Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

Pomoc, której udzielamy w Syrii jest o wiele ważniejsza, od pomocy uchodźcom

2017-08-29 16:47

Dorota Abdelmoula / Königstein im Taunus / KAI

YouTube.com

Myślę, że ta pomoc, której udzielamy w Syrii jest o wiele ważniejsza, od pomocy uchodźcom, którzy zmierzają do Europy z Afryki i z wielu innych krajów, ponieważ pomagając na miejscu, możemy uratować o wiele więcej osób – mówi w rozmowie z KAI ks. Andrzej Halemba z Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, dzieląc się doświadczeniami niedawnej wizyty na Bliskim Wschodzie.

Ks. Andrzej Halemba: Życie w Aleppo z pewnością nie jest dziś łatwe. Mówi się o zakończeniu działań wojennych, jednak w dalszym ciągu słychać tam wybuchy moździerzy, a mieszkańcy obrzeży wciąż żyją w niepokoju. Jednak widać pewną poprawę sytuacji: w 2016 r. w Aleppo żyło tylko ok 19 tys. chrześcijan, a teraz obliczamy, że jest ich tam ok. 35 tys. To znaczna różnica i wyzwanie dla wspólnot, które przyjmują z powrotem swoich przyjaciół.

Dziś nie tylko wyzwania powojenne wpływają na standard życia w Aleppo, ale przede wszystkim bardzo głęboka trauma: na twarzach ludzi widać, że przeżyli koszmar 6-ciu lat strachu, działań wojennych, niepokoju o dzieci. Każda z rodzin w Syrii straciła kogoś bliskiego. Będzie trzeba sporo czasu i wysiłku duchowego i psychologicznego, by ci ludzie mogli wrócić do normalnego życia.

- A jak wygląda dziś życie w Aleppo?

- Latem słońce grzeje niemiłosiernie, a temperatury sięgają daleko powyżej 40 st. i jeżeli się nie ma nawet prostego wentylatora, to trudno pracować i odpoczywać. Mimo to ludzie podejmują pracę, za nędzne pieniądze. Proszę sobie wyobrazić, że dziennikarz zarabia miesięcznie 50-70 dolarów, a np. lekarze pracujący w szpitalach po godzinach stoją w kolejkach po pakiet żywnościowy, by wyżywić rodzinę. Nie mówiąc o tych, którzy wykonywali prostą fizyczną pracę, a w tej chwili nie mają możliwości jej podjęcia, albo nie jest ona wynagradzana.
Widziałem zastępy pracujących ludzi, którzy, na moje pytanie o zarobki mówią: na razie nie otrzymujemy nic, ale idziemy do pracy, z nadzieją, że kiedyś zarobimy. Widziałem też młode rodziny, którym pomagają Kościoły chrześcijańskie, by mogły rozpocząć drobny biznes. To np. wykwalifikowany piekarz, który nie miał pieniędzy, by otworzyć piekarnię, a chleb jest przecież tak bardzo tam potrzebny. Ci, którzy dostają szansę, cierpliwie pomnażają każdy grosz, licząc na to, że ich rodziny na nowo zaczną normalnie żyć.
Spotkałem też tych, którzy będą tworzyć przyszłość tego miasta i Kościoła: młodych studentów, którzy, mimo trudnych warunków i zagrożenia życia, chodzą na wykłady, starają się zdobyć wiedzę, która umożliwi im budowanie lepszej przyszłości.
Patrząc na zniszczone Aleppo, trudno nie dostrzec porównania z Warszawą po upadku Powstania Warszawskiego. I wierzę głęboko, że to miasto zostanie odbudowane, że chrześcijanie i muzułmanie dokonają tego, jeśli da im się pokój i wyciągnie pomocną dłoń. To społeczeństwo podnosi się z kolan i trzeba zrobić wszystko, żeby Syryjczycy mieli choć trochę wsparcia finansowego i moralnego, by mogli odbudować swoje rodziny i wspólnoty.

- Jaką pomoc możemy im ofiarować? Potrzeba tam wolontariuszy? Pieniędzy? A może powinniśmy przyjąć tych ludzi na jakiś czas do siebie?

- Przede wszystkim potrzeba pokoju. O to trzeba się modlić i tego domagać się, stukając do drzwi międzynarodowych organizacji, bo w dużej mierze to od nich zależy, czy ten pokój zapanuje w Syrii. Te decyzje zapadają nie tylko w Damaszku i Aleppo, ale na zewnątrz kraju. Niestety, otwarcie puszki Pandory w 2003 r. czyli amerykańska inwazja na Irak, stworzyła nową sytuację, która z każdym rokiem się pogarszała: powstała fala uchodźców i potworne zniszczenia wewnątrz kraju.
Syryjczycy nie pragną dobrej pracy i spokojnych warunków poza granicami kraju. Oni ponad wszystko pragną odbudować swoje życie tam, w ojczyźnie. To widać bardzo wyraźnie po studentach, którzy często mi powtarzali: studiujemy, bo chcemy odbudować nasz kraj. To ważne przesłanie! Nie ulegajmy pokusie przygarniania wszystkich do siebie, bo w ten sposób wyrządza im się krzywdę i odbiera się najlepszych, którzy mogliby odbudować Syrię i Aleppo.
Ponadto z pewnością trzeba się troszczyć o dzieci. Jest to możliwe tam, na miejscu. Nasza organizacja wspólnie z innymi dokarmia dzieci mlekiem, choć potrzeby wciąż są większe niż udzielana pomoc. Dzieci potrzebują też opieki medycznej i psychologicznej. Szpitale powinny być lepiej wyposażone. Proszę pamiętać o tym, że 50 proc. szpitali w Syrii zniszczono, że personel został zdziesiątkowany, a ci, którzy pozostali, pracują ponad siły, nie mając dobrego wyposażenia.
Polacy okazali tu swoją mądrość, kierując pierwszą pomoc właśnie do dzieci i młodzieży poprzez finansowanie ich leczenia. Dla rodziców, to ważny argument, by pozostać w Syrii, bo chyba nie ma nic straszniejszego dla rodzica niż cierpienie dziecka, któremu nie można zaradzić. Polska akcja pomocy medycznej w Syrii rozszerza się i jest fantastyczną pracą na rzecz całego społeczeństwa.
Poza tym, Kościoły chrześcijańskie próbują pomóc w odbudowie zniszczonych mieszkań. Często nie potrzeba do tego wielkich sum. 500-700 euro, to kwota, która uzdalnia tych ludzi do wyremontowania mieszkania i posiadania własnego kąta. Kilkaset dolarów przywraca rodzinie godność i daje perspektywy. Widziałem na własne oczy, że ci ludzie nie potrzebują wiele: odbudować dach, zalepić dziury po wybuchach, wstawić szyby i drzwi, by było bezpieczniej. Z jednej strony to niewiele, z drugiej: ma ogromny wpływ na życie wielu.

- A jak z perspektywy Aleppo wygląda potrzeba przyjmowania uchodźców? Czy powinien być to jeden z priorytetów w niesieniu pomocy mieszkańcom Bliskiego Wschodu?

- Myślę, że ta pomoc, której udzielamy w Syrii jest o wiele ważniejsza, od pomocy uchodźcom, którzy zmierzają do Europy z Afryki i z wielu innych krajów, ponieważ pomagając na miejscu, możemy uratować o wiele więcej osób. W Europie wydaje się kilka tysięcy euro na jednego migranta, łącznie z obsługą całej akcji humanitarnej – która, owszem, jest niewątpliwie ważna, bo pochylamy się nad człowiekiem cierpiącym. Tymczasem w Syrii i w Iraku moglibyśmy pomóc dziesięciokrotnie większej liczbie osób przy użyciu tych samych środków. Proszę sobie wyobrazić, ile to jest pensji w samym Aleppo! Nie mówiąc o tym, ile za to można kupić mleka, jedzenia, ile domów wyremontować, ile miejsc pracy można stworzyć!

- To nie jest kwestia: przyjmować – nie przyjmować, ale kwestia priorytetów, które muszą być dobrze wyznaczone. Jeżeli jesteśmy w stanie wykrzesać tyle funduszy na migrantów, którzy szukają u nas pracy, to czy nie powinniśmy dziesięciokrotnie więcej pomagać tam, za te same pieniądze?

- W Syrii mamy 16 mln ludzi, którzy stracili domy, przeżywają straszliwy kryzys i żyją poniżej granicy ubóstwa. Należy zwrócić się do nich, im pomagać w pierwszej kolejności. To właśnie kwestia priorytetów. Tak okrutnej biedy jak tam, nie widziałem nigdzie indziej.
Pamiętajmy też, że potrzeba woli politycznej, by w Syrii i w Iraku zapanował pokój. Ta decyzja musi zostać podjęta.

- Czy w Księdza opinii wspólnota międzynarodowa podejmie tę decyzję i zgodzi się na pokój na Bliskim Wschodzie?

- Modlę się o to, bo to jedyny sposób na zaprowadzenie pokoju w Syrii. W Libanie po 15 latach wojny, nie tylko domowej, ale też tej, w którą zaangażowana była Syria, Izrael i inne państwa, nikt nie spodziewał się szybkiego zakończenia walk i zaprowadzenia pokoju. A jednak, środowiska międzynarodowe spotkały się i postanowiły: dość wojny w Libanie! I zupełnie niespodziewanie w 1990 r. ta wojna się zakończyła, po 15 latach.
Uważam, że ten scenariusz trzeba powtórzyć, ale nie czekać aż 15 lat, bo ludzie są zmęczeni, zdruzgotani, cierpiący. Organizacje międzynarodowe muszą się obudzić i powiedzieć: dość wojny i przemocy. Jesteśmy w stanie to zrobić. Jeśli w innych kwestiach potrafimy się porozumieć, jest to realne także w tej sprawie.
Widzę, że już teraz wspólnoty na Bliskim Wschodzie dbają o swoje dziedzictwo, chcą je odbudować. Byłem niedawno w Homs, gdzie został zbombardowany kościół Matki Bożej Królowej Pokoju. Wspólnota chrześcijańska postanowiła zreperować kopułę, aby móc sprawować w kościele liturgię – bo to ich jednoczy i daje im nadzieję. Jeśli księża, siostry zakonne są blisko ludzi – wraca nadzieja, że Kościół nie opuścił społeczeństwa, że wierzy, że w przyszłości będzie ono normalnie funkcjonować.

- Pomoc międzynarodowa na Bliskim Wschodzie, dotyczy nie tylko Aleppo, ale wielu innych miejsc, np. Niniwy, gdzie działa zainicjowany przez PKWP Komitet Odbudowy Niniwy.

- Mniejszości narodowe i religijne z Równiny Niniwy doświadczyły dramatu tego, że na własnym terenie były zagrożone i nie mogły czuć się jak w domu. Niszczył je nie tylko Daesh, ale i inne grupy. Dlatego chrześcijanie, jazydzi i przedstawiciele pozostałych mniejszości potrzebują pomocy międzynarodowej, by na swoich terenach mieć poczucie bezpieczeństwa, którego nie otrzymali ze strony sąsiadów i współmieszkańców. Już w 2014 r. spotykałem ludzi, którzy, straumatyzowani, uciekali z tych terenów, zdradzeni i opuszczeni przez wojsko i sąsiadów. Uciekali, choć pragnęli przede wszystkim pokoju.
Rekonstrukcja domów do których powracają mieszkańcy Niniwy będzie kosztowna, ale stosunkowo najprostsza. Najtrudniejsza będzie odbudowa duszy tych ludzi, przebaczenie i uczenie się na nowo, jak żyć z tymi sąsiadami, którzy ich zdradzili.

- A jak obecnie kształtują się na Bliskim Wschodzie relacje między chrześcijanami i muzułmanami? Czy radykalizacja wyznawców islamu, która coraz częściej jest dziś utożsamiana z jedynym „prawdziwym” obrazem tej religii, jest tam zjawiskiem powszechnym?

- Powiedziałbym, że 90 proc. relacji chrześcijańsko-muzułmańskich w Syrii i Iraku, to relacje bardzo dobre. Szanują się nawzajem, przyjaźnią między sobą i wzajemnie pomagają. Natomiast pozostałe 10 proc. to radykalny islam, który wykorzystuje sytuację i ma znamiona kryminalne. Bowiem religia jest tylko przykrywką dla tych, którzy bogacą się na nieszczęściu innych – przede wszystkim chrześcijan, jako najbardziej narażonych na przemoc. Chrześcijanie nie odpowiedzą zbrodnią na zbrodnię, obowiązuje nas zasada „zło dobrem zwyciężajcie” - islamiści o tym wiedzą i nie boją się zemsty.
Dlatego w ciągu 14 lat od rozpoczęcia inwazji na Irak, ponad 1,2 mln chrześcijan opuściło ten kraj. To jest dramat wspólnoty chrześcijańskiej i trzeba zrobić wszystko, żeby pozostali mogli wrócić do swoich domów. Im się to należy.

- Czego powinniśmy się bać, czy też: jakie wnioski wyciągnąć, patrząc na dramat wojny na Bliskim Wschodzie? Coraz częściej słyszymy, że należy bać się islamu.

- Myślę, że należy bać się zła, które ubiera się w religię lub ideologię. To zło zawsze będzie próbowało dominować. Poza tym, musimy na nowo odkryć wartości, na których nasza wspólnota powstała. Trzeba odkryć nasz chrześcijański fundament, wartości które stworzyły potęgę nie tylko kulturową, ale też cywilizacyjną. I te wartości trzeba szanować i uczyć tego szacunku tych, którzy do nas przyjeżdżają. Przybysze muszą dostrzec piękno naszego chrześcijańskiego domu i nauczyć się w nim funkcjonować, szanując go.
Jeżeli odkryjemy nasze wartości i będą nam one drogie, to o wiele łatwiej będzie nam uczyć innych tego szacunku. Jeżeli je „rozmydlimy” i zliberalizujemy nasze społeczeństwo, a naszą ideą będzie tylko tolerancja wobec innych – to doprowadzimy do potwornego kryzysu.

- Dziękuję za rozmowę.

- Inicjatywy prowadzone przez Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie można wspierać, przekazując środki finansowe na numer konta: Pomoc Kościołowi w Potrzebie - Sekcja Polska ul. Wiertnicza 142, 02-952 Warszawa ING Bank Śląski o/ Warszawa 31 1050 1025 1000 0022 8674 7759

Tagi:
wywiad

Przez muzykę do serca

2018-07-17 13:10

Marta Wiatrzyk-Iwaniec
Edycja zielonogórsko-gorzowska 29/2018, str. IV

Z Przemkiem Szczotko rozmawia Marta Wiatrzyk-Iwaniec

Archiwum Przemka Szczotko
Przemek Szczotko

Na początku był Jedyny. Powołał on do życia Istoty Święte, którym podawał do wyśpiewania tematy muzyczne. Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką. A reszta współbraci słuchała. W miarę jednak, jak się wsłuchiwali, zaczynali rozumieć coraz głębiej, a głosy ich zespalały się w coraz doskonalszej harmonii. Wówczas Jedyny rzekł: „Chcę, abyście z tego tematu, który wam objawiłem, rozwinęli harmonijną Wielką Muzykę, a ponieważ natchnąłem was Niezniszczalnym Płomieniem, możecie, jeśli chcecie, wzbogacić temat własnymi myślami i pomysłami. A ja będę słuchał i radował się, że za waszą sprawą wielkie piękno wcieli się w pieśń” – oto fragment powieści J.R.R. Tolkiena „Silmarillion”, który stara się na sposób literacki wyjaśnić praprzyczynę muzykowania. Może i więcej nawet – ukazuje prawdę o tym, że każdy z nas ma do wyśpiewania własną historię, lecz trzeba pokierować swoim powołaniem tak, by odszukać te nuty i zagrać je zgodnie z Bożym marzeniem o nas. O sensie swojego poszukiwania poprzez śpiewanie opowiada Przemek Szczotko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Lipiec miesiącem szczególnej czci Krwi Chrystusa

2013-07-02 07:46

pra / Kraków / KAI

BOŻENA SZTAJNER

1 lipca zgromadzenia żyjące według duchowości Krwi Chrystusa obchodzą uroczystość Przenajdroższej Krwi Chrystusa. Centrum kultu stanowi adoracja i komunia eucharystyczna, a także rozważania momentów przelania Krwi przez Chrystusa zawarte w liturgii i Piśmie Świętym. Publiczną i prywatną formą modlitwy może być także Litania do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana.

Bł. Jan XXIII ogłosił w 1960 r. list apostolski „Inde a Primis” o rozszerzaniu nabożeństwa ku czci Przenajdroższej Krwi Pana Naszego Jezusa Chrystusa. W ten sposób Ojciec Święty zachęcał wiernych, aby w lipcu tematem swych rozmyślań uczynili Krew Chrystusa. „Niechaj rozważają o niesłychanie obfitej i nieogarnionej wartości tej Krwi prawdziwie najdroższej” – pisał i przypomniał o siedmiu momentach, w których Jezus przelewał swoją krew. Były to: obrzezanie, modlitwa w Ogrójcu, biczowanie, ukoronowanie cierniem, droga krzyżowa, przybicie do krzyża i przebicie boku włócznią.

„Ta sama Krew Boża płynie we wszystkich sakramentach Kościoła, dlatego nie tylko słuszną jest rzeczą ale wielce sprawiedliwą, aby tej Krwi składali wszyscy odrodzeni w jej zbawczych strumieniach hołd adoracji, podyktowanej wdzięcznością i miłością” – czytamy w papieskim liście.

Papież pokreślił, że centrum adoracji Krwi Chrystusa jest chwila jej podniesienia podczas ofiary Mszy św., a swe przedłużenie znajduje ona w akcie Komunii eucharystycznej. „I tak uzdolnieni chrześcijanie idą na spotkanie codziennych wyzwań i przeciwności, zbożnych wyrzeczeń, a czasem samego męczeństwa” – pisał Jan XXIII.

Wielkim czcicielem i propagatorem tego kultu był ks. Kasper del Bufalo, który w 1815 r. założył Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa. Niespełna dwadzieścia lat później pod wpływem jego kazań powstało zgromadzenia Sióstr Adoratorek Przenajdroższej Krwi Chrystusa.

Uroczystość poświęcona Przenajdroższej Krwi Jezusa Chrystusa sięga swymi korzeniami do corocznych obchodów związanych z relikwiami przechowywanymi w kościele San Nicola in Carcere w Rzymie, które według tradycji są skrawkiem płaszcza setnika, który przebił włócznią Ukrzyżowanego, aby upewnić się o Jego śmierci.

10 sierpnia 1849 r. Pius IX rozszerzył na cały Kościół święto Przenajdroższej Krwi naszego Pana Jezusa Chrystusa, które było obchodzone w pierwszą niedzielę czerwca. Pius X w 1914 r. ustalił datę liturgicznych obchodów na dzień 1 lipca. W 1934 r. Pius XI podniósł te obchody do stopnia uroczystości.

Po reformie Pawła VI Krew Chrystusa czczona jest w całym Kościele w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, czyli Boże Ciało. Zgromadzenia, żyjące według duchowości Krwi Chrystusa, obchodzą jednak święto Przenajdroższej Krwi Chrystusa 1 lipca jako uroczystość.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XVI Światowy Festiwalu Chórów Polonijnych w Koszalinie

2018-07-18 21:21

km / Koszalin (KAI)

Ruszyły koncerty chórów polonijnych, które biorą udział w Polonijnej Akademii Chóralnej. Chóry rozpoczęły trasę koncertową od Koszalina, pojawią się także w kościołach i ośrodkach kultury innych miejscowości. Łącznie odbędzie się 9 koncertów.

Archiwum Chóru Cordiale Coro

W kościele pw. św. Wojciecha w Koszalinie 18 lipca zaprezentowały się trzy spośród siedmiu chórów biorących udział w XVI Światowym Festiwalu Chórów Polonijnych: ukraińskie chóry „Malebor” z Doniecka i Chór im. Juliusza Zarębskiego z Żytomierza oraz białoruski chór „Kraj Rodzinny” z miejscowości Baranowicze. Pozostałe chóry wystąpiły tego dnia przed publicznością w Sarbinowie i Świdwinie.

Chórzyści prezentują utwory z własnego repertuaru, a także te, które szlifują podczas towarzyszącej festiwalowi Polonijnej Akademii Chóralnej.

Pobyt w Polsce to dla nich także zetknięcie z kulturą ich przodków oraz odpoczynek, szczególnie dla osób z chóru "Malebor" z terenów we wschodniej Ukrainie. Jak mówią - ten pierwszy pobyt chóru w Polsce jest dla nich odpoczynkiem od wojny.

Po raz siódmy do Koszalina zawitał ukraiński chór im. Juliusza Zarębskiego z Żytomierza. Chór powstał w 1997 r. właśnie dzięki koszalińskiemu festiwalowi. - Te wszystkie spotkania dużo nam dają: nowy repertuar, nowe podejście do emisji głosu, nowe ćwiczenia - mówi dyrygent Jan Krasowski, który ukończył w Koszalinie studium dyrygenckie. - Ale pobyt tutaj to też wynagrodzenie dla chórzystów.

Dyrygent dba, by polskość nie została zapomniana. Jego podopieczni śpiewają w swoim kraju niemal wyłącznie polskie pieśni. I nie brak im publiczności - obwód żytomierski to największe skupisko ukraińskiej Polonii, liczącej tu 40 tysięcy Polaków. - Nikomu nie pozwalam pisać transkrypcji, wszyscy muszą czytać i śpiewać po polsku. W ten sposób ćwiczymy też polski język, bo wielu młodych zna go słabo - mówi pan Jan.

Henryk Chiniewicz z chóru Kraj Rodzinny przyjechał czeka na dogodną chwilę, by pojechać do Słupska, gdzie mieszkają jego kuzyni, których ojcowie trafili do Polski w latach 50. w ramach repatriacji. Zależy mu szczególnie na tym, by nawiedzić, grób babci. - Mnie jest bardzo przyjemnie, że wszędzie w Polsce ludzie spotykają nas ze szczerością serca - mówi zaciągając na wschodnią nutę. - Ale myślę, że także wam jest miło spotkać nas, ludzi z terenów, gdzie polskość jeszcze istnieje. Przyjemnie, kiedy Polak zostaje Polakiem, gdziekolwiek żyje. Że jednoczy nas kultura, język, no i śpiew.

- Jeżeli mielibyśmy się uczyć polskości, to nie z telewizji czy podręczników - mówi opiekun festiwalu Paweł Mielcarek ze Stowarzyszenia Wspólnota Polska. - Tylko patrząc na tych ludzi, którzy przyjeżdżają tutaj, do Koszalina, opuszczają go ze łzami w oczach i uczą nas szacunku do Polski, do flagi, godła.

To dopiero początek polonijnej trasy koncertowej. 19 lipca o godz. 19 wszystkie chóry zaprezentują się w białogardzkim kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa.

W kolejnych dniach wystąpią w innych miejscowościach:

20 lipca:

- Dobrzyca, kościół pw. Świętej Trójcy, godz. 17 - Chór im. Juliusza Zarębskiego, Żytomierz, Ukraina

- Bobolice, MGOK, godz. 18 - Chór „Malebor”, Donieck, Ukraina

- Świeszyno, MCK Eureka, godz. 18 - Chór „Kraj Rodzinny”, Baranowicze, Białoruś

- Koszalin, kościół pw. Ducha Świętego, godz. 18 - Chór Cantica Anima, Bar, Ukraina; Chór mieszany Zgoda, Brześć, Białoruś

21 lipca:

- Filharmonia Koszalińska, godz. 19 - koncert galowy, wszystkie chóry

22 lipca:

- Koszalin, kościół pw. Ducha Świętego, godz. 10.30 - Msza św. w intencji rodaków

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem