Reklama

Góra św. Anny: „Masz talent!” - odbyło się XXI Święto Młodzieży

2030-01-21 14:11

hh / Opole / KAI

Thorton/pl.wikipedia.org
Góra Świętej Anny

Pod hasłem: „Masz talent!” odbyło się na Górze św. Anny Święto Młodzieży, w którym uczestniczyło około 550 osób. Wśród zaproszonych gości był m.in. Darek Malejonek, Mateusz Banaszkiewicz z Kabaretu Młodych Panów i pisarka Małgorzata Nawrocka. Ogólnopolskie spotkanie młodzieży organizowane przez franciszkanów prowincji św. Jadwigi odbyło się po raz dwudziesty pierwszy.

Bp Paweł Stobrawa podziękował za obecność młodzieży na Górze św. Anny w czasie wakacji, choć to czas na przemierzanie górskich szlaków, wypoczynek na nadmorskich plażach lub zwiedzanie ciekawych zabytków świata. „Wasza obecność jest w pierwszym rzędzie wyrazem waszej wiary, poszukiwania bezpiecznych dróg życia i odkrywania talentów, którymi Bóg obficie was obdarza” – zaznaczył.

Opolski biskup pomocniczy przyznał, że zdaje sobie sprawę jak niełatwo odnaleźć się młodemu człowiekowi w dzisiejszych skomplikowanych czasach pełnych chaosu i pogubienia wartości. „Z jednej strony mamy wiele możliwości kontaktu ze światem, propozycji i szans, a z drugiej strony tyle zagubienia, samotności, zła. Jakże często nie dajemy sobie rady z problemami codziennego życia, łatwo gubimy hierarchię wartości i trudno nam przeciwstawić się pokusom. Moc, by nie zagubić się w życiu i siłę do wytrwania w dobrym szukajmy u Jezusa” – zachęcał.

Hierarcha podpowiedział młodym, że skuteczną pomocą w pokusach jest Boża łaska i potęga objawionego słowa Bożego, a przede wszystkim przykład samego Pana Jezusa. „Nie wszystkie głody, pragnienia można zaspokoić chlebem powszednim, wartościami materialnymi. W objawionym słowie słyszymy, że nie zawsze warto i nie wolno ryzykować życia, uczciwości, wiary chrześcijańskiej, godności, zaufania najbliższych, by rzucić się głową w dół w przepaść grzechu, bo Bóg nie pośle aniołów, by z tego, co człowiek dobrowolnie wybrał, teraz ratować. Choćby obiecywano nam wszystkie królestwa świata i całe bogactwo, to nie wolno nam upaść na ziemię i niewolniczo oddawać pokłony, które byłyby poniżeniem godności wyniesionej z sakramentu chrztu świętego i sprzeniewierzeniem się zasadom wiary” – przestrzegł.

Reklama

Jeden z organizatorów, o. Kamil Tymecki OFM przekonywał, że aby odkryć swój talent, trzeba wsłuchiwać się w głos Boga, który mówi w naszym sercu. „Próbujemy poprzez tegoroczne Święto Młodzieży pokazać młodemu człowiekowi, że każdy z nas ma talent, bo jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Stwórcy. Zamysłem Boga było obdarzenie nas talentami, a z naszej strony potrzeba tylko otwartości serca, aby te dary odkryć i rozwijać. Uświadamiamy młodym, że współcześnie wysoka kultura osobista i życzliwość też jest talentem. Ponadto, młodzież rozwija na „Górce” talenty muzyczne, plastyczne czy kulinarne” – wymienił.

Znany raper – ks. Jakub Bartczak, który także uczestniczył w tegorocznym Święcie Młodzieży, swój największy talent odkrył w momencie, gdy zdał sobie sprawę, że Bóg uratował mu życie. „Chodzi mi oczywiście o wiarę i relację z Bogiem. A inne talenty odkrywa się w ciszy, gdy Bóg podpowiada, jak to wykorzystać w mądry sposób. Mam też specyficzną zdolność do układania piosenek, występów na scenie, wyrobiony flow i nie brak mi pomysłów. A moją pasję i dar udało mi się przełożyć na ewangelizację” – podkreślił.

Karolina z Dobrodzienia na Święcie Młodzieży przybyła na to wydarzenie po raz piąty. Za każdym razem przyciąga ją tu niezapomniana atmosfera. „Jest czas na zabawę, modlitwę, skupienie się. Uświadomiłam sobie, że talenty to nie tylko zdolności matematyczne czy muzyczne, ale coś więcej. Każda zaleta może być talentem. Odkryłam zamiłowanie do fotografii, a także talent jakim jest dyskrecja i umiejętność cierpliwego słuchania” – wyznała.

Z kolei Donata z Lisowic trzeci raz przyjechała na „Górkę”, bo czuje się tutaj jak w domu. „Najbardziej lubię wieczorne nabożeństwa, ich niepowtarzalny klimat, bez nadmiernej powagi. Czuję, że tutaj przybliżam się do Boga i na nowo nawiązuję z Nim relację. Mogę to doświadczenie potem przekazywać znajomym w swoim środowisku” – dodała.

Mariusz ze Szczecina przyjechał natomiast na Górę św. Anny po rekomendacji koleżanki, która podsumowała Święto Młodzieży jako dobrą zabawę połączoną z byciem z Panem Bogiem. „Pierwszy raz spotkałem się z takim energicznym, rozrywkowym podejściem kapłanów do młodzieży. To taki zdrowy balans między powagą duszpasterza a zabawą. Skończyłem studia informatyczne, ale odkryłem tutaj także talent organizacyjny i komunikacyjny” – podsumował.

Pierwsze Święto Młodzieży na Górze św. Anny odbyło się w po powodzi w 1997 roku. Podobne spotkania młodych, organizowane przez franciszkanów, odbywają się także w Wołczynie i Kalwarii Pacławskiej. W planie każdego dnia znajdą się: Eucharystia, praca w grupach, konferencje, spotkania z gośćmi oraz wieczorne koncerty. W spotkaniu mogą uczestniczyć młodzi ludzie po II klasie gimnazjum. Szczegółowe informacje znajdują się na stronie www.swietomlodziezy.com.

Tagi:
młodzi

Jestem

2018-06-20 08:09

Ks. Sławomir Skowroński
Edycja zamojsko-lubaczowska 25/2018, str. IV

Pod takim hasłem odbyło się XXII Ogólnopolskie Spotkanie Młodych nad Lednicą. Czuwania te od wielu lat gromadzą rzesze młodych entuzjastów, w tym młodzież z naszej diecezji

Archiwum autora
Przed Zamkiem Królewskim w Warszawie

Lednica to największe w Polsce modlitewne spotkanie młodzieży chrześcijańskiej. Jego organizatorem jest Duszpasterstwo Akademickie Ojców Dominikanów w Poznaniu, a pomysłodawcą – śp. o. Jan Góra, dominikanin z Poznania. Pierwsze spotkanie młodych na Polach Lednickich odbyło się w 1997 r. Jan Paweł II na pokładzie śmigłowca, który krążył wówczas nad Bramą Rybą, najbardziej charakterystycznym miejscem na lednickich polach, symbolicznie wprowadził wówczas młodych w trzecie tysiąclecie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Bertone we Wrocławiu

2018-06-21 20:01

eKAI

Arch. prywatne

Trzydniową wizytę we Wrocławiu rozpoczynał kard. Tarcisio Bertone – jeden z najbliższych współpracowników trzech papieży: św. Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Były watykański sekretarz stanu przybył do Wrocławia w związku z polskim wydaniem jego wspomnieniowej książki pt. „Moi Papieże”. Weźmie także udział w obchodach 50-lecia Papieskiego Wydziału Teologicznego.

Wstęp do polskiej wersji „Moich Papieży” napisał abp Józef Kupny. Metropolita wrocławski podkreśla, że chociaż na kartach książki kard. Bertone dzieli się swoim postrzeganiem siedmiu ważnych dla Kościoła i świata pontyfikatów, to nie jest to jednak kronika wydarzeń zza spiżowej bramy.

„Wspomnienia i relacje stanowią dla tego wybitnego hierarchy jedynie tło do tego, by mówić o Bogu – zauważył abp Kupny. Jego zdaniem autor nie opisywałby z taką pieczołowitością i dbałością o szczegóły poszczególnych wydarzeń, gdyby nie jego absolutne przekonanie, że nie pisze ludzkiej historii, ale historię obecności Boga w dziejach człowieka i dziejach Kościoła.

więcej o książce pisaliśmy tutaj:

http://wroclaw.niedziela.pl/artykul/36248/Siedmiu-papiezy-wg-kard-Bertone

Metropolita wrocławski zwrócił uwagę na myśl kard. Bertone, iż w trudnych dla Kościoła chwilach najważ­niejszą rzeczą jest zachowanie pełnej jedności z Ojcem Świę­tym. „W trudnych momentach mojego życia postępowałam zgodnie z zasadami świętości ‚lepiej jedna mniej doskonała osoba w jedności z Ojcem Świętym, aniżeli bardziej doskona­ła poza jednością'” – cytuje abp Kupny.

Kard. Bertone charakteryzuje w swojej książce siedmiu ostatnich Biskupów Rzymu, kreśląc specyfikę każdego pontyfikatu. Nie omija przy tym spraw trudnych, weryfikując fake newsy, powtarzane w kontekście wydarzeń, decyzji lub konkretnych osób.

Czytelnik poznaje m.in. kulisy ogłoszenia tzw. „Trzeciej tajemnicy fatimskiej”, negocjacji Jana Pawła II z abp. Levebrem, wydarzenia związane z wystąpieniem Benedykta XVI w Ratyzbonie, które – jak relacjonowano w mediach – zepsuły relacje ze światem islamskim czy jeden z najbardziej przykrych rozdziałów pontyfikatu Benedykta XVI, jakim był wyciek dokumentów z apartamentu pa­pieskiego poza Watykan, za sprawą osoby z najbliższego otoczenia papieża.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Prof. Alojzy Gryt - autor ołtarza na przyjazd Jana Pawła II w 1983 r.

2018-06-21 22:42

Agnieszka Bugała

Wysokie stopnie ołtarza, forma prostokąta z wyciętym krzyżem. Chcieliśmy włączyć teren całego hipodromu w przeżywanie tego spotkania z Papieżem. Mieliśmy zamiar w różnych miejscach postawić drewniane krzyże, aby nie mocować ich w ziemi, obsypywaliśmy belki kamieniami. Chcieliśmy, aby ludzie mieli krzyże w rękach, podnosili je do góry. Znajomi artyści, rzemieślnicy, przyjaciele zrobili krzyże i rozdawali na miejscu. Ja również mam w domu krzyż – pamiątkę wizyty Jana Pawła II – mówi prof. Alojzy Gryt, wybitny rzeźbiarz, autor szklanego „Zdroju” na wrocławskim rynku. W 1983 r. współautor papieskiego ołtarza na Partynicach.

DK Rybnik
Prof. Alojzy Gryt

Dwa lata przed wizytą Papieża kard. Gulbinowicz zwrócił się do nas – Józefa Sztajera, Leona Podsiadłego i do mnie, Alojzego Gryta – byśmy podjęli się zadania zbudowania ołtarza na przyjazd Jana Pawła II. Przedstawiliśmy kilka projektów decydując, że niezależnie od tego, który z nich wybierze Kardynał, będziemy pracować w takim składzie. Były rysunki, modele, wszystko zgodnie z procedurą. To był stan wojenny, odmienne warunki działania, ale dobry kontakt z kurią. Przygotowaliśmy dokumentację projektową – ważny był czas, nie można było zwlekać, 26 metrów wysokości, wiązanie betonu. Konstrukcja nie była zabetonowana w ziemi – na to nie było czasu. Pracownik z kurii, który nam pomagał i odpowiadał za konstrukcję, wpadł na pomysł, aby obciążyć wszystko gotowymi elementami z zewnątrz, to skróciło czas. I było rozwiązaniem genialnym. Pomysły władzy Pojawiła się myśl, że konieczne będą napisy o ziemiach odzyskanych. Władze nalegały, aby treści „zawsze z macierzą” znalazły się na placu. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w czasie rodzącej się wyrazistości politycznej to pomysł niedobry, próbowaliśmy go obejść. Mieliśmy informacje, że telewizja musi mieć swój przejazd, aby transmitować Papieża. Sprzęt telewizyjny nie był tak sprawny, aby z odległości dwustu, trzystu metrów obraz pozostawał nadal w wysokiej ostrości. Wiedząc o tym w taki sposób ustawiliśmy plansze, odpowiednio daleko od ołtarza, aby nie było możliwości skojarzenia ich treści z ołtarzem. Operator nie mógł tego pokazać razem. Idea i Chrystus Idea to negatyw krzyża i Chrystus zmartwychwstały. Krzyż – prostopadłościan, drewniana konstrukcja obłożona płytami i pomalowana farbą. Na gruncie wrocławskim w tamtym czasie Zmartwychwstałego przedstawiało się w bieli, nie było koloru. Doszliśmy do wniosku, że ten Chrystus też będzie biały, ale, jak w gotyku, w szacie czerwonej. Zrobiliśmy model – nie można było wykonać figury w kamieniu, czasowych elementów tak się nie projektuje. Powstał metalowy szkielet z prętów. Później obłożono go jutą moczoną w kleju wikolu, dodatkowo wzmocniono gipsem połączonym z klejem. W klejeniu figury pomagali nam inni koledzy ze szkoły na Traugutta, ponieważ jej rozmiar był rzeczywiście duży, nie dalibyśmy w trójkę rady. Biały nie chce być czerwonym Kupiliśmy drogie farby i... zaczęły się problemy. Każdy kontakt koloru z tą białą, gipsowo-klejową figurą przynosił nie taki efekt, jaki początkowo zaplanowaliśmy. Nie wiedzieliśmy, na czym to niedopasowanie polega. Chlapaliśmy farbą, aby się przyzwyczaić. Grupa młodszych kolegów przyglądająca się naszej pracy mówiła: świetnie, tak po meksykańsku. Ale ten „meksyk” nas nie uspokajał. Poszliśmy z Podsiadłym do Kardynała i powiedzieliśmy mu, że spróbujemy jednak tak współcześnie, w bieli. Kardynał na to: A co mówiliście przedtem? No, że czerwony. To nie wymyślajcie, tylko zróbcie tak, jak było na początku. Decyzja zapadła. Wróciliśmy do pracowni, czasu było niewiele i metodą prób i błędów, trochę bez przekonania, pokryliśmy płaszcz czerwoną farbą. Wieczorem przed dniem, w którym dźwig miał zawieźć figurę na Partynice, odczuwałem wielki niepokój i niepewność. To zbyt ważna praca, aby nie być pewnym, że jest dobrze. Rano poprosiłem żonę, aby pojechała ze mną na Traugutta i jeszcze przed zdjęciem ze ściany zobaczyła całość. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że chyba jest dobrze. Dźwig miał trudną pracę do wykonania i ekipa ludzi, którzy musieli linami zabezpieczać figurę przed odchyleniem podczas zdejmowania jej ze ściany również. Jednak kiedy nastąpiło tąpnięcie, wszyscy gwałtownie odskoczyli i puścili liny. Zostaliśmy tylko my trzej, trzymając je kurczowo i ratując tym samym owoc naszej pracy. Chrystusowi obił się palec, ale to była drobna sprawa.

Chrystus jechał na Partynice przez całe miasto. Tam dźwig podniósł figurę, aby ją zainstalować na krzyżu. Kiedy wspinała się coraz wyżej, stojąc na ziemi poczułem ogromną satysfakcję i pewność: tak, to jest świetne. Skala miejsca, właściwa perspektywa – tego brakowało w pracowni. W przygotowaniu ołtarza decydowały detale: kwiaty, kolory. Pamiętam, że pomalowaliśmy na biało czarne kable mikrofonów, aby zespalały się z resztą tła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem