Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Wystawa „Taniec Słońca – setna rocznica objawień"

2017-11-30 12:12

Rozmawia Izabela Trelińska

O. EUGENIUSZ GRZYWACZ

Minęło sto lat od objawień Matki Bożej w Fatimie. W klasztorze w Hebdowie, możemy rozważać ten czas i zobaczyć jak został zapisany przez artystów, którzy na wystawie „Taniec Słońca – setna rocznica objawień” dzielą się przemyśleniami i przeżyciami duchowymi

Z o. Eugeniuszem Grzywaczem SP historykiem sztuki i dyrektorem Centrum Wiara i Kultura w Hebdowie k. Nowego Brzeska rozmawia Izabela Trelińska – malarka i pedagog

– Wystawa „Taniec Słońca – setna rocznica objawień” zagościła w Galerii na Krużgankach w klasztorze ponorbertańskim w Hebdowie na zakończenie Roku Objawień w Fatimie. Co Ojca szczególnie ucieszyło, czy zaskoczyło w związku z tą wystawą?

– Jestem mile zaskoczony ilością i różnorodnością prac, które zostały zgłoszone na wystawę, zwłaszcza że temat nie był łatwy. Tytuł wystawy to „Taniec Słońca” – wybrałem go, bo jest bardzo poetycki i malarski, i wydawało mi się, że przez swoją alegoryczność, daje dużą wolność w wyborze tematycznym dla artystów chcących wziąć w tej wystawie. „Tańcem Słońca” – nazwano cud który miał miejsce 13 października 1917 r., w czasie szóstego, ostatniego z objawień Maryi trójce dzieci z Fatimy. Kiedy przyjrzymy się pracom na wystawie, to w swej warstwie tematycznej opowiedzianej bardzo indywidualnym obrazowym językiem plastycznym, aż dziewiętnastu artystów, tworzących w różnych technikach (malarstwo, rzeźba, fotoplastyka, media elektroniczne) zechciało nam nie tylko przybliżyć tamte wydarzenia, ale także przypomnieć ich aktualność, uwypuklić nasz niepokój o spełnienie się kolejnych tajemnic fatimskich w naszym wieku. Obrazem i symbolem próbowali uchwycić to, co niemożliwe do wypowiedziane za pośrednictwem zwyczajnego ludzkiego słowa. Sto lat od objawień – to równocześnie podsumowanie minionego wieku, bardzo dramatycznego w dziejach naszej Ojczyzny i świata, spojrzenie na te wydarzenia przez pryzmat objawień fatimskich oczyma artysty, wydaje mi się bardzo ważnym doświadczeniem dla odbiorcy. Mam nadzieję, że wystawa „Taniec Słońca – stulecie objawień fatimskich” to nie tylko jedno z ważnych wydarzeń roku jubileuszowego, ale także pomoc w duchowym zamyśleniu nad przesłaniem orędzia Matki Najświętszej dla jej ukochanych dzieci.

Reklama

– Czy Ojciec zamierza pokazać tę wystawę w innych galeriach ?

– Niestety, nie. Wystawa w Hebdowie została pomyślana jako wydarzenie kulturalne na zakończenie Roku Fatimskiego, trudno aby ten temat po zakończeniu obchodów jubileuszowych miał tą samą nośność w innych ośrodkach wystawowych.

– Czy sądzi Ojciec, że trzeba ponieść trud pielgrzymowania do Fatimy, żeby wymodlić głęboką wiarę ?

– Pielgrzymowanie do świętych miejsc należy do tradycji naszej chrześcijańskiej wiary. Przypomina nam, że „jeno pielgrzymowaniem jest nasze życie” do Królestwa Niebieskiego. Ale nie tylko pielgrzymowaniem, także i nieustannym „bojowaniem” o zwycięstwo dobra nad złem, miłości nad nienawiścią, prawdy nad kłamstwem, piękna nad brzydotą. W tej walce naszego życia bywa różnie, nie zawsze zwycięża dobro, miłość, prawda i piękno, taka już jest nasza wspólna niedola synów Ewy i stary człowiek wychodzi z nas jak wyleniała sierść. Świętość bowiem pomieszana jest w nas z profanum. Dlatego potrzebujemy takich miejsc, gdzie świętość szczególnie emanuje, gdzie czujemy moc Boga. Fatima jest takim miejscem. Na szczęście takich miejsc, gdzie łaska Boża jest szczególnie odczuwana, a wiara rośnie, jest wiele. Jednym z nich jest także klasztor w Hebdowie od blisko dziewięciu wieków omodlony przez zamieszkujących go zakonników, tu także, od ponad 600 lat, jest sanktuarium Matki Bożej Nadwiślańskiej.

– Wiara, to w połowie rzeczywistość, w połowie tajemnica. Bardzo trudno przekroczyć granicę między łaską, a tajemnicą. Namalować to co niewidzialne, czego nie można dotknąć, doświadczyć, zrozumieć – to bardzo trudne zadanie, czy dobrze myślę?

– Tak wiara, to tajemnica ale i w połowie rzeczywistość. Dlatego w jakimś sensie można jej jednak doświadczyć. Czasem słyszę: „proszę Ojca, gdyby nie moja wiara, to …”. To świadczy o doświadczeniu wiary i jej niezwykłej mocy, odczuwanej w naszej codzienności. Czy można ją namalować? Pewnie jako zamkniętego w konkretne kształty upersonifikowanego bytu to nie, wszak nie należy do świata samodzielnych bytów, które można obwieść konturem, zobaczyć „postrzeganiem soczewkowym”. Jednak prawdziwej sztuki nie da się sprowadzić jedynie do ilustracji, jest w niej coś, co wychodzi ponad linię, barwę i kształty, a przez tajemnicze piękno dotyka nieskończoności. Stąd nie szukałbym wiary w materii malarstwa, czy rzeźby, która jest konkretna, ale w tym, co poza nią: zamysłu artysty i intuicji odbiorcy.

– Wiarę kojarzę z twórczością , bo wiara, tak jak i twórczość musi być rozwijana, poszukiwana, porządkowana. Trzeba ją także znajdować! I wierzyć ! Jak Ojciec sądzi ?

– Ma Pani na myśli zapewnie tzw. „twórczość natchnioną”, odwołującą się do słynnego powiedzenia, że „artystą nie tyle się jest, co bywa”. Artysta zdaje sobie sprawę, że najczęściej wykonuje świetną rzemieślniczą pracę, a tylko niekiedy tworzy swoje dzieło jak natchniony, przekraczając samego siebie.

Mówi Pani, że twórczość artystyczną kojarzy z wiarą, która albo się rozwija, albo karłowacieje, w zależności od tego jak jesteśmy zaangażowani w jej zdobywanie lub pogłębianie. Myślę, że tak właśnie jest. Ja jednak pokusiłbym się o jeszcze inne porównanie. Proces twórczości artystycznej przypomina mi poszukiwanie przez człowieka rozumnego sensu i dobra własnej egzystencji. Życie człowieka powinno być twórcze a nie odtwórcze, jeśli chce się aby było ono piękne. Z życiem człowieka jest trochę tak, jak z działalnością artystyczną. Działaniem artysty jest natchnienie i tworzenie. Wielkie postacie naszej cywilizacji: św. Benedykt z Nursji; św. Franciszek z Asyżu, św. Jan Paweł II i inni, którzy ludzkość wprowadzili na nowe tory, byli jak artyści tworzący piękne arcydzieła, które jednak zawsze poprzedziło natchnienie i tworzenie. Drogowskazy jakie postawił człowiekowi Jezus w Kazaniu na Górze, gdzie wygłosił Osiem Błogosławieństw, kładą nacisk na ludzką wolność, tą samą z jaką powinien podchodzić artysta w akcie tworzenia. Jezus w tych ośmiu „przykazaniach” Nowego Testamentu – niczego nam nie nakazuje, niczego nie zabrania. Krótkie stwierdzenia Jezusa zaczyniające się od słowa „błogosławieni” (czyli szczęśliwi), pomagają nam odkryć nowe wartości, a następnie tak intuicyjnie pokierować własnym życiem, aby obfitowało w piękne czyny, które swoim blaskiem, dobrem uzasadniają swoje istnienie i dają poczucie szczęścia.

– Siostra Łucja to postać , której Bóg zawierzył „ Orędzie mające ocalić świat”. Zadanie bardzo trudne! I niezwykłe! Jak miała przekonać Ojca Świętego do zaangażowania i poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi ?

– Bóg dał człowiekowi wolność i nie zamierza jej mu odbierać, nawet wtedy gdy ludzie chcą zgotować sobie samozagładę. Ze swej strony robi wszystko, aby nas ocalić. Jedną z takich prób ocalenia nas przed nieszczęściami XX wieku i grożącymi dalszymi nieszczęściami naszych czasów były objawienia w Fatimie. Tam za pośrednictwem dzieci, które w momencie pierwszego objawienia miały niewiele lat: Łucja dziewięć, Franciszek osiem, Hiacynta zaledwie sześć – Bóg nawoływał ludzkość do modlitwy i pokuty. Dlaczego objawił się dzieciom, a nie któremuś z potężnych władców tego świata, lub autorytetów intelektualnych i moralnych? Warto odpowiedzieć sobie na to pytanie w kontekście wolności, którą obdarzył pojedynczego człowieka, jak i całe ludzkie nacje do samostanowienia o sobie.

– A jak siostra Łucja miała przekonać ludzi do praktykowania nabożeństwa pierwszych sobót? Jakimi metodami? Jaki testament nam pozostawiła? Post i modlitwa?

– Post i modlitwa ze swej natury musi wypływać z wolnej decyzji człowieka, wtedy ma wartość. Dlatego zawsze musimy zaczynać od siebie i musi nas to kosztować. Ten przykład ma zapalać innych. Kiedy Matka Boża prosiła dzieci o modlitwę i pokutę, to dzieci to czyniły. Zgodnie z zaleceniem Matki Bożej modliły się o pokój na świecie, podejmowały umartwienia za grzeszników. Były to małe dzieci, a czyniły to ochoczym sercem, może nawet aż nadto gorliwym. Sama Matka Boże zwróciła na to uwagę w jednym ze swoich objawień. Powiedziała wówczas, że Pan był bardzo zadowolony z ofiar, które składały dzieci za nawrócenie grzeszników, ale również zaleciła, aby ograniczyły swoje umartwienia mówiąc: „Nie chcę, żebyście w łóżku miały sznur pokutny na sobie”. Ta gorliwość dziecięca jest wyrzutem i zachętą dla nas dorosłych, abyśmy i my nie ustawali w modlitwie i umartwieniu, bo tylko wtedy, jeżeli wielu odwróci się od grzechu nasz świat może być uratowany.

– W Orędziu Fatimskim obecne są dzieci , którym powierzono odpowiedzialne i trudne zadanie: wezwanie do pokuty i nawrócenie. Tak trudne zadanie otrzymały Łucja, Franciszek i Hiacynta. Zgodziły się na realizację tych zadań. S. Łucja, czekała na wypełnienie misji prawie 90 lat.

– Bóg wybrał dzieci. Tak najczęściej czyni Bóg, że do naprawdę niezwykłych i ważnych zadań wybiera najczęściej to co małe i niegodne w oczach świata, aby nikt nie mógł przypisywać sobie tych zasług, których sprawcą jest Bóg. Matka Boża wybrała dzieci i przez nich przemawiała do ludzi naszych czasów, aby nikt nie mógł zarzucić, że jest przez Boga do czegoś przymuszany, że odbiera mu się wolność decydowania. Orędzie Fatimskie to objawienie prywatne przekazane przez dzieci wynikające z troski i miłości o nasz los, którego możemy przyjąć lub odrzucić. Wielu przyjęło, wielu nie przyjęło, wielu zapewne dzięki docieraniu Orędzia z Fatimy do coraz dalszych zakątków jeszcze przyjmie. Warto czekać i modlić aby tak się stało.

– I jeszcze modlitwa różańcowa – w niej obecna jest głębia całej Ewangelii, najważniejsze myśli, wskazania i postawy. Szkoda , że zabrakło jej na wystawie.

– Temat modlitwy różańcowej jest niewątpliwie nierozłączny z tajemnicą Fatimy. Obawiałem się jednak, że jeśli wprowadzę na obecną wystawę prace artystyczne odnoszące się do tego tematu, to problem objawień fatimskich zejdzie na drugi plan. Dlatego w organizacji tej wystawy świadomie pominąłem tą tematykę, zwłaszcza, że myślę nad organizacją oddzielnej zbiorowej wystawy poświęconej Różańcowi i jego tajemnicom.

– Na zakończenie moja osobista refleksja. Fatima zbliża do Chrystusa. Jak możemy „przyoblec się w Chrystusa” ? Ja maluję Jego oblicze. Dotykam rysunku – oczu, nosa, ust, włosów, policzków – i doznaję „pokoju”. Oczywiście nie zawsze tak jest. To również wielka tajemnica! Jak działa Bóg, jakimi sposobami, metodami i w jakim czasie? Łaska jest konieczna w malowaniu sacrum. Bez niej wyczuwalna jest pustka i wymuszenie głębi. Dlatego tworząc trzeba się modlić. Mieć żywą relację z Bogiem – jako przyjacielem. Rozmawiać o wszystkim i za wszystko dziękować.

Izabela Maria Trelińska urodziła się w Łodzi. Jest absolwentką Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu; dyplom na Wydziale Sztuk Pięknych. Uprawia twórczość w zakresie malarstwa i akcji plastycznych. Stworzyła m.in. kilkanaście cykli akwarel o charakterze sakralnym oraz kilkadziesiąt cykli akwarel będących zapisami jej zagranicznych podróży. Zajmuje się też upowszechnianiem sztuki. Ma na swoim koncie ponad 100 wystaw indywidualnych oraz udział w licznych wystawach okręgowych, ogólnopolskich, międzynarodowych i sztuki polskiej za granicą. Zorganizowała również szereg akcji plastycznych z udziałem dzieci i młodzieży szkolnej.

Współpracowała w tym zakresie m.in. z Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Miasta Łodzi, Miejską Galerią Sztuki w Łodzi, Galerią Art Forum i Galerią Manhattan. Od 1998 r. publikuje refleksje o sztuce, podróżach i spotkaniach z artystami. Jej teksty drukowała "Niedziela " i miesięczniki "Aspekt Polski", "Kalejdoskop" i "Plastyka w szkole".

Tagi:
wywiad rozmowa

Czy jesteście powołani do niepłodności?

2018-05-22 12:23


Edycja wrocławska 17/2018, str. IV-V


Małgorzata Trawka: – Oktawa Wielkanocna w tym roku była dla Was szczególnym momentem, w Waszej rodzinie pojawiło się nowe życie.

Bernadetta: – W Oktawie Wielkanocnej zadzwoniła do nas pani z ośrodka adopcyjnego i zapytała, czy jesteśmy gotowi na odrobinę szaleństwa, ponieważ jest dziecko, które urodziło się z końcem marca, w Wielkim Tygodniu. I pytanie, czy bylibyśmy zainteresowani, by je poznać, jego akta, historię, spotkać się z nim i dowiedzieć czegoś więcej. Powiedzieliśmy: tak, chcemy się spotkać. To jest noworodek, nie jest wolny prawnie. To jest dziecko, które zostało w szpitalu po urodzeniu. Matka biologiczna złożyła pismo, że chce dziecko oddać do adopcji. Po sześciu tygodniach tę decyzję musi potwierdzić w sądzie. To jest troszeczkę niespodzianka, nie wiemy, jak się skończy, ale jesteśmy poddani woli Bożej. Liczymy na to, że będziemy mogli dziecko adoptować, ale jeżeli Pan Bóg zaplanował inaczej, to po prostu przez te sześć tygodni damy mu tyle miłości, ile możemy.

Krzysztof: – Cała procedura przy noworodkach jest szybka. Na decyzję mieliśmy jeden dzień, następnego byliśmy go zobaczyć, a kilka dni później był już z nami.

– W którym momencie pozwalacie sobie na stwierdzenie: „To jest nasze dziecko”?

K: – Zdecydowanie już w tej chwili. Tym bardziej, że czekaliśmy na naszego maluszka rok i cztery miesiące. To jest nasze wymodlone dzieciątko.

B: – Z naszą starszą córką było tak, że potrzebowałam trzech tygodni, by oswoić się z myślą, że jestem mamą, że mam córkę. Potrzebowałam czasu, żeby tę więź nawiązać. Wydaje mi się, że tym razem idzie dużo szybciej.

– Kiedy poczuliście się powołani do zorganizowania i poprowadzenia rekolekcji dotykających problemu niepłodności?

K: – Należymy do ruchu Equipes Notre-Dame. Wiosną 2017 r. byliśmy na rekolekcjach naszej wspólnoty małżeńskiej o komunikacji w małżeństwie współprowadzonych przez ks. Gabriela Pisarka, sercanina, który na co dzień pracuje w Kluczborku. Podczas jednego z posiłków zaczęliśmy rozmawiać z księdzem o naszej historii i może trochę zbyt śmiało zapytałem, czy na rekolekcjach albo warsztatach dla małżeństw prowadzonych przez sercanów poruszany jest temat trudności z zajściem w ciążę, niepłodności itp. I ks. Gabriel powiedział, że nie ma takich tematów, i zachęcił: to zróbmy coś.

– Czy te rekolekcje są adresowane do małżonków, którzy wprawdzie mają już swoje dziecko, ale jednocześnie doświadczają trudności w poczęciu następnego?

K: – Rekolekcje są dla małżeństw sakramentalnych, to jest jedyny podstawowy warunek. Mogą to być małżeństwa, które mają dzieci i dalej nie mogą naturalnie począć. Adresujemy je do małżeństw, które są na każdym etapie zmagania się z trudnościami z poczęciem, czy to jest pół roku starania się, czy kilka lat, czy to jest już któryś rok leczenia niepłodności, czy któryś rok oczekiwania na adopcję, czy któryś rok, gdy ona jest zdrowa, on jest zdrowy, a dalej mimo wszystko nie ma potomstwa.

– A jak Wy odbieraliście sytuację, że nie możecie mieć dzieci?

B: – Przeszliśmy drogę, która może nie jest idealna, ale typowa. Zaczęło się od decyzji, że staramy się o dziecko i skoro wszystkim innym naokoło wychodzi to dosyć szybko, to z nami będzie tak samo, bo dlaczego by nie? Staramy się jeden miesiąc, drugi, trzeci i kolejny, ciągle nic. I w pewnym momencie pojawiały się pytania, wątpliwości i myśl, że może należałoby się przebadać. Ja się badałam i Krzysiu też, no i wyniki nie były dobre. Zaczął się okres leczenia, ale nie przynosiło ono oczekiwanych skutków. Była medycyna niekonwencjonalna, testy owulacyjne, dużo modlitwy, pas św. Dominika, różne sposoby... W pewnym momencie pojawił się bunt, foch na Pana Boga: Panie Boże, my jesteśmy Tobie wierni już długie lata, jesteśmy wobec Ciebie fair, a Ty z nami postępujesz niesprawiedliwie. Obiecałeś: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się”, a u nas tego nie widać. I był okres głębokiego dołu i załamania, i patrzenia z zazdrością na inne pary, które spodziewają się dziecka, albo prowadzą wózek. I były myśli naprawdę nieżyczliwe w stosunku do tych osób, bo też czuliśmy, że zasługujemy na dzieci.

K: – W Piśmie Świętym jest napisane: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18,19). To zdanie nas buntowało. To była masakra.

B: – Jak jedno z nas było w dole, to drugie ciągnęło ku górze i odwrotnie, tak na wymianę, a w pewnym momencie oboje byliśmy w dołku. Jednej niedzieli modliliśmy się w kościele po Mszy św. i wtedy łzy leciały strumieniami. Wychodzimy z kościoła, patrzymy, stoi przed wejściem Kuba, nasz znajomy, i mówi, że właśnie powstaje ekipa Notre-Dame, może byśmy chcieli przyjść na takie niezobowiązujące spotkanie, by się więcej dowiedzieć. Myślałam wtedy, po co nam to, przecież przeżywamy dół i mamy inne problemy. Ale okazało się, że jak już poszliśmy, to był to początek wspaniałej przygody z Panem Bogiem. Wsparcie, jakie zaczęliśmy dostawać w naszej ekipie, bardzo nam pomogło. Niedługo potem okazało się, że jest miejsce na wcześniejszy kurs adopcyjny i sprawy potoczyły się szybko.

– Słyszymy czasami o rekolekcjach dla bezpłodnych małżeństw, w których dominująca wydaje się być modlitwa o uzdrowienie. Temat tych rekolekcji może sugerować, że akcent jest położony na akceptacji niemożliwości bycia biologicznymi rodzicami.

B: – Akcent stawiamy na działanie. Widzimy wokół siebie wiele par, które, mówiąc kolokwialnie, bardzo się guzdrają, gubią, tkwią w marazmie, trzymając się kurczowo jednego rozwiązania, np. jednego lekarza, i to nie przynosi efektów. Są nieszczęśliwi, stoją w miejscu. My chcemy, żeby z tego miejsca ruszyli. Chcemy ich zaprosić do zaufania Panu Bogu, żeby działa się Jego wola w czasie, jaki On chce, i w sposób, w jaki On chce.

K: – Doświadczyliśmy tego, że łatwo jest popaść w stagnację i czekać na cud. Nasz przykład: zaczynamy się starać, mijają kolejne miesiące i nie wiemy, co zrobić. Później, gdy chcemy się zbadać, kobieta wie, gdzie pójść, bo badanie ginekologiczne jest dosyć naturalnym sposobem. Ale mężczyzna? Żeby zbadać swoje nasienie? Jeszcze w sposób zgodny z moralnością katolicką? To jest trudne i nie wiadomo, gdzie pójść, kogo zapytać. To jest pierwszy krok, trzeba odwagi, żeby zacząć rozmawiać. Gdy dostaje się wyniki poniżej normy, to jest kolejny cios, gdy słyszę, że najlepiej jest pójść na in vitro lub spróbować inseminacji, do których nasza wiara i Kościół mają jednoznaczne stanowisko: nie. Idziemy z wynikami do jednego ginekologa, drugiego, większość nie wie, jak do tego podejść. Specjalistów naprotechnologii nawet we Wrocławiu jest bardzo mało, a leczących mężczyzn prawie wcale. I dalej trwa się w dole, nostalgii. Te rekolekcje są również po to, żeby pokazać konkretne miejsca, w których można otrzymać pomoc. Nie jesteśmy ekspertami, ale chcemy podzielić się naszym doświadczeniem.

B: – Nie chcemy robić reklamy adopcji. Chcemy pokazać drogi wyjścia, na które Pan Bóg otwiera serce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek: chrześcijańskie świadectwo to czynienie tego, czego chce Duch Święty

2018-05-23 10:58

tłum. st (KAI) / Watykan

„Świadectwo chrześcijańskie polega na czynieniu wyłącznie tego i tego wszystkiego, czego wymaga od nas Duch Chrystusa, udzielając nam sił, aby to wypełnić” – powiedział Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej. Papież podjął nowy cykl katechez poświęconych omówieniu sakramentu bierzmowania. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dziś około 15 tys. wiernych.

Grzegorz Gałązka

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Po katechezach na temat chrztu, dni następujące po uroczystości Pięćdziesiątnicy zachęcają nas do refleksji nad świadectwem, jakie Duch Święty wzbudza w ochrzczonych, wprawiając ich życie w ruch, otwierając je na dobro innych. Jezus powierzył swoim uczniom wspaniałą misję: „Wy jesteście solą dla ziemi, wy jesteście światłem świata” (por. Mt 5,13-16). Są to obrazy, które każą pomyśleć o naszym zachowaniu, ponieważ zarówno niedobór jak i nadmiar soli sprawiają, że jedzenie jest niesmaczne, podobnie jak zarówno brak, czy też nadmiar światła uniemożliwiają widzenie. Tylko Duch Chrystusa może nas naprawdę uczynić solą, która nadaje smak i zachowuje od zepsucia oraz światłem rozjaśniającym świat! I to jest dar, który otrzymujemy w Sakramencie Bierzmowania, na którym razem z wami pragnę się zatrzymać i zastanowić. Nazywa się on „bierzmowaniem” (confirmatio), ponieważ utwierdza chrzest i umacnia jego łaskę (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 1289); oraz „chryzmacją”, ponieważ otrzymujemy Ducha poprzez namaszczenie „krzyżmem” - olejem zmieszanym z balsamem konsekrowanym przez biskupa. Termin ten odwołuje do „Chrystusa”, namaszczonego Duchem Świętym.

Odrodzenie się do życia Bożego w chrzcie św. jest pierwszym krokiem. Następnie trzeba zachowywać się jak dzieci Boże, to znaczy upodobnić się do Chrystusa działającego w Kościele świętym, angażuje się w jego misję w świecie. Zapewnia to namaszczenie Ducha Świętego: „Bez Twojego tchnienia nie ma nic w człowieku” (por. sekwencja uroczystości Zesłania Ducha Świętego). Tak jak całe życie Jezusa było ożywione przez Ducha, podobnie też życie Kościoła i każdego z jego członków toczy się pod przewodnictwem tego samego Ducha.

Jezus poczęty przez Dziewicę za sprawą Ducha Świętego rozpoczął swoją misję po tym, jak wyszedłszy z wód Jordanu został namaszczony przez Ducha, który zstąpił i spoczął na Nim (por. Mk 1,10; J 1, 32). Wyraźnie to stwierdza w synagodze w Nazarecie, jakże pięknie Jezus ukazuje siebie – to jakby dokument tożsamości w synagodze w Nazarecie: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę” (Łk 4,18). Jezus przestawia siebie w synagodze swojego miasteczka jako ten, który został namaszczony Duchem Świętym.

Jezus jest pełen Ducha Świętego i jest źródłem Ducha obiecanego przez Ojca (J 15,26; Łk 24,49; Dz 1,8; 2,33). Istotnie, wieczorem dnia Paschy Zmartwychwstały tchnął na uczniów i powiedział im: „Przyjmijcie Ducha Świętego” (J 20, 22); a w dniu Pięćdziesiątnicy moc Ducha zstąpiła na Apostołów w formie nadzwyczajnej (por. Dz 2, 1-4), tak jak to znamy.

„Tchnienie” Chrystusa zmartwychwstałego napełnia życiem płuca Kościoła; i rzeczywiście usta uczniów „napełnione Duchem Świętym” otwierają się, by głosić wszystkim wielkie dzieła Boga (por. Dz 2,1-11).

Pięćdziesiątnica jest dla Kościoła tym, czym dla Chrystusa było namaszczenie Duchem otrzymane w Jordanie, mianowicie bodźcem misyjnym, aby ofiarować swe życie dla uświęcenia ludzi, na chwałę Boga. O ile w każdym sakramencie działa Duch Święty, to dzieje się tak zwłaszcza w bierzmowaniu, że „wierni otrzymują Dar samego Ducha Świętego” (PAWEŁ VI, Konst. ap. Divinae consortium naturae o sakramencie bierzmowania).

W chwili namaszczenia biskup mówi: „Przyjmij znamię daru Ducha Świętego”. To wielki dar który znajduje się w głębi naszej duszy, prowadzi nas, abyśmy stali się dobrą solą i właściwym światłem.

Jeśli w chrzcie Duch Święty zanurza nas w Chrystusa, to w bierzmowaniu Chrystus napełnia nas swoim Duchem, konsekrując nas na swoich świadków, uczestników tego samego źródła życia i misji, zgodnie z planem Ojca Niebieskiego. Świadectwo złożone przez bierzmowanych ukazuje przyjęcie Ducha Świętego i uległość wobec Jego twórczego natchnienia. Jak można zobaczyć, że otrzymaliśmy Dar Ducha? Jeśli wypełniamy dzieła Ducha, jeśli wypowiadamy słowa jakich nauczył nas Duch Święty (por. 1 Kor 2,13). Świadectwo chrześcijańskie polega na czynieniu wyłącznie tego i tego wszystkiego, czego wymaga od nas Duch Chrystusa, udzielając nam sił, aby to wypełnić.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp M. Janocha na pogrzebie brata Morisa: Twoje życie było ikoną

2018-05-23 19:11

dg (KAI) / Warszawa

Malował ikony, chociaż nie uważał się za malarza. Jego życie stało się ikoną – powiedział w kazaniu bp Michał Janocha, który 23 maja w kościele Franciszka z Asyżu w podwarszawskim Izabelinie przewodniczył ceremonii pogrzebowej brata Morisa. Mały Brat Jezusa pochowany został na cmentarzu parafialnym.


Brat Moris Maurin

"Brat Moris Maurin odszedł do Pana, do którego przez całe swoje ziemskie życie podążał. Przez ostatnie lata byłem tego świadkiem" – powiedział przed Mszą ks. prałat ppłk Stanisław Dębicki, proboszcz parafii św. Franciszka z Asyżu, na której terenie znajduje się dom Małych Braci Jezusa.

Bp Michał Janocha w kazaniu przytoczył kilka fragmentów biografii zmarłego, ukazujących jego duchowość, charakter, wolność. Jednym z nich było wspomnienie wesela, w którym uczestniczył mały brat.

"Wiemy wszyscy, że zdarzają się wesela, które mają w sobie coś z pogrzebu. Dzisiaj jesteśmy na pogrzebie, który ma w sobie coś z wesela. Moris na to wesele nas wszystkich zaprasza, starych i młodych, świeckich i duchownych, z parafii, z Warszawy, z różnych stron Polski i spoza Polski. Dziś razem z Małymi Braćmi i Małymi Siostrami Jezusa wszyscy się czujemy małymi braćmi i siostrami Jezusa. Myślę, że każdy z tu obecnych mógłby opowiedzieć o swoich spotkaniach z Morisem i zawsze będą to świadectwa bardzo osobiste, bardzo indywidualne. Czasami nawet wpływające na życie, nieraz decydująco" – powiedział kaznodzieja.

Wspomniał, że brata Morisa poznał, gdy był jeszcze wikariuszem w parafii św. Franciszka i tu zaczęła się jego przyjaźń z Małymi Braćmi: „Zapamiętałem taką scenę tu, na cmentarzu izabelińskim: jest Wszystkich Świętych, mrok, płoną świece, piękny widok. Moris powiedział, że chciałby tu być i zostać. I po kilku latach te słowa się spełniły, a dzisiaj spełniają się ostatecznie”.

"Moris malował ikony. Tu, na trumnie, leży jedna, ta ostatnia, której nigdy nie skończył - Jezusa ukrzyżowanego, który jakby zerwał się do lotu. Rozmawiając z bratem Wojciechem obaj mieliśmy podobne odczucie, interpretując to w sposób symboliczny, że ta ikona właściwie była cały czas w jego pokoju, że on ją skończył swoim życiem, swoim cierpieniem, kiedy Pan Bóg zabrał mu już wszystko, co można zabrać. I siły i pamięć. W takich sytuacjach w człowieku na końcu zostaje to, co było dla niego ważne przez całe życie. I o tym ten człowiek mówi. Jedni mówią o pieniądzach, inni o pogrzebie, chorobach. A Moris mówił o Jezusie" – zaznaczył pomocniczy biskup archidiecezji warszawskiej.

"Malował ikony, chociaż nie uważał się za malarza. Jego życie stało się ikoną. Pisał bardzo dużo listów, na jego biurku było ich bardzo wiele. Często się martwił, że nie nadąża z odpisywaniem. Jego życie stało się listem. Pisał też książki, chociaż nie uważał się za pisarza. Jego życie jest książką, otwartą, którą wielu czyta i będzie czytać" – powiedział główny celebrans.

Po Mszy zgromadzeni mogli usłyszeć świadectwa osób, którym bliski był brat Moris.

Na pogrzeb przyjechali przyjaciele, znajomi i wiele osób, dużo zawdzięczających posłudze brata Morisa całej Polski, a także z Francji i Niemiec. Obecni byli mali bracia i siostry Jezusa, przedstawiciele zgromadzeń zakonnych, wielu księży diecezjalnych, publicyści, dziennikarze, parafianie oraz czytelnicy książek Zmarłego.

***

Maurice (Moris) Maurin wstąpił do zgromadzenia Małych Braci Jezusa w 1955. Śluby wieczyste złożył w 1961, święcenia kapłańskie przyjął w 1973. Był bliskim przyjacielem Jacquesa i Raissy Maritainów oraz prof. Stefana Swieżawskiego. Przez wiele lat mieszkał w Maroku i na Saharze. W 1978 przyjechał pierwszy raz do Polski. W 1990 zamieszkał na stałe w polskiej wspólnocie braci, najpierw na warszawskiej Pradze, następnie w Izabelinie, pełniąc służbę przełożonego. Spolszczył swoje imię i przyjął polskie obywatelstwo. Po przejściu na emeryturę był czynnym rekolekcjonistą, pozostając wiernym charyzmatowi "ubogiego pośród ubogich".

Jest autorem kilkunastu książek o tematyce duchowej m.in. „Brat Karol de Foucauld” (1997), „Żyć kontemplacją w sercu świata” (2005), „Wierzę w Kościół (2006, dostał za nią Nagrodę im. księdza Józefa Tischnera) oraz autobiografii „Z powodu Jezusa i Ewangelii (2010)”.

Mali Bracia Jezusa są wspólnotą chrześcijańską, założoną 8 września 1933 r. przez brata René Voillaume na Saharze. Jest ona jednym z kilkunastu apostolatów powstałych w oparciu o duchowość bł. Karola de Foucauld (1858-1916), który ich istotę wyraził słowami: "O czym marzę w sekrecie, to coś bardzo prostego, małego liczebnie, przypominającego pierwsze wspólnoty pierwotnego Kościoła. Mała rodzina, małe ognisko monastyczne, maleńkie i bardzo proste".

Dziś wspólnota na całym świecie liczy ponad 250 osób. Mali bracia nazywani są często "braćmi Karola de Foucauld". Kanoniczne potwierdzenie ze strony władz kościelnych Instytut otrzymał w 1968 r. Jednym z najbardziej znanych członków Wspólnoty był Jacques Maritain, francuski filozof i teolog.

Do Polski Mali Bracia przybyli w 1977 r. i zamieszkali w Przegorzałach pod Krakowem, a pierwszy dom założyli we wsi Truskaw k. Warszawy. Istnieje także żeński odłam zakonu - Małe Siostry Jezusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem