Reklama

24. rocznica Konkordatu między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską

2017-07-28 12:39

Marcin Przeciszewski / Warszawa / KAI

Włodzimierz Rędzioch

Dziś mija 24-rocznica podpisania Konkordatu między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską. Polski konkordat jest jednym najnowocześniejszych, bazuje na doktrynie relacji Kościoła z państwami wypracowanej podczas Soboru Watykańskiego II, a jego naczelnymi zasadami są ochrona wolności religijnej i wzajemna autonomia państwa i Kościoła.

Dokument został uroczyście podpisany w Warszawie 28 lipca 1993 r., a jego sygnatariuszami byli: Nuncjusz Apostolskie w Polsce abp Józef Kowalczyk ze strony Stolicy Apostolskiej i Minister Spraw Zagranicznych Krzysztof Skubiszewski w imieniu rządu polskiego. Polski konkordat był pierwszą umową państwa postkomunistycznego ze Stolicą Apostolską.

Polski Konkordat z 1993 r. reprezentuje nowy, posoborowy model tego typu umowy międzynarodowej, jest wierny doktrynie Soboru Watykańskiego II, dla którego podstawową zasadą wzajemnych relacji Kościoła i państwa jest ochrona wolności religijnej, mająca swoje źródło w należnej każdemu człowiekowi godności ludzkiej.

Podstawową zasadą, na której opierają się te relacje (państwa i Kościoła), jest zasada "niezależności i autonomii" każdego z tych podmiotów w swojej dziedzinie. Zarówno państwo polskie jak i Kościół zobowiązują się więc w konkordacie do "pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego". Kościół zatem szanuje prerogatywy i zakres kompetencji państwa a jednocześnie wymaga odeń zgody na wolne pełnienie swej misji, gdyż ma ona zupełnie inny cel i inną naturę. Przyjmując jednak, że zarówno państwo jak i Kościół są zainteresowane dobrem człowieka i obywatela (choć w innych obszarach) dopuszcza się ich współpracę dla wspólnego dobra, co konkordat także potwierdza.

Reklama

Takie ujęcie relacji państwo-Kościół gwarantuje możliwość istnienia harmonijnych relacji miedzy państwem a Kościołem, gdyż każda z nich ma niezbędną autonomię dla wykonywania swych zadań, a zarazem możliwa jest współpraca, tam gdzie jest ona potrzebna dla dobra obywateli, którzy są członkami obu tych społeczności.

Rozwiązania przyjęte w naszym konkordacie są zgodne ze standardami współczesnych państw demokratycznych. Rzeczpospolita Polska podpisując Konkordat powróciła do grona liczących się demokracji - szanujących wolność religijną - i starających się tak ułożyć relacje ze wspólnotami wyznaniowymi, aby gwarantowały one pokój społeczny i stwarzały możliwość działania dla dobra ogółu obywateli.

Konkordat między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską w sensie doktryny prawa wyznaniowego bazuje na zasadzie autonomii, czyli inaczej mówiąc "przyjaznego rozdziału" państwa i Kościoła. Jest to model obowiązujący dziś w zdecydowanej większości demokratycznych krajów Europy i świata. System ten - wprowadzony po raz pierwszy w Niemczech na mocy Konstytucji Weimarskiej z 1919 r. a rozwinięty w soborowej konstytucji "Gaudium et Spes" - usytuowany jest pomiędzy modelem Kościoła państwowego a radykalnym rozdziałem (separacją) typu francuskiego. Zapewnia zatem możliwość pełnienia swej misji przez Kościół, nie tylko w sensie wąsko pojmowanego kultu na obszarze stricte kościelnym, ale także w sferze publicznej, w której w naturalny sposób żyją i funkcjonują osoby wierzące. Gwarantuje ich prawo do wyznawania i realizacji zasad wiary także w tym obszarze, co wynika z poszanowania zasady wolności religijnej.

Wbrew wysuwanym niekiedy krytykom, należy z cała stanowczością powiedzieć, że polski konkordat korzystny jest dla obu stron: Kościoła i państwa, a nie jest tylko jednostronnym katalogiem przywilejów Kościoła. Konkordat jest korzystny dla Kościoła, gdyż pozwala mu na nieskrępowane pełnienie swej misji i zabezpiecza prawa osób wierzących. Jest też równie korzystny dla państwa, gdyż Kościół zobowiązuje się do "pełnego poszanowania" jego autonomii oraz poszanowania prawa państwowego, mimo, że w swych wewnętrznych sprawach posługuje się prawem kanonicznym.

Po drugie, umowa konkordatowa zawiera gwarancję, że Kościół - mimo że jest organizacją o zasięgu światowym - respektować będzie w stu procentach prawo polskie. W związku z tym poszczególne artykuły konkordatu w większości wypadków zawierają odniesienia do prawa polskiego . A dotyczy to wszelkich działań Kościoła, poczynając od sprawowania kultu, a kończąc na działalności gospodarczej.

Konkordat zapewnia ponadto, że hierarchia Kościoła i jej urzędowi przedstawiciele (duchowieństwo) nie angażuje się w bezpośrednią działalność polityczną, nie tworzy np. partii wyznaniowych działających w jego imieniu. Kościół rezerwuje sobie wyłącznie rolę „metapolityczną” - jako nauczyciela zasad etyczno-moralnych, odnoszących się także do wymiaru publicznego czy politycznego.

Szczególną wartością polskiego konkordatu jest to, że nie tylko nie narusza on zasady równouprawnienia Kościołów i innych związków wyznaniowych, ale stwarza dla demokratycznego państwa zobowiązanie do rozszerzenia na inne Kościoły analogicznych gwarancji, jakie zostały przyznane Kościołowi katolickiemu, rozszerzając przez to w istotny sposób margines swobód obywatelskich, dotyczących tych obywateli, którzy należą do innych związków wyznaniowych.

Historia starań o konkordat

Zerwanie konkordatu zawartego przez Stolicę Apostolską z II Rzecząpospolitą w 1925 r. - co nastąpiło 12 września 1945 r., spowodowało, że przestały istnieć kontakty pomiędzy Watykanem a przedstawicielami Polski komunistycznej. Brak nuncjusza apostolskiego w Warszawie spowodował przyznanie specjalnych pełnomocnictw przez Stolicę Apostolską kolejnym Prymasom Polski: Augustowi Hlondowi oraz Stefanowi Wyszyńskiemu.

Uprawnienia te wzmocniły ich pozycję w Episkopacie, co ułatwiło wewnętrzną konsolidację Kościoła w Polsce wobec zewnętrznego zagrożenia. Dzięki temu prymas Wyszyński mógł stać tak istotnym autorytetem i samodzielnie kreować linię Kościoła wobec władz komunistycznych. Wyrazem tego było m. in. zawarcie porozumienia z rządem 14 kwietnia 1950 r., bez wcześniejszych konsultacji na ten temat z Watykanem. Znaczenie tego porozumienia sprowadzało się do tego, że – zawierając formalne gwarancje swobód dla Kościoła - opóźniło ono o kilka lat frontalny atak, jaki komuniści przeprowadzali na Kościół w tzw. demoludach. Linia przyjęta przez prymasa Wyszyńskiego – niezależnie od początkowego zdziwienia ze strony Watykanu, zyskała jednak później akceptację papieża Piusa XII. Stał się on obrońcą Kościoła w Polsce wobec późniejszych represji ze strony komunistycznych władz, m. in. internowania Prymasa Polski.

Pierwsze kontakty na linii Stolica Apostolska – PRL nastąpiły wraz z pontyfikatem Jana XXIII. Wówczas na uroczystości watykańskie zaczęto zapraszać ambasadorów PRL akredytowanych przy państwie włoskim. Nieoficjalna wizyta w Watykanie Jerzego Zawieyskiego w 1962 r., członka Rady Państwa PRL, stworzyła okazję do zgłoszenia przezeń w Sejmie PRL propozycji nawiązania stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską.

Za początek "dialogu" Stolicy Apostolskiej z rządem PRL można uznać spotkanie głównego architekta watykańskiej „ostpolityk” abp. Agostino Casarolego z ambasadorem PRL przy Kwirynale Adamem Wilmanem w kwietniu 1965 r. Władze polskie dążyły wówczas do nawiązania relacji z Watykanem z pominięciem prymasa Wyszyńskiego. W ślad za tym, (od listopada 1966 r.) rozpoczęły się dość częste wizyty w Polsce abp. Agostino Casarolego. Jednakże nie przyniosły one spodziewanych przez komunistów rezultatów, gdyż Casaroli spotykał się jednocześnie z kard. Wyszyńskim, respektując jego stanowisko.

Polityka ta ułatwiła jednak regulację sytuacji Kościoła na ziemiach poniemieckich. W maju 1967 r. Paweł VI podniósł cztery administratury apostolskie na ziemiach zachodnich i północnych do rangi osobnych jednostek administracyjnych, co później umożliwiło erygowanie tam stałych diecezji po podpisaniu przez PRL układu z RFN i jego ratyfikacji w 1972 r.

Ekipie Edwarda Gierka - realizującej pewną odwilż w stosunkach z Kościołem - zależało na doprowadzeniu do ustanowienia relacji dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską. Po wizycie abp. Casaroliego w Polsce w lutym 1974 r. ustanowiono zespół ds. stałych wzajemnych roboczych kontaktów, któremu od strony watykańskiej przewodniczył abp Luigi Poggi, a szefem delegacji polskiej byli Kazimierz Szablewski a następnie Jerzy Kuberski. Poggi przyjeżdżając do Polski zabiegał o uznanie osobowości publiczno-prawnej Kościoła katolickiego w Polsce, na co jednak władze się nie zgadzały. Niezależnie od tego Stolica Apostolska dążyła do ustanowienia swego stałego przedstawiciela w Polsce. Prymas Polski oceniał to krytycznie, podobnie jak podpisanie przez Stolicę Apostolską w 1975 r. aktu końcowego OBWE w Helsinkach. Argumentował, że państwa wcielone do ZSRR (Estonia, Łotwa, Litwa, Białoruś i Ukraina) poczuły się przez to opuszczone przez Watykan.

Po spotkaniu Edwarda Gierka z Pawłem VI w grudniu 1977 r. oraz kolejnych wizytach abp. Poggiego w Polsce, Stolica Apostolska uznała, że jest gotowa do podpisania układu z PRL, mimo, że przeciwny był temu prymas Wyszyński. Prymas argumentował, że warunkiem musi być rozwiązanie zasadniczych problemów na linii Kościół-państwo w Polsce, a jeśli tego nie będzie, to relacje z Watykanem mieć będą jedynie fasadowy charakter, w praktyce legitymujący antykościelne działania komunistów. Śmierć Pawła VI w sierpniu 1978 r. oraz wybór Jana Pawła II oznaczały zmianę linii Watykanu i definitywnie przekreśliły nadzieje władz na porozumienie ze Stolicą Apostolską ponad głowami polskiego Episkopatu.

Pielgrzymka Jana Pawła II do Polski w czerwcu 1979 r. oraz poparcie udzielone przez Episkopat powstającej „Solidarności” pokazały, że Kościół w Polsce jest na tyle ważnym podmiotem w życiu publicznym, że władze muszą podjąć z nim bezpośredni dialog.

Do prac nad uregulowaniiem relacji PRL - Stolica Apostolska powrócono na początku 1981 r., w okresie "Solidarności". W ślad za reaktywowaniem we wrześniu 1980 r. działania Komisji Wspólnej rządu i Episkopatu, 10 stycznia 1981 r. został powołany Zespół Roboczy ds. legislacyjnych, który miał przygotować projekty odpowiednich aktów prawnych. Przewodniczyli mu do strony kościelnej ks. Alojzy Orszulik a od państwowej min. Adam Łopatka, szef Urzędu ds. Wyznań.

Prace zespołu nie zostały przerwane po wprowadzeniu stanu wojennego. Podjęto pracę nad dwoma dokumentami: Deklaracją, która miała być rodzajem porozumienia pomiędzy rządem a Konferencją Episkopatu oraz nad projektem ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego. Projekt deklaracji był gotowy w końcu 1983 r. Składała się ona z 78 artykułów, w których Kościół uznawał m. in. świeckość państwa, a państwo akceptowało fakt, że Kościół rządzi się swym własnym prawem. Przyznawał także Stolicy Apostolskiej wyłączne prawo do mianowania biskupów, po uprzedniej konsultacji z rządem PRL. Określał też warunki pracy kapelanów w wojsku, itp. Taki kształt deklaracji - mimo uzgodnienia na forum zespołu - nie znalazł jednak akceptacji najwyższych władz państwa.

Ten fakt, jak i zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki, spowodowały impas w relacjach Kościoła z rządem PRL. Do rozmów powrócono w 1986 r. Wówczas strona rządowa wystąpiła z propozycją nawiązania tym razem pełnych stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską. 13 stycznia 1987 r. wizytę w Watykanie złożył gen. Wojciech Jaruzelski, a po pielgrzymce Jana Pawła II do Polski w czerwcu 1987 r., rozpoczęły się regularne negocjacje na temat nawiązania stosunków dyplomatycznych oraz uregulowania stosunków między państwem a Kościołem w Polsce.

Konferencja Episkopatu Polski - w porozumieniu ze Stolicą Apostolską - zaproponowała wówczas regulację na dwóch płaszczyznach. Relacje PRL - Stolica Apostolska miałaby regulować specjalna konwencja polsko-watykańska, a stosunki miedzy państwem i kościołem w Polsce - odrębna ustawa.

W październiku 1987 r. powołano wspólny zespół redakcyjny. Jako pierwszy uzgodniono w marcu 1989 r. projekt ustaw. Ostatecznym efektem tych prac było przyjęcie przez Sejm 17 maja 1989 r. trzech ustaw uznających prawny status Kościoła i gwarantujący mu możliwości pełnienia swej misji. Były to ustawy o stosunkach państwo-Kościół, ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania i dodatkowo, ustawa o ubezpieczeniu duchownych.

Wcześniej, w maju 1988 r. zostały zakończone prace Komisji Mieszanej nad konwencją ze Stolicą Apostolską. Projekt dokumentu został przekazany do Watykanu. Jednakże Stolica Apostolska - biorąc pod uwagę m. in. rozmowy okrągłego stołu otwierające nowe perspektywy - zrezygnowała z dążenia do szybkiego podpisania konwencji z władzami PRL, nie chcąc w ten sposób wiązać sobie rąk. Jan Paweł II w liście do prymasa Glempa z kwietnia 1989 r. wyraził wolę, aby ostateczne zakończenie prac nad konwencją poprzedził przyjazd nuncjusza apostolskiego do Warszawy.

26 sierpnia 1989 r. Jan Paweł II mianował nuncjuszem w Polsce ks. Józefa Kowalczyka. Przybył on na stałe do Warszawy 23 listopada 1989 r. Z kolei prezydent Jaruzelski mianował ambasadorem przy Stolicy Apostolskiej Jerzego Kuberskiego, który wkrótce został zastąpiony przez prof. Henryka Kupiszewskiego.

Nuncjusz Kowalczyk podjął prace nad przygotowaniem przyszłego konkordatu między Polską a Stolicą Apostolską. 25 października 1991 r. przesłał Krzysztofowi Skubiszewskiemu, ministrowi spraw zagranicznych, projekt w językach polskim i włoskim, zaznaczając, że czyni to z upoważnienia Stolicy Apostolskiej. Przekazany ministrowi spraw zagranicznych projekt konwencji (konkordatu) obejmował preambułę i 26 artykułów. Zarazem nuncjusz, jako mający kierować dalszymi pracami ze strony Stolicy Apostolskiej, podał skład osób, które go będą wspierać w negocjacjach. Byli to: abp Jerzy Stroba, abp Bronisław Dąbrowski, bp Alojzy Orszulik, ks. Tadeusz Pawluk, ks. Tadeusz Pieronek, ks. Wojciech Góralski i ks. Edward Sztafrowski.

Upadek rządu Tadeusza Mazowieckiego, a następnie krótkie okresy rządów Krzysztofa Bieleckiego i Jana Olszewskiego, odwlekły prace nad tekstem konkordatu. Do włączenia się strony państwowej w tę sprawę doszło ponownie po objęciu funkcji premiera przez Hannę Suchocką. 24 marca 1993 r. min. Skubiszewski zaproponował rozpoczęcie rozmów ze Stolicą Apostolską celem uzgodnienia tekstu układu. W tym celu załączył projekt proponowany przez stronę polską. Zarazem poinformował, że będzie przewodniczył delegacji polskiej. W jej skład weszli także Jan Maria Rokita, Zdobysław Flisowski, Jadwiga Skórzewska i Marek Pernal. Projekt polski w dużej mierze był zgodny z wersją zaproponowaną przez stronę watykańską. Różnice polegały na zaproponowaniu m. in. ustanowienia komisji parytetowej dla przygotowania norm związanych z finansami instytucji i dóbr kościelnych, artykułu poświęconego ochronie dóbr kultury o znaczeniu ogólnonarodowym znajdujących się w rękach Kościoła, opieki duszpasterskiej nad mniejszościami narodowymi oraz zapisu o dobrowolności w uczęszczaniu na religię w szkole.

Bezpośrednie negocjacje obu komisji trwały od 3 kwietnia do 29 czerwca 1993 r., a ich owocem była ostateczny tekst umowy między Polską a Stolicą Apostolską. 8 lipca tekst został zaaprobowany przez Jana Pawła II.

Konkordat został uroczyście podpisany 28 lipca 1993 r. w Urzędzie Rady Ministrów. Sygnatariuszami byli abp Józef Kowalczyk ze strony Stolicy Apostolskiej i min. Krzysztof Skubiszewski w imieniu rządu polskiego.

Niestety zbiegło się to z rychłym upadkiem rządów solidarnościowych. Wybory w dwa miesiące później, we wrześniu 1993 r. wygrała koalicja Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Unii Pracy, co spowodowało gwałtowny i negatywny zwrot w polityce wyznaniowej państwa. W czasie czteroletnich rządów koalicja ta (z której wyłamało się PSL) prowadziła agresywną kampanię przeciwko konkordatowi, uniemożliwiając jego ratyfikację. Zastosowano różnorodne mniej lub bardziej absurdalne metody obstrukcji. Żądano m. in. by uzupełnić konkordat deklaracją stanowiącą swoisty komentarz do jego treści oraz przyjąć ustawy około-konkordatowe do jeszcze nie ratyfikowanego dokumentu.

Ratyfikacja stała się możliwa dopiero kiedy po wyborach z września 1997 r. - do władzy powróciły partie solidarnościowe: AWS i Unia Wolności. Umowa ze Stolicą Apostolską została ratyfikowana przez polski Parlament 8 stycznia 1998 r. i weszła w życie 25 kwietnia 1998 r.

Literatura: Abp Józef Kowalczyk: "Konkordat między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską 1993/1998"; Płocki Instytut Wydawniczy, Płock 2013 "Konkordat polski w 10 lat po ratyfikacji", red. J. Wroceński, H. Pietrzak, Warszawa 2008. Ks. Józef Krukowski, "Konkordat polski. Znaczenie i realizacja", Lublin 1999. Ks. Wojciech Góralski, "Konkordat Polski 1993", Warszawa 2013.

Tagi:
Polska Polska

Czy szacunek i troska o własny naród, to złowrogi nacjonalizm?

2018-08-31 09:14

Ks. Mariusz Sztaba

Dziś w dobie demokratycznych struktur obywatelskich integrujących mieszkańców całych kontynentów oraz procesów globalizujących i unifikujących, widoczny jest spór o dalszy sens istnienia narodów. Problemy związane z narodem należą obecnie do centralnych zagadnień społecznych.

babczynski/fotolia.com

Przemiany cywilizacyjne niemal o zasięgu światowym, podważają dotychczasowy status narodów przez promowanie anarodowych form ustroju życia zbiorowego, generując przy tym ambiwalentne konsekwencje. Tym zabiegom towarzyszą następujące pytania i wątpliwości: Czy pojęcie narodu jest dziś ważną kategorią w naukach społecznych, społecznych debatach oraz w pedagogice i w wychowaniu? Czy troska o własny naród jest synonimem nacjonalizmu pojmowanego jako wada? Czy wychowanie narodowe jest już tylko reliktem przeszłości?

Aby odpowiedzieć rzeczowo na te pytania, należy przyjrzeć się takim pojęciom jak: naród; globalizm oraz nacjonalizm. Pojęcia te i związki zachodzące między nimi są często opacznie ujmowane, co rzutuje z kolei na rozumienie narodu i problematyki wychowania narodowego, której przyjrzymy się w końcowej części artykułu.

Problematyka narodu w historii Polski

Problematyka narodowa posiada długą i wielowątkową historię. Pojęcie „naród” towarzyszy rozważaniom nad formami ludzkiego życia zbiorowego już od średniowiecza, choć było różnie rozumiane i interpretowane. Z czasem „naród” stał się obok „państwa” główną kategorią wyjaśniającą społeczne życie człowieka.

Rozpoczęty w XIII wieku proces tworzenia się narodowości polskiej, już w XV wieku owocował samowiedzą narodową, czego potwierdzeniem mogą być objawy gorącej miłości i dumy narodowej u pisarzy tego okresu. Natomiast autorzy XVI w. stworzyli już klasyczne wzory poezji, prozy i wymowy patriotycznej, czego przykładem są choćby kazania sejmowe ks. Piotra Skargi.

Pojęcie narodu było w tym czasie zawarte w pojęciu Rzeczypospolita. Po klęskach, które dotknęły Rzeczpospolitą w połowie XVII w., choć duma narodowa przygasła, to miłość do ojczyzny była jednak wielka. Od początku polskiej myśli pedagogicznej, naród i państwo stapiały się w jedną całość w systemie wychowania obywatelsko - państwowym. Nawet rozbiory nie zdołały rozluźnić tego związku. Dopiero po upadku powstania listopadowego (1830), gdy państwo polskie przestało ostatecznie istnieć, doszło do oddzielenia idei narodu od idei państwa. Polska myśl pedagogiczna, a nawet szerzej humanistyczna, straciwszy oparcie w państwie, musiała szukać dla siebie nowej podstawy. Znalazła ją w pojęciu narodu, który jak okazało się po upadku państwa nadal istniał, czego wymownym przykładem było życie polityczne i kulturalne Polaków.

Namysł nad ideą narodu, który trwa mimo upadku państwa, stał się głównym problemem myślicieli końca XVIII wieku. Owa praca myślowa dotycząca wychowania narodowego, odbywała się na początku poza literaturą pedagogiczną, w publicystyce politycznej, filozoficznej oraz w literaturze pięknej. W romantyzmie powstawała już pedagogika narodowa stanowiąca na równi z pedagogiką obywatelsko-państwową polską specjalność. W tej epoce pojęcie narodu usamodzielniło się w stosunku do pojęcia państwa, zostało wywyższone, stając się ogniskowym punktem polskiej filozofii i pedagogiki.

Co to jest naród?

Pojęcie narodu jest przedmiotem rozważań multidyscyplinarnych. W socjologii i filozofii wyróżnia się trzy główne koncepcje narodu: etniczno - naturalistyczną, politologiczną i kulturową. Każda z nich dominowała w określonym czasie historycznym, mając swoich zwolenników i oponentów.

Opisując fenomen narodu można odwołać się do kryterium filozoficzno - ideologicznego, na bazie którego wyodrębnia się trzy główne koncepcje: kolektywistyczne, indywidualistyczne oraz personalistyczne. Paweł Tarasiewicz w oparciu o bogatą literaturę przedmiotu, dokonawszy wnikliwej analizy tego zagadnienia podkreśla, że koncepcje narodu o charakterze kolektywistycznym (kwestionujące ludzką transcendencję i sprowadzające człowieka do wymiaru immanentnej części społecznej całości, określanej mianem „narodowej”) oraz koncepcje narodu o charakterze indywidualistycznym (stojące na gruncie indywidualizmu społecznego i pojmujące naród jako społeczność modelową lub anachroniczną) są w gruncie rzeczy koncepcjami redukcjonistycznymi. Dopiero trzecia koncepcja personalistyczno - wspólnotowa jest realistyczną i integralną koncepcją narodu związaną z realistycznie pojętą osobą ludzką.

W świetle personalistycznej koncepcji narodu, celem tej wspólnoty jest pełna aktualizacja osoby ludzkiej, zaś metodą realizacji tego celu jest kultura narodowa. Do głównych narodotwórczych czynników życia społecznego zalicza się: religię, ziemię (terytorium), tradycję narodową, język, realne relacje międzyludzkie (współdziałanie) oraz państwo.

Ks. prof. S. Kowalczyk mówi o ontologicznej strukturze narodu, w której na podobieństwo do psychofizycznej struktury osoby ludzkie, można wyróżnić jego „ciało” i „duszę”. „Ciałem” narodu są jego obiektywno- przedmiotowe wartości takie jak: ludność, terytorium - ziemia ojczysta, państwo, solidarność społeczna, oraz pokój społeczny i międzynarodowy, duszą zaś narodu są jego subiektywno - podmiotowe wartości: język i literatura, szkolnictwo i nauka, sztuka i muzyka, etos narodowy, historia i tradycja oraz religia).

Według ks. S. Kowalczyka, naród w ujęciu personalistycznym jest „wspólnotą etniczno - kulturową, egzystującą na określonym terytorium, powstałą jako wytwór historii i tradycji, posiadającą świadomość własnej tożsamości, a często także wspólny język i dominującą religię (…), jest rezultatem długotrwałych relacji: etniczno-biologicznych, historyczno-kulturowych, emocjonalno-przeżyciowych, decyzyjnych itp. Bogactwo tych relacji, pozwala mówić o osobowości narodu, jego charakterze, woli czy psychice, ale w sensie tylko metaforycznym”.

Naród w personalistycznej koncepcji jawi się jako społeczność konieczna i adekwatna dla wszechstronnego rozwoju osobowego człowieka. Wraz z wytwarzaną przez siebie kulturą jest dla człowieka kategorią aksjologiczną. Społeczność narodowa jawi się jako przestrzeń rozwoju osoby, gdyż tworzy ona i zabezpiecza płaszczyznę wartości etycznych utrwalonych w etosie, umożliwiając tym samym człowiekowi jego rozwój moralny. Ten zaś będąc wewnętrzną formą rozwoju w każdej płaszczyźnie, organizuje i porządkuje wszelki rozwój osoby ludzkiej.

Św. Jana Pawła II wizja narodu

Wielu komentatorów pontyfikatu Jan Pawła II podkreśla, że tak mocny akcent położony w jego nauczaniu na znaczenie narodu dla osoby ludzkiej jest pewnym novum w myśli Kościoła. Papież poświęcił wiele miejsca roli narodu w życiu i w integralnym wychowaniu osoby w swoim nauczaniu podczas pielgrzymek do Ojczyzny. Podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, Jan Paweł II przypominając prawo narodu do podmiotowości i suwerenności zaprezentował teologię dziejów chrześcijańskiego narodu polskiego w trakcie przemówienie do Konferencji Episkopatu Polski w Częstochowie, dnia 5czerwca 1979 r. Podczas tej teologicznej refleksji o narodzie i jego dziejach, Ojciec św. przypomniał, że istotnym elementem narodu polskiego jest chrześcijański i kościelny wymiar jego życia, bez którego naród byłby niezrozumiały. Kościół bowiem i naród znajdują swoje dopełnienie w żywej i wspólnej historii i tradycji.

W książce Pamięć i tożsamość Jan Paweł II uczy, że „termin naród oznacza tę społeczność, która znajduje swoją ojczyznę w określonym miejscu świata i która wyróżnia się wśród innych własna kulturą (...). Nie można na przykład zastąpić narodu państwem, chociaż naród z natury pragnie zaistnieć jako państwo(...). Stanisław Wyspiański w Wyzwoleniu napisał: «Naród musi istnieć jako państwo» (...) Jednakże naród jest tym gruntem, na którym rodzi się państwo” (s. 74-75).

Papież raz po raz przypomina, że tożsamość narodu kształtuje się przez kulturę, szczególnie przez kulturę moralną i duchową! Mocno podkreśla te prawdę w książce Pamięć i tożsamość, przypominając zarazem, że „polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamkniecie” (s. 92).

W nauczaniu Jana Pawła II naród obok rodziny jest także podstawowym środowiskiem wychowującym i wychowawczym. Ojciec św., w kształtowaniu tożsamości i rozwoju osobowości człowieka poprzez wspólnotę narodową, przypisuje o wiele większą rolę niż czynili to jego poprzednicy. Akcentując związek narodu z rodziną, Papież podkreśla zarazem, że te dwa naturalne środowiska stanowią podstawę kultury i wychowania, co zresztą potwierdza historia. Naród poprzez pielęgnowanie historii, tradycji i kultury jest wielkim podmiotem wychowania.

Jakie są relacje między narodem i państwem?

Pytając się o relacje między narodem a państwem należy stwierdzić w świetle analiz socjologiczno–historycznych jak i ogólnego teoretycznego ujęcia, iż nie ma strukturalnej sprzeczności między funkcjami państwa i narodu lecz przeciwnie, występuje tu wzajemna egzystencjalna zależność, chociaż w praktyce mogą występować konflikty i trudności w realizowaniu funkcji tych społeczności w konkretnej działalności ich instytucji. Mimo odrębności narodu jako wspólnoty ideologiczno-kulturowej od państwa pojmowanego jako społeczność polityczno - administracyjna, między nimi winien zachodzić stosunek komplementarności.

Globalizm jako potencjalne zagrożenie dla narodu

Brytyjski politolog Andrew Heywood zauważa, że sama tendencja do globalizacji i integracji jest ze swej istoty zjawiskiem pozytywnym. Nie przekreśla to jednak faktu, że tendencja ta gdy przybierze postać absolutyzacji owego dążenia, pociąga za sobą niebezpieczeństwo uniformizmu, który oznacza ujednolicenie i ujednostajnienie. To zaś w konsekwencji prowadzić może do niebezpieczeństwa zatracenia, nawet totalnego zniszczenia wszelkiej różnorodności kulturowej, w tym także kultur narodowych, będących niszą integralnego rozwoju osoby ludzkiej. Proces globalizacji może prowadzić wreszcie do homogenizacji kultury, a w ostateczności do depersonalizacji i niszczenia dziedzictwa kulturowego w bogactwie jego narodowych różnorodności. Źle pojęta i realizowana globalizacja może stać się zagrożeniem narodowego dziedzictwa kulturowego (A. Heywood, Ideologie polityczne, Warszawa, 2007).

Zły nacjonalizm czy dobry nacjonalizm?

Wielkim zagrożeniem dla wartości kultury narodowej jest straszenie nacjonalizmem, który rzekomo rodzi się poprzez wierność i trzymanie się narodowej tradycji w dobie współczesnej. Jak wykazuje Gerald Gutek, problem z pojęciem „nacjonalizm” ma swoje źródło w tym, że w odróżnieniu od języka angielskiego, w którym termin ten ma charakter neutralny, w języku polskim ma wyraźne zabarwienie wartościujące i do tego negatywnie. Obok negatywnych skojarzeń z tym terminem, należy mieć na uwadze fakt, że przecież nacjonalizm odegrał istotną rolę w powstawaniu państw narodowych, budząc poczucie przynależności do narodu. Był również siłą napędową procesów państwowotwórczych sprawiając, że ludzie przestawali się identyfikować wyłącznie ze swoją lokalną społecznością i zyskiwali poczucie tożsamości z państwem narodowym (G.L Gutek., Filozoficzne i ideologiczne podstawy edukacji, Gdańsk, 2003).

Włodzimierz Bernacki omawiając wnikliwie fenomen nacjonalizmu jako doktrynę polityczną oraz zjawisko społeczne (postawa, ruch polityczny) w kontekście rozwoju historycznego zauważa, że nie każda doktryna podnosząca rangę narodu w życiu pojedynczej osoby i całej cywilizacji ludzkiej musi być uznana za nacjonalistyczną. Bowiem większość doktryn uznając naród za fakt historyczny, przypisuje mu funkcjonalną rolę wobec osoby ludzkiej, uznając konieczność jego istnienia w aktualizacji osobowego potencjału każdego człowieka (W. Bernacki, Nacjonalizm, w: B. Szlachta (red.), Słownik społeczny, Kraków2004).

Nazywanie więc troski o własny naród złowrogim nacjonalizmem, bez specyfikacji tego pojęcia, jest nadużyciem i jaskrawą manipulacją!

Polska pedagogika narodowa w służbie wartości narodu

Profesor Bogdan Nawroczyński wykazywał w swoich pracach, że polska pedagogika narodowa wraz z postulowanym w niej wychowaniem narodowym była wytworem polskiej wolności narodowej. K. Brodziński w Mowie o narodowości polskiej (1831) oraz A. Mickiewicz w Księgach narodu polskiego (1832 r.) stworzyli charakterystyczne dla romantyzmu polskiego pojęcie narodu rozumianego jako twór duchowy, odznaczający się indywidualnością i mający swoją misję dziejową. Polska pedagogika narodowa ustąpiła na pewien czas miejsca pedagogice pozytywnej, aby z nową siłą obudzić się do życia po 1886 roku. Za czasów rządów endecji (1918-1926) pedagogika narodowa wraz z wychowaniem narodowym była generalnie dominującym kierunkiem wychowawczym w II Rzeczypospolitej.

Pedagogika narodowa w Polsce nie prezentowała jednolitego nurtu wychowawczego. Pierwszym przedstawicielem pedagogiki narodowej był Stanisław Prus-Szczepanowski (1846-1900). Jego różnorodna działalność w Galicji miała dwa kierunki: praca nad podniesieniem ekonomicznym kraju oraz wychowanie zdrowych, silnych i energicznych ludzi do pracy i walki zmierzającej do niepodległości - zapewnienia narodowi należnego mu miejsca wśród wolnych ludów świata. Naród był dla niego ideą wiodącą. Dlatego domagał się, aby Polacy realizowali w sobie własny wzór człowieka i pełnili misję dziejową.

Prus-Szczepanowski był przekonany, że jak Włosi stworzyli za czasów odrodzenia typ „cortegiana”, Anglicy „gentelmana” tak Polacy wytworzą nowy typ człowieka - obywatela, mający zarazem osobisty i społeczny profil. Autor łączył w wychowaniu narodowym ideał „romantyka” z pozytywistycznym ideałem „pracownika”. Bohater i pracownik w jednej osobie, to był wzór Polaka.

Misję narodową Polaków widział omawiany autor w odrodzeniu kultury w Europie. Do pełnienia tej misji naród polski miał przygotować się moralnie poprzez odrodzenie duchowe, zespolenie obowiązków narodowych z obowiązkami religijnymi. Zadanie to miało być spełnione poprzez wychowanie narodowe. Zadania i zasady tego wychowania Szczepanowski zawarł w Aforyzmach o wychowaniu (1898 r.). Można ująć je w cztery punkty: a) należy zerwać z moralnością „trędowatych, nikczemnych lub obojętnych” i scalić się w celu realizacji określonych celów; b) mieć wiarę w zwycięstwo dobra nad złem, podstępem, gwałtem i bezprawiem; c) wychowywać dzielność w dobrej sprawie; d) propagować życiem, przykładem i słowem odrodzenie się Polski i werbować dla tej sprawy innych obywateli.

W refleksji poświęconej wychowaniu narodowemu Polaków, na pierwszy plan wysuwały się kwestie istoty, stanu i kierunków rozwoju charakteru narodowego. Pojęcie narodu rozpatrywano z punktu widzenia psychologii duszy polskiej. Dlatego postulowano dostosowywania koncepcji wychowania do psychiki i potrzeb narodu polskiego.

Wychowanie narodowe było w sposób szczególny postulowane i realizowane przez obóz demokratyczno-narodowy (endecję). Jego wychowawcze credo zawarte zostało w dziele przywódcy tego obozu - Romana Dmowskiego - w Myślach nowoczesnego Polaka (1904). W myśli społeczno-politycznej obozu narodowego istotne znaczenie w koncepcjach wychowania narodowego odgrywały dokumenty programowe, uważające religię i wiarę za fundament tego wychowania. Wiodącym celem pedagogiki narodowej było niewątpliwie stworzenie poprzez wychowanie - państwa narodowego. W myśli społeczno-politycznej endecji, wielką wartość przypisywano etyce katolickiej, rodzinie, kobiecie, a wśród wartości społecznych na przód wysuwano pracę.

Czołowym przedstawicielem i wyrazicielem poglądów narodowo-demokratycznych, był Zygmunt Balicki (1858-1916), socjolog i prawnik z wykształcenia. O wychowaniu narodowym wypowiedział się głównie w dwu swoich pracach: w Egoizmie narodowym wobec etyki (1903 r.) oraz w Zasadach wychowania narodowego (1909 r.). W swoich pracach odrzucał etykę indywidualistyczną, stając na gruncie etyki społecznej. Chodziło mu o to, aby zarówno teoria, jak i praktyka pedagogiczna w Polsce, były przeniknięte duchem narodowej myśli, uczuć i woli, tak aby każdy czuł się członkiem swego narodu, solidaryzował się z nim, żył jego życiem.

Według Z. Balickiego, pierwszym zadaniem wychowania narodowego było wprowadzanie młodzieży w tradycję narodową: w dzieje, w duchową odrębność języka, literatury ojczystej, oraz poznanie i umiłowanie ziemi i ludności ojczystej. Zżycie się z tymi elementami tradycji narodowej miało dać młodemu pokoleniu „podstawy pozytywnego patriotyzmu”. Drugą i najważniejszą częścią wychowania narodowego miało być wychowanie obywatelskie, dążące do uformowania typu żołnierza - obywatela, który najskuteczniej poprowadzi walkę o prawa uciśnionego, pozbawionego niepodległości narodu. Wychowanie miało rozwinąć u młodzieży następujące cnoty: zdolność do współdziałania i karność, solidarność i koleżeństwo. Chodziło więc o wychowywanie charakterów w oparciu o religię, wartości moralne oraz wychowanie fizyczne. Wychowanie charakteru młodego pokolenia było zawsze przed kształceniem intelektu. Całe wychowanie młodzieży miało być przepojone duchem aktywizmu i przedsiębiorczości.

Innym ważnym teoretykiem pedagogiki narodowej, który włożył najwięcej pracy w sformułowanie, uzasadnienie i usystematyzowanie podstawowych pojęć tego kierunku był Lucjan Zarzecki (1873-1925). Całość jego przemyśleń dotyczących omawianego zagadnienia została zebrana zaraz po jego śmierci w formie zbioru rozpraw pod tytułem: Wychowanie narodowe, studia i szkice (1926). Według L. Zarzecki naród jest unitas multiplexi, przez co traktował go jako osobowość mającą strukturę duchową i swoje posłannictwo wyrażające się w tworzeniu dóbr kulturalnych, przyczyniając się w ten sposób do postępu cywilizacji. Jego teoria wychowania narodowego była przeniknięta szeroko pojętą ideą moralną. Wychowanie narodowe według Zarzeckiego nie miało być tylko procesem zapewniającym ciągłość życia narodowego przez przekazywanie dorobku dawniejszych pokoleń, ale także „tworzeniem narodu” oraz „potęgowaniem i budzeniem geniusza narodu”. Głównym i wiodącym celem wychowania narodowego było ukształtowanie „robotnika - obywatela”, będącego twórcą kultury narodowej.

By zrealizować ten ideał, Zarzecki postulował aby zbliżyć szkołę do życia i aby w niej dzieci i młodzież uczyli się pracowitości, dokładności, punktualności, sądu o rzeczach, orientacji w zjawiskach otaczającego ich życia i w przejawach kultury, poczucia obywatelskiego, odpowiedzialności za swoje czyny oraz poczucia honoru. System wychowania szkolnego miał budzić i umacniać solidarność i jedność narodową.

Cechą charakterystyczną polskiej pedagogiki narodowej było przekonanie, że naród jest tworem należącym do dziedziny życia duchowego. Dlatego główne zadanie wychowania narodowego było spostrzegane w podtrzymywaniu i wzmacnianiu więzi duchowej łączącej Polaków w jeden naród!

Bogdan Nawroczyński myśląc nad istotą wychowania narodowego pisał: „uszlachetnić wiążące człowieka z człowiekiem więzy towarzyskie; wychować dla państwa pełnych inicjatyw i poświęcenia obywateli; utrzymać, wzmocnić i rozwinąć wspólnotę narodową, spotęgować geniusz narodu, przygotować jego wolę do wytrwałej pracy i bohaterskiej walki o wolność” - oto zadania, nad którymi szczególnie samodzielnie pracowała polska myśl pedagogiczna” (Polska myśl pedagogiczna. Jej główne linie rozwojowe, stan współczesny i cechy charakterystyczne, Lwów-Warszawa,1938.).

Potrzeba odkrycia na nowo wartości narodu i wychowania narodowego

Zaprezentowana powyższa analiza pokazała, że naród i związane z nim wartości muszą być wciąż na nowo odkrywane i urzeczywistniane w integralnym wychowaniu młodych pokoleń. Naród jest ważną i niezastąpioną wspólnotą w życiu i pełnym rozwoju każdego człowieka. Naród jest podstawą istnienia państwa. Naród jest wspólnotą przechowującą tradycję, historię i język.

Fundamentalną postawą wobec własnego narodu, a tym samym podstawowym obowiązkiem osoby wobec tej wspólnoty jest patriotyzm rozumiany jako solidarność z narodową wspólnotą oraz solidarność z narodową kulturą. Zasadniczą treść moralnych obowiązków osoby ludzkiej względem narodu wypełniają tzw. małe obowiązki codziennego życia, takie m. in. jak: współudział w pielęgnowaniu dóbr mieszczących się w obrębie kultury narodowej. Chodzi o wierność narodowej kulturze, tzn.: językowi, literaturze, historii, tradycji, oraz aktywne jej zabezpieczanie, pielęgnowanie i rozwijanie.

Dziś wychowanie narodowe powinno być częścią wychowania patriotycznego, a nawet wychowania obywatelskiego. Związki wychowania narodowego z wychowaniem obywatelskim były zresztą widoczne już od początku tworzenia się pedagogiki narodowej. Niewątpliwie trzeba na nowo odkrywać wartość narodu i wychowania narodowego dla integralnego wychowania człowieka. Troska o własny naród, jego pomyślność i dobro to patriotyzm, a więc cnota i obowiązek. Uwielbianie swego narodu z równoczesną pogardą dla innych narodów, to złowrogi nacjonalizm. Troska więc o własny naród, to cnota i autentyczna postawa, a nie wada.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stowarzyszenie Wiosna odniosło się do zarzutów

2018-09-20 14:38

dg / Kraków (KAI)

Stanowczo oświadczamy, że nie akceptujemy w WIOŚNIE w relacjach z pracownikami praktyk, które zostały przedstawione w artykule. Trudno jest nam uwierzyć, że w istocie miały one miejsce, dlatego każdą z nich weryfikujemy – napisał Zarząd Stowarzyszenia Wiosna w oświadczeniu odnoszącym się do reportażu Janusza Schwertnera na portalu onet.pl. Publikujemy pełny tekst oświadczenia.

Leszek Ogrodnik

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele WIOSNY,

w związku z publikacją traktującą o pewnych aspektach funkcjonowania naszego Stowarzyszenia, która dzisiaj pojawiła się w portalu Onet.pl, czujemy się w obowiązku odnieść się do tez zawartych w owym artykule i wyjaśnić poruszane w nim kwestie.

Jest nam bardzo przykro, że dla osób wypowiadających się w tekście, praca w WIOŚNIE była trudnym doświadczeniem. Przykro nam również, że artykuł przedstawia wyłącznie opinie osób, które pracę w WIOŚNIE zapamiętały w ten sposób. Wśród opisanych sytuacji były takie, które nie miały miejsca lub ich przebieg był inny niż zostało to przedstawione. Informowaliśmy o tym autora tekstu, niestety nie zdecydował się na przedstawienie naszej perspektywy. Z autorem chcieli również porozmawiać byli i obecni współpracownicy ks. Jacka Stryczka, których opinia na temat pracy z nim jest diametralnie inna. Niestety również ich głos nie został uwzględniony w materiale, przez co nie jest to tekst, który przedstawia pełny i prawdziwy obraz pracy w WIOŚNIE.

Nie chcemy pozostawiać Was z poczuciem, że WIOSNA ma coś do ukrycia. Nasza odpowiedź nie jest również obroną. Jesteśmy głęboko przekonani, a nawet więcej – z własnego doświadczenia po prostu to wiemy – że funkcjonowanie organizacji pozarządowej, która każdego dnia nie tylko stara się jak najlepiej realizować swoje cele społeczne i nieść mądrą pomoc, ale również – zupełnie dosłownie – walczy o finansowe przetrwanie, bywa bardziej skomplikowana i trudniejsza do zrozumienia z zewnątrz niż się to na pozór wydaje.

I stąd potrzeba tego wyjaśnienia.

WIOSNA istnieje od 2001 roku. Jako jedyna organizacja pozarządowa w Polsce o tak dużej skali działania zaczynaliśmy od zera – bez wsparcia z zewnątrz. Budowaliśmy WIOSNĘ siłą naszych pomysłów, zaangażowaniem, energią i pasją. Rozwijaliśmy się, zmienialiśmy się i się uczyliśmy. Z niewielkiej, działającej lokalnie grupy idealistów przeistoczyliśmy się w organizację o strukturze, która pozwala co roku zarządzać kilkunastoma tysiącami wolontariuszy, nieść pomoc kilkudziesięciu tysiącom rodzin i dzieci, inspirować do działania setki tysięcy darczyńców.

Ta zmiana nie dokonała się sama.

Nasz rozwój stał się możliwy dzięki pracy i zaangażowaniu setek ludzi, którzy uznali i przekonali się, że ideały WIOSNY są zbieżne z ich wartościami. Jak każda ważna zmiana, również i ta nie zawsze dokonywała się bez trudności.

W obliczu szczególnie dużego wyzwania stanęliśmy kilka lat temu. Specjaliści nazywają taką sytuację kryzysem wzrostu. WIOSNA stała się zbyt duża i odpowiedzialna za zbyt wiele projektów, by nadal dało się nią zarządzać w sposób, który sprawdzał się, gdy była gronem pasjonatów „grzejących na ideałach”. Okazało się, że część osób, które z konieczności wzięły na siebie ciężar zarządzania, nie do końca były w stanie poradzić sobie w zmieniających się warunkach funkcjonowania Stowarzyszenia. Sam entuzjazm i pasja, przy rosnącej z roku na rok skali działania i stopniu skomplikowania projektów, przestały wystarczać. Równocześnie, reagując na coraz większe potrzeby, zatrudnialiśmy w tym czasie wiele osób, dla których – w ogromnej części – praca w WIOŚNIE była pierwszym kontaktem z rynkową rzeczywistością.

Wiele z tych osób jest z nami do dziś. To wspaniali – wciąż – młodzi ludzie, którzy dzięki WIOŚNIE rozwinęli się i wiele nauczyli. I którzy równie dużo dali jej w zamian. Wśród tych osób były jednak i takie, dla których skala wyzwań i model pracy w WIOŚNIE okazały się zaskoczeniem. Przychodzili do nas z wyobrażeniem, że praca w organizacji pozarządowej, to zajęcie, w którym wystarczy pasja, a wymagania odbiegają od realiów znanych ze świata biznesu. A w WIOŚNIE – przyznajemy to – jest inaczej. Działamy jak każda firma walcząca o wskaźniki, a przy tym co roku walczymy o przetrwanie. Co roku robimy też wszystko, by pomóc jak największej liczbie osób.

Jasne, pewnie czasem chcielibyśmy, żeby było łatwiej. Niestety, w rzeczywistości, w jakiej funkcjonują w Polsce organizacje pozarządowe, to wciąż marzenie, którego realizację trzeba odłożyć na daleką przyszłość.

Nie ukrywamy tego, że mogło dochodzić w WIOŚNIE do sytuacji emocjonalnie trudnych, stresujących i powodujących u pracowników dyskomfort. Każdego, kto tego doświadczył, przepraszamy. Jednocześnie stanowczo oświadczamy, że nie akceptujemy w WIOŚNIE w relacjach z pracownikami praktyk, które zostały przedstawione w artykule. Trudno jest nam uwierzyć, że w istocie miały one miejsce, dlatego każdą z nich weryfikujemy.

Stale pracujemy nad tym, by WIOSNA była coraz lepszym miejscem do pracy. Regularnie pytamy naszych pracowników o to, jak się im pracuje, czego potrzebują i co powinniśmy zmienić, by pracowało im się lepiej.

W 2017 roku dzięki zaangażowaniu ponad 12 tys. Wolontariuszy przekazaliśmy wsparcie ponad 20 tys. potrzebujących rodzin w całej Polsce, a wartość materialna mądrej pomocy przygotowanej przez Darczyńców SZLACHETNEJ PACZKI sięgnęła 54 mln zł. Wierzymy, że tegoroczne edycje SZLACHETNEJ PACZKI i AKADEMII PRZYSZŁOŚCI przyniosą co najmniej tyle samo radości i pomogą zmienić na lepsze historie życia tysięcy Polaków.

Mamy nadzieję, że publikacja artykułu nie zagrozi kontynuacji naszych programów społecznych. SZLACHETNA PACZKA i AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI są w dobrych rękach oddanych i profesjonalnych pracowników.

Wszystkim, którzy są z nami, Wolontariuszom, Darczyńcom, Pracownikom i Przyjaciołom WIOSNY – serdecznie dziękujemy.

Zarząd Stowarzyszenia WIOSNA

Kraków, 20 września 2018 roku

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Stygmaty o. Pio

2018-09-20 20:05

Salve TV

Czym są stygmaty? Czy stygmaty o. Pio były autentyczne? Czym jest czyściec? W jaki sposób o. Pio pomagał duszom czyśćcowym? 20 września mija 100 lat od czasu ukazania się stygmatów o. Pio

Salve TV
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem