Reklama

Jestem od poczęcia

Ks. P. Kociołek: Nie jest łatwo być chrześcijaninem w Bangladeszu

2017-11-26 14:38

Rozmawiał Krzysztof Tomasik (KAI) / Joypurhat / KAI

Salezjański wolontariat misyjny

"Bycie chrześcijaninem w takim kraju jak Bangladesz nie jest łatwe: oznacza skazanie na różnorodne formy dyskryminacji" - podkreśla ks. Paweł Kociołek, salezjanin, misjonarz prowadzący placówkę misyjną w Joypurhat w Bangladeszu. W rozmowie z KAI polski misjonarz mówi m. in. o przygotowaniach do wizyty apostolskiej papieża Franciszka, która odbędzie się w dniach 30 listopada - 2 grudnia, specyfice kraju, sytuacji chrześcijan oraz Kościele katolickim.

Ks. Paweł Kociołek: Aby dobrze zrozumieć znaczenie wizyty Ojca Świętego w Bangladeszu, trzeba znać kontekst, w jakim żyją tu chrześcijanie. W minionych latach dochodziło do ostrych prześladowań mniejszości religijnych, w tym wyznawców Chrystusa. Choć obecny rząd jest wyczulony na wszelakiego rodzaju próby wykluczeń społecznych i czasami interweniuje w obronie pokrzywdzonych, to trzeba jasno powiedzieć, że prawo to jedno, a życie to drugie i kieruje się swoimi zasadami. Bycie chrześcijaninem w takim kraju jak Bangladesz nie jest łatwe: oznacza skazanie na różnorodne formy dyskryminacji.

Dzięki Bogu obecnie nie jesteśmy przedmiotem krwawych prześladowań, ale praktycznie wszędzie: w pracy, szkole, urzędzie, restauracji chrześcijanin jest traktowany jako druga albo nawet trzecia kategoria człowieka. Dla wielu to bardzo męczące i niezwykle upokarzające. Chrześcijanie często zadają sobie pytania: dlaczego tyle lat nie mogę dostać pracy, czemu w szkole, szczególnie gdy w klasie jest dwóch, trzech uczniów chrześcijan, nauczyciel stale podkreśla wyższość islamu nad chrześcijaństwem? Dlaczego w restauracji posiłek podawany jest „dla swoich” w specjalnie, tylko dla nich, odłożonych miskach?

- Jak w tej sytuacji wyglądają przygotowania do papieskiej wizyty?

- – Wizyta papieża, która będzie przebiegać pod hasłem „Zgoda i pokój”, przede wszystkim umocni tych, którzy wątpią, doda sił tym, którzy czują się przytłoczeni, i zachęci wszystkich chrześcijan do jedności, do bycia świadkiem Jezusa nawet w tak niesprzyjających warunkach. Chrześcijanie bardzo się z niej cieszą. I dobrze pamiętają pielgrzymkę Jana Pawła II z 1986 r. Ze względu na ubóstwo wielu z nich nie będzie w stanie przyjechać do stolicy Bangladeszu Dhaki i osobiście uczestniczyć w spotkaniach z Franciszkiem, ale dużo mówi się o wizycie w środowiskach chrześcijańskich. Z tej okazji we wszystkich kościołach odmawiana jest codziennie specjalna modlitwa za papieża, Bangladesz i dobre owoce pielgrzymki.

- Czy papieska wizyta obecna jest w bengalskich mediach?

- – Na co dzień media, które prawie w 100 proc. należą do muzułmanów, nie mówią wiele o chrześcijaństwie. Jest to raczej temat, którego się nie porusza. Obecnie, tuż przed wizytą Ojca Świętego, sporadycznie pojawiają się w gazetach wzmianki o wizycie papieża. Telewizja państwowa raczej przemilcza ten temat. Natomiast osoba Franciszka pojawia się w mediach społecznościowych w kontekście uchodźców z ludu Rohindża, brutalnie wypędzonych z sąsiedniej Mjanmy. Na terenie Bangladeszu jest ich obecnie ok. 600 tys. Pamięta się słowa papieża, którymi nieraz wsparł prześladowanych Rohindżów. Nieoficjalnie się mówi, że żaden z liderów muzułmańskich nie stanął w ich obronie, tak jak to zrobił zwierzchnik największego Kościoła chrześcijańskiego.

- W czym tkwi specyfika Bangladeszu?

- – Bangladesz to jeden z najbardziej zaludnionych krajów świata, słabo rozwinięty gospodarczo i co się z tym wiąże – o bardzo wysokim poziomie ubóstwa. 80 proc. mieszkańców mieszka na wsiach i trudni się rolnictwem. Główną uprawą jest ryż, dlatego też dominującą część krajobrazu stanowią pola ryżowe. Bangladesz to niewielki kraj. Jego powierzchnia wynosi 144 tys. km kw., czyli mniej niż połowa Polski. A zamieszkuje go prawie 170 mln ludzi.

- Jakie największe wyzwania stoją dziś przed Bangladeszem?

- – Obok przeludnienia i ubóstwa boryka się on z wieloma problemami, które dotykają całe społeczeństwo, a są nimi: praca dzieci i nieletnich, prostytucja, duża przestępczość, analfabetyzm, wyzysk pracowników, niesprawiedliwość społeczna. Często dochodzi do strajków, które paraliżują cały kraj. Innym problemem są bardzo obfite deszcze, jedne z największych w świecie, które co roku nawiedzają Bangladesz. Największa liczba opadów połączonych z cyklonami występuje w okresie monsunowym pomiędzy czerwcem a wrześniem. Wtedy dochodzi do ogromnych powodzi i zniszczeń.

- Jak scharakteryzowałby Ksiądz Kościół katolicki w Bangladeszu? Kim są katolicy, skąd się wywodzą?

- – Kościół jest podzielony na osiem diecezji z 400 tys. wiernych. Chrześcijanie to w absolutnej większości biedni ludzie, żyjący przede wszystkim w wioskach i wywodzący się w 60 proc. z wielu grup etnicznych zamieszkujących różne tereny kraju, m.in. z ludów Garo, Shantal, Mohali i Oraun. Można powiedzieć, że życie wcale ich nie rozpieszcza, a w chrześcijaństwie i Kościele znajdują wsparcie i różnorodną pomoc.

- Jak są traktowani chrześcijanie na co dzień przez muzułmańskie w większości społeczeństwo?

- – Mimo że wspólnota chrześcijan jest bardzo mała, to większość społeczeństwa postrzega ją bardzo pozytywnie. Kościół katolicki prowadzi wiele szkół. Praktycznie przy każdej misji jest placówka edukacyjna. Warto zaznaczyć, że najlepsza szkoła w Bangladeszu jest prowadzona przez księży z założonego w XIX w. przez o. Basile-Antoine Moreau we Francji Zgromadzenia Świętego Krzyża. Kościół prowadzi także wiele szpitali i przychodni zdrowia, w których każdy bez względu na wyznanie znajdzie pomoc. Katolicy są znani i kojarzeni z pomocą charytatywną najbardziej potrzebującym. Jeśli ktoś zada pytanie pierwszemu spotkanemu człowiekowi na ulicy – a zapewne będzie to muzułmanin – z czym kojarzy mu się chrześcijaństwo, to na pewno odpowie, że z dobrymi szkołami i szpitalami. Arcybiskup Dhaki kard. Patrick D’Rozario zwykle mówi, że „Kościół w Bangladeszu jest solą dla naszego narodu. To mała ilość, ale w misce ryżu wystarczy jej szczypta, aby nadać potrawie odpowiedni smak”. Warto zaznaczyć, że oprócz katolików jest wiele różnych mniejszych lub większych Kościołów protestanckich, z którymi nasze relacje są raczej pozytywne.

- Wcześniej mówił ksiądz o dyskryminacji bengalskich chrześcijan...

- – Raz jeszcze podkreślę, Bangladesz to kraj, w którym w ciągu ostatniej dekady sytuacja chrześcijan dramatycznie się pogorszyła. Będący religią państwową islam coraz bardziej się radykalizuje. Jest to zauważalne także przed wizytą papieża. Co prawda wielu ludzi cieszy się z tej wizyty, ale są to głównie chrześcijanie, którzy oczekują wsparcia i pocieszenia. Duża część muzułmanów nie jest zadowolona, pojawia się nawet pytanie: „Po co on tu przyjeżdża?”. Systematycznie narasta islamski fundamentalizm, któremu władze nie są w stanie stawić czoła albo zwyczajnie nie chcą. Arabia Saudyjska zapowiedziała właśnie sfinansowanie w Bangladeszu budowy 560 meczetów. Przeznaczy na to ponad miliard dolarów. Powstaną przy nich sale do nauki, biblioteki i ośrodki kulturalne, by jak mówią ofiarodawcy, upowszechnić prawdziwą znajomość islamu. Problem w tym, że będą promować islam w najbardziej radykalnej postaci wahhabizmu. Pieniądze znad Zatoki Perskiej finansują masowy rozwój szkół koranicznych, a ci, co znają temat, wiedzą, że nie wróży to nic dobrego.

- Dlaczego wybrał Ksiądz Bangladesz?

- – W naszym zgromadzeniu salezjańskim raczej nie wybieramy sobie miejsca pracy i posługi. Każdy, kto wybiera się na misje, oddaje się do dyspozycji przełożonemu i to on, znając potrzeby i sytuację na świecie, posyła misjonarzy w różne miejsca, i tak też było ze mną. Przełożony uznał, że Bangladesz będzie najlepszym miejscem dla mnie i pracuję tu od 2010 r., praktycznie od początku działalności salezjańskiej misji.

- Na czym polega Wasza praca? Czym możecie się pochwalić?

- – Salezjanie w Bangladeszu są obecni od 2009 r. W ciągu ośmiu lat otworzyliśmy trzy misje: w Utrail, Lokhikul i niedawno w Joypurhat. Wszędzie, gdzie jesteśmy, stawiamy przede wszystkim na edukację, widząc w niej „klucz”, który otwiera młodzieży drzwi do lepszego jutra. Nasza misja jest bardzo młoda. Gdy przybyliśmy do Bangladeszu, wszystko trzeba było organizować od zera. Na przykład w Utrail mieszkaliśmy w jednej z sal starego, prawie całkowicie zniszczonego budynku szkoły. W tym niewielkim pomieszczeniu mieliśmy wszystko i robiliśmy wszystko. W Lokhikul po dotarciu na miejsce nie było żadnego budynku oprócz obory, więc trzeba było kilka miesięcy mieszkać „z krowami”, a w Joypurhat pierwszy rok mieszkałem w zakrystii kościoła.

- Ksiądz pracuje na misji w Joypurhat...

- – Tak, w założonej trzy lata temu placówce misyjnej. Prowadzimy tam w niewielkim budynku przerobionym ze starego magazynu internat dla uczniów. Mieszka w nim obecnie dziewięciu chłopców w wieku 16- 19 lat. Prowadzimy dożywianie. Codziennie 50 osób, w większości dzieci, ale także parę samotnych starszych otrzymuje obiad. Prowadzimy popołudniową bezpłatną szkołę dla najbardziej zaniedbanych dzieci, głównie z pobliskich slumsów. Niestety lekcje odbywają się pod gołym niebem, ponieważ nie mamy żadnego budynku. Działa oratorium dla 200 dzieci. Zajęcia odbywają się w każdy piątek.

- Jak wygląda codzienna ewangelizacja?

- – Odbywa się głównie przez odwiedzanie wiosek zamieszkiwanych przez różne plemiona. Są to ludzie bardzo ubodzy, opuszczeni i zostawieni samym sobie. Często proszą nas o pomoc medyczną, zakup lekarstw, wsparcie dla uczących się dzieci, a czasem nawet o pomoc w naprawie rozlatującego się domu. W ramach ewangelizacji wybudowaliśmy także kilka kaplic w oddalonych od misji wioskach.
Cały czas rozbudowujemy infrastrukturę misji. Swoją działalność rozpoczęliśmy od zakupu gruntów. Teren ogrodziliśmy murem, a następnie przerobiliśmy stary magazyn na internat i wybudowaliśmy kościół. Jest to jedyna katolicka świątynia w całym regionie. Wybudowaliśmy też niewielki dom dla posługujących tu salezjanów. Obecnie jest ze mną kleryk (pierwsze nasze lokalne powołanie do kapłaństwa), który odbywa praktykę. W planach mamy budowę centrum młodzieżowego im. św. Jana Pawła II, w którym mają być internat, szkoła i dom zakonny. Finansowania dużej części tego projektu podjął się Salezjański Wolontariat Misyjny „Młodzi Światu” w porozumieniu z Krakowską Inspektorią Salezjanów.

- Zatem w czym i jak najlepiej Kościół w Polsce powinien wspierać katolików w Bangladeszu?

- Pomoc może być różnoraka. Przede wszystkim pomagajmy modlitwą za misjonarzy, misjonarki i tutejszych chrześcijan, którzy żyją w niełatwej dla nich rzeczywistości i jako chrześcijanie doświadczają różnorakich form dyskryminacji.
Niezwykle ważna jest oczywiście pomoc finansowa. Kościół w Bangladeszu bez pomocy z zewnątrz nie jest w stanie funkcjonować i służyć bliźniemu. W parafii w której pracuję niedzielna ofiara na tacę, która jest jedynym jej dochodem, wynosi około 300 taka to jest 2,5 euro. Za taką sumę można kupić 5 kilogramów ryżu. Przypomnę raz jeszcze budujemy i prowadzimy szkoły, finansujemy edukację najuboższym, dożywiamy ich, zajmujemy się pomocą medyczną, na to wszystko potrzebne są środki materialne. Każde wsparcie jakiegokolwiek projektu to wsparcie dla tutejszych chrześcijan i za to już z góry dziękujemy.
Rozmawiał Krzysztof Tomasik (KAI)
Ks. Paweł Kociołek, salezjanin urodził się w 1975 r. Pochodzi z Koniuszowej k. Nowego Sącza, parafii św. Marcina w Mogilnie. Do salezjańskiego nowicjatu wstąpił w 1998 r. Święcenia kapłańskie przyjął w 2007. Pracował w Świętochłowicach w salezjańskim liceum ogólnokształcącym jako nauczyciel katechezy i wychowawca. Ponadto był duszpasterzem młodzieży a wolnym czasie zajmował się wolontariatem misyjnym i pomocą misjonarzom. Na misje do Bangladeszu wyjechał w 2009 r. Obecnie prowadzi placówkę misyjną w Joypurhat.
Rozmawiał Krzysztof Tomasik

Tagi:
misje

Prymas Irlandii: nasz kraj to terytorium misyjne

2018-08-18 16:58

vaticannews / Armagh (KAI)

Irlandia wsławiła się, jako kraj misjonarzy, który posyłał księży na cały świat, aby krzewili wiarę katolicką. Ale teraz to Irlandia potrzebuje misjonarzy, potrzebuje nowej ewangelizacji – podkreśla abp Eamon Martin. Ordynariusz Armagh mówił o tym przed zbliżającym się Światowym Spotkaniem Rodzin w Dublinie.

shotscreen/EWTN
Abp Eamon Martin, prymas Irlandii

Przez ostatnie 40 lat w Kościele w Irlandii odnotowano ogromny spadek osób uczęszczających na Mszę, a jego moralny autorytet został zdruzgotany przez ujawnione skandale. W 1979 r. 93 proc. ludności deklarowało się jako katolicy, dziś jest to około 50 proc. Jako katolicy jesteśmy na terytorium misyjnym – wskazuje abp Martin. Dodaje, że księża powinni być misjonarzami we własnym kraju, odpowiadając na wyzwania współczesnego społeczeństwa.

Prymas Irlandii stwierdza również, że obecny kryzys Kościoła na Zielonej Wyspie, jest okazją dla duchowieństwa do odnowy i nabrania zapału duszpasterskiego. Podkreśla, że stare czasy, kiedy Kościół był instytucją dominującą w kraju, dawno minęły. Abp Martin zwraca uwagę, że przed nadchodzącym Światowym Spotkaniem Rodzin, Papież Franciszek spotkał się z wezwaniami do odpowiedzi na kwestie nadużyć seksualnych i ich tuszowania, praw osób homoseksualnych oraz roli kobiet w Kościele. Dlatego hierarcha ma nadzieję, że mówiąc w Dublinie w imieniu całego Kościoła, Ojciec Święty pomoże uleczyć rany jakie nosi w sobie również Irlandia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

NAPROTECHNOLOGIA szansą na upragnione potomstwo

2013-02-27 14:23

Z Katarzyną Nowak rozmawiała Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 9/2013, str. 1, 6

W Centrum Medycznym OMEGA przy ul. Jagiellońskiej w Kielcach rusza pierwszy w naszej diecezji Ośrodek Wsparcia Płodności oparty na metodzie naprotechnologii, metodzie bezpiecznej, nieobciążającej zdrowia kobiety oraz zgodnejz nauczaniem Kościoła. - To szansa dla wielu małżeństw czekających na dziecko - mówi dr Katarzyna Nowak - koordynator Ośrodka

Bożena Sztajner / Niedziela

KATARZYNA DOBROWOLSKA: - Podobno bp Gurda pobłogosławił Panią na dobry początek pracy Ośrodka?

KATARZYNA NOWAK: - To prawda. Podczas spotkania poprosiłam Księdza Biskupa o błogosławieństwo i udzielił mi go. Od początku proszę Ducha Świętego, aby towarzyszył nam w tym działaniu. W krótkim czasie pokonaliśmy wiele trudności. Największym wyzwaniem było znalezienie lekarza naprotechnologa (jest ich tylko dwudziestu w całej Polsce - przyp. K.D.) oraz instruktora - to podstawa, by ośrodek działał. Niepotrzebnie się martwiłam. Okazuje się, że do Kielc właśnie przeprowadza się dr Przemysław Młodożeniec, wykwalifikowany lekarz naprotechnolog, który zdobywał swoje kwalifikacje w USA i w Irlandii. Instruktorka badania cyklu metodą Creighton pani Paulina Duda mieszka całkiem niedaleko Kielc. Oznacza to, że pary małżeńskie będą miały wszystkich specjalistów na miejscu, to oszczędność czasu i kosztów w leczeniu.

- Skąd idea i pomysł na Ośrodek?

- W listopadzie ubiegłego roku rozmawiałam z bp. Kazimierzem Gurdą. Wyraził zatroskanie i zainteresowanie Kościoła złą sytuacją demograficzną w Polsce oraz brakiem dostatecznego wsparcia dla par borykających się z problemami niepłodności. Jako remedium w mediach głównego nurtu forsuje się jedynie procedury in vitro. Niewiele bądź wcale nie mówi się o naprotechnologii, która jest skutecznym, zgodnym z nauką Kościoła, opartym na wystandaryzowanych metodach badania cyklu kobiety narzędziem diagnozowania i leczenia niepłodności. Ta metoda wykorzystywana jest z powodzeniem na całym świecie od kilkunastu lat, dzięki niej wiele par może cieszyć się upragnionym potomstwem. W Polsce jest zaledwie kilka ośrodków tego typu, najbardziej znane to te w Białymstoku i Lublinie. Chodzi o to, aby dotrzeć do zainteresowanych z informacją i stworzyć warunki do diagnozowania i leczenia przyczyn niepłodności. Bp Gurda miał okazję zapoznać się z zasadami naprotechnologii, uczestnicząc w konferencjach eksperckich w kraju i za granicą. Poszukiwał osoby, która mogłaby zorganizować taki ośrodek, ponieważ do tej pory nie było takiego miejsca w regionie. Zgodziłam się z radością i czuję, że otwieram nowy rozdział w mojej pracy jako lekarz.

- Ale chyba od lat łączy Pani swoje zainteresowania zawodowe z tą tematyką?

- Mój tato, współzałożyciel Centrum Medycznego OMEGA, był ginekologiem położnikiem. Powołał z mamą nawet szkołę rodzenia i poradnictwo rodzinne. Moje życie zawodowe było cały czas związane z problemami rodziny, dzieci, zdrowiem kobiet. Marzyłam o ginekologii i położnictwie, ale życie potoczyło się inaczej. Jestem lekarzem internistą, ale też matką szóstki dzieci. Jestem katoliczką i zawsze chciałam, aby moje życie małżeńskie było zgodne z nauczaniem Kościoła, z moją wiarą. Już w latach 80. ubiegłego wieku uczestniczyłam w wykładach i szkoleniach organizowanych przez ojców franciszkanów w Krakowie, które dotyczyły metod naturalnych planowania rodziny. Tam poznałam państwa Billingsów. Potem były kongresy i warsztaty w Wiedniu i Kolonii z udziałem wybitnych profesorów z całego świata. To były wyprawy… Trudno było o paszport, koszty były szalone, ale warto było. Bardzo dużo się tam nauczyłam. Tę wiedzę i doświadczenie wykorzystywałam w pracy. Zachęcałam pacjentki do obserwacji swojego cyklu, kierowałam do poradni rodzinnych. Od kilku lat zajmuję się leczeniem dietą i prowadzę badania dotyczące nietolerancji pokarmowych. Nierzadko schorzenia alergiczne mają związek z problemami z płodnością. Po wyeliminowaniu z diety tego, co szkodliwe, okazało się że kobiety w krótkim czasie zachodziły w ciążę i zostawały mamami. Oczywiście czasem przyczyny są bardziej złożone, a leczenie wymaga zabiegu chirurgicznego, niemniej jednak wielu parom można pomóc. Naprotechnologia pozwala także na profilaktykę zdrowotną kobiet, wczesne wykrycie wielu niebezpiecznych schorzeń, które można skutecznie leczyć.

- Co piąta para cierpi z powodu niepłodności. Czy to problem cywilizacyjny? Gdzie tkwi przyczyna?

- Tak, to nasz problem cywilizacyjny. Ma to związek z tempem życia, stresem, chorobami, brakiem higieny życia, odkładaniem przez kobiety na później decyzji o poczęciu dziecka. Pamiętajmy że po 35. roku życia płodność u kobiety znacznie obniża się. Nie bez znaczenia jest także działanie antykoncepcji, która obciąża organizm kobiety i niszczy go. Należy podkreślić, że ok. 50 proc. przyczyn niepłodności leży po stronie mężczyzny. Opieką i leczeniem objęci są oboje małżonkowie.

- W czym naprotechnologia jest lepsza od innych znanych metod leczenia niepłodności?

- W takim leczeniu kluczowym ogniwem jest wykwalifikowany instruktor, który prowadzi parę i uczy metody wystandaryzowanego modelu obserwacji metodą Creighton oraz zapisu tychże informacji. Na wypełnionej karcie widać dopiero jak na dłoni profil hormonalny kobiety, nieprawidłowości w cyklu, pewne choroby. Wtedy lekarz może rozpocząć dalszą diagnostykę, leczenie i wyeliminować przyczynę niepłodności. Bardzo ważny jest wywiad z lekarzem i dialog, dlatego wizyty trwają dość długo.
To system diagnostyczno-leczniczy wykorzystujący najnowocześniejsze osiągnięcia nauk medycznych. U podstawy zaś leży nauczanie Kościoła, które wyraźnie podkreśla, że życie ludzkie jest owocem miłości małżonków. W naprotechnologii człowiek nie zastępuje Boga przez technikę i nie mianuje się kreatorem ludzkiego życia, ale współpracuje z naturą, jaką dał człowiekowi Bóg i w oparciu o wiedzę i medycynę znajduje powody trudności z płodnością i stara się je rozwiązać. W procesie diagnostyczno-leczniczym wielką wagę przykładamy do budowania właściwych relacji między małżonkami.

- Słyszałam, że zgłosiły się pierwsze małżeństwa i pojawiły się już telefony?

- Staramy się docierać jak najszerzej z informacją. Wiemy, że duszpasterze w swoich środowiskach i parafiach znają takie pary. Często małżeństwa dzielą się swoim bólem braku potomstwa, poszukując duchowego wsparcia u księży. Podczas konferencji rejonowych księży w Kielcach i w Miechowie miałam okazję zapoznać duszpasterzy z metodą naprotechnologii i koncepcją ośrodka. Wykazywali bardzo duże zainteresowanie. I rzeczywiście, dosłownie za kilka dni zgłosiło się pierwsze małżeństwo. Wszystkie niezbędne informacje pary mogą uzyskać również w Ośrodku Duszpasterstwa Rodzin przy ul. IX wieków Kielc, gdzie raz w miesiącu w piątki od godz. 16 do 18 odbywają się dyżury naszych pracowników. Tel.: 41 344-55-92. Tutaj uzyskają poradę, która pozwoli obrać kierunek działania. W Ośrodku będzie także psycholog i dietetyk. Centrum Medyczne OMEGA dysponuje nowoczesnym zapleczem diagnostycznym, dlatego nasi pacjenci będą mogli wykonać u nas niemal wszystkie badania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sekretarz generalny KEP: świętość jest dla każdego z nas

2018-08-18 20:36

BPKEP / Poznań (KAI)

Świętość, nie jest zarezerwowana dla nielicznych. Wpatrzeni we wzór życia bł. s. Sancji ożywmy w nas na nowo pragnienie świętości - mówił sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski bp Artur Miziński w homilii wygłoszonej w sobotę 18 sierpnia w parafii pw. św. Rocha w Poznaniu. Przewodniczył tam Mszy św. z okazji odpustu ku czci bł. s. Sancji Janiny Szymkowiak.

BP KEP
Bp Artur Miziński

"Kościół nieustannie przypomina nam, że powołanie do świętości dotyczy każdej i każdego z nas" - mówił bp Artur Miziński w Sanktuarium bł. s. Sancji Szymkowiak.

Podkreślił, że nie możemy traktować świętych tylko jako orędowników u Boga, ale musimy przede wszystkim nauczyć się ich naśladować i za ich przykładem podążać ku zbawieniu. Przywołując słowa św. Jana Pawła II o tym, że święci są czasem po to, aby nas zawstydzać, zachęcał do zastanowienia się, czy dziś postrzegamy świętość jako realny cel naszego życia, jako zadanie, do którego jesteśmy powołani, czy też raczej jako model życia zarezerwowany dla nielicznych - kapłanów czy sióstr zakonnych.

Sekretarz Generalny Episkopatu nawiązywał też do słów Ojca Świętego Franciszka, który w swojej adhortacji „Gaudete et exultate” o powołaniu do świętości w świecie współczesnym podkreślał, że świętość jest dla każdego, w takiej sytuacji życiowej i w takim powołaniu, w jakim się aktualnie znajduje. „Cechą świętości jest normalność, innymi słowy naturalność życia według wskazań Boga. Przykładem takiej „normalnej” świętości może być dla każdego z nas właśnie siostra Sancja - Janina Szymkowiak" - mówił bp Miziński i przywoływał wydarzenia z życia Błogosławionej.

Zwracając się do zebranych, zachęcał do refleksji nad tym, czy w ich domach jest czas i miejsce na wspólną modlitwę, opowiadanie historii z życia świętych, wspólną niedzielną Eucharystię, czytanie Pisma Świętego i kształtowanie w swoich dzieciach ducha patriotyzmu. Podkreślał, że mimo że nasza ojczyzna jest dziś wolna, to potrzebuje naszej miłości. "Aby młode pokolenie wiedziało, co jest w życiu wartościowe, potrzebny jest nasz wspólny wysiłek – rodziców, szkoły i Kościoła. W przeciwnym razie pójdą za tymi, którzy zaoferują im łatwe i przyjemne rozwiązania i nie stawiają żadnych wymagań" - mówił.

Nawiązując do szczególnego rysu zakonnego powołania bł. Sancji, jakim było miłosierdzie, bp Miziński podziękował siostrom serafitkom, za prowadzone przez nie dzieła, jak: Dom Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży, Ośrodek Rewalidacyjno-Wychowawczy im. bł. Sancji Szymkowiak, przedszkola, stołówki dla ubogich, zakłady opiekuńczo-lecznicze czy świetlice środowiskowe, a także duszpasterstwo misyjne w Gabonie i Boliwii.

Na zakończenie homilii sekretarz generalny KEP zachęcił do ożywienia pragnienia świętości. "Miłosierdzie, podobnie jak świętość, nie jest zarezerwowane dla nielicznych. Wymaga ono tak naprawdę tylko jednego – miłości" - powiedział, zapraszając, aby w codziennym życiu dawać świadectwo o naszej wierze i miłości Boga i człowieka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem