Reklama

Arche Hotel

Św. Juda Tadeusz - patron od spraw trudnych i beznadziejnych

2017-10-27 15:00

The Yorck Project: 10.000 Meisterwerke der Malerei. DVD-ROM, 2002. ISBN 3936122202. Distributed by D

Dziś wspomnienie świętych Szymona i Judy Tadeusza

Niewiele wiemy o życiu obu świętych. Tradycja starochrześcijańska mówi, że apostołowie głosili Ewangelię nad Morzem Czerwonym i w Egipcie lub też w Babilonii i Palestynie albo w Syrii, Mezopotamii i Persji. Szymon miał ponieść śmierć w Jerozolimie za panowania cesarza Trajana, w wieku ponad 100 lat. Jedne źródła mówią, że został przepiłowany, inne, że apostołowie razem ponieśli śmierć męczeńską od ciosów zadanych maczugą (lub pałką) albo włócznią.

Imię Juda jest imieniem biblijnym pochodzącym od hebrajskiego Jehuda – „godny czci”. Z kolei imię Tadeusz, również biblijne, wywodzi się z języka aramejskiego, w którym thad – daj oznaczało człowieka o szerokiej piersi. Był bratem apostoła Jakuba Młodszego i był żonaty. Nazywany jest także „bratem Pańskim”, choć nie wiadomo, jaki stopień pokrewieństwa łączył go z Jezusem.

Szymon – imię biblijne pochodzenia hebrajskiego, występujące w dwóch formach: Symeon i Szymon i znaczy tyle, co „Bóg wysłuchał”. Na kartach Ewangelii wymieniany jest z Jakubem synem Alfeusza, Judą Tadeuszem i Judaszem Iskariotą. Nosił przydomek „Kananejczyk” albo „Gorliwy”, co mogło wiązać się z faktem, że był on zelotą.

Św. Szymon jest patronem farbiarzy, grabarzy, wytwórców wyrobów skórzanych, tkaczy, murarzy, pracowników leśnych i drwali, a także patronem beznadziejnych przypadków.

Reklama

Św. Juda Tadeusz uważany jest za patrona spraw beznadziejnych; jest też wzywany w szczególnych potrzebach. Z tego powodu w wielu kościołach w Polsce odbywają się raz w tygodniu specjalne nabożeństwa ku jego czci, połączone z odczytaniem próśb i podziękowań, jest także patronem szpitali i personelu medycznego.

Istnieje piękny obyczaj szerzenia czci dla św. Judy w formie pisemnych podziękowań za doznaną opiekę. Są one zamieszczone w prasie oraz w internecie. Bardziej tradycyjną formą dziękczynienia za doznane łaski i cuda są napisy wotywne – najczęściej w postaci grawerowanych tabliczek – umieszczone przed obrazami Świętego i poświęconymi mu ołtarzami. Zwyczaj dziękowania Apostołowi na łamach pracy upowszechnił się zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. W działach ogłoszeń licznych gazet często można znaleźć teksty zawierające znamienne słowa: „Dziękuję Ci św. Judo za otrzymane łaski”.

1. Dziękuję Ci Święty Judo Tadeuszu za poczęcie dzieciątka u córki i proszę o szczęśliwe rozwiązanie.
Twoje czcicielka

2. Święty Judo Tadeuszu, dziękuję Ci za łaskę znalezienia pracy przez mojego syna. Oby już nigdy więcej nie musiał wyjeżdżać i szukać jej za granicą.
Maria

3. Dziękuję Ci Święty Judo za pomoc w napisaniu pracy magisterskiej. Ty naprawdę jesteś patronem spraw beznadziejnych!
Rysiek

4. Święty Tadeuszu, dziękuję Ci za dar poczęcia i urodzenia zdrowego maleństwa. Wiem, że masz nas w swojej opiece i wstawisz się za nami u Pana.
Beata

5. Święty Judo Tadeuszu, dziękuję Ci, że mój mąż i ojciec naszych wspólnych dzieci powrócił do rodziny. Dziękuję, że się opamiętał.
Anna

6. Dziękuję Ci kochany Święty Judo Tadeuszu za pomoc w wyjściu z długów.
Jadwiga.

7. Dzięki Ci Święty Tadeuszu, że wyprosiłeś mi u Boga łaskę znalezienia upragnionej pracy. Módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.
Piotr

8. Święty Judo, dziękuję z całego serca za to, że nowotwór przestał się rozwijać w organizmie mojej córki za sprawą pomyślnej operacji.
Zygmunt

9. Św. Tadeuszowi za cudowne ocalenie syna Zbigniewa z obozu K. Z. dziękuje Matka
2.7.1944
(Napis wotywny wygrawerowany z boku ołtarza Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w kościele Mariackim w Krakowie).

10. Dziękuję Ci Święty Judo Tadeuszu, że zajaśniałeś na ścieżce mojego życia i poniosłeś wraz ze mną wielki ciężar, który mnie przygniatał. Pomogłeś mi właśnie wtedy, gdy myślałam, że nie ma już nadziei.
Monika

Tagi:
święci

Z Wrocławia do nieba czyli święci stąd

2018-06-20 08:09

Anna Buchar, Agata Iwanek, Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 25/2018, str. VI

W święto patrona miasta, Jana Chrzciciela, nie będziemy mówić o św. Janie, bo on nigdy nie odwiedził Wrocławia. Opowiemy o tych świętych, błogosławionych i sługach Bożych, którzy zostawili ślady stóp na miejskim bruku i serdeczne wspomnienia mieszkańców

©Sergii Figurnyi - stock.adobe.com

Pięciu mężczyzn i patronka Europy

Najstarszy z nich to bł. Czesław. Nie wiadomo dokładnie gdzie i kiedy się urodził, ale historycy przyjmują rok 1180. Następny to bł. Edmund Bojanowski, student Uniwersytetu Wrocławskiego, urodzony 1814 r. w Grabongu. Potem dwaj słudzy Boży i wikarzy kościoła NMP na Piasku ks. Robert Spiske, urodzony w 1821 r. w Leśnicy i młodszy od niego o trzy lata ks. Jan Schneider z Mieszkowic k. Prudnika. Wreszcie kobieta, święta Kościoła i patronka Europy: Edyta Stein, rocznik 1891, rodowita wrocławianka i najmłodszy z nich ks. Aleksander Zienkiewicz, nazywany „Wujkiem”, urodzony w 1910 r. na Wileńszczyźnie.

Święta Żydówka Edyta

Edyta była jedynym dzieckiem Steinów, które urodziło się we Wrocławiu. Steinowie przybyli tu z Górnego Śląska, z Gliwic i Lublińca i zamieszkali przy ul. Dubois, wtedy Węglowej. I tam właśnie urodziła się Edyta. Tego domu dziś nie ma, na jego miejscu stoi tzw. plomba. Kiedy zmarł ojciec, status rodziny się obniżył i nie było ich stać na takie mieszkanie. Rodzina przeniosła się na ul. Kurkową. Augusta, matka Edyty dbała o rodzinny interes, była energiczna i zdecydowana. Dziś powiedzielibyśmy, że rozkręciła biznes. Sprawiła, że rodzina szybko odrobiła finansowe zaległości. Dlatego znów przeprowadzka, tym razem na ul. Myśliwską. Edyta wtedy miała ok. pięciu lat. Potem było jeszcze kilka adresów: ul. Henryka Pobożnego – ten budynek stoi do dziś, ul. Roosvelta i dopiero stamtąd na ul. Nowowiejską. Maturę zdała w 1911 r. i rozpoczęła studia na Uniwersytecie Wrocławskim, potem przeniosła się do Getyngi do znanego filozofa Edmunda Husserla.

Zanim wstąpiła do karmelu Edyta powiedziała Bogu „nie” i matka na to przystała, chociaż sama była osobą bardzo wierzącą. Wyobraźmy sobie dziś taką sytuację: dziecko nagle nie chce chodzić do kościoła. Co robią rodzice? Augusta na pewno przeżywała w sercu wielki dramat, ale pozwoliła Edycie dokonywać wyborów. Kolejny wstrząs zafundowała matce w 1922 r., gdy przyjęła chrzest. Gdy przyjeżdżała do domu po przejściu na katolicyzm, chodziła do kościoła św. Michała, tam się modliła. Aresztowano ją w klasztorze w Echt w Holandii. Stamtąd wywieziono do Oświęcimia i zagazowano 9 sierpnia 1942 r.

Na rogu Nowowiejskiej i Wyszyńskiego wciąż jest przystanek, na którym w 1933 r. wsiadła do tramwaju i pojechała na dworzec a stamtąd do Kolonii, gdzie wstąpiła do klasztoru.

Błogosławiony business manager

Mężczyzna, którego wizerunek został uwieczniony na pamiątkowej figurze w ogrodzie Rektoratu Papieskiego Wydziału Teologicznego to chudzina z czarną bródką, Edmund Bojanowski. Pojawił się we Wrocławiu 186 lat temu. Przyjechał po to, po co przyjeżdża tu dziś przeciętny 18-latek – chciał się uczyć, chciał rozpocząć samodzielne życie. Znajomi opisywali go jako wysokiego i chudego młodzieńca z ciemnym zarostem, zawsze schludnie ubranego i zamyślonego. To miasto obfitowało w nowe dla niego doświadczenia, nieznane dotąd emocje. Przeżył tu zarówno pierwsze zauroczenie, jak i śmierć rodziców. Był słabego zdrowia, chorował na gruźlicę, jednak nie przeszkadzało mu to śpiewać, ile sił w płucach. Na całe szczęście serce miał zdrowe i silne. Wrażliwy na ludzką biedę, szukał sposobów, jak ulżyć w nędzy wiejskim dzieciom. Założył tzw. ochronki — bezpieczne miejsca wzrostu dla poranionych życiowo dzieciaków, które stały się dla wielu z nich substytutem rodziny. Był business manager XIX w. Uczynił starsze dziewczyny z wiejskiego środowiska „ochraniarkami”, które miały się troszczyć o najmłodszych znajdujących się w „ochronkach”. Czy to nie genialne? W końcu kto jak nie one najlepiej rozumiał te biedne dzieciaki. To naprawdę świetny ruch z dziedziny zarządzania zasobami ludzkimi. Ta XIX-wieczna kadra wychowawczyń stała się później podstawą zakonnego Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny, które liczy dziś trzy tysiące powołań! Ich Dom Generalny znajduje się właśnie we Wrocławiu.

Nie rządził ludźmi, po prostu wiedział, jak nimi zarządzać. Dzisiaj kluczem do sukcesu każdej firmy jest konsekwencja w działaniu. Edmund był świadomy, że żeby założone przez niego domy przetrwały, musi konsekwentnie wprowadzać i egzekwować ustalone, równe dla wszystkich zasady. Co go jeszcze łączyło z dzisiejszymi zarządcami wielkich biznesów? Też nie wyobrażał sobie dnia bez kawy.

Edmund wstąpił do seminarium dopiero wtedy, gdy miał 55 lat (niestety choroba wykluczyła go z dalszej drogi kapłańskiej),tak więc zakon zakładał jeszcze jako świecki. To dobra nauka dla wszystkich, którzy myślą, że świętość jest luksusem przeznaczonym tylko dla duchownych. Co by było, gdyby ten wykształcony literat myślał tak samo i pozostał tylko przy swoim pisaniu? Kiedy będziesz spacerować, możesz skryć się w cieniu pomnika na Katedralnej i pomyśleć o tym.

Gotowy do walki

Całkiem niedaleko ulicy Katedralnej znajduje się plac Dominikański, a tam klasztor św. Wojciecha z relikwiami błogosławionego Czesława — patrona Wrocławia. Spacerując przez Ostrów Tumski, warto wejść także do kościoła św. Marcina, podobno tamtejsze mury pamiętają jeszcze nauczanie dominikanina. Czesław nie na darmo podróżował od pierwszych lat zakonnych. W każdym miejscu głosił Ewangelię, skromny, pogodny i gotowy do posługi. Dziś dzięki anatomicznej rekonstrukcji czaszki, można go sobie wyobrazić jako mężczyznę o łagodnej twarzy z jasnymi włosami i niebieskimi oczami. Podobno zwykł mawiać: „Walcz dzielnie i pokonuj nieczyste chuci, Czesławie, z małej bowiem iskry łatwo może powstać pożar wielki”. Według tej myśli, przez igranie ze złem możemy łatwo się sparzyć. Właśnie z takiej niepozornej iskry w 1241 r. powstał wielki pożar, kiedy to kule ognia trawiły Wrocław podczas najazdu Tatarów. Wydawać by się mogło, że do mężczyzny, który nie odznaczał się nigdy cechami ekscentryka pasuje raczej cicha i pokorna modlitwa w zaciszu klasztoru, jednak iskra Boża, którą miał w sercu, zapaliła go do działania. Zdobył się na coś nieoczekiwanego – opuścił klasztor i śmiało poprowadził procesję niosąc Najświętszy Sakrament. Mieszkańcy Wrocławia dziękują mu do dziś za uratowanie miasta i w dominikańskim kościele zanoszą intencje przez jego wstawiennictwo.

Leśnica może być dumna

Robert był biedny. Bez pomocy nie mógłby się uczyć. Z pomocą przyszli kapłani z katedry św. Jana. Ufny w pomoc Bożą odbył później studia filozoficzno-teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim, które łączył z pracą wychowawczą wśród młodzieży gimnazjalnej.

18 czerwca 1847 r. otrzymał święcenia kapłańskie i przez rok pracował we Wrocławskim Seminarium Duchownym, jako wykładowca ceremonii liturgicznych i modlitwy brewiarzowej. Cała Jego praca duszpasterska związana była z Wrocławiem. W 1848 r. został wikariuszem przy kościele NMP na Piasku. To tutaj młody ks. Spiske powołał do życia Stowarzyszenie św. Jadwigi, które 14 czerwca 1859 r. przekształciło się w zakonne Zgromadzenie Sióstr św. Jadwigi. Uchodził za świętego już za życia, mówiono o nim „apostoł miłości”.

Jan, który kochał Maryję

A mały Janek Schneider chodził do szkoły w Rudziczce. Był tak zdolny i pilny, że zwrócił uwagę nauczyciela i proboszcza. Gorliwy ministrant, z wielkim szacunkiem odnosił się do kapłanów. Już wtedy zaczął odczytywać zamiary Boga względem siebie. Ks. Antoni Herman postanowił mu pomóc i skierował go do gimnazjum w Nysie. Janek codziennie rano służył do Mszy św. w kościele seminaryjnym. Po celującym zdaniu matury i ukończeniu studiów został księdzem. Najpierw biskup skierował go do pracy w Wiązowie, a po dwóch latach został przeniesiony do wrocławskiego kościoła NMP na Piasku.

Odznaczał się wielką pobożnością. Otaczał opieką duszpasterską ludzi chorych i kalekich, nie oszczędzał się w trosce o parafię. Priorytetem była dla niego ochrona przed zagrożeniem moralnym młodych dziewcząt przyjeżdzających za pracą do Wrocławia. Udało mu się. Założył w mieście Fundację NMP, pod patronatem Maryi, w której dziewczęta mogły się schronić na czas poszukiwania pracy, a odpowiednio kierowane nie ulegały złym wpływom. Na legitymacjach dziewcząt widniał napis: „Maryja ucieczką naszą” i „Maryjo, pomóż”.

Założył także Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej zwane mariankami. Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją religijną mieszkańców Wrocławia. Najpierw został pochowany na Cmentarzu Osobowickim, a po ekshumacji spoczął w bocznej kaplicy kościoła NMP na Piasku.

„Wujek” spod Czwórki

Ks. Aleksander Zienkiewicz nie założył żadnego zgromadzenia zakonnego, ale i tak całe życie poświęcił ludziom młodym, studentom. Jako duszpasterz akademicki, a wcześniej rektor seminarium duchownego, przekazywał tajemnicę obcowania z Bogiem i nieustanną konieczność formowania sumienia i postaw. Do Wrocławia przyjechał z Nowogródka. To tam oddały za niego życie w męczeńskiej śmierci siostry Nazaretanki. Dług tej ofiary spłacał do końca życia. Autor książek, konferencji, modlitw, „Rachunku sumienia człowieka dojrzałego” i „Rachunku sumienia małżonków chrześcijańskich”, wielki orędownik modlitwy różańcowej, zawierzony Maryi i Jej prowadzeniu. Jest najmłodszym sługą Bożym związanym z Wrocławiem. Wciąż żyje wielu jego przyjaciół, wychowanków, świadków jego świętego życia. Kościół jeszcze nie ogłosił go świętym, ale ci, co go znali, wiedzą, że jest świętym z Wrocławia, świętym stąd.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Dlaczego zdecydowałam się urodzić dziecko?

2018-09-20 12:08

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak
Beata Domańska z Fundacji Życie i Rodzina

Chciałabym powiedzieć, że moja córka uwielbia balet i klocki Lego. Ale ciągle muszę tłumaczyć, że moje dziecko z Zespołem Downa jest dzieckiem, jest człowiekiem i tak jak inni zasługuje na życie - mówi Beata Domańska z Fundacji Życie i Rodzina.

W konferencji na temat ochrony życia zorganizowanej przez Ordo Iuris udział wzięła m. in. Beata Domańska, matka siódemki dzieci, w tym 10-letniej córeczki z Zespołem Downa. - Zauważyłam, że muszę ciągle przekonywać opinie publiczną, że moje dziecko, jest w dzieckiem. Przyszłam na konferencję prasową, by powiedzieć, że moje dziecko ma Zespół Downa i jest w pełni człowiekiem - mówi Beata Domańska.

Jej zdaniem ustawa aborcyjna w Polsce podważa człowieczeństwo takich ludzi, jak jej dziecko, bo co roku setki ludzi z Zespołem Downa jest zabijanych zgodnie z prawem. Córka Beaty Domańskiej mogłaby być podwójnie skazana, bo oprócz Zespołu Downa ma jeszcze poważną wadę serca. Jedna i druga "wada" kwalifikuje do aborcji. - Ja się spotykam często z pytaniem zdziwionych osób: Czy pani robiła badania? Jeżeli tak, to dlaczego pani zdecydowała się urodzić - mówi Beta Domańska. - To dla mnie są bardzo upokarzające pytania. Proszę sobie wyobrazić, że właśnie w takich chwilach muszę udowadniać, że moje dziecko jest człowiekiem, które ma prawo żyć. Przecież są dzieci, które rodzą się zdrowe, ale stają się niepełnosprawne w wyniku wypadku, albo choroby. I co też mamy je zabijać?

Beta Domańska porównała dzieci niepełnosprawne w łonie matki do starszych osób, które z powodu wieku również są niepełnosprawne. Pytała, czy im także powinniśmy odmówić prawa do leczenia, czy ich także można zabić. - Chciałam pokazać na przykładzie ludzi z Zespołem Downa, że jeżeli odbiera się im prawo do życia, to jednocześnie odbiera się prawo tym, którzy się urodzili, a tylko mają to szczęście, że nie zostali zabici przed urodzeniem - podkreśla Domańska.

Odniosła się także do słów poseł Joanny Lichockiej z Prawa i Sprawiedliwości, która mówiła, że ludzie podpisujący projekt #ZatrzymajAborcję nie wiedzieli, co podpisują. - Chcę powiedzieć, że jako mama dziecka niepełnosprawnego wiem, co podpisałam. Ale także wiedzą to ludzie, którym dawałam ten projekt do podpisania - podkreśla matka siedmiorga dzieci. - Jest mi przykro, że musze udowadniać politykom partii rządzącej, iż jestem osobą sprawną intelektualnie i wiem co robię, co podpisuje i doskonale wiem co ta ustawa oznacza dla dzieci i matek dzieci niepełnosprawnych.

Domańska mówiła, że jest bardzo zawiedziona postawą polityków partii rządzącej, którzy tak bardzo zwlekają z uchwaleniem projektu #ZatrzymajAborcję. - Przyznam, że głosowałam za politykami, którzy są obecnie u władzy właśnie z tego powodu, iż mówili o obronie życia i przez wiele lat głosowali za życiem. W poprzednich kadencjach sejmu praktycznie wszyscy posłowie partii rządzącej głosowali przeciwko aborcji - podkreśla Domańska. - A teraz gdy w parlamencie mają samodzielną większość, to bardzo się wstrzymują przed tym, by dotrzymać danego słowa. Dlatego ja bardzo zastanawiam się nad tym, komu ten swój głos wyborczy ofiarować, aby mnie nie oszukał. Ja i moja rodzina chcemy przeznaczyć swoje głosy tym politykom, którzy będą bronili życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Z Ewangelią do wolności i niepodległości

2018-09-20 14:51

Andrzej Tarwid

Msza św. w archikatedrze warszawskiej rozpoczęła dzisiaj V Światowy Zjazd Polonii i Polaków. Na czterodniowe spotkanie do stolicy przyjechało kilkuset delegatów reprezentacyjnych wszystkich najważniejszych organizacji polonijnych

Internet/Archidiecezja Warszawska

Koncelebrowanej Eucharystii przewodniczył kard. Kazimierz Nycz. Witając wiernych metropolita warszawski powiedział, że archikatedra św. Jana Chrzciciela na Starym Mieście jest jednym z tych miejsc, w którym Polacy z kraju i zagranicy mają prawo czuć się jak u siebie.

- V zjazd jest uroczysty i jubileuszowy, ponieważ wypada w 100-lecie odzyskania niepodległości. Ta data ma związek także z Polakami na obczyźnie, których wkład w odzyskanie niepodległości jest ogromny – przypomniał kard. Nycz i jako przykład podał premiera Ignacego Paderewskiego, który został pochowany właśnie w warszawskiej archikatedrze.

Razem z metropolitą warszawskim Mszę św. sprawowało kilkudziesięciu kapłanów posługujących Polakom na obczyźnie. Homilię wygłosił bp Wiesław Lechowicz.

Przewodniczący Komisji KEP ds. Polonii i Polaków za Granicą powiedział, że wystarczy nawet pobieżna znajomość losów Polonii, by się przekonać, że tym, co „najmocniej umacniało i wciąż umacnia większość Polaków żyjących poza granicami Ojczyzny, jest wiara w Boga”.

– Na wszystkich kontynentach znajdujemy ślady tej wiary. Z każdego kościoła, gdzie gromadzili się wierni, wpatrywano się z czułością w jasnogórski obraz Maryi. I zanoszono modły o wolność i niepodległość Rzeczpospolitej – mówił bp Lechowicz.

Kaznodzieja poprosił zgromadzonych w świątyni, aby troska o wiarę i życie zgodne z Ewangelią było także w dalszym ciągu fundamentem ich działań indywidualnych i wspólnotowych w służbie Polsce i Polonii.

- Miejmy mocne przekonanie, że w żaden inny sposób nie możemy lepiej służyć naszej umiłowanej Ojczyźnie i jej niepodległości, jak żyjąc zgodnie z Ewangelią – powiedział bp Lechowicz i dodał, że Ewangelia uczy nas mądrej i konkretnej miłości do Ojczyzny ponieważ jest związana z wolnością. A osobie wierzącej w Boga łatwiej jest zachować wolność wewnętrzną. Dowodem tego, przytoczonym przez bp Lechowicza, jest postawa kard. Augusta Hlonda podczas wojny.

Założyciel zgromadzenia księży chrystusowców, których charyzmatem jest troska o Polonię, był w trakcie swojego uwięzienia namawiany przez Niemców do poparcia ich działań wojennych przeciwko Związkowi Sowieckiemu.

„Hitlerowcy uroili sobie, że będę ich, że znajdą we mnie rejenta okrojonej Polski. Gdy przystąpili do subtelnego terroryzowania mnie, powiedziałem, aby dali sobie spokój, bo w każdym razie dotrzymam wiary narodowi i państwu polskiemu” - pisał w 1944r. kard. Hlond.

- Wiara jest sprzymierzeńcem wolności, a nie je zagrożeniem. Trwając w wierze przekazujecie ten skarb kolejnym pokoleniom. Stawajcie się dla nich świadkami wiary, by nie pozwolili sobie wmówić przez fałszywych proroków, że wiara zamiast wyzwalać ogranicza – powiedział bp Lechowicz i na zakończenie zaapelował. – Jezusowi zawierzmy losy naszej Ojczyzny, która tak bardzo potrzebuje mądrego patriotyzmu, dojrzałej wolności swoich obywateli i zjednoczenia wokół dobra wspólnego.

Po Mszy św. jej uczestniczy przeszli pod pomnik Nieznanego Żołnierze, gdzie złożyli wieńce i oddali hołd poległym w walce o wolność Polski.

V Światowy Zjazd Polonii i Polaków „Łączy nas niepodległa” potrwa do najbliższej niedzieli.

- Wydarzenie jest skierowane także do Polaków żyjących w kraju, aby zobaczyli, jak wielką rolę w odzyskaniu niepodległości, ale też potem w budowanie państwa Polskiego i podtrzymywaniu ducha polskiego za granicą, odegrała Polonia – powiedział Dariusz Bonisławski, prezes stowarzyszenia Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, które jest współorganizatorem Kongresu.

Większość kongresowych obrad odbędzie się na terenie Parlamentu. Będą to m.in. dyskusje np. o kulturze, roli mediów polonijnych czy duszpasterstwie na obczyźnie. Delegaci złożą też wizyty studyjne w instytucjach partnerskich oraz spotkają się z Prezydentem RP Andrzejem Dudą, który objął honorowy patronat nad wydarzeniem.

V Światowy Zjazd Polonii i Polaków zakończy niedzielna Msza św. w Świątyni Opatrzności Bożej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem