Reklama

Sklep sakralny

Kard. Müller: kongregacja musi bronić wiary przed herezjami, schizmami i innymi wykroczeniami

2017-10-03 10:46

tlum. st (KAI) / Watykan / KAI

Katarzyna Cegielska

W ostatnim okresie wielkiemu ożywieniu uległa dyskusja na temat adhortacji apostolskiej Papieża Franciszka „Amoris laetitia”, związana między innymi ze zgłaszanymi przez czterech kardynałów wątpliwościami, a także pojawieniem się „synowskiej korekty”. O sprawach tych rzymski korespondent „National Catholic Register”, Edward Pentin rozmawia z emerytowanym prefektem Kongregacji Nauki Wiary, kard. Gerhardem Ludwigiem Müllerem.

NCR: Eminencjo, w minionym miesiącu donoszono, że od 2013 r. nie podjęto żadnych działań przeciwko teologom nieortodoksyjnym. Czy to prawda?

- Ta obserwacja nie jest poprawna. Podejście Kongregacji Nauki Wiary od czasu zmian Soboru Watykańskiego II to po pierwsze krzewienie wiary – a po drugie obrona wiary. W niektórych przypadkach działamy jako trybunał w sprawie wykroczeń przeciwko wierze i moralności. Ale w czasie, gdy kierowałem tą dykasterią, były przypadki, w których najpierw rozmawialiśmy z niektórymi teologami, aby rozwiązać problemy po bratersku. Myślę jednak, że nie ma absolutnej zmiany roli Kongregacji. Musi ona nadal bronić wiary przed herezjami, schizmami i innymi wykroczeniami przeciwko jedności Kościoła i świętości sakramentów, zgodnie z konstytucją apostolską „Pastor Bonus” (1988).

NCR: Czy zatem w okresie minionych pięciu latach nie było – przynajmniej publicznie - przypadków teologów nieortodoksyjnych, przywoływanych do porządku?

Reklama

- W ciągu minionego roku często wysuwano wobec nas zarzuty, należące do anachronicznego spojrzenia na Kongregację Nauki Wiary, nie mające nic wspólnego z jej rolą i pracą w czasach współczesnych. Istniała grupa tak zwanych działaczy progresywnych, kierujących przeciw nam propagandę twierdzących, że istnienie Kongregacji jest powrotem do czasów Inkwizycji. Są to stare obsesje z roku '68. Teraz ci sami ludzie mówią, że odnieśli sukces, interweniując u swego „papieża”, że Kongregacja nie wykonuje swojej pracy, ale to nie prawda. Zajmowaliśmy się pewnymi przypadkami związanymi z problematycznymi poglądami i teologami. Na przykład w niektórych, nielicznych przypadkach nie mogliśmy dać „nihil obstatat”.

NCR: Czy może Ksiądz Kardynał podać jakieś przykłady teologów, którzy byli dyscyplinowani przez ostatnie kilka lat, być może o których nie słyszeliśmy?

- Nie, nie mogę wymieniać nazwisk, ponieważ są one objęte tajemnicą papieską, ale moje wrażenie na temat sytuacji w ciągu ostatnich pięciu lat jest takie, że rola Kongregacji nie uległa zmianie.

NCR: W trakcie tego pontyfikatu wiele razy mówiono, że Kongregacja uległa degradacji, a nawet została wyizolowana. Zamiast tego Ojciec Święty woli konsultować się z doradcami, takimi, jak jego bliski przyjaciel arcybiskup Victor Fernandez, rektor Papieskiego Argentyńskiego Uniwersytetu Katolickiego w Buenos Aires. Czy takie osoby kierują doktryną, a Kongregacja Nauki Wiary jest odsunięta na boczny tor?

- Słyszałem, że Papież jest bliski pewnych teologów, ale nie mogą oni twierdzić, że są autorytatywnymi interpretatorami Ojca Świętego. Jeśli na przykład arcybiskup Fernandez składa oświadczenie, to ma ono znaczenie tylko prywatne. Nie ma ono większej wagi niż oświadczenia innych biskupów - a na pewno dla całego Kościoła, nie ma władzy magisterium - a więc nie ma dla mnie większego autorytetu, niż jakikolwiek inny głos teologiczny.

NCR: Ale jeśli współpracuje on w pisaniu takiego na przykład papieskiego dokumentu jak „Amoris laetitia”, jak pokazują dowody, to czy jego poglądy stają się autorytatywne?

- Nie wiem, czy był on współpracownikiem przy pisaniu ósmego rozdziału „Amoris laetitia” (bardzo kontrowersyjny rozdział dotyczący, między innymi, umożliwienia przystępowania do Komunii Świętej osobom rozwiedzionym, które zawarły nowy związek cywilny, w niewielkiej liczbie przypadków szczególnych). Jest to tekst papieża, a nie Victora Fernandeza czy jakiegoś innego współpracownika. Dokumenty nauczycielskie są wytworem procesu przygotowania teologicznego. Dawniej otrzymywaliśmy nazwiska teologów, którzy sporządzili projekt dokumentu lub dodali do niego jakieś punkty czy refleksje. Ale ostatecznie decydujący jest autorytet Papieża. Adhortacja apostolska Papieża Franciszka, i wszystko, co mówi odnośnie do doktryny, ma autorytet nauczycielski. Jest wiążąca według zakresu tej konkretnej deklaracji. Nie zawiera żadnego „nowego dogmatu”, ale jest raczej wykładem dogmatu, którego Kościół zawsze się trzymał i nauczał.

W „Amoris laetitia” nie ma nowej doktryny lub wyjaśnienia pewnych kwestii prawnych doktryny, ale akceptacja doktryny Kościoła i sakramentów. Jedyną kwestią jest ich stosowanie duszpasterskie w sytuacjach nadzwyczajnych. Papież nie zmieni i nie może zmienić ani doktryny, ani sakramentów. Chce natomiast pomóc małżonkom żyjącym w bardzo trudnych sytuacjach, jako dobry pasterz, ale w zgodzie ze słowem Bożym.

NCR: Ksiądz Kardynał mówi, że nie zna powodów, dlaczego Papież nie ponowił jego kadencji jako prefekta, ale może to dlatego, że istnieje fala nieprawowierności na najwyższych poziomach, a Wasza Eminencja do tego nie pasuje, bo jest uważany za ortodoksyjnego? Poza tym mamy „Amoris laetitia” i interpretację Księdza Kardynała tego dokumentu, różniącą się od interpretacji najbliższych doradców Papieża oraz w świetle jego wypowiedzi na ten temat - bardzo możliwe samego Papieża. Czy to może być przyczyną zakończenia kadencji Waszej Eminencji?

- Nie wiem, ponieważ nie podano mi żadnego wyjaśnienia. Papież widział mnie tylko na rutynowej audiencji prywatnej, pod koniec mojej kadencji, w celu omówienia prac Kongregacji i powiedział: „To wszystko”. Wszystkie inne wyjaśnienia w mediach są spekulacjami. To prawda, że jakiś czas temu Papież powiedział mi, że niektórzy z jego „przyjaciół” mówili jemu, że „Müller jest wrogiem Papieża”. Przypuszczam, że były to oskarżenia anonimowe, a anonimowość oskarżycieli sugeruje, że nie byli przygotowani do wyłożenia swoich argumentów w świetle szczerej i otwartej dyskusji. Wykorzystywanie tak podstępnych taktyk zawsze szkodzi życiu Kościoła i funkcjonowaniu Kurii. Patrząc na historię, widzimy, że dwory są często niszczone przez takie intrygi, a jest to coś, co sam Papież potępił bardzo mocno, jako wieloletnie zło w Kurii Rzymskiej. Zapewniał mnie, że nie należy wierzyć takim plotkom.

Dla dobra Kurii i Kościoła powinien być otwarty dialog. Muszę oddalić wszelkie oszczerstwa jakie zrodziły się w niektórych organach prasowych, albo pewnych kręgach ultramontańskich i „watykanistów” oraz tej anonimowej grupy fałszywych przyjaciół wokół Ojca Świętego, którzy zakwestionowali moją lojalność. Przez całe moje życie jako kapłan, teolog i biskup, pracowałem dla królestwa Boga i Jego Świętego Kościoła. A przedstawienie mnie jako wroga Następcy św. Piotra jest zupełnie szalone i niesprawiedliwe.

Podczas pontyfikatu Jana Pawła II i Benedykta XVI, jako teolog i biskup byłem oskarżany przez ludzi o postawie anty-rzymskiej o bycie zbyt blisko Papieża i nie zachowywanie krytycznego dystansu wobec Rzymu. To z pewnością ironiczne, że ci sami ludzie oskarżają mnie o to, że jestem wrogiem Papieża. To co widzimy, to oczywiście zachowanie oportunistyczne. Obecnie największym zagrożeniem dla Papieża są ci oportuniści, karierowicze i fałszywi przyjaciele, którzy troszczą się nie o dobro Kościoła, ale o swoje własne interesy finansowe i swój awans.

NCR: Czy Wasza Eminencja uważa, że Papież jest słabo informowany przez tych ludzi wokół niego, czy też usunięcie Księdza Kardynała jest przejawem jego własnej woli?

- Nie wiem. Jak już powiedziałem, nie otrzymałem żadnego wyjaśnienia mojej dymisji, a źle byłoby spekulować na ten temat. Ale stanowczo zachowuję moją wierność wobec Papieża Franciszka, któremu poświęciłem się jako lojalny współpracownik. W tym roku upamiętnienia rewolucji protestanckiej przeciw prymatowi Świętego Kościoła Rzymskiego opublikowałem studium historyczne i teologiczne dotyczące misji Papieża jako Następcy św. Piotra. Nie jestem więc nieświadomy znaczenie papiestwa w Kościele Jezusa Chrystusa. Ważną jest to, że musimy kochać Kościół, ponieważ jest on Oblubienicą Chrystusa. Kochanie go oznacza, że czasami musimy cierpieć wraz z nim, ponieważ w swoich członkach nie jest on doskonały i dlatego pozostajemy wierni pomimo rozczarowań. W ostateczności liczy się to, jak wyglądamy w oczach Boga, a nie to, jak postrzegają nas ludzie.

NCR: Kiedy Ksiądz Kardynał był prefektem Kongregacji Nauki Wiary pojawiły się doniesienia, że dykasteria ta nanosiła poprawki do różnych projektów papieskich dokumentów, szczególnie „Amoris laetitia”, ale także adhortacji apostolskiej „Evangelii gaudium”, ale zostały one zignorowane.

- Nasza Kongregacja nie ma prawa, by poprawiać Ojca Świętego – to jest bardzo jasne, ale zawsze pierwsze projekty muszą mieć oficjalny komentarz Kongregacji. Jeśli chodzi o „Amoris laetitia”, nie wiem, kto dokonał ostatecznej redakcji (redakcji końcowej), ostatnich poprawek lub edycji.

NCR: Czy przeszkadza Waszej Eminencji, że wasze poprawki do tych dokumentów zostały zignorowane?

- Nie wszystkie były pomijane - Ojciec Święty nie jest zobowiązany do akceptowania naszych poprawek, ale nie wiem, kto dokonał syntezy wszystkich tekstów i przyniósł je do Ojca Świętego. Gdyby tak było, to ci, którzy sporządzili pierwszy projekt, dokonali również ostatecznej redakcji i zdecydowali, czy zaakceptować sugestie, czy też nie, to nie byłoby to w porządku. Ojciec Święty nie może samodzielnie osobiście wypracowywać różnych sugestii tej czy też innych kongregacji, innych teologów. Ma On prawo swobodnie zapytać kogokolwiek. Jeżeli jesteś teologiem kongregacji i jesteś proszony przez Ojca Świętego o sporządzenie projektu, to trzeba odróżnić między twoją osobistą teologią, a tym co wyjdzie, aby to był dokument papieskiego magisterium. Trzeba być bardzo pokornym w przygotowywaniu tekstu, zawsze ostrożnym, aby nie wykorzystywać okazji do wprowadzenia własnego osobistego punktu widzenia i chwalenia samego siebie czy pozwalania, aby nas celebrowano jako słynnego doradcę Papieża. Im bardziej jesteśmy odpowiedzialni, tym bardziej musimy być dyskretni.

NCR: Biorąc pod uwagę pomniejszenie roli Kongregacji, dlaczego nadal jest ona ważna? Jeśli została pozbawiona głównej roli, to dlaczego jest konieczna?

- W obecnej atmosferze Kościoła Katolickiego istnieje wiele uprzedzeń przeciwko Kongregacji, w oparciu o błędne przekonania i mity. Dla niektórych osób wzmianka o Kongregacji Nauki Wiary przywołuje obrazy filmów hollywoodzkich o Inkwizycji, paleniu na stosie itp. To co wydarzyło się, lub nie wydarzyło się wiele wieków temu jest pytaniem dla historyków, ale nie ma żadnego związku z dzisiejszą pracą Kongregacji, ponieważ jej zadaniem jest wspieranie Ojca Świętego w jego misji w roku 2017. Ale niektórzy ludzie nie rozumieją, czym jest konsystorz wszystkich kardynałów i nie rozumieją nauczania teologicznego, które stanowi podstawę Kurii Rzymskiej. Nie jest to tylko aparat funkcjonalny czy biurokracja.

Kardynałowie reprezentują Święty Kościół Rzymski. Papież jest zwierzchnikiem Kościoła Rzymskiego, który jest ecclesia principalis (głównym Kościołem) w komunii wszystkich diecezji, biskupów i Kościołów na całym świecie.

Z biegiem czasu ta grupa rzymskich duchownych, zaczęła służyć nie tylko diecezji rzymskiej, ale również włączyła się w posługę Ojca Świętego dla całego Kościoła. Z biegiem czasu, gdy dokonywała się ewolucja tego ciała ważnych duchownych Kościoła rzymskiego, kardynałowie tworzyli kolegium. Obecnie mają ważną rolę dokonywania wyboru Papieża oraz bycia jego głównymi doradcami i współpracownikami.

W XVI wieku istniał podział obowiązków, dzięki czemu jednej grupie powierzono nadzór doktryny, innej nominacje przyszłych biskupów, jeszcze innej sprawy liturgii. Kiedy jednak rozpatrujemy misję Kościoła, to jasne, że Kongregacja Nauki Wiary jest najważniejsza, ponieważ misją Kościoła jest głoszenie Ewangelii prawdy objawienia.

Ojciec Święty, jako następca św. Piotra, musi jednoczyć Kościół. Jego misją i zadaniem jest głoszenie: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16,16). Wszystkie inne prawdy są zawarte w tej rzeczywistości chrystologicznej, w relacji do Trójjedynego Boga i w objawieniu Chrystusa dla nas jako Odkupiciela całej ludzkości. Dlatego też Kongregacja jest tak ważna dla Ojca Świętego. Wypełnia on swą misję przy pomocy Świętego Kościoła Rzymskiego w tej formie Kongregacji w skład której wchodzi 25 kardynałów, kilku biskupów, personel pracujący i wielu konsultorów.

NCR: Czy uważa Ksiądz Kardynał, że to zostało zatracone?

- Nie zatraciło się, ale obawiam się, że nie ma jasnej wizji statusu eklezjologicznego Kościoła Rzymskiego w formie Kongregacji Kardynałów i Kurii Rzymskiej. Niektórzy uważają, że Papież może osobiście robić wszystko, cokolwiek chce, ponieważ jest suwerenem absolutnym, ale to nie jest prawda.

NCR: Jest On „Sługą Sług Bożych”.

- Tak to prawda a rola Papieża jako głowy Państwa Watykańskiego nie ma nic wspólnego z Papieżem jako widzialną głową Kościoła, fundamentem jedności Kościoła w prawdzie objawionej. Niezależność Papieża od władzy światowej jest konieczna dla jego misji, ale nie jest on niezależny od prawa moralnego. Jest on faktycznie pierwszym interpretatorem naturalnego prawa moralnego.

Jako pierwszy i ostatni, najwyższy interpretator tego objawienia Boga w Jezusie Chrystusie, nie jest on wyizolowaną osobą, ale głową Kościoła rzymskiego - i dlatego opiera się on na wykwalifikowanej i zaangażowanej współpracy Kościoła Rzymskiego w postaci kardynałów i dykasterii Kurii Rzymskiej.

NCR: Czy Wasza Eminencja uważa, że owocami tego pomniejszenia roli Kongregacji Nauki Wiary oraz papiestwa jest na przykład ten chaos i zamieszanie, biskupi mający inne, a niektórzy teologowie twierdzą, że wręcz heretyckie interpretacje „Amoris laetitia”? Czy dzieje się tak z powodu tej ignorancji lub braku szacunku dla tego czym jest Kościół?

- Myślę, że nie należy obwiniać Papieża za to zamieszanie, ale ma on władzę od Jezusa Chrystusa, aby je przezwyciężyć. Papież, jako biskup pierwszego Kościoła apostolskiego w ogólnoświatowej komunii Kościołów Katolickich, jest trwałą i widzialną zasadą i fundamentem jedności wiary i komunii („Lumen Gentium” 18).

NCR: Jest on znany z tego, że zwraca szczególną uwagę na media, a więc musi wiedzieć, co się dzieje. Czy zatem nie jest on zobowiązany do tego, aby to naprawić, w interesie jedności Kościoła, i że ta odpowiedzialność spoczywa na nim i tylko na nim?

- Nie chcę go krytykować publicznie ani prywatnie. Ale mogę swobodnie powiedzieć, to co uważam, że jest dla dobra Kościoła. Jako prefekt Kongregacji miałem kilka wystąpień w moim biurze, w których wyjaśniłem, że jedyną prawdziwą i poprawną interpretacją „Amoris laetitia” - która jako całość jest bardzo dobra i na korzyść małżeństwa - jest interpretacją prawowierną, przez co chcę powiedzieć: jest zgodna z Pismem Świętym, tradycją apostolską i decyzjami definitywnymi magisterium papieskiego i biskupiego, które są nieprzerwane aż do chwili obecnej. Nigdzie w „Amoris laetitia” nie wymaga się od wiernych, aby wierzyli w cokolwiek, co byłoby sprzeczne z dogmatem, ponieważ nierozerwalność małżeństwa jest bardzo wyraźna. Jedyne pytanie brzmi, czy w niektórych przypadkach prawdziwe małżeństwo istnieje w obecnym kontekście, w kulturze, w której definicja małżeństwa różni się znacznie od tego, czego naucza Kościół.

NCR: Czy nie jest problem, że Papież wyraża własną interpretację, która wydaje się sprzeczna z prawowierną interpretacją, którą przedstawił Wasza Eminencja, na przykład jego list do biskupów argentyńskich i jego pochwały dla biskupów maltańskich?

- W przypadku listu do biskupów argentyńskich, jeśli Papież pisze list osobisty i prywatny, to nie jest on oficjalnym dokumentem doktrynalnym.

NCR: Ale został on umieszczony na stronie internetowej Watykanu.

- Strona internetowa Watykanu ma pewne znaczenie, ale nie ma autorytetu nauczycielskiego, a jeśli popatrzymy na to, co napisali w swojej dyrektywie biskupi argentyńscy, można to interpretować w sposób prawowierny.

NCR: Aby wrócić do Kongregacji Nauki Wiary, jak zdaniem Księdza Kardynała powinna być ona przywrócona do swych określonych celów? Jak chciałaby Wasza Eminencja, by to czynić pod kierownictwem nowego prefekta, arcybiskupa Luisa Ladarii?

- Teologicznie arcybiskup Ladaria i ja mamy absolutnie takie samo rozumienie wiary katolickiej i teologii, ponieważ odwołuje się on do wielkich Ojców Kościoła i teologów i jest zorientowany ku podstawom Pisma Świętego, Słowa Bożego, Tradycji Apostolskiej - te same ramy. Mam także nadzieję, że sekretarz i podsekretarz będą również mieli takie samo zrozumienie: służyć prawowiernej wierze, służyć Ojcu Świętemu w bardzo ważnej roli dla jedności Kościoła i prawdy objawionej. Kompetencja jest znacznie ważniejsza niż przyjaźnie, a szczerość jest znaczenie bardziej potrzebna, niż ambicje. Osobiście powiedziałem Ojcu Świętemu, że szczególnie ważne jest, aby członkowie Kongregacji, przełożeni, nasi współpracownicy i nasi konsultorzy byli przede wszystkim prawowierni, posiadali kompetencje teologiczne i prowadzili dobre życie moralne oraz mieli głęboką duchowość jako kapłani.

NCR: Czy taki oportunizm niepokoi Księdza Kardynała?

- Ojciec Święty, w swoim drugim przemówieniu Bożonarodzeniowym do Kurii Rzymskiej, do kardynałów, mówił bardzo ogólnie o 15 chorobach Kurii. Wielu uczestników czuło urazę, ponieważ prasa mówiła o urzędnikach watykańskich tak, jakby wszyscy byli karierowiczami i oportunistami, rozglądając się tylko za pieniędzmi i wielkimi mieszkaniami itp. Nie należy jednak mówić ogólnie o osobach obecnych, jak gdyby byli winni lub głupi.

Nie należy promować karierowiczów i oportunistów, a innych, którzy są kompetentnymi współpracownikami, nie należy wykluczać bez powodu ani wydalać z Kurii. To nie jest dobre. Słyszałem to z niektórych domów tutaj, że ludzie pracujący w Kurii żyją w strachu: jeśli powiedzą jedno małe lub nieszkodliwe słowo krytyczne, niektórzy szpiedzy przekażą komentarze bezpośrednio Ojcu Świętemu, a ludzie fałszywie oskarżeni nie mają jakiejkolwiek szansy na obronę. Ci ludzie, którzy mówią źle i kłamią przeciwko innym osobom, niepokoją i zakłócają dobrą wiarę, dobre imię innych, których nazywają swoimi braćmi.

Ewangelia i słowa Jezusa są bardzo mocne wobec tych, którzy potępiają swoich braci i którzy tworzą tę złą atmosferę podejrzeń. Słyszałem, że nikt nie mówi; wszyscy się trochę boją, bo mogą być zadenuncjowani. To nie jest zachowanie osób dorosłych, ale szkoły z internatem.

NCR: Pewna wysokiej rangi osobistość Kościoła, mówiąc do mnie pod warunkiem zachowania anonimowości, nazywała to „panowaniem terroru”.

- Podobnie jest na niektórych wydziałach teologicznych - jeśli ktoś ma jakieś uwagi lub pytania dotyczące „Amoris laetitia”, to zostanie usunięty itd. To nie jest dojrzałość. Pewna interpretacja 351 przypisu dokumentu nie może być kryterium, aby stać się biskupem. Przyszły biskup musi być świadkiem Ewangelii, następcą apostołów, a nie tylko kimś, kto powtarza pewne słowa pojedynczego dokumentu duszpasterskiego Papieża bez dojrzałego zrozumienia teologicznego.

Musimy rozróżnić między tym, czym jest oficjalna doktryna Kościoła, rola Papieża a tym, co on mówi w rozmowach prywatnych. Te prywatne opinie Papieża muszą być szanowane, ponieważ są to opinie i słowa Ojca Świętego, ale nikt nie jest zobowiązany do bezwarunkowego zaakceptowania wszystkiego, co mówi, na przykład o kwestiach politycznych lub naukowych. To jego osobista opinia, ale nie ma nic wspólnego z naszą wiarą katolicką, dzięki której jesteśmy usprawiedliwieni w łasce Bożej.

NCR: Jeśli chodzi o „Amoris laetitia”, a także obawy przed jej krytyką i brakiem odpowiedzi na dubia, czy to nie ironia, że jest to sprzeczne z życzeniem papieża, który wzywa do parezji (wolnej, otwartej, szczerej i jasnej wypowiedzi) i dialogu?

- Każdy, kto staje się biskupem, kardynałem lub papieżem musi nauczyć się odróżniać między krytykami, którzy są przeciwni osobie, a krytykami misji, jaką tobie powierzono. Ojciec Święty, Franciszek, musi wiedzieć, że ważne jest, aby zaakceptować jego intencję: pomagać ludziom dalekim od Kościoła, od wiary Kościoła, od Jezusa Chrystusa, który chce im pomóc. ... Ta dyskusja nie jest przeciwko niemu, nie jest sprzeczna z jego intencjami, ale potrzeba więcej wyjaśnień. Również w przeszłości rozmawialiśmy o wierze i o jej aplikacji duszpasterskiej. Dzieje się to nie po raz pierwszy w Kościele, a więc dlaczego nie uczyć się z naszych długich doświadczeń jako Kościoła, by mieć dobrą, głęboką dyskusję, krzewiąc wiarę, życie Kościoła, a nie personalizować i dokonywać polaryzacji? To nie jest osobista krytyka, a wszyscy muszą się tego nauczyć i szanować jego wysoką odpowiedzialność. Wielkim zagrożeniem dla Kościoła jest to, że niektóre grupy ideologiczne przedstawiają się jako wyłączni strażnicy jedynej prawdziwej interpretacji „Amoris laetitia”. Czują, że mają prawo potępić wszystkich ludzi reprezentujących inne stanowisko jako głupich, rygorystycznych, staromodnych, średniowiecznych itd.

Na przykład nikt nie może powiedzieć, że kardynał Caffarra nie rozumiał nic z teologii moralnej. Czasami zachowania niechrześcijańskie są prezentowane w „L'Osservatore Romano”, półoficjalnej gazecie watykańskiej lub podane, aby prowadzić polemikę i retorykę. To nie może nam pomóc w tej sytuacji - tylko głęboka dyskusja teologiczna.

NCR: Czy Ksiądz Kardynał uważa, że ta niechęć do dyskusji oraz skłonność do personalizacji sporu bierze się z tego, że ci, którzy oskarżają, nie mają siły przekonań, że wiedzą, iż ich argumenty nie wytrzymają ścisłej analizy?

- Przez całe moje życie, po Soborze Watykańskim II zauważyłem, że ci, którzy wspierają tzw. progresywizm nigdy nie mają argumentów teologicznych. Jedyną ich metodą jest dyskredytacja innych osób, nazywanie ich „konserwatywnymi” – a to zmienia to co jest naprawdę ważne, to znaczy rzeczywistość wiary, a nie w naszym osobistym subiektywnym, nastawineiu psychologicznym. Co masz na myśli, używając określenia „konserwatywne”? Czy to, że ktoś lubi styl życia lat pięćdziesiątych, czy stare filmy hollywoodzkie z lat trzydziestych? Czy krwawe prześladowania katolików w czasie rewolucji francuskiej przez jakobinów były progresywne czy też konserwatywne? Albo czy zaprzeczenie boskości Chrystusa przez arian czwartego wieku jest liberalne czy też tradycjonalistyczne? Teologicznie rzecz biorąc nie można być konserwatywnym lub progresywnym. Są to kategorie absurdalne: ani konserwatyzm, ani progresywizm nie mają nic wspólnego z wiarą katolicką. Są formami politycznymi, polemicznymi, retorycznymi. Jedynym sensem tych kategorii jest dyskredytacja innych osób.

Mamy Pismo Święte, mamy objawienie eschatologiczne w Jezusie Chrystusie, nieodwołalność Jezusa Chrystusa, Wcielenia, zbawienia na krzyżu, zmartwychwstania, drugiego przyjścia Jezusa Chrystusa na końca świata. ... Odpowiedzialność Papieża i biskupów polega na przezwyciężeniu polaryzacji. Dlatego też jest bardzo niebezpieczne, aby Kościół dzielił biskupów na przyjaciół i wrogów Papieża w odniesieniu do przypisu w adhortacji apostolskiej. Jestem pewien, że ktoś będzie mnie oskarżał także za ten wywiad, ale mam nadzieję, że Ojciec Święty przeczyta cały mój niniejszy wywiad, a nie tylko niektóre nagłówki, które nie mogą w pełni oddać tego, co powiedziałem.

NCR: Czy Ksiądz Kardynał powiedziałby, że nigdy nie mieliśmy takiego Papieża, który miałby takie wątpliwe podejście do doktryny, rozróżniając między nauczaniem a praktyką duszpasterską, a więc pozwalającego na narastanie fałszywych interpretacji? Czy w takim kontekście powiedziałby Wasza Eminencja, że Kongregacja Nauki Wiary jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek?

- Ma on inne podejście: Jan Paweł II a także poprzedni Papieże Paweł VI i Benedykt XVI – odpowiadali na wszystkie współczesne pytania i genezę współczesnego świata; dali dobre wyjaśnienia. Franciszek uważa, że jego wkład polega na czymś innym, bo wyraźnie widać, że ma podejście duszpasterskie z tak zwanego Trzeciego Świata. Ubodzy są kluczem do nowej ewangelizacji, a on chce aby było to prawdą i ma bardzo dobry zamiar, by próbować przezwyciężyć tę sprzeczność w Kościele. Ojciec Święty chce powiedzieć nie tylko, czy to lub tamto jest niedozwolone, ale przywiązywać większą wagę do dobrych intencji, pozytywności, mówić na przykład, że Ewangelia jest za życiem, a nie tylko przeciw aborcji.

Mamy nierozdzielny związek między wiarą a życiem, łaską a miłością, a nie dualizm między teorią a praktyką. Odróżnienie obydwu jest podejściem marksistowskim. Nie mówimy teoretycznie, bo wiara nie jest teorią; wiara jest jednością z Bogiem w naszym sumieniu. Nasze kategorie to nie teoria i praktyka, ale prawda i życie, będące darami łaski, formami komunikacji z Bogiem w Kościele jako Ciele Chrystusa. Dlatego praktyka duszpasterska oznacza zrozumienie tego, co Chrystus jako Dobry Pasterz dla nas czyni, prowadząc nas do życia wiecznego.

NCR: Jakie jeszcze inne kwestie Wasza Eminencja chciałby, żeby zostały podjęte przez Kongregację Nauki Wiary?

- Rola Kongregacji Nauki Wiary jest bardzo ważna: prefekt i wszyscy współpracownicy udzielają wywiadów i rozmów promujących wiarę. To była nowa tożsamość nakreślona przez kardynała Josepha Ratzingera w długim okresie, gdy kierował nią jako prefekt i nie możemy wrócić do starego przed-soborowego podejścia, gdy Kongregacja Nauki Wiary lub Święte Oficjum było tylko biurokratycznym obrońcą za murami Watykanu, a wszyscy bali się otrzymać list z Kongregacji. To stara forma i mam nadzieję, że nie ma od tego odwrotu. Kongregacja musi dać Kościołowi, a zwłaszcza biskupom i teologom, impulsy i orientacje dla nauczycieli wiary. Najlepszą pomocą dla Ojca Świętego jest dziś posiadająca wysoki profil Kongregacja doktryny wiary i moralności.

NCR: Ponadto wiele osób chciałoby widzieć Kongregację Nauki Wiary będącą bardziej obrońcą wiary, zwłaszcza dzisiaj. To niemal tak, jakby brakowało autorytetu obrony wiary pochodzącego z Watykanu. Co Wasza Eminencja o tym sądzi?

- Zawsze próbowałem uniknąć tego wrażenia. Wygłosiłem wiele wykładów na całym świecie. Zawarłem w nich krzewienie wiary i całego nauczania Kościoła, obronę wiary, nowe kwestie dogmatyczne i moralne, a zwłaszcza dotyczące wyzwań bioetyki i wszystkich tych wielkich dążeń, takich jak ideologia gender, które całkowicie zniszczą fundament ludzkiej egzystencji, rodziny i przyszłości.

NCR: A co z problemem mentalności sekularystycznej i braku ortodoksyjności wewnątrz Kościoła oraz obrony prawowierności?

- Zrobiłem to, co mogłem. Rozumiałem rolę prefekta w tej nowej wizji ukazanej przez kardynała Ratzingera, a następnie przez jego następcę, kardynała Williama Levada, dlatego mianował mnie papież Benedykt XVI. Mam nadzieję, że Kongregacja Nauki Wiary będzie kontynuować tę linię krzewienia wiary. Potrzebujemy wielkiego wysiłku na rzecz prawdy wiary, a nie walki o większą władzę w całym Kościele, a zwłaszcza w Kurii Rzymskiej.

Kwestia dzisiaj nie dotyczy tego aby urzędnicy Kościoła mieli więcej władzy, ale Bożej prawdy dla życia wszystkich ludzi. Paweł VI popełnił pewien błąd, zmieniając rolę Kongregacji i stała się ona jedną z wielu dykasterii. Prawda jest taka, że Kongregacja Nauki Wiary jest ważniejsza niż inne, nie dlatego, że jej członkowie uważają się za lepszych i posiadających większą władzę niż inni, ale dlatego, że fundamentem Kościoła nie jest polityka, lecz wiara. Zadaniem sekretarza stanu jest organizowanie pracy nuncjuszów apostolskich, działanie na rzecz pokoju i wolności między państwami, sprawiedliwości społecznej i tak dalej. To bardzo ważna rola, niemniej jednak Kościół nie jest organizacją polityczną; nie jest organizacją społeczną; nie jest organizacją pozarządową. Ojciec Święty zawsze podkreśla, że jesteśmy sakramentem pełnej jedności Boga i człowieka na podstawie prawdziwej wiary, nadziei i miłości, a nikt nie może tego zmienić.

NCR: Czy Wasza Eminencja chciałby, żeby Papież odpowiedział na „dubia”? Czy jest to istotne dla dobrej kondycji doktryny?

- Najlepszą rzeczą byłoby, aby Ojciec Święty udzielił audiencji przed ich publikacją. Teraz mamy widowisko próby siły. Lepiej rozmawiać przed, pogłębiać pytania i dać dobre odpowiedzi.

NCR: Jaka jest opinia Księdza Kardynała na temat [synowskiej] korekty? Biorąc pod uwagę głębokie zaniepokojenie wśród wielu kapłanów i wiernych w poruszonych kwestiach, jak jest ważne, aby Papież odpowiedział?

- To, czego Kościół potrzebuje w tej poważnej sytuacji, to nie więcej polaryzacji i polemiki, ale więcej dialogu i wzajemnego zaufania. Ojciec Święty i wszyscy dobrzy pasterze życzą sobie pełnej integracji par w sytuacjach nieregularnych. Ale musi to nastąpić zgodnie z ogólnymi warunkami godnego i ważnego przyjmowania sakramentów świętych. Musimy uniknąć nowych schizm i oddzielenia się od Kościoła katolickiego, którego trwałą zasadą i fundamentem jedności i komunii w Jezusie Chrystusie jest obecny Papież Franciszek i wszyscy biskupi pozostający z Nim w pełnej jedności. Następca św. Piotra zasługuje na pełne poszanowanie jego osoby i boskiego mandatu, a z drugiej strony jego uczciwi krytycy zasługują na przekonującą odpowiedź. Możliwym rozwiązaniem mogłaby być grupa kardynałów zaangażowanych przez Ojca Świętego, aby rozpocząć dysputy teologiczne z niektórymi znaczącymi przedstawicielami „dubii” i „synowskiej korekty” na temat odmiennej a czasami kontrowersyjnej interpretacji niektórych stwierdzeń rozdziału 8 „Amoris laetitia”.

NCR: Istnieją plotki, jakoby Kongregacja Nauki Wiary miała akta na temat arcybiskupa Fernandeza, ponieważ jego teologia była problematyczna. Czy eminencja coś o tym wie?

- Ja nie; to było zanim przyszedłem do Kongregacji. Raz, w wywiadzie dla „Corriere della Sera” (2015) krytykował mnie publicznie, mówiąc, że prefekt Kongregacji nie ma nic do powiedzenia, że Papież jest jego przyjacielem, a on jest prawdziwym interpretatorem, że Ojciec Święty jest oświecony bezpośrednio przez Ducha Świętego. Ale nigdy nie czytałem, że Ojciec Święty jest oświecony przez Ducha Świętego w rozumieniu nowego objawienia. Papież ma jedynie asystencję Ducha Świętego w autentycznej interpretacji objawienia Boga w Chrystusie. On i biskupi są współpracownikami ludzkimi w przekazywaniu Objawienia, które jest dane w pełni w Jezusie Chrystusie, Wcielonym Słowie Bożym, ale nie otrzymują oni żadnego innego objawienia.

Ewangelie to ludzkie słowa natchnione przez Ducha Świętego, ale nie wykluczają one prawdziwej ludzkiej współpracy ewangelistów. Teologia katolicka nie mówi o „oświeceniu nauczania papieża i biskupów”. Apostołowie słuchali słów Jezusa - była to ludzka mediacja poprzez naturę ludzką, a więc współpraca Kościoła jest absolutnie potrzebna. Oczywiście wiara jest dana przez Ducha Świętego, ale za pośrednictwem ewangelizacji. Nikt nie może uwierzyć, dopóki ludzkimi uszami nie usłyszy słowa Bożego.

NCR: Czy jest to niebezpieczna tendencja, kiedy niektórzy doradcy Papieża często powołują się na Ducha Świętego, aby usprawiedliwić swoje stanowisko, sugerując, że jeśli ktoś tego nie rozumie, to nie rozumie on działania Ducha Świętego?

- Obawiam się, że istnieje pewne Zielonoświątkowe niezrozumienie roli Ducha Świętego. We Wcielonym Słowie Bożym, w Synu Bożym, Jezusie Chrystusie, dano nam całą łaskę i prawdę. Duch Święty urzeczywistnia pełne objawienie w doktrynie, sakramentach Kościoła. Ojciec Święty odgrywa tutaj bardzo ważną rolę w Tradycji apostolskiej, ale nie wyłączną. Jego nauczanie jest regulowane słowem Bożym w Biblii i dogmatyczną Tradycją Kościoła. Magisterium i wszyscy wierzący są wspierani przez Ducha Świętego w urzeczywistnianiu pełnego i kompletnego objawienia, ale nie otrzymują żadnego nowego publicznego objawienia w ramach depozytu wiary, jak to potwierdził Sobór Watykański II (Lumen gentium, 25).

Nikt nie może żądać od katolików, aby uwierzyli w doktrynę, która jest w oczywistej sprzeczności z Pismem Świętym, tradycją apostolską i dogmatycznymi definicjami papieży i soborów ekumenicznych w sprawach wiary i moralności. Potrzebne jest posłuszeństwo religijne, ale nie ślepa wiara wobec papieża i biskupów, a w żadnym wypadku względem osobistych przyjaciół i doradców.

Ci ludzie muszą wyjść ze swoimi argumentami i nie wolno im domagać się poszanowania dla ich domniemanego autorytetu nauczycielskiego. Nie tylko w coś wierzymy, ponieważ naucza tego Papież, ale dlatego, że te prawdy są zawarte w Objawieniu (por. II Sobór Watykański, Dei Verbum, 10).

Rozmawiał Edward Pentin, National Catholic Register.

Tagi:
kardynał

Kard. Bagnasco: brak solidarności byłby regresem europejskiej cywilizacji

2018-09-13 18:28

pb (KAI) / Poznań

Jeśli Europa straciłaby poczucie solidarności między poszczególnymi osobami, narodami i państwami, zdradziłaby chrześcijańskie przesłanie, a to oznaczałoby zubożenie cywilizacji i regres europejskiej cywilizacji - mówił kard. Angelo Bagnasco, przewodniczący Rady Konferencji Biskupich Europy (CCEE) w przemówieniu inaugurującym zgromadzenie plenarne tej kościelnej organizacji 13 września w Poznaniu. Przewodniczący konferencji episkopatów państw Starego Kontynentu obradować będą w stolicy Wielkopolski do 16 września.

Episkopat.news
Kard. Angelo Bagnasco

W imieniu zgromadzonych zapewnił papieża Franciszka o „nieustannej modlitwie za jego osobę i jego powszechną posługę na Stolicy Piotrowej”. - Potwierdzamy szacunek i miłość wobec niego oraz głęboką solidarność i naszą kolegialną bliskość. Jesteśmy przy Nim przez cały czas, szczególnie w chwilach, które niesprawiedliwie obciążają kroki, ale nie uginają serca. Jako Rada Konferencji Biskupich, w imieniu nas i współbraci, Kościołów w Europie, wyrazimy te uczucia w przesłaniu, które wyślemy papieżowi – zapowiedział arcybiskup Genui.

Wprowadzając w temat obrad, jakim jest solidarność na kontynencie europejskim, wskazał, że „Europa przeżywa trudności na wspólnej drodze”, co „dotyczy nie tylko Unii Europejskiej, ale szerzej całego kontynentu. - Okoliczności natury politycznej i kulturowej, nowe zjawiska, sprzeczne prądy, z którymi trzeba się zmierzyć, zdają się wzbudzać różne uczucia, wrażliwości, które nie pomagają dialogowi i porozumieniu się z dala od uprzedzeń. Niekiedy widać pewne zamknięcie duszy i umysłów, być może dochodzą do głosu wspomnienia z przeszłości nie do końca przepracowane. Niektóre praktyki postrzegane są jako zbyt trudne lub mało uzasadnione, wydaje się, że ciężary są źle rozmieszczone, że różne tożsamości postrzegane są jako przeszkody, a nie jako bogactwo, które należy rozpoznać i zharmonizować dla bardziej przekonującej, solidarnej i koniecznej drogi – analizował włoski kardynał.

Jego zdaniem „silny indywidualizm kulturowy, zasiewany wszędzie pełnymi garściami, nie jest przypadkowy: jest on specjalnie rozpowszechniany, aby zniszczyć kulturę więzi na każdym poziomie: w rodzinach, w społeczeństwach obywatelskich, we wspólnotach zakonnych”. Z tego powodu „ludzie czują się coraz bardziej wyizolowani, jakby byli naciskami do tego, by być bez twarzy, poza historią, która ich określa, zamiast być spadkobiercami dziedzictwa treści kulturowych i wartości duchowych, które jednoczą bez zamykania się, które pozwalają otworzyć się na wszystkich nie tracąc siebie. Ten stan rzeczy powoduje przerażenie i lęki, z których mogą rodzić się przeciwstawne uczucia i zachowania”. W tej perspektywie „także duch solidarności ludzkiej i chrześcijańskiej zdaje się być wystawiony na próbę”.

Kardynał podkreślił, że „Kościół w Europie ponosi wielką odpowiedzialność: przekonany i solidarny, musi patrzeć w oblicze Ziemi, na której postawiła go Opatrzność i którą powierzyła jego macierzyńskiej opiece. To jest nasza Ziemia: wiemy, że sprawowanie nad nią duszpasterskiej opieki jest przesłanką i warunkiem troski o świat”.

Przywołał słowa papieża Franciszka, że „w naszych czasach nastąpił znaczny przerost antropocentryzmu”. - Ten przerost prowadzi do tego, co eksperci nazywają „transhumanizmem”, dla którego godność człowieka polega na jego absolutnej autonomii, aż po przekształcanie nie tylko natury, ale także własnego ciała: im bardziej sztuczne stają się ludzkie zachowania - moglibyśmy powiedzieć wbrew naturze – tym bardziej będzie on potwierdzał samostanowienie, a więc i własną godność! To urojenie prowadzi do antypersonalistycznej wizji, która sprzeciwia się samej istocie człowieka jako strukturalnej relacji z innymi, to znaczy jego zdolności uczestnictwa, solidarności, wspólnocie w celu realizacji dobra wspólnego – tłumaczył purpurat.

Zwrócił uwagę, że „rozprzestrzenia się i propaguje rosnącą nietolerancję wobec tej wizji, którą chrześcijaństwo zainspirowało w łonie Europy. Jednak konsekwencje tego przekształcenia przybierają formę samotności, nieznośnej kultury podejrzeń wobec osób i instytucji, ale także postaw zarozumiałości, pozornej wyższości, arogancji. Klimat ulega zepsuciu, relacje się osłabiają, a prywatne interesy przeważają nad bezinteresownością wzajemnej służby, zapominając, że każdy potrzebuje innych. Musimy zachować czujność również w naszych społecznościach”, przestrzegł przewodniczący CCEE.

Zadeklarował, że „Kościół wierzy w Europę, w jej chrześcijańską kulturę, w jej humanistyczny nurt pomimo cieni i opóźnień; wierzy w jej przyszłość i misję, która nie jest natury ekonomicznej, ale duchowej i etycznej. Wierzy - a historia to potwierdza - że kultura rodzi się z kultu, to znaczy z religii, która odkrywa przed ludźmi ich pochodzenie i odwołuje ich do ich przeznaczenia, tworząc cywilizację, piękno, aktywne braterstwo. Wiara jest naszym darem dla Europy, wiara w Jezusa Chrystusa jest naszym bogactwem; On jest naszą siłą; On jest naszą nadzieją”.

- Ponowne głoszenie Chrystusa uważamy za największy akt miłości wobec naszych narodów i kontynentu, za właściwy sposób, by być w świecie nie będąc ze świata. Nie przeraża nas nasza słabość, ograniczenia, nawet grzechy, które ludzka kondycja niesie ze sobą i które są źródłem bólu. Kościół zdaje sobie sprawę, że jego autorytet jest przede wszystkim natury mistycznej i liturgicznej, a źródłem jest sam Chrystus, Zbawiciel świata. Pan umieścił w rękach Kościoła powszechny skarb, bez którego wszystko staje się możliwe, nawet formy laickiego totalitaryzmu, który w imieniu człowieka neguje go w istocie. Nasza historia ma nam i wszystkim przypominać, że oddalanie się od Chrystusa oznacza tworzenie potworów; przypomina, że mówienie o konsekwencjach Ewangelii bez mówienia o Chrystusie może uzyskać początkową uwagę, która jednak szybko zniknie – wskazał kard. Bagnasco.

Jest on przekonany, że „młode pokolenia muszą wejść w tę pamięć, aby nauczyć się żyć w prawdzie i dobroci; aby patrzeć na własną przyszłość, ale także na przyszłość Europy, która musi być domem wszystkich. Jesteśmy świadomi, że bez wielkiej Nadziei codzienne nadzieje są nietrwałe, tak jak bez wielkiego Dobra, nasze dobra gasną, ponieważ są ulotne; bez Tego, który stał się Samarytaninem ludzkości, każda forma solidarności jest krucha, wystawiona na kalkulacje, które nie odpowiadają na bezinteresowność jaśniejącą na krzyżu Jezusa”.

- Podczas naszego spotkania z serca apelujemy do kapłanów, naszych pierwszych współpracowników. Odnawiamy wobec nich nasz szacunek i naszą miłość Ojców i Pasterzy, zachęcając ich, aby nigdy nie tracili zaufania, aby odnawiali wielkoduszność w codziennej bliskości z ludźmi, aby kroczyli razem – jak starożytni ewangelizatorzy – drogami Kontynentu dzieląc się ze wszystkimi – zwłaszcza z młodymi ludźmi – skarbem wiary chrześcijańskiej i Kościoła. Najbliższy Synod będzie z pewnością łaską dla nich i dla całego Ludu Bożego, a my będziemy mu towarzyszyć życzliwością i modlitwą, pewni, że Duch Zmartwychwstałego Chrystusa nie przestaje kierować duszami i fascynować serca, począwszy od młodych pokoleń – powiedział przewodniczący CCEE.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Św. Stanisław Kostka - patron dzieci i młodzieży

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 37/2002

Jastrow/pl.wikipedia.org



W komnacie, gdzie Stanisław święty zasnął w Bogu,

na miejscu łoża jego stoi grób z marmuru.

Taki, że widz niechcący wstrzymuje się w progu,

myśląc, że Święty we śnie zwrócił twarz do muru

i rannych dzwonów echa w powietrzu dochodzi...

I wstać chce, i po pierwszy raz człowieka zwodzi.

Nad łożem tym i grobem świeci wizerunek

Królowej Nieba, która z Świętych chórem schodzi

i tron opuszcza, nędzy śpiesząc na ratunek.

Palm wiele, kwiatów wiele aniołowie niosą,

skrzydłami z ram lub nogą wstępując bosą.

Gdzie zaś od dołu obraz kończy się ku stronie,

w którą Stanisław Kostka blade zwracał skronie,

jeszcze na ram złoceniu róża jedna świeci:

niby że, po obrazu stoczywszy się płótnie,

upaść ma, jak ostatni dźwięk, gdy składasz lutnię.

I nie zleciała dotąd na ziemię - i leci...

(Cyprian Kamil Norwid)

Doroczną pamiątkę św. Stanisława Kostki kościół w Polsce obchodził wcześniej 13 listopada. Od 1974 r. święto to obchodzimy 18 września jako święto patronalne dzieci i młodzieży, by na progu nowego roku szkolnego prosić dla nich o błogosławieństwo i potrzebne łaski.

Stanisław Kostka urodził się w październiku 1550 r. w Rostkowie, w wiosce położonej około 4 kilometrów od Przasnysza, na Mazowszu, w diecezji płockiej. Ojcem Stanisława był Jan Kostka, od 1564 r. kasztelan zakroczymski, a jego matką była Małgorzata z domu Kryska z Drobnina. Obie rodziny Kostków i Kryskich były w XVI w. dobrze znane.

Stanisław Kostka miał trzech braci i dwie siostry. Oto co Stanisław powiedział o swojej rodzinie: "Rodzice chcieli, byśmy byli wychowani w wierze katolickiej, zaznajomieni z katolickimi dogmatami, a nie oddawali się rozkoszom. Co więcej postępowali z nami ostro i twardo, napędzali nas zawsze - sami jak i przez domowników - do wszelkiej pobożności, skromności, uczciwości, tak żeby nikt z otoczenia, z licznej również służby, nie mógł się na nas skarżyć o rzecz najmniejszą" .

Św. Stanisław swoje pierwsze nauki pobierał w domu rodzinnym. Jego nauczycielem przez pewien czas był Jan Biliński. W domu rodzicielskim przebywał do 14. roku życia. Następnie Stanisław razem ze swym bratem Pawłem rozpoczęli studia u jezuitów we Wiedniu, lecz gdy nowy cesarz Maksymilian w 1565 r. zabrał jezuitom konwikt, musieli przenieść się na stancję. Do jezuickiej szkoły w Wiedniu uczęszczało wówczas około 400 uczniów, a regulamin tej szkoły streszczał się w jednym zdaniu: "Taką pobożnością, taką skromnością i takim poznaniem przedmiotów niech się uczniowie starają ozdobić swój umysł, aby się mogli podobać Bogu i ludziom pobożnym, a w przyszłości ojczyźnie i sobie samym przynieść także korzyść". Do pobożności miała zaprawiać studentów codzienna modlitwa przed lekcjami i po lekcjach, codzienna Msza św., miesięczna spowiedź i Komunia św. Początkowo Stanisławowi nauka szła trudno, ale pod koniec trzeciego roku należał już do najlepszych. Władał płynnie językiem ojczystym, niemieckim i łacińskim; uczył się też języka greckiego.

Trzy lata pobytu w Wiedniu to był dla Stanisława okres rozbudzonego życia wewnętrznego. Stanisław znał tylko drogę do kolegium, do kościoła i do domu. Swój wolny czas poświęcał na lekturę i modlitwę. Zadawał sobie pokuty i biczował się. Mimo sprzeciwu i próśb brata i kolegów nie zaprzestawał praktyk pokutnych. Intensywne życie wewnętrzne, nauka i praktyki pokutne tak bardzo osłabiły organizm chłopca, że bliski był śmierci. Zapadł w niemoc śmiertelną w grudniu 1565 r. Kiedy św. Stanisław był już pewien śmierci, a nie mógł otrzymać Wiatyku, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić katolickiego kapłana, wtedy św. Barbara, patronka dobrej śmierci, do której się zwrócił, w towarzystwie dwóch aniołów nawiedziła jego pokój i przyniosła mu ów Wiatyk. W tej również chorobie objawiła się Świętemu Matka Najświętsza i złożyła mu na ręce Boże Dzieciątko. Od Niej to doznał cudownego uleczenia z poleceniem by wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Nie było to rzeczą łatwą dla Stanisława, gdyż jezuici nie mieli zwyczaju przyjmować kandydatów bez woli rodziców, a on na nią nie mógł liczyć. Po wielu trudnościach i zmaganiach Stanisław został przyjęty do jezuitów najpierw na próbę, gdzie zadaniem jego było sprzątanie pokoi i pomaganie w kuchni, po pewnym jednak czasie, wraz z dwoma innymi kandydatami udał się Stanisław do Rzymu i na skutek polecenia prowincjała z Niemiec przełożony generalny przyjął go do nowicjatu. Rozkład zajęć nowicjuszów przedstawiał się następująco: modlitwa, praca umysłowa i fizyczna, posługi w domu i w szpitalach, dyskusje na tematy życia wewnętrznego i o sprawach kościelnych, konferencje mistrza nowicjatu i przyjezdnych gości. Stanisław czuł się szczęśliwy, że wreszcie osiągnął swój życiowy cel.

Przełożeni pozwolili Stanisławowi w pierwszych miesiącach 1568 r. złożyć śluby zakonne. Wielkim wydarzeniem w życiu św. Stanisława było przybycie 1 sierpnia w uroczystość Matki Bożej Anielskiej (dziś tę uroczystość obchodzimy 2 sierpnia) św. Piotra Kanizjusza, który zatrzymał się w domu nowicjatu i wygłosił dla nich konferencję. Po tej konferencji Stanisław powiedział do kolegów: "Dla wszystkich ta nauka świętego męża jest przestrogą i zachętą, ale dla mnie jest ona wyraźnym głosem Bożym. Umrę bowiem jeszcze w tym miesiącu". Koledzy zlekceważyli sobie jego słowa. Jeszcze 5 sierpnia jeden z ojców zabrał Stanisława do bazyliki Najświętszej Maryi Panny Większej na doroczny odpust. Za kilka dni było święto Wniebowzięcia Matki Bożej. 10 sierpnia Stanisław napisał list do Matki Bożej i ukrył go na swojej piersi. Prosił by mógł odejść z tego świata w uroczystość Wniebowzięcia Maryi. Jego prośba została wysłuchana. W wigilię Wniebowzięcia Stanisław dostał silnych mdłości i zemdlał. Wystąpił na nim zimny pot i poczuł dreszcze, z ust zaczęła sączyć mu się krew. O północy zaopatrzono go Wiatykiem. Przeszedł do wieczności tuż po północy 15 sierpnia 1568 r., mając zaledwie siedemnaście lat.

Wieść o jego pięknej śmierci rozeszła się lotem błyskawicy po całym Rzymie. Wbrew zwyczajowi zakonu jezuitów ciało Stanisława przyozdobiono kwiatami. W dwa lata potem, gdy otwarto grób św. Stanisława, znaleziono jego ciało nietknięte rozkładem. W 1605 r. papież Paweł V zezwolił na zawieszenie obrazu św. Stanisława w kościele św. Andrzeja w Rzymie i na zawieszenie przy nim lamp, jak też wotów. Papież Klemens X w 1670 r. zezwolił jezuitom na odprawianie Mszy św. i na odmawianie pacierzy kapłańskich ku czci św. Stanisława. W 1674 r. ten sam papież ogłosił św. Stanisława Kostkę jednym z głównych patronów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Te wszystkie fakty Stolica Apostolska uznała jako akt beatyfikacji. Św. Stanisław Kostka jest pierwszym Polakiem, który dostąpił chwały ołtarzy w Towarzystwie Jezusowym. Rok 1714 był rokiem, w którym papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, ale samego aktu kanonizacji dokonał papież Benedykt XIII dopiero w 1726 r. wraz ze św. Alojzym Gonzagą. W 1926 r., w 200. rocznicę kanonizacji odbyła się uroczystość sprowadzenia do Polski małej części relikwii św. Stanisława. W tych jubileuszowych uroczystościach wziął udział sam prezydent państwa, Ignacy Mościcki. Ciało św. Stanisława spoczywa w kościele św. Andrzeja Boboli w Rzymie w jego ołtarzu po lewej stronie.

Ku czci św. Stanisława Kostki wzniesiono w Polsce wiele świątyń, wśród nich piękną katedrę w Łodzi. Najpiękniejszy kościół pod wezwaniem św. Stanisława znajduje się w Nowym Jorku. Św. Stanisław Kostka należy do najpopularniejszych polskich świętych. Przed cudownym obrazem św. Stanisława w obecnej katedrze lubelskiej modlił się w 1651 r. król Jan II Kazimierz.

W naszej diecezji doroczną uroczystość odpustową ku czci św. Stanisława Kostki przeżywa wspólnota parafialna w Jerzyskach, gdzie proboszczem jest ks. Zenon Bobel.

U początku nowego roku szkolnego i akademickiego starajmy się prosić św. Stanisława Kostkę, który jest patronem dziatwy i młodzieży, aby wstawiał się on za nami i wypraszał potrzebne nam wszystkim łaski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trzeba, aby kard. Hlond wyszedł z cienia historii

2018-09-19 21:17

Ks. Mariusz Frukacz

Magda Nowak/Niedziela
Łukasz Kobiela, autor albumu i Bartosz Kapuściak

„August Hlond 1881–1948”, to temat spotkania, które odbyło się 19 września w auli redakcji tygodnika katolickiego „Niedziela” w Częstochowie. Spotkanie było połączone z promocją albumu autorstwa Łukasza Kobieli pt. „August Hlond 1881–1948”.

Spotkanie zostało zorganizowane przez Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach, Stowarzyszenie Pokolenie, Tygodnik Katolicki „Niedziela” oraz Akcja Katolicka Archidiecezji Częstochowskiej. Spotkanie poprowadził red. Marian Florek.

Zobacz zdjęcia: O kard. Hlondzie w "Niedzieli"

W spotkaniu wzięli udział m. in. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, abp Edward Nowak z Watykanu, były sekretarz Kongregacji ds. Świętych, ks. Inf. Ireneusz Skubiś, honorowy redaktor naczelny „Niedzieli”, Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna „Niedzieli”, o. Jan Poteralski, podprzeor klasztoru jasnogórskiego, ks. Wiesław Wójcik, przedstawiciel Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, Łukasz Kobiela, autor albumu i przedstawiciel Stowarzyszenia „Pokolenie”, dr Andrzej Sznajder, dyrektor oddziału katowickiego IPN, Bartosz Kapuściak, pracownik Instytutu pamięci Narodowej oddział w Katowicach, poseł Lidia Burzyńska (PiS), Krzysztof Witkowski, dyrektor Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie oraz członkowie Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej z prezesem dr Arturem Dąbrowskim, członkowie Klubu Inteligencji Katolickiej w Częstochowie z prezes Marią Banaszkiewicz, przedstawiciele świata kultury z muzykiem, kompozytorem i autorem tekstów Januszem Yanina Iwańskim oraz pracownicy redakcji „Niedzieli”.

- Nie można wyobrazić sobie kard. Stefana Wyszyńskiego i pontyfikatu św. Jana Pawła II bez sługi Bożego kard. Augusta Hlonda. Jego teologia narodu, jego wiara w zwycięstwo Maryi i wielka idea „Zielonych Świąt Słowian”, o czym pisał ks. prof. Czesław Bartnik, były obecne w działalności i nauczaniu prymasa Wyszyńskiego i św. Jana Pawła II – mówił na początku spotkania ks. red. Mariusz Frukacz z „Niedzieli” i dodał: „Nie można też wyobrazić sobie jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę bez kard. Hlonda”.

Bartosz Kapuściak, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej oddział w Katowicach, prowadzący rozmowę z autorem na temat publikacji pytał m. in. o pobyty kard. Augusta Hlonda w Częstochowie - Tych pobytów było bardzo dużo, choćby z racji zebrań Konferencji Episkopatu Polski. Szczególnym wydarzeniem z udziałem kard. Hlonda był I Synod Plenarny w 1936 r. i Akt Poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny, 8 września 1946 r. – odpowiedział Łukasz Kobiela, autor albumu.

- Tamto wydarzenie było wielką manifestacją przywiązania narodu polskiego do wiary, religii, ale także do Ojczyzny – dodał autor.

Łukasz Kobiela podkreślił również, przedstawiając sylwetkę kard. Hlonda, że to był duchowny, który doceniał wartość prasy katolickiej - Założył „Gościa Niedzielnego”, którego pierwszym redaktorem naczelnym został ks. Teodor Kubina, późniejszy biskup częstochowski i założyciel „Niedzieli” . Kard. Hlond był również zaangażowany w budowanie Akcji Katolickiej – mówił Kobiela.

Podczas spotkania nie zabrakło trudnych pytań o stosunek kard. Hlonda do polityki - Nie separował się i nie unikał tematów społecznych. Był wielkim patriotą. Uważał, że jedyną polityką jaką uprawia, to jest polityka zawarta w „Ojcze nasz” – mówił autor albumu.

Na pytanie o kontekst opuszczenia kraju przez kard. Hlonda, po wybuchu II wojny światowej Łukasz Kobiela przypomniał, że prymas Hlond opuścił Polskę 4 września 1939 r. - Wcześniej władze polskie naciskały na wyjazd kard. Hlonda z Poznania do Warszawy. Potem z Warszawy prymas Polski udawał się coraz bardziej na wschód. Jednak po konsultacjach z przedstawicielami rządu i z nuncjuszem apostolskim w Polsce abp. Filippo Cortesi prymas Hlond zdecydował się na wyjazd do Rzymu, aby stamtąd, choćby przez Radio Watykańskie informować o sytuacji w okupowanej Polsce – mówił Kobiela.

- Potem przebywał w Lourdes i w opactwie benedyktyńskim w Hautecombe. Aresztowany 3 lutego 1944 r. przez gestapo i wywieziony do Paryża, odrzucił propozycję współpracy. Był więziony w Bar-le-Duc (Normandia), a następnie w Wiedenbrück (Westfalia), skąd został uwolniony 1 kwietnia 1945 r. przez armię amerykańską. Po krótkim pobycie w Paryżu i Rzymie, 20 lipca 1945 r. wrócił do Polski – kontynuował autor książki.

- Kard. Hlond był inwigilowany przez Niemców w czasie okupacji, a potem po wojnie był traktowany przez komunistów jako wróg ideologiczny. Sprawą kard. Hlonda zajmowała się m. in. Julia Brystiger, dyrektor departamentu V i III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego - podkreślił Łukasz Kobiela i dodał: „Prymas Hlond nie miał złudzeń co do władzy komunistycznej. W PRL – u wiele zrobiono, żeby dezawuować i umniejszać rolę prymasa Hlonda. Był przemilczany przez wiele lat”.

Pytany o wybór kard. Wyszyńskiego na prymasa Polski, jako następcy kard. Hlonda autor przypomniał, że „ważne w tym względzie są listy ks. Antoniego Baraniaka, sekretarza prymasa Hlonda do kard. Tardiniego, w których przekazał wolę prymasa Hlonda o mianowanie bp. Wyszyńskiego prymasem Polski”.

Na zakończenie spotkania ks. Wiesław Wójcik z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej wyraził wdzięczność za przywracanie pamięci o kard. Auguście Hlondzie. Natomiast abp Edward Nowak podkreślił, że ważne są takie spotkania w kontekście procesu beatyfikacyjnego prymasa Hlonda.

- Cieszę się, że takie tematy możemy podejmować w auli naszego tygodnika. To historie kiedyś zakazane, a dziś przywracane pamięci – podkreśliła Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna „Niedzieli”.

Swoją wdzięczność za „taki niepokój twórczy” wypowiedział również abp Wacław Depo, metropolita częstochowski – Trzeba, aby taka postać jak kard. Hlond wyszła z cienia historii w całej prawdzie – powiedział abp Depo i poprowadził modlitwę o beatyfikację sługi Bożego kard. Augusta Hlonda.

Album „August Hlond 1881–1948” zawiera blisko 700 fotografii, w tym 400 dotąd niepublikowanych, nie tylko samego Prymasa, ale także związanych z nim miejsc i wydarzeń. Oprócz opisów zdjęć, publikacja opatrzona jest także biografią kard. Augusta Hlonda.

August Hlond urodził się w 1881 r. w Brzęczkowicach, należących obecnie do Mysłowic, w rodzinie dróżnika kolejowego. Jako 12-letni chłopiec opuścił rodzinny dom i rozpoczął naukę w salezjańskim kolegium misyjnym w Turynie. W 1896 r. wstąpił do zgromadzenia salezjanów, w 1905 r. przyjął święcenia kapłańskie. Pracował m.in. w Krakowie, Przemyślu i Wiedniu.

W 1922 r. został administratorem apostolskim polskiej części Górnego Śląska, a potem pierwszym biskupem diecezji katowickiej. W 1926 r. papież Pius XI mianował go arcybiskupem gnieźnieńskim i poznańskim, co było równoznaczne z objęciem funkcji prymasa. W 1927 r. abp Hlond został kardynałem. Po wybuchu II wojny światowej udał się na emigrację. Mieszkał w Rzymie, potem w Lourdes. W 1944 r. został aresztowany przez gestapo i namawiany do kolaboracji. Był internowany we Francji i w Niemczech. Po zakończeniu wojny odebrał od papieża nadzwyczajne pełnomocnictwa, na mocy których ustanowił organizację kościelną na Ziemiach Odzyskanych. Odmawiał współpracy z komunistycznymi władzami Polski. Zmarł 22 października 1948 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem