Reklama

Szkoła Wyższa Zarządzania i Ekonomii

Nie możemy pozwolić na „sędziokrację”

2017-07-22 08:16

Mateusz Wyrwich

Paweł Bugira

Z posłanką PiS Krystyną Pawłowicz – profesor prawa, członkiem Krajowej Rady Sądownictwa – rozmawia Mateusz Wyrwich

MATEUSZ WYRWICH: – W 1990 r. pierwszy prezes Sądu Najwyższego sędzia Adam Strzembosz mówił z przekonaniem, że sędziowie oczyszczą się z brudów komunizmu. Słowem – zreformują się. Tak się jednak nie stało. Dziś natomiast tenże prawnik uważa, że obecna reforma PiS jest cofaniem wymiaru sprawiedliwości do czasu sprzed 1989 r.

PROF. KRYSTYNA PAWŁOWICZ:– Pan sędzia Strzembosz jest osobą bardzo zasłużoną dla wymiaru sprawiedliwości. W swojej naiwności i ówczesnej dobroci serca z dużym zaufaniem patrzył na sędziów, ale to jego zaufanie nie było poparte żadnymi argumentami. I czas potwierdził nasze obawy. Okazało się, że silne nawyki PRL-owskich sędziów, ich arogancja i poczucie wielkiej pychy oraz lekceważenie obywateli są umocowane bardzo silną konotacją polityczną z czasów PZPR. Ta „kasta” przeniosła się do nowych warunków.

– Pani Profesor jako teoretyk prawa, poseł, członek Krajowej Rady Sądownictwa, praktyk z aplikacją sędziowską wie, co najbardziej temu systemowi dolega. Korupcja, powolność w orzecznictwie, rażąca niesprawiedliwość wyroków, bezkarność złodziei z immunitetami czy pijanych sędziów za kółkiem...?

Reklama

– To są bardzo poważne zarzuty. Ogromną skazą jest przewlekłość prowadzonych spraw. Nie można bowiem czekać kilka czy kilkanaście lat na rozstrzygnięcie prostej sprawy, jak choćby podziału spadku. Ale są sprawy w sądzie, które z kolei były bardzo szybko załatwiane. Dowiadujemy się o tym teraz, przy okazji afery reprywatyzacyjnej. Niektóre z tych spraw załatwiano w kilka dni. Czasem nawet w ciągu kilku godzin sędziowie potrafili ustalić, komu oddać nieruchomości, a komu nie. Dopiero jednak po wygranych przez nas wyborach wymiar sprawiedliwości pokazał swoje skrajnie stronnicze, polityczne oblicze, bardzo aktywnie włączając się w politykę. Zwłaszcza w sprawie stosowania przez Prezydenta RP aktu łaski czy w sprawie reprywatyzacji. Przykłady można mnożyć, choćby kolejne zwoływanie sędziowskich zjazdów, w tym nadzwyczajnego zjazdu prawników polskich w Katowicach. Przyjęte tam uchwały wprost nawołują przeciwko nowym, demokratycznie wybranym władzom. Wszystkie te działania pokazują, że zmiany są konieczne. Ale żeby tych zmian dokonać, musimy zreorganizować również sposób funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, który został zawłaszczony przez sędziów. A przypomnę, że konstytucja daje niezawisłość tylko przy sprawowaniu urzędu, czyli przy orzekaniu.

– Wspominała Pani Profesor o upolitycznieniu wymiaru sprawiedliwości. Zacznijmy od Krajowej Rady Sądownictwa. To przecież powinna być instytucja, która nie może zajmować się polityką, a zajmuje się nią w sposób niesłychanie ostentacyjny...

– Dlatego że Krajowa Rada Sądownictwa jest tworem, który został sztucznie narzucony, jeszcze na początku lat 90. ubiegłego wieku, przez wpływowych przedstawicieli PRL. Pamiętajmy, że 1989 r. był jednak jakimś kompromisem między PRL a III RP. Komuniści czy postkomuniści zostawili sobie pewne instytucje, takie jak właśnie KRS, KRRiTV czy Trybunał Konstytucyjny, o bardzo długiej kadencji. Chodziło o to, aby mimo ewentualnych wygranych opozycji, rzeczywistej opozycji antykomunistycznej, na kluczowych stanowiskach pozostały osoby, które byłyby w stanie unieważniać wybory, unieważniać ustawy, uchylać je. Krajowa Rada Sądownictwa była niegroźna w czasie, kiedy rządziły PO-PSL czy SLD, bo oni właściwie mają wspólną ideologię: lewicowo-liberalną. Kiedy natomiast Polacy wybrali zupełnie inną opcję, narodową, podkreślającą chrześcijański charakter państwa polskiego, wówczas te osoby umiejscowione w wymiarze sprawiedliwości, w KRS i Trybunale Konstytucyjnym, pokazały, że będą z nami walczyć i... płynnie przeszły w działalność opozycyjną wobec rządu. Krajowa Rada Sądownictwa sama sobie przy tym nakreśliła niedemokratyczne reguły kadencji, przyznając każdemu ze swoich przedstawicieli, sprzecznie z konstytucją, indywidualny czas kadencji, choć przynależy to tylko sędziom Trybunału Konstytucyjnego.

– Bardzo upolitycznił się też Sąd Najwyższy. Jego pierwsza prezes – sędzia Małgorzata Gersdorf wygłasza apele polityczne, co jest niezgodne z konstytucją, na którą sama się powołuje...

– Oni wszyscy – mam tu na myśli zarówno Sąd Najwyższy, jak i Krajową Radę Sądownictwa – łamią w tej chwili prawo. Podobnie jak byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego – Jerzy Stępień, Andrzej Rzepliński, Marek Safjan czy Andrzej Zoll, którzy występują na antypaństwowych kongresach czy politycznych manifestacjach. Jak dalece Sąd Najwyższy jest upolityczniony, pokazały zjazdy prawników. Bardzo aktywną rolę odgrywa w tym pani prezes Gersdorf. Oni bronią poprzedniego systemu, bo był dla nich bardzo wygodny. I dlatego podejmują działalność polityczną. Właściwie można powiedzieć, że ta elita sędziowska wykreowała „partię sędziowską”. Sędziowie, którzy wykładają na uczelniach, również edukują antyrządowo swych studentów. Podjudzają kolegów, by podejmowali antyrządowe uchwały. I ci na ogół to robią, także w sądach. Można powiedzieć, że jest to lobby prawnicze bo włączyli się do tego nie tylko sędziowie, ale również adwokaci, jak choćby prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Jacek Trela, który – moim zdaniem – bardzo niszczy autorytet adwokatury. Znam adwokatów, którzy mówią, że ci ludzie władz adwokackich są chyba w jakichś dziwnych układach. Możemy się tylko domyślać, co to za układy sędziowsko-adwokackie. Widać to zwłaszcza wtedy, kiedy spojrzymy, jak wyglądała reprywatyzacja w niektórych miastach Polski, gdzie ujawniono nieuczciwe powiązania sędziów, notariuszy i adwokatów.

– Tymczasem środowiska sędziowskie twierdzą, że wprowadzana reforma sądownictwa to zamach na niezawisłość sędziowską. Proszę przypomnieć, co w praktyce oznacza owa niezawisłość?

– Dwie sprawy najczęściej się tu myli. Niezależność sądów jako instytucji i niezawisłość sędziów jako osób. Niezależność dotyczy organizacji wymiaru sprawiedliwości, natomiast niezawisłość to wewnętrzna suwerenność sędziego, wolność orzekania sędziego. Czyli niezależność dotyczy struktur organizacyjnych, a niezawisłość dotyczy konkretnego sędziego, któremu trzeba zapewnić warunki do niewywierania na niego presji, do suwerennego wyrokowania w oparciu o konstytucję, ustawy i własne sumienie. Kiedy więc mówimy o zmianach w Krajowej Radzie Sądownictwa, nie naruszamy niezawisłości sędziowskiej, KRS bowiem nie wyrokuje – nie jest sądem. Nie naruszamy niezawisłości sędziego i niezależności przez np. odebranie prawa do decydowania, kto jaką sprawę ma prowadzić, bo do przewodniczącego wydziału w sądzie nie należy wskazywanie, kto ma prowadzić sprawę. Reforma KRS nie dotyczy problemów sądów ani niezawisłości sędziów. A członkowie KRS, minister czy posłowie nie wykonują funkcji sędziowskich. Nie wydają wyroków, lecz typują kandydatów na sędziów do nominacji przez Prezydenta RP. Wykroczeniem poza konstytucyjne kompetencje sędziów, czyli poza orzekanie, jest pozostawienie na stałe w rękach prezesów sądów i przewodniczących wydziałów licznych funkcji administracyjnych, które należą do władzy wykonawczej, czyli ministra sprawiedliwości. Są to np. procedura przydzielania sędziom spraw, wybór prezesów sądów, sprawy zarządzania majątkiem sądów. Wprowadzamy też system komputerowy przydzielania spraw. Z kolei to, że prezesa wskaże minister sprawiedliwości, w niczym nie narusza niezależności sądów. Nie może być przecież tak, że ludzie są tak sterroryzowani przez niektóre sądy, iż nie śmią napisać jakiejkolwiek skargi na działalność sędziego. Boją się, że ten z zemsty ich sprawę będzie rozpatrywał przez wiele lat. Adwokaci też czasem nie piszą skarg na działalność sądów, bo się boją, że może to zaszkodzić ich klientom. Niestety, przykłady zastraszania i terroryzowania przez sędziów są liczne. Podkreślam jednak: nie można negatywnych zjawisk uogólniać. Większość sędziów jest uczciwych, jednak opinia o nich jest rozpowszechniana na przykładzie tych, którzy są medialni, ale łamią etykę sędziowską, łamią konstytucję. Bawią się w politykę z powodu własnego zarozumialstwa czy pychy lub „zwyczajnego” antydemokratycznego nastawienia. Widać, że środowisko sędziowskie cały czas było przekonane, iż wszyscy muszą ich słuchać, stąd ich lekceważące zachowanie. A jest to cecha europejskiego lewactwa, które przez utworzoną przez siebie Komisję Wenecką próbuje doprowadzić do „sędziokracji”. I to pierwsza pani prezes Sądu Najwyższego przyznała, mówiąc, że suwerenem jest konstytucja. Wygłosiła brednie, bo artykuł 4. konstytucji mówi, że władzę zwierzchnią w RP sprawuje naród – przez swoich przedstawicieli, parlament lub bezpośrednio.


Wywiad można przeczytać w "Niedzieli" nr 31 na 30 lipca 2017 r.

Tagi:
wywiad

Domowy Kościół drogą do Pana Boga

2018-02-14 11:10

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 7/2018, str. VI

Ks. Adam Stachowicz
Wiesława i Mirosław Bąkowie

Ks. Adam Stachowicz: – Na co dzień posługujecie w Ruchu Światło-Życie, a konkretnie w jego rodzinnej gałęzi. Macie od 36 lat doświadczenie wspólnego życia małżeńskiego, ale też ciągłej formacji osobistej i małżeńsko-rodzinnej. Jednocześnie działacie, pomagając szczególnie młodym małżonkom i rodzicom oraz przygotowującym się do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Możecie więc dużo powiedzieć o rodzinie…

Wiesława i Mirosław Bąkowie: – Tak to prawda. Chociaż ciągle jesteśmy w drodze. Ciągle się uczymy poznawania woli Boga względem nas oraz poznajemy siebie nawzajem. Bardzo ważne jest jednak dla nas doświadczenie prawdy, że fundamentem rodziny jest małżeństwo. Tu się wszystko zaczyna, w tej maleńkiej „wspólnocie miłości i życia”.
Z perspektywy czasu wiemy, jak bardzo musieliśmy się napracować, czasem walczyć, aby nie zniszczyć w naszej relacji daru sakramentu małżeństwa. Ogromną pomocą była i jest dla nas formacja Domowego Kościoła. Poprzez codzienną modlitwę małżeńską, rozważanie słowa Bożego, dialog małżeński czy rekolekcje nieustannie odkrywamy piękno życia małżeńskiego.
Dzisiaj możemy powiedzieć z radością, że łączy nas miłość do Boga oraz względem siebie. Przeżywamy naszą relację jako wyjątkową i szczęśliwą. Nie możemy nie mówić o tym szczególnym prezencie otrzymanym od Pana Boga, dlatego pragniemy pomagać innym małżeństwom w zbliżeniu się do Boga, a przez to w budowaniu jedności małżeńskiej. Bo to właśnie na niej buduje się szczęśliwą rodzinę.
W Piśmie świętym Bóg mówi: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem” (Ef 5,31) oraz „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Owoc miłości małżeńskiej we współpracy z łaską Boga Stworzyciela sprawia, że staje się rodzina. Miłość małżonków, mamy i taty, buduje szczęście domu rodzinnego. Pamiętamy pewne zajęcia socjoterapeutyczne z dziećmi. Na zadane pytanie: „Kiedy są najbardziej szczęśliwe?”, m.in. padła odpowiedź: „Kiedy mama i tata się całują, kiedy są blisko siebie. Wtedy wiem, że nic mi się złego nie może stać”. Jesteśmy przekonani, że tę prawdę o ważności relacji w małżeństwie trzeba przekazywać szczególnie młodym małżonkom oraz przygotowującym się do małżeństwa.

– Czyli determinacja do dzielenia się doświadczeniem wspólnej relacji w małżeństwie oraz bliskością Boga pochodzi z waszej z Nim osobistej relacji?


– Tak. Po pierwsze – jak powiedzieliśmy – spłata długu Bogu, który nas hojnie obdarował swoją miłością. Po drugie – wiemy, jak bardzo każdy człowiek pragnie szczęścia, jak każde małżeństwo pragnie szczęścia. Wiemy też, jak na pytanie o drogę do szczęścia świat, a w nim krzykliwe zło, podsuwa odpowiedzi nieprawdziwe i zwodnicze. Dlatego pragniemy mówić o tym, jakim szczęściem jest pięknie przeżyte małżeństwo i rodzina. Od 36 lat patrzymy i czujemy całym sercem, jak zmieniają się małżonkowie, którzy włączają się do wspólnoty Domowego Kościoła. Przychodzą ci, którzy mają się dobrze, aby wzmocnić relacje, posłuchać doświadczeń innych małżonków. Przychodzą do wspólnoty też ci, którzy cierpią, którzy ocierają się o salę sądową z rozpoczętym procesem rozwodowym. I widać, jak łaska wspólnej modlitwy wielu małżeństw, jak świadectwo tych, którzy mają wiele do powiedzenia o budowaniu jedności małżeńskiej kruszy w nich mury niechęci, jak zaczynają budować od nowa.
Mamy też od roku doświadczenie Dekanalnych Dni Skupienia dla małżonków, których inicjatorem jest ks. Tomasz Cuber, diecezjalny duszpasterz rodzin. Na taką małżeńską randkę przychodzą małżonkowie z różnym stażem małżeńskim. Tu małżonkowie mają czas dla siebie poprzez wspólną wymianę doświadczeń przy herbatce, tu jest czas na posłuchanie dobrych rad na szczęśliwe małżeństwo i czas na modlitwę z indywidualnym błogosławieństwem małżonków.

– Można więc śmiało powiedzieć, że wasze doświadczenie poparte jest częstą praktyką pracy z małżeństwami? Jak np. takie Dni Skupienia, jak to nazywacie: „randki małżeńskie”, przekładają się na wzajemne relacje biorących w nich udział?

– Słyszymy po takich spotkaniach wiele wspaniałych świadectw. Przywołam chociażby takie: „Jesteśmy 40 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, ale taka randka przydarzyła nam się pierwszy raz. Wróciliśmy do domu bardzo umocnieni. Nasza relacja nabrała delikatnej, a jednocześnie takiej radosnej świeżości. Długo jeszcze wieczorem rozmawialiśmy o tym, co za nami i o tym, co przed nami. Nasze dialogowanie zakończyliśmy modlitwą za męża i za żonę. Postanowiliśmy takie modlitwy zdobyć dla naszych dzieci trwających z związkach małżeńskich” (Danusia i Krzysiek); „Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy być na takim spotkaniu. Budowało nas dosłownie wszystko. Każde słowo było na wagę złota. Świadectwa małżonków wzmocniły nas. Nasze zatroskanie o to, że w tak wielu sprawach sobie nie radzimy postanowiliśmy oddać Jezusowi. Już jesteśmy mocniejsi o te konkretne recepty na szczęśliwe życie małżeńskie. Nosiłam w sobie ranę po stracie dziecka, a teraz jestem przekonana, że Bóg tak chciał i – co więcej – ono jest szczęśliwe na wieki” (Kasia i Piotrek).

– Czemu w ostatnich latach tak dużo słyszymy o rodzinie? Państwo jako instytucja chce pomagać, szczególnie finansowo. Samorządy pokazują, że sprawa rodzin nie jest im obojętna. W Kościele od dawna intensywnie pokazuje się rodzinę jako podstawową wartość, wskazując nauczanie św. Jana Pawła II, który przekonywał: „rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i całego narodu”…


– W adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” św. Jan Paweł II pokazywał m.in. to, że rodzina jest drogą Kościoła i drogą narodu. Trwa więc walka o najwyższą stawkę. To jest być, albo nie być. Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, tworząc Jasnogórskie Śluby Narodu, mówił niejednokrotnie, by nie pozwolono, aby zniszczono rodzinę, bo zginie naród.
Bogu dzięki i Maryi Królowej Polski za to, że w obliczu diabelskiego ataku na małżeństwo i rodzinę poprzez lansowaną deprawację, mocno przenikającą z Zachodu, budzimy się do walki o tę Bożą instytucję. To dobrze, że na wszelkie sposoby stawiamy zaporę złu, aby obronić małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, aby ochronić każde życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci. Bardzo mocno jesteśmy przekonani, że potrzeba integralnego działania na rzecz małżeństwa i rodziny.
Tu wspomnijmy słowa św. Teresy z Kalkuty, która do zebranych przedstawicieli instytucji państwowych i kościelnych mówiła: „Wy, kapłani, możecie czynić to, czego nie mogą uczynić władze państwowe. Urzędnicy, wy możecie uczynić to, czego nie uczynią kapłani. Razem możemy ratować rodzinę i świat. Nie czekajmy na jutro. Bierzmy się do pracy dzisiaj”. Okazją ku temu jest rozpoczynający się Powiatowy Rok Rodziny pod mocnym hasłem: „Rodzina. Nasza troska, nasz skarb”.

– Jesteśmy po inauguracji Roku Rodziny w powiecie ostrowieckim. Wy tu żyjecie. Czym dla was jest ten czas?

– Ta inicjatywa jest dla nas bardzo ważna. Z nadzieją patrzymy na ten rok. Wszyscy wiemy, jak bardzo rodzina potrzebuje dzisiaj wsparcia. Wsparcia potrzebują małżonkowie, rodzice, dzieci i młodzież. Myślimy i tego pragniemy, aby troska o rodzinę była wpisana w permanentne działanie kościoła i wszelkich instytucji państwowych. Padło wiele słów pięknych i zobowiązujących, a jednocześnie pełnych nadziei. Zabrakło czasu i możliwości posłuchania małżonków i rodziców, jakie mamy oczekiwania wobec takiej inicjatywy. Pozwoliliśmy sobie poprosić Pana Starostę o rozmowę wiążącą w tej kwestii. Propozycję przyjął.

– O czym chcielibyście rozmawiać z przedstawicielami lokalnych władz? – W posynodalnej adhortacji apostolskiej Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, gdzie czytamy: „Dobro rodziny ma kluczowe znaczenie dla świata i Kościoła. Świadectwo temu dają małżeństwa, które przetrwały próbę czasu i są świadkami Bożej miłości. Otwiera to drzwi pozytywnego, gościnnego duszpasterstwa, które umożliwia rozprzestrzenianie się dobra według zamysłu Bożego”.

Mamy takie doświadczenie próby czasu i o tym pragniemy rozmawiać. Będziemy mówić o tym, że mamy, że znamy receptę na szczęśliwe życie małżeńskie i rodzinne. Na szczęśliwy dom zbudowany na skale, której nic i nikt nie pokona. Ufamy bowiem, że o to chodzi w tym Powiatowym Roku Rodziny. Pragniemy rozmawiać o tym, że zanim zaczniemy wychowywać dzieci, to pierwej trzeba wychowywać rodziców, myśląc o tym, że wychowywać to znaczy wydobywać dobro i na tych zasobach budować codzienność rodzinną. Tworzą się w nas oczekiwania.

– Jakie to oczekiwania? Co praktycznego mógłby wnieść taki „czas dla rodzin”?


– Wszystkie przedstawione propozycje są bardzo słuszne. Bogu dzięki, że będzie takie duże wsparcie dla rodzin dotkniętych różnymi dysfunkcjami. My myślimy o profilaktyce, która jest jak zawsze bardzo korzystna. W zamyśle mamy m.in. zorganizowanie takiego miejsca w mieście, gdzie małżonkowie będą mogli się spotkać na sesjach, kursach, aby zaczerpnąć wiedzy i wymienić doświadczenia nt.: „Jak pogłębiać więź małżeńską i rodzinną”. Miejsca na taką małżeńską randkę pod okiem profesjonalnie przygotowanych specjalistów.
Dobre byłoby wspólne organizowanie pikników rodzinnych z promocją pięknego życia małżeńskiego i rodzinnego poprzez prezentowanie talentów rodzinnych. Bardzo zależy nam na tym, aby był to również czas promowania zdrowej rodziny zbudowanej na „trwałym fundamencie Bożej miłości”.
Słowa pouczają, czyny pociągają. Jesteśmy przekonani, że Jezus, który połączył nas sakramentalnym węzłem małżeńskim, chce, abyśmy wszyscy stali się znakiem i narzędziem Jego miłości przez konkretne inicjatywy i czyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Wkrótce duże zmiany w Kurii Rzymskiej

2018-02-23 15:00

kg (KAI/Télam) / Watykan

W poniedziałek 26 lutego Franciszek „zamierza dać jasny znak” zmian w Kurii Rzymskiej i 19 marca – w piątą rocznicę rozpoczęcia swego pontyfikatu – mianuje nuncjuszami trzech dotychczasowych wyższych urzędników Kurii Rzymskiej. Taki pogląd wyraziła 23 lutego argentyńska agencja „Télam”. Zaznaczyła, że w ten sposób papież rozpocznie nowy etap głębokich reform strukturalnych w Watykanie. Jednocześnie obradować tam będzie Rada Kardynałów, która wspiera Ojca Świętego w tych działaniach.

uroburos/pixabay.com

Według źródeł argentyńskich papież ogłosi w poniedziałek dekrety powołujące trzech nowych nuncjuszy apostolskich: dotychczasowego podsekretarza ds. stosunków z państwami w Sekretariacie Stanu prał. Antoine’a Camilleriego, szefa protokołu w tymże Sekretariacie prał. José Avelino Bettencourta oraz byłego osobistego współpracownika zarówno Benedykta XVI, jak i obecnego papieża, a dziś sekretarza generalnego Sekretariatu Spraw Gospodarczych prał. Alfreda Xuereba. Pierwszy i trzeci pochodzą z Malty, drugi jest Portugalczykiem. Z chwilą ich mianowania papież wyniesie ich jednocześnie do godności arcybiskupów tytularnych.

Nowi dyplomaci papiescy mają objąć następujące placówki: prał. A. Camilleri (ur. 20 VIII 1965) zostanie nuncjuszem w Singapurze i delegatem apostolskim w Malezji, prał. A. Xuereb (14 X 1958) – w Korei Południowej i Mongolii oraz prał. J. Bettencourt (22 V 1962) – w Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie.

Dotychczas nieobsadzonych było 10 nuncjatur, przy czym szefowie niektórych z nich są akredytowani jednocześnie w kilku krajach, np. nuncjusz w Tbilisi „obsługuje” Gruzję, Armenię i Azerbejdżan (do 25 kwietnia 2017 stanowisko to pełnił abp Marek Solczyński, obecnie w Tanzanii), a dyplomata papieski w stolicy Trynidadu i Tobago – Port od Spain jest akredytowany łącznie w 13 krajach rejonu Karaibów i Antyli.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katecheci wychowawcami w szkole? - pomysł MEN

2018-02-24 12:57

lk / Warszawa (KAI)

Katecheci mogliby być powoływani na wychowawców klas - tak przewiduje projekt nowelizacji rozporządzenia MEN ws. warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach. Resort przesłał projekt do konsultacji Kościołom i związkom wyznaniowym.

Piotr Jaskólski
Każdy kleryk IV roku obowiązkowo odbywa praktyki w szkole podstawowej i gimnazjum

W dotychczasowym stanie prawnym powoływanie katechetów na wychowawców klas nie było to możliwe. Przepis uniemożliwiający powierzenie takich obowiązków nauczycielowi religii został wprowadzony w 1992 r., gdy katechetami w szkołach, w zdecydowanej większości, byli księża i siostry zakonne. Obecnie, zwłaszcza w większych miejscowościach i miastach, religii uczą także świeccy katecheci, często zatrudnieni w szkole także jako nauczyciele innych przedmiotów.

"Na potrzebę zmiany przepisu w tym zakresie wielokrotnie wskazywali przedstawiciele kościołów i innych związków wyznaniowych prowadzących nauczanie religii w szkołach. Kwestia ta jest także poruszana w interpelacjach poselskich oraz w zapytaniach kierowanych do Ministerstwa Edukacji Narodowej, zarówno przez dyrektorów szkół, nauczycieli religii, jak i rodziców" - czytamy w uzasadnieniu projektu nowelizacji rozporządzenia MEN.

"W obecnych realiach organizacji pracy szkół zdarza się bowiem, że nauczyciel religii (uczący także innych przedmiotów) jest jedynym nauczycielem, któremu nie powierzono wychowawstwa w szkole, mimo takiej potrzeby i oczekiwania np. ze strony rodziców" - wyjaśnia resort edukacji.

MEN proponuje ponadto, aby zasady oceniania z religii i etyki były ustalone według skali ocen określonej w statucie szkoły, a nie według skali ocen przyjętej w danej klasie. "Wewnątrzszkolny system oceniania jest dokumentem spójnym, obowiązującym wszystkich uczniów w szkole i powinien również określać zasady oceniania uczniów z religii/etyki" - tłumaczy ministerstwo.

Projekt rozporządzenia MEN przewiduje wprowadzenie przepisów przejściowych. Chodziłoby o umożliwienie dostosowania statutów szkół, w kwestii oceniania nauki religii i etyki, do zmian wprowadzonych w rozporządzeniu oraz zastosowania ich także w istniejących jeszcze szkołach poprzedniego ustroju szkolnego, czyli w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych oraz klasach tych szkół prowadzonych w szkołach innego typu.

Według informacji przekazanych KAI przez Komisję Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski, w roku szkolnym 2017/2018 religii w polskich szkołach uczy łącznie 31 tys. 353 katechetów: 18 tys. 349 osób świeckich, 9753 księży diecezjalnych, 2228 sióstr zakonnych, 1006 zakonników oraz 17 diakonów i alumnów.

Podstawy prawne funkcjonowania katechezy w szkole regulują Konstytucja RP (art. 53 ust. 4), Konkordat między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską (art. 12), ustawa o systemie oświaty z 1991 r. (art. 16), rozporządzenie MEN z 1992 r. oraz znowelizowane porozumienie między MEN a KEP ws. kwalifikacji nauczycieli religii z 2016 r.

Te akty prawne są analogiczne do rozwiązań dotyczących innych wyznań. W polskim systemie oświatowym jest 27 rodzajów lekcji religii, ponieważ każdy związek wyznaniowy ma prawo do organizowania własnego nauczania religii i część z tych związków z tego korzysta.

Od strony kościelnej nauczanie jest regulowane przepisami prawa kanonicznego oraz uchwałą KEP z 2001 r., zwaną Dyrektorium Katechetycznym Kościoła Katolickiego.

Lekcje religii w szkole organizowane są zatem we współpracy dwóch płaszczyzn: kościelnej i szkolnej. Każdy z tych podmiotów ma inne zadania.

Kościół jest odpowiedzialny za treść nauczania religijnego, zatwierdza programy i podręczniki. Określa, które cele i zadania szkoły winny być realizowane na lekcjach religii, wśród których jest m.in. ewangelizacja. Podejmuje też nadzór merytoryczny nad tymi lekcjami, wreszcie kieruje nauczycieli religii do pracy w konkretnych placówkach oświatowych.

Szkoła natomiast włącza nauczyciela religii w realizację planu wychowawczego i dydaktycznego placówki, stosuje rygory organizacyjne wobec lekcji religii, właściwe dla ogółu przedmiotów i nauczycieli.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z 14 kwietnia 1992 r., w publicznych przedszkolach i szkołach organizuje się naukę religii na życzenie rodziców. Po osiągnięciu pełnoletności o pobieraniu nauki religii lub etyki decydują uczniowie. Choć decyzję w sprawie uczęszczania na te lekcje można zmienić, to wymaganie składania pisemnych deklaracji co roku nie jest wymagane.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem