: zamysłu artysty i intuicji odbiorcy.

– Wiarę kojarzę z twórczością , bo wiara, tak jak i twórczość musi być rozwijana, poszukiwana, porządkowana. Trzeba ją także znajdować! I wierzyć ! Jak Ojciec sądzi ?

– Ma Pani na myśli zapewnie tzw. „twórczość natchnioną”, odwołującą się do słynnego powiedzenia, że „artystą nie tyle się jest, co bywa”. Artysta zdaje sobie sprawę, że najczęściej wykonuje świetną rzemieślniczą pracę, a tylko niekiedy tworzy swoje dzieło jak natchniony, przekraczając samego siebie.

Mówi Pani, że twórczość artystyczną kojarzy z wiarą, która albo się rozwija, albo karłowacieje, w zależności od tego jak jesteśmy zaangażowani w jej zdobywanie lub pogłębianie. Myślę, że tak właśnie jest. Ja jednak pokusiłbym się o jeszcze inne porównanie. Proces twórczości artystycznej przypomina mi poszukiwanie przez człowieka rozumnego sensu i dobra własnej egzystencji. Życie człowieka powinno być twórcze a nie odtwórcze, jeśli chce się aby było ono piękne. Z życiem człowieka jest trochę tak, jak z działalnością artystyczną. Działaniem artysty jest natchnienie i tworzenie. Wielkie postacie naszej cywilizacji: św. Benedykt z Nursji; św. Franciszek z Asyżu, św. Jan Paweł II i inni, którzy ludzkość wprowadzili na nowe tory, byli jak artyści tworzący piękne arcydzieła, które jednak zawsze poprzedziło natchnienie i tworzenie. Drogowskazy jakie postawił człowiekowi Jezus w Kazaniu na Górze, gdzie wygłosił Osiem Błogosławieństw, kładą nacisk na ludzką wolność, tą samą z jaką powinien podchodzić artysta w akcie tworzenia. Jezus w tych ośmiu „przykazaniach” Nowego Testamentu – niczego nam nie nakazuje, niczego nie zabrania. Krótkie stwierdzenia Jezusa zaczyniające się od słowa „błogosławieni” (czyli szczęśliwi), pomagają nam odkryć nowe wartości, a następnie tak intuicyjnie pokierować własnym życiem, aby obfitowało w piękne czyny, które swoim blaskiem, dobrem uzasadniają swoje istnienie i dają poczucie szczęścia.

– Siostra Łucja to postać , której Bóg zawierzył „ Orędzie mające ocalić świat”. Zadanie bardzo trudne! I niezwykłe! Jak miała przekonać Ojca Świętego do zaangażowania i poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi ?

– Bóg dał człowiekowi wolność i nie zamierza jej mu odbierać, nawet wtedy gdy ludzie chcą zgotować sobie samozagładę. Ze swej strony robi wszystko, aby nas ocalić. Jedną z takich prób ocalenia nas przed nieszczęściami XX wieku i grożącymi dalszymi nieszczęściami naszych czasów były objawienia w Fatimie. Tam za pośrednictwem dzieci, które w momencie pierwszego objawienia miały niewiele lat: Łucja dziewięć, Franciszek osiem, Hiacynta zaledwie sześć – Bóg nawoływał ludzkość do modlitwy i pokuty. Dlaczego objawił się dzieciom, a nie któremuś z potężnych władców tego świata, lub autorytetów intelektualnych i moralnych? Warto odpowiedzieć sobie na to pytanie w kontekście wolności, którą obdarzył pojedynczego człowieka, jak i całe ludzkie nacje do samostanowienia o sobie.

– A jak siostra Łucja miała przekonać ludzi do praktykowania nabożeństwa pierwszych sobót? Jakimi metodami? Jaki testament nam pozostawiła? Post i modlitwa?

– Post i modlitwa ze swej natury musi wypływać z wolnej decyzji człowieka, wtedy ma wartość. Dlatego zawsze musimy zaczynać od siebie i musi nas to kosztować. Ten przykład ma zapalać innych. Kiedy Matka Boża prosiła dzieci o modlitwę i pokutę, to dzieci to czyniły. Zgodnie z zaleceniem Matki Bożej modliły się o pokój na świecie, podejmowały umartwienia za grzeszników. Były to małe dzieci, a czyniły to ochoczym sercem, może nawet aż nadto gorliwym. Sama Matka Boże zwróciła na to uwagę w jednym ze swoich objawień. Powiedziała wówczas, że Pan był bardzo zadowolony z ofiar, które składały dzieci za nawrócenie grzeszników, ale również zaleciła, aby ograniczyły swoje umartwienia mówiąc: „Nie chcę, żebyście w łóżku miały sznur pokutny na sobie”. Ta gorliwość dziecięca jest wyrzutem i zachętą dla nas dorosłych, abyśmy i my nie ustawali w modlitwie i umartwieniu, bo tylko wtedy, jeżeli wielu odwróci się od grzechu nasz świat może być uratowany.

– W Orędziu Fatimskim obecne są dzieci , którym powierzono odpowiedzialne i trudne zadanie: wezwanie do pokuty i nawrócenie. Tak trudne zadanie otrzymały Łucja, Franciszek i Hiacynta. Zgodziły się na realizację tych zadań. S. Łucja, czekała na wypełnienie misji prawie 90 lat.

– Bóg wybrał dzieci. Tak najczęściej czyni Bóg, że do naprawdę niezwykłych i ważnych zadań wybiera najczęściej to co małe i niegodne w oczach świata, aby nikt nie mógł przypisywać sobie tych zasług, których sprawcą jest Bóg. Matka Boża wybrała dzieci i przez nich przemawiała do ludzi naszych czasów, aby nikt nie mógł zarzucić, że jest przez Boga do czegoś przymuszany, że odbiera mu się wolność decydowania. Orędzie Fatimskie to objawienie prywatne przekazane przez dzieci wynikające z troski i miłości o nasz los, którego możemy przyjąć lub odrzucić. Wielu przyjęło, wielu nie przyjęło, wielu zapewne dzięki docieraniu Orędzia z Fatimy do coraz dalszych zakątków jeszcze przyjmie. Warto czekać i modlić aby tak się stało.

– I jeszcze modlitwa różańcowa – w niej obecna jest głębia całej Ewangelii, najważniejsze myśli, wskazania i postawy. Szkoda , że zabrakło jej na wystawie.

– Temat modlitwy różańcowej jest niewątpliwie nierozłączny z tajemnicą Fatimy. Obawiałem się jednak, że jeśli wprowadzę na obecną wystawę prace artystyczne odnoszące się do tego tematu, to problem objawień fatimskich zejdzie na drugi plan. Dlatego w organizacji tej wystawy świadomie pominąłem tą tematykę, zwłaszcza, że myślę nad organizacją oddzielnej zbiorowej wystawy poświęconej Różańcowi i jego tajemnicom.

– Na zakończenie moja osobista refleksja. Fatima zbliża do Chrystusa. Jak możemy „przyoblec się w Chrystusa” ? Ja maluję Jego oblicze. Dotykam rysunku – oczu, nosa, ust, włosów, policzków – i doznaję „pokoju”. Oczywiście nie zawsze tak jest. To również wielka tajemnica! Jak działa Bóg, jakimi sposobami, metodami i w jakim czasie? Łaska jest konieczna w malowaniu sacrum. Bez niej wyczuwalna jest pustka i wymuszenie głębi. Dlatego tworząc trzeba się modlić. Mieć żywą relację z Bogiem – jako przyjacielem. Rozmawiać o wszystkim i za wszystko dziękować.

Izabela Maria Trelińska urodziła się w Łodzi. Jest absolwentką Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu; dyplom na Wydziale Sztuk Pięknych. Uprawia twórczość w zakresie malarstwa i akcji plastycznych. Stworzyła m.in. kilkanaście cykli akwarel o charakterze sakralnym oraz kilkadziesiąt cykli akwarel będących zapisami jej zagranicznych podróży. Zajmuje się też upowszechnianiem sztuki. Ma na swoim koncie ponad 100 wystaw indywidualnych oraz udział w licznych wystawach okręgowych, ogólnopolskich, międzynarodowych i sztuki polskiej za granicą. Zorganizowała również szereg akcji plastycznych z udziałem dzieci i młodzieży szkolnej.

Współpracowała w tym zakresie m.in. z Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Miasta Łodzi, Miejską Galerią Sztuki w Łodzi, Galerią Art Forum i Galerią Manhattan. Od 1998 r. publikuje refleksje o sztuce, podróżach i spotkaniach z artystami. Jej teksty drukowała "Niedziela " i miesięczniki "Aspekt Polski", "Kalejdoskop" i "Plastyka w szkole".

Tagi:
wywiad rozmowa

Cud za przyczyną Papieża „Humanae vitae”

2018-10-10 11:16

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 41/2018, str. 28-29

Rzadko papieska encyklika była tak kwestionowana, nigdy papieski dokument nie był tak manipulowany i poddawany próbom interpretacji według „potrzeb świata”, jak to miało miejsce w przypadku encykliki „Humanae vitae”. Ale Opatrzność chciała, by właśnie Paweł VI – papież „Humanae vitae”, papież, który bronił życia, został ogłoszony błogosławionym dzięki cudowi uzdrowienia za jego wstawiennictwem nienarodzonego dziecka, a 14 października 2018 r. będzie ogłoszony świętym także dzięki kolejnemu cudowi uzdrowienia za jego przyczyną dziecka, które miało się nie narodzić. To są znaki nieba, których nie można lekceważyć.
Amanda, dziewczynka, która ma dzisiaj trzy lata, nie powinna się urodzić. Jej matka, Vanna, podczas ciąży postanowiła przeprowadzić inwazyjne badanie prenatalne (biopsję kosmówki). Nie wszystko poszło tak, jak powinno – błony zostały uszkodzone, co spowodowało całkowitą utratę płynu owodniowego; stało się to w trzynastym tygodniu ciąży. Lekarze powiedzieli rodzicom Amandy, że może dojść do poronienia, a gdyby jednak dziecko w łonie matki, wbrew wszelkim statystykom, przeżyło, to jedynym wyjściem jest aborcja terapeutyczna. W takich przypadkach bowiem – zgodnie z nowoczesną nauką medyczną – dziecko rodzi się niepełnosprawne z powodu braku odpowiednio rozwiniętych płuc i innych narządów. Ale w tej dramatycznej sytuacji jeden z lekarzy poradził rodzicom, którzy nie byli bardzo wierzący, by udali się na pielgrzymkę do sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Brescii. Powiedział: „Życie to nie tylko statystyki – kto inny jest Autorem życia.” W ten sposób Vanna i Alberto Tagliaferro z Villa Bartolomea w prowincji Werona znaleźli się przed figurą Pawła VI, która stoi w sanktuarium. Dziecku, które było w łonie matki, nie dawano już żadnej nadziei na przeżycie, ale pomimo tego rodzice prosili błogosławionego Papieża o łaskę zdrowia dla Amandy. Wrócili do domu i postanowili utrzymać ciążę. I tak dochodzimy do 23. tygodnia (we Włoszech prawo zezwala na aborcję tylko do tego momentu). Vanna nagle poczuła ulgę i wewnętrzny spokój – życie jej dziecka nie zależało już od jej wyboru. Mogła teraz oddać życie Amandy w ręce Boga za wstawiennictwem bł. Pawła VI. W noc Wigilii Bożego Narodzenia 2014 r., trzy miesiące przed naturalnym końcem ciąży, młoda matka musiała jechać do szpitala z powodu silnych bóli porodowych. W szpitalu lekarze byli pewni, że dziecko urodzi się martwe. Tymczasem Amanda przyszła na świat całkowicie zdrowa, bez żadnego poważnego problemu – dla nauk medycznych wszystko to było niewytłumaczalne.
Trzy lata później, 6 lutego 2018 r., Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych wydała jednogłośnie pozytywną opinię na temat cudownego uzdrowienia przypisywanego wstawiennictwu błogosławionego papieża Pawła VI, a 19 maja, podczas konsystorza, Franciszek ogłosił, że 14 października 2018 r. w czasie ceremonii w Bazylice św. Piotra dokona kanonizacji papieża Montiniego.

Archiwum rodziny Tagliaferro
Rodzina Tagliaferro
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Opłakać stratę dziecka

2018-10-03 08:06

Ewa Oset
Edycja częstochowska 40/2018, str. IV

Pustka boli. Znają ten ból ci, którzy stracili swoje dziecko przez poronienie, aborcję lub śmierć po urodzeniu. Ból skrywany przez lata w zakamarkach duszy i powracający z coraz większą siłą. Trzeba go leczyć – opłakać stratę dziecka, nadać mu imię, prosić o wybaczenie, a przede wszystkim rozpocząć proces wybaczania sobie. Jest na to czas i miejsce. To Dzień Dziecka Utraconego, który w całej Polsce i w archidiecezji częstochowskiej obchodzimy 15 października.

Oddać swój ból Bogu

Dzień Dziecka Utraconego po raz pierwszy w naszej archidiecezji został zorganizowany w 2012 r. w Wieluniu. Po roku dołączyła do niego Częstochowa, a potem Radomsko i Zawiercie. – Chęć zorganizowania tego dnia narodziła się z potrzeby naszego serca. Osobiście jesteśmy rodzicami po stracie, niestety, również takimi, których dzieci nie mają grobów – mówi organizatorka tego przedsięwzięcia w naszej archidiecezji Ewa Słuszniak. – Dla nas Dzień Dziecka Utraconego jest czasem, kiedy wspominamy nasze dzieci, które odeszły przed narodzeniem, modlimy się i chcemy wspierać rodziców, którzy tak jak my doświadczyli straty dziecka, a nie mają przestrzeni ani miejsca, gdzie mogą swoje dzieci opłakać, pożegnać, oddać swój ból Bogu i rozpocząć czas uzdrawiania i przebaczenia. W organizację tego dnia zaangażowane są nasze rodziny, również nasze żyjące dzieci. Uczestniczymy razem, to jest nasz dzień – podkreśla.

Niewidzialny Klasztor Jana Pawła II

Kiedy się odda swoje cierpienie Bogu, często pojawia się chęć niesienia pomocy innym. Tak było w przypadku pomysłodawczyni Anny Dziuby-Marzec, która powiedziała nam, jak to wszystko się zaczęło. – W marcu 2012 r. przyjęłam Szkaplerz Karmelitański i jeszcze w tym samym miesiącu po kilku latach starań poczęło się nasze dziecko – wspomina.

– W planach mieliśmy wyjazd do Lourdes, Fatimy, La Salette i pojawiły się wątpliwości, czy powinniśmy jechać. Pomyśleliśmy, że skoro Pan Bóg dał nam środki na realizację planów, to był to dla nas czytelny znak, że jedziemy. Wszędzie zawierzaliśmy nasze dziecko Matce Bożej. Fatima była miejscem szczególnym, gdyż byliśmy tam w pierwszą sobotę maja i tego dnia był tam obchodzony Dzień Matki. Szczęśliwi wróciliśmy do domu i cieszyliśmy się, że nasze Maleństwo rośnie pod moim sercem. Tak było do 16 lipca – dnia poświęconego Matce Bożej z Góry Karmel. Po porannej Mszy św. poszłam do lekarza i okazało się, że serce naszego dziecka nie bije. Szpital, poród, łzy, ale jednocześnie jakaś siła. Jedna z sióstr boromeuszek powiedziała mi o oddaniu dziecka do Niewidzialnego Klasztoru Jana Pawła II. Miałam świadomość, że w takiej sytuacji jest wiele małżeństw, wielu doznaje niezrozumienia otoczenia i w tym bólu są osamotnieni. Z potrzeby serca, ale myślę, że przede wszystkim zadziałał z Nieba Jan Paweł II – kontynuuje pani Anna, i dodaje: – Zrodziła się wtedy myśl o zorganizowaniu Dnia Dziecka Utraconego w Wieluniu. Od tego czasu rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i znajomi każdego roku 15 października gromadzą się na wspólnym Różańcu, Eucharystii, Adoracji – mówi pani Anna, zachęcając wszystkich, którzy utracili swoje dziecko, do udziału w tym Dniu.

Żałobę trzeba przeżyć

Ktoś powie: po co taki Dzień, po co rozgrzebywać rany, wracać do tych traumatycznych wydarzeń?– Idea Dnia Dziecka Utraconego jest związana z potrzebą zmiany sposobu postrzegania przez społeczeństwo problemów, z jakimi borykają się rodzice po stracie dziecka – mówią organizatorzy. – W Polsce wciąż nie ma społecznego przyzwolenia na przeżywanie przez rodziców żałoby po wczesnej utracie dziecka, szczególnie w okresie prenatalnym. Strata dziecka w wyniku: poronienia, wczesnego porodu i śmierci tuż po narodzeniu jest traumatycznym przeżyciem dla rodziców. Dlatego to wydarzenie jest szczególne dla tysięcy kobiet i mężczyzn, którzy doświadczyli straty dziecka i czasem poświęconym pamięci i modlitwie za zmarłe dzieci i ich rodziców. W wielu kościołach sprawowane są Eucharystie, odbywają się także zbiorowe pochówki. I my chcemy włączyć się w tę szczególną inicjatywę poprzez zorganizowanie Dnia Dziecka Utraconego w trzech miastach naszej diecezji – zaznaczają organizatorzy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Kościół w Europie

2018-10-15 20:33

Andrzej Tarwid

Monika Książek

Jeśli Stary Kontynent ma pokonać targające nim kryzysy, to musi wrócić do swoich chrześcijańskich korzeni – twierdzili zgodnie uczestnicy II Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi”, który 15 października miał swoją pierwszą sesję w Warszawie. Prelegenci naukowej konferencji wielokrotnie przywoływali też słowa św. Jana Pawła II o tym, że „Europy nie da się zrozumieć bez Chrystusa”.

Kryzys to jedno z pojęć najczęściej obecnie przywoływanych i odmienianych przez europejskie elity. Jedni mówi o kryzysie migracyjnym, drudzy o kryzysie euro. Jeszcze inni o kryzysie związanym z Brexit-em. Ale zdaniem wybitnych naukowców - którzy w poniedziałek spotkali się na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie na sesji zatytułowanej „Kościół w Europie” - główną przyczyną kryzysów, jakie dotykają Stary Kontynent jest odcięcie się od swojej chrześcijańskiej tożsamości.

Sytuacja jest paradoksalna, bo przecież to Europa przez wieki była była sercem chrześcijaństwa. I to Stary Kontynent najwięcej chrześcijaństwu zawdzięcza, o czym na konferencji mówił m. in. ks. prof. Henryk Skorowski SDB.

Autor takich ważnych książek jak „Być chrześcijaninem i obywatelem dziś. Refleksje o postawach etyczno-społecznych” czy „Z problematyki praw człowieka. Studium z katolickiej nauki społecznej” stwierdził, że chrześcijaństwo przyniosło mieszkańcom Starego Kontynentu nową kulturę, która „rządzi się zasadą miłości”. A także zasadę solidarności rozumianej jako jedność w dobru wspólnym oraz wolność i tolerancję. - Fundamentem tego wszystkiego jest człowiek, który w chrześcijaństwie nigdy nie jest owocem ślepego przypadku – spuentował ks. Skworowski SDB.

Niestety, wkład chrześcijańskiej wiary jest obecnie negowany i wypierany z historii, kultury oraz z przestrzeni społecznej. Ma to swoje tragiczne wręcz konsekwencje.

- Europa to jedyne miejsce na świecie, gdzie duża grupa ludzi żyje bez religii. Teraz jest to ok. 18 proc. W 2050 roku ma ich być ok. 23 proc. - powiedział ks. prof. Piotr Mazurkiewicz i podkreślił, że liczbę ateistów w Europie zasilają dzieci chrześcijan.

- Dzisiejsze społeczeństwo nie jest przeciwko Bogu, ale jest to społeczeństwo bez Boga – ocenił o. prof. Stipe Juricov z Chorwacji.

Zdaniem prof. Luca Piaganiego z Międzynarodowego Obserwatorium Doktryny Społecznej Kościoła w Watykanie obecna sytuacja jest wynikiem tego, że z wielkiego projektu europejskiego wykluczono idee ojców założycieli Wspólnoty – Konrada Adenauera, Alcide De Gasperiego i Roberta Schumana.

- Oni chcieli zapewnić Europie lepszą przyszłość. Aby każdy mógł znaleźć w niej miejsce. Tworząc projekt europejski brali pod uwagę założenia filozoficzne, uwarunkowania socjologiczne a także wymiar religijny – powiedział prof. Luca Piagani i podkreślił. - Ojcowie założyciele chcieli, aby Europa miała swoją wyjątkową tożsamość opartą na chrześcijaństwie. Aby jej kultura opierała się właśnie na tych korzeniach!

Historia potoczyła się inaczej. Na pewnym etapie integracji idee założycieli Wspólnoty zostały odłożone. Życie nie znosi jednak próżni i w to miejsce weszły marksistowsko-lewicowe pomysły zawarte m. in. w Manifeście z Ventotene. Ten niewielki dokument napisała grupa komunistycznych intelektualistów z Włoch. Bóg w ich koncepcji był „elementem zbędnym”.

- Konsekwencją takiego podejścia są relatywizm i egoizm. A przecież wspólnota nie może opierać się na egoizmie, bo jak zaspokoimy jedno pragnienie natychmiast pojawia się kolejne. Człowiek chce je zaspokoić bez oglądania się na inne osoby. W konsekwencji taki człowiek staje się słaby, a społeczeństwo zbudowane z takich jednostek też jest słabe, ponieważ nie potrafi wspólnie działać - diagnozował prof. Luca Piagani.

O tym, jakie skutki przyniesie wykluczenie Boga z przestrzeni publicznej mówił równo 30 lat temu Jan Paweł II podczas swoje pierwszego wystąpienia w Parlamencie Europejskim.

- W tamtym wystąpieniu znalazło się charakterystyczne stwierdzenie „Moim marzeniem jest..” - przypomniał ks. prof. Piotr Mazurkiewicz, który w trakcie swojego wystąpienia dokonał relektury papieskiego wystąpienia, w którym Ojciec Święty mówił m. in. od „dwóch płucach Europy” i o tym, że wszystkie narody mają prawo do uczestniczenia w zjednoczeniu. A także o tym, co niosą z sobą wszelkie prądy rugujące wiarę z życia ludzi.

- Na przekonaniu, że „Boga nie ma”, nie da się zbudować ateistycznego państwa. Jedynymi takimi państwami były Związek Sowiecki i hitlerowskie Niemcy – stwierdził ks. Mazurkiewicz i na koniec wykładu podkreślił. - Jan Paweł II dokładnie powiedział, że Europy nie można zrozumieć bez Chrystusa. I przypominanie tego jest naszym zadaniem!

Następcą Papieża-Polaka był Benedykt XVI, dla którego Europa zawsze znajdowała się w centrum zainteresowania. - Osią nauczania Benedykta VI na na ten temat jest problem podcinania korzeni naszego chrześcijańskiego fundamentu – mówił ks. prof. Mariusza Kucińskiego z bydgoskiego „Centrum Ratzingera”.

W ocenie Papieża-Emeryta głównym problemem, przed jakim staje Kościół to relatywizm. - Żyjemy w czasach dyktatury relatywizmu, która niczego nie uznaje za pewnik. A posiadanie własnej wiary jest uznawane za fundamentalizm – powiedział ks. prof. Kuciński.

Tymczasem nasza wiara w perspektywie filozoficzno-ontologicznej, każe nam jednoznacznie myśleć o Starym Kontynencie. - Europa pochodzi z wiecznego planu Boga Ojca, bo Bóg myśli w kategoriach wieczności – powiedział teolog i filozof ks. prof. Tadeusz Guz z KUL. - Jako prawdziwy Europejczycy mamy konkretną nadzieję, że Bóg, który powołał Europę zaprasza ja do swojego Domu – dodał.

A kiedy przypomnimy sobie o danej od Boga gwarancji, to co powinniśmy robić? - Europa odkryje na nowo swoją tożsamość, jeśli my wszyscy będziemy brali udział w jej przekształcaniu – powiedział prof. Luca Piagani i zaznaczył, że powinniśmy zacząć od ewangelizacji. - Tak jak mówił św. Jan Paweł II – stwierdził.

- Wierzący nie powinni się bać. Oni muszą pokazać, że wiara jest radosna, a nieograniczająca, bo daje nam wolność. Powinniśmy na nowo odkryć niedzielę, jako Dzień Boży. Musimy też być w naszej wierze autentyczni – wyliczał o. prof. Stipe Juricov.

Uczestniczy konferencji „Kościół w Europie” wysłuchali jeszcze wykładu prof. Wiesława Wysockiego o historycznym znaczeniu „Cudu nad Wisłą” dla Europy. A także poruszającego świadectwa o św. Janie Pawle II, którym podzielił się były papieski fotograf Arturo Mari.

Spotkanie na UKSW zakończyło wystąpienie ks. Ireneusza Skubisia. Moderator Ruchu „Europa Christi” podziękował wszystkim prelegentom za wystąpienia oraz przedstawił plany Ruchu. Są to m. in. pomysły tworzenia Klubów „Europa Christi” i Rycerzy „Europa Christi” na wzór Zakonu Rycerzy Kolumba.

- Zależy nam na tym, aby wszystkie struktury oddychały Chrystusem i były naznaczone Jego obecnością. Ponieważ chcemy, aby Chrystus Zmartwychwstały wrócił do Europy – powiedział Infułat i zaprosił na kolejne wydarzenia związane z II Międzynarodowym Kongresem Ruchu „Europa Christi”.

A już jutro, tj. 16 października, kongresowe obrady odbędą się w Centrum Arena Jesionka w Rzeszowie. 17 października uczestników kongresu będzie gościł Katolicki Uniwersytet Lubelski. Kolejne kongresowe spotkania odbędą się m. in. w: Częstochowie i Łodzi. Natomiast w stolicy odbędą się jeszcze dwie sesje: „Rechrystianizacja Europy” (18 października, Senat RP) oraz „Silna Rodzina Siłą Europy” (20 października, UKSW).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem