Reklama

Kolumbia przed wizytą papieża

2017-08-31 17:26

pb (KAI) / Bogota

episkopat.pl

Podróż apostolska Franciszka w Kolumbii w dniach 6-11 września będzie piątą na kontynencie latynoamerykańskim w czasie jego pontyfikatu. Papież odwiedzi Bogotę oraz Villavicencio, Medellín i Cartagenę. Będzie trzecim papieżem składającym wizytę w tym kraju, po bł. Pawle VI (w 1968 r.) i św. Janie Pawle II (1986).

- Papież z Argentyny stale kładzie nacisk na wizyty wśród najbiedniejszych - stwierdza nuncjusz apostolski w Kolumbii abp Ettore Balestrero. Wyjaśnia, że to dlatego papież jedzie do Paragwaju czy Albanii, a nie do Niemiec lub Francji, gdzie odwiedził tylko instytucje europejskie.

Z kolei arcybiskup Bogoty, kard. Rubén Salazar Gómez zapowiada, że Franciszek będzie wspierał proces pokojowy w Kolumbii. - Papież przybywa w historycznym momencie dla kraju, w którym partyzanci z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC) już zapowiedzieli, że złożą broń. Ale to jest tylko pierwszy krok - zastrzegł purpurat i podkreślił, że prawdziwy pokój zapanuje tylko wtedy, gdy zostaną zlikwidowane nierówności społeczne. Franciszek pragnie to zaakcentować m.in. odwiedzając domy najbiedniejszych w turystycznej metropolii, jaką jest Cartagena.

Swoją podróż do Kolumbii Franciszek wykorzysta też na spotkanie z Latynoamerykańską Radą Biskupią (CELAM). Jej przewodniczącym jest obecnie kard. Salazar, a siedzibą Bogota. Niewykluczone, że papież ogłosi tam zwołanie kolejnej, szóstej już Konferencji Ogólnej Episkopatów Ameryki Łacińskiej. Jej tematem mogłaby być rola świeckich w misji Kościoła na tym kontynencie. Od poprzedniej konferencji, która odbyła się w 2007 r. w Aparecidzie, minęło już 10 lat. Jej owocem był dokument „Uczniowie i misjonarze Jezusa Chrystusa, aby nasze ludy w Nim miały życie”, którego głównym redaktorem był kard. Jorge Mario Bergoglio - obecny papież.

Reklama

Proces pokojowy

Przez ponad 50 lat trwała w Kolumbii wojna domowa, wszczęta w 1964 r. przez lewicowych partyzantów. Życie straciło w niej 220 tys. ludzi, a 6 mln musiało opuścić swe domy. Od 2012 r. toczyły się negocjacje pomiędzy władzami Kolumbii a wywodzącym się z Kolumbijskiej Partii Komunistycznej największym ugrupowaniem partyzanckim FARC. Ich zwieńczeniem stało się zawarte 26 września 2016 r. porozumienie, na którego mocy partyzanci mieli rozbroić się w ciągu najbliższych sześciu miesięcy i włączyć się do normalnego życia w społeczeństwie. Po czym nastąpić miało leczenie ran, jakie pozostawił konflikt.

Biskupi liczyli, że porozumienie będzie trwałe i zakończy definitywnie wojnę domową. Przy jego podpisaniu obecny był m.in. sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, kard. Pietro Parolin. Miało ono wejść w życie po zatwierdzeniu przez większość Kolumbijczyków w ogólnokrajowym plebiscycie. Tymczasem w głosowaniu, które odbyło się 2 października, przy bardzo niskiej frekwencji, wbrew przewidywaniom, zwyciężyło „nie” – zresztą tylko niewielką, zaledwie półprocentową przewagą.

Episkopat wezwał wówczas polityków i całe społeczeństwo do przezwyciężenia podziałów i kontynuowania dialogu. – Niech to, co się stało, posłuży zbliżeniu sił politycznych, które są od siebie tak odległe. Gdyby wcześniej rozpoczęły dialog, dziś nie bylibyśmy w tej sytuacji – stwierdził abp Luis Castro Quiroga, do niedawna przewodniczący konferencji episkopatu Kolumbii. Jego zdaniem uszanowaniu woli narodu powinna towarzyszyć dalsza praca wszystkich stron nad utrzymaniem pokoju. - Teraz trzeba zmodyfikować porozumienie pokojowe pod względem zarówno politycznym, jak i prawnym – dodał metropolita Tunji.

Tłumacząc fiasko plebiscytu, ks. Carlos Villabon z archidiecezji Villavicencio przypomniał w rozmowie z KAI, że „bojownicy z FARC i innych organizacji paramilitarnych zaczynali nierzadko od głoszenia pięknych ideałów politycznych, jednak z czasem wchodząc w biznes narkotykowy, zapominali o tych ideałach i stawali się po prostu zwykłymi terrorystami”. Tłumaczy, że negocjacje były jedyną drogą do zakończenia wojny. - Jednak zabrakło rzetelnej informacji dotyczącej rozmów pokojowych. Nie udało się dotrzeć z prawdziwym przekazem i dlatego zaczęły dominować różnego rodzaju spekulacje. Dzisiaj wiemy, że kampania na rzecz „nie” w czasie plebiscytu była oparta na wielu kłamstwach, niedopowiedzeniach i półprawdach - tłumaczy kapłan.

Mimo odrzucenia porozumienia prezydent Kolumbii Juan Manuel Santos otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla za swe starania na rzecz zawarcia układu pokojowego. Komitet Noblowski podkreślił, że ma ona zachęcić do tego, aby proces ten trwał.

W działania na rzecz pokoju włączyła się też papieska dyplomacja. 16 grudnia odbyło się w Watykanie spotkanie Franciszka z prezydentem Santosem i jego poprzednikiem, a dziś przywódcą opozycji, senatorem Alvaro Uribe, który jest głównym przeciwnikiem zawartego porozumienia.

Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej informowało po ich spotkaniach z papieżem, a także z kard. Parolinem i szefem watykańskiej dyplomacji abp. Paulem Gallagherem, że aby proces pokojowy był stabilny i trwały, konieczne jest „spotkanie i jedność kolumbijskich sił politycznych oraz zaangażowanie ze strony FARC”, a także wnoszenie przez Kościół lokalny swego wkładu na rzecz pojednania narodowego oraz wychowania do przebaczenia i zgody. Franciszek „podkreślił znaczenie szczerego dialogu między wszystkimi stronami kolumbijskiego społeczeństwa”.

Ks. Villabon zwraca uwagę, że dzięki procesowi pokojowemu sytuacja w Kolumbii wyraźnie się poprawiła, nawet pomimo porażki w plebiscycie. - Proces pokojowy toczy się dalej. W ostatnim czasie udało się zarówno zwolennikom, jak i przeciwnikom dojść do porozumienia i kolejne punkty traktatów są realizowane - informuje duchowny.

Kościół wspiera też dialog pokojowy między rządem a drugim pod względem wielkości ugrupowaniem rebelianckim - Wojskiem Wyzwolenia Narodowego (ELN) - który rozpoczął się w październiku 2016 r. Obecność Kościoła w rozmowach ma charakter „wspierający, a nie mediacyjny”. O taką rolę w dialogu prosili, za zgodą prezydenta Santosa, sami partyzanci. W dialogu uczestniczy pięciu biskupów reprezentujących tereny najbardziej dotknięte działaniami ELN.

Wcześniej przez trzy lata trwały rozmowy przedstawicieli ELN i rządu, przy udziale delegata Kościoła, którym był metropolita Cali, abp Darío de Jesús Monsalve Mejía. Dzięki nim doprowadzono do uwolnienia przez ELN trzech uprowadzonych przez to ugrupowanie osób, a władze zobowiązały się do wypuszczenia na wolność grupy „więźniów politycznych”.

Wysoka cena

Zresztą w czasie wojny domowej Kościół wielokrotnie pośredniczył w uwalnianiu ludzi porwanych i przetrzymywanych jako zakładnicy przez lewicowych rebeliantów.

Włączył się także w krajową kampanię „Nie dla broni, tak dla życia”, prowadzoną przez organizacje pozarządowe i społeczne. Miała ona na celu zachęcanie obywateli do rezygnacji z posiadania i noszenia przy sobie broni palnej – zwyczaju niezwykle rozpowszechnionego w Kolumbii.

Od 2000 r. Krajowy Sekretariat Duszpasterstwa Społecznego organizuje co dwa lata Krajowe Kongresy Pojednania. W centrum ich zainteresowania były m.in. takie tematy jak: odszkodowania dla ofiar przemocy w Kolumbii, sprawiedliwość jako droga do zapewnienia im udziału w budowaniu trwałego pokoju czy zwrot ziemi rolnikom jako istotny warunek tego, by przemiany społeczne doprowadziły do narodowego pojednania.

Za swe zaangażowanie na rzecz pokoju Kościół płacił wysoką cenę. Z rąk partyzantów ginęli księża, a nawet biskupi. Dwóch męczenników - bp Jesús Jaramillo Monsalve, ordynariusz diecezji Arauca, zamordowany w 1989 r. i ks. Pedro María Ramírez Ramos, zabity w 1948 r. w Armero - zostanie ogłoszonych błogosławionymi przez Franciszka 8 września w Villavicencio.

Kolumbia jest zresztą, obok Meksyku, jednym z najbardziej niebezpiecznych dla duchownych krajów świata. Tylko w latach 1984-2009 zamordowano tam 2 biskupów i 67 księży, a od 2009 r. śmierć poniosło kolejnych ponad 20 duchownych. Wystarczyło, by sprzeciwiali się handlowi narkotykami czy wyzyskowi ubogiej ludności, by dostawali pogróżki typu: „Jeśli nie zmienisz swego podejścia, zostaniesz wyeliminowany”. W diecezji Magangué wypracowano niecodzienną metodę stawiania oporu: do parafii kapłana, którego życie było zagrożone, przyjeżdżało kilkudziesięciu księży z okolicy i wraz z setkami parafian szli w wielkiej procesji na znak sprzeciwu wobec przemocy, wzywając jej sprawców do nawrócenia.

Dyrektor Krajowego Sekretariatu Duszpasterstwa Społecznego ks. Héctor Fabio Henao, który koordynuje również program mający na celu ochronę księży, podkreśla, że niektórzy z nich zginęli z rąk handlarzy narkotykami, inni z rąk partyzantów. - Żaden jednak nie wątpił w konieczność swojej misji. Pomimo strachu, który w takich sytuacjach jest czymś normalnym, nikt z nich nigdy nie myślał o tym, aby zostawić parafian samych, mimo iż każdy był świadomy ryzyka, jakie niosło ze sobą pozostanie z nimi - zauważa duchowny.

Problemy społeczne

Kościół nie waha się zabierać głosu w ważnych sprawach społecznych. W 2009 r. ówczesny nuncjusz apostolski abp Aldo Cavalli alarmował, że część dzieci w Kolumbii dotkniętych jest chronicznym niedożywieniem i wezwał władze, by „wydawały pieniądze na to, co najbardziej istotne” – jedzenie dla dzieci, aby mogły się rozwijać. Jednocześnie zadeklarował, że Kościół może pomóc władzom poprzez swe dzieła charytatywne. Problem jednak nie zniknął, gdyż w 2015 r. na chroniczne niedożywienie cierpiało około miliona dzieci w wieku od 6 do 17 lat.

Kolumbia jest znana jako światowe centrum produkcji kokainy i handlu narkotykami. Jednak, jak tłumaczy ks. Villabon, kwestia ta jest bardzo złożona. - Władze starają się przeciwdziałać tworzeniu nowych plantacji koki. Istnieją oczywiście programy społeczne, które nakłaniają do wprowadzania nowych typów upraw, jednak prawdziwym źródłem problemu jest konsumpcja, która napędza produkcję - mówi duchowny.

W 2013 r. Kościół włączył się w negocjacje w sprawie konfliktu między władzami a mieszkańcami regionu Catatumbo. Chodziło o rządową akcję likwidowania nielegalnych upraw koki, co przy okazji miało uderzać w lewacką partyzantkę, która żyła z handlu narkotykami. Przeciwko policyjnym działaniom zbuntowali się miejscowi wieśniacy, dla których takie nielegalne uprawy są jedynym źródłem utrzymania. Na rozmowy z protestującymi wysłano komisję negocjacyjną z wiceministrem pracy José Noé Riosem i miejscowym ordynariuszem bp. Omarem Sánchezem, cieszącym się zaufaniem miejscowej ludności.

W 2016 r. Kościół stanął w obronie nielegalnych imigrantów, głównie z Kuby i Haiti, gromadzących na granicy z Panamą. Caritas stanowczo sprzeciwiła się zbiorowym wydaleniom przebywających tam ludzi. W porozumieniu z innymi organizacjami broniącymi praw uchodźców wystosowała apel do kolumbijskiego rządu, podkreślając, że choć zbiorowe wydalenia zgodne są z prawem krajowym i międzynarodowym, to nie wydają się właściwym rozwiązaniem. Wezwała, by „nie deportować czy to do kraju pochodzenia, czy też innego, cudzoziemców, których prawo do życia, integralności i wolności osobistej jest zagrożone”.

Ks. Villabon zauważa, że prawdziwym „rakiem” społeczeństwa kolumbijskiego jest korupcja, która przybiera różne formy: nierealizowania do końca projektów, na które są przeznaczone pieniądze publiczne, kradzieży wspólnego mienia, zaniedbań w budowie szkół i szpitali, marnotrawienia podatków płaconych przez obywateli.

Obrona życia

Kościół zdecydowanie broni życia od poczęcia do naturalnej śmierci. W 2012 r. episkopat potwierdził swój stanowczy sprzeciw wobec projektu wprowadzenia eutanazji i tzw. wspomaganego samobójstwa. „Nie ma on nic wspólnego z litością i humanitaryzmem; w niczym nie chroni praw chorego. Broni natomiast ciemnych interesów ideologicznych i ekonomicznych. (...) na nic nie zdadzą się cyniczne kontrole przewidziane w projekcie, kiedy równocześnie wyraźnie zaleca się, by lekarze przeprowadzający eutanazję zaświadczali w dokumentach, że pacjent zmarł z «przyczyn naturalnych»” - pisali hierarchowie. Ostatecznie jednak „prawo do godnej śmierci” weszło w życie w 2015 r. na mocy rozporządzenia ministra zdrowia, który zrealizował w ten sposób decyzję Trybunału Konstytucyjnego.

Episkopat zdecydowanie opowiedział się też przeciwko praktykom sterylizacyjnym. Kolumbijskie prawo zezwala bowiem obywatelom na darmowe poddawanie się wazektomii - zabiegowi chirurgicznemu polegającemu na przecięciu i podwiązaniu nasieniowodów u mężczyzn lub podwiązaniu jajowodów u kobiet. Koszty tych zabiegów finansuje państwo bez względu na to, czy dokonywane są one w publicznych czy prywatnych szpitalach. Bp Juan Vicente Córdoba tłumaczył, że poddawanie się tym procedurom, by uniknąć zajścia w ciążę lub by prowadzić nieskrępowane życie seksualne jest niemoralne. Jego zdaniem Kolumbijczycy potrzebują głębszego zrozumienia znaczenia odpowiedzialnego rodzicielstwa.

Trwa też walka o ograniczenie aborcji. Od 2006 r. kobieta ma do niej prawo w trzech przypadkach: zagrożenia życia, gdy ciąża była wynikiem gwałtu lub gdy płód jest poważnie uszkodzony. Trzy lat później Sąd Konstytucyjny zobowiązał wszystkie placówki medyczne, w tym też chrześcijańskie, do zapewnienia możliwości aborcji, jednak Rada Państwa, będąca najwyższym sądem administracyjnym, uchyliła, a w 2013 r. całkowicie anulowała ten obowiązek. Aby przywrócić pełną ochronę życia, 5 mln obywateli podpisało się pod projektem zmiany Konstytucji, tak by zakazywała ona aborcji i eutanazji. Propozycję poparł nie tylko episkopat, ale też wiele kolumbijskich ugrupowań politycznych, a także przedstawiciele różnych wyznań chrześcijańskich i religii. Inicjatywa ta nie doprowadziła jednak do zmiany prawa.

Kolejna batalia związana jest z prawami przyznawanymi osobom homoseksualnym. W 2011 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że mogą one tworzyć rodziny, choć nie mają prawa do zawierania jednopłciowych małżeństw. Sędziowie przyznali, że kolumbijska konstytucja jednoznacznie definiuje małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, jednak nie wyklucza to „możliwości różnych typów rodziny”. Jednocześnie wezwali parlament do podjęcia odpowiednich działań legislacyjnych dla uniknięcia dyskryminacji osób homoseksualnych w tej dziedzinie.

Jeszcze przed tym werdyktem Kościoły chrześcijańskie wystąpiły wspólnie przeciwko prawnemu uznawaniu związków osób tej samej płci. Petycję podpisali zwierzchnicy pięciu wyznań działających w Kolumbii, w tym katolicka konferencja episkopatu. W dokumencie zwracano uwagę na poważne skutki negatywne, jakie może przynieść legalizacja związków homoseksualnych dla instytucji rodziny i tradycyjnych wartości etycznych, na których opiera się kolumbijskie społeczeństwo. Szczególny sprzeciw budziła możliwość adopcji dzieci przez takie związki.

Protesty doprowadziły do tego, że w 2013 r. parlament odrzucił projekt ustawy zezwalającej na zawieranie małżeństwa przez osoby tej samej płci. Jednak w 2015 r. Trybunał Konstytucyjny dopuścił adopcję dzieci przez homoseksualistów. - To nie nowoczesność, lecz autodestrukcja – tak kolumbijscy biskupi skomentowali tę decyzję. Według nich narusza ona podstawowe prawa dziecka, stawiając ponad nimi prawa gejów. Podkreślili, że zapłaci za nią całe społeczeństwo i zachęcili swoich rodaków do obrony rodziny i praw dzieci.

Rok 2016 przyniósł masowe demonstracje w obronie rodziny. Były one formą sprzeciwu przeciw rządowej propozycji wprowadzenia do szkolnych programów nauczania ideologii gender. Już od dłuższego czasu biskupi tego kraju ostrzegali, że proponowane zmiany, określane mianem antydyskryminacyjnych, stanowią zagrożenie dla stabilności rodzin i są pogwałceniem prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.

Kard. Salazar wskazał, że ideologia gender niszczy społeczeństwo, gdyż pozbawia człowieka podstawowej komplementarności, jaka istnieje między mężczyzną i kobietą. Zaś cała konferencja biskupia podkreśliła, że państwo nie może promować ideologii, która niszczy społeczeństwo. Zamiast promować gender, państwo powinno wspierać tradycyjną rodzinę, będącą fundamentalną komórką społeczeństwa i gwarantem jego przyszłości.

Ostatnio biskupi wystąpili biskupi przeciwko wprowadzeniu sprzedaży doustnego środka farmakologicznego prowokującego aborcję. - Nie możemy pozwolić, aby kultura śmierci panowała w Kolumbii – oświadczył bp Córdoba, kierujący komisją episkopatu ds. życia. - Postęp nie polega na mordowaniu dzieci ani uczeniu młodzieży nieetycznego podejścia do życia – zauważył kolumbijski hierarcha. Podkreślił, że „trzeba raczej wychowywać młodzież, aniżeli udostępniać jej sposoby zabijania”.

Polityka czy ewangelizacja?

Dzięki swemu zaangażowaniu na różnych polach, Kościół katolicki jest w Kolumbii najbardziej cenioną instytucją. Uważa tak 68 proc. mieszkańców kraju. Jednak podejmując działania pokojowe i społeczne, a także odważnie wypowiadając się w sprawach etycznych, biskupi obawiają się nadmiernego upolitycznienia Kościoła. Tłumaczą więc, że troszczy się on o politykę rozumianą jako dążenie do dobra wspólnego ludzi, ale nie popiera konkretnych programów i partii politycznych. Wyjaśniają, że Kościół nie jest siłą polityczną, a jego głównym zadaniem jest ewangelizacja. Może natomiast proponować środki, dzięki którym kraj będzie mógł żyć w sprawiedliwości i solidarności.

Kard. Salazar wymienia pięć wyzwań, przed którymi stoi dziś Kościół katolicki w Kolumbii: braki, gdy chodzi o spójność wiary i świadectwa; to, że współczesny świat sprzyja zerwaniu więzi międzypokoleniowych, szczególnie gdy chodzi o przekaz wiary; prywatyzacja sakramentów, wybiórcze praktyki religijne; brak adekwatnej inkulturacji wiary, bardzo tradycyjne, niezróżnicowane praktyki, hermetyczny język, założenie, że wszyscy są katolikami i żyją w jednolitym społeczeństwie; wielu ludzi odcięło się od Kościoła katolickiego na skutek złego potraktowania, wykluczenia, niewłaściwego sposobu zaradzania problemom.

Zdaniem kardynała ci, którzy nie znaleźli swego miejsca w Kościele katolickim, nie usłyszeli przekazu Ewangelii w jasnym języku; zamiast tego mają wyobrażenie o Kościele jako skostniałej instytucji, należącej do przeszłości, niezdolnej do dawania odpowiedzi na nowe wyzwania świata. Potrzebne są zatem nowe formy ewangelizacji, biorące pod uwagę pluralizm. Zanim episkopat zacznie mówić o wielkich projektach, potrzebna jest zmiana mentalności, by uzyskać nową perspektywę, nowe podejście do problemów, przekonuje arcybiskup Bogoty.

Kościół w liczbach

Według danych Centralnego Urzędu Statystycznego Kościoła z 31 grudnia 2015 r. w Kolumbii jest ponad 45 mln katolików (niemal 94 proc. ogółu mieszkańców kraju). Jest tam 78 diecezji i wikariatów apostolskich, 4,4 tys. parafii oraz ponad 2,7 tys. innych ośrodków duszpasterskich. Posługę duszpasterską pełni 130 biskupów, 7,2 tys. księży diecezjalnych i 2,3 tys. księży zakonnych, co łącznie daje 9,6 tys. duchownych. Pomaga im 600 diakonów stałych, ponad 1 tys. braci zakonnych, 14 tys. sióstr zakonnych, niespełna 400 członków instytutów świeckich, ponad 33 tys. świeckich misjonarzy i ponad 55 tys. katechetów. W wyższych seminariach duchownych do kapłaństwa przygotowuje się 3,4 tys. kleryków, zaś w seminariach niższych uczy się 3 tys. chłopców.

Kościół prowadzi 2,6 tys. przedszkoli i szkół podstawowych (z ponad 700 tys. uczniów), 1,4 tys. szkół średnich (niemal 750 tys. uczniów), a także 124 szkoły wyższe (prawie 240 tys. studentów). Ma też m.in. 100 szpitali, 120 ośrodków zdrowia, 2 leprozoria, niemal 400 domów opieki dla osób starszych, niepełnosprawnych i niepełnoletnich, ponad 600 sierocińców i żłobków, 60 specjalnych ośrodków wychowawczych i reedukacyjnych.

Dwukrotnie Kolumbię odwiedzali papieże. W 1968 r. przyjechał tam z trzydniową wizytą bł. Paweł VI. Była to w ogóle pierwsza w historii podróż Biskupa Rzymu do Ameryce Łacińskiej. Papież odwiedził tylko stołeczną Bogotę, gdzie m.in. otworzył II Konferencję Ogólną Episkopatów Ameryki Łacińskiej, której obrady toczyły się następnie w Medellín. Wizyta Jana Pawła II w 1986 r. trwała już tydzień i objęła 10 miast w niemal całym kraju.

Od ponad pół wieku Kolumbia ma swoich kardynałów. Pierwszym został w 1953 r. arcybiskup Bogoty Crisanto Luque. Od tej pory purpuratami są wszyscy jego następcy. Dodatkowo w 1983 r. do kolegium kardynalskiego został włączony arcybiskup Medellín Alfonso López Trujillo (późniejszy długoletni przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny - pierwszy Kolumbijczyk na kierowniczym stanowisku w kurii rzymskiej), a w 2015 r. także emerytowany metropolita Manizales abp José Pimiento Rodríguez.

O znaczeniu Kolumbii w świecie katolickim świadczy też fakt, że w 2014 r. odbył się w Bogocie III Apostolski Światowy Kongres Miłosierdzia Bożego.

Duszpasterstwo misyjne

Ks. Villabon tłumaczy, że Kościół w Kolumbii był zawsze promotorem rozwoju kraju. - Patrząc historycznie, w każdej miejscowości zawsze znajdował się kościół, będący zarazem centrum życia lokalnej społeczności. Przez lata w wielu miejscach nie było administracji rządowej, z tego powodu miejscowy proboszcz często był zarówno wójtem, burmistrzem, spowiednikiem, policjantem i sędzią. Kościół stara się towarzyszyć osobom biednym, prowadzi wiele szkół i jest ważnym punktem odniesienia dla Kolumbijczyków. Mogę powiedzieć, że misyjność jest najlepszą charakterystyką naszej wspólnoty - zauważa duchowny.

Dodaje, że Kolumbijczycy są narodem bardzo radosnym. - Na co dzień lubimy wyrażać się poprzez muzykę i śpiew, szczególnie w czasie Mszy św. i innych celebracji liturgicznych. Wierni bardzo lubią księży, którzy w prostych słowach tłumaczą Słowo Boże i nie odpychają swoją postawą oraz zbytnio nie moralizują. Można powiedzieć, że nasz Kościół jest kerygmatyczny. Radość i poczucie bycia kochanym konstytuują naszą wspólnotę. Ponadto bliskość między księżmi a świeckimi jest ważnym znakiem naszej religijności. Księża znają imiona swoich wiernych, odwiedzają się nawzajem, nie tylko zanosząc Komunię św. chorym. W kościołach mamy wszystkich: dzieci, młodzież, całe rodziny oraz osoby starsze - opowiada duszpasterz.

Patronką Kolumbii jest Matka Boża z Chiquinquirá, narodowego sanktuarium. Pobożność tamtejszych katolików ma w dużej mierze rys maryjny. W parafiach są bardzo rozpowszechnione modlitwa różańcowa, święta maryjne, procesje z figurami Matki Bożej, a także różnego rodzaju ruchy i stowarzyszenia Maryjne.

Posłaniec pokoju

W Kolumbii podkreśla się, że papież przejeżdża tam jako posłaniec pokoju i misjonarz pojednania. Prof. Gianni La Bella, śledzący z ramienia Wspólnoty św. Idziego sytuację w Kolumbii stwierdza, że to bardzo ważna podróż, o czym w symboliczny sposób mówi jej motto: „Zróbmy pierwszy krok”. Logo wizyty ukazuje papieża robiącego właśnie ten pierwszy krok, tak jakby chciał za sobą pociągnąć Kościół latynoamerykański, a szczególnie kolumbijski, by umacniał pokój, uczynił go bardziej obecnym w życiu tego kraju i dał go doświadczyć każdemu Kolumbijczykowi.

Kard. Salazar zwraca jednak uwagę, że przesłanie papieża do Kolumbijczyków będzie dotyczyło całej Ameryki Łacińskiej. Kolumbia „w pewnym stopniu symbolizuje Amerykę Łacińską, gdyż najlepiej ukazuje problemy tego kontynentu”, toteż tematy, jakie podejmie papież w Kolumbii, będą miały znaczenie dla całego kontynentu.

W tym kontekście wymienił panujące na tym kontynencie ubóstwo, „korupcję, która – jak mówił o tym wielokrotnie papież Franciszek – jest rakiem, jaki dokonał «przerzutów» do wszystkich środowisk społecznych”. Innym problemem tej części świata jest przemoc i tu „wizyta Ojca Świętego będzie balsamem nadziei i pocieszenia, a on sam doda nam otuchy i pozwoli nam uświadomić sobie, że jeśli naprawdę chcemy dogłębnie rozwiązać swoje problemy, musimy rozpocząć od przemiany serca”.

Kardynał zapewnił, że Kościół w Kolumbii „wykonuje bardzo dużą pracę ewangelizacyjną na wszystkich szczeblach: odbywają się spotkania, fora dyskusyjne, katechezy i kazania, aby ludzie naprawdę się przygotowali i aby przesłanie, z jakim przybędzie do nas Ojciec Święty, upadło na dobrą ziemię i wydało owoce”.

Ze swej strony wiceprzewodniczący Papieskiej Komisji ds. Ameryki Łacińskiej prof. Guzmán Carriquiry zauważa, że po 60 latach walk między rządem a rebeliantami w Kolumbii „powstała kultura przemocy trudna do wykorzenienia”, dlatego szczególnie ważne pozostaje zaangażowanie Franciszka w prowadzenie dialogu. Jeden z punktów przyszłej wizyty stanowić ma właśnie „spotkanie pojednania”, w którym będą uczestniczyć ofiary konfliktu i byli partyzanci.

Profesor podkreśla w Villavicencio, że kluczowymi słowami papieża w czasie jego pobytu w Kolumbii będą miłosierdzie, przebaczenie, prawda i sprawiedliwość i żadnego z nich nie wolno rozpatrywać w oderwaniu od pozostałych.

Z kolei prezydent Santos jest przekonany, że wizyta papieża da nowy impuls procesowi pojednania, choć kraj stoi jeszcze przed „próbą ogniową”, jaką będzie zapewnienie bezpieczeństwa i dobrobytu regionom zniszczonym przez konflikt.

Paweł Bieliński

Tagi:
Franciszek w Kolumbii

Papież odwiódł od eutanazji Kolumbijkę podczas spotkania w Bogocie

2017-09-13 20:13

mz (KAI/El Mundo) / Bogota / KAI

Franciszek podczas swojej wizyty w Kolumbii odwiódł od eutanazji kobietę cierpiącą na depresję i toksoplazmozę. Po rozmowie z papieżem na dziedzińcu nuncjatury w Bogocie 56-letnia Consuelo Córdoba zrezygnowała z zaplanowanego na koniec września br. poddania się tzw. śmierci asystowanej. Ojciec Święty wysłuchał jej tragicznej historii i wzruszony przytulił ją.

elpapacol/instagram

Córdoba popadła w depresję w wyniku ataku ze strony swojego męża, który 16 lat temu oblał ją kwasem. Na skutek tego Kolumbijka odniosła poważne obrażenia twarzy i straciła dłoń. Po tym tragicznym wydarzeniu musiała poddać się ponad 80 operacjom. Kobieta, którą w ostatnich latach opuścili także najbliżsi, kilkakrotnie próbowała odebrać sobie życie.

Chora potwierdziła, że zrezygnowała z eutanazji po spotkaniu z papieżem w czasie jego pielgrzymki do Kolumbii. Poddanie się tzw. śmierci asystowanej miało nastąpić 29 września br. "To dzięki tobie żyję. Teraz chcę dożyć starości" – powiedziała, zwracając się do Franciszka w jednym z telewizyjnych wywiadów, 56-letnia kobieta.

Papież powrócił z Kolumbii do Rzymu 11 września po południu. W czasie swojej pięciodniowej wizyty odwiedził cztery miasta tego południowoamerykańskiego kraju: Bogotę, Villavicencio, Medellin i Cartagenę. Miejscowe media oceniają, że w mszach, którym przewodniczył, mogło uczestniczyć nawet ponad 1 mln Kolumbijczyków.

W ostatnim dniu swego pobytu w tym kraju Ojciec Święty odprawił w Cartagenie Mszę św., podczas której zwrócił się ponownie z apelem o pojednanie narodowe. Powiedział, że trwały pokój wymaga dążenia do dobra wspólnego, równości i sprawiedliwości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zła się nie ulękli. Ratowali

2018-04-11 14:49

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 15/2018, str. I

Tragiczne losy rodziny Lechów mieszkających w Wólce, wsi położonej między Włoszczowicami, a Gołuchowem, splotły się z faktem ratowania przez nich gromady Żydów w czasie II wojny światowej. Zbrodnia dokonana w odwet przez Niemców wydarzyła się w lipcu 1943 r. Lechowie nigdy nie otrzymali tytułu Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Ilu takich Lechów było – jest, na Kielecczyźnie, w Polsce?

TD
W gospodarstwie Lechów przechowywano Żydów, uciekinierów z getta. Nieraz nawet do 30 osób

Uczestnikiem wydarzeń był 14-letni wówczas Jan Lech, dzisiaj liczący 89 lat. Nadal mieszka we wsi, w pewnym oddaleniu od miejsca tragicznych wydarzeń. Ma kilkaset zł renty i słuch uszkodzony trwale w czasie obławy.

Lechowie

Trudno się dziwić, że okolice Gołuchowa i Wólki wybierali Żydzi rozpaczliwie szukający ratunku przed deportacją. Tereny do dzisiaj są dość odległe, choć nie odludne, osiedlają się nowi, bywają letnicy.

Rodzina Lechów od dawna osiadła w okolicy. Franciszek Lech – ojciec Jana urodził się w 1890 r. Brał udział w I wojnie światowej, był w niewoli niemieckiej. Po powrocie w 1918 r. został ponownie powołany do wojska do Kielc, a po zakończeniu I wojny światowej powrócił do domu. Stryj Wacław zginął na froncie w czasie I wojny, a stryj Stanisław mieszkający k. Radomia w Helenowie brał udział w kampanii wrześniowej 1939 r.

TD
Jan Lech, bezpośredni uczestnik wydarzeń 1943 r.

Po kapitulacji twierdzy Modlin szczęśliwie powrócił w rodzinne strony. Rodzinie nieobce były więc czyny wojenne i obowiązek patriotyczny. – Ojce wiedzieli, że pomóc trzeba było – opowiada dzisiaj Jan Lech.

– Na skraju lasu w Wólce, w odległości 100 metrów od wsi stoją obecnie inne zabudowania, ale to właśnie dawna ojcowizna Lechów, miejsce zbrodni hitlerowskiej. Tu w bestialski sposób zostali zabici Żydzi, część żywcem spłonęła w podpalonych przez Niemców zabudowaniach, umierając w męczarniach. Nie byli stąd, to Żydzi uciekinierzy, wysiedleńcy. Spokojne miejsce z daleka od głównych dróg, wsi, wydawało się idealne – opowiada Bogdan Skrobisz, nauczyciel z Kij, który od kilku lat zajmuje się tą sprawą. Ci Żydzi, polscy obywatele mieli twarze, imiona, życiorysy. Nie byli anonimową masą. Pewnie ich nazwisk nie poznamy już nigdy.

Co jest za płotem

Z opowiadań starszych mieszkańców Włoszczowic, którzy przechodzili w pobliżu do swoich pól na tzw. gołuchowskim wynika, że miejsce miało być ogrodzone gęstym wysokim płotem tzw. plecionką z wikliny, leszczyny. Dzieci, pędzące krowy i gęsi na łąki były ciekawe, jak wygląda podwórko, a właściwie, co tam jest za tym wysokim ogrodzeniem…? Skradały się i poprzez szpary dostrzegały kobiety, mężczyzn i dzieci żydowskie, których według nich było bardzo dużo. Strach był jednak silniejszy niż ciekawość, szybko wracały więc do swoich stadek gęsi.

Zabudowania stanowiły jeden ciąg: dwa drewniane domy, obora i stodoła pod jednym dachem krytym strzechą. W ogrodzie stało kilkanaście pszczelich uli. To tu w 1929 r. urodził się Jan Lech.

Lata 1942/43 dla Żydów były szczególnie ciężkie. Ruszyła masowa eksterminacja. Z pobliskiego Chmielnika z getta wysiedlono ponad 10-12 tysięcy Żydów, kierując ich do obozów śmierci. 6 października 1942 r. gestapowcy zabili 200 osób, a ponad 9 tys. wysiedlono z getta w kierunku Chęcin. Drugi etap wysiedlania, czy raczej Zagłady, miał miejsce 16 listopada, wówczas złapano 700 osób i transportowano w kierunku Stopnicy. 10 grudnia 1942 r. 200 osób skierowano na Staszów. Do akcji likwidacyjnych Niemcy używali specjalnych oddziałów litewskich i ukraińskich zwanych „Schraff Commando”. Ogromna część – niemal wszyscy – chmielniccy Żydzi zginęli w Treblince.

Żydzi, którzy zdołali umknąć rozpaczliwie szukali schronienia, Wólka wydawała się idealna. Ojciec Jana, Franciszek z pełną świadomością, co grozi za ukrywanie Żydów, zgodził się udzielić pomocy. Do Wólki zaczęli przybywać Żydzi z Chmielnika, Piotrkowic, Kij i innych miejscowości. – Liczba ich była ruchoma, od kilku do nawet 24. Przez te kilka miesięcy przewinęło się ich dosyć sporo – jedni przychodzili, inni odchodzili – mówi Bogdan Skrobisz. Zdaniem Jana Lecha – bywało ich nawet i 30.

– O tym, że w Wólce ukrywają się Żydzi, wiedzieli mieszkańcy sąsiednich wiosek: Włoszczowic, Gołuchowa, gdyż u okolicznych gospodarzy odbywało się zaopatrywanie w żywność. Dziewczęta i chłopcy, którzy chodzili na jagody, widzieli wyglądające dzieci żydowskie ze szczytu zabudowań, które chowały się natychmiast, gdy spostrzegły, że są obserwowane – opowiada Bogdan Skrobisz.

Rozpętało się piekło

Czy ktoś wydał Żydów i rodzinę Lechów? Odpowiedź na to pytanie wymaga szczegółowej kwerendy, m.in. w IPN (która trwa i o wynikach której poinformujemy Czytelników). Ale może tej prawdy nie poznamy nigdy? Bezspornym faktem pozostaje pomoc Lechów, niewiadoma liczba uratowanych Żydów, niemiecki mord na dziewięciu Polakach wyznania mojżeszowego i Wojciechu Lechu. W mordzie brał udział specjalny oddział żandarmerii z Jędrzejowa w sile drużyny.

Może coś powiedział ten Żydek, co zwykle starał się o chleb, może on wydał na mękach rodzinę Lechów? Siulim („Siulimek” mówi Jan Lech) dostał się w ręce niemieckiego oddziału z Jędrzejowa. Przybył do Kij po pożywienie. Bogdan Skrobisz uważa, że nie zdradził miejsca ukrywających się współbraci, podobnie jak mieszkańcy wsi.

Być może miejsce wydał przebywający wówczas w Kijach Stanisław U., skazany w 1948 r. wyrokiem „Sierpniówek” na 5 lat pozbawienia wolności. („Sierpniówki” to procesy wytaczane po wojnie na mocy dekretu „O wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy” uchwalonego w sierpniu 1944 r. Na tej podstawie zapadło w polskich sądach około 20 000 wyroków, często pospiesznych, wpisujących się w „dialog” między rządem a narodem. Manipulacje „Sierpniówkami” odbywały się dla uzyskania politycznych celów – przyp. red.) Z kolei podejrzewany o donos komendant policji w Kijach został uniewinniony.

W tym dniu, „dniu piekła”, jak wspominali mieszkańcy, żandarmi mieli powiedzieć do Katarzyny Lech, jej sąsiadki i Jana stojących nieopodal domu: „Uciekajcie stąd szybko, bo za chwilę będzie tu piekło”. Kobiety umknęły do lasu, a Jan w kierunku domu, pod obstrzałem z broni maszynowej („nie wiem, co ja wtedy miałem w głowie”, powie dzisiaj). Pamięta żółty kolor kwiatów, w których na chwilę się schował, pamięta ryk palonych żywcem cielątek. Wólka została otoczona szczelnie od strony lasu i Gołuchowa.

Chłopak przedostał się do stodoły, gdzie schowani byli Żydzi. Niemieckie kule przeszywały słomiane poszycie, łaty, krokwie. Spadające odłamki parzyły ręce zakrywające głowy. Janowi w przerażeniu i panice udało się wydostać na drogę, gdzie przez łąki uciekał w stronę Włoszczowic, pod silnym obstrzałem, w „deszczu pocisków”. Skutki tego odczuwa do dziś, ma ciągły szum w uszach, niedosłyszy, używa aparatu słuchowego.

Żydów w zabudowaniach w tym dniu schroniło się dziewięcioro. Umierali w męczarniach w płonących zabudowaniach, głównie w stodole. Inni próbowali uciekać, ale ginęli od strzałów i pocisków. Gdy jeden z rannych Żydów uciekał w stronę Gołuchowa, zastrzelił go patrol żandarmów z Chmielnika. Ciała pomordowanych grzebali zmuszeni przez Niemców mieszkańcy Włoszczowic. Zakopywano w tych miejscach, gdzie zostali zastrzeleni.

Śmiertelne pogorzelisko

Ojciec Jana – Franciszek, który szczęśliwie uszedł z życiem, pracował w tym dniu w polu przy ziemniakach, obok Zygmunt Kulik z Włoszczowic pasł krowy. Franciszek z przerażeniem i bólem patrzył, jak w płomieniach giną ludzie, jak płonie dorobek całego jego życia. Ukrytych w życie mężczyzn wytropili żandarmi; uratowała ich znajomość języka niemieckiego, którą Franciszek wyniósł z niewoli.

Nad gospodarstwem Lechów przez całe dnie unosił się swąd i dym.

Nikt nie pojawiał się w pobliżu pogorzeliska, by nie wpaść w ręce żandarmów, którzy systematycznie kontrolowali, czy nie wracają gospodarze, Żydzi? Ale Wojciech Lech, brat Franciszka zmęczony tułaczką po lesie przywlekł się do domu i, zmordowany, zasnął na kopcu z ziemniakami. Natychmiast zastrzelili go żandarmi z patrolu rowerowego. Wojciecha pochowano z rozkazu Niemców blisko miejsca, gdzie został zamordowany, tuż obok kopca. Brat Wojciecha Franciszek po miesiącu czasu zakupił trumnę, odkopał zwłoki brata i pochował go na własnej łące w pobliżu lasu. Tam, gdzie stoi teraz na łące drewniany krzyż.

Rodzina Lechów do nadejścia zimy ukrywała się we włoszczowickim lesie, gdzie cały czas towarzyszył im strach, głód oraz roje komarów. Później schronienia udzielił im Bolesław Lasak z Gołuchowa. Mieszkali u niego przez trzy miesiące. Sołtys Gołuchowa Władysław Kasza zorganizował dokumenty (Kenkarty) od żandarmów. Wreszcie w domu Pawłowskich doczekali końca wojny. Lechowie powrócili na spaloną Wólkę i z wielkim trudem odbudowali gospodarstwo od podstaw.

– Ta lekcja historii jest dowodem, że w gminie Kije udzielano pomocy bezbronnym Żydom. Rodzina Lechów tak w pierwszej, jak i w II wojnie światowej czynnie uczestniczyła w walce oddając życie i dobytek. Chciałbym, by młode pokolenie naszej gminy poznawało cichych bohaterów czasu II wojny światowej – mówi Bogdan Skrobisz. – Takie postawy indywidulanych ludzi i całych rodzin wciąż odkrywamy w woj. świętokrzyskim i w całej Polsce – podkreśla dr Tomasz Domański z kieleckiej delegatury IPN.

Panu Bogdanowi Skrobiszowi dziękuję za pomoc i współpracę.

***


Czy wiesz, że…
Medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” z gminy Kije otrzymały cztery rodziny: rodzina Kowalskich z Czechowa (1992); rodzina Kaszubów z Żydówka (1993); rodzina Boberków z Żydówka (1993), rodzina Wróblów z Czechowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

26 czerwca papież przyjmie prezydenta Francji

2018-06-18 12:18

st (KAI) / Watykan

Środowisko, migranci, Europa to zdaniem radia Europe 1 tematy, jakie podejmie Ojciec Święty przyjmując 26 czerwca prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Podczas swego pobytu w Rzymie szef państwa francuskiego przyjmie także tytuł honorowy kanonika kapituły laterańskiej.

wikipedia.org

Oczekuje się, że Emmanuel Macron podczas swych rozmów w Watykanie poruszy także kwestię miejsca duchowości w Republice i laickości państwa. Przy tej okazji radio Europe 1 przypomina, że przewodniczący francuskiego episkopatu, abp Georges Pontier, stwierdził w marcu br., że przewidywana jest wizyta Franciszka we Francji, ale Ojciec Święty musi jeszcze "znaleźć miejsce w swoim kalendarzu". W wywiadzie dla katolickiego dziennika La Croix w 2016 roku, papież zasugerował, że jednym z możliwych miejsc jego wizyty mogła by być Marsylia, a także Paryż czy Lourdes.

Po raz pierwszy honorowym kanonikiem kapituły laterańskiej został w roku 1604 Henryk IV. Nawrócony na katolicyzm z protestantyzmu, korzystał on z pomocy kanoników tej bazyliki. Wynagrodził za to kapitułę dochodami z opactwa benedyktyńskiego w Clairac w południowej Francji. Ona zaś przyznała pierwszemu francuskiemu monarsze z dynastii burbońskiej tytuł honorowego kanonika. Zobowiązała się też odprawiać co roku 13 grudnia – czyli w dniu jego urodzin – Mszę w intencji Francji. Tradycję kontynuowano również wówczas, gdy głowami państwa byli cesarze i prezydenci.

Z czasem jednak przysługujący im tytuł kanonika honorowego w praktyce popadł w zapomnienie. Dopiero w 1957 r. zwyczaj uroczystego objęcia kanonii w rzymskiej bazylice wznowił prezydent René Coty. Podobnego aktu dokonali też jego następcy, poczynając od gen. Charlesa de Gaulle’a – z wyjątkiem prezydentów Georgesa Pompidou, Françoisa Mitteranda i Françoisa Hollanda.

Ostatnim szefem państwa francuskiego, który przyjął ten tytuł 20 grudnia 2007 r. był Nicolas Sarkozy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem