Reklama

Studia na UKSW - pielęgniarstwo

Polskie Lasy na szczycie klimatycznym ONZ

2017-11-08 15:06

komunikat prasowy MS

Ministerstwo Środowiska

Rola lasów w Porozumieniu paryskim to temat jednego z wydarzeń towarzyszących 23. szczytowi klimatycznemu ONZ (COP23), który odbywa się w Bonn.

Zmniejszanie koncentracji dwutlenku węgla poprzez jego pochłanianie przez lasy i glebę to polska propozycja w związku z realizacją Porozumienia paryskiego. Została ona wpisana do umowy klimatycznej dzięki staraniom polskiej delegacji pod przewodnictwem prof. Jana Szyszko, ministra środowiska. - Głównym celem Porozumienia paryskiego jest zmniejszenie tempa wzrostu koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze. Musimy to zrobić jak najszybciej, jak najtaniej i jak najbardziej efektywnie. Jedną z dróg do tego celu jest pochłanianie dwutlenku węgla z atmosfery przez żywe systemy, jak gleba i lasy – powiedział w Bonn prof. Jan Szyszko, minister środowiska.

Zmniejszanie koncentracji dwutlenku węgla będzie się odbywało m.in. w ramach projektu Leśnych Gospodarstw Węglowych (LGW). Koncepcja ta została opracowana przez Ministerstwo Środowiska we współpracy z Lasami Państwowymi. - Dzięki koncepcji leśnych gospodarstw węglowych możemy uzyskać postulowaną przez Porozumienie paryskie neutralność klimatyczną. Przedsięwzięcie to może być z powodzeniem stosowane na całym świecie. Dodatkowo, należy podkreślić, że dwutlenek węgla pochłaniany przez glebę przyczynia się do jej regeneracji. Dzięki temu poprawia się bioróżnorodność, zapobiegamy pustynnieniu oraz możemy skuteczniej walczyć z głodem – przekonywał minister Szyszko.

Reklama

Celem projektu jest zwiększenie pochłaniania dwutlenku węgla przez lasy w efekcie działań dodatkowych w leśnictwie takich jak na przykład dosadzanie do starych drzew młodych. Równolegle doskonalone będą metody określania i ewidencji pochłanianego atmosferycznego CO2.

Projekt pilotażowy Leśne Gospodarstwa Węglowe będzie realizowany do końca 2026 roku, w kilkudziesięciu nadleśnictwach w Polsce. Poza terenami leśnymi obejmie również torfowiska i obszary o wysokim stopniu uwilgotnienia, które są naturalnymi rezerwuarami CO₂, często w większym stopniu wpływającymi na bilans węgla niż ekosystemy leśne.

O efektywności pochłania dwutlenku węgla przez systemy przyrodnicze podczas wydarzenia w Bonn opowiedzieli dr inż. Marek Urbaniak oraz dr inż. Klaudia Ziemblińska. Zaprezentowali oni wyniki badań przeprowadzone przez zespół naukowy Katedry Meteorologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Dotyczą one pomiarów wymiany dwutlenku węgla na terenie trzech leśnych stacji badawczych, włączonych do programu Leśnych Gospodarstw Węglowych.

Obszary badawcze znajdują się na terenie: 65-letniego lasu sosnowego (stacja Tuczno) oraz na powierzchni zniszczonej przez tornado w 2012 r. (stacja Tlen I i Tlen II).

O Leśnych Gospodarstwach Węglowych prezentację wygłosił również prof. dr. hab. Tomasz Zawiły-Niedźwiecki, zastępca dyrektora generalnego Lasów Państwowych. - Zmianom klimatu musimy przeciwdziałać na różne sposoby, nie tylko poprzez redukcję emisji. Projekt Leśnych Gospodarstw Węglowych to jedna ze skutecznych metod. Spotykamy się – tu, w Bonn – z dużym zainteresowaniem naszym przedsięwzięciem – mówił Paweł Sałek, wiceminister środowiska, pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej.

23. szczyt klimatyczny ONZ, czyli COP23 odbywa się w Bonn w dniach 6-17 listopada. Prezydencję nad tegoroczną konferencją sprawuje Fidżi. Celem szczytu jest osiągnięcie postępu w kształtowaniu zasad wdrażania Porozumienia paryskiego. Ostatecznie mają być one przyjęte podczas COP24 w Katowicach, w grudniu 2018 r. Polskiej delegacji w Bonn przewodniczy prof. Jan Szyszko, minister środowiska.

Tagi:
ONZ Lasy Państwowe

Nieocenione korzyści z lasu

2018-04-11 10:10

Z dr. Andrzejem A. Koniecznym rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 15/2018, str. 36-37

O wyjątkowości polskich Lasów Państwowych w Unii Europejskiej i polskim projekcie Leśnych Gospodarstwh Węglowych z dyrektorem generalnym Lasów Państwowych dr. Andrzejem A. Koniecznym rozmawia Wiesława Lewandowska

Ministerstwo Środowiska
Dr. Andrzej Konieczny

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jak Pan Dyrektor sądzi, czy dziś przeciętny Polak już wie i należycie docenia znaczenie lasu dla życia i ludzi? Czy w ogóle wie, czym jest las?

DR ANDRZEJ A. KONIECZNY: – Sądzę, że nie jest z tym najlepiej. Dla mnie osobiście las jest tym, co wiąże pokolenia mojej rodziny: to las sadzony nieopodal domu rodzinnego przez mojego dziadka i ojca, to praca mojego ojca leśnika, którego jako dziecko rzadko widywałem, bo całe dnie od świtu do nocy spędzał w lesie... Dla nas, leśników, las jest czymś więcej niż tylko zwykłym miejscem pracy, często jest całym życiem kolejnych pokoleń. Jednakże to prawda, że inni patrzą na las inaczej, raczej obojętnie, i nie martwią się o jego – a więc i swoją! – przyszłość...

– ...bo nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las?

– To porzekadło ma nas wszystkich uspokoić, zwolnić od roztropnej troski o to dobro wspólne, którym jest las. Jest to podejście wygodne i, niestety, często spotykane w dzisiejszym świecie bezgranicznego konsumpcjonizmu.

– W Polsce lasy należą do państwa, lecz chyba wciąż są traktowane nie jako dobro wspólne, narodowe, ale – według panującego jeszcze często postkomunistycznego myślenia – raczej jako dobro niczyje, które można dewastować, traktować jak wysypisko śmieci itp.

– To, niestety, prawda. Wystarczy podać jeden przykład: wokół Warszawy mamy 4 nadleśnictwa, w których rocznie zbieramy i wywozimy z lasu 3,7 tys. m3 śmieci. Tak więc dla wielu las jest po prostu bezpłatnym wysypiskiem śmieci... Wydaje się, że ludzie wciąż korzystają z lasu na zasadzie „pasażera na gapę” i co więcej, nawet nie mają świadomości, ile czerpią z tego cennego dobra, co najwyżej odczuwają tylko jakiś bliżej nieokreślony pozytywny wpływ obcowania z lasem.

– Polacy traktują las jak powietrze?

– Można by powiedzieć, że jak czyste powietrze, którego nie może zabraknąć, ale którego się nie widzi. Może dlatego, że w Polsce lasy są dostępne dla wszystkich, niemal bez ograniczeń. Jedyne ograniczenia w lasach zarządzanych przez LP mają zwykle charakter czasowy i wynikają z konieczności dbania o bezpieczeństwo i zdrowie lasów lub odwiedzających je osób.

– O ile na co dzień Polacy traktują lasy nieco po macoszemu, to w sytuacjach wyjątkowych stają w ich obronie, czego dowodem było pospolite ruszenie pod nazwą Ruch Obrony Lasów Polskich, gdy różni politycy rządzący w III RP próbowali je na różne sposoby prywatyzować. Dziś nie ma już żadnych zagrożeń dla Lasów Państwowych w ich obecnej formie?

– Wydaje się, że panuje już dość powszechne przekonanie – także w kręgach politycznych – o słuszności władztwa państwowego nad lasami, które jako jedyne jest w stanie zapewnić ich istnienie dla przyszłych pokoleń, dla bieżącej gospodarki kraju. Co do tego chyba nikt rozsądny w Polsce nie ma już wątpliwości. Zwłaszcza że obecna struktura Lasów Państwowych, forma organizacyjna, przyporządkowanie resortowe, stabilność finansowa i majątkowa są dobrze ugruntowane. Nie widzę więc zagrożenia dla Lasów Państwowych jako takich.

– I nie jest nim nawet danina, którą od niedawna Lasy Państwowe muszą świadczyć na rzecz budżetu państwa?

– Ta wpłata była niewątpliwie znaczącym obciążeniem: w 2014 i 2015 r. z funduszu inwestycyjnego Lasów Państwowych brano do budżetu państwa po 800 mln zł, a od 2016 r. obowiązuje wpłata w wysokości 2 proc. wartości sprzedanego drewna. Jeśli zliczyć wszystkie podatki oraz należne daniny, a także wsparcie finansowe udzielane przez Lasy Państwowe na różne ważne dla społeczeństwa cele, oddajemy rocznie do budżetu państwa i budżetów samorządów oraz na rzecz instytucji takich jak np. parki narodowe łącznie ok. 3 mld zł. Nasze dofinansowanie parków narodowych jest równe połowie ich budżetu. Gospodarując majątkiem Skarbu Państwa, Lasy Państwowe gromadzą środki na odpowiednie zabezpieczenie lasu, ochronę przed szkodnikami, na budowę dróg, ochronę przeciwpożarową, na szkółki leśne, potrzebują też rezerw na wypadek konieczności usuwania skutków klęsk, takich jak ubiegłoroczny huragan w Borach Tucholskich. Można więc powiedzieć, że każda dodatkowa danina – jak te nałożone w 2014 r. – oznacza uszczuplenie środków na takie właśnie cele.

– Za to te leśne pieniądze pomogły spełnić inne, być może ważniejsze potrzeby społeczne...

– No właśnie, ponoć miały dzięki nim powstać lokalne drogi, tzw. schetynówki. Niestety, trudno dziś stwierdzić, na co naprawdę te pieniądze zostały wydane, gdzie przepadły. Lasy Państwowe nigdy nie uchylały się od świadczeń na rzecz państwa. Wręcz przeciwnie: jako sprawnie zarządzana i samofinansująca się firma w możliwie najlepszy sposób – co widać w międzynarodowych porównaniach – dbają o to dobro narodowe, którym są polskie lasy, o jego trwałość i przyszłość. I z tego przede wszystkim powinniśmy zdawać sobie sprawę, zwłaszcza obecnie, kiedy świat zaczyna wreszcie poważnie doceniać wpływ lasu na środowisko życia człowieka. Ale nie zapominajmy też, że w swej ponad 94-letniej historii polskie Lasy Państwowe solidarnie przechodziły wraz z państwem polskim wszystkie trudne momenty i zawsze były dla niego wsparciem. W II RP polskie lasy – w tym również Puszcza Białowieska i Puszcza Nadniemeńska – były nawet wydzierżawiane podmiotom z obcym kapitałem po to tylko, żeby uzupełnić Skarb Państwa. Po II wojnie światowej również przychodziły państwu na ratunek.

– Mówiło się nawet o rabunkowej gospodarce leśnej.

– Prowadził ją przede wszystkim niemiecki okupant w czasie wojny. Po wojnie również dochodziło do dużych wyrębów, bo wielkie ilości drewna były potrzebne choćby przy odbudowie stolicy. Mało kto wie, że sporo z wyposażenia Zamku Królewskiego wykonano z dębów z Puszczy Białowieskiej...

– Dziś coraz ważniejsze stają się tzw. pozaprodukcyjne funkcje lasu. Czy Lasy Państwowe starają się oszacować i uwzględnić ich wartość?

– To bardzo trudne. Nobel dla tego, kto to kiedyś wyliczy. Ze szwajcarskich badań przeprowadzonych przez dr Ingrid Kissling-Näf wynika, że spośród wszystkich funkcji, które las pełni w warunkach szwajcarskich, wartość korzyści płynących z funkcji produkcji drewna wynosi zaledwie 5 proc., zaś 95 proc. przypada na liczne pozaprodukcyjne funkcje lasów, takie jak: rekreacyjna, pod względem różnorodności biologicznej, ochronna, np. ochrona przed lawinami, co w Szwajcarii jest niezwykle istotne. Wszystkie funkcje pozaprodukcyjne mają określoną – z pewnością coraz wyższą – choć trudną do dokładnego oszacowania wartość. Polskie Lasy Państwowe są jedynym takim podmiotem w Unii Europejskiej, który samodzielnie mierzy się z tymi nienazwanymi jeszcze kosztami „usług” na rzecz środowiska naturalnego, które musiałoby pokrywać państwo, żeby zapewnić obywatelom wszystkie dobra pozaprodukcyjne lasu.

– Jedną z najważniejszych funkcji pozaprodukcyjnych lasu – może najważniejszą – jest produkcja tlenu i pochłanianie dwutlenku węgla. W Polsce za sprawą ministra prof. Jana Szyszko powstał program Leśnych Gospodarstw Węglowych, który pośrednio opiera się na oszacowaniu wartości tej bardzo ulotnej funkcji, co miałoby ułatwić konkretne rozrachunki w ramach światowej polityki klimatycznej. Czy Polska rzeczywiście może w odpowiednio krótkim czasie znacząco zwiększyć potencjał pochłaniania CO2 przez lasy?

– Z naszych analiz wynika, że jest to możliwe, choć, oczywiście, niełatwe, bo nie mamy już zbyt wielu gruntów do nowych zalesień. Głównie z powodu unijnych dopłat do hektara ziemi, które wyhamowały zalesianie nieużytków rolniczych. Na terenie Polski znajduje się 0,23 proc. lasów świata (ok. 9 mln ha). Nie jesteśmy więc leśną potęgą, lecz naszą koncepcją Leśnych Gospodarstw Węglowych zainteresowali się najwięksi posiadacze lasów, przede wszystkim Chiny, które w ciągu kilku lat zamierzają zalesić 5 mln ha nowych gruntów tylko po to, by zwiększyć pochłanianie CO2. Nam zalesienie 2,5 mln ha zajęło 70 lat! Chińczycy chcieliby wykorzystać ten nasz polski pomysł, zwłaszcza w aspekcie wyceny monetarnej pochłaniania CO2. Leśne Gospodarstwa Węglowe dają niejako dodatkowy przeliczeniowy zysk – wynikający z pochłoniętych jednostek węgla – który zgodnie z ustaleniami światowych porozumień klimatycznych będzie można zainwestować w przemysł. Chinom bardzo na tym zależy, gdyż świat coraz bardziej wytyka im wysoką emisję CO2 i innych zanieczyszczeń przez tamtejszy przemysł. Polsce także.

– Czy w Polsce Leśne Gospodarstwa Węglowe będą zadowalająco wydajne, skoro nie możemy skokowo zwiększyć lesistości?

– Nasz konkretny program LGW przedstawimy w grudniu br. w Katowicach na COP24. Lesistość Polski będzie rosła (zakłada się 33 proc. do 2050 r.), choć na pewno nie tak szybko jak w Chinach, które mają jeszcze dużo miejsca na lasy. Obecnie skrupulatnie liczymy, jaką maksymalnie powierzchnię można by było dodatkowo zalesić. Realizując program LGW, będziemy jednakże stawiać raczej na zwiększanie liczby drzew, zasobności na hektarze, a także na odpowiednią strukturę gatunkową już istniejących drzewostanów.

– Co to znaczy?

– Ażeby zwiększyć tę „zawartość drewna w lesie”, czyli zintensyfikować proces fotosyntezy, wprowadzamy tzw. drugie piętro lasu, np. pod duże już sosny podsadzamy buka. W ten sposób wydatnie zwiększa się ilość pochłanianego CO2. Dobrym sposobem na przyspieszenie pochłaniania i akumulacji węgla jest zalewanie torfowisk, które przesuszone uwalniają dwutlenek węgla do atmosfery. Mamy też specjalne sposoby prowadzenia upraw leśnych, polegające na mieszaniu różnych, dobrze uzupełniających się gatunków. Jednakże największą wartość dodaną daje posadzenie drzew tam, gdzie ich nie było. Dobrym pomysłem jest więc sadzenie gatunków szybko rosnących (np. brzozy i modrzewia) na gruntach specjalnie do tego celu wykupionych przez zakłady produkujące celulozę.

– Czy zwiększające się wciąż pozyskiwanie drewna w Lasach Państwowych da się pogodzić z funkcjonowaniem Leśnych Gospodarstw Węglowych?

– Tak. Po pierwsze, jeśli pozyskane drewno zostanie zamienione na trwałe wyroby – w których węgiel pozostanie zmagazynowany na długo – czyli np. na meble z litego drewna czy drewniane domy. Po drugie, jeśli na miejsce wyciętych drzew szybko zostaną posadzone nowe drzewa. A z uwagi na węgiel zmagazynowany w glebie trzeba się zawsze dwa razy zastanowić, zanim zdecydujemy się na jakąkolwiek orkę, jakiekolwiek przygotowywanie gleby do sadzenia.

– Las wydajnie magazynujący węgiel ma być zatem zdany na mozolną ręczną robotę?

– Już obecnie całe sadzenie odbywa się w ten sposób. Mechanizację sadzenia w polskim leśnictwie praktykowano kilkadziesiąt lat temu przy zalesianiu wielkich powierzchni gruntów porolnych – zalesiano wtedy po 60 tys. ha tych gruntów rocznie. Tak było od końca wojny do lat 60. ubiegłego wieku.

– Ludzi drażnią dziś wycinka drzew i wywóz drewna za pomocą potężnych maszyn, które sprawiają wrażenie wielkich niszczycieli lasu, zwłaszcza właśnie gleby... Czy nie da się tego uniknąć?

– Nie ma takiej potrzeby, gdyż jak wyliczyli specjaliści z dziedziny inżynierii leśnej, te wielkie maszyny przemieszczające się po runie leśnym mają mniejszy nacisk na cm2 powierzchni niż stopa człowieka... A jeszcze większe szkody czyni – wydawałoby się najbardziej ekologiczny środek transportu – wykorzystywany dawniej w lasach koń. Ale rzeczywiście, duże maszyny w lesie wzbudzają u ludzi złe emocje. Jednak z naszego punktu widzenia tylko one mogą zapewnić bezpieczne warunki pozyskiwania drewna. I naprawdę za ich sprawą nie wycinamy więcej drzew, niż to wynika z corocznych planów, które są tak ułożone, by zasoby drzewne naszych lasów – mimo koniecznego przecież ich użytkowania – stale wzrastały.

Andrzej A. Konieczny, leśnik (absolwent SGGW), doktor nauk ekonomicznych, absolwent studiów podyplomowych Master of Business Administration University of Illinois oraz na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu w Białymstoku; odbył staże zawodowe w administracji leśnej Szwajcarii i Niemiec; od 1996 r. pracował na różnych stanowiskach w Lasach Państwowych; w latach 2015-18 r. – podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska. Od 19 stycznia 2018 r. – dyrektor generalny Lasów Państwowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

CBOS: pamięć o Janie Pawle II – żywa, ale...

2018-10-15 13:55

CBOS, tk / Warszawa (KAI)

Mimo że upłynęło już ponad trzynaście lat od śmierci Jana Pawła II, pamięć o nim jest wśród Polaków wciąż żywa. Uważa tak aż 96% Polaków – podaje Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS). Dla ogromnej większości badanych papież pozostaje ważnym autorytetem moralnym, niemniej 40 proc. badanych uważa, że większość Polaków nie uwzględnia jego nauczania w codziennym życiu.

blvdone/pl.fotolia.com

Wyraźnie rzadziej niż przekonanie dotyczące pamięci o Janie Pawle II wyrażana jest opinia świadcząca o znajomości papieskiego nauczania. Wprawdzie dominuje pogląd, że Polacy w większości znają treść nauczania Jana Pawła II (71% wskazań), jednak wątpliwości co do tego nie ma tylko 15 procent badanych.

W jeszcze mniejszym stopniu Polacy są przeświadczeni, że nauczanie Jana Pawła II znajduje zastosowanie w życiu Polaków. W tej kwestii odpowiedzi są dość mocno podzielone. Ponad dwie piąte respondentów (45%, tyle samo co przed trzema laty) uważa, że większość Polaków kieruje się w swoim życiu wskazaniami Jana Pawła II, w tym co dwunasty (8% ogółu) jest o tym stanowczo przekonany. Przeciwną opinię wyraża 39% ankietowanych (od roku 2015 spadek o 5 punktów procentowych).

Prawie trzy czwarte badanych (72%) przyznaje, że zna treść papieskiego nauczania, w tym jednak tylko 16% stwierdza to w sposób zdecydowany. Od śmierci Jana Pawła II do roku 2010 odsetek respondentów, którzy twierdzili, że znają treść jego przesłania, systematycznie malał. W tym samym czasie ponad dwukrotnie wzrosła liczba osób, które deklarowały, że nie znają papieskiego nauczania (z 17% do 39%). Jednak przy okazji beatyfikacji, a następnie kanonizacji papieża Polaka omawiany trend spadkowy uległ dość radykalnemu wyhamowaniu, a nawet odwróceniu.

Co prawda obecnie odsetek osób deklarujących znajomość papieskiego nauczania jest nadal nieco niższy niż tuż po śmierci Jana Pawła II, ale pozostaje wyraźnie wyższy niż w roku 2010. W porównaniu z badaniem sprzed trzech lat minimalnie zmniejszył się odsetek respondentów przyznających, że nie wiedzą, czego nauczał Jan Paweł II (z 27% do 25%), a zarazem wzrósł odsetek tych, którzy deklarują znajomość nauczania papieża (z 70% do 72%).

Osoby, które – we własnej ocenie – kierują się w życiu wskazaniami Jana Pawła II, stanowią obecnie ponad dwie trzecie ogółu badanych (69%). Natomiast 39% respondentów uważa, że większość Polaków postępuje niezgodnie z nauczaniem papieża .

Niezmiennie, dla ogromnej większości dorosłych Polaków (92%, od roku 2015 spadek o 3 punkty procentowe) Jan Paweł II pozostaje ważnym wzorem postępowania, w tym dwie trzecie (65% ogółu) nie ma co do tego wątpliwości. Wprawdzie uczestnictwo w praktykach religijnych w pewnym stopniu oddziałuje na uznawanie papieża Polaka za autorytet moralny, jednak nawet osoby w ogóle niepraktykujące w większości (71%) dostrzegają w nim wzór postępowania

Jan Paweł II pozostaje autorytetem moralnym dla 99% osób określających się jako wierzące i postępujące zgodnie z nauczaniem Kościoła, dla 90% wierzących na swój własny sposób, a także dla 56% respondentów określających się jako niezdecydowani lub niewierzący.

Mimo że od śmierci Jana Pawła II minęło już ponad trzynaście lat, duchowa więź rodaków z papieżem jest, jak wynika z deklaracji, wciąż żywa. Aż 89% badanych twierdzi, że w ciągu minionego roku przynajmniej raz wspominało papieża lub rozmawiało o nim, w tym jedna trzecia (32%) często lub bardzo często. Z kolei trzy piąte respondentów (60%) przyznaje, że w modlitwie prosiło Jana Pawła II o pomoc w jakiejś konkretnej sprawie, w tym 21% modliło się o wstawiennictwo papieża wielokrotnie.

Patrząc z dłuższej perspektywy można powiedzieć, że pamięć o papieżu i modlitwa do niego są w polskim społeczeństwie niezmiennie dość powszechne – podsumowuje CBOS. Daje się jednak zauważyć, że w ostatnich latach nieco zmniejszył się odsetek badanych przyznających, że wspominają papieża i rozmawiają o nim.

Z kolei odsetek tych, którzy w modlitwie proszą Jana Pawła II o pomoc w jakiejś konkretnej sprawie, utrzymuje się od czasu beatyfikacji, a następnie kanonizacji papieża na stałym poziomie –wyższym niż w latach 2006–2010.

Badanie przeprowadzono metodą wywiadów bezpośrednich (face-to-face) wspomaganych komputerowo (CAPI) w dniach 6–13 września 2018 roku na liczącej 1023 osoby reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kościół w Europie

2018-10-15 20:33

Andrzej Tarwid

Monika Książek

Jeśli Stary Kontynent ma pokonać targające nim kryzysy, to musi wrócić do swoich chrześcijańskich korzeni – twierdzili zgodnie uczestnicy II Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi”, który 15 października miał swoją pierwszą sesję w Warszawie. Prelegenci naukowej konferencji wielokrotnie przywoływali też słowa św. Jana Pawła II o tym, że „Europy nie da się zrozumieć bez Chrystusa”.

Kryzys to jedno z pojęć najczęściej obecnie przywoływanych i odmienianych przez europejskie elity. Jedni mówi o kryzysie migracyjnym, drudzy o kryzysie euro. Jeszcze inni o kryzysie związanym z Brexit-em. Ale zdaniem wybitnych naukowców - którzy w poniedziałek spotkali się na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie na sesji zatytułowanej „Kościół w Europie” - główną przyczyną kryzysów, jakie dotykają Stary Kontynent jest odcięcie się od swojej chrześcijańskiej tożsamości.

Sytuacja jest paradoksalna, bo przecież to Europa przez wieki była była sercem chrześcijaństwa. I to Stary Kontynent najwięcej chrześcijaństwu zawdzięcza, o czym na konferencji mówił m. in. ks. prof. Henryk Skorowski SDB.

Autor takich ważnych książek jak „Być chrześcijaninem i obywatelem dziś. Refleksje o postawach etyczno-społecznych” czy „Z problematyki praw człowieka. Studium z katolickiej nauki społecznej” stwierdził, że chrześcijaństwo przyniosło mieszkańcom Starego Kontynentu nową kulturę, która „rządzi się zasadą miłości”. A także zasadę solidarności rozumianej jako jedność w dobru wspólnym oraz wolność i tolerancję. - Fundamentem tego wszystkiego jest człowiek, który w chrześcijaństwie nigdy nie jest owocem ślepego przypadku – spuentował ks. Skworowski SDB.

Niestety, wkład chrześcijańskiej wiary jest obecnie negowany i wypierany z historii, kultury oraz z przestrzeni społecznej. Ma to swoje tragiczne wręcz konsekwencje.

- Europa to jedyne miejsce na świecie, gdzie duża grupa ludzi żyje bez religii. Teraz jest to ok. 18 proc. W 2050 roku ma ich być ok. 23 proc. - powiedział ks. prof. Piotr Mazurkiewicz i podkreślił, że liczbę ateistów w Europie zasilają dzieci chrześcijan.

- Dzisiejsze społeczeństwo nie jest przeciwko Bogu, ale jest to społeczeństwo bez Boga – ocenił o. prof. Stipe Juricov z Chorwacji.

Zdaniem prof. Luca Piaganiego z Międzynarodowego Obserwatorium Doktryny Społecznej Kościoła w Watykanie obecna sytuacja jest wynikiem tego, że z wielkiego projektu europejskiego wykluczono idee ojców założycieli Wspólnoty – Konrada Adenauera, Alcide De Gasperiego i Roberta Schumana.

- Oni chcieli zapewnić Europie lepszą przyszłość. Aby każdy mógł znaleźć w niej miejsce. Tworząc projekt europejski brali pod uwagę założenia filozoficzne, uwarunkowania socjologiczne a także wymiar religijny – powiedział prof. Luca Piagani i podkreślił. - Ojcowie założyciele chcieli, aby Europa miała swoją wyjątkową tożsamość opartą na chrześcijaństwie. Aby jej kultura opierała się właśnie na tych korzeniach!

Historia potoczyła się inaczej. Na pewnym etapie integracji idee założycieli Wspólnoty zostały odłożone. Życie nie znosi jednak próżni i w to miejsce weszły marksistowsko-lewicowe pomysły zawarte m. in. w Manifeście z Ventotene. Ten niewielki dokument napisała grupa komunistycznych intelektualistów z Włoch. Bóg w ich koncepcji był „elementem zbędnym”.

- Konsekwencją takiego podejścia są relatywizm i egoizm. A przecież wspólnota nie może opierać się na egoizmie, bo jak zaspokoimy jedno pragnienie natychmiast pojawia się kolejne. Człowiek chce je zaspokoić bez oglądania się na inne osoby. W konsekwencji taki człowiek staje się słaby, a społeczeństwo zbudowane z takich jednostek też jest słabe, ponieważ nie potrafi wspólnie działać - diagnozował prof. Luca Piagani.

O tym, jakie skutki przyniesie wykluczenie Boga z przestrzeni publicznej mówił równo 30 lat temu Jan Paweł II podczas swoje pierwszego wystąpienia w Parlamencie Europejskim.

- W tamtym wystąpieniu znalazło się charakterystyczne stwierdzenie „Moim marzeniem jest..” - przypomniał ks. prof. Piotr Mazurkiewicz, który w trakcie swojego wystąpienia dokonał relektury papieskiego wystąpienia, w którym Ojciec Święty mówił m. in. od „dwóch płucach Europy” i o tym, że wszystkie narody mają prawo do uczestniczenia w zjednoczeniu. A także o tym, co niosą z sobą wszelkie prądy rugujące wiarę z życia ludzi.

- Na przekonaniu, że „Boga nie ma”, nie da się zbudować ateistycznego państwa. Jedynymi takimi państwami były Związek Sowiecki i hitlerowskie Niemcy – stwierdził ks. Mazurkiewicz i na koniec wykładu podkreślił. - Jan Paweł II dokładnie powiedział, że Europy nie można zrozumieć bez Chrystusa. I przypominanie tego jest naszym zadaniem!

Następcą Papieża-Polaka był Benedykt XVI, dla którego Europa zawsze znajdowała się w centrum zainteresowania. - Osią nauczania Benedykta VI na na ten temat jest problem podcinania korzeni naszego chrześcijańskiego fundamentu – mówił ks. prof. Mariusza Kucińskiego z bydgoskiego „Centrum Ratzingera”.

W ocenie Papieża-Emeryta głównym problemem, przed jakim staje Kościół to relatywizm. - Żyjemy w czasach dyktatury relatywizmu, która niczego nie uznaje za pewnik. A posiadanie własnej wiary jest uznawane za fundamentalizm – powiedział ks. prof. Kuciński.

Tymczasem nasza wiara w perspektywie filozoficzno-ontologicznej, każe nam jednoznacznie myśleć o Starym Kontynencie. - Europa pochodzi z wiecznego planu Boga Ojca, bo Bóg myśli w kategoriach wieczności – powiedział teolog i filozof ks. prof. Tadeusz Guz z KUL. - Jako prawdziwy Europejczycy mamy konkretną nadzieję, że Bóg, który powołał Europę zaprasza ja do swojego Domu – dodał.

A kiedy przypomnimy sobie o danej od Boga gwarancji, to co powinniśmy robić? - Europa odkryje na nowo swoją tożsamość, jeśli my wszyscy będziemy brali udział w jej przekształcaniu – powiedział prof. Luca Piagani i zaznaczył, że powinniśmy zacząć od ewangelizacji. - Tak jak mówił św. Jan Paweł II – stwierdził.

- Wierzący nie powinni się bać. Oni muszą pokazać, że wiara jest radosna, a nieograniczająca, bo daje nam wolność. Powinniśmy na nowo odkryć niedzielę, jako Dzień Boży. Musimy też być w naszej wierze autentyczni – wyliczał o. prof. Stipe Juricov.

Uczestniczy konferencji „Kościół w Europie” wysłuchali jeszcze wykładu prof. Wiesława Wysockiego o historycznym znaczeniu „Cudu nad Wisłą” dla Europy. A także poruszającego świadectwa o św. Janie Pawle II, którym podzielił się były papieski fotograf Arturo Mari.

Spotkanie na UKSW zakończyło wystąpienie ks. Ireneusza Skubisia. Moderator Ruchu „Europa Christi” podziękował wszystkim prelegentom za wystąpienia oraz przedstawił plany Ruchu. Są to m. in. pomysły tworzenia Klubów „Europa Christi” i Rycerzy „Europa Christi” na wzór Zakonu Rycerzy Kolumba.

- Zależy nam na tym, aby wszystkie struktury oddychały Chrystusem i były naznaczone Jego obecnością. Ponieważ chcemy, aby Chrystus Zmartwychwstały wrócił do Europy – powiedział Infułat i zaprosił na kolejne wydarzenia związane z II Międzynarodowym Kongresem Ruchu „Europa Christi”.

A już jutro, tj. 16 października, kongresowe obrady odbędą się w Centrum Arena Jesionka w Rzeszowie. 17 października uczestników kongresu będzie gościł Katolicki Uniwersytet Lubelski. Kolejne kongresowe spotkania odbędą się m. in. w: Częstochowie i Łodzi. Natomiast w stolicy odbędą się jeszcze dwie sesje: „Rechrystianizacja Europy” (18 października, Senat RP) oraz „Silna Rodzina Siłą Europy” (20 października, UKSW).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem