Reklama

Studia Ignatianum

Jasna Góra: pierwszy w tym roku pielgrzymkowy szczyt

2017-07-15 17:43

it / Częstochowa / KAI

Bożena Sztajner/Niedziela

Z modlitwą za misjonarzy, o umiłowanie Słowa Bożego, wierność Matce Bożej i złożonym ślubom, odnowę życia i nowy zapał ewangelizacyjny na Jasną Górę przybyły tysiące pieszych pielgrzymów. Dziś pierwszy w tym roku tzw. pielgrzymkowy szczyt. Na odpust Matki Bożej Szkaplerznej dotarły grupy m.in. z archidiecezji przemyskiej i poznańskiej, Piotrkowa Trybunalskiego, Gorzkowic czy Rozprzy.

Najliczniejszymi były dziś 37. Piesza Pielgrzymka Przemyska i 83. Pielgrzymka Poznańska. - Na pielgrzymce spotkałam wspaniałych ludzi, którzy dzielili się swoją wiarą, doświadczyłam wielkiej miłości, jestem szczęśliwa, że mogłam tu dojść - powiedziała Anna, pątniczka z Przemyśla. Władysław, też z Przemyśla, dodał, że to był wspaniały czas wielkiej radości, Bożej atmosfery i otwartości serc, tych którzy przyjmowali pielgrzymów w swych domach.

- Tworzymy żywą koronę Maryi - deklarowali pątnicy i podkreślali, że jubileusz 300-lecia koronacji jasnogórskiego Obrazu jest okazją do szczególnego błagania za Polskę. - Chciałam przyjść do mojej Mamy, która jest w niebie a niosę tę biało-czerwoną flagę, żeby zaznaczyć, że jesteśmy Polakami i że przychodzimy tutaj na Jasną Górę, żeby zobaczyć naszą Matkę - powiedziała 13-letnia Julia ze Strachocina w archidiecezji przemyskiej.

Inna z pątniczek podkreśliła, że „po wielu latach wróciła do kraju i to było jej podziękowanie Matce Bożej”. - Jestem szczęśliwa, że wróciłam. To był przełomowy moment w moim życiu, ludzie są cudowni, widać w nich żywego Boga, brak mi słów, by wyrazić radość i to szczęście, które mam w sercu. Polska jest cudowna - powiedziała Bożena Wojnarowska z Leska. Pan Stanisław podkreślił, że „bez Matki Najświętszej nie może nasz naród żyć ”.

Reklama

- Matka Boża jest dla nas bardzo ważnym przykładem ewangelizacji - przypomniał wieloletni pielgrzym przemyski abp Adam Szal. Jak zwykle pasterz archidiecezji wyruszył na pątniczy szlak i przemierzył go w całości pielgrzymując wśród różnych grup. - Zastanawialiśmy się nad naszą odpowiedzialnością za ewangelizację parafii a w drugiej części pielgrzymki podejmowaliśmy refleksję nad odpowiedzialnością pątników za misje - powiedział abp Szal.

Dodał, że ta odpowiedzialność jest bardzo ważna. - Nasze wsparcie dla misji to nie tylko modlitwa, ale także wsparcie materialne - przypomniał metropolita przemyski.

W drodze każdy z pątników modlił się za konkretnego misjonarza losując jego imię i nazwisko. W ten sposób modlitewną opieką otoczonych zostało ponad 2 tys. posługujących na misjach.

Sami pielgrzymi czuli zarówno radość jak i dumę z możliwości włączenia się w posługę misyjną Kościoła poprzez modlitewne towarzyszenie misjonarzom. - Mam kilku znajomych misjonarzy i wiem jakie to ważne, by słowo Boże rozprzestrzeniało się po świecie - powiedziała pani Iwona. Pan Krzysztof dodał, że to wspaniałe uczucie mieć świadomość modlitwy za konkretnego człowieka będącego daleko, ale przez łączność duchową będącego obok.

W 37. pielgrzymce przemyskiej przyszło ponad 1200 osób. W drodze uczyli się miłości do codziennego spotkania ze Słowem Bożym. To, jak powiedział ks. Andrzej Bienia, w nawiązaniu do hasła roku duszpasterskiego i zarazem hasła rekolekcji „Idźcie i głoście”. - Mamy iść i głosić, ale by to robić trzeba wiedzieć o czym mamy mówić. Dlatego pomysł przygotowania małych fragmentów Pisma Świętego i zachęta do refleksji nad Ewangelią - powiedział opiekun grupy duchowych pielgrzymów, których zarejestrowało się ponad 800.

Kapłan dodał, że „chodzi o to, by samemu spotkać się przez Słowo z Jezusem i stać się Jego świadkiem”. - Każdy z nas może być misjonarzem, bo to ten, który mówi i świadczy o Chrystusie - podkreślił. Do wezwania "Królowa Polski" nawiązywało hasło jednej ze starszych kompani 148. pielgrzymki piotrkowskiej. Jej mottem były słowa: „Jesteśmy żywą Koroną Maryi”. - Być choćby najmniejszym elementem w koronie chwały Maryi to wielkie szczęście i radość. Cała pielgrzymka zachęcała do tego, by jeszcze bardziej ukochać Maryję, by Ją poznać i do Niej się zbliżyć - powiedziała s. Bogusława, nazaretanka. Niezwykłym przeżyciem podczas pielgrzymki piotrkowskiej, jak mówią uczestnicy, było piesze podążanie za Jezusem Eucharystycznym obecnym w Najświętszym Sakramencie. - Na długo pozostanie w mojej pamięci ta droga za Chrystusem. Czułam się jak podczas procesji Bożego Ciała, by obecny tak żywo pośród nas, w ciszy zielonych pól - zauważyła pątniczka Magdalena. W południe w progi Sanktuarium weszła 83. Poznańska Piesza Pielgrzymka. 1643 pątnikom również towarzyszyło hasło „Jesteśmy żywą Koroną Maryi”.

- Nie tylko chcemy się wpatrywać w Wizerunek Matki Bożej, ale też swoim życiem, swoimi ofiarami, modlitwami być diamentami w koronie Maryi, chcieliśmy zobaczyć, zastanowić się nad tym co możemy zrobić w codziennym życiu, żeby nasze chrześcijaństwo było obecne w życiu - powiedział ks. Jan Markowski, kapelan kompanii poznańskiej.

Poznańscy pielgrzymi modlili się w drodze w szczególny sposób za prześladowanych chrześcijan, o pokój, o jedność chrześcijan, o nowe powołania do życia kapłańskiego i zakonnego, za chorych i cierpiących.

Damian Bryl, biskup pomocniczy poznański, który towarzyszył pielgrzymom zarówno w drodze, jak i na Jasnej Górze. - Pielgrzymka to ważne wydarzenie nie tylko dla tych, którzy idą, ale dla całej naszej Ojczyzny. Chcemy razem tworzyć koronę Maryi. Każda grupa przynosi tu swoje duchowe dary, dzieła pokutne, którymi chcemy upiększyć koronę Matki Bożej – powiedział bp Bryl. Podkreślił, że „chcemy dobre czyny razem z Maryją ofiarować Jezusowi”.

- Pielgrzymka to wielkie święto, nie tylko dla tych, którzy szli, ale także wszystkich rodzin, przyjaciół, dla tych, których pielgrzymi spotkali, gdzie spali, gdzie otrzymali posiłek. To święto dla całej diecezji, bo ponad tysiąc osób nawraca się i robi „coś” dla Pana Jezusa - zauważył bp Bryl, który na szczycie Jasnej Góry przewodniczył pielgrzymkowej Mszy św.

W pielgrzymce poznańskiej wędrowało 34 księży, 22 kleryków i 16 sióstr zakonnych. Pątnicy szli w 18. grupach. Najdłuższą trasę pokonali pielgrzymi z Czarnkowa, jednej z najdalej na północ położonych parafii archidiecezji poznańskiej. W drogę na Jasną Górę wyruszyli 3 lipca i pokonali trasę ponad 380 km. Od 5 lipca pielgrzymowali wierni z Opalenicy, Kościana, Grodziska Wlkp. i Buku. W kolejnych dniach w drogę wyruszyli pielgrzymi z Leszna, Pudliszek i Gostynia.

Najmłodszym pielgrzymem był 4-miesięczny Teodor Dolata, a najstarszą pątniczką - 90-letnia Felicja Tomczak. Po raz 52. pielgrzymował Kazimierz Matuszewski.

Większość pielgrzymów pozostanie na Jasnej Górze do jutra, by wziąć udział w odpustowych uroczystościach ku czci Matki Bożej z Góry Karmel. Suma odprawiona zostanie na szczycie o godz. 11.00.

Tagi:
Jasna Góra pielgrzymka

Motocykliści chcą być razem

2018-04-25 11:32

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 17/2018, str. VI

Z ks. Jarosławem Zagozdą, proboszczem z podgorzowskiej Baczyny, rozmawia Kamil Krasowski

Karolina Krasowska
W tym roku motocykliści po raz 7. przejadą ze Świebodzina do Ro kitna

KAMIL KRASOWSKI: – 29 kwietnia odbędzie się 7. Diecezjalna Pielgrzymka Motocyklowa spod figury Chrystusa Króla w Świebodzinie do sanktuarium w Rokitnie. Jak narodziło się to dzieło?

KS. JAROSŁAW ZAGOZDA: – Pierwsza oficjalna pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej odbyła się w 2012 r. To było działanie oddolne. Ludzie sami chcieli taką pielgrzymkę zorganizować. Chcieli pojechać do świętego miejsca. Wybór padł na Rokitno, bo nie ma lepszego miejsca w diecezji. Pielgrzymka zawsze wygląda podobnie. Jest Koronka do Bożego Miłosierdzia, bardzo dobrze odbierana przez motocyklistów. Wielu z nich mówiło, że pierwszy raz w życiu modliło się Koronką właśnie na pielgrzymce. I to jest ważny element. Później jest sprawowana Msza św., poświęcenie motocykli i wspólne spotkanie przy stole. Od samego początku w pomoc przy organizacji pielgrzymki – w organizację przejazdu, ustawienie motocykli – zaangażowanych było wielu ludzi. I tak do tej pory współpracujemy. Taką grupą są motocykliści z Gorzowa skupieni w grupie MIŚ, którzy pomagają nam każdego roku.

– Jak wyglądały początki? Ile osób jeździło wówczas do Rokitna?

– W pierwszej pielgrzymce wzięło udział ok. 100 osób. Później ta liczba wzrastała. Najwięcej to było ok. 500 motocykli. Nie chodzi jednak o ilość, a przede wszystkim o duchowe przeżycie – modlitwę, spokojny czas wspólnie przeżywany w sanktuarium, co zawsze akcentujemy. Ilość nie ma znaczenia, chociaż wszystkie zloty i spotkania motocyklistów taki ranking prowadzą, my nie przywiązujemy do tego wagi.

– Skąd najczęściej przyjeżdżają uczestnicy pielgrzymki?

– Jak jest dobra pogoda, bo to jest bardzo ważne, to przyjeżdżają nawet spoza diecezji, z województw zachodniopomorskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego. Przyjeżdżają ludzie z Poznania, Piły, Połczyna Zdroju, Wrocławia, a także zaprzyjaźnieni motocykliści z Niemiec. Mówimy, że jest to pielgrzymka motocyklistów z naszej diecezji, ale każdy znajdzie tu swoje miejsce.

– Jakie intencje towarzyszą pielgrzymom?

– Uczestnicy przywożą swoje konkretne intencje modlitewne, które składają na ołtarzu w czasie Mszy św. sprawowanej za nich. Modlimy się, żeby Pan Bóg bezpiecznie nas prowadził, ale także polecamy zmarłych motocyklistów. Bardzo wielu ludzi prosi o Boże błogosławieństwo dla swoich rodzin. To też jest ciekawy rys – przyjeżdżają ludzie na motocyklach, ale wielu przybywa samochodami. Mąż przyjeżdża motocyklem, a żona z dziećmi samochodem. Albo dziadek z babcią przyjeżdżają za wnukiem właśnie samochodem, żeby z nim być. Dlatego wydaje mi się, że nasza pielgrzymka jest takim rodzinnym świętem.

– Czy w naszej diecezji istnieje duszpasterstwo motocyklistów?

– Kiedyś słyszałem takie powiedzenie, że każdy motocyklista ma duszpasterza w swoim proboszczu, ponieważ każdy należy do jakiejś parafii. Oficjalnie nie ma takiego duszpasterstwa, ale księża od zawsze są tam, gdzie się gromadzą ludzie. Biskup nie mianował takiego duszpasterza, ale są księża, którzy z tym środowiskiem się spotykają i duszpastersko troszczą się o nie.

– Wspominał Ksiądz, że w organizację pielgrzymki zaangażowani są członkowie Grupy Motocyklowej MIŚ. Z tego, co wiem, w pielgrzymkę zaangażowany jest także Klub Motocyklowy God’s Guards. Co to za klub?

– To klub, który zrzesza księży zajmujących się duszpasterstwem motocyklistów w całej Polsce, ale nie tylko, bo do wspólnoty należą też księża z Niemiec albo ci, którzy wyjechali na studia np. do Hiszpanii i tam też się spotykają. Mówi się, że jest to wspólnota kapłańska. W naszej diecezji jest kilku księży, którzy należą do tego klubu. Wspólnie przeżywamy rekolekcje, raz w roku bierzemy udział w pielgrzymce od Bałtyku do Tatr.

– W tym roku takie ogólnopolskie spotkanie Klubu God’s Guards odbędzie się w naszej diecezji w Kęszycy Leśnej.

– Rekolekcje odbywają się w różnych miejscach. Pierwsze były w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, później była Częstochowa, Warszawa, Tarnów, zaś w tym roku będzie to nasza diecezja. Spodziewamy się, że przyjadą do nas księża, którzy zajmują się duszpasterstwem motocyklistów w całej Polsce.

– Jakie są główne cele Diecezjalnej Pielgrzymki Motocyklowej ze Świebodzina do Rokitna?

– Religijny cel to przede wszystkim modlitwa. Motocykliści to ludzie, którzy lubią wejść do kościoła. Jak zwiedzają jakieś miejsca, to bardzo często jest tak, że zatrzymują się właśnie pod kościołem, żeby zobaczyć, wejść, przeżegnać się. Bardzo ciekawy i ważny jest też cel wspólnototwórczy. Motocykliści chcą być razem. Jak jedziemy na motocyklach, to nie ma okazji, żeby porozmawiać, bo każdy jedzie sam. Jak się spotkamy w większej albo mniejszej grupie – to dobrze jest opowiedzieć swoje wrażenia. Dzielimy się doświadczeniem – kto gdzie był, gdzie warto pojechać. Kolejny cel to promocja bezpiecznej jazdy. Jedziemy w zwartym szyku, w takiej procesji, w pielgrzymce, żeby pokazać, że na drodze trzeba bardzo mocno uważać.

– Jak Ksiądz jako organizator przeżywa pielgrzymkę?

– Bardzo się z niej cieszę. Zawsze też z niepokojem obserwuję pogodę z myślą, czy uda się przejechać. Był taki jeden rok, gdy padał grad. Myśleliśmy, że nikt nie przyjedzie, ale wręcz przeciwnie – przyjechało bardzo dużo ludzi. W takiej grupie modlitwa w Rokitnie ma dla mnie bardzo duże znaczenie. To pokazuje, że motocykliści to nie ludzie, którzy myślą tylko o tym, żeby jechać i pokonywać kilometry, ale że lubią się zatrzymać. Doświadczam też jedności, tutaj nie ma znaczenia, kto skąd jest i jakim motocyklem przyjeżdża.

– Kiedy odkrył Ksiądz swoje zamiłowanie do motocykli?

– Jako nastoletni chłopak dojeżdżałem do szkoły motorowerem. Jednak przyszedł czas, że zacząłem dużo jeździć na rowerze. Gdy byłem na jednej z parafii w Lubsku, spotkałem fajną grupę motocyklistów i właśnie tam powróciły do mnie dawne zamiłowania, spotkałem się też z dużą życzliwością ówczesnego proboszcza. Także zaczęło się to dawno, a odrodziło kilkanaście lat temu. Z motocyklami łączy mnie nić sympatii. Nie jest to żadna wielka miłość, ponieważ zdaję sobie sprawę, że nie zawsze będę jeździł, że przyjdzie taki wiek, kiedy stanie się to niebezpieczne. Nie jeżdżę daleko, ale zawsze jest to okazja do spotkania się z kimś i zobaczenia pięknych miejsc. Z motocykla wygląda to zupełnie inaczej. Można wjechać tam, gdzie nie wjedzie się samochodem, a prawo pozwala. Na mecze żużlowe też jeżdżę z kolegami księżmi na motocyklach. Wtedy zawsze można szybciej dojechać pod stadion, szybciej wydostać się spod stadionu po meczu. Na zakupy do miasta też jeżdżę na motocyklu, bo jest łatwiej i szybciej.

– Jaką maszyną Ksiądz jeździ?

– Jeżdżę miejsko-turystycznym motocyklem BMW o niedużej pojemności. Takim, żeby czuć się bezpiecznie i żeby za dużo zapasu mocy nie było (śmiech).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stowarzyszenie Przyjaciół Ludzkiego Życia - 1%

Bawaria: od 1 czerwca krzyże we wszystkich urzędach państwowych

2018-04-25 10:25

tom (KAI) / Monachium

Rząd krajowy w Monachium postanowił, aby od 1 czerwca br. we wszystkich budynkach państwowych Bawarii zawisły krzyże. Jak oświadczyła Kancelaria Wolnego Państwa Bawarii w przyszłości w widocznym miejscu w wejściu do urzędu powinien zawisnąć krzyż jako "widoczny znak uznania podstawowych wartości porządku prawnego i społecznego w Bawarii i Niemczech".

B.M. Sztajner

W tym celu Rada Ministrów postanowiła zmienić zasady ogólnego regulaminu działania organów Wolnego Państwa Bawarii. Do jego wprowadzenia zobowiązane są od 1 czerwca urzędy gminne, powiatowe i okręgowe.

- Krzyż jest fundamentalnym symbolem naszej bawarskiej tożsamości i sposobu życia - oświadczył premier Bawarii Markus Söder (CSU) i dodał: "Stoi on za elementarnymi wartościami takimi jak miłość bliźniego, ludzka godność i tolerancja". Po ogłoszeniu decyzji premier Söder zawiesił krzyż w wejściu Kancelarii Wolnego Państwa Bawarii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezydent Duda: Alfie, modlimy się za ciebie i twoje wyzdrowienie!

2018-04-25 11:55

lk / Warszawa (KAI)

Prezydent Andrzej Duda zabrał głos w sprawie cierpiącego na poważne uszkodzenie mózgu 2-letniego Alfie Evansa, którego brytyjscy lekarze chcą odłączyć od aparatury podtrzymującej oddychanie. "Alfie Evans musi zostać ocalony, modlimy się za ciebie i twoje wyzdrowienie!" - napisał po angielsku na Twitterze prezydent Duda.

Catholic News Agency
Alfi Evans

"Alfie Evans musi zostać ocalony. Jego dzielne małe ciało udowodniło raz jeszcze, że cud życia potrafi być silniejszy od śmierci. Być może to, czego trzeba, to odrobina dobrej woli ze strony mocodawców. Alfie, modlimy się za ciebie i twoje wyzdrowienie!" - napisał Andrzej Duda w języku angielskim na swoim prywatnym profilu na Twitterze.

W nocy z poniedziałku na wtorek, na mocy wcześniejszej decyzji sądu, chłopcu przebywającemu w szpitalu dziecięcym w Liverpoolu odłączono maszynę umożliwiającą oddychanie. Przez dziewięć godzin Alfie Evans oddychał samodzielnie. Potem, jak ogłosili rodzice dziecka, zapewniono mu ponownie tlen. Chłopiec dostaje też wodę.

Dwulatek od urodzenia cierpi na niezdiagnozowaną chorobę układu nerwowego. Lekarze określają jego stan jako wegetatywny i od wielu miesięcy niezmiennie pogarszający się.

W walkę o życie chłopca zaangażowały się również włoskie władze, które przyznały Alfiemu włoskie obywatelstwo. Wydawało się, że w ten sposób sprawa zostanie rozwiązana. Rodzice Alfiego zabiegają bowiem o przewiezienie chłopca do należącego do Watykanu szpitala pediatrycznego Dzieciątka Jezus w Rzymie. Wbrew protestom włoskiego konsula w Wielkiej Brytanii sędzia podtrzymał jednak decyzję o odłączeniu Alfiego od aparatury.

Rodzice Alfiego Evansa poinformowali przez swojego adwokata, że złożyli odwołanie od decyzji sądu. Jeszcze w środę po południu ma się odbyć przesłuchanie w sądzie apelacyjnym.

Wczoraj sędzia zapytał o opinię przedstawicieli szpitala dziecięcego Alder Hey w Liverpoolu, gdzie leży Alfie, z prośbą, by rozważyli, czy można przetransportować chłopca do jego domu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem