Reklama

Brazylia świętuje 300-lecie sanktuarium maryjnego Aparecida

2017-09-06 10:51

ts (KAI) / Aparecida / KAI

Piotr Drzewiecki

W Brazylii trwają przygotowania do obchodów 300-lecia objawień maryjnych w Aparecida. Do sanktuarium na południowym wschodzie kraju zmierzają już z kilku regionów piesze pielgrzymki. Reprezentantem papieża Franciszka na głównych uroczystościach w dniach 10-12 października będzie włoski kardynał Giovanni Battista Re. W Kościele w Brazylii trwa obecnie Krajowy Rok Maryjny, który zostanie zamknięty 12 października 2017 r.

Oficjalne uroczystości jubileuszowe rozpocznie już w najbliższy piątek 8 września procesją ulicami Aparecidy. Na czas od 1 do 12 października planowane są różne wydarzenia w bazylice i wokół niej. W dniach 10-12 października przewidziano m.in. występy brazylijskich gwiazd muzyki rozrywkowej. Organizatorzy przewidują, że tylko w tych dniach do Aparecidy przybędzie ok. 400 tys. osób. Natomiast w całym okresie od września do grudnia sanktuarium odwiedzi ok. 3,5 mln. pielgrzymów i turystów. Matka Boża z Aparecidy jest dziś patronką Brazylii. Dzień 12 października, liturgiczne święto Pani z Aparecidy, Patronki i Królowej Brazylii jest obchodzone od 1980 r., również jako dzień wolny od pracy w całym kraju.

W 1717 r. trzej rybacy wyłowili w rzece Paraíba do Sul figurkę z terakoty, ale bez głowy. Gdy zarzucili sieć kilka metrów dalej, wyłowili również główkę niewielkiej, 39-centymetrowej figury Matki Bożej Niepokalanie Poczętej, z księżycem pod stopami i z gwiazdą nad głową. Rybacy owinęli statuę w chustkę i jeszcze raz zarzucili sieć - tym razem wypełniła się ona rybami. Odczytali w tym wydarzeniu znak specjalnej opieki Matki Bożej. Z czasem figurkę nazwano „Aparecida”, czyli ta, która się ukazała. W pobliżu miejsca, w którym wyłowiono figurkę wznosi się dziś gigantycznych rozmiarów bazylika, która może pomieścić 40 tys. pielgrzymów. Każdego roku do Pani z Aparecidy przybywa ok. 11 mln pielgrzymów.

Reklama

Aparecida jest jednym z najsłynniejszych sanktuariów maryjnych świata. W 1904 r. Matka Boża z Aparecidy została ukoronowana papieskimi koronami, w 1930 r. Pius XI ogłosił ją patronką Brazylii. W 1980 r. Jan Paweł II odwiedził Aparecidę i nadał tamtejszej świątyni tytuł bazyliki mniejszej. W 2007 r. Benedykt XVI otworzył w sanktuarium V Konferencję Episkopatu Ameryki Łacińskiej i Karaibów, a w lipcu 2013 r. w ramach wizyty w Brazylii Aparecidę odwiedził papież Franciszek. Ojciec Święty odprawił Mszę św. z udziałem 200 tys. wiernych i wzruszony modlił się przed cudowną figurką Matki Bożej.

Tagi:
sanktuarium

Wzgórze pobożności okiem Jacka Mariana Hołuba

2018-02-14 11:09

Barbara Brzezińska
Edycja przemyska 7/2018, str. VIII

W ostatnim dniu stycznia sala narad jarosławskiego ratusza wypełniła się mieszkańcami, czytelnikami, miłośnikami historii Jarosławia, parafianami, a także gośćmi spoza Jarosławia, dla których promocja przewodnika po sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Jarosławiu była kolejną okazją do zgłębienia historii sanktuarium, poznania ciekawostek czy usystematyzowania dotychczasowej historii klasztoru

Paweł Bugira
Jacek Marian Hołub wraz z o. Maciejem Niedzielskim prezentują przewodnik po sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Jarosławiu

Spotkanie rozpoczęło się od wprowadzenia uczestników w pomysł powstania przewodnika, o którym opowiedział autor – Jacek Marian Hołub wraz z o. Maciejem Niedzielskim, subprzeorem z klasztoru Ojców Dominikanów, reprezentującym przeora o. Jacka Skupienia. Na spotkaniu nie zabrakło też o. Józefa Zborzila, który do ubiegłego roku był przeorem klasztoru i za kadencji którego rozpoczęła się przygoda związana ze staraniami o wydanie przewodnika.

Książka liczy 140 stron i jak sam autor podkreślał kilkakrotnie podczas spotkania, powstała dzięki zaangażowaniu wielu ludzi, którzy podzielili się z autorem swoją wiedzą na temat historii sanktuarium, ale również zdjęciami, które były w ich posiadaniu. Zdjęcia zostały wykorzystane po części w samej publikacji, ale również w prezentacji wyświetlonej podczas spotkania autorskiego. W trakcie prezentacji Jacek Marian Hołub, jarosławski przewodnik, ratownik GOPR, promotor drogi św. Jakuba na Podkarpaciu, autor kilku przewodników turystycznych, organizator wielu inicjatyw lokalnych i regionalnych, w tym święta niezapominajki w powiecie jarosławskim czy imienin Jacków, radny Rady Miasta Jarosławia VII kadencji, opowiadał o historii, ciekawostkach i wydarzeniach związanych z bazyliką Matki Bożej Bolesnej w Jarosławiu.

W trakcie spotkania osoby, które przyczyniły się do wydania przewodnika, uhonorowane zostały przez samego autora przewodnikiem z dedykacją oraz piernikowym sercem przygotowanym przez Wytwórnię Wyrobów Cukierniczych Macieja Kuźniarowskiego. Przytoczona została również recenzja dr. hab. Tomasza Pudłockiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego, któremu sprawy zawodowe uniemożliwiły obecność na promocji przewodnika:

„Przewodnik, który trzymacie Państwo w rękach, to owoc pasji, wiedzy i doświadczenia jego autora. Ci, którzy szukają w dominikańskim kościele atmosfery modlitwy i zadumy, dzięki lekturze łatwiej pojmą fenomen tego miejsca. Tych, których do odwiedzenia świątyni skusiła bogata historia miejsca i piękno jego wnętrza, autor prowadzi po niezwykle interesujących zakamarkach dziejów, prezentując wielowiekowe skarby kultury sakralnej. Przystępny język przy odwoływaniu się do literatury fachowej, zdradzającej ambicje twórcy dotarcia do różnorodnego grona odbiorców, a także piękna szata graficzna publikacji sprawiają, że lektura autorstwa Jacka Mariana Hołuba pozwala wielokrotnie powracać na wzgórze pobożności. Nie mam wątpliwości, że wszyscy czytelnicy dzięki przewodnikowi na nowo odkryją bogactwo jezuitów i dominikanów w Jarosławiu oraz ich wpływ na kształtowanie się religijności mieszkańców miasta i okolic”.

„Wzgórze pobożności. Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Jarosławiu” dedykowane jest pamięci dr. Kazimierza Gottfrieda, jarosławskiego historyka i badacza.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież ogłosił dzień modlitwy i postu w intencji pokoju

2018-02-04 14:43

st, pb (KAI) / Watykan

Papież ogłosił dzień modlitwy i postu w intencji pokoju. Odbędzie się on 23 lutego, w piątek pierwszego tygodnia Wielkiego Postu. - Ofiarujemy go szczególnie za mieszkańców Demokratycznej Republiki Konga i Sudanu Południowego - zapowiedział Franciszek. Zaprosił również „niekatolików i niechrześcijan do przyłączenia się do tej inicjatywy w sposób, jaki uznają za najbardziej stosowny”.

Grzegorz Gałązka

Publikujemy słowa papieża w tłumaczeniu na język polski:

A teraz ogłoszenie. W obliczu tragicznego przedłużania się sytuacji konfliktów w różnych częściach świata, zachęcam wszystkich wiernych do udziału w specjalnym dniu modlitwy i postu w intencji pokoju - 23 lutego, w piątek pierwszego tygodnia Wielkiego Postu. Ofiarujemy go szczególnie za mieszkańców Demokratycznej Republiki Konga i Sudanu Południowego. Podobnie jak przy innych okazjach, zapraszam także braci i siostry niekatolików i niechrześcijan do przyłączenia się do tej inicjatywy w sposób, jaki uznają za najbardziej stosowny.

Nasz Niebiański Ojciec zawsze wysłuchuje swoich dzieci, które wołają do Niego w udręce i cierpieniu: „podtrzymuj złamanych na duchu i opatrz ich bolesne rany” (Ps 147,3). Zwracam się z serdecznym apelem, abyśmy również my usłyszeli to wołanie i każdy w swoim sumieniu, przed Bogiem, zadali sobie pytanie: „Co mogę uczynić dla pokoju?”. Z pewnością możemy się modlić; ale nie tylko: każdy może konkretnie powiedzieć „nie” przemocy, na ile zależy to od niego czy też od niej. Ponieważ zwycięstwa zyskane przy użyciu przemocy są fałszywymi zwycięstwami; natomiast praca na rzecz pokoju służy wszystkim!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Mój Krzyż codzienny

2018-02-23 14:41

Joanna Warońska, Częstochowa

Mój krzyż nie jest wielki. Ot, połączone dwa kawałki drewna. Od razu zwróciłam uwagę, że nie ma na nim Chrystusa, a przecież w dzieciństwie było to dla mnie niezwykle ważne. Tak jakbym potrzebowała portretu Zbawcy. Mojego Zbawcy. Później dostrzegłam powszechność braku tego wizerunku.

congerdesign/pixabay.com

Otaczały mnie miliony przewrażliwionych i rozdętych ego, wpychających się w moje oczy, uszy, zabierających moją przestrzeń. I każde z nich chciało wciągnąć mnie w swoją orbitę. Miałam stać się ich częścią i potwierdzać ich wielkość. Nic więc dziwnego, że i pusty krzyż stawał się dla nich wygodną alegorią cierpienia w ogóle, która sprowadzała pokusę zbyt łatwego płaczu nad sobą. Mogli poczuć przez chwilę jedność z cierpiącym Bogiem. To był etap pierwszy. Potem pojawiało się rozpamiętywanie swojego losu i wiele pytań: Dlaczego ja? Dlaczego mnie? Czy to fatum? Czy może Bóg o mnie zapomniał?

Ale istota krzyża nie może przecież wyczerpywać się w cierpieniu. Albo przynajmniej takie doświadczenie nie może kończyć się licytacją, czyj ból jest większy, kogo bardziej uszlachetnił i kto w opinii innych był bardziej przekonujący. Wszak cierpienie towarzyszy każdemu, a określenie jego wielkości jest często wrażeniem subiektywnym. Trzeba by uwzględnić zbyt wiele czynników nieporównywalnych, by wreszcie ustalić prawdziwą hierarchię cierpiących. Dlatego krzyż to raczej zawierzenie, pokora, które pozwalają piąć się ku niebu, i miłość obejmująca cały świat. Gdy myślę o krzyżu, zawsze wspominam wiersz niezwykle wrażliwej poetki młodopolskiej Marii Komornickiej:

W noc chmurami złowieszczymi ciemną

Leżałam jak zwalony krzyż

A duchy mocowały się nade mną

O mnie…

Poczuć się zwalonym krzyżem to doświadczenie niemal tragiczne, wzmagające odczucie cierpienia. Zwłaszcza jeśli uwzględnimy złowieszczą noc i rozgrywającą się nad głową bohaterki walkę o jej duszę. To podważenie prawdy celu wędrówki, zakwestionowanie wszelkich wyborów. To zwielokrotnione odczucie zwątpienia i samotności w przerażająco niezrozumiałym świecie. To brak woli walki w odwiecznej konfrontacji dobra i zła. A wystarczyłaby może czyjaś pomocna dłoń, by duchy pełzające po ziemi stały się zbyt odległe. Wówczas ich kuszący głos nie dosięgnąłby naszych uszu. Sytuacja tak silnie doświadczona przez Komornicką jest codziennością każdego, choć przyzwyczajenie nauczyło nas jej nie dostrzegać.

Mój krzyż nie jest wielki. Nie pozwala mi wzrastać w swoim cieniu, nie kształtuje mojego poglądu na świat, a nawet nie buduje wokół mnie wspólnoty rozumiejącego współczucia. Na co dzień nie jest zbyt uciążliwy i prawie udaje mi się o nim zapomnieć. Ot, żyję jak wszyscy. A może nawet są tacy, co patrzą na mnie z zazdrością, ponieważ jestem tą, której się udaje. Przynajmniej czasami. Ale przychodzą takie dni, zwłaszcza w czasie przedświątecznych porządków, gdy ponaglana dawnym obyczajem zaglądam w każdy kąt, pod szafy i do niemal zapomnianych szuflad, i wówczas z przerażeniem stwierdzam, że on wciąż tam jest, tylko może w ostatnim roku trochę bardziej przykrył go kurz. I po raz kolejny próbuję przyrównać do niego swoje życie…

Rozpoczynam rachunek sumienia pod odnalezionym także w swoich wspomnieniach krzyżem. Rozpoczynam swoje indywidualne rekolekcje. W ostatnim roku coraz bardziej upodabniam się do punktu, choć dla niektórych równie niewygodnego jak kamień w bucie; kurczę się w przestrzeni świata, zwijam się w sobie zamiast wzrastać, staję się odrzuconym ziarnem… A może dopiero zbieram siły, by kiedyś wreszcie zakorzenić się w próchnicy społeczeństwa i zadziwić innych swoją potrzebą wzrostu. To pokrzepiające… Tylko bez decyzji o wydaniu plonu pozostanę na zawsze dobrze zapowiadającą się potencją.

Po owocach ich poznacie… A co będzie moim owocem? Mój krzyż nie jest wielki. Każdego dnia poszukuję… Różnych rzeczy: bezinteresownego uśmiechu, także w sobie, wskazówek, gestów, które potwierdzą słuszność moich wyborów oraz słów, gdy tak jak teraz poddaję je próbie znaczenia. Wszak nie jest ważne, by były, lecz by były to te najwłaściwsze. Jak już ginąć, to spektakularnie? Na Golgocie w obecności tłumów, a zwłaszcza dziejopisów – Jana, Mateusza, Marka i Łukasza? Czy trzeba sobą zapełnić cenny czas antenowy, by poczuć się spełnionym? Ale Chrystus w momencie śmierci nie myśli o tym, czy dobrze wygląda.

Dla Niego liczy się przecież cel, a nie droga… On sam chce, by Jego krzyż stał się „Drogą, Prawdą i Życiem”. W ten sposób krzyż zaczyna funkcjonować jako znak ostateczny, do niczego nieodsyłający, znak, którego znaczenie nie jest konwencją, więc nie wymaga akceptacji. On sam jest znaczeniem.

Krzyż dla mnie oznacza Boga, a Bóg – krzyż, ale z tego nie wynika, że krzyż jest cierpieniem. Wszak Bóg nie jest cierpieniem, lecz miłością.

Mój krzyż nie jest wielki, może dlatego w natłoku wydarzeń i spraw codziennych tak łatwo zapominam, co jest naprawdę ważne w życiu, a wówczas świat, igrając moim sentymentalizmem, zmusza mnie do łez. W tym przypadkowym płaczu nieświadomie żałuję swoich straconych szans i możliwości.

Odczuwam dziś boleśnie swoje niespełnienie. Spowodowane brakiem czasu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem