Reklama

Sklep sakralny

Ksiądz ze Wspólnoty Betlejem: Ubóstwo dotyczy każdego człowieka bez wyjątku

2017-11-18 12:23

Rozmawiała Liliana Leda / Kraków / KAI

Archiwum "Betlejem"

Ubóstwo dotyczy każdego człowieka bez wyjątku. Zdefiniowanie tego, kto jest najbardziej potrzebujący jest trudne. Czy człowiek, który żyje w dostatku, a tak naprawdę ma puste życie, czy ten, który przeżywa radykalną formę ubóstwa materialnego, ale ma poczucie sensu w życiu, jest solidarny – mówi w rozmowie z KAI ks. Mirosław Tosza, założyciel Wspólnoty Betlejem w Jaworznie. Duchowny wraz z podopiecznymi prowadzi rekolekcje „Ubogi niech do mnie przyjdzie” w Bazylice Mariackiej w Krakowie z okazji obchodzonego w niedzielę, 12 listopada, I Światowego Dnia Ubogich.

- Mam nadzieję, że to Duch Święty był inspiratorem i św. Teresa. A wszystko zaczęło się od tego, że przypadkiem znalazłem się na rekolekcjach prowadzonych przez wspólnotę "Wiara i Światło", która zajmuje się osobami niepełnosprawnymi umysłowo. Wtedy miało miejsce moje osobiste nawrócenie w wieku 19 lat. Tak zaczęła się moja droga z osobami, które są ubogie.

Później poszedłem do seminarium i cały czas w sercu miałem takie pragnienie, aby kiedyś zbudować taką wspólnotę, gdzie będziemy mogli żyć Ewangelią z ubogimi. To pragnienie wciąż rosło. Od proboszcza mojej rodzinnej parafii w Jaworznie dowiedziałem się, że miasto chce przekazać pustostan po starej szkole podstawowej na działalność charytatywną. I tak to się zaczęło, dokładnie w 1996 roku, 14 lutego, w walentynki.

- Kim są mieszkańcy Wspólnoty Betlejem?

- To głównie osoby bezdomne, w większości uzależnieni od alkoholu, osoby, które wyszły z więzienia. To są osoby, które straciły swój dom i nie mają za bardzo gdzie wracać, albo mają dom, ale z jakiegoś powodu bycie w tym domu nie jest dobre, albo jest niemożliwe, często z uwagi na pokomplikowane sytuacje rodzinne lub materialne.
Jest też grupa, którą my nazywamy rezydentami. To osoby, które są już jakiś czas we wspólnocie i podjęły decyzję, że będą tam mieszkać na stałe. Inni spędzają u nas czas potrzebny do tego żeby się pozbierać, odnaleźć w życiu, rozejrzeć. Część osób, która u nas mieszka pracuje zawodowo, reszta na terenie wspólnoty. Jest też czas na odwiedziny przyjaciół i rodziny. W niedzielę mamy o 11 Mszę św., na którą przychodzi dużo naszych przyjaciół, zwykle jest około 100 osób. W sezonie pasterskim przez pięć miesięcy na Bacówce wypasamy nasze alpaki, owce i osły.

- Św. Brat Albert uznał, że najlepiej będzie mógł pomagać potrzebującym, kiedy stanie się jednym z nich, podobnie św. Franciszek, który udał się do Gubbio, aby zamieszkać z trędowatym. Ksiądz również stworzył Wspólnotę, w której zamieszkał z ubogimi...

- O tym mówi też papież Franciszek w liście na Światowy Dzień Ubogich, że św. Franciszek nie tylko przytulił trędowatego, ale pojechał, aby z nim zamieszkać. To doświadczenie też powtarza się w różnych odmianach historii Kościoła. Św. Brat Albert odkrył, że nie wystarczy przychodzić, dawać rzeczy, spędzać jakąś cząstkę swego czasu. To jest pewien pomysł, ale to nie my go wymyśliliśmy tylko Bóg, który posłał Chrystusa po to, aby był ubogim z nami, nie po to aby nam pomagał w cudzysłowie „na dystans”, tylko żeby się stać jednym z nas. To nie jest jakaś wielka forma bohaterstwa taki styl życia, bo to jest styl życia, który przyjął Bóg. On uznał to za stosowne, że najlepszym pomysłem będzie stanie się jednym z nas. To logika wcielenia.

- W każdym człowieku jest takie miejsce, które świadczy o jego ubóstwie, więc może nie powinniśmy dzielić ludzi na tych, którzy są ubodzy i tych, którzy pomagają. Czy można powiedzieć, że ubóstwo jest czymś uniwersalnym?

- Zdecydowanie tak. Ubóstwo nie dotyczy jakieś jednej grupy społecznej, nie jest tylko materialne, ale dotyczy każdego człowieka bez wyjątku. Ma ono tylko różne formy. Jest ubóstwo fizyczne, duchowe, materialne.
Zdefiniowanie tego, kto jest najbardziej potrzebujący jest trudne. Czy bardziej potrzebujący jest człowiek, który żyje w dostatku, a tak naprawdę ma puste życie i nie wie, po co żyje, czy taki, który przeżywa radykalną formę ubóstwa materialnego, jest mu z tym ciężko, ale ma poczucie sensu w życiu, jest solidarny z innymi? Ciężko powiedzieć, czyj stan jest bardziej opłakany.
Nam się tylko wydaje, że największa bieda to jest ta materialna. Ubóstwo duchowe jest trudne i mniej zauważalne, jest ukryte, trudno go dostrzec. Ludzie się go wstydzą, nie uznają go, bo uważają że z tego powodu stracą autorytet. Najłatwiej dostrzec to ubóstwo zewnętrzne, że ktoś jest biedny i chodzi potargany.

- Jak w dzisiejszych czasach pomagać mądrze?

- Papież Franciszek w tej materii burzy spokój zarówno tym, którzy dają jak i tym, którzy wyciągają ręce. Papież mówi, że nie wystarczy dawać pieniądze, nawet z perspektywy tak zwanej sprawiedliwości czy roztropności. To nie jest jedna perspektywa.
Często zastanawiamy się, czy dać pieniądze czy nie dać, czy w ten sposób pomagamy czy kogoś psujemy i pomagamy w tym psuciu. A papież Franciszek mówi: to nie jest podstawowa płaszczyzna. Podstawowa płaszczyzna to jest płaszczyzna bliskości. Nie wystarczy, że będziemy podejmować takie spontaniczne gesty, ponieważ to jest tylko preludium, przygotowanie do prawdziwej więzi. Chodzi o to, aby wejść w kontakt z ubogim, wyciągnąć do niego rękę i spojrzeć mu w twarz. To jest bezlitosne dla tych, którzy próbują swoją pomoc ograniczać tylko do dawania pieniędzy i robić to na dystans. Wtedy próbujemy uspokoić swoje sumienie. Franciszek mówi: to nie wystarczy. I tu jest bezlitosny, ale bezlitosny jest też dla biednych, którzy też są powołani do dawania. W naszej wspólnocie mocno to akcentujemy.

- Papież Franciszek niejako apeluje do ubogich o to, aby ich ubóstwo było ewangeliczne...

- To jest znakomite. Papież mówiąc o tym ewangelicznym charakterze ubóstwa, podkreśla, że ono pozwala bardziej angażować się w pomoc innym i być bardziej odpowiedzialnym. Jest takie ubóstwo, na które człowiek się decyduje mając jakby inne możliwości. Najczęściej ludzie biedni, którzy od wielu lat żyją w takim stanie, nie widzą już perspektyw dla siebie, ich bieda już jest na tyle radykalna i weszła w ich krew, ze nie widzą już wyjścia. To nie znaczy, że go nie ma, ale oni już go nie widzą. To tak jak Chrystus, o którym napisali, że nie skorzystał ze sposobności, aby być na równi z Bogiem, ale sam ogołocił samego siebie.
Taki jest sens ewangelicznego ubóstwa, on nie polega na tym, że ja się pozbywam rzeczy, dystansuję do posiadania, tylko po to, aby się skupiać na swojej świętości, ale po to, aby być bardziej "dla". Franciszek mówi, że ubodzy muszą pamiętać, że ich ubóstwo, oprócz tego, ze bywa ubóstwem dotkliwym, materialnym, jest też ubóstwem, które może być ewangeliczne, a jest ewangeliczne wtedy, kiedy jest "dla".
Często jesteśmy podejrzliwi w stosunku do bogatych, że bogaci mają dużo i nie chcą się dzielić, ale bywa też tak, że to biedni nie chcą się dzielić. My jesteśmy też przeciwko takiemu idealizowaniu człowieka biednego, że jak ktoś jest biedny, to już jest pokrzywdzony, nikt go nie kocha i jest wykluczony społecznie. Z jednej strony może człowiek sam siebie wykluczyć, ale jest takim moment, kiedy trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje życie i to uznać, czyli jestem biedny, nie mam domu, ale jestem uczciwy wobec siebie, bo dostrzegam, że w jakiejś mierze jest to też moja zasługa. Nie jestem tylko ofiarą, ale też sprawcą. Nie tylko doznałem krzywdy, ale też krzywdziłem. Tu nie chodzi o oskarżanie, ale uczciwe ocenianie, dlaczego jestem tu gdzie jestem dzisiaj. To jest uznanie też swojej odpowiedzialności za życie i za swoją przeszłość. Ważne jest odkrycie, że nawet będąc biednym i mając niewiele, nie tracę tej umiejętności dzielenia się.
Mamy we wspólnocie takie hasło, że nikt nie jest na tyle biedny, żeby nie miał czego ofiarować i na tyle bogaty, żeby niczego nie potrzebował. To wymaganie od ubogich też jest szalenie ważne.
Gdy przychodzi ktoś do Wspólnoty i pyta czy jest miejsce to mówię, że tak, ale nie wiem czy dla ciebie. Od razu chcemy zlikwidować taki argument, że jestem biedny, więc musicie mi pomóc. Zanim z nami zamieszkasz to coś daj z siebie. Zanim przyjmiemy cię do domu to udowodnij , że to co jesteś w stanie z siebie dać, to dasz. Bywa tak, że kogoś już na drugi dzień nie ma. Ale to pokazuje, że nie jest na tyle zdesperowany by pracować i żyć w naszym domu.
Papież jest kojarzony z gestami wobec biednych, mobilizuje do tego Kościół, ale mówi: uwaga, biednym trzeba stawiać wymagania i mieć odwagę im przypominać, że ubóstwo może być ewangeliczne.

- Czy można powiedzieć, że Światowy Dzień Ubogich jest organizowany nie tylko dla potrzebujących, ale też dla tych zamożnych, aby zobaczyli ubogiego obok siebie?

- – To jest dobre pytanie. My możemy podejrzewać bogatych o to, że się lansują. To bardzo ciekawy temat mediatyzacji miłosierdzia. Dzisiaj znalezienie równowagi w tej materii jest strasznie trudne i strasznie ważne. Ta granica między chwaleniem się a dzieleniem się dobrymi praktykami jest bardzo delikatna. Światowy Dzień Ubogich jest bardzo potrzebny, ponieważ spotkanie zmienia. Mamy też takie hasło we Wspólnocie, że „Betlejem to miejsce, które zmienia”.
Nieraz zupełnie do końca nie wiemy dlaczego się angażujemy, a to co się wydarza w spotkaniu nagle jest dla nas jakimś objawieniem, odkryciem czegoś na nowo. To kapitalna inicjatywa. Namiot Spotkań, który stoi na Małym Rynku jest szansą. Oczywiście nie rozwiąże problemów i nie ma też charakteru tylko happeningowego. To co dzieje się w spotkaniu ma ogromną wartość, tu nie ma wyreżyserowanych spotkań, jest bliskość z ubogim.

Tagi:
wywiad Światowy Dzień Ubogich

Nie problem, lecz osoba

2017-11-29 10:28

Ks. Piotr Bączek
Edycja bielsko-żywiecka 49/2017, str. I

Robert Karp
Wspólny posiłek po wspólnej modlitwie

Diecezjalne obchody I Światowego Dnia Ubogich odbyły się 18 listopada w bielskim kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Na program złożyła się celebracja Eucharystii oraz wspólny posiłek, który dla potrzebujących zorganizowała diecezjalna Caritas przy współpracy diakonii wspólnoty Miasto na Górze i bielskim oddziałem Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta

Można byłoby się zastanawiać, dlaczego został ustanowiony kolejny taki dzień, bo przecież mamy Światowy Dzień Ubóstwa. Myślę jednak, że wartościowszy jest ten Dzień Ubogich, bo kieruje wzrok nie ku problemowi, lecz na osobę, każdą osobę potrzebującą, każdą osobę, która oczekuje od nas pomocy – powiedział ks. Robert Kasprowski, tłumacząc na wstępie wspólnej modlitwy idee obchodzenia Dnia Ubogich zaproponowaną przez papieża Franciszka. Dyrektor diecezjalnej Caritas przewodniczył Mszy św. odprawionej w kaplicy Miłosierdzia Bożego bielskiego kościoła „przy dworcu”. W Eucharystii uczestniczyli zaproszeni biedni i potrzebujący. O oprawę liturgiczną i muzyczną modlitwy zadbali członkowie wspólnoty Miasto na Górze.

W kazaniu ks. Marcin Żydzik z bielskiej wspólnoty Księży Salwatorianów zwrócił uwagę na różne aspekty ubóstwa. Nakreślił także różnice w spojrzeniu na to zjawisko w Kościele i świecie. – Ubóstwo jest darem Kościoła. Jest przepiękną perłą, którą trzeba pielęgnować. Chodzi jednak o ubóstwo duchowe, nie materialne. Z ubóstwem materialnym trzeba nam ze wszystkich sił walczyć, by każdy człowiek miał kromkę chleba i dach nad głową – mówił kapłan, zestawiając taką optykę z oceną, w której ubóstwo jest postrzegane jako wynik niezaradności życiowej ludzi. – Świat gardzi człowiekiem ubogim. Często zapomina się, że człowiek ubogi w Kościele to ta wspaniała perła, którą potrafi dostrzec Pan Bóg, i z którą się utożsamia – tłumaczył ks. Żydzik.

Drugą częścią Dnia Ubogich był wspólny posiłek przygotowany w najniższej kondygnacji bielskiego kościoła. Przy stołach zasiadło ok. stu osób ubogich i potrzebujących. Między nimi usiedli także ci, którzy pomoc zorganizowali. Diakonia muzyczna Miasta na Górze animowała śpiew zachęcając wszystkich do chwalenia Boga pieśnią.

Dzień poświęcony ubogim ustanowił papież Franciszek. W orędziu opublikowanym w czerwcu tego roku zaznaczył, że będzie on obchodzony w niedzielę przed uroczystością Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata wieńczącą rok liturgiczny. „Na zakończenie Jubileuszu Miłosierdzia chciałem ofiarować Kościołowi Światowy Dzień Ubogich, aby wspólnoty chrześcijańskie na całym świecie stawały się coraz wyraźniejszym i konkretnym znakiem miłości Chrystusa do tych ostatnich i najbardziej potrzebujących” – napisał w orędziu Ojciec Święty. Hasłem pierwszej edycji tego wydarzenia jest cytat z listu Janowego: „Nie miłujmy słowem, lecz czynem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Abp Ryś: na synodzie rozmawiamy o nadużyciach seksualnych

2018-10-17 18:10

pb (KAI Rzym) / Rzym

O odpowiedzialności Kościoła za nadużycia seksualne księży dość dużo mówi się w auli synodalnej – przyznał w rozmowie z KAI abp Grzegorz Ryś. Uczestniczy on w trwającym w Watykanie zgromadzeniu Synodu Biskupów nt. młodzieży.

Episkopat.pl

Metropolita łódzki nie zgodził się z tezą, że ujawnienie przypadków nadużyć seksualnych spowodowało kryzys wizerunkowy Kościoła, o którym w Polsce świadczą też tłumy oglądające film „Kler”. – To nie jest kryzys wizerunkowy, tylko reakcja na grzech – stwierdził hierarcha.

– Może wbrew wyczuciu medialnemu, mam przekonanie, że w Kościele jest determinacja i wola, żeby się ze swoim grzechem zmierzyć. Punktem wyjścia jest tu oczywiście diagnoza, dokładny opis, policzenie księży, którzy się dopuścili przestępstwa, strasznego grzechu. Jeszcze ważniejsze jest dotarcie do ludzi, którzy są poranieni, zniszczeni, którzy są ofiarami. To trzeba zrobić! – wskazał abp Ryś.

Dodał, że „niezależnie od tego, jakie to będą liczby, to odpowiedzialność spoczywa na Kościele jako takim”. - Nie na zasadzie zbiorowej odpowiedzialności, tylko na zasadzie logiki odkupienia: Chrystus wziął na siebie nasze grzechy. Nie mogę powiedzieć, że grzech, zbrodnia, przestępstwo jednego, drugiego, trzeciego księdza mnie nie dotyczą, że to nie jest mój problem, bo sam się nie dopuściłem takich grzechów. W jakiejś mierze jest to nasz wspólny problem, bo nawrócenie jest wezwaniem dla całego Kościoła, a nie wyłącznie dla tych, którzy dopuścili się przestępstwa. Na ten temat się dość dużo mówi w auli synodalnej - stwierdził hierarcha.

- Nie chcę, żeby to zabrzmiało łatwo, bo to na pewno nie jest łatwe ani do powiedzenia, ani tym bardziej do zrobienia. Ale to pokazuje całemu Kościołowi, z jaką pokorą musi mówić o tym, z czym jest posłany do świata. Bo to nie jest tak, że my jesteśmy posłani z własnym orędziem, z własną świętością, tylko jesteśmy posłani z orędziem i z doświadczeniem Pana Boga, którego sami dość nie przeżywamy i sami dość nie słuchamy. Trzeba mieć wystarczająco wiele pokory, żeby stanąć przed człowiekiem i powiedzieć: „Tak, wiem, że nie żyję w pełni tym, co głoszę, ale to nie zmienia faktu, że to, co głoszę jest dobrą nowiną” – podkreślił metropolita łódzki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Hanna Suchocka: w obliczu kwestionowania wartości państwa prawa potrzebny jest głos Kościoła

2018-10-17 19:34

lk / Warszawa (KAI)

W obliczu kwestionowania wartości, jakie stały u podstaw mozolnie odbudowywanego po 1989 r. państwa prawa, oczekiwany jest głos Kościoła. Paradoksalnie, mimo jego dzisiejszej krytyki, to oczekiwanie jest wyrazem zaufania do instytucji, która potrafiłaby to wzburzone może uspokoić – powiedziała b. premier Hanna Suchocka podczas konferencji „Podzwonne dla rozdziału Kościoła i państwa?”, która odbyła się w środę w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.

Fotografia Felici

Uczestnicy konferencji zastanawiali się m.in. czy Kościół i ludzie wierzący powinni brać udział w debacie publicznej, także w jej politycznym wymiarze – jeśli tak, to na jakich zasadach i w jakich granicach?

Postawiono także pytanie, czy formuła niezależnych i autonomicznych wspólnot Kościoła i państwa – współpracujących ze sobą – „nie staje się już anachronizmem, a jeśli nie to czy trzeba ją redefiniować?”.

Dominikanin o. Maciej Zięba OP stwierdził, że odczuwa kilka powodów do głębokiego pesymizmu co do tego, jak postrzegane są obecnie relacje między państwem a Kościołem w Polsce.

Wskazał m.in. na tabloidyzację debaty publicznej, który to problem dotyczy także Kościoła, a wyrażany jest przez publicystów, polityków, ludzi kultury. Z jednej strony jest to np. katolicki publicysta krytykujący ofiary pedofilii w jednej ze stacji telewizyjnych, a z drugiej reżyser głośnego ostatnio filmu o duchowieństwie.

Dominikanin wyraził ubolewanie, że język tej debaty radykalizuje się i przypomina nawet czasy stalinowskie. Zaczynają dominować ekstremalne poglądy, które polaryzują debatę, a to działa na jej niekorzyść.

Jako przykład podał wiązanie religijności z niektórymi postawami ideowymi i politycznymi. – Dobry katolik to taki, który jest jednocześnie monarchistą i antysemitą – mówił o. Zięba. Jego zdaniem, ta triada zaczęła dominować w życiu publicznym, i jest to niebezpieczne.

W opinii dominikanina, konieczna jest redefinicja obecności religii w życiu publicznym. Trzeba przypomnieć, że można się z kimś nie zgadzać, ale nie można mu odbierać prawa do wyrażania bliskich mu poglądów. To samo dotyczy także tych, którzy chcieliby wyrugować religię z życia publicznego. Jego zdaniem Polskę czeka wojna religijna, która niestety podzieli obywateli na wiele lat.

Prof. Hanna Suchocka, b. premier i b. ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej wyraziła ubolewanie, że tym, co przeszkadza w dyskusji o Kościele, jest silne upolitycznienie i emocjonalne nastawienie do tego tematu. W takiej sytuacji, gdy dominują stereotypy, trudno się przebić z jakimikolwiek racjonalnymi argumentami.

Była premier skrytykowała dwie skrajne postawy, które obecnie dominują w dyskursie na temat roli Kościoła w społeczeństwie. Z jednej strony jest to błędne utożsamianie Kościoła i wiernych z jedną opcją polityczną, z drugiej strony wciąż obecny antyklerykalizm, wspominający o „państwie wyznaniowym”, potrzebie wypowiedzenia Konkordatu, opisujący duchowieństwo wyłącznie w negatywny sposób.

Prof. Suchocka przypomniała okoliczności, w jakich 25 lat temu trwały prace nad Konkordatem między Rzeczpospolitą Polską a Stolicą Apostolską, w tym o obawach, jakie pojawiał się w trakcie konstruowania zawartych potem w tekście sformułowań.

Wiadomo było np. że nie można po prostu odtworzyć modelu wzajemnych relacji zapisanego w Konkordacie przedwojennym, gdyż powstał on w warunkach przed Soborem Watykańskim II. Unikano też słowa „rozdział”, gdyż nosiło ze sobą negatywne skojarzenia z poprzednim systemem, w którym Kościół traktowany był wrogo.

Odpowiadając krytykom Konkordatu ze strony lewicowej i antyklerykalnej, twierdzącym, że usytuował on Polskę w „epoce średniowiecza”, b. premier przypomniała, że umowa ta była potwierdzeniem naszej przynależności do europejskiej cywilizacji wartości. Stwierdzono przecież w Konkordacie, że obie podpisujące go strony zobowiązują się kierować „powszechnymi zasadami prawa międzynarodowego, łącznie z normami dotyczącymi poszanowania praw człowieka, podstawowych swobód oraz wyeliminowania wszelkich form nietolerancji i dyskryminacji z powodów religijnych”.

„To są sformułowania zawarte explicite w Konkordacie. One nas osadzają w cywilizacji europejskiej kultury prawnej” – dodała prof. Suchocka.

Zdaniem prof. Suchockiej, konieczne jest dziś dokładniejsze określenie w debacie publicznej tego, co w wielu dokumentach prawnych i w dyskusji nad respektowaniem Konstytucji nazywa się dobrem wspólnym. Z tego bowiem niedookreślenia wynika obecny kryzys i podziały w polskim społeczeństwie.

Ta kategoria dziś jest niestety tylko sloganem, a przecież jest ona dynamiczna, obejmuje inne jej rozumienie w różnym czasie i w różnych kontekstach życia publicznego. Obecnie jest redukowana do zaspokajania dobra partyjnego. - To oczywiście jest sprzeczne z duchem posoborowym, gdyż jest wykluczające. Wyklucza np. tych, którzy są katolikami, a nie utożsamiają się z daną jedną partią polityczną – mówiła b. ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej.

Inną kluczową kategorią wymagającą sprecyzowania jest „państwo prawa”. - Gdy przygotowany był Konkordat nie zakładaliśmy, że ta kategoria może zostać zakwestionowana – stwierdziła z ubolewaniem prof. Suchocka.

Jej zdaniem, przy obecnym sporze politycznym w kraju i w obliczu kwestionowania wartości, jakie stały u podstaw mozolnie odbudowywanego po 1989 r. państwa prawa, oczekiwany jest głos Kościoła. – Paradoksalnie, mimo takiej krytyki Kościoła, spowodowanej ostatnio pewnym filmem, to oczekiwanie jest bardzo silne jako wyraz zaufania do Kościoła jako instytucji, która potrafiłaby to wzburzone może uspokoić – powiedziała Hanna Suchocka.

Amerykański publicysta katolicki George Weigel przedstawił kilka zasadniczych idei dotyczących stanu demokracji w XXI wieku w świecie, jednocześnie sytuując w tym katalogu Kościół katolicki.

Wymienił m.in. ideę wolnego społeczeństwa, wolności jako takiej, kondycji cywilizacyjnej Europy Zachodniej, pamięć historyczną, pluralizm, patriotyzm przeciwstawiony nacjonalizmowi oraz „obecny publicznie Kościół w wolnym społeczeństwie”.

Zdaniem Weigla, europejski katolicyzm był przez długi czas wykorzystywany do ustanawiania Kościoła państwowego. Jan Paweł II wiedział, że te czasy już minęły. Jednak alternatywą dla Kościoła państwowego nie miał być ani Kościół prywatny, ani zepchnięty do getta, ani upartyjniony, ale właśnie obecny publicznie: taki, który w encyklice „Redemptor hominis” papież nazwał „Kościołem, który proponuje”.

W „Centesimus annus” papież nauczał, że działałby w przestrzeni publicznej przede wszystkim za pośrednictwem wolnych stowarzyszeń społeczeństwa obywatelskiego, a nie jako aktor polityczny. Byłby to Kościół, który przedstawia argumenty, a nie dąży do wypracowania środków politycznych.

Taki Kościół działałby „na głębszym poziomie życia publicznego – kulturowej świadomości i samozrozumienia”, czyli „byłby strażnikiem prawd, które umożliwiają dobre przeżywanie wolności”. Byłby wreszcie potrzebny postrzchrześcijańskiej obecnie Europie, która staje się też postracjonalna, niezdolna do zorganizowania silnej, przekazywanej przez kulturę i znajdującej polityczny oddźwięk obrony demokracji i wolnego społeczeństwa.

Wystąpieniom prelegentów towarzyszył następnie panel komentatorów, w którym głos zabrali: Andrzej Szostkiewicz („Polityka”), Michał Szułdrzyński („Rzeczpospolita”), politolog Sławomir Sowiński (UKSW) i Jakub Bierzyński (dom mediowy OMD).

Organizatorem debaty „Podzwonne dla rozdziału Kościoła i państwa?” była Fundacja Służby Rzeczypospolitej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem