Reklama

Płyta - Wojna totalna

Ośrodek Profilaktyczno-Szkoleniowy im. ks. Franciszka Blachnickiego

2017-07-19 11:40

lk / Warszawa / KAI

www.osrodek-brynow.pl

Ośrodek Profilaktyczno-Szkoleniowy im. ks. Franciszka Blachnickiego Fundacji "Światło-Życie" w Katowicach istnieje od 1994 r. Inspiracją do jego działania jest dzieło Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, która promuje abstynencję od alkoholu rozumianą jako dar osobisty, podjęty dobrowolnie, z miłości i odpowiedzialności za dobro drugiego człowieka. Przed sierpniem, miesiącem trzeźwości, przypominamy działalność ośrodka im. ks. Blachnickiego.

Celem ośrodka im. ks. Franciszka Blachnickiego jest wychowanie człowieka wolnego do wszelkich uzależnień, otwartego na potrzeby innych ludzi i potrafiącego nieść im pomoc.

Ośrodek prowadzi działalność wychowawczą i profilaktyczną wśród dzieci, młodzieży oraz ich rodzin. Organizuje warsztaty m.in. z umiejętności interpersonalnych, asertywności, komunikacji, pedagogiki zabawy, warsztatów wodzirejów zabaw i wesel bezalkoholowych, czy imprez integracyjnych. Ponadto prowadzi rekolekcje dla osób uzależnionych i współuzależnionych, szkolenia dla osób zaangażowanych w działania na rzecz dzieci i młodzieży (warsztaty specjalistyczne). Współdziała z innymi instytucjami mającymi podobne cele.

Inspiracją do działania Ośrodka jest dzieło Krucjaty Wyzwolenia Człowieka założone przez ks. Franciszka Blachnickiego. Celem Krucjaty jest promowanie abstynencji od alkoholu pojmowanej jako osobisty dar, podjęty dobrowolnie, z pobudek miłości i odpowiedzialności za dobro drugiego człowieka.

Reklama

Przez abstynencję Krucjata Wyzwolenia Człowieka rozumie całkowite i dobrowolne wyrzeczenie się alkoholu jako napoju pod wszelką postacią i we wszelkiej ilości. Definicja ta nie obejmuje używania alkoholu w innym charakterze np. jako lekarstwa (jeśli alkohol występuje jako składnik prawdziwego lekarstwa) lub w celach liturgicznych. Również spożywanie alkoholu w potrawach (np. w tortach) lub w cukierkach zasadniczo nie podpada pod pojęcie abstynencji.

Z tak określonej definicji abstynencji wynika, że nie chodzi o zwalczanie alkoholu jako takiego, ale o zwalczanie zwyczaju picia alkoholu. Abstynencja jest środkiem do osiągnięcia celu, jakim jest przywrócenie trzeźwości w Polsce i wychowanie dzieci i młodzieży w zdrowych obyczajach.

Ośrodek realizuje cykl terapii dla grup DDA (dorosłych dzieci alkoholika) oraz wszystkich tych, którzy doświadczyli trudnego dzieciństwa (alkohol, przemoc, inne deficyty i zranienia z tego okresu).

Celem spotkań jest m.in. dostarczenie wiedzy na temat choroby alkoholowej i/lub współuzależnień oraz specyfiki problemów DDA; poznanie podstawowych cech dysfunkcjonalnej rodziny i zasad życia w chorej rodzinie, w tym ról dzieci; a także rozpoznanie osobistych konsekwencji dorastania w rodzinie alkoholowej lub dysfunkcyjnej.

Ośrodek prowadzi też program terapeutyczny „Wreszcie żyć – 12 kroków ku pełni życia”, oparty na chrześcijańskiej wizji człowieka i świata, łączący rozwój duchowy i psychiczny. Grupy realizujące ten program mają charakter ewangelizacyjny.

W Ośrodku organizowane są też rekolekcje - najbliższe o rozwoju osobistym „Żyj na maksa! Żyj pełnią!” (3-5 marca), a kolejne 7-9 kwietnia pod nazwą „Sukces i porażka życiowa widziane z perspektywy śmierci i zmartwychwstania Jezusa” - dla osób, które przeżywają trudności w swoim życiu związane z nadużywaniem alkoholu, nikotyny, leków, nie radzą sobie z innymi uzależnieniami.

Pomoc w ośrodku świadczą jego kierownik ks. Wojciech Ignasiak, wieloletni kapelan Ośrodka odwykowego w Gorzycach, opiekun katowickich spotkań dla osób w kryzysie małżeńskim, oraz zespół doświadczonych psychologów i pedagogów oraz licencjonowanych terapeutów.

Więcej o ośrodku na stronie www.osrodek-brynow.pl, email: kontakt@osrodek-brynow.pl

Fundacja „ Światło-Życie” Ośrodek Profilaktyczno-Szkoleniowy im. ks. Franciszka Blachnickiego ul. Gawronów 20 40-527 Katowice tel. (32) 205 39 22, kom. 509 96 33 56

Tagi:
ośrodek profilaktyka Katowice

Wygraj życie!

2015-05-28 10:38

Anna Skopińska
Edycja łódzka 22/2015, str. 6-7

„Rak to nie wyrok” – to hasło popularne w ostatnich latach, kiedy głośno mówi się o chorobach nowotworowych, kiedy co rusz słyszy się o programach profilaktyki i dowiaduje o coraz nowszych odkryciach medycyny i sukcesach lekarzy

Kl. Kamil Gregorczyk

I faktycznie tak jest. Wcześnie wykryta choroba jest praktycznie całkowicie uleczalna. Istnieją bowiem badania, które pokażą nam, że coś się dzieje. Trzeba je tylko wykonywać i reagować, gdy zauważymy coś niepokojącego.

To teoria. A praktyka? Najczęściej zaproszenia wysyłane przez NFZ na badania cytologiczne czy mammograficzne lądują w koszu, bo wszystko inne jest ważne. Nie robimy więc żadnych badań, a sygnały, jakie daje nam organizm, ignorujemy. Nikt z nas nie chce nawet dopuścić myśli o chorobie. Przecież ona nas nie dotknie. Tak uważamy. Do czasu. Wtedy hasło „rak to nie wyrok” staje się pustym sloganem, a wszystko, co do tej pory było w życiu ważne, co było niemal pewnikiem, zostaje zupełnie odwrócone.

Diagnoza: to może być rak, przyszła zupełnie niespodziewanie. Pewnie jak u każdego, nie w tym momencie, co potrzeba. Wstępna diagnoza, ale objawy i obraz były, jak to określił lekarz, książkowe. I wczesny etap. Więc usłyszałam magiczne i zupełnie w tej chwili niezrozumiałe: „to nie wyrok”. I potem szybko – któreś z kolei usg, szpital, biopsja. Na szczęście wszystko w błyskawicznym tempie. Do tego mądry doktor, który tłumaczył jak dziecku. Jednak strach, nieprzespane i przepłakane noce – od nich nie dało się uciec. Zastanawiałam się, czemu wszystko ignorowałam, czemu nie chciałam zadbać o siebie. Takie myśli pewnie ma każda kobieta, gdy dowie się o chorobie. To wszystko potęgowało niecierpliwe czekanie na wynik tego najważniejszego badania. Były dni, gdy przed lustrem sprawdzałam, jak to jest chodzić w chustce szczelnie zakrywającej głowę. Pewnie każdy przeżywa to w inny sposób. I ten dzień – moje zmiany nie są złośliwe. Jest ich jednak na tyle dużo, że nie da się uniknąć operacji i leczenia. Jeszcze więc nie wszystko skończone, ale jakoś to przeżyję.

Jestem teraz mądrzejsza o te kilka tygodni, o obrazy, jakie widziałam w szpitalu, o świadomość, czym grozi lekceważenie sygnałów. W tym wszystkim mam szczęście – nie musiałam czekać w kolejkach, być hospitalizowana dłużej niż jeden dzień. I zareagowałam w porę. Dziś wierzę, że Ktoś mi w tym pomógł. Jednak zetknięcie ze szpitalnym korytarzem, z izbą przyjęć i chorymi pozostawia ślad. Moja sala była tuż przy oddziale chemioterapii. I to nieprawda, że na nowotwór chorują tylko kobiety po 50. i 60. roku życia. Tam były same młode. W chustkach, po dawkach chemii. Piękne dziewczyny, przed którymi całe życie. To było przerażające. Nie wiem, czy gdyby reagowały w porę, to by coś zmieniło. Tego nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć. Jestem tylko pewna jednego – o tym, że troszcząc się o swoje zdrowie, wygrywamy życie, trzeba mówić głośno. I zachęcać kobiety do tego, by korzystały z badań. Myślę, że nawet Pan Jezus to wyraził w swoim przykazaniu miłości – „... kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. I że to nie jest wyraz egoizmu, ale miłości właśnie – do siebie, ale też najbliższych nam osób i do Niego.

Po doświadczeniu choroby zupełnie przewartościowuje się nasz świat. Stajemy się dojrzalsi? Może… Dziś wiem, że nigdy nie będę osobie chorej mówiła jakichś pustych słów. Że lepiej milczeć i słuchać. Bo chyba najbardziej potrzeba wtedy takiego wygadania się, wylania wszystkiego, co w środku, co boli i sprawia, że cierpimy. Ktoś kiedyś tak pięknie to określił, że przy chorym trzeba być jak akompaniament. Teraz widzę, że to prawda. Ja przez ostatnie tygodnie dowiedziałam się też, na kim naprawdę mogę polegać. Wiedziało kilka osób. Nieświadomie wspierali mnie też ci zupełnie niezorientowani w sytuacji – wynajdując różne sprawy, organizując wyjazdy, spotkania. Nagle okazało się, że tak wiele się dzieje. Wierzę, że to była taka Boża osłona. I za nią dziękuję. Za życie też. Dlatego teraz moja prośba – badania to ratunek, więc je róbmy!

* * *

W ciągu wieloletniej posługi wśród chorych i cierpiących, jako kapelan w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki, spotkałem się wielokrotnie z ludzkimi dramatami, które niesie za sobą usłyszana diagnoza, choroba, pobyt w szpitalu, zabieg operacyjny i związany z tą sytuacją cały proces leczenia.

Choroba i szpital niosą za sobą zawsze zachwianie jednej z podstawowych potrzeb człowieka, jaką jest potrzeba bezpieczeństwa. Człowiek dowiadując się o ciężkiej chorobie, słysząc niepokojącą diagnozę, traci równowagę dotychczasowego życia w wymiarze rodzinnym, zawodowym i społecznym. Aby nie dopuścić do takiej sytuacji, niezbędna jest samokontrola organizmu oraz poddawanie się badaniom profilaktycznym, które umożliwią wczesne wykrycie choroby.

Bardzo często w posłudze wśród ludzi dotkniętych chorobą spotykam kobiety, które dzięki poddaniu się badaniom profilaktycznym – mammografii czy cytologii już we wczesnym stadium choroby rozpoczęły proces leczenia, dzięki czemu rozwój choroby został zahamowany. W dzisiejszym postępie technologicznym, przy wysoce wyspecjalizowanym personelu medycznym i dzięki skutecznym metodom leczenia, wiele jednostek chorobowych, niemalże w 100 proc. można wyleczyć we wczesnym stadium i nie dopuścić do następstw rozwijającej się choroby.

Aby uniknąć tych trudnych doświadczeń, zachęcam wszystkie kobiety do systematycznego poddawania się badaniom profilaktycznym, mogą one w znacznym stopniu pomóc zachować zdrowie i radość życia.

O. Tomasz Bajda, kamilianin, kapelan w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi

* * *

Mammografia

Program wczesnego wykrywania raka piersi – adresowany jest do kobiet w wieku 50-69 lat, które nie miały wykonywanej mammografii w ciągu ostatnich dwóch lat; otrzymały w ramach programu profilaktyki raka piersi pisemne wskazanie do wykonania ponownej mammografii po 12 miesiącach z powodu obciążenia następującymi czynnikami ryzyka: rak piersi wśród członków rodziny (matka, siostra, córka), mutacja w obrębie genów BRCA1 lub BRCA2; nie miały wcześniej stwierdzonej zmiany nowotworowej piersi o charakterze złośliwym.

Cytologia

Program profilaktyki raka szyjki macicy – adresowany jest do kobiet w wieku 25-59 lat, które nie miały wykonanej cytologii w ciągu ostatnich trzech lat; obciążonych czynnikami ryzyka (zakażonych wirusem HIV, przyjmujących leki immunosupresyjne, zakażonych HPV – typem wysokiego ryzyka), które nie miały wykonanej cytologii w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Ks. Ptasznik: dziś Jan Paweł II wzywałby nas do jedności

2018-10-15 13:46

rozmawiali Krzysztof Stępkowski i Małgorzata Muszańska / Warszawa (KAI)

– Niestety, wydaje mi się, że pontyfikat Jana Pawła II coraz bardziej idzie w zapomnienie. Osoba nie, ale pontyfikat tak – mówi w wywiadzie dla KAI ks. prałat Paweł Ptasznik z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej. W przeddzień 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły wspomina swoją pracę u boku św. Jana Pawła II i podkreśla konieczność refleksji nad Jego pontyfikatem.

Archiwum ks. Pawła Ptasznika
Ks. prał. Paweł Ptasznik na tle Pałacu Apostolskiego w Watykanie

Ks. Paweł Ptasznik: – Propozycja pracy w Sekcji Polskiej Sekretariatu Stanu przyszła z Watykanu. Było to rok po moim powrocie ze studiów w Rzymie. Była tak niespodziewana, że w pierwszej chwili zacząłem się głupio wymawiać, że seminarium, że klerycy, że dopiero co zacząłem... Ale – dzięki Bogu – kard. Franciszek zamknął kwestię jednym zdaniem: „Wiesz, nie możemy powiedzieć Ojcu Świętemu, że nie ma nikogo, kto by cię tu zastąpił...”. Nieustannie jestem mu za to zdanie wdzięczny. Wtedy dopiero dotarło do mnie, co znaczy ta propozycja i przyjąłem ją z radością.

Na czym miała polegać moja praca, tak do końca dowiedziałem się dopiero za kilka dni, gdy już przyjechałem do Watykanu. Wtedy ks. prał. Stanisław Ryłko, którego miałem zastąpić, wyjaśnił mi, że chodzi nie tylko o zajęcia związane z biurem Sekretariatu, ale przede wszystkim o bezpośrednią współpracę z Ojcem Świętym przy przygotowaniu tekstów, które wygłaszał albo przekazywał na piśmie w formie dokumentów czy książek. Miało to polegać na zapisywaniu tego, co Papież dyktował, i tłumaczeniu na język włoski. Szybko jednak okazało się, że Ojciec Święty oczekiwał również twórczego wkładu: zachęcał do rozmowy, do wyrażenia opinii, wątpliwości, sugestii.

- Praca w cieniu postaci tej miary, co Jan Paweł II wymagała przecież specjalnych predyspozycji? Czy towarzyszyła Księdzu trema? Jak wyglądał „zwykły” dzień pracy? Na czym polegała specyfika pracy w Sekcji Polskiej Sekretariatu Stanu w tym czasie?

- – Oczywiście, miałem tremę... W czasie studiów miałem kilkakrotnie okazję osobiście spotkać Ojca Świętego i mogłem spodziewać się, że zostanę przyjęty serdecznie. Tak też było od pierwszego dnia. Ale perspektywa pracy z człowiekiem tego formatu wykraczała poza wszelkie wyobrażenia... Jednak szybko przekonałem się, że Jan Paweł II ani na chwilę nie przytłaczał swoją wielkością. Był pełen życzliwości i prostoty.
Zwykle pracę w biurze zaczynałem ok. 8.30. Do Ojca Świętego chodziłem prawie każdego dnia przed 10.00. Pracowaliśmy w niewielkim gabinecie (w oknie tego pomieszczenia Papież ukazuje się na modlitwę Anioł Pański). Ojciec Święty przychodził zwykle po porannej medytacji na tarasie. Po krótkim przywitaniu zasiadaliśmy przy biurku i rozpoczynał dyktowanie. Widać było, że nosi już w sobie to, co chce powiedzieć. Skupiony, dyktował pełnymi zdaniami, w równym tempie pozwalającym na zapisanie bez trudności. Po każdym akapicie prosił, aby mu go przeczytać i kontynuował.
Nasza praca trwała zwykle nieco ponad godzinę. Potem Ojciec Święty podejmował zaplanowane na dany dzień spotkania i audiencje, a ja wracałem do swojego biura, aby jak najszybciej przetłumaczyć to, co zostało zapisane i przekazać innym sekcjom językowym.
Resztę czasu w biurze zajmowały rutynowe zajęcia w ramach kompetencji Sekretariatu Stanu: korespondencja, kontakty z biskupami, z nuncjaturą, z Ambasadą RP przy Stolicy Apostolskiej, przedstawicielami rządu i organizacji pozarządowych, spotkania.

- Papież przyjął niezwykle otwarty styl swej posługi. Był to najwnikliwiej śledzony pontyfikat w historii papiestwa. Od pierwszych dni posługi, aż do godziny śmierci, określanej czasem ostatniej encykliki. Skąd wypływała tak wielka otwartość i duchowa siła Jana Pawła II?

- – Ojciec Święty był wewnętrznie zjednoczony z Chrystusem i cały oddany ludziom. Jemu zależało na tym, by przyprowadzić do Chrystusa każdego człowieka. Wiedział, że jedynie dobrocią, otwartością, życzliwością może pociągnąć człowieka, zachęcić do drogi – często niełatwej – ku spotkaniu z Chrystusem. Kiedy trzeba było, nie unikał ojcowskiego napomnienia, ale o wiele częściej zachęcał, pokazywał perspektywy dobra, budził nadzieję, przekonywał o wspaniałości człowieka i godności, którą każdy może w sobie odkrywać, jeśli pozwoli światłu Ducha Świętego wydobyć Boży obraz i podobieństwo, jakie człowiek w sobie nosi od dnia stworzenia.
Wydaje mi się, że tajemnica popularności Jana Pawła II, tego, że przyciągał uwagę, tkwi w jego autentyczności. W każdej sytuacji był sobą, niczego nie ukrywał, ani nie udawał. Tak było również wtedy, gdy przyszła starość, choroba i cierpienie. On, przez swoją autentyczność, pozwalał nam uczestniczyć w swym przeżywaniu zjednoczenia z Chrystusem, zarówno w Jego chwale, jak i w Jego męce.

- Jak wyglądało ostatnie spotkanie z Janem Pawłem II? Czy duchowy kontakt z Janem Pawłem II wciąż trwa?

- – Po raz ostatni spotkałem się z Janem Pawłem II w dniu jego śmierci, około południa. Gdy wszedłem do jego pokoju, był tam już kard. Joseph Ratzinger. Ojciec Święty był świadomy, choć nie mógł mówić. Pomodliliśmy się chwilę razem, a potem abp Stanisław Dziwisz poprosił, aby nas Ojciec Święty pobłogosławił. Uklęknąłem przy łóżku, a on w milczeniu położył dłoń na mojej głowie i nakreślił znak krzyża na czole. Nigdy nie zapomnę tej chwili pożegnania.
Oczywiście, mój duchowy kontakt z Janem Pawłem wciąż trwa. Co dnia modlę się za jego wstawiennictwem, polecając mu swoje sprawy i sprawy innych ludzi. Kiedy pojawia się jakiś problem, proszę, żeby pomógł mi go rozwiązać. Wierzę, a czasem tego doświadczam, że tak, jak przed laty, tak i teraz, z życzliwością mi towarzyszy.

- Jak Ksiądz Prałat ocenia z perspektywy 13 lat jakie minęły od śmierci Jana Pawła II odbiór pontyfikatu? Czy dobrze wykorzystujemy jego owoce? Co należałoby zmienić w naszym podejściu do Jana Pawła II?

- – Niestety, wydaje mi się, że pontyfikat Jana Pawła II coraz bardziej idzie w zapomnienie. Osoba nie, ale pontyfikat tak... Powracamy jeszcze do wydarzeń, pielgrzymek, spotkań, anegdot, wzruszamy się może oglądając archiwalne nagrania, ale z nauczania w naszej świadomości pozostają tylko poszczególne frazy, hasła, apele – ważne, wciąż aktualne, ale jakby pozbawione całego kontekstu jego nauczania o Bogu, o człowieku, o świecie, ale też o powołaniu do świętości i o wymaganiach płynących z wiary, nadziei i miłości, które nadają konkretny kształt naszemu przeżywaniu chrześcijaństwa. Chyba trzeba częściej i głębiej sięgać do tego skarbca.

- W tym roku świętujemy stulecie niepodległości. Obchodom towarzyszy wiele inicjatyw, przedsięwzięć. Jak Ksiądz sądzi, co powiedziałby nam papież, gdyby żył na temat wolności, niepodległości?

- – Również w wymiarze społecznym i politycznym Jan Paweł II ma nam wiele do powiedzenia, począwszy od wyznania: „To jest moja Matka, ta Ojczyzna...”. No właśnie, widzieć w Ojczyźnie matkę. On wciąż przypomina, że ta matka wiele wycierpiała i dlatego należy się jej miłość szczególna. A miłość ta powinna przekładać się na wysiłek budowania, bo łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować.
Myślę, że dziś Ojciec Święty wzywałby nas, Polaków, przede wszystkim do jedności. On zawsze łączył, szukał tego, co wspólne w różnorodności, która sama w sobie też jest wartością i może ubogacać, o ile nie staje się źródłem niezgody. A dziś niezgody w naszym narodzie – i w Kościele również – jest za wiele.
Nie wiem, czy przeczucie, czy znajomość ducha polskiego dyktowały Janowi Pawłowi II słowa, jakimi żegnał się z Polską po ostatniej pielgrzymce, w 2002 roku: „Odjeżdżając, te trudne sprawy Ojczyzny chcę polecić Bożej Opatrzności i zachęcić wszystkich odpowiedzialnych za stan państwa do troski o dobro Rzeczypospolitej i jej obywateli. Niech zapanuje duch miłosierdzia, bratniej solidarności, zgody i współpracy oraz autentycznej troski o dobro naszej Ojczyzny”. Właśnie: zgody, współpracy i troski o dobro Ojczyzny.
***
Paweł Ptasznik (ur. 15 czerwca 1962 r. Węgrzcach Wielkich). Kierownik Sekcji Polskiej i Słowiańskiej Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej, bliski współpracownik Jana Pawła II, Benedykta XVI i Papieża Franciszka. Od 2007 r. rektor kościoła Św. Stanisława Biskupa Męczennika w Rzymie i duszpasterz polskiej emigracji w Wiecznym Mieście. Studiował w związanym z Papieską Akademią Teologiczną w Krakowie Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej. Święceń kapłańskich udzielił mu 17 maja 1987 r. w katedrze wawelskiej kardynał Franciszek Macharski.
W latach 1990–1994 studiował na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. W 1994 r. uzyskał doktorat z teologii dogmatycznej. W latach 1994–1995 pełnił funkcję ojca duchownego w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej.
W 1996 r. został pracownikiem sekcji polskiej Sekretariatu Stanu, od 2001 r. jest odpowiedzialny za jej prace. Jest redaktorem m.in. serii „Dzieła zebrane Jana Pawła II” oraz watykański konsultant filmów „Jan Paweł II” oraz „Karol. Człowiek, który został papieżem”. Współscenarzysta filmu „Świadectwo”. W listopadzie 2009 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: wystrzegajmy się chrześcijan, którzy ukazują siebie jako surowi i doskonali

2018-10-16 13:02

st (KAI) / Watykan

Zbawienie jest darem od Pana, daje nam On ducha wolności – powiedział papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. W swojej homilii Ojciec Święty nawiązał do czytanego dziś fragmentu Ewangelii (Łk 11,37-41), w którym Pan Jezus, zaproszony przez pewnego faryzeusza na obiad nie obmył rąk przed posiłkiem, wskazując jednocześnie na znaczenie czystości wewnętrznej.

Grzegorz Gałązka

Franciszek podkreślił różnicę między miłością ludu do Jezusa, który poruszał ich serca, a postawą uczonych w Piśmie, saduceuszy, faryzeuszy, którzy poszli za Nim, aby Go przyłapać na błędzie, sami uważając się za „czystych”.

„Byli naprawdę wzorem formalizmu, ale brakowało im życia. Byli - że tak powiem - «nakrochmaleni». Byli sztywni. Ale Jezus znał ich duszę. Byli zgorszeni tym, co czynił Jezus, kiedy przebaczył grzechy, kiedy uzdrowił w szabat. Rozdzierali swe szaty: «Och! Co za skandal! To nie pochodzi od Boga, bo należy czynić tak, jak wskazujemy». Nie dbali o ludzi: interesowali się prawem, przepisami, rubrykami” – powiedział papież.

Ojciec Święty podkreślił, że Pan Jezus będąc wolnym wewnętrznie przyjął zaproszenie faryzeusza na obiad. Gdy ten zgorszył się Jego zachowaniem wykraczającym poza reguły, Jezus powiedział: „Wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości”. Franciszek zauważył, że Pan Jezus mówił jasno, bez obłudy, dostrzegając, że u faryzeuszy i uczonych w Piśmie pod pozorami doskonałości kryła się demoralizacja i niegodziwość ich wnętrza.

Franciszek przypomniał inne fragmenty Ewangelii, w których Pan Jezus potępiał tych ludzi, jak przypowieść o miłosiernym Samarytaninie lub o ostentacyjnym sposobie poszczenia i dawania jałmużny. Opisuje ich słowem: „obłudnicy”. Ludzi o chciwej duszy, zdolnych do zabijania. Zdolnych do zlecenia morderstwa lub oszczerstwa – jak to czyni się dzisiaj. Papież zauważył, że także dzisiaj płaci się, aby publicznie oczerniać innych. Zaznaczył, że często w tych ludziach, pod pozorami dobra kryje się pewna surowość, duch świata, a nie Jezus Chrystus.

A Jezus nazywa ich nierozumnymi i radzi im, aby otworzyli swoje dusze na miłość, aby weszła do niej łaska. Zbawienie jest bowiem bezinteresownym darem Boga. Nikt nie zbawia się sam – podkreślił Ojciec Święty.

„Uważajcie na rygorystów. Wystrzegajcie się chrześcijan - czy to świeckich, kapłanów, biskupów - którzy prezentują się jako «doskonali», rygoryści. Uważajcie. Nie ma tam Ducha Bożego. Brakuje ducha wolności. I uważajmy na samych siebie, ponieważ powinno to nas prowadzić do zastanowienia się nad naszym życiem. Czy staram się tylko patrzeć na pozory? A nie zmieniam mojego serca? Czy otwieram me serca na modlitwę, na wolność modlitwy, na wolność jałmużny, na wolność uczynków miłosierdzia?” – powiedział Franciszek na zakończenie swej homilii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem