Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Pobicie księdza to nie jedyny wyczyn tzw. ekologów

2017-08-20 08:28

Artur Stelmasiak

youtube.com

Ostatnie dni i tygodnie pokazują, że tzw. obrońcy Puszczy Białowieskiej mocno się zradykalizowali. Mamy już przykład brutalnego pobicia pracownika Lasów Państwowych, przepychanki wobec dziennikarzy, a nawet pobicie księdza.

Ks. Tomasz Duszkiewicz jest kapelanem Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych i Ministra Środowiska. Kapłan już wielokrotnie słyszał od "ekologów" i "obrońców Puszczy Białowieskiej" groźby pod swoim adresem, aż 16 sierpnia doszło do przemocy fizycznej. Gdy kapłan robił zdjęcia blokady ciężarówki wywożącej drewno z puszczy, został zaatakowany przez jednego z uczestników protestu. Napastnik uderzył silnie go wytrącając telefon z dłoni. Ksiądz trafił do szpitala, gdzie założono opatrunek gipsowy z szyną usztywniającą oraz zwolnienie lekarskie. Na jednym z nagrań udostępnionych przez księdza słychać, jak padają groźby: „Tylko pokaż to zdjęcie, a będziesz ścięty”. Policja szybko ujęła sprawcę i postawiła zarzuty.

Rozmawiałem z ks. Duszkiewiczem, który jednoznacznie stwierdził, że w puszczy trwa wojna ideologiczna, a "ekolodzy" są świetnie zorganizowani. Tłumaczy, że został napadnięty przez osobę stojącą na czatach. Kapłan wybacza napastnikowi i zapewnia o modlitwie w jego intencji. Ale jednocześnie staje w obronie słabszych, czyli lokalnej społeczności, której przyjezdni "ekolodzy" nie dają prawa głosu i normalnie żyć. Ks. Tomasz jest bowiem kapłanem diecezji drohiczyńskiej. Doskonale wie, że ludzie z regionu Białowieży i Hajnówki znają puszczę od pokoleń i chcą ją ratować przed kornikiem drukarzem. Natomiast tzw. obrońcy puszczy z różnych organizacji ekologicznych są przeciwnego zdania. Tak rysuje się główna oś sporu, który staje się coraz bardziej radykalny.

To nie jest pierwszy przypadek agresywnych zachowań w puszczy. Przypomnę, że kilka tygodni temu jeden z "ekologów" dotkliwie pobił pracownika Lasów Państwowych. Ostatnio szturchając i popychając chcieli przepędzić dziennikarza z TV Republika. Tzw. "obrońcy puszczy" tolerują tylko te media, które im sprzyjają. Drugiej stronie też puszczają nerwy, bo osoby wycinające drzewo na zlecenie Lasów Państwowych, również zaatakowały kamerzystę z Polsatu.

Reklama

"Ekolodzy" są coraz bardziej radykalni, sfrustrowani i nieobliczalni, bo za blokadę maszyn leśnych regularnie dostają rachunki. Już teraz żalą się, że muszą zapłacić 70 tys. złotych jedynie za 4 z kilkunastu dotychczasowych blokad. I apelują o finansowe wsparcie. Problem w tym, że używają do tego także narzędzi przeznaczonych do zbiórki publicznej. A zbiórka publiczna na opłacenie zasądzonych kar jest w Polsce zakazana. Całkiem możliwe, że za nielegalną zbiórkę spotkają ich kolejne sprawy w sądzie.

Te skrajne przypadki pokazują, jak bardzo sytuacja w Puszczy Białowieskiej jest napięta. Mieszkańcy powiatu hajnowskiego mają dość "ekologicznych" protestów i chcą by puszcza była ratowana przez leśników. Natomiast przyjezdni z całej Polski i zagranicy aktywiści chcą "bronić" puszczy przed leśnikami i lokalną społecznością. Ten konflikt doskonale widać było podczas ostatniej dyskusji w Hajnówce, gdzie po jednej stronie stanęli "ekolodzy", a po drugiej naukowcy i samorządowcy popierający rozwiązania ochronne Ministerstwa Środowiska. Okazało się, że lokalni politycy, którym raczej daleko do Prawa i Sprawiedliwości, murem stali za ministrem środowiska prof. Janem Szyszko. Podczas debaty "ekolodzy" na czele z przedstawicielami Greenpeace Polska zaliczyli wizerunkową porażkę, bo do większości zarzutów nie potrafili odnieść się merytorycznie. Podczas dyskusji wyszło również, że mieszkańcy Powiatu Hajnowskiego i samorządowcy największy żal mieli do TVN-u i Polsatu za to, że manipulują opinią publiczną i słuchają argumentów tylko jednej strony.

Kolejną porażką środowiska "ekologów", którzy są zwolennikami naturalnych eksperymentów z przyrodą, były ich komentarze po huraganie w Pomorskiem i na Kujawach. Dr Michał Żmihorski, jeden z zagorzałych zwolenników "Obozu dla Puszczy" napisał na facebooku, że "z przyrodniczego punktu widzenia nie ma żadnej szkody w wyniku ostatniego huraganu. Zniszczone zostały tysiące hektarów drzewostanu, wygląda to spektakularnie i straty ekonomiczne są poważne, ale nie ucierpiały żadne zasoby przyrodnicze. Jeden dzień pracy drwali w Puszczy Białowieskiej przynosi więcej strat przyrodniczych niż te 26 tys. ha monokultury sosny". Jego zdaniem powalone drzewa, czyli powstały wiatrołom, jest cenniejszy niż zielony las, który był tam wcześniej.

Według Gazety Polskiej Codziennie wpis o tożsamej treści pojawił się także na fanpage'u Greenpeace Polska, ale najwidoczniej został szybko usunięty w obawie przed kolejną kompromitacją tej międzynarodowej organizacji. Te słowa pokazują, że spora część "ekologów" jest fanatycznymi wyznawcami takich ideologii, jak np. głęboka ekologia. Dla niektórych naukowców i aktywistów stała się ona religią, która według mnie jest bardzo niebezpieczna dla nich samych i dla innych ludzi. Ideologia zakłada ograniczenie populacji człowieka, bo ludzie najbardziej przeszkadzają naturze w jej naturalnych planach. Gdy prowokacyjnie na w grupie dyskusyjnej Puszcza Białowieska wprowadziłem temat aborcji i ochrony człowieka jako części przyrody, to okazało się, że praktycznie 100 proc. "ekologów", było jednocześnie zwolennikami zabijania dzieci przed narodzeniem.

"Ekolodzy" chcą specyficznie "dbać" o przyrodę wyrządzając środowisku krzywdę, bo po huraganie w Pomorskiem las sobie sam nie poradzi. Gdybyśmy go zostawili, to doszłoby do kolejnej katastrofy ekologicznej i drastycznego zubożenia lokalnej przyrody. Mam wrażenie, że środowiska "ekologiczne" doszły już do tak absurdalnych wniosków, iż następnym ich krokiem może być tylko blokowanie wozów strażackich ratujących lasy przed naturalnym ogniem.

Aktywistów "broniących" puszczy określa się mianem - ekoterroryści. Choć nie jestem zwolennikiem tego terminu, to coś w tym jest. To ich ideologia jest odpowiedzialna za śmierć miliona drzew w Puszczy Białowieskiej, to oni przez lata terroryzowali medialnie i politycznie lokalną społeczność Powiatu Hajnowskiego, a teraz uciekają się nawet do fizycznej przemocy. Obecnie zderzyli się z silnym państwem i jego instytucjami, które jednoznacznie powiedziały stop wobec tej zideologizowanej ekoprzemocy. Wszystko wskazuje na to, że leśnicy będą pracować zarówno w Puszczy Białowieskiej, jak i zajmą się odbudową lasów ze zgliszcz pozostawionych przez huragan w Pomorskiem i na Kujawach. Co więcej, organizują marsz charytatywny, w którym leśnicy z całej Polski i mieszkańcy regionu Puszczy Białowieskiej będą zbierać pieniądze na pomoc ludziom poszkodowanym przez huragan.

Dla mnie takie akcje są właśnie ochroną środowiska, bo człowiek jest najważniejszą częścią środowiska i na pierwszym miejscu zasługuje na pomoc, a "ekolodzy" wciąż chcą pomagać kornikowi drukarzowi, zostawić zniszczone, martwe lasy naturze i... marzą o tym, by przepędzić z przyrody człowieka.

Tagi:
komentarz

Co łączy prezes Przyłębską z posłem Matusiakiem?

2018-11-24 15:35

Artur Stelmasiak

Odpowiedź jest prosta i oczywista. Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska i przewodniczącego Podkomisji ds. #ZatrzymajAborcję posła Grzegorza Matusiaka łączy wysiłek na rzecz obrony niekonstytucyjnego prawa, które zezwala na zabijanie dzieci ze stygmatem prawdopodobieństwa niedoskonałości.

Artur Stelmasiak

Chodzi oczywiście o aborcję eugeniczną, w wyniku której codziennie zabijanych jest troje dzieci. Obecnie procedowane są dwa wnioski, których celem jest ochrona dzieci z prawdopodobieństwem choroby lub niepełnosprawności. Pierwszy trafił 27 października 2017 r. do Trybunału Konstytucyjnego z podpisem 107. posłów na Sejm Rzeczypospolitej, a drugi trafił 30 listopada 2017 r. do Sejmu jako projekt obywatelski #ZatrzymajAborcję z rekordowym poparciem ponad 830 tys. Polaków.

Wspólnym mianownikiem dla tych obydwu inicjatyw jest ich skuteczne blokowanie przez prezes Przyłębską w Trybunale i posła Matusiaka w podkomisji. Dzięki informacjom uzyskanym drogą oficjalną i nieoficjalną doskonale wiem, że w obydwu przypadkach sprawa ratująca życie ludzkie została skutecznie zamrożona. Co więcej, Przyłębska i Matusiak stosują identyczną technikę mrożenia. Matusiak nie dopuszcza do tego aby podkomisja się zebrała, a Przyłębska nie zezwala, aby zaczęli procedować sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. ( Piszę o tym obszernie na łamach najnowszego Tygodnika Niedziela Zobacz)

Oczywiście oficjalne komunikaty nie są alarmujące. Zarówno Matusiak, jak i Przyłębska twierdzą, że są za ochroną życia przed narodzeniem. Poseł Matusiak mówił, że powstała w lipcu br. podkomisja zbierze się tuż po wakacjach, ale do tej pory posłowie się nie zebrali. W zeszłym tygodniu Matusiak na portalu Radia Maryja stwierdził, że podkomisja pracuje. Niestety nie ma śladów tej pracy. Dzięki zaangażowaniu setek osób, dla których życie ludzkie jest ważne mamy całą masę cennych informacji. Pan Juliusz Kola otrzymał wczoraj 23 listopada odpowiedź z Kancelarii Sejmu w sprawie pracy podkomisji posła Matusiaka. "Przewodniczący podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (druk nr 2146) poseł Grzegorz Matusiak nie wyznaczył terminu jej posiedzenia" - czytamy w odpowiedzi.

Najbardziej jaskrawym potwierdzeniem faktu, że podkomisja posła Matusiaka powinna mieć w nazwie ds. zatrzymywania #ZatrzymajAborcję jest druga część odpowiedzi. "Wyjaśniamy ponadto, że do Sekretariatu Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, w okresie od dnia 15 października do dnia 22 listopada 2018 r., nie wpłynęła korespondencja o charakterze informacji publicznej adresowana na Przewodniczącego podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (druk nr 2146). Analogicznie, nie zarejestrowano również korespondencji wychodzącej" - czytamy w oficjalnej informacji uzyskanej z Sejmu.

Z tych informacji jednoznacznie wynika, że poseł Matusiak - delikatnie mówiąc - mija się z prawdą. A jak wygląda sytuacja w Trybunale Konstytucyjnym? Bardzo podobnie, ale pytania o dostęp do informacji publicznej, podobnie jak pytania dziennikarzy w tej sprawie pozostają bez odpowiedzi. Prezes Julia Przyłębska w ogóle nie udziela wypowiedzi ws. K13/17, a jej służby prasowe robią wiele, by opinia publiczna nie poznała prawdy.

Na szczegółowe pytania zadane w październiku dotyczącej sprawy aborcji eugenicznej, po 2 tygodniach z TK przyszła odpowiedzieć, że ze względu na dużą ilość wniosków i skomplikowany charakter, odpowiedź będzie 23 listopada, czyli wczoraj. Jednak wczoraj po południu przyszedł mail z TK, że odpowiedź będzie dopiero 10 grudnia. Najważniejsze pytanie do Trybunału Konstytucyjnego dotyczy ustalenia, czy sędziowie procedują nad wnioskiem o stwierdzenie niekonstytucyjności aborcji eugenicznej, a zwłaszcza precyzyjnego pytania, czy do tej pory były w tej sprawie posiedzenia sędziów.

Z moich pewnych informacji wynika, że takich posiedzeń do tej na pewno nie było. A brak odpowiedzi na szczegółowe pytanie pośrednio potwierdza moje informacje. Urzędnicy boją się udzielić odpowiedzi, bo oficjalnie musieliby potwierdzić, że do tej pory prezes Julia Przyłębska nie zezwoliła, by sędziowie zajęli się najważniejszą sprawą, która jest obecnie w Trybunale Konstytucyjnym.

Wielką sztuką jest też próba rozmowy z rzecznikiem prasowym Trybunału Konstytucyjnego. Pan Juliusz Kola wykonywał po kilka telefonów dziennie (w sumie kilkaset razy) od lipca 2018 roku. Nigdy mu się nie udało porozmawiać. Dopiero próba złożenia skargi u jego zwierzchników poskutkowała i rzecznik sam zadzwonił. Urzędnik został poinformowany, że cała rozmowa jest nagrywana i jej treść została upubliczniona w internecie.

Rzecznik Jakub Kozłowski mówi, że nie wie, czy wniosek ws. aborcji eugenicznej jest procedowany na posiedzeniach, ale podkreśla, iż Trybunał Konstytucyjny zajmuje się sprawą. Tłumaczy, że posiedzenia sędziów są nie jawne i on tak ad hoc nie jest w stanie udzielić odpowiedzi. Rzecznik mógłby być usprawiedliwiony, gdyby nie fakt, że pytania o tę sprawę ma na swoim biurku od wielu tygodni.

Poseł Matusiak jest szefem najgorzej pracującej podkomisji, jaka została powołana w tej kadencji Sejmu. Ostatnio powołano w różnych sprawach 10 kolejnych podkomisji, z których jedna miała pierwsze posiedzenie w miniony wtorek, pozostałe 9 kolejnych z sukcesem zakończyło już swoje prace. Poseł Grzegorz Matusiak nie pracuje, bo boi się swoich zwierzchników politycznych. Ważniejsze są dla niego partyjne układy niż życie trójki dzieci dziennie, które mógłby ocalić.

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego tak samo, jak posłowie podkomisji ds. #ZatrzymajAborcję, są blokowani i nie zajmują się wnioskiem ws. aborcji eugenicznej. Pytanie zasadnicze do prezes Juli Przyłębskiej: Jakie są jej motywy, że w tej najważniejszej sprawie wstrzymuje prace niezawisłego Trybunału Konstytucyjnego?

Cała rozmowa z rzecznikiem prasowym Trybunału Konstytucyjnego:

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Kraków: biskup nominat Franciszek Ślusarczyk zrezygnował z przyjęcia święceń

2018-12-12 17:27

tk, pgo, md / Kraków (KAI)

Biskup-nominat Franciszek Ślusarczyk, "po refleksji i modlitwie zdecydował o nieprzyjmowaniu święceń biskupich i złożył na ręce Ojca Świętego dymisję z tego urzędu" – poinformował dziś metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski. 60-letni ks. Ślusarczyk Od 2014 roku jest rektorem Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach.

Mieczysław Pabis
Ks. prał. Franciszek Ślusarczyk

Informację o nominacji przez papieża Franciszka dwóch krakowskich biskupów pomocniczych podano 3 grudnia. Drugim obok ks. prałata Ślusarczyka duchownym mianowanym na ten urząd jest ks. Janusz Mastalski, rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Ostatecznie więc tylko on przyjmie 5 stycznia 2019 święcenia biskupie.

Informując o tym abp Marek Jędraszewski dodał, powołując się na rozmowę z nuncjuszem apostolskim w Polsce, że dymisja ks. Ślusarczyka z urzędu Biskupa pomocniczego Archidiecezji Krakowskiej została przyjęta przez papieża Franciszka.

Po ogłoszeniu nominacji, 12 grudnia, biskup nominat mówił dziennikarzom, że przeżywa wielką radość, bo posługa wobec ludu Bożego zawsze wiąże się z radością dzielenia Dobrą Nowiną, która człowiekowi współczesnemu jest bardzo potrzebna. Podkreślił, że każdy kapłan jest przede wszystkim sługą Bożego Miłosierdzia.

Wskazywał też, że miejscem kapłana jest konfesjonał, ołtarz i szkoła, i wszędzie tam kapłani są przede wszystkim sługami Bożego Miłosierdzia. Przyznawał, iż ma świadomość, iż zadania, do których został powołany, przerastają go. „Nikt nie jest godzien, by je podejmować, ale nasza nadzieja jest w miłosierdziu Boga” – powiedział.

„Ta tajemnica jest mi szczególnie bliska. Pełnię posługę jako misjonarz miłosierdzia. Brama Miłosierdzia ciągle jest w Łagiewnikach otwarta. Pielgrzymi przez nią przechodzą i mogą tego miłosierdzia doświadczyć poprzez sakrament spowiedzi, posługę Słowa i ufną modlitwę w kaplicy Wieczystej Adoracji” – podsumował.

Franciszek Ślusarczyk urodził się 26 lipca 1958 roku w Dobczycach. Święcenia kapłańskie przyjął 20 maja 1984 roku z rąk kard. Franciszka Macharskiego. Przez pierwsze lata kapłaństwa posługiwał jako wikariusz najpierw w Żywcu-Zabłociu (1984-1988), a następnie w Wieliczce (1988-1989). Rok później zamieszkał w parafii w Gaju. Od 1990 r. pełnił funkcję prefekta w krakowskim Seminarium Duchownym, a w latach 1997-2002 był jego wicerektorem.

Był pracownikiem Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, wieloletnim adiunktem w Katedrze Homiletyki, jest doktorem teologii.

Od 2002 r. ks. Ślusarczyk jest związany z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, a od 2014 r. jest jego kustoszem. W 2005 r. papież Benedykt XVI mianował go kapelanem Ojca Świętego. Decyzją papieża Franciszka od 2016 r. jest misjonarzem miłosierdzia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświęcim: relikwie o. Pio przy celi śmierci św. Maksymiliana Kolbe

2018-12-12 21:14

rk / Oświęcim (KAI)

Relikwie słynnego stygmatyka, o. Pio z San Giovani Rotondo, które odwiedziły parafię franciszkańską w Harmężach, gościły także na terenie byłego niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau. Duszpasterz Grup Modlitwy św. o. Pio, franciszkanie konwentualni oraz bracia kapucyni z Włoch modlili się na dziedzińcu bloku 11 oraz w celi śmierci św. o. Maksymiliana na terenie Auschwitz.

Archiwum

Podczas modlitwy na terenie Miejsca Pamięci zakonnikom towarzyszyły relikwie św. o. Pio: bandaż z krwią, rękawica, którą nosił na stygmacie dłoni, i habit. Wcześniej relikwie nawiedziły parafię franciszkańską w pobliskich Harmężach.

„Możecie czuć się uprzywilejowani, ponieważ te relikwie na tydzień opuściły San Giovani Rotondo, aby m.in. odwiedzić Harmęże” – powiedział do wiernych o. Roman Rusek OFMCap, Krajowy Duszpasterz Grup Modlitwy św. o. Pio i odpowiedzialny za jego relikwie w Polsce.

W okolicznościowym kazaniu kapucyn przedstawił niezwykłość i prostotę o. Pio oraz zwrócił uwagę na szczególny dar tego charyzmatycznego zakonnika: zdolność przebaczenia innym. Duchowny mocno zaakcentował, że przebaczenie, którego mocą Chrystusowego kapłaństwa udzielał o. Pio, jest potrzebne szczególnie dzisiejszym małżeństwom, aby zachować ich wierność i trwałość.

Po zakończonej Eucharystii, sprawowanej przez miejscowego proboszcza o. Piotra Cubera, wierni mieli okazję indywidualnie uczcić relikwię świętego.

O. Pio urodził się 25 maja 1887 r. jako Francesco Forgione w Pietrelcina. W wieku 16 lat wstąpił do zakonu kapucynów otrzymując imię Pio. Mimo słabego zdrowia i ascetycznego trybu życia skończył studia teologiczne i w 1910 r. w katedrze w Benewencie otrzymał święcenia kapłańskie. W 1918 r. na dłoniach, nogach i piersi młodego kapucyna pojawiały się otwarte rany – stygmaty, które pozostały na jego ciele do końca życia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem