Reklama

Główne obchody 140. rocznicy objawień w Gietrzwałdzie

2017-09-10 09:22

Marcin Przeciszewski / Gietrzwałd / KAI

ARCHIWUM SANKTUARIUM

Choć cała Polska skoncentrowana jest na obchodach 300-lecia koronacji Czarnej Madonny z Jasnej Góry, jednocześnie tłumy pielgrzymów kierują się do Gietrzwałdu na Warmii - miejsca gdzie 140 lat temu Matka Boża przekazała swe orędzie po polsku. Jubileusz tych jedynych uznanych objawień maryjnych na ziemiach polskich jest ważnym elementem obecnego roku, szczególnie skoncentrowanego na Maryi - także z racji 100-lecia objawień w Fatimie.

- Orędzie z Gietrzwałdu to niezwykły dialog zwykłych ludzi z Matką Bożą, rzadko spotykany w innych objawieniach - mówi KAI abp Józef Górzyński. Obecny metropolita warmiński wyjaśnia, że wyjątkowość tych objawień polega także na tym, że poprzedzają one dokonania Soboru Watykańskiego II, szczególnie jeśli chodzi o zwrócenie uwagi na wagę i rolę życia sakramentalnego. Warto pamiętać, że Gietrzwałd jest jednym z 12 na świecie, a jedynym w Polsce miejsc objawień maryjnych uznanych przez Stolicę Apostolską za autentyczne. A objawienia te zaowocowały nie tylko odrodzeniem polskości na Warmii, ale i odrodzeniem religijności we wszystkich zaborach.

Gietrzwałd tradycyjnym miejscem kultu maryjnego

Gietrzwałd (niem. Dietrichswalde) został założony przez Warmińską Kapitułę Katedralną. Przywilej lokacyjny wystawiono 19 maja 1352 r. Odbiorcą przywileju był zasadźca Dittrich, od którego imienia osada przyjęła swą nazwę. Na przełomie XIV i XV w. wybudowano na jej terenie kościół.

Reklama

Kult Najświętszej Maryi Panny w Gietrzwałdzie datuje się od drugiej połowy XIV wieku. Związany najpierw był z Pietą, a od XVI w. z obrazem Matki Bożej z Dzieciątkiem, umieszczonym w miejscowym kościele. Obraz przedstawia Maryję okrytą ciemnoniebieskim płaszczem, trzymającą na lewym ramieniu Dziecię, ubrane w długą, czerwoną sukienkę. W 1717 r. obraz został ozdobiony srebrnymi koronami. Kult obrazu potwierdzają liczne vota.

Gietrzwałd zamieszkiwali najpierw potomkowie dawnych Prusów, a potem głównie „Warmiacy”, potomkowie przybyszów z Polski, którzy od XIV wieku zasiedlali ten teren. Posługiwali się charakterystyczną gwarą, która do XIX w. pozostawała pod wpływem literackiego języka polskiego, który był językiem literatury religijnej. Po pierwszym rozbiorze nastąpiło oderwanie Warmii od reszty Polski i wówczas zaczęła tam przybywać także ludność niemiecka. Spowodowało to przyswojenie licznych germanizmów. W gwarze warmińskiej charakterystyczne są też nieliczne zapożyczenia leksykalne z dawnego języka pruskiego. Jednak językiem polskim posługiwano się zarówno w miejscowej szkole, jak i w kościele.

Sytuacja uległa zmianie dopiero w drugiej połowie XIX stulecia. Germanizacja przebiegała coraz gwałtowniej od momentu wprowadzenia ustaw uderzających w Kościół katolicki. W latach 1871–1878, kanclerz Bismarck usiłował doprowadzić do ograniczenia wpływów Kościoła katolickiego w państwie. Katolicyzm i polskość były tu odgórnie osłabiane i „gaszone”. W 1873 r. język polski został zabroniony we wszystkich szkołach warmińskich, a pod wpływem Kulturkampfu zaczęto rugować z Warmii niepokornych kapłanów i zgromadzenia religijne, z wyjątkiem tych, które zajmowały się działalnością charytatywną.

Przebieg objawień z 1877 r.

27 czerwca 1877 r. 13-letnia Justyna Szafryńska wracała z kościoła w Gietrzwałdzie do domu. Przygotowywała się do I komunii świętej i właśnie zdała egzamin u miejscowego proboszcza, ks. Augustyna Weichsela. Gdy na głos dzwonu odmówiła Anioł Pański, na klonie rosnącym koło plebanii zobaczyła niezwykłą jasność, a w niej biało ubraną postać, siedzącą na złocistym tronie, udekorowanym perłami. Po chwili zauważyła jasny blask zstępujący z nieba i anioła ze złotymi skrzydłami, w białej szacie. Gdy dziewczynka odmówiła Pozdrowienie Anielskie, postać podniosła się z tronu i wraz z aniołem uniosła się do nieba. Tak rozpoczęły się objawienia Matki Bożej, które trwały do 16 września.

Dziewczynka, już po pierwszym widzeniu opowiedziała wszystko proboszczowi, który polecił jej następnego dnia przyjść na to samo miejsce. Gdy zadzwoniono na Anioł Pański, drzewo klonu zostało oświetlone. Wokół niego utworzył się złoty krąg, a na jego tle ukazał się tron ze złota, do którego dwaj aniołowie przyprowadzili Najświętszą Dziewicę. Gdy usiadła, inni dwaj aniołowie przynieśli Dziecię Jezus w niebiańskim blasku, trzymające w lewym ręku kulę ziemską i posadzili Je na lewym kolanie Matki Bożej. Nad wszystkimi pojawił się jeszcze jeden anioł, który wskazywał na wielki krzyż bez wizerunku Chrystusa ukrzyżowanego.

30 czerwca Matka Boża objawiła się sama, bez towarzystwa aniołów. Tego dnia po raz pierwszy miała wizję także 12-letnia Barbara Samulowska, która przyszła wraz z Justyną. Obie dziewczynki pochodziły z ubogich katolickich warmiackich rodzin o korzeniach polskich.

Podczas widzenia Szafryńska zapytała Najświętszą Pannę: "Czego żądasz Matko Boża?" i otrzymała odpowiedź: "Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec." Matka Boża mówiła w zrozumiałej dla widzących miejscowej gwarze, bliskiej językowi polskiemu.

1 lipca Szafryńska zapytała: "Kto Ty jesteś?" i usłyszała w odpowiedzi: "Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta." Warto przypomnieć, że objawienia w Gietrzwałdzie miały miejsce w niecałe 20 lat po objawieniach w Lourdes, gdzie Matka Boża powiedziała Bernadetcie Soubirous: "Ja jestem Niepokalane Poczęcie", a także niespełna 23 lata po ogłoszeniu przez papieża Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Od lipca Szafryńska i Samulowska miały codziennie objawienia w czasie wieczornego nabożeństwa różańcowego. W sumie Matka Boża ukazała się 160 razy. Matka Boża odpowiadała także na pytania przybywających tam ludzi, przekazywane za pośrednictwem wizjonerek. - Jest to niezwykły dialog zwykłych ludzi z Matką Bożą, rzadko spotykany w innych objawieniach - podkreśla abp Górzyński. - Lud Boży przybywa tam ze swoimi codziennymi problemami A dotyczą one tego, co im jest bliskie, w konkretnych sytuacjach życiowych. Są oni reprezentacją całego przekroju społeczeństwa, co do wieku i wykształcenia oraz statusu społecznego - dodaje.

Pytania do Matki Bożej są bardzo "życiowe". Dotykają często prozaicznych spraw. Coś się zdarzyło w rodzinie i ktoś stawia bardzo konkretne pytanie. Czy np. ta osoba, która zachorowała bądź odeszła z zakonu, co się z nią będzie działo? Odpowiedzi Maryi stanowią przykład pedagogii wskazującej w jakim kierunku życie chrześcijanina winno się rozwijać. Te dialogi spisane są dzień po dniu. Jest to znakomity materiał, przypominający czasami "Dzienniczek" s. Faustyny.

Któregoś dnia ktoś zapytał, jak odnosić się do osób, które trwają w nałogu? Ze strony Matki Bożej pada odpowiedź, która jest wezwaniem do radykalnej przemiany. Maryja wzywa całą społeczność, aby poprzez wsparcie duchowe, ale także konkretną pracę i duchową mobilizację, podejmowała walkę z tymi wadami. Cały czas powtarza, że człowiek musi się zmieniać i to nie wedle takiego czy innego programu, ale wedle klucza Ewangelii. Wskazuje zawsze na Chrystusa, wedle przesłania Maryi podczas cudu w Kanie Galilejskiej: "Uczyńcie, co Syn mój wam powie!"

Objawienia zawierają też ważne orędzie do kapłanów. Matka Boża nie odpowiada inaczej jak: "Idźcie do swoich kapłanów, taką rzecz należy wyjaśniać na spowiedzi!". A gdy jest wątpliwość, kogo trzeba słuchać, mówi: "Słuchajcie księdza w konfesjonale!" Zwraca uwagę jak ważna jest posługa kapłanów dla życia duchowego Ludu Bożego. Przypomina, że odpowiedź na bardzo wiele problemów jakie napotykamy w naszym życiu, znaleźć można na drodze życia sakramentalnego. A chodzi o uczestnictwo w Eucharystii i sakramencie spowiedzi oraz poważne traktowanie tego, co otrzymujemy w nauczaniu, jakie kapłan wówczas do nas kieruje. Między wieloma pytaniami o zdrowie i zbawienie różnych osób, dzieci zapytały także: "Czy Kościół w Królestwie Polskim będzie oswobodzony?" oraz czy osierocone - na skutek Kulturkamfu - parafie na południowej Warmii wkrótce otrzymają kapłanów?

W odpowiedzi usłyszały: "Tak, jeśli ludzie gorliwie będą się modlić, wówczas Kościół nie będzie prześladowany, a osierocone parafie otrzymają kapłanów!"

Wieść o objawieniach spowodowała napływ do Gietrzwałdu licznych pielgrzymów. Pierwszą wzmiankę o objawieniach podał pelpliński "Pielgrzym", 10 lipca 1877 r. 7-9 września, podczas trzydniowych obchodów święta Narodzenia Matki Bożej zgromadziło się w Gietrzwałdzie aż 50 tys. ludzi. Z pobłogosławionego przez Matkę Bożą 8 września 1877 r. wieczorem źródełka pielgrzymi od lat czerpią wodę, którą przynosiła ulgę cierpiącym i liczne uzdrowienia.

6 września 1877 r. w miejscu, gdzie dzieciom ukazywała się Matka Boża, umieszczona została kapliczka z figurą Najświętszej Marii Panny. Została ona wykonana w Monachium.

Duże zasługi w upowszechnianiu przesłania Matki Bożej z Gietrzwałdu przypisać trzeba miejscowemu proboszczowi Augustynowi Weichslowi (1830-1909 r.), który prawie czterdzieści duszpasterzował w Gietrzwałdzie. Co ciekawe, ks. Weichsel wywodził się z rodziny niemieckiej, od lat zamieszkałej w Pieniężnie, ale wspierał Polaków w ich przywiązaniu do wiary i języka ojców. Wydarzenia gietrzwałdzkie przeżył bardzo głęboko, starał się je pilnie obserwować i propagować. Władze pruskie poddały go za to różnym represjom, nawet z krótkotrwałym osadzeniem w więzieniu, nakładaniem grzywien i zawieszaniem w możliwościach wypełniania posługi duszpasterskiej.

Odrodzenie polskości

Objawienia wstrząsnęły Warmią i życiem lokalnej społeczności. Z perspektywy coraz trudniejszego położenia ludności polskiej w państwie pruskim potraktowano je jako ważny znak, symbol obrony zarówno katolików, jak i polskiej społeczności.

Inne regiony Polski szybko zareagowały pielgrzymkami do Gietrzwałdu. Pierwsza była Ziemia Kujawska. Tamtejsi duszpasterze podawali, że tradycyjne pielgrzymki na Jasną Górę straciły swoją frekwencję, na rzecz pielgrzymowania do Gietrzwałdu. Informacje o objawieniach znajdujemy także w prasie np. na Śląsku, w Małopolsce, w Galicji, praktycznie we wszystkich zaborach.

Choć objawienia te spowodowały odrodzenie polskości, miały też istotny wymiar uniwersalny. Do Gietrzwałdu przybywają głównie katolicy, ale – co ciekawe - i ewangelicy, miejscowi protestanci. Można mówić o szczególnych więziach, jakie istniały na Warmii pomiędzy katolikami a protestantami. Jeszcze bardziej było to widoczne w sanktuarium w Świętej Lipce, gdzie przybywało wielu protestantów, mimo, że jest to sanktuarium maryjne. I dlatego do dziś sanktuarium to nosi tytuł sanktuarium jedności chrześcijan.

Pięć lat po objawieniach, w sprawozdaniu z 27 września 1882 r. ks. Augustyn Weichsel pisał: "nie sama tylko moja parafia, ale też cała okolica stała się pobożniejsza po objawieniach. Dowodzi tego wspólne odmawianie różańca świętego po wszystkich domach, wstąpienie do klasztoru bardzo wielu osób, regularne uczęszczanie do Kościoła".

Dobre skutki objawień szybko się rozprzestrzeniały, przeniknęły także do Królestwa Kongresowego i Rosji. Jednym z nich był zwyczaj codziennego wspólnego odmawiania różańca, nieraz także publicznie. Na południowej Warmii różaniec był odmawiany prawie we wszystkich domach, podobnie też w wielu parafiach diecezji chełmińskiej, poznańskiej i wrocławskiej. W samym Gietrzwałdzie parafianie odmawiali różaniec w kościele trzy razy dziennie: rano, w południe i wieczorem. Poza tym miały miejsce liczne nawrócenia i konwersje oraz częste przystępowanie do sakramentów świętych.

Co roku do Gietrzwałdu 29 czerwca, 15 sierpnia i 8 września przybywały rzesze polskich pielgrzymów ze wszystkich zaborów. Pielgrzymowali też Niemcy, Kaszubi, Mazurzy i Litwini. Napływ pątników skłaniał kolejnych proboszczów, bratanka ks. Augustyna Weichsla, Juliusza, Jana Hanowskiego, Hieronima Nahlenza, Franciszka Klinka do rozbudowy sanktuarium.

Jednym ze skutków objawień był rozwój ruchu trzeźwościowego, promieniujący na inne zabory. W Gietrzwałdzie powstało bractwo trzeźwości. Objawieniom gietrzwałdzkim nadał szczególne znaczenie słynny kapucyn o. Honorat Kożmiński (1829-1916), twórca wielu bezhabitowych zgromadzeń żeńskich. Pod wpływem objawień gietrzwałdzkich założył on zgromadzenie służek NMP Niepokalanej. Zgromadzenie szczególną uwagę zwraca na szerzenie wiedzy religijnej i kształtowanie sumienia chrześcijańskiego dzieci, młodzieży i dorosłych.

Rok po objawieniach z inicjatywy Andrzeja Samulowskiego została otwarta w Gietrzwałdzie polska księgarnia. W 1866 r. w miejscowości tej światło dzienne ujrzał pierwszy numer "Gazety Olsztyńskiej". Pod koniec XIX wieku Gietrzwałd liczył ok. 1000 mieszkańców. Ruch pątniczy podbudował lokalną gospodarkę. Działały tam w tym okresie cztery karczmy, sklep kolonialny, dwie księgarnie, sklepy spożywcze i piekarnie.

Po zakończeniu I wojny światowej aktywną działalność rozpoczęli na Warmii działacze Akcji Polskiej, których celem było uzyskanie jak największego poparcia dla idei przyłączenia Warmii do Polski. Zadecydować miał o tym plebiscyt, który odbył się 11 lipca 1920 r. W plebiscycie ludność zamieszkująca Warmię, Mazury i Powiśle miała zdecydować o przyłączeniu tych ziem do nowo powstałego państwa polskiego lub o pozostawieniu ich w granicach Prus Wschodnich. Wyniki plebiscytu były dla Polski druzgocącą klęską. W samym Gietrzwałdzie za Polską oddano 178 głosów, a za Prusami Wschodnimi 412. Taki wynik plebiscytu historycy tłumaczą tym, że przeprowadzony on został w czasie, kiedy na Polskę zmierzała nawałnica ze Wschodu i jej losy były wysoce niepewne.

Po przyłączeniu do Prus Wschodnich, w Gietrzwałdzie w okresie międzywojennym działało jednak nadal koło Związku Polaków w Niemczech, katolicka Szkoła Polska (do 1933 r.), polska biblioteka Towarzystwa Czytelni Ludowych oraz koło Związku Towarzystw Młodzieży w Prusach Wschodnich. W 1927 roku uruchomiono polskie przedszkole.

Dalsze losy wizjonerek

Losy obu wizjonerek do pewnego czasu po objawieniach były takie same. Obie zostały siostrami w zakonie szarytek (św. Wincentego a Paulo), najpierw w Chełmnie, a potem w Paryżu. Z Paryża Barbara Samulowska (imię zakonne Stanisława) wyjechała z misją do Gwatemali, gdzie zmarła 6 grudnia 1950 r. w opinii świętości. 2 lutego 2005 r. w bazylice gietrzwałdzkiej, abp Edmund Piszcz, metropolita warmiński, otworzył proces beatyfikacyjny siostry Stanisławy Barbary Samulowskiej.

Natomiast Justyna Szafryńska w 1897 r. opuściła zakon i powróciła do życia w stanie świeckim. Poślubiła w 1899 w Paryżu, Raymonda Etienne Bigota. Po 1904 r. ślad o niej zaginął, nie wiadomo gdzie spędziła resztę życia oraz gdzie jest pochowana.

Uznanie objawień

Ówczesny biskup warmiński, Filip Krementz, jeszcze podczas trwania objawień w 1877 r. zwołał specjalną komisję teologów, by gruntownie zbadali sprawę. Komisja przebywała w Gietrzwałdzie już od 20 sierpnia, jeszcze podczas trwania objawień. Zbadała przede wszystkim osobowość i wiarygodność dziewczynek, a także treść i zgodność ich wypowiedzi oraz oddziaływanie wydarzeń na społeczeństwo. W liczącym 47 stron sprawozdaniu zajęła stanowisko pozytywne, a dziewczęta określiła jako "bezpretensjonalne, proste, naturalne, dalekie od jakiejkolwiek przebiegłości".

Na początku września 1877 r. biskup powołał ponadto komisję składającą się z trzech lekarzy, by zbadali wizjonerki podczas objawień. Lekarze orzekli, że symulacja nie wchodzi w rachubę. W czasie objawień u dziewczynek zaobserwowali zwolnienie tętna, utratę ciepłoty w rękach i ramionach, zastygnięcie twarzy.

10 września 1967 r. prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński dokonał koronacji obrazu Matki Bożej. 2 czerwca 1970 r. papież Paweł VI nadał kościołowi w Gietrzwałdzie tytuł bazyliki mniejszej.

1 września 1977 odbyły się, poprzedzone IV Ogólnopolskim Kongresem Mariologicznym, uroczystości 100-lecia objawień Matki Bożej, którym przewodniczył Ks. Karol Kardynał Wojtyła, metropolita krakowski. W tym dniu bp Józef Drzazga, biskup warmiński, uroczyście zatwierdził kult objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Wydał dekret zatwierdzający objawienia jako wiarygodne, nie sprzeciwiające się wierze i moralności chrześcijańskiej. A później objawienia zostały uznane przez Stolicę Apostolską, jako jedne z 12 objawień maryjnych w świecie.

24 czerwca 2002 roku papież Jan Paweł II przesłał list z okazji 125 rocznicy objawień Matki Bożej, w duchu pielgrzymując do sanktuarium gietrzwałdzkiego, by dziękować Maryi za Jej obecność i matczyną opiekę.

Główne obchody 140. rocznicy objawień

W tym roku główne obchody 140. rocznicy objawień przypadną na 10 września. Zaproszenie zostało skierowane do polskich biskupów jak i do władz państwowych. "Liczę na odzew wiernych nie tylko z Warmii ale i z całej Polski" - mówi KAI abp Józef Górzyński, metropolita warmiński.

Abp Górzyński wyjaśnia, że w ramach obchodów, które rozpoczęły się 27 czerwca (data rozpoczęcia objawień), następuje nawiązanie do tematyki "dialogów Matki Bożej z wiernymi, przypadających w danym dniu". - Kiedy np. w tym dniu była mowa o nadużyciach alkoholu, organizujemy w Gietrzwałdzie rekolekcje bądź zjazdy abstynenckie. Z kolei 7 września, w dniu kiedy była mowa o kapłanach, odbędzie się dzień skupienia dla kapłanów warmińskich - wyjaśnia.

Dodaje, że "nie zapominamy też o refleksji o charakterze akademickim, studyjnym. Stąd zakończenie roku obchodów w listopadzie zwieńczone zostanie sympozjum naukowym w Olsztynie".

Tagi:
rocznica Gietrzwałd

Gietrzwałd: Dzień Pokuty dla wolności

2018-06-30 21:48

dg / Gietrzwałd (KAI)

Dziś w Gietrzwałdzie ponad 20 tys. pielgrzymów z całej Polski uczestniczyło w Dniu Pokuty, nawiązującym do maryjnych objawień i będącym elementem obchodów 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Odbył się on pod hasłem „Od wolności wewnętrznej do wolności zewnętrznej”. Jak tłumaczył KAI abp Józef Górzyński, „chodzi najpierw o to, abyśmy stali się wewnętrznie wolni, gdyż bez tego nie da się prawidłowo przeżywać daru wolności w wymiarze społecznym i narodowym. (…) Jeśli bowiem damy się wewnętrznie zniewolić, stwarzamy zagrożenie dla zewnętrznej wolności naszej ojczyzny”.

sanktuariummaryjne.p
Łaskami słynący obraz Matki Bożej w Gietrzwałdzie

Uroczystości były inicjatywą metropolity warmińskiego abp. Józefa Górzyńskiego. Od rana pielgrzymi brali udział w modlitwie. Rozważania różańcowe poprowadził warmiński biskup pomocniczy Janusz Ostrowski.

- Uświadomiłaś nam przyczyny, które doprowadziły do utraty wolności, a równocześnie wskazałaś drogę, którą trzeba przebyć, by na nowo stać się ludem wolnym – mówił w modlitwie do Maryi biskup, dodając: „Grzechy naszych przodków doprowadziły do stępienia sumień. Zwyciężył egoizm i głupota. Szatan, który jest ojcem kłamstwa i podziałów, triumfował w ludzkich sercach. Wszelkie próby odzyskania wolności i niepodległości zewnętrznej kończyły się klęską, gdyż w sercach Polaków brakowało prawdziwej wolności od grzechu”.

Rozważania do Drogi Krzyżowej poprowadził dominikanin, o. Stanisław Przepierski z klasztoru na warszawskim Służewie. – Jaki jest nasz wkład w przekazywanie prawdy? Czy nasz wkład w życie społeczne polega na ciągłym narzekaniu, obmowie, nieżyczliwości, wykluczaniu innych, dzieleniu czy wręcz nienawiści i duchowego uśmiercania, wychowywania do postaw kainowych. Kto nienawidzi swego brata, już go zabił" - wskazywał dominikanin. "Naród wewnętrznie skłócony, nieumiejący rozwiązywać swoich problemów w twórczych i mądrych rozmowach jego obywateli, zmierza do własnego grobu" – przestrzegł o. Przepierski.

Po Drodze Krzyżowej odbyło się nabożeństwo pokutne połączone z możliwością indywidualnej spowiedzi w polowych warunkach.

Najważniejszym punktem uroczystości była Msza święta, której przewodniczył biskup bydgoski Jan Tyrawa. Udział w niej wzięli biskupi, liczni kapłani, marszałek Sejmu RP, wojewoda, przedstawiciele władz samorządowych oraz tysiące pielgrzymów.

Wprowadzając do liturgii, abp Józef Górzyński, metropolita warmiński, powiedział: „Świadomi wielu dróg, którymi nasi rodacy dążyli do wolności, dzisiaj pragniemy przywołać drogę duchową. Jest to droga, którą przemierzali Polacy w łączności z Bogiem, świadomi, że tylko On, Pan dziejów, może odrodzić w nich prawdziwą wolność ducha i ciała, może poprowadzić do wolności wewnętrznej a potem zewnętrznej. Czynimy to w Gietrzwałdzie, miejscu, gdzie w najtrudniejszym etapie zniewolenia Polaków objawiła się Maryja Niepokalana i po polsku wezwała do modlitwy i przemiany. Był to dla Polaków jeden z najmocniejszych impulsów pobudzających do odrodzenia swojej narodowej tożsamości i do podjęcia duchowej drogi do wolności”.

Kazanie podczas Eucharystii wygłosił emerytowany biskup łowicki Józef Zawitkowski.

– Więc do Gietrzwałdu idę, bom grzeszny. Sto lat odzyskanej niepodległości, a my wciąż zniewoleni. Do Gietrzwałdu idę, bym się z opętania uwolnił, bo wolność sumieniem się mierzy – mówił kaznodzieja. – Do Gietrzwałdu iść muszę, bo nam cudu trzeba! Tu Polacy ongiś nie za miecz chwytali, ale za różaniec i stał się cud wolności – dodał, przywołując słowa Piusa XI „Bo nie siłą, ale modlitwą niewolę zrzucić trzeba”.

Próbując wyjaśnić obecność zła w świecie biskup zaznaczył, że jest ono skutkiem źle wykorzystanej wolności. W tym kontekście przywołał słowa Jana Pawła II „Nawet źle pojęta demokracja może stać się totalitarnym zniewoleniem”.

– Nasz Gietrzwałdzki Dzień Pokuty przeżywamy jako refleksję nad prawdą, że nie ma wolności narodu bez wolności sumienia każdego z obywateli. Ojciec Święty Pius IX wołał do nas: „Starajcie się usuwać przyczynę Waszej niewoli, którą jest grzech” – kontynuował biskup.

Przywołując Dekalog, wskazywał: „Boga trzeba słuchać, a nie ludzi. Wtedy zbyteczną będzie ustawa o aborcji, o eutanazji. Wystarczy ‘Nie zabijaj’. Nikogo i nigdy. Reszta jest od diabła. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni. (Mt 7,1) Wierzącym nie trzeba ustawy, wystarczy sumienie”. – Trzeba rozliczyć afery, złodziejstwa bezbożnych, ale wystarczyłoby przykazanie: „Nie kradnij”. Nikogo nigdzie i nigdy. Zło trzeba rozliczyć do ostatniego szeląga. Ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie (por. Mt 5,18). Pan Bóg powiedział do nas „Nie cudzołóż”. Byliby ludzie piękni urodą czystego serca i czystych oczu, i czystą miłością, ale myśmy poplątali miłość z łajdactwem, małżeństwo z partnerstwem i tym grzechem zgnije współczesny świat – wskazał hierarcha.

– Przysięgałem z Konopnicką: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, teraz sami sobie naplujemy. Nie będzie uchodźca rządził w moim domu, bo przysięgałem, że: „Twierdzą nam będzie każdy próg, tak nam dopomóż Bóg!” Więc przysięgi nie zmienię. A gdyby ktoś w moim domu krzyż zdjąć usiłował i dzieci nam germanił, to ten nie jest z ojczyzny mojej. Niech wróci do siebie. Dajcie nam żyć, pracować i modlić się spokojnie w rodzinnym domu, gdzie Panem jest Jezus, a Królową Jego Matka – powiedział bp Zawitkowski.

Tuż przed zakończeniem liturgii do zebranych zwrócił się marszałek Sejmu, Marek Kuchciński: „dzisiaj do Gietrzwałdu przybywamy przede wszystkim po to, by odnowić i umocnić się w tej wartości, która towarzyszy nam na co dzień, by umocnić u odnowić wolność, naszą wolność wewnętrzną i zewnętrzną. Ojciec Święty Jan Paweł II wielokrotnie przypominał nam, jak cenną wartością jest wolność i suwerenność. Właśnie wolność każdego człowieka i suwerenność całej naszej ojczyzny. Dzisiaj, z perspektywy naszej pracy w Sejmie, możemy powiedzieć, że rozumiemy głębiej i widzimy lepiej słowa Ojca Świętego Jana Pawła II. Dlatego też dzisiaj tym chętniej przybywamy do Gietrzwałdu, by podziękować Matce Bożej Niepokalanej, za te słowa, które skierowała do nas 140 lat temu, przypominając o tych najważniejszych sprawach dla każdego z nas i dla całej Polski – o wolności”.

Ostatnim punktem uroczystości był uwielbieniowy koncert zespołu Deus Meus.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież, który nie umiera

2018-10-10 11:16

Z kard. Stanisławem Dziwiszem rozmawia Krzysztof Tadej dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 41/2018, str. 10-14

40 lat temu – 16 października 1978 r. kard. Karol Wojtyła został papieżem. Pierwszym po 455 latach następcą św. Piotra, który nie pochodził z Włoch (od czasów Hadriana VI, Holendra, którego pontyfikat trwał w latach 1522-23). Kard. Stanisław Dziwisz, były metropolita krakowski i osobisty sekretarz Jana Pawła II, opowiada o tych wyjątkowych, historycznych chwilach

Adam Bujak, Arturo Mari/Biały Kruk

KRZYSZTOF TADEJ: – 16 października 1978 r., wieczorem, kiedy pojawił się biały dym...

KARD. STANISŁAW DZIWISZ: – Stałem wśród nieprzebranych tłumów ludzi na Placu św. Piotra, po lewej stronie, koło fontanny.

– Dokładnie o godz. 18.44 na centralnym balkonie Bazyliki św. Piotra pojawił się kard. Pericle Felici.

– Kard. Felici zaczął ogłaszać: „Annuntio vobis gaudium magnum – habemus papam...” (Zwiastuję wam radość wielką – mamy papieża... – przyp. K. T.). Gdy padło imię „Carolum”, zadrżało mi serce. Po chwili kardynał powiedział: „Wojtyla”, a ja pomyślałem: „Stało się!”.

– A nie np.: „Jak cudownie! Jak wspaniale!”?

– Radości, której wówczas doświadczyłem, nie da się opisać żadnymi słowami. Ale byłem też rozdarty między poczuciem dumy i szczęścia a świadomością, że od tej chwili zmienia się wszystko. To rodziło pewną nostalgię. Poza tym miałem świadomość, jak wielka odpowiedzialność została złożona w ręce kard. Wojtyły. Kościół i świat znajdowały się w szczególnym momencie dziejów. Polskiego Papieża czekało wiele ciężkiej pracy.

– Jak reagowali ludzie stojący obok Księdza Kardynała?

– Entuzjazm tłumów był porywający. Wielu jeszcze nie wiedziało, kim jest nowy papież. Dopytywali, skąd pochodzi. Plac szybko się zapełniał, bo na wieść o pozytywnym wyniku konklawe rzymianie zostawiali swoje zajęcia i biegli pod Bazylikę św. Piotra, by zobaczyć Ojca Świętego. Kiedy Jan Paweł II ukazał się na balkonie, zapanowała nieprawdopodobna euforia. Krzykom, oklaskom, radości nie było końca. Wiedziałem, że Papież z dalekiego kraju natychmiast podbił serca mieszkańców Wiecznego Miasta. Kard. Stefan Wyszyński wyznał mi później, że bardzo się bał tego momentu. Zastanawiał się, jak lud rzymski przyjmie nowego papieża. Czy go zaakceptuje? Ale reakcja na przemówienie nowego Ojca Świętego powiedziała nam wszystko: świat od razu pokochał Jana Pawła II.

– Kard. Wyszyński chciał, żeby nowym papieżem został Włoch. Czy to prawda?

– Przed wyjazdem z Polski nie dopuszczał innej możliwości. Uważał, że jeszcze nie czas na papieża z innego kraju. Z takim przeświadczeniem wchodził na pierwsze konklawe po śmierci Pawła VI, a potem na drugie. Ale czas konklawe dał mu do myślenia. Zrozumiał, że Duch Święty chce inaczej. Zmienił zdanie, a po wyborze stanął przy Papieżu, by dodać mu odwagi i przekazać wyrazy przyjaźni i serdeczności. Kiedyś Ojciec Święty wspominał o tym, co się działo w czasie konklawe. Mówił, że w decydującym momencie, gdy szala głosów przechylała się w jego stronę, Prymas Tysiąclecia podszedł do niego i powiedział, że nie wolno mu odmówić, że musi przyjąć ten wybór. On również zasugerował imię dla nowego papieża: Jan Paweł II.

– Czy przed konklawe kard. Wojtyła przewidywał, że może zostać wybrany?

– Nigdy o tym nie mówił. Ten temat nie był przez niego poruszany w żadnej rozmowie, a gdy ktoś z otoczenia zaczynał snuć domysły, ucinał je krótkim zdaniem: „Duch Święty wskaże”.

– Gdy czyta się wspomnienia o Karolu Wojtyle, można odnieść wrażenie, że wiele osób przepowiedziało ten wybór.

– Trochę jestem tym zdziwiony, bo przecież nie było powszechnego przekonania, że wyjedzie na konklawe i już nie wróci. Nic takiego nie miało miejsca. Owszem, zdarzały się osoby, zwłaszcza w Krakowie, które powtarzały: „To święty duszpasterz, święty biskup”. Niektórzy dodawali, że nadawałby się na papieża. Znałem nawet siostrę z Międzyzakonnego Wyższego Instytutu Katechetycznego, która często podkreślała, że gdyby kard. Wojtyła został papieżem, to byłaby ogromna szkoda, bo Kraków straci wybitnego człowieka. Po śmierci Jana Pawła I takich głosów było nieco więcej. Docierały wiadomości, że nasz kardynał był brany pod uwagę podczas poprzedniego konklawe. Ale pamiętajmy, że były to pojedyncze opinie. Później sprawy przybrały inny obrót, bo zaraz po ogłoszeniu nowego papieża na Placu św. Piotra rozdawano dziennik watykański z dossier na temat kard. Wojtyły. To przygotowanie watykańskiej prasy oznaczało, że był poważnym kandydatem.

– A Ksiądz Kardynał? Nigdy nie pomyślał, że tak się stanie?

– Od początku miałem świadomość, komu służę. Widziałem wielkość Karola Wojtyły. Mimo stosunkowo młodego wieku należał do najwybitniejszych postaci Kościoła. Uczestniczył w synodach z udziałem kardynałów, arcybiskupów i biskupów z całego świata. Tylko raz nie pojechał na synod do Rzymu. Władze nie wypuściły z kraju kard. Wyszyńskiego i na znak solidarności z Prymasem nie pojechał również kard. Wojtyła. Trzeba powiedzieć, że wyróżniał się w tych gremiach. Jego przemówienia nie pozostawały bez echa. Poza tym łączyła go przyjaźń z papieżem Pawłem VI. Ojciec Święty przyjmował go na prywatnych audiencjach zawsze, ilekroć kard. Wojtyła był w Rzymie. Powierzył mu także wygłoszenie rekolekcji dla niego i całej Kurii Rzymskiej, co było dowodem papieskiego uznania i szacunku dla polskiego hierarchy. Kard. Wojtyła był znany w Kościele i liczono się z jego głosem. Był oceniany jako wybitny myśliciel i duszpasterz. Interesowały się nim środki społecznego przekazu w Rzymie. Wspominałem już, że watykańskie media przygotowywały się na możliwość jego wyboru. Dziennik „L’Osservatore Romano” opracował sylwetki dziesięciu najważniejszych kandydatów i wśród nich był Karol Wojtyła. Przed konklawe konsultowali ze mną jego życiorys. Ale również inne poważne czasopisma wymieniały go jako kandydata na następcę św. Piotra.

– Nie było żadnych innych znaków, że zostanie wybrany? Kiedyś Ksiądz Kardynał opowiadał mi o dziwnej sytuacji po śmierci Pawła VI.

– Rzeczywiście, to było niezwykłe. Na początku sierpnia 1978 r. Karol Wojtyła wyjechał w Bieszczady z przyjaciółmi. Tam się dowiedział, że zmarł Paweł VI. Następnego dnia pojechałem po niego. Schodzili z gór przy pięknej pogodzie. W którymś momencie musieli przejść przez San. Zdjęli buty i boso, po kamieniach, przedostali się na drugi brzeg. I wtedy jakiś piorun strzelił obok. Jeden raz, z jasnego nieba. Pomyślałem, że to znak.

– Czyli wybór kard. Wojtyły na papieża nie był dla Księdza Kardynała czymś zaskakującym?

– Nie byłem zszokowany, choć to był szok dla świata. Zrozumiały, bo przecież od wieków papieżami zostawali Włosi. Dzisiaj, z perspektywy czasu, widzę, że Opatrzność Boża przygotowała Karola Wojtyłę do wielkich zadań. Był człowiekiem wielu talentów: myśliciel, filozof, aktor, poeta. Imponował znajomością języków obcych, którymi się posługiwał z niesłychaną swobodą. Mimo wielu obowiązków sam przygotowywał projekty swoich wystąpień. Współpraca z kurią układała się bardzo dobrze, ale zasadniczymi kwestiami metropolita krakowski zajmował się osobiście.

– Powróćmy do chwili, gdy Jan Paweł II pojawił się pierwszy raz na balkonie Bazyliki św. Piotra. Po przemówieniu i błogosławieństwie zniknął we wnętrzu bazyliki. A Ksiądz Kardynał? Od razu poszedł do Papieża?

– Nie było to takie proste, bo przecież konklawe wciąż trwało. Papież jednak chciał mnie zobaczyć i zostałem komisyjnie wprowadzony do refektarza, w którym kardynałowie wraz z Ojcem Świętym spożywali kolację. Do Jana Pawła II podprowadził mnie sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Jean-Marie Villot. Ojciec Święty wstał i serdecznie się ze mną przywitał.

– Nic nie mówił?

– Powiedział: „Ale dali szkołę!”.

– ?

– Tak zażartował. Już później, choć nie pamiętam dokładnie kiedy, dodał: „Skończyły się wyjazdy na narty!”.

– Co się działo dalej?

– Po kolacji Ojciec Święty poszedł do swojego pokoju i zaczął przygotowywać przemówienie do Kolegium Kardynalskiego, które miał wygłosić następnego dnia rano w Kaplicy Sykstyńskiej. Chciał, abym został, ale ja tego wieczoru pojechałem do Kolegium Polskiego przy Piazza Remuria, gdzie mieszkaliśmy przed konklawe. Chciałem dzielić wielkie chwile z polskimi księżmi, którzy świętowali wybór nowego papieża. Euforia, radość, oklaski – słowami nie da się opisać tego, co tam się działo! Natychmiast też wzrosło zainteresowanie Polską. Pojawiło się wielu dziennikarzy. Pytali o kraj, który dał światu następcę św. Piotra. Wyczuwało się też, że wszyscy czekali na coś nowego, na jakieś nowe otwarcie dla Kościoła i świata. Nowy papież dawał nadzieję na zmiany.

– Następnego dnia wrócił Ksiądz Kardynał do Watykanu i...

– Pałac Apostolski, czyli dom papieża, był po śmierci Jana Pawła I zamknięty. Kard. Villot otwierał przy Ojcu Świętym drzwi apartamentów. Gdy to zrobił, przekazał mi klucze. Ogromny, ciężki pęk kluczy. W tej chwili zaczęła się moja troska o porządek w Pałacu Apostolskim.

– Początki były dla Księdza Kardynała ciężkie?

– Nie miałem doświadczenia. Byłem lekko przerażony, gdy dwa razy dziennie docierała ze wszystkich kongregacji poczta do Ojca Świętego. Dokumenty, pisma, prośby. To były stosy papierów, które trzeba było uporządkować i przedstawić Ojcu Świętemu. Pracy było tyle, że to przerażenie szybko mi przeszło. Nie było na nie czasu (śmiech).

– Czy w tych pierwszych dniach zajmował się Ksiądz Kardynał tak przyziemnymi sprawami, jak np. zorganizowanie przewozu rzeczy kard. Wojtyły z Krakowa do Watykanu?

– Akurat z tym nie było żadnego problemu. Papież praktycznie nic nie posiadał. Żył jak św. Franciszek z Asyżu. W Krakowie nie pobierał pensji, a wszystkie honoraria z książek i innych publikacji przeznaczał dla ubogich studentów i profesorów. Nie rozgłaszał tego. Pomagał tak, żeby poza zainteresowanymi nikt o tym nie wiedział. Nie lubił też, gdy kupowano mu coś nowego. Miał w Polsce stary płaszcz z podpinką. Zimą zakładał podpinkę do płaszcza i to było całe jego bogactwo.

– A jak się Papież zachowywał po wyborze? Czy jakoś się zmienił?

– Do końca pontyfikatu pozostał sobą. Tym zaskakiwał kapłanów w Watykanie od pierwszych chwil, od pierwszego wyjścia na balkon Bazyliki św. Piotra. Ceremoniarz, ks. Virgilio Noe, wskazywał, że według tradycji nowy papież nie przemawia, tylko błogosławi ludzi zebranych na Placu św. Piotra. Ale Ojciec Święty na widok wiwatujących tłumów nie mógł przecież nic nie powiedzieć! W Watykanie szybko zrozumieli, że nowy papież jest człowiekiem niezależnym. Od pierwszego dnia zachowywał spokój, nie targały nim emocje, które przecież byłyby zrozumiałe wobec tak przełomowego wydarzenia w życiu. Był w nim głęboki spokój, który udzielał się innym. Widziałem ludzi, którzy przed spotkaniem z Ojcem Świętym byli zdenerwowani, przychodzili z jakimś wewnętrznym napięciem. Wychodzili od niego uspokojeni, uśmiechnięci. Źródłem tego spokoju były modlitwa i zawierzenie Opatrzności Bożej. Papież nie musiał się niepotrzebnie martwić, bo wiedział, że jest z nim Bóg, który wszystko widzi i go wspiera. Jan Paweł II był człowiekiem ogromnej modlitwy. Wszystkie trudności, decyzje, które trzeba było podjąć, najpierw powierzał Bogu. Przed każdym spotkaniem szedł do kaplicy i się modlił. Przed Najświętszym Sakramentem przygotowywał wszystko, co chciał przekazać w przemówieniach i homiliach. Jego wizja duszpasterska, kierunki działań dla Kościoła i świata powstawały na klęczkach, w ufnym zawierzeniu wszystkiego Panu dziejów. Miał jasne, precyzyjne widzenie spraw. Opowiadał mi kiedyś jeden z kardynałów, że poszedł do Papieża z pewnym problemem i wyznał mu, że nie widzi rozwiązania. Papież odpowiedział, że za mało się modli, i poprosił, żeby szukali światła podczas wspólnej modlitwy. I rzeczywiście problem został dzięki temu rozstrzygnięty. Kiedyś grupa kardynałów spierała się w jakiejś sprawie. Nie potrafili dojść do porozumienia. Papież zadał proste pytanie: „Co zrobiłby nasz Pan, Jezus Chrystus, w tej konkretnej sytuacji?”. Wszyscy po chwili zastanowienia wiedzieli, co mają robić dalej.

– Papież zaskoczył wszystkich również wtedy, gdy dzień po wyborze wyjechał poza Watykan.

– Jeszcze przed konklawe wielki, wspaniały przyjaciel kard. Wojtyły – bp Andrzej Deskur nagle zachorował. Doznał wylewu i trafił nieprzytomny do szpitala. W dniu rozpoczęcia konklawe kard. Wojtyła postanowił go odwiedzić. Myślę, że cierpienie przyjaciela było dla niego znakiem wielkich zmian, ale także ogromnym duchowym kapitałem. Tak zresztą je po latach interpretował. Nie byłem zaskoczony, gdy 17 października Jan Paweł II zdecydował, że chce ponownie odwiedzić bp. Deskura. Protestował prefekt Domu Papieskiego. Dla niego było to niemożliwe, bo nigdy wcześniej żaden papież nie wyjeżdżał z Watykanu.

– Jak wyglądało spotkanie z bp. Deskurem?

– W poliklinice Gemellego czekały tłumy. Wszyscy chorzy chcieli zobaczyć nowego papieża. Jan Paweł II długo się modlił przy nieprzytomnym przyjacielu i udzielił mu błogosławieństwa. Bp Deskur był w ciężkim stanie i dopiero po jakimś czasie, po kilku dniach, odzyskał przytomność. Wrócił do swoich obowiązków, choć nigdy nie odzyskał dawnej sprawności i do końca życia dźwigał krzyż cierpienia. Ojciec Święty zapraszał go w każdą niedzielę na obiad. Pozostał wierny tej przyjaźni do końca.

– Ksiądz Kardynał wspominał, że Jan Paweł II czuł się w Pałacu Apostolskim tak, jakby był tam od lat.

– Sam mi to powiedział: „Dziwię się sam sobie, bo czuję, jakbym tu zawsze był”. Bez problemów szedł od zadania do zadania. Od początku dawał z siebie wszystko i wykorzystywał czas do maksimum. Pierwsze dni upłynęły pod znakiem przygotowań do Mszy św. inaugurującej pontyfikat. Kuria zaproponowała projekt homilii. Papież odłożył go na bok i zaczął pisać swoją. Pisał ręcznie, po polsku. Sam przygotowywał swoje homilie i wystąpienia. Pisał, a w ostatnich latach dyktował ich treść. Przychodziło mu to z wielką łatwością. Nie potrzebował książek naukowych, pomocy, słowników. Przygotowanie długiego przemówienia wymagało od niego poświęcenia dwóch godzin. By przygotować krótsze przemówienie, wystarczyła godzina. Po tym czasie tekst nie wymagał żadnych poprawek. W dniu inauguracji pontyfikatu padły słowa, które zrobiły wielkie wrażenie na wszystkich. Papież powiedział: „Nie bójcie się przygarnąć Chrystusa i przyjąć Jego władzę, pomóżcie Papieżowi i wszystkim tym, którzy pragną służyć Chrystusowi, służyć człowiekowi i całej ludzkości. Nie bójcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi. Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, szerokie dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju! Nie bójcie się!”. Uważam, że dzisiaj te słowa są nadal aktualne.

– W czasie tej Mszy św. Jan Paweł II zrobił też coś niekonwencjonalnego. Wszedł w tłum ludzi.

– Zobaczył chorych i postanowił do nich zejść. Ks. Noe, papieski ceremoniarz, znów protestował. „Nie można! Nie można!” – wołał. A Ojciec Święty tylko na niego spojrzał i poszedł do ludzi. Po raz kolejny pokazał swoją niezależność. Robił to, co nakazywało mu serce, i nie wahał się wtedy przełamywać utartych zwyczajów.

– Od pierwszych dni Jan Paweł II odprawiał Msze św. w swojej prywatnej kaplicy z udziałem wiernych?

– Kilka razy samotnie odprawił Mszę św. w prywatnej kaplicy, ale to było dla niego trudne. Potrzebował poczucia więzi z innymi, bo Eucharystia ma przecież charakter wspólnotowy. Postanowił zapraszać zgromadzenia zakonne. Wziąłem więc książkę telefoniczną i zacząłem dzwonić do sióstr. Ale to nie było łatwe, bo siostry podejrzewały, że stroję sobie żarty. Nie wierzyły mi i sprawdzały w Sekretariacie Stanu, czy coś takiego jest możliwe, bo wcześniej w Watykanie nic takiego się nie zdarzało. Ale po kilku Mszach św. z Papieżem zgromadzenia zakonne same zaczęły się zgłaszać. Potem o możliwość uczestnictwa W Eucharystii z Papieżem prosiły różne instytucje i osoby prywatne.

– Czy Jan Paweł II myślał o pielgrzymce do Polski od pierwszych dni pontyfikatu?

– Na początku była podróż do Meksyku, na Dominikanę i Bahamy. Konferencja Episkopatu Ameryki Łacińskiej zaprosiła na swoje obrady Pawła VI. On jednak nie zdecydował się pojechać. Kolejny papież szybko zmarł. Jan Paweł II się nie zawahał, zwłaszcza że trzeba było rozstrzygnąć ważne problemy dotyczące teologii wyzwolenia. Na Konferencję Episkopatów mieli przyjechać delegaci wszystkich państw Ameryki Łacińskiej. W niektórych krajach pojawiły się pomysły, że wprowadzenie marksizmu i komunizmu jest drogą do wyzwolenia z nędzy. Papież przestrzegał, że to „lekarstwo” jest gorsze od choroby. Mówił o solidarności, współpracy i wrażliwości społecznej na krzywdy innych. Na spotkanie z Ojcem Świętym przychodziły rzesze ludzi. Pamiętam, że po wylądowaniu w Meksyku nie mogliśmy pokonać krótkiego odcinka z lotniska do mieszkania, bo na drodze były niezliczone tłumy wiwatujących ludzi. Dla Papieża pielgrzymka do Meksyku była otwarciem drogi do Polski. Meksyk miał wówczas chyba najbardziej antykościelną konstytucję. Tamtejszy Kościół był bardzo prześladowany. Jeśli tak antykościelne władze Meksyku przyjmują Ojca Świętego, to dlaczego miałaby odmówić Polska? Okazało się jednak, że to nie było takie proste. Papież chciał przyjechać do Polski na jubileuszowe obchody 900-lecia śmierci św. Stanisława w 1979 r. Władze powiedziały „nie” i zaczęły się negocjacje. Szczęśliwie pozwolono na pielgrzymkę w czerwcu.

– Gdy Ksiądz Kardynał wspomina dzisiaj te historyczne dni, to czy nie ma poczucia, że życie szybko mija i to, co wydaje się, że działo się tak niedawno, dla wielu jest jakimś odległym wydarzeniem?

– Nie, ponieważ wciąż spotykam ludzi z różnych krajów świata, którzy żyją nauczaniem Jana Pawła II. Interesują się wydarzeniami pontyfikatu i są zafascynowani świętym, wielkim Papieżem. Jego nauczanie dla wielu kapłanów stanowi źródło wiedzy. Spodobało mi się zdanie, które ktoś wypowiedział, że to jest „Papież, który nie umiera”. Powstają kościoły pod wezwaniem Jana Pawła II. Różne instytucje i szkoły obierają go sobie za patrona. W wielu krajach odbywają się sesje naukowe dotyczące Jana Pawła II. Mogę potwierdzić z przekonaniem, że to Papież, który nie umiera. Pozostał w sercach ludzi. Przekonuję się o tym każdego dnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Dziękczynna Msza św. w Żórawinie

2018-10-16 13:17

Agnieszka Bugała

Arch. Ośrodka Audiowizualnego we Wrocławiu

W dzień wyboru papieża 16 października duszpasterstwo parafii p.w. św. Józefa Oblubieńca NMP w Żórawinie  zaprasza na Mszę św. dziękczynną za pontyfikat św. Jana Pawła II o godz. 18.00. Odprawi ją  o. Marek Augustyn, kustosz sanktuarium MB Łaskawej we Wrocławiu.

Po Eucharystii organizatorzy zapraszają do udziału w widowisku religijnym przywołującym atmosferę pielgrzymek Jana Pawła II do Ojczyzny i przypomnienie sobie, choć na chwilę, entuzjazmu jaki panował podczas tych spotkań. Przywołane zostanie nauczanie jakie św. Jan Paweł II kierował do Polaków i... mała niespodzianka: organizatorzy gwarantują spotkanie się z postacią "Ojca Świętego". Zapraszają o zgromadzenie się na skrzyżowaniu ulicy Małowiejskiej i Wrocławskiej o godz. 17:40, gdzie odbędzie się uroczyste powitanie "orszaku papieskiego". Kolumna aut w asyście służb ochrony nadjedzie od strony stacji kolejowej. Po uroczystym przywitaniu "papieża" wszyscy przejdą ul. Wrocławską do kościoła na Mszę św. Po niej  widowisko słowno – muzyczne przygotowała młodzież. Chcą w ten sposób złożyć hołd Janowi Pawłowi II.

Po uroczystościach  będzie możliwość ucałowania relikwii św. Jana Pawła II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem