Reklama

300-lecie koronacji obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej na nowym banknocie z PWPW S.A.

2017-08-24 12:16

Źródło informacji: Centrum Prasowe PAP

Archiwum PWPW S.A.

Symbolika teologiczna i historyczna na nowym banknocie kolekcjonerskim NBP podkreśla wyjątkową rolę, jaką Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej oraz kult maryjny odegrał w dziejach polskiego narodu – stwierdził kustosz Zbiorów Sztuki Wotywnej Jasnej Góry O. Jan Stanisław Rudziński. Banknot został wydany 21 sierpnia, pięć dni przed uroczystościami jubileuszowymi na Jasnej Górze. Paulini mają nadzieję, że uroczystości pomogą w jednoczeniu się Polaków.

Banknot „300-lecie koronacji Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej”, który wyemitował Narodowy Bank Polski, a wyprodukowała Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych S.A., został zaprezentowany podczas konferencji prasowej na Jasnej Górze, gdzie 26 sierpnia br. odbędą się uroczystości upamiętniające koronację obrazu Matki Bożej w 1717 roku w Częstochowie. Według Ojca Jana Stanisława Rudzińskiego wcześniej takich koronacji dokonywano tylko w Rzymie i Italii.

Zobacz zdjęcia: Banknot na 300-lecie obrazu Matki Bożej

Inicjatywa paulinów, decyzja prezesa NBP, wykonanie PWPW S.A.

Dyrektor Pionu Banknotów i Druków Zabezpieczonych w PWPW S.A. Piotr Wojcieszek przypomniał, że Wytwórnia produkuje banknoty na zlecenie swoich klientów, spośród których głównym i kluczowym jest Narodowy Bank Polski i – jak podkreślił – „to on decyduje o tematyce banknotu, który w danym roku jest banknotem kolekcjonerskim”. Ważny jest według niego fakt, że banknot „300-lecie koronacji Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej” dołączył do kolekcji, w której jest już m.in. „1050. Rocznica Chrztu Polski” (banknot wydany w 2016 r. – przyp. CP PAP).

Reklama

„W momencie, kiedy widzę reakcje na konferencjach międzynarodowych, które czasem mają miejsce w krajach muzułmańskich (…), to dostrzegam, że te elementy, które są przedstawiane na tych banknotach, nie tylko nie wzbudzają agresji i sprzeciwu, ale wzbudzają olbrzymi szacunek” – powiedział Piotr Wojcieszek w rozmowie z CP PAP.

Zwrócił przy tym uwagę, że – jak powiedział – „często można usłyszeć głosy, iż błędem współczesnych państw, w tym państwa polskiego, jest łączenie tego co boskie z tym, co cesarskie”. Według niego jest to „pomyłka”, gdyż – jak wyjaśnił - „człowiek nie jest oderwany od swoich przekonań, od swojej religii i potrafi być pracownikiem, urzędnikiem, ojcem czy kolegą i przyjacielem”. Natomiast – jak zaznaczył – „to, co jest dla nas ważne i w co wierzymy sprawia, że nasza praca może być wykonywana bardziej profesjonalnie, twórczo, z większym poświęceniem, a nasze poglądy i przekonania sprawiają, że możemy innych traktować w taki, a nie inny sposób”.

Piotr Wojcieszek przypomniał, że PWPW S.A. świętowała niedawno swoje zwycięstwo na międzynarodowej konferencji w Kuala Lumpur w Malezji, gdzie banknot „1050. rocznica Chrztu Polski” - wyemitowany przez Narodowy Bank Polski i wydrukowany przez PWPW S.A. - został uznany za najlepszy banknot kolekcjonerski na świecie.

„Za tym głosowali przedstawiciele kilkudziesięciu państw, spośród których olbrzymia część to są państwa niekatolickie i niechrześcijańskie, a nawet często są to państwa, które mogłyby deklarować pewną wrogość do chrześcijaństwa” – zauważył dyrektor Pionu Banknotów i Druków Zabezpieczonych w PWPW S.A. Jego zdaniem świadczyć to może o tym, że „gdy z naszej wiary wynika szacunek do drugiego człowieka, także tego, który ma kompletnie inne wierzenia i przekonania, jeśli ten szacunek będzie przejawiał się w naszych decyzjach, wyborach i w naszym postępowaniu, to taka działalność będzie nie tylko profesjonalna, ale i poniekąd apostolska”.

Dziewiąty banknot kolekcjonerski NBP

Pełniąca obowiązki dyrektora Departamentu Emisyjno-Skarbcowego NBP Barbara Jaroszek zaznaczyła, że Narodowy Bank Polski jest jedynym emitentem znaków pieniężnych i w związku z tym zleca produkcję wartości kolekcjonerskich producentom, którymi są PWPW S.A i Mennica Polska.

Poinformowała, że każdego roku w planie emisyjnym wartości kolekcjonerskich znajduje się od kilkunastu do ponad dwudziestu tematów, które uhonorowują ważne wydarzenia i postaci z historii Polski. Dodała, że do NBP trafia rocznie ponad sto tak zwanych inicjatyw emisyjnych, spośród których prezes NBP wybiera te, które ostatecznie są wprowadzane do emisji w kolejnym roku.

Barbara Jaroszek poinformowała, że z inicjatywą emitowania banknotu „300-lecie koronacji Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej” wystąpił w lipcu ub.r. Zakon Paulinów i prezes NBP prof. Adam Glapiński. Jeden taki skarb na rok

Przedstawicielka NBP podkreśliła, że przygotowanie banknotu kolekcjonerskiego jest pracą bardzo skomplikowaną, w związku z czym bank emituje tylko jeden taki banknot rocznie. Najpierw są przygotowania, podczas których NBP zwraca się do inicjatora o wskazanie konsultanta merytorycznego. W przypadku banknotu z okazji „300-lecia koronacji Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej” został nim O. Jan Stanisław Rudziński, który dokonał wyboru symboli znajdujących się na banknocie. Następnie część tych symboli została umieszczona na wizerunku, a część jako zabezpieczenie banknotu przed fałszowaniem. „Pamiętajmy, że jest to również znak pieniężny, którym możemy - teoretycznie – posłużyć się w normalnym obrocie gotówkowym” – zaznaczyła Barbara Jaroszek.

Paulini modlą się o głęboką jedność Polaków

„Banknot jest wyrazem tego, jak bardzo nam zależało na tym, żeby w taki sposób poinformować tych, którzy nie wiedzą, albo będą chcieli wiedzieć o tym, że jest taki jubileusz oraz jaki ma sens i znaczenie dla Polaków, że po raz pierwszy obchodzimy ten jubileusz w wolnej Polsce” – powiedział definitor generalny Zakonu Paulinów O. Mariusz Tabulski.

Zwrócił uwagę, że koronacja Obrazu w 1717 roku – jak powiedział – „jakby na progu trudnych momentów w dziejach naszej Ojczyzny, okazała się opatrznościowa i do Maryi mogliśmy się odwoływać w czasach niewoli”. Wyjaśnił, że koronacja była dla Polaków nadzieją, do której wracali w trudnych chwilach.

„Obchodzimy ten jubileusz po raz pierwszy w wolnej Polsce może także po to, aby zjednoczyć Polskę” – powiedział definitor generalny Zakonu Paulinów. Zaznaczył, że wymiar duchowy tego wydarzenia jest najważniejszy, jednak – jak zauważył – „jest też wymiar społeczny i patriotyczny”.

Według niego Polacy są głęboko podzieleni, jednak to, że Matka Boża jest dla Polaków osobą najważniejszą, daje nadzieję na jednoczenie się wokół tych wartości, które od wieków z Nią wiążą, niezależnie od tego, jakie mają teraz poglądy polityczne.

„Taką mamy nadzieję i o to się modlimy na Jasnej Górze, i zapraszamy, żeby Polacy przez spotkanie z Królową Naszą mogli powoli dojrzewać do głębszej jedności” – podkreślił O. Mariusz Tabulski.

Sam banknot mu się podoba. „Współpracowałem przy realizacji tego banknotu i bardzo się cieszę, że jest on już do nabycia i jest taki piękny” – powiedział definitor generalny Zakonu Paulinów. Największe wrażenie zrobiło na nim to, że w świetle UV rycina na banknocie „promieniuje i staje się ożywiona”.

Ojciec Mariusz Tabulski przyznał, że podczas prac nad projektem były problemy z przedstawieniem motywu jasnogórskiego i koronacyjnego bez jednoczesnego przedstawiania osoby Matki Bożej. Wyjaśnił, że pieniądz „znajduje się w różnych sytuacjach”, może być na przykład „wyprany” razem z odzieżą, więc nie można było dopuścić do „skalania wizerunku Matki Bożej”.

Kustosz Zbiorów Sztuki Wotywnej Jasnej Góry O. Jan Stanisław Rudziński dodał, że nie można na banknocie, czyli na środku płatniczym, umieszczać takich wizerunków, które służą wyłącznie kultowi. „Obraz jasnogórski jest zbyt znany, jest to niemalże relikwia narodowa i sfera sacrum, nie można umieszczać wizerunku świętych postaci, jak Pan Jezus, Matka Boża czy święci, a można ich prezentować wyłącznie poprzez odpowiednią symbolikę” – wyjaśnił.

Jako konsultant merytoryczny banknotu ojciec Jan Stanisław Rudziński docenił, że przy jego wykonaniu wykorzystano najnowocześniejsze rozwiązania estetyczne i zabezpieczające. Zwrócił też uwagę, że podczas wspólnych prac przygotowawczych z NBP nie były jeszcze wykonane kopie koron, które zostały skradzione z Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w 1909 roku. „Posłużyliśmy się wizualizacją komputerową, zresztą w dużej mierze rekonstrukcyjną i bardzo przypominającą oryginalne korony” – poinformował Kustosz.

Nowoczesne przedstawienie głębokich treści

Zaprojektowany przez Justynę Kopecką z PWPW S.A. banknot o nominale 20 złotych ma wymiary 150 x 77 milimetrów. Został wydany w nakładzie do 55 tys. sztuk.

Wszystkie elementy na banknocie kolekcjonerskim szczegółowo omówiła dyrektor Barbara Jaroszek.

Strona przednia banknotu przedstawia wizerunki koron ofiarowanych przez Papieża Klemensa XI. Maryjną koronę wieńczą gwiazdy, które nawiązują do Niewiasty z wizji apokaliptycznej. Korony Maryi i Dzieciątka są podtrzymywane przez pary aniołów, co jest związane z kultem Aniołów Stróżów, który od XVII wieku szerzyli paulini na Jasnej Górze. Pod koroną Dzieciątka znajduje się monogram maryjny, który jest jednocześnie jednym z zabezpieczeń banknotu, tak zwanym recto-verso. Po prawej stronie widnieją stylizowane motywy wici roślinnej z barokowej ramy Cudownego Obrazu. Znakiem wodnym jest herb pauliński, czyli kruk z bochenkiem chleba w dziobie oraz dwa lwy wspierające się o pień palmy. W górnym lewym rogu umieszczono motyw roślinny z antepedium ołtarza w kaplicy Matki Bożej.

Na stronie odwrotnej pokazano pochodzącą ze zbiorów Biblioteki Watykańskiej rycinę wydaną w Rzymie w 1717 roku. Rycina przedstawia koronację Cudownego Obrazu Matki Bożej – iluminację sanktuarium i widok na ołtarz koronacyjny. Po lewej stronie widnieje plan klasztoru jasnogórskiego z obwarowaniem fortecznym, a poniżej lilia andegaweńska. Po prawej stronie jest motyw roślinny z ramy Obrazu i znak wodny – herb paulinów.

Banknot wydrukowano na podłożu banknotowym papierowym i oprócz pięknej szaty graficznej posiada też szereg zaawansowanych zabezpieczeń. Jest pierwszym z kolekcjonerskich, który zawiera wielotonowy znak wodny płynnie przechodzący w filigran oraz wielobarwne UV (na stronie odwrotnej).

Szczególny status Matki Bożej Częstochowskiej

W opisie banknotu zamieszczonym na stronach NBP Ojciec Jan Stanisław Rudziński przypomniał, że Najświętsza Maryja Panna od dawna ma w polskim narodzie specjalny status – jest Matką, Obrończynią, Królową. Odnotował to już Jan Długosz w „Rocznikach Królestwa Polskiego”, nazywając Bogarodzicę Najdostojniejszą Królową świata i naszą.

Na przestrzeni wieków wielu polskich władców modliło się o wstawiennictwo przed jej Cudownym Obrazem, a Jasna Góra stała się celem pielgrzymek wszystkich warstw społecznych, które składały Matce Bożej dary w postaci regaliów. Kult maryjny znalazł wyraz i rozwinięcie w ślubach króla Jana Kazimierza złożonych w katedrze lwowskiej po potopie szwedzkim. Dopełnieniem ślubów we Lwowie była uroczysta koronacja Cudownego Obrazu Matki Bożej w 1717 roku.

Skradzione w 1909 roku przez pospolitego złodzieja korony zostały 28 lipca 2017 roku zastąpione replikami podarowanymi przez włoską diecezję Crotone. 17 maja 2017 roku ozdobione topazami i perłami złote korony z Crotone poświęcił papież Franciszek na Placu Świętego Piotra. Był przy tym obecny O. Marian Waligóra, przeor Jasnej Góry.

Materiał powstał we współpracy z PWPW S.A.

Tagi:
rocznica koronacja

Niezwykła wystawa ku czci Matki Bożej Jasnogórskiej w Senacie RP

2017-12-14 20:56

it / Warszawa (KAI)

„Jubileusz trzechsetlecia koronacji obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej” to tytuł wystawy otwartej w czwartek, 14 grudnia w Senacie RP. To niemal ostatni akcent obchodów jubileuszowych wpisany w ustanowiony przez polski parlament Rok 300-lecia koronacji Cudownego Obrazu. Na ekspozycji znalazły się korony Matki Bożej i Dzieciątka podarowane Jasnej Górze przez św. Jana Pawła II oraz kopia obrazu jasnogórskiego, uzupełnione tablicami przybliżającymi historię jego koronacji i konsekwencję tego wydarzenia.

senat.gov.pl

Podczas otwarcia wystawy marszałek Senatu RP Stanisław Karczewski przypomniał, że izba wyższa przyjęła w ub.r. uchwałę ustanawiającą rok 2017 Rokiem Koronacji Matki Bożej Częstochowskiej, Królowej Korony Polskiej.

„Była to pierwsza koronacja, która miała miejsce poza Włochami i wielkie wyróżnienie dla Polski i Polaków. Na tamte uroczystości przybyło 200 tys. osób, co w przeliczeniu na obecną populację dawałoby prawie 1 mln. To znak, jak wielką wagę Polacy przywiązywali do Jasnej Góry, która jest stolicą duchową Polski”, powiedział marszałek. Dodał, że do Częstochowy pielgrzymujemy i tam „prosimy i dziękujemy także za to, że Maryja jest naszą Królową, na którą zawsze można liczyć, na którą liczyło tak wiele pokoleń Polaków”.

senat.gov.pl

Po tych słowach spontanicznie rozległ się śpiew Apelu Jasnogórskiego co wywołało wielkie wzruszenie licznie zgromadzonych senatorów i posłów oraz wielu gości.

Generał Zakonu Paulinów o. Arnold Chrapkowski podkreślił, że prezentacja ekspozycji w Senacie jest jednym z ostatnich punktów świętowania rocznicy jubileuszu 300-lecia koronacji jasnogórskiego obrazu. „Ta wielka rocznica ma źródło przede wszystkim w cudownej ikonie jasnogórskiej Maryi. Dobrze wiemy, że trudno wyobrazić sobie historię Polski i Polaków bez niej. Od 1382 r. Maryja wpisała się głęboko w dzieje naszej Ojczyzny i Jasna Góra jest chyba jedynym na świecie, które tak mocno jednoczy dzieje chrześcijaństwa, katolicyzmu na naszej ziemi i dzieje naszej Ojczyzny”, mówił Generał Paulinów. Dodawał, że „będąc tutaj w Senacie uświadamiamy sobie rolę jasnogórskiego Sanktuarium, które pozostaje przede wszystkim miejscem kultu, ale Maryja Jasnogórska skupia w sobie radosną i trudną historię naszej Ojczyzny, tego nikt i nic nie zmieni”.

- Wielkimi propagatorami kultu jasnogórskiej Maryi byli św. Jan Paweł II i kard. Stefan Wyszyński. Dzięki tym dwóm wielkim Polakom i Jasna Góra i Maryja są obecne na całym świecie – powiedział o. Arnold Chrapkowski. Podkreślił, że kolejne pokolenia Polaków przyjmują to bogate dziedzictwo naszej wiary, która ma w Polsce szczególny rys maryjny i zobowiązanie do niesienia go dalej, „by z Maryją z Jasnej Góry iść w świat i różne ludzkie sytuacje”. - Niech Ona nas wszystkich, Polaków, we wszelkich dobrych dokonaniach wspiera - zakończył o. Arnold Chrapkowski.

Przeor Jasnej Góry o. Marian Waligóra podziękował za ważne wydarzenia, które miały miejsce także w Senacie RP w jubileuszowym roku koronacji.

- Przez te akty na nowo uświadamiamy sobie rolę Jasnej Góry w historii Polski, rolę działania Najświętszej Dziewicy Maryi. Dziękujemy za Jej matczyne prowadzenie naszego narodu i ufam, że Jej opieka będzie nam towarzyszyła w służbie naszej Ojczyźnie - powiedział o. Waligóra.

Na ręce marszałka Senatu jasnogórski przeor przekazał srebrny medal 300-lecia koronacji Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej.

Jak wyjaśnił kustosz wystawy Jerzy Żmudziński ekspozycja ma charakter w dużej mierze wirtualny. - Nie było możliwości pokazać w jednym miejscu pamiątek po wydarzeniach z 1717 r. które są w różnych miejscach, nie tylko na Jasnej Górze. Staraliśmy się je sfotografować, udokumentować i ułożyć z nich pewną opowieść o okolicznościach tej koronacji - powiedział Jerzy Żmudziński.

senat.gov.pl

Ekspozycja zawiera 10 tablic ilustrowanych fotografiami zabytków, dzieł malarstwa i złotnictwa, druków, rękopisów o historii koronacji obrazu i o jej genezie. Także o genezie tytułu królowej stosowanego wobec Matki Bożej, o samej koronacji, jej przebiegu, konsekwencjach i o darach złożonych później na Jasnej Górze.

Tablicom towarzyszyły korony Matki Bożej i Dzieciątka ofiarowane Jasnej Górze w 2005 r. Korony tylko na kilka godzin opuściły częstochowskie sanktuarium. - Wykonane zostały z inicjatywy Ojców Paulinów, ale za wiedzą i błogosławieństwem Ojca Świętego Jana Pawła II, który na kilka dni przed śmiercią zdążył te korony poświęcić i ofiarował do ich ozdoby jeden ze swoich papieskich pierścieni. Te korony są na przemian z innymi umieszczane na obrazie – przypomniał kurator wystawy.

Na ekspozycji prezentowana jest kopia obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej w diademach ofiarowanych na pierwszą koronację w 1717 r. przez papieża Klemensa XI.

Kurator wystawy przypomniał, że koronacja obrazu to forma „udostojnienia” cudownych wizerunków, która od XVII w. była stosowana we Włoszech, a potem się rozprzestrzeniła w całej Europie. - Polegało to na tym, że za zgodą papieża i Kapituły św. Piotra w Rzymie, wykonywano kosztowne ozdoby w kształcie płaskich koron dla Matki Bożej i Dzieciątka, które potem uroczyście były przytwierdzane do obrazu. Ten zwyczaj jest do dzisiaj kontynuowany, obecnie mamy tych koronowanych obrazów w Polsce sporo ponad 100. Pierwszą koronacją poza Włochami, jakiej w ogóle dokonano w Europie była właśnie koronacja obrazu jasnogórskiego - przypomniał Jerzy Żmudziński.

W uroczystościach udział wzięli m.in. wicemarszałkowie Senatu RP: Maria Koc i Bogdan Borusewicz, uczennice prywatnego liceum sióstr nazaretanek w Warszawie.

Współinicjatorami senackiej uchwały i wystawy są senatorowie: Artur Warzocha i Czesław Ryszka.

W uchwale Senatu RP z 4 listopada 2016 r. czytamy m.in., że „sanktuarium jasnogórskie stanowi jedno z najważniejszych miejsc na mapie naszego kraju zarówno dla Polaków, jak też dla licznie przybywających pielgrzymów i turystów z całego świata. Miejsce to jest swoistym Ambasadorem polskości, niosąc wielkie przesłanie współczesnym. Także kompleks klasztorno-sanktuaryjny jest swoistą skarbnicą narodowej tradycji i kultury, a pobyt w nim, oprócz celu ściśle religijnego, zawsze jest lekcją historii i patriotyzmu”.

Uchwałę o ustanowieniu roku 2017 Rokiem Koronacji Matki Bożej Częstochowskiej, Królowej Korony Polskiej w 300. rocznicę tego wydarzenia jasnogórski przeor nazwał „wydarzeniem bezprecedensowym w historii Jasnej Góry, wielką radością i ogromnym wyzwaniem”.

Senat RP jest przekonany, iż przywołanie historycznego wydarzenia z roku 1717, i z tej okazji ustanowienie Roku 300-lecia Koronacji to znaczący wkład w propagowanie patriotycznej i religijnej tradycji Rzeczypospolitej, lekcja polskiego dziedzictwa i argument edukacyjny dla młodego pokolenia.

W uchwale czytamy, że obrzęd koronacji papieskimi koronami Ojca Świętego Klemensa XI dokonany 8 września 1717 r. na Jasnej Górze zjednoczył Polaków, był ogólnonarodową manifestacją wiary a koronacja stała się okazją do wielkiego dziękczynienia Matce Bożej Jasnogórskiej za Jej opiekę nad polskim narodem i wpisała się w ciąg bezprecedensowych wydarzeń, związanych z czcią oddawaną Matce Bożej w Rzeczypospolitej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bł. biskup Michał Kozal – patron trudnych czasów

2018-02-21 10:36

Bernadeta Kruszyk / Gniezno (KAI)

W tym roku mija 100. rocznica święceń kapłańskich bł. biskupa Michała Kozala, byłego rektora gnieźnieńskiego seminarium duchownego, biskupa pomocniczego diecezji włocławskiej, męczennika Dachau. Święcenia przyjął 23 lutego 1918 roku w katedrze gnieźnieńskiej z rąk biskupa Wilhelma Kloske.


Bł. bp Michał Kozal

To jedna z najświatlejszych postaci ubiegłego wieku. Znakomity proboszcz wiejskiej parafii cieszący się niekłamanym szacunkiem i uznaniem wiernych. Następnie wieloletni duszpasterz młodzieży w Bydgoszczy, cieszący się powszechnym uznaniem swojego środowiska nie tyko nauczycielskiego, ale także społeczeństwa przedwojennej Bydgoszczy. Wreszcie wzorowy ojciec duchowny, a potem wieloletni rektor seminarium w Gnieźnie odpowiedzialny za kształcenie młodzieży z archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej. Jako kapłan bł. Michał Kozal jest związany z archidiecezją gnieźnieńską, jako biskup z diecezją włocławską, a jako duszpasterz z najmłodszą w metropolii diecezją bydgoską, której jest też głównym patronem.

Urodził się 25 września 1893 r. w rodzinie rolników, w niewielkiej wielkopolskiej wsi Nowy Folwark pod Krotoszynem. Wychował się w duchu głębokiej wiary. Już jako uczeń krotoszyńskiego gimnazjum odznaczał się głęboką pobożnością i patriotyzmem. Działał w zakazanym przez zaborców stowarzyszeniu filomatów i filaretów. Gdy po ukończonej z wyróżnieniem nauce władze pruskie zaproponowały mu stypendium rządowe na wybranym kierunku studiów, odmówił. Miał jasno sprecyzowany cel – kapłaństwo. Święcenia przyjął 23 lutego 1918 r. w Gnieźnie z rąk biskupa Wilhelma Kloske. Posługę duszpasterską rozpoczął jako wikariusz i katecheta w Bydgoszczy. Był też wikariuszem w Kościelcu, Pobiedziskach i administratorem w Krostkowie. Jako 36-latek został rektorem gnieźnieńskiego seminarium duchownego.

Przełożeni szybko doceniali jego intelekt i duchowe przymioty. W piśmie przekazującym Stolicy Apostolskiej prośbę o biskupa pomocniczego dla diecezji włocławskiej ówczesny nuncjusz apostolski w Polsce abp. Filippo Cortesi pisał: „(…) ks. Kozal jest doskonałym kandydatem na objęcie rządów diecezji (…) Dziesięć lat pełnienia delikatnej posługi rektora pozwoliły lepiej poznać jego zalety jako kapłana pobożnego, o dużej wiedzy, gorliwego, który nie zaniedbuje żadnego ze swoich obowiązków (…)”. A prymas Polski kard. August Hlond opiniował: „Okazuje zamiłowanie do życia duszpasterskiego. Wiele razy prosił mnie, by mu powierzyć parafię. Głosi bardzo głębokie homilie, z elegancją, zawsze dobrze przygotowany. Gdy chodzi o doktrynę, jest jak nikt inny głęboki. Okazuje żywy i głęboki szacunek dla Kościoła i Stolicy Apostolskiej (…) Ogólnie można powiedzieć, że ks. Kozal (…) jest jednym z najbardziej godnych kapłanów archidiecezji gnieźnieńskiej, wyróżniając się duchem kościelnym, systematyczną i solidną pracą, budującą głęboką pobożnością, zdrową i stroniącą od pozorowania”.

Nominację na biskupa pomocniczego we Włocławku ogłoszono12 czerwca 1939 r. Sakrę biskupią ks. Michał Kozal przyjął 13 sierpnia – 18 dni przed wybuchem II wojny światowej. Nie zdążył nawet przygotować swojego herbu biskupiego. A pierwsza z czynności biskupich – bierzmowanie we włocławskiej parafii pw. św. Jana, okazała się ostatnią sprawowaną na wolności. Mimo rad stacjonujących w jego domu oficerów Wojska Polskiego nie wyjechał. W pierwszych tygodniach wojny widywano go na ulicach miasta, jak udzielał pomocy sanitarnej i duchowej. Długie godziny spędzał w konfesjonale w klasztorze franciszkanów. Załatwiał pracę ratując ludzi przed wywózką. W zastępstwie przebywającego na emigracji bp. Karola Radońskiego – biskupa włocławskiego, odrzucił żądania Niemców odnośnie sprawowania Mszy św. w języku niemieckim. Był nieugięty. 7 listopada 1939 r. przyszło po niego Gestapo. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy. Później, już z obozu w Dachau, pisał: „Z ubioru mam oczywiście to, co miałem na sobie, resztę rozdałem w Inowrocławiu”.

Inowrocław był trzecią stacją więziennej drogi krzyżowej bp. Michała Kozala. Pierwszą był areszt we Włocławku, gdzie został odizolowany od innych księży i tylko dlatego, że był biskupem, spał na betonie. Później, wraz z innymi, został wywieziony do Lądu, gdzie miejscowy klasztor hitlerowcy zamienili na obóz przejściowy dla duchowieństwa. Przebywał tam od stycznia 1940 do lipca 1941 r. Nie chciał, aby wnoszono jakieś prośby czy błagania o uwolnienie. Jak pisał w nocie wysłanej do Watykanu nuncjusz Cesare Orsenigo, biskup Kozal był pogodzony z internowaniem i pragnął tylko, aby stało się zadość sprawiedliwości.

Z Lądu przewieziono go do wspomnianego Inowrocławia. Skutki pobicia przez strażników odczuwał jeszcze długo, cierpiąc m.in. na ustawiczne zapalenie ucha środkowego. Później był Berlin, gdzie do miejscowego więzienia prowadzono go jak zbrodniarza, w kajdanach, i dalej Halle, Weimar, Norymberga i w końcu Dachau. W obozie spotkał wielu wychowanków. Jeden z nich, ks. Jan Wolniak, przypomniał mu pytanie, jakie jeszcze jako rektor zadał podczas rozmowy przed przyjęciem do seminarium: „Proszę pana, jeśli kard. Hlond przyjmie pana do seminarium, a potem przy pomocy łaski Bożej zostanie pan kapłanem, czy mógłby już dziś powiedzieć, że będzie gotowy dać dla Chrystusa wszystko, a nawet umrzeć jako męczennik?” – To wszystko się teraz wypełni” – odparł ze spokojem bp Kozal. Często też mówił do kapłanów: „Pamiętacie nasze piątkowe drogi krzyżowe. Tam wam przewodziłem w sutannie, w komży i stule. Dziś tu przewodniczę wam w pasiaku. To cała różnica. Trzeba byśmy to specjalnie przeżyli. Bóg ma specjalne zamiary”. I jeszcze: „Od przegranej orężnej bardziej przeraża upadek ducha. Wątpiący staje się mimo woli sojusznikiem wroga. Tchórzostwo, jako szczególny rodzaj zwątpienia jest matką wszelkich zaniechań, ucieczek i zdrad”.

Nigdy nie pozwalał się wyręczać w pracy, podsuwane mu jedzenie kazał oddawać innym, bardziej chorym. Przed Wielkanocą 1942 r. pisał w liście: „Przed rokiem przeżyłem Wielki Piątek i Święta Wielkanocne w Berlinie w więzieniu policyjnym na Pl. Aleksandra. Właśnie tam odczułem szczególnie, jak cierpienie zbliża nas do Zbawiciela i odczuć pozwala, co znaczy być kapłanem. Tym razem ten pełen tajemnic dzień spędzę w obozie koncentracyjnym. Mam nadzieję, że Zbawiciel nie odmówi mi swej łaski i będzie ze mną”. I jeszcze w maju tego samego roku stwierdził: „Życie byłoby niełatwe do zniesienia, gdybyśmy nie czerpali pociechy i sił z naszej całej postawy duchowej. Teraz rozumie się doskonale, co to znaczy zakotwiczyć swoją osobowość w Chrystusie i Jego kapłaństwo przeżywać w cierpieniu. Jest się Panu Bogu głęboko wdzięcznym właśnie za to”.

W listach z Dachau zawsze pytał o innych – o siostrę, krewnych, kapłanów, znajomych, diecezję. O sobie pisał niewiele, a jeśli już, to tyle, żeby się o niego nie martwić. „O mnie się nie troskajcie. Czuję się zdrowy i mogę jeszcze podołać pracy. Zresztą od samego początku tak się nastawiłem tutaj, żeby się na mnie spełniła wola Boża i czuję się przy tym całkowicie szczęśliwy. Byłbym Wam wdzięczny, jeśli byście modlitwą wspierali moje nastawienie” – pisał w czerwcu 1942 r. I dwa miesiące później: „Uspokój, proszę, moich krewnych, zwłaszcza siostrę, że nie potrzebuje martwić się o mnie. Na razie jestem zdrowy, reszta i przyszłość jest w ręku Boga. Pracy mogę jeszcze bez trudności podołać. Warunki atmosferyczne są w tym roku nieszczególne. Często mamy deszcz, a rano jest zimno jak w październiku. Do wszystkiego się można przyzwyczaić i wszystkiego można się nauczyć znosić”. Gdy to pisał, miał przed sobą niespełna pięć miesięcy życia.

Biskup Michał Kozal zmarł 26 stycznia 1943 r. w obozowym bloku chorych zwanym rewirem. Wraz z nim leżał tam jego stryjeczny brat o. Czesław Kozal. Był świadkiem, jak obozowy lekarz i jeden z sanitariuszy robią wycieńczonemu więźniowi zastrzyk. „Teraz będzie mu łatwiej na drodze do wieczności” – miał powiedzieć jeden z nich. W oficjalnym zawiadomieniu do rodziny napisano, że zmarł na tyfus, a jego ciało spalono w krematorium 30 stycznia. Powszechną praktyką było jednak dobijanie chorych zastrzykami z fenolu lub benzyny. Ojciec Czesław wspominał jeszcze: „Jego przyjaciel i powiernik, ks. Franciszek Korszyński, odprawił potajemnie na bloku Mszę św. i ujawnił tajemnicę, jaką mu powierzył jeszcze w Lądzie biskup Michał Kozal: złożyłem Bogu w ofierze swoje życie, ażeby przez to odwrócić klęski od Kościoła i Polski”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Felicjanki wspaniałe

2018-02-21 22:06

Ks. Robert Nęcek

Życie Sióstr Felicjanek doskonale wpisuje się w służbę społeczeństwu polskiemu, a realizacja papieskiego przesłania o miłości społecznej wyraża się w trosce o maluczkich. W ten sposób „miłość – według Franciszka – jest miarą wiary, a wiara jest duszą miłości”. Ich pracę wyznaczają: dom dla bezdomnych, rodzinne domy dla seniorów, zaangażowanie w ochronę porzuconych dzieci i troska o dzieci chore.

Arch.

Dom dla bezdomnych przy ul. Smoleńsk w Krakowie

Niezwykle ważnym wydarzeniem w działalności Sióstr Felicjanek było podjęcie współpracy z Ojcami Kapucynami i uruchomienie w roku 2013 ośrodka pomocy bezdomnym przy ul. Smoleńsk. Dzieło to staje się istotnym wkładem w pomoc biednym i bezdomnym. Szacuje się, że w Krakowie przebywa rocznie od 2 do 3 tysięcy bezdomnych. W nowym budynku osoby ubogie i bezdomne mogą skorzystać z kompleksowej pomocy, między innymi z łaźni, jadłodajni, ambulatorium medycznego, doradztwa psychologicznego i zawodowego. Nowoczesny budynek ma 2,5 tys. m2. Całkowity koszt budowy i wyposażenia Dzieła to ponad 15 mln zł, które w całości zostało sfinansowane z wpływów z 1% podatku. Obydwie redakcje podkreślają fakt, że nowoczesny obiekt przy ul. Smoleńsk znajduje się na działce należącej do Sióstr Felicjanek. W piwnicy budynku znajduje się łaźnia dla bezdomnych, samoobsługowa pralnia i magazyn odzieży. W łaźni jest pięć kabin prysznicowych, w tym jedna przystosowana dla potrzeb osób niepełnosprawnych, brodziki do mycia nóg i umywalki z lustrami. Każda osoba korzystająca z łaźni dostaje ręcznik, zestaw środków do mycia i czyste ubranie. Na parterze umieszczona została jadłodajnia z nowoczesnym zapleczem kuchennym. Ciepły posiłek będzie mogło tu zjeść codziennie ponad 300 osób. To kontynuacja działalności Kuchni Społecznej siostry Samueli, którą od 140 lat prowadzi Zgromadzenie Sióstr Felicjanek. Opisany przez prasę fakt otwarcia ośrodka dla bezdomnych nie tylko zyskał uznanie w świecie medialnym i w społeczeństwie, ale nade wszystko jest promocją chrześcijańskiej antropologii, doskonale wpisuje się w nauczanie społeczne papieża Franciszka i jest wyraźnym otwarciem się na peryferie ludzkiego życia.

Sposób życia sióstr jest stylem zapraszającym, a zaproszenie – według Franciszka – posiada trzy cechy: bezinteresowność, rozmach i powszechność. Dlatego zaproszeni to „ludzie zwykli, ubodzy, opuszczeni i pozbawieni środków do życia, a nawet dobrzy i źli – również źli są zaproszeni – bez różnicy. I sale zapełniają «wykluczeni». Ewangelia odrzucona przez kogoś znajduje nieoczekiwane przyjęcie w wielu innych sercach”.

Rodzinne domy dla seniorów

Papież Franciszek, zachęcając do angażowania się w pomoc bliźnim, podkreślił, że „Ewangelia nie jest workiem ołowiu, który trzeba mozolnie wlec, lecz źródłem radości, która napełnia Bogiem serce i skłania je do służenia braciom!”. To właśnie w tym duchu Siostry Felicjanki podjęły dzieło tworzenia kameralnych domów pomocy społecznej.

Pierwszy dom rodzinny dla seniorów prowadzony przez felicjanki powstał w 2008 r. przy ul. Dziewiarzy. Niby wszystko jest takie proste, ale w tej prostocie panuje solidarność i radość. Cztery kobiety mieszkają w dwuosobowych pokojach. Siostry sprzątają, piorą, pomagają w załatwianiu spraw urzędowych, robią zakupy odzieży i leków, a także gotują dla swoich podopiecznych zgodnie z zaleceniami lekarza. Tego typu domy stanowią coraz mocniejszą alternatywę dla wielkich placówek. Fachowcy są pewni, że jest to o wiele lepsza forma opieki nad samotnymi emerytami. Taki sposób posługiwania jest stylem Ewangelii. W tym duchu właśnie Franciszek zauważył, że „trzeba doceniać zalety, być blisko i uczestniczyć w cierpieniach ostatnich i najbardziej potrzebujących; wyrażać wdzięczność wszystkim”.

Zaangażowanie w ochronę porzuconych dzieci i troska o dzieci chore

Papież Franciszek opiekę nad dziećmi porzuconymi i niepełnosprawnymi nazwał charyzmatem. Na audiencji generalnej zapytał zgromadzone wspólnoty chrześcijańskie o ten charyzmat – „czy żyję nim wielkodusznie, wykorzystując go w służbie wszystkich, czy też go zaniedbuję i o nim zapominam?”. Na papieskie pytanie Siostry Felicjanki już dawno odpowiedziały, co więcej w Szczecinie, 14 stycznia 2009 r. w kościele św. Krzyża w zamożnej dzielnicy Pogodno zaopiekowały się porzuconym na klęczniku konfesjonału niemowlakiem, a 30 marca 2009 r. w Nowym Sączu otworzyły przy ul. Długosza 53 „okno życia” imieniem bł. s. Marii Angeli Truszkowskiej. Siostra Irenea – zaznaczyła, że dziecko było cieplutkie i zadbane, ale na wszelki wypadek zostało również ochrzczone. Imię Piotr nadał mu sam proboszcz, a chrzestnymi zostali wyruszający w pierwszy patrol: policjantka i policjant. Dziełem Sióstr jest „okno życia” będące miejscem, w którym z różnych przyczyn można zostawić nowonarodzone dziecko. Głównym pomysłodawcą „okna” w Polsce jest kardynał Stanisław Dziwisz. To właśnie metropolita krakowski przypomniał, że „okno życia” jest wyraźną aktualizacją „tu i teraz miłości, której człowiek potrzebuje”. Jednocześnie nie jest ono szczytem duszpasterskich marzeń, gdyż trudno porzucanie dzieci nazwać wiosną chrześcijaństwa. Dodatkowo idea „okna” uświadamia, że kobieta nigdy nie posunęłaby się do takich kroków, gdyby swój egzamin z ojcostwa zdał mężczyzna. Okno” nie jest więc rozwiązaniem sprawy, lecz zwróceniem uwagi na problem dzieci niechcianych i porzucanych w XXI wieku.

Warto również zauważyć pozytywny obraz pracy Felicjanek w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Krakowie. Należy podkreślić, że jest to jedyny w Polsce od ponad 50 lat sztab specjalistów, zajmujący się terapią zaburzeń mowy u dzieci z afazją. Afazja jest całkowitą lub częściową utratą zdolności posługiwania się językiem, a wynika z uszkodzenia niektórych struktur mózgowia i śródmózgowia. Jakże pięknie brzmi w tej perspektywie zdanie wypowiedziane przez bł. Marię Angelę Truszkowską – „pragnę mieć tę miłość bezwyjątkową, ogólną, bo szczególnie na mnie robią wrażenia te słowa św. Pawła, że był wszystkim dla wszystkich”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem