Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

S. Kamińska: Największym cierpieniem kobiety po aborcji, to brak przebaczenia sobie

2017-08-08 16:26

Rozmawiała Ewa Biedroń / Tarnów / KAI

Grażyna Kołek

„Największym cierpieniem dla kobiety, która dokonała aborcji, jest brak przebaczenia sobie. Codziennie spotykam się z ogromnym cierpieniem ludzkim, które jest konsekwencją po dokonanej aborcji. Moim marzeniem jest, aby w każdej polskiej diecezji odbywały się rekolekcje uzdrowienie po aborcji” – mówi KAI siostra Maksymiliana Kamińska ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej. W Chicago siostra prowadzi poradnię „Rachel” dla osób, które cierpią po aborcji, gdzie pomaga nie tylko kobietom, ale także mężczyznom.

Ewa Biedroń, KAI: W diecezji tarnowskiej właśnie zakończyły się rekolekcje „Winnica Racheli” dla kobiet z syndromem poaborcyjnym. Jak bardzo potrzebne są takie rekolekcje w Polsce?

S. Maksymiliana: Potrzeba rekolekcji jest ogromna, tylko świadomość możliwości jest mała. Po pierwsze, same zainteresowane nie wiedzą, że mają prawo sobie pomóc i że mogą otrzymać takie wsparcie. W rekolekcjach uczestniczyło sześć kobiet w wieku od ok. 20 do 80 lat. Pokazuje to, że syndrom poabocyjny dotyczyć może młodych i starszych, ale najczęściej występuje u kobiet w czasie klimakterium. Kiedyś kobiety decydowały się na "zabiegi" np. ze względu na trudne warunki życiowe. Dziś to starsze panie, które przez całe życie tłumiły żal i ból po stracie dziecka. Każda na swój sposób cierpi i indywidualne próbuje sobie z tym poradzić. KAI: Jak duży jest to problem w USA, gdzie siostra pracuje od kilku lat? - Aborcja to ogromny problem w Stanach Zjednoczonych, tam z powodu aborcji codziennie ginie 4 tysiące dzieci, a o pomoc do poradni zwraca się nadal niewiele kobiet. Wstydzą się i boją. W ciągu czterech lat z pomocy poradni „Rachel” w Chicago skorzystało ok. 145 osób, które mają polskie korzenie. Do poradni przychodzą najczęściej osoby, u których to napięcie "pęka" po latach, kiedy cierpienie jest nie do zniesienia. Czasami może to być po 30, 40 latach. Myślałam o rekolekcjach dla Polaków, bo stwierdziłam, że porady psychologiczne to za mało. Dowiedziałam się, że w USA od ponad 30 lat są prowadzone rekolekcje „Winnica Racheli” dla osób w takiej sytuacji, które pod natchnieniem Ducha Świętego napisała Teresa Burke. Zgłosiłam się, przeszłam szkolenie, nabyłam doświadczenia i wraz z grupą Bożych szaleńców rozpoczęliśmy służyć ofiarom aborcji, czyli osobom, które cierpią na zespół poaborcyjny. Maksymalnie w rekolekcjach może uczestniczyć 10 osób. KAI: Jak kobiety, które zgłaszają się do siostry, najczęściej określają swój problem? - Mówią o żalu, strasznym wstydzie, pustce, dołujących wyrzutach sumienia, nocnych koszmarach. Nie radzą sobie. Pamiętają o rocznicy aborcji, liczą, ile lat dziś miałyby ich dzieci. Kobiety bardzo cierpią psychicznie i duchowo, ale najbardziej doskwiera im nieprzebaczenie sobie. KAI: Spowiedź nie wystarcza? - Nie zawsze kobiety przychodzą po spowiedzi, bardzo często dopiero przygotowuję je do spowiedzi. A te, które były wcześniej, najczęściej jednak spowiadają się wielokrotnie, bo nie ufają do końca, że Jezus im wybaczył. Dostają rozgrzeszenie, czują chwilową ulgę, jednak dalej nie mogą sobie wybaczyć. Aborcja jest jak wbicie noża w twoje serce, Jezus wyciąga go rękami kapłana, jednak uraz psychiczny zostaje, bowiem aborcja jest największą traumą, której doświadcza kobieta. Ten ból duchowy może trwać całe życie, nie działają nawet leki na depresję. Starsi z syndromem poaborcyjnym podkreślają, że boją się śmierci. Jedna z moich pacjentek, która dokonała kilku aborcji, ciągle stawiała sobie także pytania, gdzie są jej dzieci, czy ona będzie potępiona, mimo że dostała rozgrzeszenie. KAI: Czy podobne doświadczenia mają mężczyźni? - Tak, zdarza się. Poproszono mnie kiedyś o modlitwę i spotkanie z umierającym mężczyzną, który konał dwa dni. Wiedziałam, że jego żona dokonała aborcji za jego przyzwoleniem, dlatego wyprosiłam rodzinę z sali. Powiedział mi, że się z tego spowiadał i dostał rozgrzeszenie. Uspokoiłam go, że jego dziecko jest w niebie szczęśliwe i czeka na niego. Podkreśliłam, że ono nie ma do niego żalu, że mu wybaczyło. Później poprosiłam rodzinę, by znów weszła do sali i odmawialiśmy wspólnie Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Po tej modlitwie mężczyzna zmarł. KAI: Kto najczęściej zgłasza się do poradni? - Najwięcej jest kobiet, ale przychodzą także mężczyźni i tzw. ocaleńcy, czyli rodzeństwo dzieci, którym nie było dane się narodzić. Aborcja bowiem jest jak zatrute powietrze, które snuje się pomiędzy wszystkimi członkami rodziny i wolno ją zatruwa. Mężczyźni mają wyrzuty, że zmuszali do aborcji, dali pieniądze na zabieg, czy milczeniem przyzwolili na takie rozwiązanie. Są także młodzi mężczyźni, którym kobiety nawet nie mówią o swojej decyzji, bo wiedzą, że nie mogą na nich liczyć i że oni nie podołaliby obowiązkom bycia ojcem. Przychodzą też mężczyźni, bo boją się rozwodu. Dane wskazują, że 65 procent związków rozpada się po dokonanej aborcji. Kobiety nie przychodzą na terapię razem z mężczyznami. Często później przyprowadzają swoich mężów i zachęcają ich do udziału w rekolekcjach. Za każdą aborcją stoi mężczyzna, który nie przyjął życia i nie wziął odpowiedzialności za dziecko i kobietę. Natomiast mało mam w poradni przypadków dokonania aborcji po gwałcie. Kobiety wiedzą, że mogą oddać dziecko do okna życia czy skorzystać ze wsparcia domów samotnej matki. KAI: Czy podobne skutki duchowe może mieć dla kobiet tzw. aborcja chemiczna? - Sądzę, że nawet gorsze. Kobiety biorąc pigułki poronne robią to w zaciszu domowej kuchni, pokoju czy łazienki. Kiedy pojawia się syndrom poaborcyjny, ich cierpienie jest większe, bo wiedzą, że dokonały aborcji własnymi rękami. KAI: W danej chwili kobiety nie przewidują aż takich następstw. Czy dla niektórych, aborcja to może być rozwiązanie problemu, ulga? - Znam przypadki zgonów kobiet podczas aborcji, lub na wskutek powikłań. Pamiętam kobietę, która obudziła się podczas aborcji, bo narkoza była za słaba i widziała porozrywane części ciała swojego dziecka. Kobiety zazwyczaj przeżywają stres przed aborcją, ponieważ boją się samego jej przebiegu, boja się bólu. Mówi się, że jest ulga po aborcji, ponieważ jest już po wszystkim. Jednak nikt już później nie pyta kobiet, jak się czują po tygodniu, miesiącu po aborcji. Jedną z moich pacjentek była kobieta, którą jako nastolatkę matka zaprowadziła na zabieg aborcyjny. Dziewczyna nie miała do końca świadomości tego, co się stało, ale cieszyła się, że jest już po „problemie”. Po kilku latach pobytu w USA leczono ją na nerwicę serca. Sama doszła do tego, że aborcja miała na to wpływ, bo męczyły ją wyrzuty sumienia. Zdecydowała się nawet na wolontariat w Domu Samotnej Matki. Tam „pękła”, przeszła terapię, rekolekcje i teraz nam pomaga. Ale są też przypadki, że tzw. zespół rozpaczy pojawia się tuż po wybudzeniu z zabiegu lub do pół roku. Jeśli kobieta nie ma właściwej pomocy, to może to się przerodzić w depresję i myśli samobójcze. KAI: Jak pomagacie osobom mającym syndrom poaborcyjny? - Aborcja rzutuje na całe życie. Najważniejsze jest, aby kobieta pozwoliła sobie na wyrażenie żalu po stracie dziecka, żeby nie bała się zmierzyć z tym bólem. Musi poczuć się zaakceptowana, bez osądzania jej. Powinna zobaczyć, że za jej decyzją stoi wiele osób i okoliczności. Powinna stać się dla siebie adwokatem a nie sędzią. Powinna uczłowieczyć dziecko i nawiązać z nim macierzyńską relację. To wszystko doprowadza później do wybaczenia samej sobie, a to jest najtrudniejsze. Kobiety usprawiedliwiają swoich partnerów, lekarzy, rodzinę a całą winę biorą na siebie. Nasze rekolekcje są oparte na modlitwie, rozmowach ze specjalistami i m.in. medytacji tekstów biblijnych. Podczas rekolekcji kobiety przechodzą ze śmierci do życia, z grzechu do łaski, a nawet z choroby do zdrowia. KAI: Jakie wnioski płyną z rekolekcji w diecezji tarnowskiej?

- Bardzo się cieszę, że mogłam zorganizować i przeprowadzić rekolekcje w diecezji, z której się wywodzę. Pochodzę z Tarnowa, tutaj spędzam urlop. Patronat nad rekolekcjami objął Wydział ds. Nowej Ewangelizacji Kurii Diecezjalnej w Tarnowie, a jego dyrektor, ks. Artur Ważny, był jednym z prowadzących. Moim marzeniem jest, aby takie rekolekcje odbyły się we wszystkich polskich diecezjach i z Bożą pomocą jestem gotowa pomóc w ich zorganizowaniu. To będzie dla mnie wielka łaska od Boga i radość, by czynić uczynki miłosierdzia. Korzystamy z amerykańskich doświadczeń rekolekcji „Winnica Racheli”. W Polsce jest na razie niewiele osób, które prowadzą takie spotkania. Są w tym gronie ludzie z Warszawy i z okolic Poznania. W Polsce takie rekolekcje są obecne dopiero od pięciu lat. W przyszłym roku planujemy je zorganizować także dla Polonii w Londynie. Na świecie jest dużo kobiet, które cierpią po aborcji. Przyczyną – korzeniem wielu trudnych sytuacji, takich jak np. depresja, nerwica jest właśnie aborcja, choć wiele osób tego na początku nie łączy.

- Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej www.aborcjabolterapia.com Z siostrą można się kontaktować pisząc na adres e- mail: maksymiliana62@poczta.fm

Tagi:
aborcja

Aborcja eugeniczna jest prostą sprawą dla Trybunału

2018-07-12 18:43

Artur Stelmasiak

Liczę na to, że sędziowie wydadzą orzeczenie jak najszybciej, bo nie ma na co czekać - mówi "Niedzieli" dr Bartłomiej Wróblewski, poseł PiS, który w październiku 2017 r. złożył wniosek do TK o stwierdzenie niezgodności z konstytucją aborcji eugenicznej.

Facebook

Poseł Bartłomiej Wróblewski odniósł się do informacji portalu Onet, że trybunał konstytucyjny jest już na ostatniej prostej. - Nie mam żadnych informacji na tent temat, ale wydaje się naturalne, by sprawą wreszcie się zająć. Z niecierpliwością czekam na termin rozprawy - mówi Wróblewski. - W marcu do trybunału konstytucyjnego wpłynęło stanowisko Sejmu w tej sprawie, a w maju opinia prokuratora generalnego. Dlatego należy się spodziewać, że orzeczenie trybunału konstytucyjnego zapadnie już niebawem.

Wniosek z podpisami ponad 100 posłów PiS, Kukiz'15 oraz niezrzeszonych, został złożony pod koniec października 2017 roku. Niebawem upłynie już 9 miesięcy od tego czasu, a organizacje pro-life przypominają, że każdego dnia ginie troje dzieci. Od dnia wpłynięcia wniosku w polskich szpitalach zabito już 777 dzieci. - Moim zdaniem upłynęło już wystarczająco wiele czasu, by uniknąć zarzutów, że sędziowie procedowali w pośpiechu. Nadszedł już czas, by zająć się bardzo ważną sprawą życia ludzkiego, bo nie należy jej dłużej przeciągać - mówi Wróblewski, który jako prawnik naukowo zajmuje się kwestiami ochrony życia.

Dla porównania w 1997 roku, kiedy w Polsce rządziło SLD, a prezesem TK był prof. Andrzej Zoll sędziowie orzekali ws. aborcji po niespełna 6 miesiącach. Wówczas potrzebowali dokładnie 162 dni, by stwierdzić niekonstytucyjność aborcji, a dziś upływa już 259 dni. - Obecnie sędziowie są w o wiele lepszej sytuacji, bo podstawowa materia prawna została wyłożona właśnie w 1997 roku. Wówczas trybunał konstytucyjny dokonał kroku milowego, bo orzekł, że życie ludzkie trwa od poczęcia do naturalnej śmierci i również życie przed narodzeniem podlega ochronie prawnej - podkreśla dr Bartłomiej Wróblewski. - Obecnie trybunał konstytucyjny musi tylko postawić przysłowiową kropkę nad "i" do orzeczenia z 1997 roku. Dziś sprawa jest prosta, bo wszystkie ustalenia trybunału z 1997 roku wobec niekonstytucyjności aborcji ze względów społecznych można zastosować wobec aborcji eugenicznej.

Poseł Wróblewski przypomina, że środowisko prawnicze wobec sprawy ochrony życia jest zgodne bez względu na poglądy i sympatie polityczne. - W innych kwestiach często się nie zgadzamy, ale w sprawie ochrony życia jednoznaczne stanowisko ma zarówno prof. Andrzej Zoll, Hanna Suchocka, Marek Piechowiak, Wojciech Łączkowski, jak i prof. Marek Safian. Warto o tym przypominać, że kwestia prawnej ochrony życia ludzkiego jest sprawą ponad politycznymi podziałami - mówi Wróblewski.

Polityk PiS odniósł się również do postulatów, które podnoszone są przez środowiska lewicowe i feministyczne. - Jeżeli nawet wśród Polaków pojawiają się wątpliwości wobec niepełnosprawnych i jakości ich życia, to nie możemy się skupiać na zabijaniu takich dzieci, ale powinniśmy wspólnie działać na rzecz tego, by ich życie było prawem chronione i godne. Ważne jest, by w naszej cywilizacji podnosić poprzeczkę, czyli udzielamy pomocy słabszym i niepełnosprawnym. Eliminowanie takich ludzi ze świata żywych jest bowiem obniżaniem cywilizacyjnej poprzeczki - tłumaczy poseł Wróblewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Modlitwa serc i stóp kapłańskich

2018-07-20 09:01

Beata Pieczykura

„Modlitwa serc i stóp kapłańskich w intencji powołań” to wielkie wołanie kapłanów, aby Pan żniwa posłał robotników na swoje żniwo w Kościele częstochowskim. Odbywa się w dniach 16 lipca do 20 sierpnia.

Beata Pieczykura

Dlatego księża pielgrzymują po parafiach oraz podejmują post o chlebie i wodzie. Abp Wacław Depo towarzyszy i błogosławi codziennej modlitwie i pokucie kapłanów w intencji nowych powołań, a koordynatorami akcji są ks. prał. Marian Duda i bp Andrzej Przybylski.

Zobacz zdjęcia: Modlitwa serc i stóp kapłańskich

19 lipca pielgrzymka wiodła po parafiach dekanatu koziegłowskiego, rozpoczęła się o godz. 5 w parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Siedlcu Dużym i zakończyła w sanktuarium św. Jana Marii Vianneya w Mzykach. Tam Mszy św. w intencji powołań kapłańskich przewodniczył abp Przybylski.

Dziś „Modlitwa serc i stóp kapłańskich” pielgrzymuje po parafiach:

Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa w Wrzosowej

bł. Karoliny Kózkówny w Wanatach

Św. Apostołów Piotra i Pawła w Nieradzie

NMP Częstochowskiej w Starczy

Św. Michała Archanioła w Kamienicy Polskiej

Św. Tomasza Apostoła w Osinach

NMP Matki Miłosierdzia w Jastrząbiu

Najświętszego Serca Pana Jezusa w Poraju

Św. Jana Chrzciciela w Choroniu

Św. Jana Chrzciciela w Poczesnej

Informacje o inicjatywie na stronie internetowej: otojaposlijmnie.pl .

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zabawa: dziś ostatni dzień zapisów na Miasteczko Modlitewne

2018-07-20 18:44

eb / Zabawa (KAI)

Dziś ostatni dzień zapisów na jedną z największych modlitewnych inicjatyw Katolickiego Stowarzyszeni Młodzieży. Miasteczko Modlitewne będzie otwarte od 27 lipca do 2 sierpnia. Powstanie przy sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie koło Tarnowa. Młodzi rozbiją tam namioty. Będą się wspólnie modlić i integrować.

Fotolia.com

Tegorocznemu ogólnopolskiemu spotkaniu towarzyszy hasło "Ducha masz? Chcesz?„Jest to zaproszenie skierowane do młodych, aby przez siedem dni trwania szkoły modlitwy u bł. Karoliny poznać, otworzyć się oraz doświadczyć Ducha Świętego” – podkreśla Magdalena Nowak, burmistrz Miasteczka Modlitewnego.Podczas rekolekcji zaplanowano dyskusje, spotkania w grupach, rozmowy z zaproszonymi gośćmi, czuwania modlitewne, koncerty zespołów, zabawy prowadzone przez wodzirejów.

Młodzież nie tylko będzie uczestniczyć, ale przede wszystkim tworzyć klimat spotkania poprzez pobyt w miasteczku namiotowym, przygotowywanie wspólnych posiłków, działania i życia we wspólnocie.Podobnie jak w ubiegłym roku, uczestnicy nocować będą w namiotach rozłożonych na terenie przy sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie, albo w szkole.

Zapisy na Miasteczko Modlitewne przyjmowane są do dzisiaj. Koszt udziału wynosi 180 złotych. Zgłoszenia przez formularz http:// tnij.at/273004 . Szczegółowe informacje znajdują się na stronie http://miasteczkomodlitewne.pl/

Miasteczko Modlitewne jest ogólnopolską inicjatywą KSM-u, która po raz pierwszy odbyła się w 2010 roku. Jej zalążkiem była dziewięciodniowa nowenna do błogosławionej Karoliny.

Karolina Kózkówna urodziła się 2 sierpnia 1898 r. w wielodzietnej rodzinie w podtarnowskiej wsi Wał-Ruda. Mimo młodego wieku i braku specjalistycznego wykształcenia prowadziła bardzo aktywne działania na rzecz społeczności lokalnej. Była animatorką i liderką życia religijnego.Należała do stowarzyszeń religijnych, angażowała się w tworzenie i formowanie nowej wspólnoty parafialnej powstałej z połączenia dwóch miejscowości, gdy została utworzona nowa parafia w Zabawie.

Uczyła katechizmu dzieci z wioski, organizowała dla nich zajęcia, przygotowywała do przyjęcia Komunii św. chorych współmieszkańców. Pomagała w prowadzeniu prywatnej biblioteki wujowi Franciszkowi Borzęckiemu, umożliwiała dorosłym dostęp do literatury religijnej.Wrażliwa na potrzeby chorych i biednych, odwiedzała ich w domach i wspierała w potrzebach. Była przykładem pracowitości i uczciwości oraz poczucia odpowiedzialności za rodzinę.

Swoją postawą zdobyła powszechne uznanie i szacunek wśród współmieszkańców, którzy mówili, że jest „pierwszą duszą do nieba”. Zginęła heroicznie, broniąc swej godności i honoru 18 listopada 1914 r., gdy została zaatakowana przez carskiego żołnierza, który w bestialski sposób ją zamordował.

Jan Paweł II beatyfikował Karolinę Kózkównę 10 czerwca 1987 r. w Tarnowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem