Reklama

W Oknie Życia znaleziono dwoje dzieci. Sprawę bada policja

2017-10-16 14:08

wpolityce.pl

Archiwum „Aspektów”

W olsztyńskim Oknie Życia znaleziono ok. dwumiesięczną dziewczynkę. Obok, w wózku, znaleziono półtorarocznego chłopca. Jak informuje Caritas Archidiecezji Warmińskiej, dzieci są zdrowe.

Zostały otoczone odpowiednią opieką, wszczęto niezbędne procedury. Dzieci oraz ich mamę obejmujemy modlitwą i polecamy Waszej pamięci - informuje Caritas.

Dzieci zostały przebadane w olsztyńskim szpitalu i ich stan oceniono jako dobry. Zarówno dziewczynka jak i chłopiec trafili do Ośrodka Wsparcia i Opieki Nad Dzieckiem i Rodziną

Reklama

Sprawę pozostawionych w oknie dzieci bada policja, której zadaniem jest ustalenie rodziców lub opiekunów oraz okoliczności porzucenia dzieci.

Tagi:
okno życia

W Szczecinku otwarto Okno Życia

2018-04-16 08:15

xwp / Szczecinek (KAI)

W Szczecinku otwarto Okno Życia. Jest to trzecie takie miejsce, po Koszalinie i Słupsku, w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, a 64. pod patronatem Caritas w całej Polsce. - Okno Życia jest szansą na uratowanie człowieka - powiedział bp Edward Dajczak, który 15 kwietnia je pobłogosławił.

Graziako
Zdjęcie ilustracyjne

Impulsem do otwarcia okna był dramat, który wydarzył się w Szczecinku w ubiegłym roku. 10 października, obok garaży na osiedlu przy ul. Armii Krajowej, znaleziono porzucone dziecko. Mimo szybkiej akcji lekarzy w Szczecinku, a potem w Koszalinie, noworodka nie udało się uratować.

- Postanowiliśmy więc stworzyć tu miejsce, w którym takie dziecko mogłoby zostać ocalone - mówi ks. Tomasz Roda, dyrektor Caritas Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej.

Okno zostało zainstalowane w klasztorze sióstr niepokalanek, który znajduje się niedaleko szczecineckiego szpitala.

- Z jednej strony każde dziecko jest przez nas tutaj oczekiwane. Z drugiej strony chciałybyśmy, żeby takich wypadków było jak najmniej - mówi s. Zita, przełożona klasztoru.

Procedury funkcjonowania Okna Życia są ściśle określone. Gdy dziecko w oknie się pojawi, siostry powiadamiają szpital. Ten wysyła zespół, który je odbiera oraz powiadamia policję. Uruchamia się cała procedura prawna, w którą zaangażowany jest sąd. Dziecko otrzymuje rodzinę zastępczą, która do czasu wyjaśnienia spawy opiekuje się nim. Matka, zostawiając dziecko, ma bowiem czas na refleksję, po której dziecko może do niej wrócić.

- Takie miejsce jest szansą na uratowanie człowieka. To przede wszystkim się liczy. Dzisiaj bardzo często padają piękne słowa o człowieku, jego wolności, prawach, ale to wszystko nic nam nie pomoże, jeśli nie zaczniemy zachwycać się wartością życia. Kiedy ginie człowiek, to zawsze jest nieszczęściem, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z kimś wielkim, działającym w świecie, czy z kimś malutkim, niepozornym, ale przecież też człowiekiem. Okno Życia jest miejscem nadziei - powiedział biskup koszalińsko-kołobrzeski podczas uroczystości otwarcia Okna.

Patronką Okna Życia w Szczecinku została Służebnica Boża Stanisława Leszczyńska. Ta zmarła w 1974 roku pielęgniarka i położna, będąc więźniarką obozu zagłady w Auschwitz, odebrała w nim ok. 3 tys. porodów. Robiła to wbrew zakazom władz obozowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W ciszy słychać najlepiej

2018-04-18 11:44

Agnieszka Dziarmaga
Niedziela Ogólnopolska 16/2018, str. 26-29

Miejsce pod Łysicą w pobliżu źródełka św. Franciszka, przytulone do pachnącej żywicą ściany Puszczy Jodłowej. Turyści i pielgrzymi wchodzą tędy na owiany tajemnicą Łysiec w Górach Świętokrzyskich. Święta Katarzyna –to miejsce wybrały sobie ponad 200 lat temu bernardynki klauzurowe. A może legendarne uroczysko wybrało sobie mniszki za osadniczki?

T. D.
Matka przełożona dogląda plonów w przyklasztornym ogrodzie

Wiosną, gdy przekwitną leszczyny i zazielenią się łąki, zaludnia się szlak na Łysicę. Niektórzy mają szczęście podpatrzeć mniszki pracowicie gracujące grządki w ogrodzie (który rozsławił je w okolicy), a nawet sprawnie jeżdżące na traktorze. Gospodarstwo sióstr to rzecz wymagająca. Jednak istotą tego pracowitego życia, spędzanego w klasztornych murach i otaczającym je ogrodzie do ostatniego oddechu, pozostaje modlitwa. I więź z Jezusem, której wciąż i wciąż im za mało.

Z Drzewicy do puszczańskiego eremu

Bernardynki posługują wyłącznie w Polsce, a w Świętej Katarzynie od 1815 r. Obowiązująca klauzura konstytucyjna nakłada na to skromne, pracowite i przemodlone życie określone reguły. Oficjalna nazwa zakonu brzmi: Mniszki Trzeciego Zakonu Regularnego św. Franciszka z Asyżu.

Korzenie duchowości i historii bernardynek to Trzeci Zakon św. Franciszka. Powstanie bernardynek jest związane z działalnością w Polsce św. Jana Kapistrana. Siostry były najpierw tercjarkami. Wspólnotowe życie zamknięte, jeszcze nie w pełni klauzurowe, podjęły w 1459 r. w klasztorze na krakowskim Stradomiu. W XVI wieku istniało już ponad 30 domów żeńskich w Polsce. W 1561 r. Pius II dla pierwszych sióstr żyjących w klauzurze nadał pierwsze ustawy połączone ze ślubami. Nowelizacje ustawowe następowały z nadania kolejnych papieży – Mikołaja IV i Leona X. Początki klasztoru drzewickiego – macierzystego dla św. Katarzyny – to z kolei 1626 r. Gdy klasztor w Drzewicy spłonął, siostry tułały się po dworach szlacheckich i doświadczały z całym narodem klęsk powstańczych; były to trudne czasy popowstaniowe. 19 lipca 1815 r. decyzją kapituły w Paradyżu i z nadania biskupa de Boża Wola Górskiego siostry osiedliły się w Świętej Katarzynie. Do klasztoru pod Łysicą przybyło 8 sióstr. Miejsce było niezwykłe, na poły owiane legendą. Nazywały je eremem. Pierwszy kościół miał wznieść, z pomocą bernardynów, Włocławek – dawny rycerz Jagiełły, który zapragnął życia pustelniczego, a zarazem szukał schronienia dla figurki św. Katarzyny, którą przywiózł z Ziemi Świętej. Kościół i klasztor Bernardynów erygował bp Jan Rzeszewski w 1478 r. Zabudowania niejednokrotnie niszczyły pożary, m.in. w 1847r., co wymuszało przebudowę obiektu.

„Partyzantka”, oświata, nowinki

Bernardynki osiadłe w Świętej Katarzynie, pomimo nękających ich dom pożarów, nie opuściły nowej siedziby i odbudowały klasztor z kościołem. W 1864 r. klasztor został uznany za etatowy – we wspólnocie mogło być do 14 sióstr. W 1905 r. wraz z ukazem tolerancyjnym otwarto nowicjat dla 6 sióstr. W 1920 r. było ich już 20.

Do II wojny światowej klasztor utrzymywał się z jałmużny oraz z posagów, które wnosiły kandydatki pochodzące ze szlacheckich lub mieszczańskich rodzin. Siostry na co dzień oddawały się przede wszystkim modlitwie, wykonywały prace domowe, specjalizowały się w hafcie, natomiast sprawy gospodarcze prowadzili tercjarze przy klasztorze.

II wojna światowa nie ominęła klasztoru, który po części, od strony gospodarczej, zajęli Niemcy. M. Bernarda Karmańska, doskonale władająca niemieckim, potrafiła stworzyć pozory względnie poprawnych relacji, które były przykrywką dla udzielania pomocy partyzantom. I tak tercjarki, idąc po wodę do źródełka św. Franciszka, w konewkach dostarczały zupę polskim partyzantom... Klasztor nie uniknął represji, w tym rewizji. Czasy PRL-u stwarzały kolejne zagrożenia, ale powoli do zakonu wkraczały nowinki – m.in. podłączenie energii elektrycznej w latach 50. ubiegłego wieku wniosło spore zmiany w codzienne życie sióstr.

W okresie powojennym siostry z pomocą tercjarek prowadziły szkołę dla dziewcząt, która funkcjonowała jeszcze w latach 60. XX wieku. Placówka stanowiła kontynuację inicjatyw przedwojennych i łączyła się z misją bernardynek. – Bernardynki, gdy przybyły do eremu pod Łysicą, przywiozły ze sobą kilka dziewcząt, którym udzielały nauki w Drzewicy. Tutaj liczba ich wzrosła do dziewięciu – wyjaśnia s. Krystyna. O formalnej szkole można mówić w zasadzie od 1925 r. Uczennice – dziewczęta głównie z chłopskich rodzin – uczyły się prac domowych: gotowania, szycia, haftu, materiałoznawstwa, poznawały podstawy języka polskiego i, co może najważniejsze – uczyły się budować relacje międzyludzkie, żyć wiarą. Siostry do dzisiaj wspominają imiona nauczycielek zapisanych w dziejach szkoły: s. Emanuela, s. Asumpta, s. Piusa, s. Koleta, s. Hiacynta czy niezapomniany nauczyciel historii Bolesław Skrzeczyna. Doskonale pamięta tamte czasy 91-letnia dziś s. Piusa, która pracowała w księgowości i pomagała w szkole.

Gdy otworzono świecką szkołę w Świętej Katarzynie, placówka sióstr została zamknięta (1962 r.), ale jeszcze do dzisiaj zjawiają się u furty dawne wychowanki, by dziękować i ciepło wspominać pobierane tutaj nauki, tak jak p. Maria, mieszkanka Michniowa, która zachowuje w pamięci jasełka, przedstawienia. Stanisław Rembowiecki (obecnie mieszkaniec Nowej Soli) wspomina gospodarskie i kulinarne talenty swojej mamy – absolwentki szkoły sióstr, która wspaniale potrafiła ugotować coś z niczego.

Wpływ na klasztorne życie miały także zmiany posoborowe, skutkujące z jednej strony reformą liturgii – wprowadzeniem do niej języka polskiego, ale i rezygnacją z wyposażania kandydatek w wiano, wreszcie udoskonalaniem warunków życia w klasztorze (rewolucją było choćby założenie centralnego ogrzewania; w klasztorze w całości zbudowanym z kamienia utrzymywała się przejmująca wilgoć, opał był drogi, pomieszczenia – wciąż niedogrzane).

Świat puka do furty

Czy krata odgrodziła siostry od świata i jego spraw? Absolutnie, znają je jak mało kto, jak wytrawne socjolożki i psycholożki, bo dzisiejszy, zapędzony i goniący za sukcesem świat wciąż wyrzuca na margines tych, którzy nie nadążają. Jest ich dużo, bardzo dużo, coraz więcej. To oni dzwonią do klasztoru i proszą o chwilę rozmowy, pukają do furty, gdzie cierpliwie wysłuchuje ich s. Krystyna, piszą maile. Młodzi, coraz więcej młodych. Problemy? Siostra przełożona Tadeja Strona wylicza wszelkiego rodzaju uzależnienia, które ich uwięziły: od alkoholu, narkotyków i używek po zniewolenie przez seks i Internet. Wiele młodych małżeństw prosi także o wymodlenie wyczekiwanego poczęcia dziecka. Wielu rozmówców tak niewiele sobie obiecywało po wizycie w klasztorze, wielu trafiło tutaj niespodziewanie, a potem dziwią się, że doznali uzdrowienia, że „tego rodzaju rzeczy można usłyszeć u sióstr”...

W Polsce nadal panuje silna wiara w skuteczność modlitwy sióstr bernardynek. – Choć żyjemy za kratą, poza światem – dla Pana Jezusa i z jak najczęstszą modlitwą, której tak bardzo pragniemy – to zewnętrzny świat przychodzi do nas z intencjami, rozmowami, w listach. Szczególnie młodzi ludzie tak bardzo potrzebują kontaktu, uwagi, rozmowy – mówi matka przełożona.

Siostry poznają także ten zewnętrzny świat przez kościół klasztorny pw. św. Katarzyny, w którym modlą się parafianie i turyści. Przypatrują się im z klauzurowego chóru. Są organistkami, zakrystiankami, dbają o kwiaty i bieliznę kościelną, starają się sprostać zainteresowaniu ze strony turystów. W świecie poza murami klasztoru mniszki są w pewnym sensie obecne przez owoce swojej pracy: słynne na całą Polskę hafty, kwiaty z ogrodu, sad i warzywniak (obdarzają one mnóstwem plonów, które są potem przerabiane w klasztornej kuchni), miody z własnej pasieki. Jedna z sióstr jest absolutną specjalistką w harmonijnej współpracy z pszczołami. Dzisiaj ogród – w którym gościłam nie raz i rozkoszowałam się widokiem kolekcji róż, podziwiałam wypieszczone szklarnie, czereśniowe drzewa, zagony bobu i szpinaku – to gospodarstwo na własne potrzeby, choć jeszcze do lat 80. XX wieku funkcjonowała tu szklarnia z pomidorami i nowalijkami. Pamiętam, jak śp. bp Kazimierz Ryczan opowiadał, jaki to specjał: zsiadłe mleko i placki ziemniaczane z klasztornej kuchni...

Tajemnica i zaproszenie

W Świętej Katarzynie posługuje dziś 26 sióstr w wieku od 33 do 91 lat. Potrzeba im młodych, modlą się o powołania, których spadek dotyka większość zakonów i zgromadzeń, tak jak niż demograficzny dotyka polskie szkoły. A powołanie? To zawsze zaproszenie i tajemnica, to wybór – jak mówią – „większej miłości”.

S. Kamila, góralka, od dawna czuła, że to jest to; przez znajomego księdza i jego opowieści poznawała charyzmat i to tajemnicze, z pozoru inne życie. Nudne? – Każdą minutę mamy zagospodarowaną, każda jest na wagę złota, tym bardziej że nas tak ciągnie do Pana Jezusa... Każda z nas jest nabrzmiała tymi intencjami, ludzkimi prośbami, a że mamy to szczęście, iż Jezus jest w zasięgu naszych rąk, to biegniemy do Niego – opowiada matka przełożona.

– „Pójdź za Mną, jeśli chcesz” – te słowa Jezus nieustannie zasiewa w ludzkim w sercu, zasiał je również w moim. Dla mnie być powołaną to być w drodze, na której wybieram bycie z Jezusem, mając pewność, że On mnie uprzedza – tłumaczy s. Kamila. – Uprzedza mnie swoim słowem, które codziennie kształtuje moją tożsamość i posłannictwo w życiu klauzurowym. Jego gesty miłości, które odkrywam, pochylając się nad słowem Bożym, przemieniają mnie i zanurzają w pięknie Jezusowego człowieczeństwa. Ukazują mi, że 30 lat ukrytego życia Jezusa to ukłon Boga Ojca w stronę mojej codzienności, która również jest niewidoczna dla świata, jest cicha, prosta, ukryta za murami – wyjaśnia.

Codzienne życie

Pobudka jest o godz. 5 rano, 20 minut później siostry w kaplicy modlą się Liturgią Godzin i modlitwą myślną. Po półgodzinnej przerwie – Msza św., którą odprawia ksiądz kapelan. Po śniadaniu mniszki rozchodzą się do swoich prac: w pralni, prasowalni, kuchni, na furcie  w zakrystii, w infirmerii, ogrodzie, sadzie, gospodarstwie, przy hafcie i w sekretariacie. Praca trwa do 11.45. W południe – „Anioł Pański”, Liturgia Godzin, Koronka do Miłosierdzia Bożego, intencje danego dnia. Od 12 do 12.30 trwa odbywany w milczeniu obiad (milczenie znoszą tylko święta kościelne lub imieniny którejś z sióstr). Potem poobiednie prace do ok. 16.25. Wówczas rozpoczyna się blok modlitw popołudniowych.

Już o godz. 16.30 siostry gromadzą się na Nieszpory i półgodzinną medytację. O 17.30 jest kolacja, zaś o 18 – nabożeństwo z modlitwą różańcową lub Msza św. w kościele. Kompleta – modlitwa na zakończenie dnia trwa mniej więcej do godz. 19. Wszelkie zajęcia indywidualne kończą się o 21 i nad wspólnotą klauzurową zapada cisza nocna.

Od kilku lat w ten cykl siostry włączyły codzienną godzinną, odbywaną indywidualnie, adorację Najświętszego Sakramentu oraz intencje Kościoła, Ojca Świętego, wskazania roku duszpasterskiego i te indywidualne, ludzkie. Dużo tej modlitwy...

Za murami klasztoru czas płynie inaczej. W ciszy, rytmicznie, z określoną dyscypliną. Jakąś cząstką siebie każdy z nas zazdrości tego czasu wygospodarowanego na modlitwę, tej szansy na spojrzenie w głąb siebie, tego ogrodu pięknego jak marzenie wiosną i latem, a zimą przygarniającego wszelkie ptactwo z Puszczy Jodłowej. Zazdrościmy zdrowej kuchni bez ulepszaczy, normalnego czasu pracy, odpoczynku, snu. I ciszy. I zespolenia z Jezusem, najwyższym Dobrem, i niewahającej się przed niczym – pewności. Siostry wybrały najlepiej.

Kontakt:
Klasztor sióstr Bernardynek klauzurowych
ul. Kielecka 2, Święta Katarzyna, 26-010 Bodzentyn
tel. 41 311 22 19, e-mail: sbernardynki@gmail.com, https://bernardynkiklauzur.wixsite.com/swietakatarzyna

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Bible-ing w Częstochowie

2018-04-22 17:58

Ks. Mariusz Frukacz

„Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym”, pod takim hasłem na zakończenie Tygodnia Biblijnego odbył się 22 kwietnia w archidiecezji częstochowskiej Bible-ing, czyli medytacja Słowa Bożego na ulicach miasta.

Ks. Mariusz Frukacz

Organizatorem tegorocznego Bible-ingu był m.in. Zespół ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Częstochowskiej.

W Częstochowie w wydarzeniu wzięło udział ponad 50 osób, które najpierw o godz. 15. 00 spotkały się na modlitwie na placu przykościelny przy parafii św. Jakuba, by następnie udać się w różne miejsca w centrum miasta.

Zobacz zdjęcia: Bible-ing w Częstochowie

Bible-ing to piętnastominutowa medytacja Pisma Świętego w zupełnej ciszy. W rozmowie z „Niedzielą” Karol Jakubczyk, który uczestniczył w Bible - ngu po raz pierwszy zaznaczył, że to dla niego bardzo ciekawe doświadczenie. - Uważam, że Pismo Święty ma duży wpływ na nasze życie. Czasem odnajduję w nim coś, co naprawdę chwyta za serce – powiedział Karol Jakubczyk.

Natomiast siostra Ewelina Dudzik, zmartwychwstanka, dodała: „Obecność nasza z Pismem Świętym w centrum miasta jest jakimś znakiem dla tych, którzy przechodzą obok nas. Jest to niezwykła okazja do dania świadectwa o obecności Chrystusa w tej przestrzeni, w której żyjemy na co dzień. Ludzie przechodzący zatrzymują się i czasem pytają o naszą wiarę”.

- Każdego roku w Bible-ingu uczestniczą nowe osoby i jest ich coraz więcej. Ci, którzy wcześniej doświadczyli czegoś ważnego podczas Bible-ingu w poprzednich latach przyprowadzają tutaj swoich bliskich, znajomych i przyjaciół – podkreśliła Agnieszka Armacińska, rzeczniczka Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Częstochowskiej.

Zdaniem Agnieszki Armacińskiej „to jest niezwykła atmosfera działania Słowa Bożego”. - Radością dla nas jest również to, że osoby, które przechodzą obok nas to czasem się zatrzymują, by wspólnie pomodlić się, albo też porozmawiać o wierze – dodała rzeczniczka Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Częstochowskiej.

Również ks. Michał Krawczyk z Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji powiedział, że „to, co rozważamy i czym chcemy żyć, to trzeba z tym słowem iść do innych i nim ich obdarować”.

Uczestnicy Bible-ingu w Częstochowie rozważali Ewangelię o Dobrym Pasterzu (J 10, 11-18).

Wydarzenie odbyło się również w Radomsku (Plac 3-go Maja), Wieluniu (Plac Legionów) i Zawierciu ( ul. Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego 2 - przy fontannach).

M. in. w Bible-ingu w Wieluniu wziął udział również bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.

Pierwszy raz Bible-ing odbył się na ulicach Częstochowy 20 kwietnia 2013 r. z inicjatywy nazaretanki, siostry Goretti Jach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem