Reklama

Zbliża się 100-lecie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

2017-08-28 12:28

LJ, HŁ, LW, KB / Lublin / KAI

Roman Czyrka

Choć 100. rocznica powstania Uniwersytetu Lubelskiego, przemianowanego w 1928 r. na Katolicki Uniwersytet Lubelski przypada w 2018 r. - uroczyste obchody rozpoczynają się znacznie wcześniej. Najważniejszymi ich punktami będą: Zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski (13-14 października 2017 r.), Walne zgromadzenie Europejskiej Federacji Uniwersytetów Katolickich (FUCE) (24-27 maja 2018 r.) oraz Światowy Zjazd Absolwentów KUL (8-9 czerwca 2018 r.).

Dzieje KUL stanowią doskonałą ilustrację losów wolnej Polski. Uniwersytet powstał w grudniu 1918 roku i przez prawie wiek swego istnienia dzielił trudne losy Ojczyzny. Przez wiele lat był jedynym wolnym uniwersytetem wschodniej Europy. Wyjątkowym, bo takim, gdzie spotykają się nauka i wiara. KUL pozostając wiernym wartościom zawartym w dewizie „Deo et Patriae – Bogu i Ojczyźnie” wykształcił ponad 110 tysięcy absolwentów do aktywnej obecności w życiu społecznym, politycznym, gospodarczym, a także do służby Kościołowi. W kolejne stulecie uniwersytet wkracza z historią pełną pięknych kart i wspaniałych postaci.

Uniwersytet realistycznego wizjonera: 1917-1921

Kiedy w 1917 roku, już po rewolucji lutowej w Rosji, ks. prof. Idzi Radziszewski, będący wówczas rektorem Akademii Duchownej w Piotrogrodzie, rzucił hasło budowania uniwersytetu katolickiego, postronnym wydawało się to utopią. Tym bardziej, że ks. Radziszewski nie tylko zgromadził wokół idei ludzi dobrej woli i rozpoczął zbieranie funduszy, ale zaczął także prowadzić zakupy księgozbioru - podstawy późniejszej Biblioteki Uniwersyteckiej. A przecież nie miał żadnej pewności, jak potoczą się dalsze losy tej części Europy. Miał jednak przekonanie, że potrzebna jest uczelnia, która będzie przygotowywać inteligencję katolicką do podjęcia pracy na rzecz społeczeństwa i Kościoła, i która będzie prowadzić badania naukowe w duchu harmonii między nauką i wiarą.

Reklama

Już po powstaniu niepodległej Polski ks. Radziszewski pisał: „Polska uchodzi, i słusznie, za kraj katolicki, ale znający bliżej stosunki wiedzą doskonale, że, niestety, bardzo często ten katolicyzm jest czymś bardzo powierzchownym, niepobudzającym do czynu, owszem, w bardzo wielu wypadkach jest tylko resztką pozostałej tradycji bez głębszego uświadomienia. (…) I jeśli kiedy, to zwłaszcza teraz uniwersytet katolicki ma olbrzymie zadanie do spełnienia, rozpoczęła się bowiem budowa państwa polskiego. Należy w tym tak ważnym momencie zaprawić żywotne jego soki katolicyzmem, w przeciwnym bowiem razie dostaną się do nich zabójcze zarazki rozkładowe i cały organizm powstającego państwa zatrują może na zawsze”.

Droga do powstania uniwersytetu nie była jednak łatwa. W roku 1918 idea uniwersytetu została przedstawiona Episkopatowi Kościoła rzymskokatolickiego odradzającej się Polski i zyskała, choć nie bez oporów, jego akceptację. Episkopat obawiał się, że fundowanie uniwersytetu od podstaw grozi nieuzyskaniem wysokiego poziomu naukowego oraz tym, że wydziały teologii na uczelniach państwowych zostaną uznane za zbędne (skoro jest uniwersytet katolicki). Ostatecznie jednak wizja ks. Radziszewskiego została przyjęta, za siedzibę uniwersytetu obrano Lublin, miasto bez tradycji uniwersyteckiej, leżące w centrum regionu rolniczego. Wydawało się początkowo, że bliskie sąsiedztwo z dwoma silnymi ośrodkami uniwersyteckimi (Warszawa i Lwów) nie pozwoli Uniwersytetowi Lubelskiemu (bo taką nazwę do 1928 r. nosił KUL) na rozwinięcie skrzydeł. Stało się jednak inaczej i już w grudniu 1918 roku uniwersytet rozpoczął działalność. Na czterech uniwersyteckich wydziałach – teologicznym, prawa kanonicznego, prawa i nauk społeczno-ekonomicznych oraz nauk humanistycznych – studia rozpoczęło 399 studentów.

Choć uczelnia była mała i ciągle walczyła o uzyskanie środków materialnych na swoją działalność, zaczęła przyciągać młodzież i nie tylko trwała, ale zaczęła się także rozwijać. Kierował nią do swej przedwczesnej śmierci niezrażony żadnymi trudnościami ks. Idzi Radziszewski. Kiedy zmarł w 1922 r. stanowisko rektora objął o. Jacek Woroniecki, charyzmatyczny dominikanin. Człowiek rozległych horyzontów intelektualnych, jeden z odnowicieli zakonu dominikanów w Polsce: filozof i etyk. Niezwykle wymagający – o jego egzaminach krążyły wręcz legendy, a przy tym bardzo ceniony i lubiany przez studentów, często przypominał im, że „dzień, w którym się człowiek choć raz nie roześmieje, jest stracony”.

Trudne początki: 1922-1939

Pierwszym miejscem, gdzie odbywały się zajęcia uniwersyteckie było Seminarium Duchowne diecezji lubelskiej. W 1921 roku uniwersytet otrzymał na mocy dekretu Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego, nową siedzibę, którą zajmuje do dziś, klasztor należący kiedyś do dominikanów-obserwantów. Gmach był zdewastowany i wymagał gruntownych prac remontowych. Finansowanie nauki i jednocześnie ogromne inwestycje budowlane wymagały znacznych środków, których Episkopat nie mógł zapewnić młodemu uniwersytetowi. Dlatego też odwołano się bezpośrednio do ofiarności społeczeństwa katolickiego w Polsce i na świecie. Aby zbierać fundusze na uniwersytet powołano do życia w 1922 roku Towarzystwo Przyjaciół KUL. Instytucja ta zasłużyła się uczelni nie tylko zbierając środki na jej działalność i rozwój, ale także poprzez szerzenie idei uniwersytetu katolickiego.

Trudności finansowe były chlebem powszednim kolejnych rektorów aż do końca lat 30. A mimo to uczelnia rozwijała się i realizowała swoją misję. Grono profesorów było nieliczne, ale bardzo różnorodne. Niektórzy z nich pojawili się na uniwersytecie na krótko, inni związali się z nim na trwałe. Tak na przykład Belg, kanonista, ks. prof. Gommar Michiels pozostał na KUL znacznie dłużej, niż zamierzał. Przyszedł by wspomóc powstający wydział prawa i pozostał na uczelni przez 15 lat, dwukrotnie pełniąc w tym czasie funkcję dziekana i raz prodziekana. Podstawy Sekcji Historii budował prof. Stanisław Smolka, jeden z najwybitniejszych polskich mediewistów. Jego związek z uczelnią przerwała śmierć, ale pozostawił w niej część swego księgozbioru, który od prawie stu lat nadal służy kolejnym pokoleniom studentów i pracowników. Profesorowie Wiktor Hahn i Stanisław Ptaszycki na polonistyce i historii. Uczelnia stała się ważnym ośrodkiem studiów nad katolicką nauką społeczną. Tu prowadził badania i wykładał ks. prof. Antoni Szymański oraz prof. Czesław Strzeszewski. Absolwentem, a potem profesorem KUL-u był Czesław Marytniak, prawnik, zamordowany przez Niemców w 1939 roku. Profesorem KUL-u był też Ignacy Czuma – prawnik, zaangażowany zresztą nie tylko w działalność dydaktyczną, ale także polityczną, szczególnie w latach 30.

Ze względu na brak środków nie udało się do 1939 roku powołać do życia wydziału przyrodniczego (choć tuż przed wybuchem wojny były prowadzone zaawansowane prace nad otwarciem studiów medycznych). Tak więc to, co przyświecało idei uniwersytetu katolickiego (w Europie, a później i na całym świecie), a więc wskazanie, że nie ma sprzeczności między nauką a wiarą, realizowano inaczej. Na KUL-u rozwijały się przede wszystkim nauki prawne i społeczne. Gromadziły one największą liczbę studentów i wybitnych profesorów. Mniej liczny był Wydział Nauk Humanistycznych, a najmniejszy Wydział Teologiczny. Dla kształcącego się ówcześnie (w okresie dwudziestolecia międzywojennego) duchowieństwa o wiele bardziej atrakcyjne były Wydziały Teologii na uniwersytetach w Krakowie, Lwowie, Warszawie, Wilnie i Poznaniu. O indywidualności i tożsamości naukowej uniwersytetu decydowało więc studium problemów prawnych, społecznych i ekonomicznych rozpatrywanych w świetle katolickiej nauki społecznej.

W październiku 1925 roku studia z zakresu prawa kanonicznego rozpoczął ks. Stefan Wyszyński, wpisany na listę studentów pod numerem 1248, miał odtąd, jako członek rodziny akademickiej „ubratać się w stosunku do kolegów i profesorów”, a o samego uniwersytetu „honor i cześć dbać i w razie potrzeby walczyć”. Wspominając Księdza Prymasa nie sposób nie wspomnieć o ks. Władysławie Korniłowiczu, jednej z najważniejszych postaci Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce, który był przez 10 lat ojcem duchownym wszystkich księży studiujących na KUL-u.

W początkowym okresie działalności KUL nie posiadał pełni praw państwowych szkół wyższych i wszystkie jego dyplomy były nostryfikowane przez Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie. Decyzja Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z 1938 roku, nadająca lubelskiej uczelni pełnię praw publicznych, zakończyła najtrudniejszy, pierwszy i formacyjny okres w życiu uniwersytetu.

Okres próby: 1939-1944

W czasie II wojny światowej uniwersytet nie mógł otwarcie prowadzić ani badań, ani kształcenia. Już w 1939 roku kilku jego profesorów zostało zamordowanych przez okupujących Polskę Niemców. Mimo represji i zakazu nauczania, który na terenach okupowanej Polski objął wszystkie szkoły wyższe i ogólnokształcące, w kilku ośrodkach poza Lublinem profesorowie KUL prowadzili tajne nauczanie.

Najważniejszym momentem próby w dziejach młodej stosunkowo uczelni był lipiec i sierpień 1944 roku, kiedy Armia Czerwona i towarzyszący jej rząd sformowany z polskich komunistów zajęli Lubelszczyznę, usuwając z niej Niemców. Przed ówczesnym rektorem, ks. Antonim Słomkowskim, stanął dylemat. Otworzyć uczelnię i rozpocząć działalność dydaktyczną i naukową czy też, jako wyraz nieuznawania nowej, narzuconej władzy politycznej, nie podejmować żadnych działań. Delegat Rządu RP na Kraj w Lublinie był zdania, że nie należy rozpoczynać zajęć na uczelni, bo to byłoby uznaniem nowej sytuacji politycznej. Ks. Słomkowski postanowił inaczej. Z perspektywy czasu widać, że wykorzystał być może jedyny moment, kiedy władze były skłonne uznać istnienie uniwersytetu. Z całą pewnością zasłużył także na miano odnowiciela KUL, którym często jest określany.

Zajęcia rozpoczęto 21 sierpnia 1944 roku. Na uniwersytet zaczęli ściągać studenci i profesorowie. Wśród tych ostatnich było wielu, których losy wojenne i zmiany granic pozbawiły dostępu do macierzystych uczelni. Tylko przykładowo można wymienić prof. Juliusza Kleinera, prof. Jana Czekanowskiego i Jana Parandowskiego. A było ich znacznie więcej. Otwarcie uczelni po sześciu latach okupacji wykazało, że wrosła ona w krajobraz nie tylko Lublina, ale także Polski. Mimo młodego wieku i niesprzyjającej polityki władz komunistycznych była w stanie przyciągać młodzież i tych uczonych, którzy nie znajdowali miejsca na innych uczelniach w ramach narzuconej Polsce ideologii komunistycznej.

Nowy początek: przystosowanie i opór - 1945-1989

Rok akademicki 1944/1945 był jeszcze rokiem, kiedy toczyła się wojna. Od roku 1945 Polska weszła w okres pokoju. Działania wojenne przeciwko III Rzeszy zakończyły się całkowitym jej rozgromieniem. Nie był to jednak pokój, o którym marzono przez sześć lat okupacji. Polska znalazła się pod rządami komunistycznymi; granice państwa zostały zmienione w sposób radykalny, miliony obywateli RP rozpoczęły wędrówkę. Jedni przybywali ze Wschodu, inni wyjeżdżali na Wschód i na Zachód. Dla uniwersytetu był to nowy początek. W ciągu kilku powojennych lat (do około 1950 r.) KUL zmienił zasadniczo swoje oblicze naukowe i dydaktyczne, zmuszany do tego decyzjami administracyjnymi komunistycznego państwa, zmierzającymi jeśli nie do zlikwidowania, to do znacznego ograniczenia działalności uniwersytetu katolickiego, stanowiącego „ciało obce” w tkance socjalistycznego społeczeństwa.

Represje wobec KUL trwały przez cały okres PRL i miały bardzo różnorodny charakter – obok nakładania na uczelnię podatków, było to np. utrudnianie pracownikom zdobywania stopni naukowych, a także szeroko prowadzona inwigilacja całej społeczności akademickiej. Żadna inna uczelnia w Polsce nie była tak szczelnie nadzorowana przez bezpiekę jak KUL. W 1951 roku urzędujący rektor - ks. Antoni Słomkowski - za sprzeciw wobec dążeń władzy komunistycznej do podporządkowania sobie KUL został usunięty z uczelni, a następnie skazany na trzy lata więzienia za rzekome nadużycia finansowe. W ostatnich tygodniach IPN przygotował wniosek o unieważnienie dotychczasowych orzeczeń prawnych dotyczących ks. Słomkowskiego, jest więc nadzieja na rychłą rehabilitację prawną pierwszego powojennego rektora KUL.

Mimo szykan i nacisków KUL był jedynym niezależnym uniwersytetem w całym bloku państw socjalistycznych, pozostając oazą wolnej myśli. Dziś, gdy coraz szerzej otwierają się archiwa, historia KUL w okresie socjalizmu wymaga nowego spojrzenia. „Chcemy napisać od nowa historię KUL, zwłaszcza w okresie PRL – deklaruje rektor KUL ks. prof. Antoni Dębiński - we współpracy z IPN chcemy opisać na nowo ten trudny okres dla KUL, ukazując jego rolę jako wyspy wolności”.

Dążąc do ograniczenia działalności uniwersytetu władze komunistyczne zlikwidowały studia prawne i społeczne. O ile psychologię i socjologię udało się zachować jako dyscypliny uprawiane na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej (powstał w 1946 r.), o tyle studium prawa i ekonomii zostało całkowicie zniesione, a w latach 50. i na początku lat 60. zostały zlikwidowane także studia neofilologiczne (anglistyka, romanistyka, germanistyka). Na pozostałych kierunkach studiów wprowadzono ograniczenia liczby studentów przyjmowanych na pierwszy rok studiów. Presja zewnętrzna niewątpliwie zmieniała i ograniczała wolność uniwersytetu. Budziła jednak opór i skłaniała do szukania dróg, które pozwoliłyby na zachowanie tego, co było i jest misją uczelni: służenie pracą intelektualną Bogu i Ojczyźnie. Przekładając to na język dydaktyki i badań naukowych, środowisko uniwersyteckie skupiło się na badaniach podstawowych.

W dziedzinie filozofii przede wszystkim na podstawach historii filozofii, studium tomizmu i etyce. Wymienić tu należy prof. Jerzego Kalinowskiego, prof. Stefana Swieżawskiego, o. prof. Alberta Krąpca i najsłynniejszego spośród profesorów KUL - ks. Karola Wojtyłę. To z ich nazwiskami wiąże się Lubelską Szkołę Filozoficzną.

Jeżeli chodzi o teologię, to zlikwidowanie wydziałów teologicznych na wszystkich polskich uniwersytetach sprawiło, że teologia na KUL-u (obok Akademii Teologii Katolickiej) stała się jedynym miejscem, gdzie duchowieństwo Kościoła katolickiego w Polsce mogło uzyskać formację w zakresie studiów wyższych. Mimo ograniczeń nakładanych na uczelnię teologia zyskała możliwość znacznie większego rozwoju niż w latach 1918-1939.

Nauki humanistyczne (filologia polska, historia, historia sztuki, filologia klasyczna) prowadziły badania nad tymi aspektami kultury i przeszłości, które z racji ideologicznych były pomijane na uczelniach państwowych. W latach 50. znalazło się na KUL-u grono młodych wtedy profesorów i doktorów wychowanych i wykształconych w dwudziestoleciu międzywojennym na Uniwersytecie Stefana Batorego i w katolickich organizacjach formacyjnych. Byli to między innymi Irena Sławińska, Czesław Zgorzelski, Leokadia Małunowiczówna, Antoni Maśliński. Grupa Wilnian symbolicznie przypomniała, że jednym z antenatów KUL-u była także Wszechnica Wileńska, której Wydział Teologiczny został przekształcony w 1842 r. w Akademię Duchowną w Petersburgu, a z tej ostatniej wywodził się założyciel uniwersytetu ks. Idzi Radziszewski. Za wspomnianymi wyżej przyszli inni, młodsi, uformowani intelektualnie w czasie wojny i w czasach już powojennych.

„Dla wielu młodych Polek i Polaków KUL był szansą i jakimś schronieniem, zwłaszcza w początkowym okresie PRL, kiedy ważne było pochodzenie społeczne i polityczne kandydatów na studia, a KUL otwierał wówczas mądrze, czasem nawet wbrew swoim profesorom, szeroko swoje podwoje dla wszystkich, którzy się zgłosili. Rzeczywiście, szczególnie w pierwszych latach przychodzili całymi falami i myślę, że to był szczególnie ważny dla KUL-u okres. Może najpełniej spełniał on wówczas swoją społeczną misję. Właściwie przerósł funkcję wyłącznie uniwersytetu, stał się ośrodkiem tożsamości narodowej” - wspomina nestor KUL-owskiej polonistyki prof. Stefan Sawicki.

W latach 1950-1970 na KUL kształtowały się kolejne pokolenia studentów poszukujących tu wiedzy, formacji i wolności intelektualnej, wolnej od ideologicznych nakazów. Ich nauczyciele byli zespołem osobowości bardzo różnorodnych, czasami niezwykle barwnych. Różnorodność osobowości, czasami trudnych do pogodzenia ze sobą, łączyła się jednak w całość jeżeli chodzi o postawę wobec uczelni, silne poczucie wspólnoty i mozolne dążenie do zachowania wolności intelektualnej i wolności w nauczaniu, tego co w swoim sumieniu uważano za prawdę. W ciągu lat powojennych wytworzyła się swoista kultura KUL-u pozwalająca rozpoznawać się jego pracownikom, a szczególnie jego absolwentom jeszcze wiele lat po zakończeniu studiów.

Na KUL trafiali ludzie, którzy z racji swych poglądów czy zaangażowania nie mogli studiować gdzie indziej. Warto przypomnieć postawę rektora KUL ks. Wincentego Granata, który w trakcie wydarzeń marcowych 1968 roku stanął po stronie studentów aresztowanych przez władze, a później otworzył uniwersytet dla studentów relegowanych z "wilczym biletem" z innych uczelni. Na KUL znaleźli się m.in. Bohdan Cywiński czy Seweryn Blumsztajn, a wśród wykładowców Władysław Bartoszewski. Tę postawę otwartości kontynuował następca ks. Granata na urzędzie rektora - o. Mieczysław Albert Krąpiec OP.

W latach 70. i 80., dzięki nawiązaniu współpracy z zagranicznymi ośrodkami naukowymi, KUL zyskał rangę międzynarodową. Gościli tu wybitni naukowcy ze świata, a lubelscy wykładowcy wyjeżdżali na stypendia naukowe do wiodących ośrodków akademickich. Istotną rolę w kontaktach ze światem pełniła Biblioteka KUL, gdzie mimo cenzury udawało się ściągać publikacje, które w Polsce nie były dostępne czy założony przez prof. Jerzego Kłoczowskiego Instytut Geografii Historycznej Kościoła w Polsce, zapraszający z gościnnymi wykładami najwybitniejszych europejskich historyków Kościoła.

Przełom roku 1980 środowisko uczelni przyjęło z nadzieją i od samego początku włączyło się w nurt przemian rozpoczętych przez wielki ruch społeczny "Solidarność", stąd wśród absolwentów KUL tak wielu działaczy demokratycznej opozycji. Warto też przypomnieć, że w środowisku studentów KUL powstały założone przez Janusza Krupskiego „Spotkania”, niezależne pismo młodych katolików, jedno z najważniejszych czasopism drugiego obiegu. Natomiast władze KUL, wykorzystując krótki czas względnej wolności, doprowadziły do restytucji zamkniętych dawniej przez władze kierunków kształcenia. W ciągu lat 80. przywrócono Wydział Nauk Społecznych z socjologią, ekonomią, psychologią i pedagogiką. Przywrócono także Wydział Prawa z sekcjami prawa i prawa kanonicznego. Na Wydziale Nauk Humanistycznych przywrócono filologię angielską, germańską i - najpóźniej na to uzyskano zgodę - slawistykę (filologię francuską przywrócono w połowie lat 70.). Stan wojenny wprowadzony w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku przytłumił, ale nie zahamował rozwoju uniwersytetu. Dzięki wsparciu z zagranicy zarówno studenci jak i pracownicy byli w stanie przetrwać okres największych trudności dotyczących zarówno spraw materialnych, jak też dostępu do informacji i kontaktów naukowych. Represje państwa komunistycznego dotknęły części pracowników i studentów. Powoli, ale stale uniwersytet wydobywał się w ciągu lat 80. z tych wszystkich ograniczeń, które były nań nakładane wcześniej.

Wspólnota uniwersytecka: "universitas magistrorum et scholarium"

Uniwersytet jest przede wszystkim wspólnotą wszystkich tych, którzy w nim kiedyś byli, którzy są i którzy kiedyś będą go współtworzyli. Dwie osoby wspominane są tu w sposób szczególny: ks. prymas Stefan kardynał Wyszyński, absolwent KUL-u i papież Jan Paweł II, profesor KUL-u. Nie sposób nie wspomnieć również o jedynym świeckim audytorze soborowym z krajów komunistycznych - prof. Stefanie Swieżawskim. Ale lista związanych z KUL postaci, które zapisały się na kartach historii Polski jest znacznie dłuższa. Są na niej m.in.: Bogdan Borusewicz, Wiesław Chrzanowski, Zyta Gilowska, Alicja Grześkowiak, Janusz Krupski, ale również Piotr Szczepanik czy Ireneusz Krosny.

Wśród ponad 110 tys. absolwentów KUL są osoby, które działają w bardzo różnych przestrzeniach, często zajmują odpowiedzialne i eksponowane stanowiska. KUL ukończyło wielu biskupów np. kard. Kazimierz Nycz, kard. Henryk Gulbinowicz, abp Henryk Muszyński, abp Alfons Nossol, bp Andrzej Czaja czy bp Wiesław Mering. Absolwentem filozofii jest laureat Nagrody Templetona – ks. prof. Michał Heller, polonistyki - wybitny pisarz, dwukrotny laureat Nike – Wiesław Myśliwski, filozofii i teologii – Halina Bortnowska. KUL ukończyli również publicyści i dziennikarze, a wśród nich ks. Adam Boniecki i Piotr Semka. Uniwersytet wykształcił także liczne grono studentów z krajów byłego Związku Radzieckiego, głównie dzięki współpracy z Fundacją Jana Pawła II, m.in. absolwentem KUL jest ks. Bogdan Prach rektor Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu we Lwowie.

Wśród osób związanych z KUL-em jedynym kanonizowanym świętym jest Jan Paweł II. Ale lista osób, które zmarły w opinii świętości, jest znacznie dłuższa. Są to m.in. Sługa Boży Ks. Franciszek Blachnicki, współtwórca i wykładowca Instytutu Teologii Pastoralnej, organizator pionierskich form duszpasterstwa młodzieży, założyciel Ruchu Światło-Życie, ks. Wincenty Granat, teolog-dogmatyk, rektor KUL w latach 1965-1970, Jacek Woroniecki OP, teolog-moralista, rektor KUL w kadencji 1922-1924, czy Stefan kardynał Wyszyński, absolwent studiów doktoranckich, Wielki Kanclerz KUL 1946-1948. Do grona społeczności akademickiej należą również, chociaż w sposób bardziej symboliczny, doktorzy honoris causa. W dziejach KUL to najwyższe uniwersyteckie wyróżnienie otrzymało ponad sto osób. Szczególne miejsce w tym gronie zajmuje papież Jan Paweł II, ale są w nim wybitni ludzie Kościoła – kard. Joseph Ratzinger, Chiara Lubich, kard. Paul Poupard, naukowcy – Jan Parandowski, Władysław Tatarkiewicz, Aleksander Gieysztor, Wiktor Frankl, twórcy kultury – Czesław Miłosz, ks. Jan Twardowski, Krzysztof Penderecki czy niedawno zmarli politycy Zbigniew Brzeziński i Helmut Kohl.

Karol Wojtyła – Jan Paweł II

Pan Bóg potrafi pisać prosto po krzywych liniach. Mimo represji, KUL - paradoksalnie - wiele zawdzięcza władzom komunistycznym. W 1954 roku komuniści zlikwidowali Wydział Teologiczny na Uniwersytecie Jagiellońskim i dzięki temu na KUL trafił jego najsłynniejszy profesor – ks. Karol Wojtyła. Przez 24 lata regularnie dojeżdżał do Lublina by prowadzić wykłady i seminaria z etyki. Mimo zwiększających się obowiązków, wraz z wynoszeniem do kolejnych godności kościelnych, pracy na uniwersytecie nie przerwał aż do momentu wyboru na Stolicę Piotrową. W tym czasie zgromadził wokół siebie grono przyjaciół i uczniów, których kształtował nie tylko podczas spotkań w Lublinie, ale również w trakcie wspólnych wakacyjnych wypraw, w czasie których nazywali go „Wujkiem”. Jak wspomina jeden z uczniów ks. kard. Wojtyły i późniejszy rektor KUL ks. prof. Andrzej Szostek: „Wciągał nas w swoje widzenie tajemnicy człowieka, ukazywał ją niespiesznie z różnych stron. Mniej cierpliwych nużył i zniechęcał, ale kto w tej intelektualnej wędrówce wytrwał, ten już się z kręgu fascynacji człowiekiem nie dał wyrwać. U Wojtyły płynęła ona z fascynacji Bogiem i do niej prowadziła”.

Wybór ks. Karola Wojtyły na papieża nie przerwał związków z uczelnią, ale je zmienił. Stałym gościem w Watykanie był najbliższy współpracownik i uczeń Jana Pawła II – ks. prof. Tadeusz Styczeń, a papież żywo interesował się bieżącymi sprawami KUL. Wyjątkowym momentem w dziejach uniwersytetu była jedyna wizyta Jana Pawła II w Lublinie i oczywiście na KUL (9 VI 1987 r.). W tym roku minęło już 30 lat od tego wydarzenia, podczas którego papież podkreślił, że o wyjątkowości KUL stanowi jego katolicki charakter: „Katolicka specyfika stanowi o atrakcyjności KUL-u w całej polskiej rodzinie akademickiej. Wyczuwa ona bezbłędnie, że tu powinno się oczekiwać nie tylko solidnej wiedzy, ale też dostępu do innego porządku prawdy, do tego specyficznego światła, jakie tajemnica Chrystusa rzuca na misterium ludzkiego istnienia. Stąd też potrzeba stałego wychodzenia naprzeciw potrzebom środowisk naukowych całej Ojczyzny. Dokonać tego można jedynie poprzez wyrazistość własnej postawy akademickiej i chrześcijańskiej zarazem, poprzez wrażliwość na to, co ludzkie i Boskie. Odnosi się to do profesorów, do studentów, do wszystkich, którzy ten uniwersytet tworzą.

Rola, atrakcyjność Katolickiego Uniwersytetu wiąże się z nadzieją, że tu znajdzie się prawdziwa wspólnota łącząca profesorów, pracowników administracyjnych i fizycznych, wspólnota studentów - świadectwo żywego chrześcijaństwa; że autentyczna katolicka rodzina uniwersytecka jest miejscem nie tylko "prawdy naukowej", ale i "prawdy życia" przez przełamywanie różnych form słabości i zła, różnych form przeczenia prawdzie w życiu osobistym, we wzajemnym odnoszeniu się do innych, jak i w powierzchowności badań, lub podejmowaniu przedmiotów dociekań nie według kryteriów poszukiwania prawdy, ale wedle pozanaukowych motywów koniunkturalnych”.

Po odejściu Jana Pawła II do Domu Ojca w 2005 roku Senat KUL podjął uchwałę o zmianie nazwy uczelni na Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II. Dziś Jan Paweł II jest stale obecny w życiu uniwersytetu. Fizycznym śladem tej obecności jest relikwia, znajdująca się w Kościele Akademickim KUL, a także pamiątki zgromadzone w Muzeum KUL. Obok nich trwa duch – nad bogatą spuścizną Karola Wojtyły – Jana Pawła II prowadzone są badania naukowe, upowszechniane przez publikacje, wykłady i konferencje.

Rozwój: ciągłość i zmiana. Od 1989 roku do dziś

Polska rewolucja rozpoczęła się nie w roku 1989, ale w 1988. Wtedy w czasie strajków na wiosnę, latem i na jesieni wymuszono na władzach rozpoczęcie negocjacji dotyczących demokratyzacji podstaw władzy w państwie. Obrady "okrągłego stołu" doprowadziły do zmiany systemu politycznego w Polsce. Społeczność KUL, jak wszyscy mieszkańcy Polski, wzięła udział zarówno w protestach z 1988 roku, jak też w przygotowaniach do przeprowadzenia wyborów rok później. Gwałtowne załamanie się polskiej gospodarki w latach 1988-1990 postawiło pod znakiem zapytania podstawy materialne istnienia uniwersytetu, utrzymywanego dotychczas przez społeczność katolicką w Polsce i za granicą. Dzięki wysiłkowi władz uczelni i życzliwości nowych władz Polski, KUL otrzymał w 1992 roku po raz pierwszy dotację państwową na refundację kosztów kształcenia oraz płac pracowników. W ten sposób uniwersytet odzyskał stabilność finansową i mógł rozpocząć nie tylko odbudowę, ale także rozbudowę swoich zasobów, którą dodatkowo ułatwiło przyznanie od 2008 roku dotacji na inwestycje.

O wielkości zmian świadczy przede wszystkim ogromny wzrost liczby studentów i pracowników, nowe kierunki i wydziały. Dawna uczelnia, gdzie wszyscy znali się z widzenia odeszła w przeszłość (jeszcze w latach 70. na KUL-u studiowało około 1500-1700 studentów). Dziś, na blisko 40 kierunkach studiów, kształci się ponad 12 tys. studentów. Kadrę naukowo-dydaktyczną tworzy blisko 1,1 tys. wykładowców, z których wielu cieszy się międzynarodowym uznaniem, a także zasługuje na miano „mistrza”.

Powstały nowe wydziały, poszerzając zakres badań o nauki przyrodnicze i ścisłe - obecnie jest ich osiem: · Teologii, · Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji, · Filozofii, · Nauk Humanistycznych, · Nauk Społecznych, · Biotechnologii i Nauk o Środowisku, · Matematyki, Informatyki i Architektury Krajobrazu, · Zamiejscowy Prawa i Nauk o Społeczeństwie w Stalowej Woli.

„W dobie obecnych przemian szczególnie cenną zaletą formacji akademickiej jest to, że uniwersytet uczy myśleć. Młody człowiek zdobywa w nim nie tylko fachową wiedzę w ramach poszczególnych kierunków studiów, ale ćwiczy swój umysł tak, by umiał w przyszłości spożytkować swe zdolności i wykształcenie również w sytuacji nowej, nieprzewidzianej i zaskakującej dlań. Doświadczenia wielu państw dowodzą, że żadna inwestycja nie jest tak opłacalna, jak kształcenie elit intelektualnych i zawodowych. Żadna produkcja nie przynosi takiego zysku jak „produkcja” licencjuszy, magistrów i doktorów – choć jest to inwestycja wieloletnia a sam zysk trudno dokładnie obliczyć” – podkreśla zalety kształcenia uniwersyteckiego filozof, etyk, były rektor KUL ks. prof. Andrzej Szostek.

Uniwersytet, pilnie śledząc zmiany społeczne, stale poszerza ofertę dydaktyczną o kolejne kierunki, których program oprócz kanonu wiedzy uniwersyteckiej, w tym zajęć z zakresu filozofii, logiki, etyki, Katolickiej Nauki Społecznej - nastawiony jest na zdobycie przez studentów umiejętności praktycznych, wysoko cenionych przez pracodawców. W ostatnim czasie utworzone zostały m.in. sinologia, bezpieczeństwo narodowe, biotechnologia. Choć ta ostatnia jest stosunkowo młodym kierunkiem to ma już na koncie spore osiągnięcia - zespół prof. Zofii Stępniewskiej opracował dwa opatentowane wynalazki: nowy sposób produkcji ektoiny (bardzo cennego surowca wykorzystywanego w przemyśle kosmetycznym i farmaceutycznym) oraz wytwarzania substancji do produkcji opakowań biodegradalnych (tzw. bioplastiku).

Dziś o sukcesie uczelni decyduje nie tylko wysoki poziom kształcenia, ale również nowoczesna baza. Rozwój uniwersytetu nie byłby możliwy bez nowych inwestycji, które stwarzają świetne możliwości do badań naukowych i nauczania. Obok pochodzącego z XVIII wieku Gmachu Głównego z malowniczym dziedzińcem, wyrosła nowa część Kampusu Głównego KUL, w skład którego wchodzą: Kolegium Jana Pawła II, Collegium Norwidianum i Centrum Transferu Wiedzy. Obok Kampusu Głównego, zlokalizowanego w centrum miasta, KUL posiada również dwa kolejne kampusy z nowocześnie wyposażonymi salami wykładowymi oraz laboratoriami. Niedawno powstałe budynki Wydziału Biotechnologii oraz Interdyscyplinarnego Centrum Badań Naukowych umożliwiają również prowadzenie badań naukowych na wysokim poziomie, których efekty mogą być wykorzystane w gospodarce. Bazę dydaktyczno-naukową uzupełnia Biblioteka Uniwersytecka z liczącym ponad 2 mln pozycji księgozbiorem, a także obiekty sportowe.

KUL to także miejsce, gdzie tętni bogate życie kulturalne. Obok Chóru Akademickiego KUL działają studenckie teatry - Teatr ITP i Teatr Enigmatic. Własną markę wypracowała kierowana przez prof. Leszka Mądzika Scena Plastyczna KUL, która z sukcesami gościła na scenach wielu krajów, prezentując spektakle określane jako "teatr narracji plastycznej". Uniwersytet posiada również bogate zbiory dzieł sztuki, które wkrótce zostaną udostępnione w Muzeum KUL.

Nowa uczelnia jest inna. A jednak zachowuje ciągłość i związek z dawnym KUL-em. Przede wszystkim poprzez stałe odnoszenie działalności uczelni do tych wartości, które leżały u podstaw jej założenia. W nowych warunkach odczytuje się je inaczej, ale w kształceniu młodzieży nadal zwraca się uwagę nie tylko na zajęcia intelektualne, przygotowanie zawodowe czy naukowe, ale także na formację duchową i społeczną. „KUL jest uczelnią otwartą na naukowe wyzwania współczesności, ale ma wciąż ten sam cel - przygotować studentów do pełnej i odpowiedzialnej pracy dla dobra Ojczyzny i Kościoła” – przypomina rektor KUL ks. prof. Antoni Dębiński.

Praca dla Boga i Ojczyzny jest wyzwaniem tak samo trudnym w obecnej sytuacji wolności, jak kiedyś w sytuacji zniewolenia. Różnorodność studentów (wielu z zagranicy) i różnorodność nauczycieli akademickich nadal stanowią o sile i bogactwie uniwersytetu. Pokoleniowo i ze względu na formację są oni jednak już inni od tych, którzy kształtowali uczelnię od wewnątrz i reprezentowali ją na zewnątrz w czasach PRL. Ciągłość w tym, co najważniejsze została jednak zachowana. I to właśnie: połączenie niezwykle dynamicznych zmian i zachowanie ciągłości stanowi siłę i atrakcyjność uniwersytetu. Jest on na tyle stary, aby móc czerpać inspirację z własnej przeszłości, a na tyle młody, aby patrzeć ciągle z optymizmem w przyszłość. Zresztą uniwersytet jest tym typem wspólnoty ludzkiej, która pozostaje w ciągłym dialogu ze zmieniającym się społeczeństwem - w tym dialogu ma do zaofiarowania swoją wiedzę, pamięć pokoleń i wrażliwość na to, co jest dzisiaj. Ofiarowuje też to, co najważniejsze w życiu osób i społeczeństw: poza nauczaniem kładąc także nacisk na formację, daje możliwość nauczenia się dokonywania wyborów - często tych najważniejszych.

Tagi:
uniwersytet

Inauguracja roku akademickiego

2018-10-10 11:21

Zygmunt Piotr Cywiński
Edycja szczecińsko-kamieńska 41/2018, str. I

2 października kolejny rok akademicki 2018/2019 rozpoczął Wydział Teologiczny (WT) Uniwersytetu Szczecińskiego (US). To jego szesnasty rok pracy, gdyż powołany został 9 sierpnia 2003 r., za posługi biskupiej Zygmunta Kamińskiego. Dekret erygujący wydała wówczas Kongregacja ds. Wychowania Katolickiego Stolicy Apostolskiej odpowiadająca za teologiczne wydziały uczelniane

Alumn Łukasz Knapkiewicz
Msza św. na rozpoczęcie roku akademickiego

Uroczystość rozpoczęła Msza św. sprawowana w kościele seminaryjnym w intencji społeczności akademickiej WT z prośbą o potrzebne łaski z udziałem biskupów metropolii szczecińsko-kamieńskiej oraz księży profesorów – wykładowców. Liturgii przewodniczył biskup zielonogórsko-gorzowski Tadeusz Lityński. Koncelebrowali z nim metropolita arcybiskup Andrzej Dzięga, biskup koszalińsko-kołobrzeski Edward Dajczak, który wygłosił homilię, oraz biskupi pomocniczy Henryk Wejman i Marian Błażej Kruszyłowicz.

Po Mszy św. abp Andrzej Dzięga poprowadził modlitwę za zmarłych nauczycieli akademickich Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Szczecińskiego i poświęcił tablicę im poświeconą umieszczoną w miejscu dostępnym, często uczęszczanym przez studentów. Znalazły się na niej trzy nazwiska duchownych, którzy wsparli swoją wiedzą początki pracy Wydziału. Byli to: ks. prof. dr hab. Marian Rusecki, zajmujący się teologią fundamentalną, ks. prof. dr hab. Jan Flis, ceniony biblista, oraz ks. dr Rafał Misiak, wykładowca filozofii chrześcijańskiej.

Drugą część uroczystości w auli rozpoczęło odśpiewanie hymnu Rzeczypospolitej Polskiej, który zaintonował zespół „Brevis”. Po hymnie gości przywitał ks. dr hab. Kazimierz Dullak, prof. US. W swoim przemówieniu dziekan Wydziału Teologicznego podkreślił, że będąc jednym z 10 wydziałów tworzy on jeden organizm z największą uczelnią zachodniopomorską. W okresie trwającego nadal niżu demograficznego uznał za sukces, że wszystkie trzy kierunki na WT (teologia, nauki o rodzinie, italianistyka z elementami studiów nad chrześcijaństwem) utworzyły grupy w systemie studiów dziennych. Powstała też grupa podejmująca studia doktoranckie z teologii. Studenci zdobywać będą wiedzę pod kierunkiem 42 pracowników naukowo-dydaktycznych (w tym 17 samodzielnych).

W ogłoszonym przez Sejm Rzeczpospolitej Polskiej Roku Zbigniewa Herberta ks. K. Dullak przypomniał słuchaczom słowa poety: „Wierzę że są rzeczy piękne i brzydkie, dobre i złe, szlachetne i podłe. I biada takim strukturom, w których te granice zostaną zatarte w imię czegokolwiek”. Uznał jako zadanie wskazywanie na dobro i odrzucanie zła oraz dążenie do prawdy. Ponownie zacytował Herberta, który pisał: „Podstawowym obowiązkiem intelektualisty jest myśleć i mówić prawdę. (…) Myśleć to znaczy zastanawiać się nad tym, kim jesteśmy i jaka jest otaczająca rzeczywistość. Oznacza to siłą rzeczy odpowiedzialność za słowo”.

Następnie dokonał się akt immatrykulacji – przyjęcia nowych studentów na pierwszy rok studiów połączony z wręczeniem indeksów. Powitała ich, życząc sukcesów w nauce, przewodnicząca samorządu studenckiego WT Natalia Grzyb. Wykład inauguracyjny pt. „Od Zmartwychwstania Chrystusa do zmartwychwstania Polski. O argumentacji teologicznej w kazaniach patriotycznych” wygłosił ks. dr hab. Andrzej Draguła, prof. US. Przywołał postacie ks. Piotra Skargi i abp. Józefa Teodorowicza, wybitnych kaznodziei, którzy taką argumentację w swoich kazaniach stosowali.

Po wykładzie zostały wręczone nagrody i wyróżnienia. Cenne było wystąpienie prorektora ds. Nauki i Współpracy Międzynarodowej prof. dr hab. Marka Górskiego. Mówił on o wezwaniach, jakie stawia nowa (z 3 lipca 2018 r.) ustawa o szkolnictwie wyższym i nauce. Obowiązuje ona od 1 października tego roku i daje szansę intensywniejszego rozwoju nauki. Do wymagań tej ustawy trzeba będzie się w ciągu roku dostosować.

Słowo wieńczące należało do Wielkiego Kanclerza WT abp. A. Dzięgi. Dziękował wszystkim, którzy przygotowali uroczystość, szczególnie za głęboką medytację bp. E. Dajczaka. Wskazał na zbliżającą się rocznicę 40-lecia rozpoczęcia pontyfikatu Jana Pawła II i jego pierwszej pielgrzymki do Polski. Życzył, by społeczność akademicka z Chrystusem szła dalej, korzystając z jego obecności w kaplicy znajdującej się w budynku WT.

Uroczystość zakończyło odśpiewanie najstarszej zachowanej pieśni żaków „Gaudeamus igitur” – „Radujmy się więc”. Niech zatem zgodnie z łacińską formułą wypowiedzianą na koniec przez ks. dziekana K. Dullaka „Quod felix, faustum fortunatumque sit” nowy rok akademicki będzie szczęśliwy, sprzyjający i pomyślny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

62-letnia kobieta matką: wola jednostki a dobro dziecka

2018-11-17 17:24

vaticannews / Rzym (KAI)

Kobieta nigdy nie powinna czuć się stara. Nie ma idealnego wieku na rodzenie dzieci. Lekarze powiedzieli mi, że rodziłam jak 20-latka – wyznała po porodzie 62-letnia samotna rzymianka, która na starość postanowiła zostać matką. W klinice w Albanii został jej wszczepiony cudzy embrion.

Pixabay.com

Na pytanie o perspektywy dziecka, wychowywanego przez samotną i starą matkę, odpowiada, że jej wystarczy, jeśli będzie z córką do 18 roku życia. Potem pójdzie już sama, bo dzieci muszą być samodzielne. Na swoje usprawiedliwienie dodaje, że niestabilna sytuacja zawodowa utrudnia kobietom podjęcie decyzji o macierzyństwie. Teraz, kiedy nadchodzi emerytura, czuję się pewniej – dodaje kobieta.

Ekstrawaganckie macierzyństwo 62-letniej kobiety wzbudziło we Włoszech falę oburzenia u obrońców dzieci. Prof. Alberto Gambino, prorektor Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie, a zarazem przewodniczący Stowarzyszenia Nauka i Życie zauważa, że przypadek ten jest emblematyczny dla panującej dzisiaj w Europie tendencji, kiedy absolutyzuje się wolę jednostki, kosztem dobra najsłabszych.

"Z czysto naukowego punktu widzenia takie macierzyństwo jest oczywiście możliwe. Jednakże kwestią podstawową jest tu dobro dziecka. Warunki egzystencji w pierwszych latach życia. Człowiek po przekroczeniu pewnego wieku nie ma już tych samych możliwości rodzicielskich, co wcześniej – powiedział Radiu Watykańskiemu prof. Gambino. – Druga kwestia to fakt, że to dziecko będzie miało tylko jednego rodzica. We Włoszech osoby samotne nie mogą korzystać z takich technik prokreacji. Mogą się o nie ubiegać tylko pary. A zatem jest to jeden z tych przypadków, w których nauka jest w stanie coś zrobić, ale wartość ludzkiej egzystencji odradza takie rozwiązanie. Jedyny aspekt pozytywny w całej tej sprawie to fakt, że był to tak zwany embrion nadliczbowy, pozostawiony przez jakąś parę w Albanii. To stawia nam kolejne pytanie natury etycznej. Co zrobić z tymi nadliczbowymi embrionami? Mają pozostać zamrożone w azocie w nieskończoność, a może zaczniemy się zastanawiać, czy w innych przypadkach, nie takich jak ten, byłaby możliwość adopcji takich embrionów?" - powiedział Radiu Watykańskiemu prof. Gambino.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Uczcili 100-lecie niepodległości

2018-11-19 09:11

Tadeusz Boniecki

Tadeusz Boniecki

Modlitwa dziękczynna we wszystkich parafiach, Msza św. w sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej z poświęceniem Kaplicy Świętych i Błogosławionych Polskich, odsłonięcie i poświęcenie pomnika Kazimierza Czernickiego, przemarsz służb mundurowych przez miasto i uroczystości na pl. Łuczkowskiego - tak wyglądały chełmskie obchody 100-lecia odzyskania niepodległości.

Raz na sto lat

Obchody 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę rozpoczęły się już na kilka dni przed oficjalnymi uroczystościami. We wszystkich placówkach oświatowych miasta odbywały się rocznicowe akademie, spotkania, wystawy. Były też różne okolicznościowe konkursy nawiązujące do tematyki niepodległościowej i wspólne śpiewanie hymnu polskiego oraz lekcje historii z udziałem grup rekonstrukcyjnych.

W radosne świętowanie obchodów włączyły się także z dziękczynną modlitwą parafie z Chełma i okolic. W dni poprzedzające bezpośrednie uroczystości we wszystkich świątyniach miasta i kilku okolicznych miejscowości (Czułczyce, Dorohusk i Wojsławice) rozlegało się dziękczynne „Te Deum” za dar odzyskania przez Polskę wolności po 123 latach niewoli. Wierni wraz z duszpasterzami modlili się także za tych, którzy oddali swoje życie za Ojczyznę.

W sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej

Główne uroczystości Narodowego Święta Niepodległości rozpoczęły się od przemarszu ulicami miasta do sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej kolumny służb mundurowych. W przemarszu udział wzięły: Kompania Honorowa i Pododdziały Garnizonu Chełm, klasy mundurowe Zespołu Szkół Ekonomicznych i Mundurowych oraz Zespołu Szkół Energetycznych i Transportowych a także Zespołu Szkół Budowlanych i Geodezyjnych. Był też Szwadron Rekonstrukcyjny Oddziału Kawalerii II Rzeczypospolitej Chełmskiego Stowarzyszenia Miłośników Koni i Kawalerii Polskiej Edukacja Historia. Konną bryczką przemieszczał się, entuzjastycznie witany na całej trasie przez mieszkańców grodu nad Uherką, marszałek Józef Piłsudski. Za swojego życia Marszałek gościł w Chełmie siedem razy; jest też Honorowym Obywatelem Miasta Chełm.

Po dotarciu na Górę Chełmską kolumna wraz z delegacjami szkół, instytucji, kombatantów oraz licznie przybyłymi mieszkańcami miasta, uczestniczyła we Mszy św. Wspólna modlitwę rozpoczęło odśpiewanie „Bogurodzicy”, pierwszego naszego polskiego hymnu narodowego. Rocznicowej Liturgii przewodniczył ks. kan. Józef Piłat, dziekan dekanatu Chełm - Zachód. Na początku wszystkich powitał ks. kan. Andrzej Sternik, proboszcz parafii mariackiej. - Jesteśmy wybranym pokoleniem Polaków, które ma łaskę przeżywać stulecie niepodległości naszej Ojczyzny, wolnej Ojczyzny, wywalczonej modlitwą i ofiarą życia naszych ojców. Bo jak mówił Prymas Wyszyński: po miłości Boga najważniejsza jest miłość Ojczyzny. Oby te słowa były dewizą każdego z nas - mówił ks. Sternik.

Dzieci matki - Ojczyzny

Niezwykle płomienne i skłaniające do refleksji kazanie wygłosił ks. inf. Kazimierz Bownik. Na początku zaznaczył, że świętowanie niepodległości Ojczyzny jest wielkim powodem do radości i dumy oraz wdzięczności Panu Bogu i ludziom za ten wielki dar. Jednocześnie podkreślił, że wielki jubileusz skłania do refleksji zarówno historycznej jak i moralnej. Przytoczył kilka ważnych historycznie rocznic przypadających w tym roku. Zaliczył do nich m.in. zawarty w 1018 r. pokój w Budziszynie, zakończenie w 1418 r. Soboru w Konstancji, obrady pierwszego w Polsce Sejmu Walnego w 1688 r., ślub króla Zygmunta Starego z Boną Sforzą w 1518 r., śmierć św. Stanisława Kostki w 1568 r. Ksiądz Infułat przypomniał, że ponad tysiącletnia historia naszego narodu obfituje w wiele wspaniałych wydarzeń napełniających dumą i uczących wdzięczności oraz miłości do Ojczyzny. Jednak często naszą historię profanowano i wypowiadano wiele nieprawdziwych rzeczy. - Nieprawdziwe informacje o Polsce można wyczytać w niemieckich i rosyjskich podręcznikach historii. Jakże w tych krajach, usiłując wybielić własne zbrodnie, dokonane na naszym narodzie, obciąża się nimi Polaków. Jakie potworne zaniedbania poczyniono w polskiej historiografii, nie tylko w okresie peerelu, ale i w III RP - ubolewał.

Ks. inf. Bownik wskazał też na postawy współczesnych Polaków. - Jaka jest postawa Polaków wobec swojej Ojczyzny? Są postawy wręcz wrogie. Wielu nie chce żadnej Polski, bo jak zrozumieć choćby wyprzedaż majątku narodowego? Ta postawa łączy się często z postawą kosmopolityczną. Duży procent Polaków to kosmopolici, są obywatelami świata. Dla nich Ojczyzną jest korporacja, firma z obcym kapitałem i obcym zarządem. Wielu Polaków to dzieci wyrodne, które wstydzą się swojej Matki Ojczyzny, krytykują ją i obmawiają. Są też dzieci przemądrzałe. One wszystko wiedzą lepiej, jak powinno funkcjonować szkolnictwo, służba zdrowia, Kościół. To życiowi cwaniacy, dystansujący się od wszelkiego zaangażowania w dobro społeczne - rozważał z troską ks. Bownik.

Mówca podkreślił, że Polska ma i dobre dzieci, kochające swoją ponad tysiącletnią Matkę. - To dzieci które zatroskane są o jej dobro, bezpieczeństwo, honor, dobre imię. To ludzie w różnym wieku, prości i wykształceni. Ludzie uczciwej pracy, trzeźwi i zatroskani o swoje rodziny, wrażliwi na potrzeby innych, wielkoduszni, zdolni wybaczyć doznane krzywdy, a nawet znieść upokorzenia i cierpienia. To ludzie modlący się w intencji Ojczyzny, aby Bóg był dla niej źródłem siły, dostatku i radości - podsumował Ksiądz Infułat. Takim

Kazimierz Czernicki ma swój pomnik

Dobrym synem Matki Ojczyzny był Kazimierz Czernicki. Pomnik tego chełmskiego patrioty, drukarza historyka i publicysty, znajdujący się na skwerze miejskim u zbiegu ulic J. Młodowskiej i M Kopernika, poświęcono i odsłonięto po Mszy św. w sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej.

Kazimierz Czernicki do Chełma przeprowadził się z Mińska Mazowieckiego w 1921 r. Rok później wraz ze wspólnikami otworzył Polskie Zakłady Graficzne. Po wybuchu II wojny światowej zaangażował się w działalność konspiracyjną, wydając między innymi tajne biuletyny. Aresztowany przez gestapo wraz z dwoma synami i grupą chełmskiej inteligencji, został rozstrzelany w 1941 r. w lesie Kumowa Dolina. Jego trzeci syn również zginął w walce z Niemcami. - Stawiając pomnik Kazimierzowi Czernickiemu chcemy uczcić 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości - mówił Eugeniusz Wilkowski, przewodniczący społecznego komitetu budowy pomnika. - Samego bohatera postrzegamy jako animatora życia społeczno-kulturalnego w międzywojennym Chełmie. Wywierał wielki wpływ na jego społeczność jako publicysta i wydawca pism „Wieści Chełmskich” i „Zwierciadło” - przypomniał E. Wilkowski.

Wspólna radość

Oficjalną część patriotycznych uroczystości z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości, przy licznym udziale mieszkańców, zorganizowano w Chełmie tradycyjnie już na pl. Łuczkowskiego. Rozpoczęło je odegranie hejnału miejskiego, złożenie meldunku dowódcy Garnizonu Chełm, podniesienie flagi państwowej na maszt i odegranie hymnu państwowego. Po wystąpieniu Agaty Fisz, prezydent miasta Chełm, nastąpiło odczytanie Apelu Pamięci, salwa honorowa i złożenie kwiatów przy Pomniku Niepodległości. Ostatnim punktem oficjalnych obchodów była defilada wszystkich pododdziałów wojskowych.

Po oficjalnej części odbyła się część artystyczna. Chełmianie obejrzeli pokaz musztry paradnej i taniec z ogniem w wykonaniu uczniów Zespołu Szkół Ekonomicznych i Mundurowych. Był też koncert Orkiestry Dętej Cementowni Chełm i montaż słowno-muzyczny ,,Polskie drogi do wolności” w wykonaniu uczniów II LO, a także okolicznościowy koncert Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Chełmskiej i projekcja filmu dokumentalnego pt. „Jak Chełm gościł Piłsudskiego”. Nie obyło się bez licznych atrakcji dla dzieci, przygotowanych przez Młodzieżowy Dom Kultury w Chełmie. W ramach obchodów Święta Niepodległości mieszkańcy Chełma uczestniczyli w zwiedzaniu okolicznościowej wystawy w Muzeum Ziemi Chełmskiej im. W. Ambroziewicza pt. „Do Niepodległej. Chełm w latach 1913 - 1918”. Wystawa będzie czynna do końca marca przyszłego roku.

Ważnym punktem obchodów Święta Niepodległości było poświęcenie Kaplicy Świętych i Błogosławionych z ich relikwiami. Kaplica powstała przy Sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej, za pomnikiem kard. Stefana Wyszyńskiego w dawnej kaplicy pożegnań. Autorem projektu jej wystroju jest ks. Tomasz Musiej z parafii mariackiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem