Reklama

Numer 10 miesięcznika «L'Osservatore Romano» po polsku w 2017 r.

2017-11-07 07:37

Dorota Swat

«Należy umacniać prawa dobrej polityki, jej niezależność, jej szczególną zdolność do służenia dobru publicznemu, do takiego działania, aby zmniejszać nierówności, promować za pomocą konkretnych środków dobro rodzin, dawać mocne ramy praw i obowiązków – równoważąc jedne i drugie – oraz czynić je skutecznymi dla wszystkich» - powiedział Franciszek do mieszkańców Ceseny we włoskim regionie Emilia-Romania.

Tematowi polityki poświęcił podczas tej wizyty szczególnie dużo uwagi, zarówno podczas spotkań ze światem pracy, jak w ośrodku dla uchodźców i na uniwersytecie w Bolonii, gdzie z naciskiem potępił tych, «którzy szerzą przemoc, napędzając wyścig zbrojeń i niszcząc pokój w obronie własnych interesów». Kwestia pokoju dominowała natomiast w przemówieniach wygłoszonych podczas podróży do Kolumbii, gdzie Papież poparł trudny proces pojednania i zdecydowanie potępił organizacje przestępcze, które bogacą się na handlu narkotykami, niszczeniu środowiska, wyzysku, praniu brudnych pieniędzy i handlu ludźmi.

Reklama

W tym numerze oprócz przemówień i homilii papieskich z obu tych podróży, publikujemy m.in. streszczenia homilii wygłaszanych przez Franciszka podczas porannych Mszy św. w kaplicy Domu św. Marty oraz artykuł dyrektora «L'Osservatore Romano» prof. Giovanniego Marii Viana o książce socjologa Dominique'a Woltona Politique e societé, która ukazała się ostatnio we Francji. Jest to zapis dwunastu rozmów z Papieżem Franciszkiem, które odbywały się od lutego 2016 r. do lutego 2017 r.

Tagi:
recenzja

Film UKŁAD ZAMKNIĘTY wbija w fotel

2013-04-05 12:19

Łukasz Adamski/ www.stefczyk.info.pl

„Układ zamknięty” Ryszarda Bugajskiego jest najważniejszym od czasów „Długu” Krzysztofa Krauzego filmem o patologiach współczesnej Polski. Dawno na naszych ekranach nie mieliśmy filmu tak gęstego od pokazanego zła, intensywnego w emocje oraz dosłownie bolącego widza. „Jutro mogą przyjść po ciebie” nie jest jedynie pustym marketingowym sloganem dystrybutora filmu.

Oglądając dzieło Bugajskiego odnosimy wrażenie, że naprawdę każdy z nas może stać się ofiarą mafii. Jest to jednak mafia zupełnie inna od tej, do której przyzwyczaili się mieszkańcy pięknej Sycylii czy nawet krajów byłych republik radzieckich. Tym razem mamy do czernienia z mafią działającą w majestacie prawa, i nie dającej żadnych możliwości wyboru swoim ofiarom. To nie jest mafia, która zabiera tylko część utargu w ramach „ochrony”. Ta mafia pazernie bierze wszystko. I wszystko po drodze niszczy. Ta mafia nie ma jednego capo di tutti capi. To jest mafia, która charakteryzuje się biznesowo-towarzyskimi zależnościami wyniesionymi z PRL. Ryszard Bugajski nie tylko w pigułce dał nam obraz współczesnej Polski, ale przede wszystkim wszedł w psychikę ofiar systemu oraz ich katów. Najbardziej przerażający jest na dodatek fakt, że film Bugajskiego z 2013 roku jest oparty na faktach, i można go porównać do słynnego filmu Bugajskiego z roku 1982.

Od syjonistów do Syjonu po kapitalistów do więzienia

"Układ Zamknięty" został oparty na prawdziwych wydarzeniach, jakie miały miejsce w 2003. Ryszard Bugajski wraz ze scenarzystami „Czarnego Czwartku” Michałem Pruskim oraz Mirosławem Piepką opowiada historię trzech biznesmenów, którzy w wyniku decyzji organów państwa zostają pozbawieni nie tylko majątku, ale również zamieniają się w emocjonalnie zrujnowanych ludzi. Pętle wokół prężnych biznesmenów zaciska demoniczny tercet składający się z prokuratora Andrzeja Kostrzewy, jego ucznia Kamila Słodowskiego oraz naczelnik urzędu skarbowego Miroława Kamińskiego. Pod skrzydłami ministra rządu RP planują oni punktowe uderzenie w przedsiębiorców, i ich ostateczną eliminację jako „elementów antyspołecznych”. To bardzo ważne określenie, które pada z ust prokuratora Kostrzewy. Zostaje ono przeniesione z czasów, gdy w Polsce ścigano zaplute karły reakcji, a syjonistów wysyłano do Syjonu. „Aspołeczne jednostki” zmieniły jedynie twarz. Parafrazując bohatera innego ważnego filmu o początkach „wolnej Polski”, aż chce się rzec, że czasy się zmieniają, ale niektórzy zawsze są w komisjach.



Ryszard Bugajski 31 lat temu zrealizował głośne „Przesłuchanie” opowiadające o kafkowskim procesie kobiety w czasach stalinizmu. Dziś powraca filmem o kafkowskim procesie trojki biznesmenów po upadku komunizmu. Czy można zestawiać ze sobą oba obrazy? Niestety odpowiedź na to pytanie jest boleśnie twierdząca. Możliwe, że Bugajski obsadzając w głównej roli „Układu zamkniętego” Janusza Gajosa, który grał w „Przesłuchaniu” brutalnego ubeka, miał na celu zaznaczenie paraleli między obiema historiami. Gajos w rozmowie ze mną opowiadał, że zarówno podczas realizacji najsłynniejszego filmowego „półkownika” PRL jak i teraz starał się uprawdopodobnić swoją postać. Major UB jak i prokurator Andrzej Kostrzewa, który niczym demiurg reżyseruje powolne morderstwo odnoszących sukcesy młodych kapitalistów są jednak tylko trybikami w wielkiej maszynie bezprawia. Obaj są cynicznymi, zdemoralizowanymi i złymi ludźmi, którzy nie mają żadnych oporów by uderzyć w przeciwnika. Obaj korzystają jednak z istniejącego prawa, umożliwiającego zniszczenie każdego obywatela. „Znajdź mi człowieka, a ja znajdę na niego paragraf”- mówi stare bolszewickie przysłowie. Mogłoby ono być podtytułem „Układu zamkniętego”. Dla Kostrzewy trójka biznesmenów, którzy zadziwili Europę swoją technologią produkcyjną, nie tylko są zagrożeniem dla wydumanego przez niego ładu społecznego, ale również przypominają mu o jego własnej niechlubnej przeszłości. Gajos w rozmowie z nami mówił, że starał się zrozumieć motywację Kostrzewy, które miały swoje źródło, gdy ten był na studiach, by odszukać punkt jego przejścia na złą stronę. Był to pamiętny marzec 1968 roku, gdy na polskich uczelniach za pomocą antysemickich haseł prowadzono potrzebne komunistom czystki. Dla prokuratora w III RP taki trup w szafie zawsze może ożyć. A jak tego trupa może wyjąć syn uznanego człowieka, który przez jego donos został uznany za syjonistę?

Postkolonialne piekło

W Kostrzewie jak i w jego dawnym przyjacielu będącym naczelnikiem Urzędu Skarbowego odbija się cała struktura współczesnej Polski- kraju dzikiego, skorumpowanego i rządzącymi się prawami państwa postkolonialnego. Kilku aktorów „Układu…”, z którymi miałem okazję rozmawiać o ich roli, przekonywało, że film ma uniwersalny wydźwięk i może dotyczyć każdego kraju. Nie do końca się zgadzam z tym poglądem. Świat przedstawiony w filmie Bugajskiego nie jest światem cywilizowanym. Nie obowiązują w nim standardy demokratycznych krajów Europy zachodniej ani państw Anglosaskich. Oczywiście decyzje czarnych antybohaterów filmu są podszyte zwykłą ludzką zawiścią i czystym złem, które towarzyszy całej ludzkości od pierwszego kuszenia. Zawiść, zazdrość i korzystanie z przywilejów władzy pojawiają się na każdej szerokości geograficznej. W „Układzie zamkniętym” są one jednak wpisane w kontekst społeczno-polityczny III RP. „To, że 20 lat temu zmienił nam się system, nie oznacza, że zmieniliśmy się wszyscy.”- mówi Janusz Gajos. Jednak dzisiejszy system wsiąknął nie tylko ustrojowe patologie komunizmu, ale również oparł się na skarlałych moralnie jego funkcjonariuszach. Powracający po dłuższej przerwie do kina Kazimierz Kaczor, wcielający się w naczelnika urzędu skarbowego w doskonały sposób uchwycił charakter ludzi z awansu społecznego, którzy dzięki komunie stali się „elitą”. Kamiński nie jest diabolicznym Kostrzewą, który wprost przyznaje, że prawo dżungli jest jego opoką, a swoje ludzkie ofiary porównuje do trofeów z polowań wiszących w jego domu. Naczelnik ma w sobie resztki wyrzutów sumienia za czyny jakie popełnia. Są to jednak wymuszone wyrzuty sumienia i pojawiają się dopiero w chwili porażki. Zakompleksiony Kamiński nie potępia w pewnym momencie czynów swojego kolegi z uwagi na ich niegodziwość. Robi to wyłącznie ze względów personalnych i ambicjonalnych. W świecie byłych studentów koniunkturalistów, którzy dokonywali nagonki na swoich profesorów nie ma czegoś takiego jak kodeks honorowy czy moralny. A to ma wpływ na kształt naszego kraju.

Zło w czystej postaci

Wiele osób ma przeświadczenie, że problem przesiąkniętych PRL-em ludzi w strukturach państwowych jest drugorzędny, bowiem oni w końcu powymierają. Niestety budowniczy totalitarnego PRL wychowują w III RP godnych siebie następców. Ba, ich wychowankowie są jeszcze bardziej cyniczni, i jeszcze mocniej zepsuci od nich samych. Niewielu z nich doznaje olśnienia jak Kevin Lomax odrzucający świat swojego ojca Szatana w „Adwokacie diabła”. Polska rzeczywistość w wielu obszarach życia publicznego dowodzi, że sukcesja zbydlęcenia moralnego nie jest marginesem. Przykładem tego w filmie Bugajskiego jest młody prokurator Kamil Słodowski. Grany przez debiutującego na wielkim ekranie Wojciecha Żołądkowicza młody prokurator, który niczym mafijny cyngiel dostaje zlecenie od bossa, jest najbardziej mroczną postacią filmu Bugajskiego. Nie widać w nim moralnych oporów wobec brutalnej akcji, jaką szykują przeciwko polskim biznesmenom jego przełożeni. Jeżeli pojawia się w nim sprzeciw, to nie dotyczy on metod ani celu ataku, ale jego prawnego opakowanie. Dla Słodowskiego ważne jest bowiem by można było zatopić znienawidzonych kapitalistów w majestacie polskiego prawa. To sprawia, doskonale zgranemu przez Żołądkowicza, prokuratorowi niemal perwersyjną przyjemność. On się wręcz upaja krzywdą swoich ofiar. Przy tym nawet nie dostrzega, że wykonanie zadania nie różni się niczym od metod ubeckich. A może to dostrzega? Przesłuchanie biznesmenów Marka Stawskiego ( najlepsza w karierze rola Przemysława Sadowskiego) i Piotra Maja ( dramatyczna i porażająca kreacja Roberta Olecha) przypomina metody późnego PRL-u, gdzie nie katowano już fizycznie opozycjonistów, ale doprowadzano ich do psychicznego załamania. Słodowski wydaje się być jeszcze bardziej bezwzględny ( zresztą wprawia w końcu w zdumienie samego Kostrzewę) niż umoczeni w PRL-owskie donosicielstwo przełożeni. Czy jest to zło większe, bowiem dotyczy osoby funkcjonującej w „wolnym kraju”? Czy możliwość nie babrania się w komunistycznym łajnie powoduje, że wina po przejściu na stronę zła jest większa? W jednej ze scen zdruzgotany biznesmen, którego żona poroniła podczas aresztowania krzyczy do prokuratora, że ten zabił mu dziecko. Jako pożeracz filmów spodziewałem się sceny, w której zobaczymy choć przez sekundę ludzką twarz Słodowskiego zszokowanego informacją o tragedii aresztowanego. „Niech Pan mnie nie bierze na litość Panie Stawski”- mówi z zimnym spojrzeniem młody prokurator. Zło w czystej postaci.

Oni wciąż mogą jutro przyjść po nas

Ryszard Bugajski pokazując w taki sposób antybohaterów „Układu…” stąpał po cienkim lodzie. Mógł bowiem niechcący otrzeć się o kicz i komiksowość postaci. Możliwe, że wielu reżyserów wpadłoby w takie sidła. Nie można jednak zapominać, że Bugajski w porażający sposób opowiedział o złu w „Generale Nilu” czy „Śmierci Rotmistrza Pileckiego”, i nawet z postaci czerwonych oprawców potrafił wydobyć drugie dno. To samo widzimy w „Układzie zamkniętym”. Słodowskiego nie poznajemy poza prokuraturą, i nie wiemy jaką ma twarz w życiu prywatnym. Możemy natomiast się przyjrzeć Kostrzewie i jego rodzinie. Czy prokurator w domu jak wielu oprawców, którzy „wykonują tylko rozkazy” jest kochającym mężem i ojcem? A może również w życiu prywatnym zachowuje się jak tyran? Scenarzyści nie idą żadnym z tych prostych fabularnych rozwiązań. O ile widać miłość Kostrzewy do wnuczki czy zwierząt ( to akurat przypadłość niemal każdego drania), o tyle w relacjach z własną córką, autorytaryzm bawiącego się w Boga prokuratora przejawia się z całą mocą.

Czy jednak to uczucie do dzieci rzutuje na jego życie zawodowe? Twórcy filmu niewiele zmieniają losy filmowych bohaterów. W dwóch przypadkach nieprawna akcja organów państwa spowodowała tragedię dzieci biznesmenów- jedno z nich po zobaczeniu o 6 rano zamaskowanych szturmowców rzucających na podłogę jego rodzinę przestało mówić. Inne będąc w prenatalnej fazie rozwoju umarło. Jego matka zaś ( epizodyczna, ale niezwykle ruszająca rola Moniki Kwiatkowskiej) straciła przez poronienie możliwość ponownego zajścia w ciążę. Kostrzewa musiał być świadom jakie były konsekwencje decyzji o potraktowaniu biznesmenów jak przywódców Pruszkowa. Czy pamiętał o tym, gdy przez awanturę domową jego córka zaczęła przedwcześnie rodzić mu wnuka? Czy może jednak rodziny znienawidzonych biznesmenów były dla niego jedynie „słabszymi zwierzętami”, które trzeba odstrzelić?

To nie tylko film o III RP

„Układ zamknięty” pozwala nam nie tylko przyjrzeć się współczesnej Polsce, ale pomaga też dostrzec dramaty jakich doświadczają zaszczuci przez skorumpowane media i organa ścigania niewinni ludzie. Twórcy pokazują różne postawy prześladowanych przez system Polaków. Jedna z żon jak lwica walczy o męża ( Beata Ścibakówna) i z pomocą dziennikarza wydaje wojnę „układowi”. Inna załamuje się i ukrywa we własnym łóżku. Jak my byśmy się zachowali? Chyba nikt nie chce tego sprawdzać. Przed premierą filmu rozmawiałem z jednym z poszkodowanych przedsiębiorców z Krakowa, który był inspiracją dla twórców „Układu…” Uderzyło mnie w tym człowieku jego wycofanie i dystans. Ten wizerunek był totalnym przeciwieństwem pewnego siebie przedsiębiorcy, który buduje jedną z najprężniejszych fabryk w kraju. Nie zapominajmy, że takich połamanych przez polskie organa ścigania przedsiębiorców są w naszym kraju setki.

„Układ zamknięty” jeszcze przed premierą został nagrodzony Wektorem Nadziei przez Pracodawców Rzeczpospolitej Polskiej. Film jest objęty też patronatem Business Center Club. Jest to film sfinansowany przez samych przedsiębiorców i Kasę Stefczyka, która pomogła obraz skończyć, po tym jak Państwowy Instytut Sztuki Filmowej czterokrotnie odrzucił prośbę twórców o wsparcie finansowe. Z jakich przyczyn? Tego możemy się tylko domyślać. Tak samo jak możemy się domyślać dlaczego twórcy filmu mieli kontrolę skarbową podczas jego realizacji. Zapewne to też był tylko przypadek a la III RP. Tak jak przypadkiem był awans jaki spotkał prokuratora i jego pomocnika, którzy posłużyli jako pierwowzory postaci odgrywanych przez Janusza Gajosa i Wojciecha Żołądkowicza. Awans obaj dostali mimo tego, iż zniszczeni przez nich przedsiębiorcy okazali się bezpodstawnie oskarżeni o działanie w grupie przestępczej. Nie zapominajmy więc, że oni wciąż mogą jutro przyjść po nas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież Franciszek przyjął na audiencji Prezydenta RP

2018-10-15 11:05

rl (KAI Rzym) / Watykan

Papież Franciszek przyjął dziś na audiencji w Watykanie prezydenta RP Andrzeja Dudę z małżonką Agatą. Rozmowa w cztery oczy trwała prawie 30 min. Wizyta miała związek z przypadającą jutro 40. rocznicą wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Tego dnia para prezydencka weźmie udział we Mszy św. przy grobie św. Jana Pawła II w bazylice św. Piotra w Watykanie.

Jakub Szymczuk / KPRP

Po rozmowie, w dalszej części audiencji, prezydentowi towarzyszyła małżonka i członkowie delegacji. Wymieniono podarunki. Andrzej Duda przekazał papieżowi kopię obrazu Jezusa Miłosiernego z Wilna. Wręczając go powiedział: "Ojcze Święty na pewno znasz ten obraz. Jest to w pewnym sensie symbol Polski i wiary w Polsce. W Krakowie mamy szczególne nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego".

Ponadto prezydent wręczył dwa albumy w języku włoskim: jeden poświęcony Krakowowi pt. "Milenaria krakowskie" oraz "Apostołowie Bożego Miłosierdzia" ze zdjęciami Adama Bujaka i wstępem kard. Stanisława Dziwisza.

Para prezydencka przekazała też Ojcu Świętemu kosz z tradycyjnymi polskimi produktami, w którym znalazł się m. in. wielkopolski olej lniany oraz śliwki w czekoladzie. Wręczając kosz żona prezydenta Agata przypomniała, że Franciszek zawsze troszczy się o ubogich, z kolei prezydent poprosił papieża, aby rozdysponował ten dar według swojego uznania.

Ze swej strony Ojciec Święty przekazał kopię medalionu z wizerunkiem placu św. Piotra przed ukończeniem kolumnady Berniniego, cztery papieskie dokumenty, w tym adhortację apostolską "Evangelii gaudium". W osobnej białej kopercie przekazał także podpisane przez siebie dzisiaj rano orędzie na Światowy Dzień Pokoju, obchodzony tradycyjnie 1 stycznia.

Na zakończenie audiencji Franciszek poprosił polskiego prezydenta o modlitwę w jego intencji, na co Andrzej Duda odparł, że codziennie modli się za niego, a szczególnie w intencji papieża modli się jego mama.

Przez chwilę Franciszek rozmawiał także z polskimi dziennikarzami. Towarzyszący wizycie prezydenta dziennikarz Katolickiej Agencji Informacyjnej, Rafał Łączny poinformował Ojca Świętego, że agencja w tym roku świętuje jubileusz 25-lecia. Papież udzielił redakcji KAI swojego błogosławieństwa.

W delegacji towarzyszącej prezydentowi byli m.in. minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, minister Krzysztof Szczerski - szef gabinetu Prezydenta, Andrzej Dera - sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, Paweł Mucha - zastępca szefa kancelarii prezydenta.

Po rozmowach z papieżem prezydent RP udał się na rozmowy z kard. Pietro Parolinem, sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej.

Jutro, 16 października w 40. rocznicą wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, para prezydencka weźmie o godz. 10 udział we Mszy św. przy grobie św. Jana Pawła II w bazylice św. Piotra w Watykanie. Jak przekazał Krzysztof Szczerski, dzisiejszą mszę będzie koncelebrować grupa polskich księży, przewodniczyć będzie kardynał Zenon Grocholewski, a homilię wygłosi arcybiskup Jan Pawłowski. . Po liturgii prezydent Duda złoży wieniec przy grobie papieża-Polaka.



Oto tekst komunikatu w tłumaczeniu na język polski:

Ojciec Święty Franciszek przyjął dziś na audiencji jego Ekscelencję Pana Andrzeja Dudę, Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, który następnie spotkał się z Jego Eminencją Kardynałem Sekretarzem Stanu Pietro Parolinem w towarzystwie Jego Ekscelencji abp. Paula Richarda Gallaghera, sekretarza ds. Relacji z Państwami.

Podczas serdecznych rozmów, które odbyły się w kontekście czterdziestej rocznicy wyboru Świętego Jana Pawła II na Papieża, podkreślono znaczenie wartości chrześcijańskich w historii kraju, szczególnie w odniesieniu do kształtowania jego tożsamości kulturowej i religijnej. Następnie zwrócono uwagę na różne tematy będące przedmiotem wspólnego zainteresowania, takie jak promocja rodziny i gościnność.

Na koniec wspomniano o wkładzie Polski w projekt integracji europejskiej, a także o różnych kwestiach o charakterze międzynarodowym, takich jak konflikt na Ukrainie, sytuacja na Bliskim Wschodzie, migracje i ochrona stworzenia w obliczu konferencji klimatycznej Narodów Zjednoczonych, która odbędzie się w Katowicach w grudniu br.



"Papież poprosił o pozdrowienie wszystkich Polaków" - powiedział dziennikarzom prezydent Duda, dodając, że w bardzo życzliwej atmosferze poruszono kwestie dotyczące sytuacji w Polsce. "Ojciec Święty z wielką aprobatą mówił o wsparciu jakie otrzymują rodziny w naszym kraju, które realizują obecne polskie władze, o programie 500+ i innych formach wsparcia, co jest w obecnych czasach niezwykle ważne. Ze swej strony podkreślałem, jak dzięki temu wiele zmieniło się w polskim społeczeństwie, w sytuacji dzieci, że panujące wśród nich ubóstwo zostało praktycznie zlikwidowane. Jest to pewnego rodzaju cud, który wynika z programu 500+" - powiedział prezydent Duda.

Rozmawiano też o przyszłości Europy. Ojciec Święty pytał prezydenta jak ją postrzega, czy jest szansa, aby Unia Europejska wyszła z wszystkich kryzysów, w których jest pogrążona. "Odparłem, że tak, ale jest konieczna zmiana sposobu myślenia. Należy wrócić do wartości, z których Unia Europejska wyrosła. Trzeba wrócić do tego, co mówili ojcowie UE kiedy ją tworzyli i budowali jako wspólnotę. Ojciec Święty wspominał kanclerza Niemiec Konrada Adenauera a ja Alcide de Gasperi, włoskiego premiera i Roberta Schumana, francuskiego szefa dyplomacji i ideach, które im przyświecały. Wyrastały one z pnia judeo-chrześcijańskiego. To są wartości, które ukształtowały Unię Europejską, wolę współdziałania narodów, tworzenia wspólnoty, sojuszu, w którym występuje wzajemne zrozumienie, co do potrzeb i interesów a także, co do obaw, szukanie takich rozwiązań, w których każde państwo czuje się szanowane" - mówił dziennikarzom prezydent Duda.

Podkreślił, że słowami, które w ostatnich dziesięcioleciach najbardziej trafiały do serc Polaków były słowami wypowiedzianymi przez św. Jana Pawła II i najbardziej się do dzisiaj liczą. Jego zdaniem przesłanie papieża Polaka wciąż pozostaje aktualne, uniwersalne i ponadczasowe.

Pytany, co jest dla niego najważniejsze z przesłania Jana Pawła II prezydent odparł, że zwłaszcza zachęta do tego, aby Polacy nie wyrzekali się swojego dziedzictwa kulturowego, tradycji i byli ludźmi wiary, o głębokich pokładach ducha.

W rozmowie z papieżem prezydent przypomniał, że w przyszłym roku będzie obchodzona 100. rocznica nawiązania stosunków dyplomatycznych między odrodzoną Polską a Stolicą Apostolską w 1919 r. "Powiedziałem, że bylibyśmy bardzo zaszczyceni, gdyby Ojciec Święty zechciał nas odwiedzić. Ojciec Święty się uśmiechnął i podziękował za zaproszenie. Mam nadzieję, że do takiej wizyty mogłoby dojść i wielu Polaków byłoby szczęśliwych" - wyznał prezydent Duda.

Zaznaczył, że podczas rozmowy podziękował za pozdrowienia, jakie Franciszek przekazał Polakom, gdy w końcu września leciał z wizytą do państw bałtyckich. "Papież wspominał też Światowe Dni Młodzieży w Krakowie i pobyt na Jasnej Górze i w Krakowie i podkreślał niezwykłą atmosferę jaka wówczas panowała" - powiedział prezydent Duda.

Ze swej strony podziękował Ojcu Świętemu, że on i premier Mateusz Morawiecki mogli być przyjęci przez papieża Watykanie jako przedstawiciele jednego państwa dwukrotnie w ciągu jednego roku. Prezydent przypomniał, że dla Polski jest to rok wyjątkowy z uwagi na 100. rocznicę odzyskania niepodległości przez nasz kraj oraz 40. rocznicę rozpoczęcia pontyfikatu przez św. Jana Pawła II. "Sam Ojciec Święty podkreślał, że jest to dla nas, Polaków rok wyjątkowy" - zaznaczył.

Ponadto prezydent i papież rozmawiali o sytuacji na świecie i pomocy rozwojowej, wsparciu dla ubogich, co tak bardzo leży Franciszkowi na sercu. Prezydent Duda mówił także o wsparciu jakie Polska udziela na Bliskim Wschodzie.

O przyszłości UE prezydent Duda rozmawiał także z kard. Pietro Parolinem, sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej. "Unia Europejska musi wrócić do wzajemnego szacunku pomiędzy państwami, szacunku do pewnej inności kulturowej i obyczajów, które panują w państwach, do wartości, które są tradycją poszczególnych narodów. Dzisiaj w UE tego bardzo brakuje" - wyznał prezydent.

Podczas rozmowy obaj wspominali św. Jana Pawła II, z okazji 40 rocznicy jego wyboru. Prezydent wspomniał jego słowa do Polaków przed referendum, gdy w 2004 Polacy, podejmowali decyzję o wstąpieniu do UE. "Słowa te miały wówczas dla nas ogromne znaczenie i żyją w Polakach do dzisiaj" - wyznał.

Było to już trzecie spotkanie obecnego prezydenta RP z papieżem Franciszkiem. Po raz pierwszy Andrzej Duda gościł w Watykanie w listopadzie 2015 roku, kilka miesięcy po objęciu urzędu. Do kolejnego spotkania doszło już w Polsce podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w roku 2016.

<
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Ks. Ptasznik: dziś Jan Paweł II wzywałby nas do jedności

2018-10-15 13:46

rozmawiali Krzysztof Stępkowski i Małgorzata Muszańska / Warszawa (KAI)

– Niestety, wydaje mi się, że pontyfikat Jana Pawła II coraz bardziej idzie w zapomnienie. Osoba nie, ale pontyfikat tak – mówi w wywiadzie dla KAI ks. prałat Paweł Ptasznik z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej. W przeddzień 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły wspomina swoją pracę u boku św. Jana Pawła II i podkreśla konieczność refleksji nad Jego pontyfikatem.

Archiwum ks. Pawła Ptasznika
Ks. prał. Paweł Ptasznik na tle Pałacu Apostolskiego w Watykanie

Ks. Paweł Ptasznik: – Propozycja pracy w Sekcji Polskiej Sekretariatu Stanu przyszła z Watykanu. Było to rok po moim powrocie ze studiów w Rzymie. Była tak niespodziewana, że w pierwszej chwili zacząłem się głupio wymawiać, że seminarium, że klerycy, że dopiero co zacząłem... Ale – dzięki Bogu – kard. Franciszek zamknął kwestię jednym zdaniem: „Wiesz, nie możemy powiedzieć Ojcu Świętemu, że nie ma nikogo, kto by cię tu zastąpił...”. Nieustannie jestem mu za to zdanie wdzięczny. Wtedy dopiero dotarło do mnie, co znaczy ta propozycja i przyjąłem ją z radością.

Na czym miała polegać moja praca, tak do końca dowiedziałem się dopiero za kilka dni, gdy już przyjechałem do Watykanu. Wtedy ks. prał. Stanisław Ryłko, którego miałem zastąpić, wyjaśnił mi, że chodzi nie tylko o zajęcia związane z biurem Sekretariatu, ale przede wszystkim o bezpośrednią współpracę z Ojcem Świętym przy przygotowaniu tekstów, które wygłaszał albo przekazywał na piśmie w formie dokumentów czy książek. Miało to polegać na zapisywaniu tego, co Papież dyktował, i tłumaczeniu na język włoski. Szybko jednak okazało się, że Ojciec Święty oczekiwał również twórczego wkładu: zachęcał do rozmowy, do wyrażenia opinii, wątpliwości, sugestii.

- Praca w cieniu postaci tej miary, co Jan Paweł II wymagała przecież specjalnych predyspozycji? Czy towarzyszyła Księdzu trema? Jak wyglądał „zwykły” dzień pracy? Na czym polegała specyfika pracy w Sekcji Polskiej Sekretariatu Stanu w tym czasie?

- – Oczywiście, miałem tremę... W czasie studiów miałem kilkakrotnie okazję osobiście spotkać Ojca Świętego i mogłem spodziewać się, że zostanę przyjęty serdecznie. Tak też było od pierwszego dnia. Ale perspektywa pracy z człowiekiem tego formatu wykraczała poza wszelkie wyobrażenia... Jednak szybko przekonałem się, że Jan Paweł II ani na chwilę nie przytłaczał swoją wielkością. Był pełen życzliwości i prostoty.
Zwykle pracę w biurze zaczynałem ok. 8.30. Do Ojca Świętego chodziłem prawie każdego dnia przed 10.00. Pracowaliśmy w niewielkim gabinecie (w oknie tego pomieszczenia Papież ukazuje się na modlitwę Anioł Pański). Ojciec Święty przychodził zwykle po porannej medytacji na tarasie. Po krótkim przywitaniu zasiadaliśmy przy biurku i rozpoczynał dyktowanie. Widać było, że nosi już w sobie to, co chce powiedzieć. Skupiony, dyktował pełnymi zdaniami, w równym tempie pozwalającym na zapisanie bez trudności. Po każdym akapicie prosił, aby mu go przeczytać i kontynuował.
Nasza praca trwała zwykle nieco ponad godzinę. Potem Ojciec Święty podejmował zaplanowane na dany dzień spotkania i audiencje, a ja wracałem do swojego biura, aby jak najszybciej przetłumaczyć to, co zostało zapisane i przekazać innym sekcjom językowym.
Resztę czasu w biurze zajmowały rutynowe zajęcia w ramach kompetencji Sekretariatu Stanu: korespondencja, kontakty z biskupami, z nuncjaturą, z Ambasadą RP przy Stolicy Apostolskiej, przedstawicielami rządu i organizacji pozarządowych, spotkania.

- Papież przyjął niezwykle otwarty styl swej posługi. Był to najwnikliwiej śledzony pontyfikat w historii papiestwa. Od pierwszych dni posługi, aż do godziny śmierci, określanej czasem ostatniej encykliki. Skąd wypływała tak wielka otwartość i duchowa siła Jana Pawła II?

- – Ojciec Święty był wewnętrznie zjednoczony z Chrystusem i cały oddany ludziom. Jemu zależało na tym, by przyprowadzić do Chrystusa każdego człowieka. Wiedział, że jedynie dobrocią, otwartością, życzliwością może pociągnąć człowieka, zachęcić do drogi – często niełatwej – ku spotkaniu z Chrystusem. Kiedy trzeba było, nie unikał ojcowskiego napomnienia, ale o wiele częściej zachęcał, pokazywał perspektywy dobra, budził nadzieję, przekonywał o wspaniałości człowieka i godności, którą każdy może w sobie odkrywać, jeśli pozwoli światłu Ducha Świętego wydobyć Boży obraz i podobieństwo, jakie człowiek w sobie nosi od dnia stworzenia.
Wydaje mi się, że tajemnica popularności Jana Pawła II, tego, że przyciągał uwagę, tkwi w jego autentyczności. W każdej sytuacji był sobą, niczego nie ukrywał, ani nie udawał. Tak było również wtedy, gdy przyszła starość, choroba i cierpienie. On, przez swoją autentyczność, pozwalał nam uczestniczyć w swym przeżywaniu zjednoczenia z Chrystusem, zarówno w Jego chwale, jak i w Jego męce.

- Jak wyglądało ostatnie spotkanie z Janem Pawłem II? Czy duchowy kontakt z Janem Pawłem II wciąż trwa?

- – Po raz ostatni spotkałem się z Janem Pawłem II w dniu jego śmierci, około południa. Gdy wszedłem do jego pokoju, był tam już kard. Joseph Ratzinger. Ojciec Święty był świadomy, choć nie mógł mówić. Pomodliliśmy się chwilę razem, a potem abp Stanisław Dziwisz poprosił, aby nas Ojciec Święty pobłogosławił. Uklęknąłem przy łóżku, a on w milczeniu położył dłoń na mojej głowie i nakreślił znak krzyża na czole. Nigdy nie zapomnę tej chwili pożegnania.
Oczywiście, mój duchowy kontakt z Janem Pawłem wciąż trwa. Co dnia modlę się za jego wstawiennictwem, polecając mu swoje sprawy i sprawy innych ludzi. Kiedy pojawia się jakiś problem, proszę, żeby pomógł mi go rozwiązać. Wierzę, a czasem tego doświadczam, że tak, jak przed laty, tak i teraz, z życzliwością mi towarzyszy.

- Jak Ksiądz Prałat ocenia z perspektywy 13 lat jakie minęły od śmierci Jana Pawła II odbiór pontyfikatu? Czy dobrze wykorzystujemy jego owoce? Co należałoby zmienić w naszym podejściu do Jana Pawła II?

- – Niestety, wydaje mi się, że pontyfikat Jana Pawła II coraz bardziej idzie w zapomnienie. Osoba nie, ale pontyfikat tak... Powracamy jeszcze do wydarzeń, pielgrzymek, spotkań, anegdot, wzruszamy się może oglądając archiwalne nagrania, ale z nauczania w naszej świadomości pozostają tylko poszczególne frazy, hasła, apele – ważne, wciąż aktualne, ale jakby pozbawione całego kontekstu jego nauczania o Bogu, o człowieku, o świecie, ale też o powołaniu do świętości i o wymaganiach płynących z wiary, nadziei i miłości, które nadają konkretny kształt naszemu przeżywaniu chrześcijaństwa. Chyba trzeba częściej i głębiej sięgać do tego skarbca.

- W tym roku świętujemy stulecie niepodległości. Obchodom towarzyszy wiele inicjatyw, przedsięwzięć. Jak Ksiądz sądzi, co powiedziałby nam papież, gdyby żył na temat wolności, niepodległości?

- – Również w wymiarze społecznym i politycznym Jan Paweł II ma nam wiele do powiedzenia, począwszy od wyznania: „To jest moja Matka, ta Ojczyzna...”. No właśnie, widzieć w Ojczyźnie matkę. On wciąż przypomina, że ta matka wiele wycierpiała i dlatego należy się jej miłość szczególna. A miłość ta powinna przekładać się na wysiłek budowania, bo łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować.
Myślę, że dziś Ojciec Święty wzywałby nas, Polaków, przede wszystkim do jedności. On zawsze łączył, szukał tego, co wspólne w różnorodności, która sama w sobie też jest wartością i może ubogacać, o ile nie staje się źródłem niezgody. A dziś niezgody w naszym narodzie – i w Kościele również – jest za wiele.
Nie wiem, czy przeczucie, czy znajomość ducha polskiego dyktowały Janowi Pawłowi II słowa, jakimi żegnał się z Polską po ostatniej pielgrzymce, w 2002 roku: „Odjeżdżając, te trudne sprawy Ojczyzny chcę polecić Bożej Opatrzności i zachęcić wszystkich odpowiedzialnych za stan państwa do troski o dobro Rzeczypospolitej i jej obywateli. Niech zapanuje duch miłosierdzia, bratniej solidarności, zgody i współpracy oraz autentycznej troski o dobro naszej Ojczyzny”. Właśnie: zgody, współpracy i troski o dobro Ojczyzny.
***
Paweł Ptasznik (ur. 15 czerwca 1962 r. Węgrzcach Wielkich). Kierownik Sekcji Polskiej i Słowiańskiej Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej, bliski współpracownik Jana Pawła II, Benedykta XVI i Papieża Franciszka. Od 2007 r. rektor kościoła Św. Stanisława Biskupa Męczennika w Rzymie i duszpasterz polskiej emigracji w Wiecznym Mieście. Studiował w związanym z Papieską Akademią Teologiczną w Krakowie Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej. Święceń kapłańskich udzielił mu 17 maja 1987 r. w katedrze wawelskiej kardynał Franciszek Macharski.
W latach 1990–1994 studiował na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. W 1994 r. uzyskał doktorat z teologii dogmatycznej. W latach 1994–1995 pełnił funkcję ojca duchownego w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej.
W 1996 r. został pracownikiem sekcji polskiej Sekretariatu Stanu, od 2001 r. jest odpowiedzialny za jej prace. Jest redaktorem m.in. serii „Dzieła zebrane Jana Pawła II” oraz watykański konsultant filmów „Jan Paweł II” oraz „Karol. Człowiek, który został papieżem”. Współscenarzysta filmu „Świadectwo”. W listopadzie 2009 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem