Reklama

Kard. Sarah: Europa nie wie dziś, czym jest, ani gdzie zmierza!

2017-10-22 18:11

mp (KAI) / Warszawa / KAI

Bożena Sztajner/Niedziela
Sesja Kongresu Ruchu "Europa Christi" na UKSW w Warszawie

- Europa, która została zbudowana na wierze w Chrystusa, obecnie znajduje się w okresie cichej apostazji - przyznał dziś kard. Robert Sarah w Warszawie na kongresie "Europa Christi". Dodał, że Polska, która wydała tylu świętych w XX stuleciu, ma szczególną misję w Europie: winna dawać świadectwo, że sercem narodu jest jego kultura oraz, że duszą tej kultury jest wiara. Winna też być "strażnikiem Europy" i ostrzegać przed niebezpieczeństwami, które wynikają z cichej apostazji starego kontynentu.

Prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów przyznał, że Europa przeżywa od dwóch wieków bezprecedensowy kryzys cywilizacyjny. W symboliczny sposób otworzyły go słowa Fryderyka Nietzschego: "Bóg umarł! Myśmy go zabili". "Europa znajduje się od tego czasu w nieprzerwanym kryzysie spowodowanym m. in. dwoma ateistycznymi ideologiami, a obecnie pogrąża się w nihilizmie" - dodał.

Kardynał podkreślił, że po upadku Związku Sowieckiego, kiedy wiele narodów odzyskało wolność oraz demokrację, wydawało się, że rozpoczyna się dla Europy nowy, pozytywny okres. Jednakże Unia Europejska dokonała wówczas znamiennego wyboru - tak aby nie odwoływać się do chrześcijańskich korzeni europejskiej cywilizacji. Rozpoczęła więc budowę swoich instytucji nie na określonych wartościach lecz na pewnych abstrakcjach, takich jak wolny rynek, równość jednostek oraz indywidualistycznie pojmowane prawa człowieka. Zdaniem kard. Saraha był to wielki błąd, gdyż wszelkie prawa powinny bazować na koncepcji godności osoby ludzkiej. Powinna ona stać u podstaw wszelkiego prawa stanowionego, w tym prawa poszczególnych państw. Są to przecież wartości, które nie wynikają z niczyjego nadania lecz z wyższego porządku. "To tylko Bóg jest źródłem wartości, które oddają istotę człowieka i które winny być niepodważalne" - podkreślił purpurat.

Tymczasem - jego zdaniem - Unia Europejska uwierzyła, że źródła chrześcijańskie europejskiej cywilizacji mogą być zastąpione przez "nowy humanizm", oderwany od religii, który zagwarantuje trwały pokój. - W ten sposób została zagubiona prawda historyczna o źródłach europejskiej cywilizacji, a także podstawy autentycznego humanizmu, którego właśnie ten kontynent był kolebką - podkreślił kardynał.

Reklama

Kard. Sarah zaznaczył dalej, że Objawienie jak i doświadczenie Kościoła wykazuje, że źródłem wszelkiego zła jest dobrowolne odcięcie się człowieka od Boga. - A Europa, która została zbudowana na wierze w Chrystusa, odcinając się od swych chrześcijańskich korzeni, obecnie znajduje się w okresie cichej apostazji - podkreślił kardynał.

Zacytował następnie słowa Jana Pawła II z adhortacji "Ecclesia in Europa" wzywające u progu trzeciego tysiąclecia Europę do odnalezienia samej siebie poprzez powrót do swych chrześcijańskich źródeł. Podkreślił, że to dziedzictwo nie dotyczy tylko przeszłości, ale winno być ono przekazywane następnym pokoleniom. Na nich właśnie musi być budowana Europejska współczesność. - A tymczasem Europa sama nie wie czym jest, ani gdzie zmierza - dodał.

Kard. Sarah podkreślił następnie, że "kryzys duchowy Europy prowadzi do poważnego kryzysu antropologicznego". Jedną z jego konsekwencji jest systematyczna destrukcja rodziny. - Pod płaszczykiem walki przeciwko jakiejkolwiek dyskryminacji niektórzy chcą zatrzeć różnicę pomiędzy rodziną a związkami homoseksualnymi, promując bardzo różnorodne modele nie oparte na trwałym związku mężczyzny i kobiety - wykazywał. - Europa nie będzie Europą, jeśli ta podstawowa komórka jaką jest rodzina zniknie, albo zostanie zamieniona na coś innego - przekonywał. Wyjaśnił, że "nie chodzi tu o dyskryminację osób homoseksualnych, ale o to, aby zrozumieć czym w istocie jest małżeństwo". Tłumaczył, że "jeśli związek homoseksualny będzie uznawany za małżeństwo i rodzinę, to staniemy się świadkami zatarcia wizerunku człowieka i osoby ludzkiej, który został przecież stworzony mężczyzną i kobietą".

Zdaniem kardynała, ta "aktualna apostazja jaką przeżywa Europa, nie może przejść bez konsekwencji dla człowieka, a humanizm nie może być jakąś ideologią zła i w istocie jego karykaturą". I dlatego - jak podkreślił - Jan Paweł II, który osobiście doświadczył dramatu nazizmu i komunizmu, nie wahał się postawić znaku równości pomiędzy nihilizmem a totalitaryzmem. Autentyczny bowiem humanizm europejski był zawsze ożywiany Ewangelią.

Następnie watykański hierarcha nawiązał do obchodzonej niedawno 1050. rocznicy chrztu Polski. Przyznał, że to właśnie dzięki chrześcijaństwu Polska wyszła ze swej prehistorii i ukształtowała się jako jeden scalony naród. Podkreślił, że "dusza polska jest chrześcijańska albo jej w ogóle nie ma". Ponadto chrześcijaństwo stworzyło tutaj źródła kultury. - Dzięki temu Polska, która potrafiła heroicznie stawić czoła w przeszłości różnym ideologiom zła, ma dziś siłę aby stawić czoła nowym wyzwaniom antropologicznym i moralnym - podkreślił kardynał, za co otrzymał burzliwe oklaski. Dodał, że "polska dusza zawiera w sobie wewnętrzną siłę, by przeciwstawić się syrenim śpiewom nowego ateistycznego mesjanizmu. Ale pod warunkiem, o ile będzie wierna przysiędze chrztu".

Przyznał, że w doskonały sposób wyraził to Jan Paweł II podczas swej pierwszej pielgrzymki do Polski z 1979 r. w słowach: "Nie można zrozumieć człowieka bez Chrystusa, nie można zrozumieć historii Polski bez Chrystusa".

- Polska wskazuje dziś drogę, gdy odmawia automatycznego podporządkowania się nakazom, które płyną z zewnątrz, z nurtu liberalnej globalizacji - przyznał kard. Sarah. A odnosząc się do aktualnego problemu przyjmowania uchodźców, zauważył, że każdy imigrant jest bytem ludzkim i należy mu się szacunek, ale nie można zapominać o integralnym związku praw człowieka i jego obowiązków. A więc imigrant, który przybywa z innej kultury czy środowiska religijnego, nie może oczekiwać relatywizacji dobra wspólnego narodu, do którego przybywa.

Dodał też, że każdy człowiek ma przede wszystkim prawo do pozostania w swej ojczyźnie, a państwa europejskie ponoszą odpowiedzialność w dużej mierze za destabilizację na Bliskim Wschodzie. A to ona zmusiła ludzi do ucieczki. Wyjaśnił, że przyjmowanie wszystkim do Europy nie jest żadnym rozwiązaniem problemów tego ogarniętego wojną regionu świata.

Podkreślił, że ideologia indywidualizmu liberalnego chce dziś prowadzić budowy do świata ponadnarodowego i jednowymiarowego, którego jedynym ideałem będzie konsumpcja, ale tego kierunku rozwoju nie da się zaakceptować.

Na zakończenie kard. Sarah wezwał Polskę, aby była wierna obietnicom chrztu. Dodał, że "Polska, która miała tylu świętych w XX wieku, m. in. Faustynę, Maksymiliana Kolbe, Jerzego Popiełuszkę i Jana Pawła II musi dziś promować w Europie humanizm chrystianocentryczny".

- Polska winna dawać świadectwo, że sercem narodu jest jego kultura oraz, że duszą tej kultury jest wiara w Boga. Polska musi być strażnikiem Europy, winna ostrzegać Europę przed niebezpieczeństwami, które wynikają z cichej apostazji - podkreślił kard. Sarah.


Publikujemy pełen tekst wykładu kard. Roberta Saraha, prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów:

Sytuacja Europy

Już od ponad wieku Europa przeżywa największy w swojej historii kryzys cywilizacyjny. Kryzys ten, choć nie jest zjawiskiem nowym, nie przestaje się pogłębiać. Nietzche już w roku 1880 zauważył znaki będące zapowiedzią kryzysu: „Bóg umarł. Zabiliśmy Go.” Z dużą przenikliwością przewidział, że to wydarzenie duchowe, metafizyczne i moralne będzie tragiczne w skutkach.

Rzeczywiście, znikanie Boga z życia i z myśli Europejczyków doprowadziło do „wojny bogów” (Max Weber, „Naukowiec i polityk”, konferencje wygłoszone w latach 1917-1919), czyli do nieprzezwyciężonej sprzeczności między systemami wartości a ideologiami, a więc do tego, co zostało nazwane dwiema wojnami światowymi i zimną wojną. Europa, doświadczona owym kryzysem nihilistycznym, kryzysem polegającym na lenistwie duchowym, wywołała wstrząs na całym świecie.

Początkowo mogło się wydawać, że Europa zdoła pokonać swoje dawne demony, i że, po upadku Imperium sowieckiego, wkroczy w erę trwałego pokoju, stając się wzorem demokracji, pomyślności i tolerancji, źródłem nadziei dla licznych ludów. Cóż miałoby być podstawą takiego odrodzenia? Na zakończenie długiej dyskusji, na początku roku 2000, w momencie poszerzenia się o kraje Europy środkowej i wschodniej, Unia europejska postanowiła nie uznać chrześcijańskich korzeni ludów europejskich, cywilizacji europejskiej.

Zdecydowała się więc oprzeć swoje instytucjonalne przedsięwzięcie na abstrakcjach, w tym wypadku na wartościach formalnych: na prawach człowieka, wolności i równości jednostek, wolnym rynku dóbr i osób.

Lecz był to wielki i poważny błąd - jak stwierdził Kardynał Joseph Ratzinger: nie chcieć uznać, że „prawa ludzkie i godność ludzka bezwarunkowo muszą być przedstawiane jako wartości nadrzędne w stosunku do każdego prawa państwowego. Te prawa ludzkie nie są dziełem prawodawcy, i nie nadaje się ich obywatelom, lecz istnieją jako prawa własne, których prawodawca zawsze powinien przestrzegać: przede wszystkim powinien je przyjmować jako wartości pochodzące z porządku wyższego. Ten niepowtarzalny charakter godności ludzkiej, nadrzędny wobec każdego działania politycznego i każdej decyzji politycznej, ostatecznie odnosi się do Stwórcy. Jedynie Bóg może ustanawiać wartości, które stanowią o istocie człowieka, i które pozostają nienaruszalne. Wartości, którymi nikt nie może manipulować stanowią bezwzględną gwarancję naszej wolności i wielkości człowieka; wiara chrześcijańska widzi w tym tajemnicę Stwórcy i człowieka stworzonego na obraz Stwórcy, zgodnie z wolą Bożą. Dziś prawie nikt bezpośrednio nie zaprzeczy nadrzędnego charakteru godności ludzkiej i podstawowych praw ludzkich wobec każdej decyzji politycznej, gdyż koszmary nazizmu i jego teorii rasistowskiej wciąż jeszcze zbyt wyraźnie tkwią w naszej pamięci” (Kardynał Joseph RATZINGER, „Europa, jej podwaliny dziś i jutro”, Ibid.)

Unia Europejska przypuszczała, że zanegowanie jej chrześcijańskiego źródła umożliwi wprowadzenie nowego humanizmu jako rękojmi stabilności i pokoju. W jaki sposób przezwyciężyć „wojnę bogów”, w jaki sposób uniknąć rozłamów wewnątrz społeczeństw i między społeczeństwami coraz bardziej wielokulturowymi? Unia europejska odpowiedziała: budując panteon myślowy, zdolny przyjąć tę różnorodność wierzeń i wartości uznanych za równoważne.

W imię tolerancji niektórzy postanowili więc pominąć prawdę, gdyż uznali, że poszukiwanie prawdy może rodzić konflikty i wojny. Od tamtej pory prawda historyczna o pochodzeniu cywilizacji europejskiej i prawda o humanizmie, którego kolebką stała się Europa, zostały odrzucone.

Niektórzy, chcąc usprawiedliwić to odrzucenie, odpowiadali twierdząco na następujące pytanie: czy chcąc zwrócić się ku przyszłości i pójść naprzód, nie należałoby odciąć się od przeszłości, pełnej gwałtu, agresji, nienawiści? Od jakiej przeszłości należałoby się jednak odciąć? Czy naprawdę można się oczyścić z własnej przeszłości, nie czerpiąc z własnej duszy kryterium pozwalającego nazwać wszelkie rodzaje zła i bólu, by w ten sposób pojednać się ze sobą i z innymi?

Teraz ja z kolei zadaję pytanie: Czy Europa może się odciąć od dramatów XX wieku, w których równocześnie odegrała rolę winowajcy i ofiary, jeśli nie rozpozna ich głęboko ukrytych przyczyn? I w jaki sposób ma je rozpoznać, skoro uparcie trwa w swojej amnezji?

Kościół Chrystusa, Odkupiciela człowieka, ma duże doświadczenie zła. Potrafi rozróżnić, skąd zło pochodzi, i co stanowi nieodzowny warunek podjęcia walki przeciw złu. Umie nazwać pokusy, gdyż jest Oblubienicą Tego, „który zna serce człowieka”. Pierwotnym źródłem wszelkiego zła jest dobrowolne odcięcie się od Boga. Europa zbudowała się na wierze w Chrystusa, a dziś trwa w „stanie milczącej apostazji”.

Chciałbym tu zacytować fragment adhortacji świętego Jana Pawła II skierowany do Europy, słowa jakże wciąż ważne: „Europo, która jesteś na początku trzeciego tysiąclecia: Bądź na powrót sobą! Bądź samą sobą! Odkryj na nowo swe źródła. Ożyw swoje korzenie. W ciągu wieków otrzymałaś skarb wiary chrześcijańskiej. Fundamentem twego życia społecznego czyni on zasady Ewangelii, i ślady tego widoczne są w sztuce, literaturze, myśli i kulturze twoich narodów. Jednak dziedzictwo to nie należy wyłącznie do przeszłości; jest ono programem na przyszłość, który należy przekazać nadchodzącym pokoleniom, gdyż jest źródłem życia ludzi i narodów, którzy wspólnie będą kształtowali kontynent europejski.” („Ecclesia in Europa”)

Czy można się więc dziwić, że Europa naprawdę nie wie, kim jest? Nie zdając sobie sprawy, skąd pochodzi, nie wie również, dokąd zmierza, ani czego chce. Nie utożsamiając się ze swoim pochodzeniem nie może wydać dobrego owocu. Staje się więc niebezpieczeństwem dla samej siebie, bo czyż można się troszczyć o siebie nie znając siebie? W jaki sposób się bronić skoro nie wiadomo, czego należy bronić?

A Europa, ognisko uniwersalności, staje się także niebezpieczeństwem dla innych ludów, gdyż siłą rzeczy zaraża innych rozpaczą, która ją prześladuje, nihilizmem, który ją zżera, i głębokim kryzysem antropologicznym, który ją niszczy.

Misja Polski w zdezorientowanej Europie

Na czym, w takiej sytuacji, polega dziś misja Polski wobec Europy? Wasz kraj świętuje w tym roku 1050 rocznicę swojego chrztu.

Do obchodów tysiąclecia przygotowało dziewięć lat modlitwy, której życzył sobie polski episkopat z kardynałem Wyszyńskim na czele. Skuteczność tej wielkiej nowenny sięgnęła poza granice waszego kraju. Oczywiście mam na myśli wybór Karola Wojtyły na stolicę świętego Piotra, a także potężny ruch Solidarność, zrzeszający przede wszystkim robotników, lecz właściwie cały naród, ruch, który wstrząsnął podstawami bloku sowieckiego i przez to zmienił oblicze świata.

Na początku swojej ostatniej opublikowanej książki, „Pamięć i tożsamość”, święty Jan Paweł II nazwał specyficznie nowoczesną formę zła „ideologią zła”. Tajemnica nieprawości wyraziła się w historii ludzkiej na bardzo wiele sposobów. Korzeniem zła w jego nowoczesnej postaci jest owo skupienie umysłu na wytwarzaniu swoich własnych produktów - idei. Umysł ludzki staje się swoim własnym idolem, gdyż odcina się od rzeczywistości, a więc od jej przyczyny, od samego Boga.

Ów prometejski plan co do nowego człowieka wcielił się w dwie wielkie ideologie totalitarne, które w sposób szczególny dotknęły naród polski w jego ciele i duszy: nazizm i komunizm. Te dwie ideologie zła stały się przyczyną bardzo wielu cierpień fizycznych, moralnych, psychologicznych i duchowych. Ponieważ sam człowiek zaczął być traktowany jak narzędzie, poszczególny byt przestał się liczyć; liczyło się jedynie „rozśpiewane jutro”, albo przyszłość, która stawała się straszliwym bóstwem, rozporządzającym losami wszystkich i wszystkiego.

Obie te ideologie opierały się na diabelskim kłamstwie twierdząc, że niosą ludziom zbawienie, że nareszcie rozwiążą ludzką tajemnicę we wszystkich jej możliwych wymiarach. Te doczesne mesjanizmy spustoszyły Europę i świat, mobilizując energię, wiarę i nadzieję milionów ludzkich istnień, spragnionych absolutu. Pod pozorem tworzenia nowego człowieka stosowały jedynie bezwzględną, samowolną siłę. Najpodlejszy cynizm przywdział szatę szczytnych, jakoby humanistycznych ideałów. Dzięki Bogu, ideologie te zniknęły z ziemi europejskiej. Europa zamknęła tę kartę swojej historii, nawet jeśli w dalszym ciągu jest głęboko zraniona jako miejsce, w którym zrodziły się obie te ideologie.

Święty Jan Paweł II w swojej książce „Pamięć i tożsamość” każe nam się zastanowić, czy przypadkiem nie stoimy ponownie w obliczu innej ideologii zła, subtelniejszej, mniej widocznej, gdyż bardziej podszywającej się pod skłonności istoty ludzkiej zranionej grzechem pierworodnym (chciwość, pycha, rozwiązłość, itd.)? Trudniejszej do nazwania, gdyż kształtującej powietrze, którym oddychamy, a także nasze mentalności i schematy myślowe, nasze przyzwyczajenia życiowe i kryteria dokonywanych wyborów... Ideologia ta jest nie mniej prometejska niż dwie poprzednie. Jej motorem jest upojenie wywołane przekraczaniem wszelkich granic na rzecz boga pieniądza, oraz wola systematycznego niszczenia świadomości moralnej. Ona również pragnie zbudować nowego człowieka, i z tego tytułu jest nie mniej totalitarna niż jej poprzedniczki. Jej bożyszczem jest nie państwo totalne, lecz jednostka totalna, pozbawiona wszelkiego zakorzenienia w naturalnych wspólnotach, takich jak rodzina i naród. W imię postępu technicznego i ekonomicznego jednostka ta staje się koczownikiem podporządkowanym falowaniom świata rządzonego przez imperatyw upowszechnionej zmienności i szalone pragnienie zerwania z ludzkim losem i z właściwymi mu ograniczeniami, na rzecz coraz większej rozkoszy. Tak więc „płynne życie”, o którym mówił Zygmunt Bauman, polski socjolog żydowskiego pochodzenia, wciąż jest skutkiem nieprzerwanego wiru ekscytacji i uzależnień, z jak największą korzyścią dla firm wielonarodowych.

Europa, udręczona sześćdziesięcioma latami masakr, nie nawiązała do humanizmu, którego przecież była kolebką. W jaki zresztą sposób miałaby się doń odwołać, skoro odcięła się od tego, co zrodziło ten humanizm, od wiary w Chrystusa, Słowo wcielone, przyjmujące na siebie całą naszą ludzką naturę?

Duchowy kryzys Europy siłą rzeczy spowodował kryzys antropologiczny, z którego Europa już może się nie podnieść. Systematyczne niszczenie rodziny propaguje się w imię wartości demokratycznych, których pierwotny sens został wypaczony. Pod pozorem walki z dyskryminacją pragnie się zatrzeć różnice płci w małżeństwie i wspierać wzorce rodzinne, w myśl których miłość małżeńska i przekazywanie życia stają się elementami możliwymi do rozdzielenia.

W tym wypadku także możemy się oprzeć na przenikliwej analizie i zbawiennych ostrzeżeniach Benedykta XVI przypominającego nam, że „tożsamość europejska wyraża się w małżeństwie i w rodzinie, i że Europa nie byłaby Europą, gdyby rodzina, ta podstawowa komórka organizmu społecznego, znikła i została całkowicie przekształcona”. Niestety wszyscy jesteśmy dziś świadkami gwałtownej agresji wobec małżeństwa i rodziny, zagrożonych zniszczeniem. . „Na zasadzie silnego przeciwieństwa, dodał Benedykt XVI, obecnie to osoby homoseksualne paradoksalnie domagają się, by ich wspólne życie zostało uznane prawnie, by je mniej lub bardziej upodobnić do małżeństwa. Skłonność ta odcina nas od całej moralnej historii ludzkości, w której, mimo różnorodnych prawnych form matrymonialnych, małżeństwo, zgodnie ze swoją istotą, zawsze było jednak uważane za szczególną łączność mężczyzny i kobiety, otwartą na dzieci, a więc w ten sposób tworzącą rodzinę. Nie chodzi tu więc o dyskryminację, chodzi o świadomość tego, czym jest osoba ludzka, jako mężczyzna i kobieta, i w jaki sposób ich wspólne życie może uzyskać formę prawną. Jeśli, z jednej strony, ich wspólne życie będzie się coraz bardziej odcinało od form prawnych, i jeśli, ponadto, charakter związku osób homoseksualnych coraz częściej będzie uważany za taki sam, jak charakter małżeństwa, wówczas zaniknie obraz istoty ludzkiej, czego konsekwencje mogą być nad wyraz poważne”. (Kardynał Joseph RATZINGER, "Europa, jej podwaliny dziś i jutro", Ibid.}

W imię konstruktywizmu opartego na prawdziwej nienawiści wobec natury ludzkiej, zamierza się doprowadzić do zniszczenia męskości i kobiecości, aby w ten sposób promować w całym świecie niezróżnicowanie płci.

Na rządy rozwijających się krajów Afryki, Azji i Oceanii wywiera się skandaliczną presję poprzez szantaż, zmuszając je do współpracy z tą zabójczą ideologią. Kiedy życie ludzkie postrzega się jako materiał dany po to, by nim zarządzać, wówczas transhumanizm staje się celem mobilizującym zasoby medycyny, nauki i techniki. Człowiek, ponieważ utracił daną mu przez Boga łaskę uczestniczenia w Jego własnym Życiu, stara się własnymi siłami ponownie zaspokoić swoje pragnienie absolutu, szczęścia i nieśmiertelności. Obecny konstruktywizm i charakteryzująca go zawziętość niszczenia są jednoznacznymi oznakami „dramatu humanizmu ateistycznego”, gdyż on zawsze ostatecznie musi zanegować sam siebie. Tak stało się w przypadku nazizmu i komunizmu.

Obecna apostazja musi wywierać wpływ na sposób, w jaki europejski człowiek postrzega sam siebie. Humanizm również może się stać ideologią zła. Albo raczej tego rodzaju ideologia może chcieć zaistnieć jako rozwinięcie/przerośnięcie humanizmu chrześcijańskiego, lecz w gruncie rzeczy jest wyłącznie jego perwersyjną karykaturą. Święty Jan Paweł II, który doświadczył nazizmu i komunizmu, nie bał się wykazać analogii między tymi totalitaryzmami i wywrotowym charakterem zbaczającej ze swojego toru „liberalnej demokracji” czy indywidualizmu „praw człowieka”, głoszonego w różnych deklaracjach.

Prawdziwy humanizm europejski zyskał swój twórczy wymiar dzięki Ewangelii. Wiara w Boga-Człowieka pozwoliła mu przyjąć całą prawdę, całe piękno i dobro zawarte w dziedzictwie greckiej i łacińskiej starożytności. Narody europejskie stały się sobą przyjmując chrzest.

Szczególnie wyraża się to w przypadku Polski. Jak powiedział święty Jan Paweł II, „wydarzenie to miało decydujące znaczenie dla narodzin narodu i dla kształtowania się jego tożsamości chrześcijańskiej. (...) Jako naród, Polska wyszła ze swojej prehistorii i zaczęła istnieć w historii.” Różne plemiona słowiańskie, czyli Polanie, Wiślanie, Ślężanie, Pomorzanie, Mazowszanie, wspólnie przyjmując wiarę katolicką ostatecznie stworzyły jeden organizm narodowy. Dusza Polski jest więc chrześcijańska lub wcale jej nie ma. Pośród najokrutniejszych prześladowań, pozbawiona wszelkiej suwerenności politycznej, Polska pozostała sobą pogłębiając swoją wiarę, zachowując pamięć swojego chrztu, i mając głęboką świadomość obowiązków i praw nadanych jej przez tę wiarę.

Wiara chrześcijańska nie tylko dała narodom twórczy wymiar, lecz także dała im cywilizację, to znaczy stworzyła zespół narodów mających to samo pochodzenie: „Rozprzestrzenianie się wiary na kontynencie sprzyjało kształtowaniu się różnych ludów europejskich, zaszczepiając im kultury o różnych cechach, jednak powiązane ze sobą dziedzictwem wspólnych wartości, tych wartości, które były zakorzenione w Ewangelii. Tak więc pluralizm kultur narodowych rozwinął się w oparciu o wartości wyznawane na całym kontynencie.” (Pamięć i tożsamość)

Polska, ponieważ umiała bohatersko stawić opór dawnym ideologiom zła, ma zasoby potrzebne, by stawić czoło nowym wyzwaniom antropologicznym i moralnym. Dusza Polski ma siłę wewnętrzną, potrzebną, by oprzeć się nowym zwodniczym sygnałom mesjańskiego konstruktywizmu. Zdoła to uczynić pod jednym warunkiem: że dochowa wierności obietnicom swojego chrztu. Raz jeszcze zacytujmy słowa znakomitego syna polskiego narodu, który, w tym samym mieście, gdzie się dziś znajdujemy, w roku 1979, zachęcał was do zachowania wierności Chrystusowi głoszonemu przez Kościół, pomimo komunistycznej tyranii. W ten sposób wskazał na misję, którą wyznaczył Polsce w odniesieniu do innych ludów Europy. O czym miała ona świadczyć, w porę i nie w porę, wobec potęg tego świata?

„Kościół przyniósł Polsce Chrystusa — to znaczy klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek. Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa.

I dlatego Chrystusa nie można wyłączać z dziejów człowieka w jakimkolwiek miejscu ziemi. Nie można też bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski — przede wszystkim jako dziejów ludzi, którzy przeszli i przechodzą przez tę ziemię. Dzieje ludzi! Dzieje narodu są przede wszystkim dziejami ludzi. A dzieje każdego człowieka toczą się w Jezusie Chrystusie. W Nim stają się dziejami zbawienia.

Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury. To jej najmocniejszy zrąb. To jej rdzeń i siła. Otóż tego, co naród polski wniósł w rozwój człowieka i człowieczeństwa, co w ten rozwój również dzisiaj wnosi, nie sposób zrozumieć i ocenić bez Chrystusa.

Jeśli jest rzeczą słuszną, aby dzieje narodu rozumieć poprzez każdego człowieka w tym narodzie — to równocześnie nie sposób zrozumieć człowieka inaczej jak w tej wspólnocie, którą jest jego naród. Wiadomo, że nie jest to wspólnota jedyna. Jest to jednakże wspólnota szczególna, najbliżej chyba związana z rodziną, najważniejsza dla dziejów duchowych człowieka. Otóż nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego — tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas — bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie. Nie sposób zrozumieć tego narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną — bez Chrystusa.” (Homilia Jana Pawła II, wygłoszona na placu Zwycięstwa 2 czerwca 1979)

Tak więc Polska wskazuje drogę, nie chcąc automatycznie przyjmować pewnych rozporządzeń, wydawanych w ramach liberalnej globalizacji, zgodnych z logiką napływu migracyjnego, którą różne instancje chciałyby dziś narzucić. Wasz kraj zaznał komunistycznego internacjonalizmu, pogardzającego suwerennością i kulturą ludów w imię ograniczającego je ekonomizmu. Każdy emigrant jest oczywiście istotą ludzką godną poszanowania w swoich prawach, lecz praw ludzkich nigdy nie można oddzielać od związanych z nimi obowiązków. Czy można więc negować naturalne prawo określonego ludu do rozróżniania między uchodźcą politycznym i religijnym z jednej strony, który, chcąc ratować życie, ucieka z rodzinnej ziemi, a emigrantem ekonomicznym, chcącym ostatecznie się gdzieś osiedlić, nie uznając jednak przyjmującej go kultury za swoją?

Emigrant, szczególnie jeśli wywodzi się z innej kultury i religii, i jeśli uczestniczy w szeroko zakrojonym ruchu populacyjnym, nie jest absolutem relatywizującym prawo naturalne i wspólne dobro ludów. Każdy człowiek ma przede wszystkim prawo do życia w swoim kraju. Papież Franciszek z mocą przypomniał, że państwa europejskie często ponoszą częściową odpowiedzialność za destabilizację krajów stających się ośrodkami emigracyjnymi.

Problemu uchodźców nie da się rozwiązać u podstaw, przyjmując wszystkich pragnących osiedlić się w Europie. Ideologia indywidualizmu liberalnego popiera krzyżowanie ras, by tym bardziej wyrównywać naturalne granice ojczyzny i kultury, i tworzyć świat post-narodowy i jednowymiarowy, którego jedynymi wymiarami byłaby produkcja i konsumpcja. Powtarzam z pełnym przekonaniem: nam chodzi o współpracę we wspomaganiu integralnego rozwoju ludów dotkniętych wojną, korupcją i niesprawiedliwością globalizacji. Nie o to chodzi, by sprzyjać wykorzenianiu jednostek i ubożeniu ludów.

Niektórzy chętnie cytują fragmenty Słowa Bożego, chcąc, by przysłużyły się one powszechnej zmienności i wielokulturowości. Z łatwością szafuje się obowiązkiem gościnności wobec obcokrajowca w podróży, by w ten sposób uprawomocnić ostateczne przyjęcie emigrantów.

Kościół szanuje naturalne mediacje, które Stwórca uznał w swojej mądrości. Geniusz chrześcijański stał się wcieleniem Boga w ludzkim świecie nie po to, by świat zniszczyć, lecz by przyjąć na siebie odpowiedzialność za świat i wynieść go do chwały jego Bożego przeznaczenia. Święty Ireneusz z Lyonu mawiał: „Deus homo factus est ut homo fieret Deus: Bóg stał się człowiekiem, by człowiek stał się Bogiem”. Pomimo naszych rzeczywistych ograniczeń mamy pozwolić, aby Bóg odcisnął w każdym z nas swoje Oblicze, i aby każda ludzka twarz jaśniała światłem Bożym. Do tego zostaliśmy powołani Absolut nie niszczy naturalnych granic, lecz je szanuje, gdyż są dobre i potrzebne człowiekowi. To tylko fałszywe mesjanizmy, usiłując naśladować Boże Objawienie i promując nowego człowieka, odrzucają naturalne granice składające się na świat ludzki.

Polska, wierna obietnicom swojego chrztu, Polska, która rozświetliła XX wiek obecnością świętych takich jak siostra Faustyna, Maksymilian Kolbe, Jan Paweł II, powinna promować humanizm chrystocentryczny. Powinna świadczyć o tym, że sercem narodu jest jego kultura, i że duszą kultury jest wiara w Boga. Polska powinna być strażnikiem, ostrzegającym Europę przed niebezpieczeństwem jej milczącej apostazji.


Tagi:
Europa Christi

Chrystus fundamentem kultury

2018-02-14 10:25

Krystyna Czuba
Niedziela Ogólnopolska 7/2018, str. 10-11

Wcielenie Syna Bożego stało się początkiem nowej historii świata. W 533 r. mnich Dionysius Exiguus (Dionizjusz Mały) zaproponował, aby czas liczono nie od założenia Rzymu, ale od narodzin Chrystusa. Od Chrystusa mierzy się czas i wszystko, co związane z życiem człowieka

Graziako

Podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 r. na placu Zwycięstwa Jan Paweł II powiedział: „Kościół przyniósł Polsce Chrystusa – to znaczy klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek. Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie”.

Dlaczego Ojciec Święty to powiedział? Ta myśl wracała do mnie wiele razy. Dlaczego człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa? Bo bez Jego obecności na ziemi nasze życie nie miałoby głębszego sensu. Bez Chrystusa nasze życie, które jest tajemnicą, byłoby złą tajemnicą, czarną tajemnicą. Chrystus jest światłem dla tajemnicy życia ludzkiego. Jest światłem dla naszego wysiłku, „czynienia ziemi sobie poddanej” (por. Rdz 1, 28), który nazywamy kulturą.

Chrystus kluczem do rozumienia rzeczywistości

U podstaw kultury prawdziwie ludzkiej są prawda, dobro, piękno. A Chrystus jest Prawdą, Dobrem i Pięknem. On tak naucza. I doświadczamy, że ta nauka jest wpisana w nasze istnienie i nasze dobro. Mówią o tym dzieje człowieka, dzieje narodów i dzieje całej ludzkości.

Jan Paweł II nazywa Chrystusa kluczem do rozumienia rzeczywistości dziejów, podstawowym kryterium dziejów. I to nie tylko dla ochrzczonych, ale dla każdego człowieka.

Kultura jest sposobem istnienia narodu. Chrystus jest Synem Izraela, narodu Starego Przymierza. Jest postacią historyczną. Był w pełni włączony w społeczeństwo swojego czasu i narodu. Związany z obyczajami swojej epoki. Przyjął zwyczaje swojego narodu, takie jak: obrzezanie, ofiarowanie w świątyni, pielgrzymowanie, obchodzenie świąt. Uznawał także rolę państwa jako władzy administracyjnej i płacenie podatku (por. Mt 22, 19-22). Przywiązany do tradycji, do tego, co najlepsze. Jednocześnie sprzeciwiał się wszystkiemu, co Jego rodaków zamykało w sekciarstwie (por. Mt 12, 9-14). Stosował się do zasad Izraela, ale nie był konformistą. Przestrzegał prawa, ale nie był legalistą. Szanował tradycję, ale się jej przeciwstawiał wówczas, gdy była dla człowieka uciskiem.

Chrystus wszedł w kulturę swojej epoki i swego narodu, aby być fundamentem i znakiem dla kultury każdego czasu i każdego narodu.

Cała aksjologia, czyli nauka o wartościach, którą proponuje kulturze Jan Paweł II, skupia się na fakcie, że Jezus Chrystus jest Boskim Prawodawcą. Nauczając, „jako mający władzę nad Prawem”, ukazuje, że Bóg ma władzę nad wszystkim, co stworzył, władzę przez miłość. Na miłości Boga i bliźniego „opiera się całe Prawo i Prorocy (por. Mt 22, 40). Miłość jest wykładnią prawa i jest wykładnią kultury. Kultura jest właściwym odniesieniem człowieka do siebie i do innych ludzi. Jest wspólnym dobrem. Czynionym z miłości do prawdy, dobra, piękna; dla wspólnoty, dla dobra społecznego, do którego człowiek zobowiązany jest w sumieniu.

Kultura to odniesienie do zasad religijno-moralnych. Chrystus nauczał tych praw z odwagą wobec mających władzę: faryzeuszów i saduceuszów, Piłata czy Heroda: „Moja nauka nie jest moją, lecz Tego, który Mnie posłał” (J 7, 16).

Wzór kultury duchowej

Chrystus, wybierając życie rodzinne, uświęcił każdą ludzką rodzinę. Rodzina, jako „pierwsza i żywotna komórka” społeczeństwa i narodu, jest wspólnotą dla życia, recepcją podstawowej kultury. Chrystus jest więc wzorem kultury duchowej każdego człowieka w życiu codziennym, rodzinnym, społecznym.

Wniósł w kulturę ludzką solidarność z każdym człowiekiem. Głosił braterstwo wszystkich ludzi, choć pochodził z określonego narodu. Ukazuje to w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10, 30-37). Jest to odpowiedź na pytanie: „Kto jest moim bliźnim? ” (Łk 10, 29). Uczył, że wszystkie dobra materialne są względne i przemijające (por. Łk 12, 16-21). Współcześnie, kiedy „mieć” w kulturze ludzkiej stało się priorytetem nad „być”, ta nauka Chrystusa jest niezwykle ważną lekcją, czym jest kultura.

By własnym życiem uczyć kultury, Chrystus przyjmuje postać sługi człowieka: Syn Człowieczy „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć” (por. Mt 20, 28). Duch służby jest podstawą ludzkiej kultury we wzajemnych odniesieniach. Jezus wnosi w kulturę lekcję pracy. Jest to lekcja Nazaretu. W swych przypowieściach o królestwie Bożym odwołuje się do różnego rodzaju pracy ludzkiej, która tworzy kulturę. Ukazuje to Jan Paweł II w „Laborem exercens”, odwołując się do pracy pasterza, rolnika, lekarza, siewcy, gospodarza, służącego, ekonoma, rybaka, kupca, najemnego robotnika. Mówi również o wielorakiej pracy kobiet. Apostolstwo przedstawia na podobieństwo pracy fizycznej i żniwiarzy czy rybaków. Wspomina także o pracy uczonych (por. nr 26).

Centralny punkt odniesienia

Jan Paweł II od początku swojego pontyfikatu podkreślał i przypominał, że Chrystus jest centralnym punktem odniesienia do kultury, także europejskiej, bo ona jest na tym fundamencie budowana. „Nie lękajcie się Chrystusa”. Chrystus jest tym, wokół którego gromadzą się wszystkie dążenia i formy organizacyjne życia chrześcijańskiego w Europie. Jean Guitton napisał: „Zostawił On ślad swojej ręki na każdej z idei, którą żyjemy, nie otworzył każdej, ale każda z Jego ręki otrzymała swą równowagę, swą podstawę, swą pełnię”.

Chrystus nie stworzył naukowego systemu filozoficznego, nie przedstawił spekulatywnych dowodów, ale uczył, wyjaśniał, stawiał pytania, by pobudzić do myślenia. Jego zasadniczą nauką jest objawienie Boga. Jan Paweł II stwierdził, że nie może przemilczeć miejsca Chrystusa w kulturze europejskiej. Trzeba je głosić i podkreślać „stanowczo i z dumą”.

Taka postawa winna cechować udział chrześcijan w rozumieniu współczesnej kultury europejskiej. Winni być „światłem świata” i „solą ziemi”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Posty nakazane zachowywać

Z ks. Krzysztofem Koskiem rozmawiała Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 46/2003

Iwona Sztajner

Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół
Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania

Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej

Milena Kindziuk: - Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście?

Ks. dr Krzysztof Kosek: - Przez to wprowadziły one sporo zamieszania, szczególnie u osób niezbyt dokładnie zorientowanych w tej kwestii. Przecież post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele. I nadal zaproszeni jesteśmy, aby tej tradycji przestrzegać. Na marginesie dodam, że statuty zakończonego niedawno IV Synodu naszej archidiecezji stwierdzają, że w Wigilię Bożego Narodzenia należy zachować wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

- Ale list biskupów na temat nowej wersji przykazań kościelnych, który ma być czytany w Adwencie w kościołach, nie mówi, by zachowywać tradycję i nie spożywać pokarmów mięsnych w Wigilię.

- Bo to jest oczywiste. Wigilia z języka łacińskiego oznacza „czuwanie, oczekiwanie”. Pan Jezus często zapraszał swoich uczniów do zajęcia takiej właśnie postawy, ponieważ nie znają dnia ani godziny Jego przyjścia. Post religijny jest bowiem wyrazem panowania ducha nad ciałem, oczekiwania, pragnienia spotkania z Chrystusem, jedności z Nim. Przez to pomaga on przygotować się do danej uroczystości, głębiej ją przeżywać. Podobnie zresztą jest z postem w Wielką Sobotę. W niektórych domach spożywa się mięso już po poświęceniu pokarmów, w innych dopiero po Wigilii Paschalnej w Wielką Noc. Też jest to kwestia tradycji. Myślę jednak, że warto tu uświadomić sobie, czym jest post, jakie prawdy pomaga przeżywać. Każdemu, kto zastanowi się, jakie chwile z życia Jezusa przeżywamy w Wielką Sobotę, na pewno łatwiej będzie zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów.

- Jedno z przykazań w nowej wersji mówi, że należy zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od zabaw. Jakie są okresy „nakazane” w ciągu roku?

- Chodzi o piątki całego roku i o czas Wielkiego Postu. Wiele kontrowersji budzi czas Adwentu - nie ma on charakteru pokutnego - jest czasem radosnego oczekiwania. Ale oczekiwania, które ma być wypełnione prostowaniem ścieżek życia, przygotowaniem miejsca dla Pana w sercu - by mógł się tam narodzić. A ten proces nawrócenia wymaga ciszy, refleksji, skupienia. Już po Bożym Narodzeniu rozpoczyna się czas szczególnych zabaw - karnawał.

- Grzechem jest więc spożywanie mięsa w piątki?

- Tak, pod warunkiem, że czyni się to z wyboru. Jeśli ktoś stołuje się poza domem i w stołówce nie ma wyboru menu, może skorzystać z dyspensy od zachowania wstrzemięźliwości. Zaproszony jest do odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego, złożenia jałmużny postnej.
Generalnie, powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w piątki obowiązuje katolików, którzy ukończyli 14. rok życia. Ścisły post w Środę Popielcową i Wielki Piątek, czyli jeden posiłek do syta w ciągu dnia, obowiązuje katolików pomiędzy 18. a 60. rokiem życia.

- Można jednak nie jeść mięsa, ale w to miejsce kupić sobie inne przysmaki. Jaki sens ma wtedy taki post?

- Ważne jest właściwe rozumienie terminu: post. Nie chodzi tylko o to, aby nie jeść potraw mięsnych. Potrawy mięsne z reguły są droższe, dlatego odmawiając ich sobie jesteśmy zachęcani, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na potrzeby ludzi najuboższych. W wielu kościołach można spotkać puszki z napisem „Jałmużna postna”. Jeżeli na przykład ktoś jest wegetarianinem i normalnie nie je mięsa, jest zaproszony do tego, by w inny sposób narzucić sobie wstrzemięźliwość w jedzeniu i okazać swą łączność z Chrystusem, bo piątek to przecież dzień Jego męki i śmierci.

- Biskupi sugerują, że we wszystkie piątki w ciągu całego roku należy uszanować charakter pokuty, dlatego katolicy nie powinni w tym dniu uczestniczyć w zabawach. Znaczy, że nie powinno się iść na przykład na dyskotekę w piątek?

- Zdecydowanie nie powinno! Jeżeli piątek jest dniem solidarności z Chrystusem cierpiącym dla mojego zbawienia, to oczywiste jest, że nie mogę się w tym dniu bawić. Podobnie, jeśli obchodzę rocznicę śmierci bliskiej mi osoby, nie będę w tym dniu urządzał balu ani brał udziału w zabawie, to po prostu nie wypada.

- Nowością jest piąte przykazanie kościelne, zobowiązujące wiernych do troski o materialne potrzeby wspólnoty Kościoła. Nie występowało ono w poprzednich sformułowaniach. Co to znaczy w praktyce?

- Jest to odwołanie do coraz szerszego udziału wiernych świeckich w życiu Kościoła. Minęły czasy, kiedy Kościół posiadał wielkie dobra i w szerszym stopniu był mecenasem sztuki i kultury. Minęły czasy kolatorów, którzy troszczyli się o potrzeby materialne Kościoła. Z pewnym wzruszeniem można czytać opisy pierwszych Eucharystii, gdy wierni przynosili na nie dary. Po zakończeniu zanoszono chorym Komunię św., starano się także o zaspokojenie ich potrzeb materialnych.
Dziś wierni świeccy zaproszeni są do troski o potrzeby materialne Kościoła - by miał środki na sprawowanie kultu, prowadzenie działalności apostolskiej czy charytatywnej. Przecież tak prozaiczne sprawy jak oświetlenie świątyni, ogrzanie, utrzymanie w czystości czy wynagrodzenie świeckich pracowników wymaga pewnych środków. Pomijam tu sprawy związane z inwestycjami, konserwacją dzieł sztuki. W wielu parafiach działają już także - obok rad duszpasterskich - rady ekonomiczne; świeccy w bardzo konkretny sposób wspomagają swych duszpasterzy w sprawach związanych z zabezpieczeniem materialnych potrzeb parafii.
Przykazanie to mobilizuje do refleksji nad rozumieniem własności prywatnej - za pomocą dobrego użytku z pieniądza mamy zapewnić sobie wieczne szczęście. Pan Jezus mówił o niebezpieczeństwie bogactw, a Łazarz został odrzucony nie z powodu swego bogactwa, ale dlatego, że nie dostrzegał ludzi będących w potrzebie. Bardzo popularne jest obecnie słowo „sponsor” - wiele działań Kościoła nie byłoby możliwych, gdyby właśnie nie zaangażowanie materialne określonych osób, które bardzo konkretnie wypełniają normę V przykazania kościelnego.

- A po co w ogóle są przykazania kościelne, skoro jest 10 przykazań Bożych?

- Przykazania kościelne są próbą interpretacji, uszczegółowienia, przybliżenia powinności, które spoczywają na każdym wierzącym. Kościół posiada własne, przyrodzone prawo stanowienia prawa, na przykład kanonicznego, liturgicznego. Całe nauczanie Kościoła jest głoszeniem Dobrej Nowiny objawionej w Jezusie Chrystusie. W tym świetle należy odczytywać przykazania kościelne. Są one służbą temu najważniejszemu przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

- Mogłoby ich więc na dobrą sprawę nie być?

- Oczywiście, mógłby istnieć sam Dekalog, bo on jest najważniejszy. Ale przykazania kościelne wyjaśniają pewne normy. Ważne jest, by pamiętać, że Kościół nie ma władzy nad Dekalogiem, bo pochodzi on od samego Boga. Stąd Dekalog jest niezmienny. Natomiast prawo kościelne ma charakter dynamiczny, podlega zmianom, stąd zmiana przykazań kościelnych. Najwyższym prawem w Kościele jest zbawienie dusz i temu celowi służą także zmiany w przykazaniach kościelnych.

- Czy nieprzestrzeganie przykazań kościelnych zatem jest grzechem?

- Jeżeli przykazanie kościelne mówi, żeby uczestniczyć we Mszy św. w niedziele i święta, to dotyka normy ustanowionej przez przykazania Boże. A ich nieprzestrzeganie zawsze pozostaje grzechem.

- A jeżeli nie dotyka Dekalogu?

- To jest radą, ma służyć dobru duchowemu człowieka a odrzucenie tych rad jest przynajmniej grzechem zaniedbania dobra, które mogłem uczynić.

- Czyli nie trzeba się z tego spowiadać...

- Dla przykładu: pierwsze i drugie przykazanie wyrażają minimalne oczekiwania Kościoła wobec człowieka wierzącego. Weźmy na przykład drugie przykazanie kościelne: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Czym jest sakrament pokuty? Na spowiedzi mamy obowiązek wyznania grzechów ciężkich. Codziennie jednak doświadczamy ludzkich słabości, które są przyczyną grzechów określanych mianem powszednich. Zbyt długi odstęp między korzystaniem z sakramentu pokuty może prowadzić do pewnego zobojętnienia, znieczulenia sumienia na grzech, a więc do rozluźnienia relacji z Chrystusem. Kwestia częstotliwości w korzystaniu ze spowiedzi to sprawa osobistej wrażliwości, dobrze uformowanego sumienia. Życie przynosi tyle sytuacji, które chcemy przeżyć w sposób szczególny: święta, rocznice ślubu, śmierci, imieniny i urodziny własne czy bliskich - wszystkie one są także okazją do spotkania z Chrystusem w sakramencie pokuty.

- Podobnie w odniesieniu do sakramentu Eucharystii?

- Trudno chyba nazwać człowiekiem gorliwym w wierze kogoś, kto do Komunii Świętej przystąpi - jak wymaga tego Kościół w III przykazaniu - raz w roku w okresie wielkanocnym. Jest to minimum związku z Chrystusem, który ofiaruje się za nas w każdej Eucharystii i zaprasza nas na swoją ucztę.

- A dlaczego w przykazaniu zostały rozdzielone spowiedź od pokuty?

- Myślę, że chodzi o uzmysłowienie roli sakramentu pokuty i Eucharystii. Ludzie często spowiadają się: „Ostatni raz byłem u spowiedzi i Komunii św. wtedy i wtedy”. Panuje taki pogląd, że do Komunii przystępujemy tylko raz po spowiedzi. A jest to błędem.

- Jak długo zatem można przyjmować Komunię po ostatniej spowiedzi, jeżeli nie ma się grzechu ciężkiego?

- Nie ma tu wyznaczonej granicy. Każdy ocenia to według własnego sumienia.
Uczestnicząc w każdej Mszy św. słyszymy słowa: „Bierzcie i jedzcie”. Jesteśmy zatem zaproszeni, aby w sposób pełny brać udział w każdej Mszy. A pełny udział w niej polega także na przyjęciu Komunii. Oczywiście, był czas w historii Kościoła, gdy do Komunii przystępowano raz na kilka lat, i czynili tak nawet ludzie święci. Na fali posoborowej odnowy Kościoła jesteśmy zaproszeni do pełniejszego uczestniczenia i przeżywania Eucharystii. A że często nie czujemy się godni przyjmować Komunii? Pamiętajmy, że Msza św. rozpoczyna się aktem skruchy, pokuty. Stajemy przed Chrystusem w prawdzie o naszej słabości. Podobnie przed Komunią wyrażamy swoją niegodność słowami setnika: „Panie, nie jestem godzien...”. Św. Franciszek Salezy mówił, że potrzebują Komunii chorzy, aby wyzdrowieć, i silni, aby nie upaść. Bardzo głębokie wskazania na temat przystępowania do Komunii św. możemy znaleźć w Naśladowaniu Chrystusa Tomasza á Kempis. Jest to zresztą temat na osobną rozmowę.

- Pozostało jeszcze pierwsze przykazanie kościelne. W drugiej części mówi ono o powstrzymaniu się od prac niekoniecznych. Katechizm wyjaśnia: Są to „prace i zajęcia, które utrudniają oddawanie czci Bogu, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego”. Co to znaczy w praktyce?

- W chrześcijaństwie niedziela jest „małą Wielkanocą”, pierwszym dniem tygodnia, w którym Kościół w szczególny sposób celebruje tajemnicę zmartwychwstania Chrystusa. Jest niedziela i Msza św. zadatkiem, antycypacją odpoczynku zbawionych w niebie, obrazem uczty, na którą Chrystus zaprasza w niebie. Dlatego Kościół przypomina, by powstrzymać się w tym dniu od prac niekoniecznych - od tego wszystkiego, co przeszkadza w pełnym bliskości obcowaniu z Bogiem. A więc takich, które z powodzeniem można wykonać przez sześć pozostałych dni. Mam na myśli: pranie, sprzątanie, robienie zakupów itp. Wydaje mi się, że w kontekście tego przykazania trzeba nam przeprowadzić namysł nad zdolnością świętowania - czy nie sprowadza się ono tylko do oglądania telewizji, mocno zakrapianego alkoholem biesiadowania przy stole, bez głębszej refleksji nad treścią przeżywanego święta. Czy chrześcijańskie świętowanie nie zakłada spotkania rodziny (na które w tygodniu nie zawsze jest czas), wspólnego posiłku, rozmowy - a nie wymiany informacji, jak dzieje się w codziennym zabieganiu - dzielenia się swoimi radościami i trudnościami, a wszystko to w atmosferze nadziei, jaką przynosi spotkanie z Bogiem przeżyte na modlitwie czy Eucharystii.

- Jesteśmy zwolnieni z obowiązku udziału w świętach, które są w Polsce dniami pracy: Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła. Nie jest to pójście na łatwiznę?

- Jest to wzięcie pod uwagę rzeczywistości. Zniesienie obowiązku udziału we Mszy św. w te święta jest realizacją uprawnień, które kodeks prawa kanonicznego przyznaje Konferencji Episkopatu. Ona, za zgodą Stolicy Apostolskiej, może znieść obowiązek udziału we Mszy św. w niektóre święta lub przenieść je na niedzielę. Mimo tego w dalszym ciągu katolicy zaproszeni są do udziału we Mszy św. w te dni. Np. wiele grup dziewczęcych szczególnie czci Maryję w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia - one z pewnością będą tego dnia uczestniczyły we Mszy św.

- List pasterski o nowych przykazaniach mówi też o tzw. „świętach nakazanych”. Jakie to święta?

- Przesłanie biskupów ma ułatwić wiernym rozstrzyganie dylematów związanych z wymogiem uczestnictwa w liturgii w dni świąteczne, które nie są wolne od pracy. Biskupi poprosili Stolicę Apostolską o zgodę na przeniesienie uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku na siódmą niedzielę wielkanocną. Świętem nakazanym pozostaje uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli) i w tym wypadku biskupi wyrażają nadzieję, że „nadejdzie taki czas, kiedy to ważne święto stanie się dniem wolnym od pracy”. Nie ma natomiast obowiązku udziału we Mszy św. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła - choć biskupi zachęcają, by zgodnie z tradycją uczestniczyć w liturgii w tych dniach.

- Przykazania kościelne wyrażają więc istotne treści dla wierzących.

- W sumie są one zaproszeniem do pogłębienia osobistej relacji z Bogiem, do wyrażenia jej w życiu codziennym, do podjęcia odpowiedzialności za dzieła prowadzone przez Kościół, ale zachęcają też do przemyślenia, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy jest owocem osobistego wyboru, pochodzi z przekonania, doświadczenia w życiu miłości Bożej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Dlaczego warto być teologiem? – spotkanie członów PTT w Częstochowie

2018-02-23 22:13

Ks. Mariusz Frukacz

Dlaczego warto być teologiem dzisiaj, co dalej z teologią, teologia naukowa czy kościelna? – te pytania były przedmiotem naukowej refleksji członków Częstochowskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Teologicznego. Teologowie spotkali się wieczorem 23 lutego w auli św. Jadwigi w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie.

Bożena Sztajner/Niedziela
Wyższe Seminarium Duchowne w Częstochowie

W spotkaniu wzięli udział członkowie Częstochowskiego Oddziału PTT na czele z ks. dr hab. Pawłem Maciaszkiem kierownikiem PTT Oddziału w Częstochowie oraz klerycy Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Sosnowieckiej, klerycy Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej i studenci Wyższego Instytutu Teologicznego w Częstochowie. Punktem wyjścia do dyskusji był referat ks. prof. dra hab. Marka Skierkowskiego z Uniwersytetu Kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Rozpoczynając spotkanie ks. dr hab. Paweł Maciaszek podkreślił jak ważny w teologii jest „trud przemyślenia wielkich prawd wiary w obrębie zmieniającej się kultury”.

Następnie prelegent odwołując się m. in. do konstytucji apostolskiej papieża Franciszka o kościelnych studiach akademickich „Veritatis gaudium” wskazał jak ważne jest przezwyciężenie rozdarcia teologii i troski pastoralnej i podkreślił za papieżem Franciszkiem, że „teologia powinna być wprowadzeniem duchowym, intelektualnym i egzystencjalnym w serce kerygmatu, powinna urzeczywistniać się w dialogu, powinna zwracać uwagę na interdyscyplinarność i transdyscyplinarność oraz winna spełniać swoja funkcję w obrębie instytucji”.

Ks. prof. Marek Skierkowski przypomniał również, że teologia to wiara poszukująca zrozumienia. – Teologia wypełnia końcowe zadanie myśli filozoficznej – cytował prelegent kard. Józefa Ratzingera i dodał za teologiem Karlem Rahnerem, że „słowo Bóg stanowi ostatnie słowo poprzedzające całkowite milczenie”.

Mówiąc o konieczności teologii ks. Skierkowski podkreślił, że „całe posłannictwo Kościoła przeniknięte jest teologią” – Człowiek ma prawo zachwycić się Bożym Objawieniem – powtórzył prelegent za teologiem szwajcarskim Hansem Ursem von Balthasarem.

Teolog z UKSW wskazał również na integralną metodę teologiczną składająca się z pięciu komponentów: filozoficzno-antropologicznego, pozytywno-hermeneutycznego, konstruktywno-systematycznego, praktyczno-dialogicznego i modlitewno-mistycznego.

- W palecie różnych nauk teologia jest niezbędna. Każdy teolog musi być eklezjalny – przypomniał prelegent i dodał: „Od teologii zależy los człowieka. Istnieje też ścisły związek teologii naukowej z teologią ewangelizacyjną”.

W dyskusji po referacie ks. dr Franciszek Dylus wskazując na możliwość poznania Boga przypomniał, że „teologia zaczyna się od Jezusa Chrystusa” i dodał za Pascalem: „Nie tylko nie znamy Boga inaczej niż przez Chrystusa, ale i siebie samych znamy jedynie przez Chrystusa; znamy życie i śmierć jedynie przez Chrystusa. Poza Chrystusem nie wiemy, ani co to nasze życie, ani śmierć, ani Bóg, ani my.”

Natomiast ks. dr Jarosław Grabowski podkreślił, że „teologia powinna służyć wspólnocie Kościoła, bo ona wyjaśnia prawdy wiary”.

Oddział Częstochowski Polskiego Towarzystwa Teologicznego istnieje od 1997 roku. Skupia duchownych i świeckich, wykładowców Wyższego Seminarium Duchownego i Instytutu Teologicznego w Częstochowie, duszpasterzy parafialnych, katechetów oraz inne osoby świeckie zaangażowane w życie Kościoła i zainteresowane szeroko pojętą problematyką teologiczną. Oddział w Częstochowie organizuje okolicznościowe sesje naukowe oraz spotkania w trzech sekcjach tematycznych: Sekcji Biblijnej , Sekcji Teologii Systematycznej i Sekcji Teologii Praktycznej. Do ważnych przedsięwzięć podejmowanych przez PTT w Częstochowie należą organizowane w listopadzie tzw. "Zaduszki Teologiczne", które są poświęcone pamięci zmarłych teologów. Materiały z organizowanych przez oddział częstochowski sesji naukowych i innych spotkań publikowane są regularnie na łamach "Częstochowskich Studiów Teologicznych".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem