Reklama

Biały Kruk 2

O związkach między szkaplerzem i Fatimą

2017-07-15 16:07

rk / Wadowice / KAI

Piotr Marcińczak

O związkach nabożeństw szkaplerznych z Fatimą przypomniał o. dr. hab. Szczepan T. Praśkiewicz OCD, karmelita z Wadowic. Konsultor ds. kanonizacyjnych w kurii rzymskiej i w kurii metropolitalnej krakowskiej zapraszając na niedzielne uroczystości święta Matki Bożej Szkaplerznej, podkreślił w rozmowie z KAI, że na szczególną aktualność i potrzebę praktykowania nabożeństw szkaplerznego i różańcowego wskazała sama Matka Boża podczas swego objawienia w Lourdes, a zwłaszcza w Fatimie – 100 lat temu.

Jak zauważył karmelita, siostra Łucja dos Santos, wizjonerka z Fatimy i późniejsza karmelitanka bosa, wyznała, że w czasie słynnego cudu słońca ona oraz błogosławieni Hiacynta i Franciszek zobaczyli na niebie trzy obrazy, symbolizujące trzy części Różańca.

„Pierwszy obraz był wyobrażeniem Najświętszej Rodziny. Drugi - przedstawiał Matkę Bożą w szatach fioletowych jako Matkę Bolesną z mieczem przeszywającym Jej Serce. Obok niej stał Jezus Frasobliwy. Spoglądał z miłosierdziem na ludzi, za których umarł. Na trzecim obrazie Matka Boża ukazała się w odzieniu chwalebnym, jako Matka Boża z Góry Karmel, tj. Matka Boża Szkaplerzna, ukoronowana na Królową Nieba i Ziemi, z Dzieciątkiem Jezus na kolanach, trzymającym w ręku szkaplerz święty” – zaznaczył.

Zakonnik przypomniał także, że siostra Łucja zapytana o opinię, dlaczego Matka Boża ukazała się w wizjach symbolizujących poszczególne części różańca także jako Matka Boża Szkaplerzna, odpowiedziała, że „Maryja chciała przez to zachęcić nas do praktykowania obu tych nabożeństw maryjnych. Gdyż różaniec i szkaplerz są dwoma najbardziej uprzywilejowanymi sakramentaliami maryjnymi, i nabierają znaczenia tak wielkiego, jak nigdy jeszcze nie miały go w swej historii”.

Reklama

Nabożeństwo szkaplerzne związane jest z historią zakonu karmelitańskiego, którego oficjalna nazwa brzmi „Zakon Braci [Bosych] Najświętszej Maryi Panny z góry Karmel”. 16 lipca 1251 r. w Aylesford w Anglii przez przełożonego generalnego – św. Szymona Stocka – Maryja zapewniła, że zakon przetrwa wszystkie trudności, gdyż Ona okryje go swoją opieką, której zewnętrznym znakiem będzie szkaplerz, na który wskazała.

„Począwszy od tego okresu nabożeństwo szkaplerzne rozwinęło się na szeroką skalę, gdyż znak opieki Maryi zapragnęli nosić także ludzie świeccy i przy klasztorach karmelitańskich zaczęły powstawać bractwa szkaplerzne oraz inne zrzeszenia pobożnych osób przyjmujących szkaplerz. Ten znak opieki Maryi zdobił piersi nie tylko prostego ludu, ale królów i papieży” – przypomniał o. Praśkiewicz i podkreślił, że szkaplerz ceniła św., Teresa od Jezusa, reformatorka Karmelu i wielu świętych, wśród których był także św. Rafał Kalinowski. „Szerzył on nabożeństwo szkaplerzne w Galicji i na Śląsku, posyłał też szkaplerze do Rumunii, na Węgry i na Syberię” – zaznaczył zakonnik.

Nazwa „szkaplerz” pochodzi od łacińskiego słowa „scapularis”, czyli „noszony na plecach”. Zakonnicy noszą szkaplerz w postaci prostokątnego kawałka materiału z otworem na głowę, wkładanego na tunikę habitu. Taką szatę, jako element habitu, noszą dziś nie tylko karmelici, ale i inne zakony. Świeccy noszą go w formie medalika. Tradycyjnym dniem, kiedy przyjmuje się szkaplerz jest święto Matki Bożej Szkaplerznej. Odwiedzenie karmelitańskiej wspólnoty jest zewnętrznym znakiem włączenia się w duchowe dobra zakonu, jakich poprzez nałożenie szkaplerza można dostąpić.

W karmelitańskim sanktuarium „na Górce”, w wielu parafiach pw. Matki Bożej Szkaplerznej i w klasztorach sióstr karmelitanek bosych dobiegają właśnie końca nowenny i tridua szkaplerzne.

Niedzielnym uroczystościom odpustowym, z nałożeniem szkaplerza, będzie u wadowickich karmelitów bosych o godz. 11.00 przewodniczył rektor WSD Karmelitów w Krakowie na Piasku, o. dr. Wiesław Strzelecki OCarm. W Karmelu w Oświęcimiu, u sióstr karmelitanek bosych, uroczystą Eucharystię ku czci szkaplerznej Madonny odprawi o godz. 17.00 bp Roman Pindel. W tarnowskim Karmelu Mszy św. przewodniczyć będzie o. dr Praśkiewicz, który od 9 dni głosi tam nowennę szkaplerzną przed niedzielnym odpustem.

Tagi:
Fatima szkaplerz

Szkaplerz – szata Królowej Karmelu

2017-07-14 14:07

Rozmawiała Karolina Krawczyk / Czerna / KAI

„Wiele razy nakładałem szkaplerz żołnierzom, którzy wyjeżdżali do Afganistanu. Przyjeżdżali do Czernej całymi rodzinami i przyjmowali szkaplerz. Czy ocaleli na wojnie? Tego nie wiem. Na pewno ten akt oddania się Matce Bożej był wołaniem o Jej opiekę i pomoc” – mówi o. Leszek Stańczewski OCD, przeor klasztoru Karmelitów Bosych w Czernej. O szacie Maryi, obowiązkach i przywilejach związanych z przyjęciem szkaplerza opowiada w rozmowie z KAI.

S. Bogdana Bartog KDzJ

O. Leszek Stańczewski OCD: Wszystko zaczęło się… od kryzysu. W pierwszej połowie XIII wieku nasz zakon przeżywał ogromne trudności. Bracia w Ziemi Świętej byli prześladowani przez Saracenów i mordowani. Ci, którzy przetrwali te krwawe podboje, zostali wypędzeni z Góry Karmel i przybyli do Europy.

Niestety, tutaj też nie byli rozumiani. Ich pustelnicza mentalność i sposób życia nie spotkały się z przychylnością. Coraz częściej mówiono o kasacie zakonu. Ponieważ w XIII wieku istniały już zakony franciszkanów i dominikanów, to uważano, że to wystarczy, że kolejne zgromadzenie nie jest potrzebne.
Ówczesny generał, św. Szymon Stock, powierzył sprawy zakonu Maryi. W 1251 roku w Aylesford, w Anglii, przeżył objawienie. W nocy z 15 na 16 lipca św. Szymon widział Matkę Bożą, która wręczyła mu szkaplerz, mówiąc: „Weź, najukochańszy synu, ten szkaplerz twego zakonu jako wyróżniający znak i symbol przywilejów, który otrzymałam dla ciebie i wszystkich synów Karmelu. Jest to znak zbawienia, ratunek pośród niebezpieczeństw, przymierze pokoju i wieczystego zobowiązania. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego”.
Nasz generał przyjął ten dar Najświętszej Maryi Panny i od tamtej pory nakazał nosić szkaplerz wszystkim braciom. Zakon zaczął się dynamicznie rozwijać. W ciągu pięćdziesięciu lat powstało pięćdziesiąt domów zakonnych, a w 1397 roku zakon przybył do Polski, do Krakowa. Jako wotum wdzięczności, w nocy z 15 na 16 lipca, przeżywamy uroczyste czuwanie i dziękczynienie za dar i ocalenie. Od XVI w. dzień ten jest nazywany w zakonie „Świętem Szaty”. Właśnie wtedy dziękujemy za ten szczególny znak opieki, jakim jest szkaplerz. W Uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel świętuje cała rodzina karmelitańska: bracia, siostry i wierni świeccy.

- Czym w takim razie jest szkaplerz i dla kogo jest przeznaczony?

- Najprościej mówiąc, szkaplerz zakonny to długi pas materiału sięgający do ziemi, który zakładamy na habit. Dla osób świeckich przeznaczony jest szkaplerz mniejszego rozmiaru, który nosi się pod ubraniem. Można także nosić medalik szkaplerzny. Szkaplerz musi zostać pobłogosławiony i nałożony przez kapłana. Nie ma jakiejś szczególnej grupy osób, które mogą go nosić. Szkaplerz, nazywany także „szatą Maryi” może przyjąć każdy, kto odczuwa taką potrzebę.

- Maryja ze znakiem szkaplerza objawiła się także papieżowi Janowi XXII.

- Tak. Dzięki temu została ogłoszona Bulla sobotnia, w której zawarte zostały informacje o przywilejach dla tych, którzy zdecydowali się nosić szkaplerz. Wśród nich jest ten najsłynniejszy, tzw. „przywilej sobotni”. W czasie objawienia Maryja zapewniła Ojca Świętego, że uwolni z czyśćca każdą osobę odzianą w szkaplerz karmelitański w pierwszą sobotę od chwili śmierci. Powtórzyła tym samym tę obietnicę, którą wcześniej wypowiedziała w stronę św. Szymona Stocka.

- Jak uchronić się przed tym, by nie traktować szkaplerza jako talizmanu, jako „pewnika” w drodze do nieba?

- Bardzo prosto. Trzeba pamiętać, że za szkaplerzem stoją nie tylko przywileje, ale też obowiązki. Wypełnianie ich bardzo szybko zweryfikuje naszą postawę i decyzję o przyjęciu „szaty Maryi”. Tych obowiązków jest kilka: po pierwsze, szkaplerz należy nosić zawsze i wszędzie. To może być uciążliwe, niektórzy mogą się wstydzić tego znaku. Wtedy wychodzi na jaw, jak ktoś traktuje szkaplerz - czy jest talizmanem czy raczej okazją do dawania cichego świadectwa swojej wiary. Kolejne obowiązki wynikające z przyjęcia szkaplerza to codzienna modlitwa ku czci Matki Bożej, zachowanie czystości zgodnej ze swoim stanem życia, bycie apostołem szkaplerza. Jak widać, tych obowiązków jest kilka.

- Jak przygotować się do przyjęcia szkaplerza?

- Przede wszystkim warto rozeznać, dlaczego ktoś chce przyjąć szatę Maryi. Warto wiedzieć, jakie obowiązki z tego wynikają oraz jakie przywileje. Zachęcam do tego, żeby sięgnąć po książki dotyczące szkaplerza - tych na rynku wydawniczym jest coraz więcej.
Dobrze, aby w chwili przyjęcia szkaplerza osoba była w stanie łaski uświęcającej, po dobrze odprawionej spowiedzi. Trzeba jednak podkreślić, że to nie jest warunek sine qua non, bo szkaplerz jest sakramentalium, a nie sakramentem. Jeśli ktoś ma przeszkody do otrzymania rozgrzeszenia, ale chce przyjąć szkaplerz, to też może to zrobić. W takim wypadku należy starać się żyć najlepiej, jak tylko się potrafi, mimo różnego rodzaju przeszkód, i zrobić wszystko, by uporządkować swoje życie wg Bożego prawa.
Zachęca się także, żeby przyjmujący szkaplerz w tym dniu przyjął Komunię Świętą, ponieważ z przyjęciem szkaplerza wiąże się także łaska odpustu zupełnego.

- Czy można przyjąć szkaplerz i „ominąć” duchowość karmelitańską? Dzieła świętych Karmelu nie są łatwą lekturą…

- Pewnie, że można, ale na pewno byłaby to ogromna szkoda dla człowieka. Duchowość Karmelu jest niezwykle bogata. Mamy wielu świętych: Jana od Krzyża, Teresę Wielką, Teresę od Dzieciątka Jezus, Benedyktę od Krzyża, Małą Arabkę… Warto zgłębiać to, czym żyli ci święci. Szkoda by było przyjąć szkaplerz i nie sięgnąć do głębi, która za nim stoi. To podobnie jak z odwiedzinami: można swoją mamę odwiedzić raz w roku, a można robić to częściej. Można szkaplerz przyjąć i wracać do tego momentu, a można też iść w głąb duchowości karmelitańskiej.

- W takim razie jak można rozwijać swoją duchowość szkaplerzną?

- Tych propozycji ze strony naszego zakonu jest bardzo dużo. Jako zakonnicy przede wszystkim głosimy kazania i rekolekcje o tematyce szkaplerznej. Mamy swój biuletyn, stronę internetową (www.szkaplerz.pl), a w ofercie naszego wydawnictwa mamy dzieła naszych wielkich mistrzów duchowych. Ponadto coraz prężniej rozwijają się bractwa szkaplerzne. Na chwilę obecną są one w kilkudziesięciu miastach w Polsce. Co warto podkreślić, takie bractwa nie muszą należeć do naszych parafii zakonnych, ale z powodzeniem powstają także przy parafiach diecezjalnych. Jest oczywiste, że służymy także kierownictwem duchowym, indywidualną rozmową i sakramentami każdemu, kto jest w potrzebie.

- Mnogość tytułów, jakimi opisywana jest Matka Boża może przytłaczać. Jak dobrze rozumieć i przeżywać duchowość maryjną?

- Bez wątpienia należy ciągle podkreślać, że Maryja jest oczywiście jedna. Są tacy, którzy niestety spierają się o to, które z objawień jest lepsze czy bardziej skuteczne. A to błąd. Maryja jest Królową Nieba i Ziemi, jest też Matką Kościoła, czyli każdego z nas. I właśnie dlatego dobrze by było, aby każdy wierzący znalazł swój własny sposób na relację z Maryją. Może odmawiać różaniec, może nosić szkaplerz, może pielgrzymować do różnych sanktuariów, a może po prostu swoimi słowami z Nią rozmawiać i powierzać Jej swoje sprawy. A dlaczego warto? To bardzo proste. Chyba każdy z nas kocha swoją ziemską mamę - okazuje jej wdzięczność, miłość, szacunek za trud wychowania i wszystkie poświęcenia, jakie poniosła. Tak samo jest z naszą Matką Niebieską - niech każdy sobie znajdzie swój sposób na to, by okazać jej swoją miłość i oddanie. Nie ma znaczenia, co to będzie. Tu chodzi przede wszystkim o miłość.

- Co z osobami, którym - mimo szczerych chęci - ciężko zaakceptować kult Matki Bożej?

- Tym, którym trudno jest zrozumieć osobę Matki Bożej, polecam postawę dziecka. Zachęcam, aby powierzyć Maryi swoje sprawy, także tę trudność z zaakceptowaniem Jej. Jestem pewien, że w taki sposób najszybciej przekonają się, że Matka Boża nie chce odbierać Jezusowi należnej Mu czci i szacunku, ale robi wszystko, by każdy człowiek jeszcze bardziej kochał Jej Syna.
Maryja przyniosła nam największą łaskę, jaką możemy sobie wyobrazić. Dała nam Chrystusa. Właśnie z tego powodu nazywana jest „pośredniczką”. Ona nadal chce nam udzielać kolejnych łask, dlatego zachęcam: jak dzieci proście Matkę o pomoc, a otrzymacie to, czego potrzebujecie.

- Na pewno Ojciec spotkał się z wieloma świadectwami związanymi ze szkaplerzem. Któreś z nich szczególnie Ojcu zapadło w pamięć?

- Najpierw powiem, że ja sam czuję opiekę Matki Bożej. Tego się nie da opisać żadnymi słowami, ale proszę mi wierzyć, że jestem pewny Jej opieki w moim życiu kapłańskim i zakonnym. Pamiętam też historię, która wydarzyła się w Truskolasach. Siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus mają tam swój dom. W latach 60. XX wieku, w czasie Wielkiego Postu w tej miejscowości wybuchł pożar. Ponieważ większość domów była drewniana, ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał i szedł wprost na dom Sióstr oraz na drewniany kościół. Wtedy jedna z sióstr, s. Genowefa, ściągnęła swój szkaplerz, rzuciła w miejsce, do którego zaraz miał dotrzeć ogień i zawołała „Maryjo, ratuj!”. I ogień po prostu się zatrzymał. Ludzie po dziś dzień opowiadają o tym wydarzeniu i przekazują tę historię kolejnym pokoleniom.
Ja sam wiele razy nakładałem szkaplerz żołnierzom, którzy wyjeżdżali do Afganistanu. Przyjeżdżali do Czernej całymi rodzinami i przyjmowali szkaplerz. Czy ocaleli na wojnie? Tego nie wiem. Na pewno ten akt oddania się Matce Bożej był wołaniem o Jej opiekę i pomoc. Ale podkreślić trzeba, że przyjęcie szkaplerza nie oznacza lekkiego i bezstresowego życia. Kiedy Maryja objawiła się Szymonowi Stockowi, obiecała, że uratuje dusze przed pójściem do piekła. I przede wszystkim tak należy rozumieć tę opiekę.

- Rok 2001 okazał się przełomowym momentem dla nabożeństwa szkaplerznego.

- Tak. Była to 750 rocznica objawienia się Maryi i podarowania nam szkaplerza. Z tej okazji papież Jan Paweł II napisał list apostolski Providentialis gratiae eventus, w ten sposób podkreślając znaczenie „szaty Maryi” nie tylko dla naszego zakonu, ale dla całego Kościoła powszechnego. W tym liście podkreślił dwie prawdy. Jedna mówi o tym, że Maryja jest naszą opiekunką zarówno w tym życiu jak i w chwili śmierci. Druga z prawd podkreśla, że nabożeństwo do Matki Bożej powinno trwać w życiu chrześcijanina nieustannie: „(…) nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny nie może ograniczać się tylko do modlitw i hołdów składanych Jej przy określonych okazjach, ale powinna stanowić "habit", czyli nadawać stały kierunek chrześcijańskiemu postępowaniu, opartemu na modlitwie i życiu wewnętrznym poprzez częste przystępowanie do sakramentów i konkretne uczynki miłosierne co do ciała i co do duszy” – tak pisał Ojciec Święty. Warto dodać, że on sam od młodości nosił szkaplerz i wielokrotnie o tym wspominał.

- W tym roku obchodzimy setną rocznicę objawień w Fatimie. W wydarzeniach sprzed stu lat pojawił się pewien karmelitański akcent.

- To prawda. W ostatnim objawieniu fatimskim, 13 października 1917 roku, Maryja objawiła się pastuszkom, będąc ubraną w habit karmelitański. S. Łucja, jedna ze świadków objawień wielokrotnie podkreślała, że właśnie przez to objawienie Maryja chciała nam pokazać, że różaniec i szkaplerz są nadal aktualne i bardzo potrzebne. Podkreślał to biskup da Silva, ordynariusz diecezji Leiria, który mówił, że szkaplerz jest integralną częścią orędzia fatimskiego. Warto żyć tą pobożnością, warto bliżej poznać „szatę Maryi”, a przez Matkę Najświętszą zbliżyć się jeszcze bardziej do Chrystusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Papież do młodzieży: Kościół wam ufa, a wy ufajcie Kościołowi!

2018-02-22 12:24

tlum, st (KAI) / Watykan

Wy, młodzi potrzebujecie poczucia, że ktoś naprawdę w was wierzy: wiedzcie, że Papież wam ufa, że​Kościół wam ufa! A wy, ufajcie Kościołowi! - pisze papież Franciszek w opublikowanym dziś orędziu na 33. Światowy Dzień Młodzieży, który w Niedzielę Palmową będzie obchodzony w diecezjach na całym świecie. Orędzie, którego głównym przesłaniem jest dodanie odwagi młodym ludziom, to najważniejsze papieskie przesłanie dotyczące młodzieży, poprzedzające październikowy Synod Biskupów i zachęcające do udziału w przyszłorocznych ŚDM w Panamie.

Krzysztof Tadej

„Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1, 30)

Drodzy młodzi,

Światowe Dni Młodzieży 2018 stanowią krok naprzód w przygotowaniu międzynarodowego spotkania, które odbędzie się w Panamie w styczniu 2019 roku. Ten nowy etap naszej pielgrzymki przypada na rok, w którym zwołane jest Zgromadzenie Zwyczajne Synodu Biskupów na temat: „Młodzież, wiara i rozeznanie powołania”. To dobry zbieg okoliczności. Uwaga, modlitwa i refleksja Kościoła będą skierowane na Was, ludzi młodych, z pragnieniem zrozumienia, a przede wszystkim przyjęcia drogocennego daru, jakim jesteście dla Boga, dla Kościoła i dla świata.

Jak już wiecie, postanowiliśmy, aby w tej drodze towarzyszył nam wzór i wstawiennictwo Maryi, młodej kobiety z Nazaretu, którą Bóg wybrał jako Matkę swego Syna. Idzie ona z nami ku Synodowi i Światowym Dniom Młodzieży w Panamie. Jeśli w ubiegłym roku prowadziły nas słowa Jej kantyku uwielbienia: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1,49) - ucząc nas upamiętniać przeszłość – to w bieżącym roku staramy się słuchać wraz z Nią głosu Boga, który budzi odwagę i daje łaskę konieczną, aby odpowiedzieć na Jego wezwanie: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1, 30). Są to słowa wypowiedziane przez posłańca Boga, archanioła Gabriela, do Maryi, prostej dziewczyny z małej wioski w Galilei.

1. Nie bój się!

To zrozumiałe, że nagłe pojawienie się anioła i jego tajemnicze pozdrowienie: „Bądź pozdrowiona pełna łaski, Pan z Tobą” (Łk 1,28), wywołały silny niepokój w Maryi, zaskoczonej tym pierwszym objawieniem jej tożsamości i powołania, do tej pory jej nieznanych. Maryja, podobnie jak inne postacie z Pisma Świętego, drży w obliczu tajemnicy powołania Boga, który w jednej chwili stawia ją przed ogromem swego planu i sprawia, że odczuwa ona całą swą małość skromnego stworzenia. Anioł, czytając w głębi jej serca, mówi do niej: „Nie bój się”! Bóg czyta również w naszych sercach. Dobrze zna wyzwania, jakim musimy stawić czoło w życiu, zwłaszcza, gdy stajemy w obliczu decyzji fundamentalnych, od których zależy, kim będziemy i co zrobimy na tym świecie. To „ciarki” jakie odczuwamy, gdy mamy do czynienia z decyzjami dotyczącymi naszej przyszłości, naszego stanu życia, naszego powołania. W takich chwilach jesteśmy wzburzeni i ogarnia nas wiele lęków.

A Wy, ludzie młodzi, jakie żywicie obawy? Co was najbardziej niepokoi w głębi serca? W wielu z was istnieją obawy „drugoplanowe”, że nie jesteście kochani, lubiani, nie akceptowani takimi, jakimi jesteście. Dziś jest wielu młodych, którzy mają poczucie, że muszą być inni od tego, czym są w rzeczywistości, próbując się dostosować do często sztucznych i nieosiągalnych standardów. Nieustannie dokonują retuszowania swoich wizerunków, chowając się za maskami i fałszywymi tożsamościami tak, że sami niemal stają się “fake’iem”. U wielu z nich mamy do czynienia z obsesją na tle otrzymywania jak największej liczby „polubień”. I z tego poczucia nieadekwatności rodzi się wiele obaw i niepewności. Inni lękają się, że nie znajdą bezpieczeństwa emocjonalnego i zostaną sami. W wielu, w obliczu niepewności związanej z pracą, wkracza lęk przed niemożnością znalezienia satysfakcjonującej afirmacji zawodowej, nie spełnienia swoich marzeń. Te obawy są dziś bardzo obecne w wielu młodych ludziach, zarówno wierzących, jak i niewierzących. Także ci, którzy przyjęli dar wiary i poważnie poszukują swojego powołania, nie są rzecz jasna wolni od strachu. Niektórzy myślą: może Bóg chce ode mnie, albo zażąda ode mnie za wiele. Może przemierzając drogę wskazaną mi przez Niego, nie będę naprawdę szczęśliwy, albo nie będę mógł sprostać temu, o co mnie prosi. Inni zadają sobie pytanie: czy podążam drogą wskazaną mi przez Boga, kto może mi zagwarantować, że będę mógł podążać nią do końca? Czy nie ulegnę zniechęceniu? Czy nie stracę entuzjazmu? Czy będę umiał wytrwać przez całe me życie?

W chwilach, kiedy wątpliwości i lęk tłoczy się w naszych sercach, konieczne staje się rozeznanie. Pozwala nam ono uporządkować zamęt w naszych myślach i uczuciach, aby działać w sposób właściwy i roztropny. Pierwszym krokiem w tym procesie prowadzącym do przezwyciężenia lęków jest ich wyraźne określenie, by nie okazało się, że marnujemy czas i energię, padając łupem nietrwałych upiorów pozbawionych oblicza. W tym celu zapraszam wszystkich, byście spojrzeli do swego wnętrza i nazwali wasze lęki po imieniu. Zadajcie sobie pytanie: co mnie martwi, czego boję się najbardziej dzisiaj, w konkretnej sytuacji, której doświadczam? Co mnie blokuje i nie pozwala mi iść naprzód? Dlaczego nie mam odwagi, by dokonać ważnych decyzji, które powinienem podjąć? Nie lękajcie się uczciwie spojrzeć na swoje lęki, uznać je takimi, jakimi są, i zmierzyć się z nimi. Biblia nie zaprzecza ludzkiemu uczuciu strachu ani wielu przyczynom, które mogą go powodować. Abraham się bał (por. Rdz 12, 10), Jakub się lękał (por. Rdz 31,31; 32,8), a również Mojżesz (por. Wj 2,14, 17,4), Piotr (Mt 26,69nn) i Apostołowie (Mk 4,38-40; Mt 26,56). Sam Jezus, chociaż na nieporównywalnym poziomie, także doświadczał lęku i udręki (Mt 26, 37; Łk 22, 44).

„Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” (Mk 4,40). Ta reprymenda Jezusa wobec uczniów pozwala nam zrozumieć, jak często przeszkodą dla wiary nie jest niewiara, ale bojaźń. Dlatego dzieło rozeznania, po zidentyfikowaniu naszych lęków, musi nam pomóc w ich przezwyciężeniu, otwierając nas na życie i ze spokojem stawiając czoło wyzwaniom, jakie nam ono przedstawia. W szczególności dla nas, chrześcijan, bojaźń nigdy nie może mieć ostatniego słowa, ale powinna stanowić okazję, aby dokonać aktu wiary w Boga... a także wiary w życie! Oznacza to uwierzenie w zasadniczą dobroć istnienia, które dał nam Bóg, zaufanie, że prowadzi On do dobrego celu przez często tajemnicze dla nas okoliczności i zmienne koleje losu. Jeśli zamiast tego podsycamy lęki, będziemy zmierzali do zamknięcia się w sobie, zabarykadowania się, by bronić się przed wszystkim i wszystkimi, pozostając jakby sparaliżowani. Musimy zareagować! Nigdy się nie zamykaj! W Piśmie Świętym znajdujemy 365 razy wyrażenie „nie lękajcie się”, ze wszystkimi jego odmianami. To jakby powiedzieć, że każdego dnia roku Pan chce, abyśmy byli wolni od bojaźni.

Rozeznanie staje się nieodzowne, w kontekście poszukiwania własnego powołania. Bowiem najczęściej nie jest ono natychmiast jasne czy zupełnie oczywiste, ale rozumiemy je stopniowo. Koniecznego do przeprowadzenia w tym przypadku rozeznania nie należy rozumieć jako indywidualnego wysiłku introspekcji, którego celem jest lepsze poznanie naszych mechanizmów wewnętrznych, aby się umocnić i osiągnąć pewną równowagę. Osoba może stać się wówczas silniejsza, ale pozostaje mimo to zamknięta w ograniczonej perspektywie swoich możliwości i poglądów. Natomiast powołanie jest wezwaniem Boga, a rozeznanie w tym przypadku polega przede wszystkim na otwarciu się na Innego, który wzywa. Jest zatem konieczna cisza modlitwy, aby wysłuchać głosu Boga, który rozbrzmiewa w sumieniu. Puka On do drzwi naszych serc, tak jak to uczynił z Maryją, pragnąc zawrzeć z nami przyjaźń w modlitwie, mówić do nas poprzez Pismo Święte, obdarzyć nas swoim miłosierdziem w Sakramencie Pojednania, aby stać się z nami jedno w Komunii Świętej.

Ale ważne jest również skonfrontowanie i dialog z innymi, naszymi braćmi i siostrami w wierze, którzy mają większe doświadczenie i pomagają nam widzieć lepiej i wybierać między różnymi opcjami. Młody Samuel, kiedy usłyszał głos Pana, nie rozpoznał go od razu i pobiegł trzykrotnie do Helego, starego kapłana, który w końcu podsunął mu właściwą odpowiedź, jaką należy dać na wezwanie Boga: „Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha” (1 Sm 3, 9). W waszych wątpliwościach wiedzcie, że możecie liczyć na Kościół. Wiem, że są świetni kapłani, osoby konsekrowane, wierni świeccy, wielu z nich młodych, którzy ze swej strony mogą wam towarzyszyć jako starsi bracia i siostry w wierze. Ożywiani przez Ducha Świętego, będą umieli wam pomóc w rozwikłaniu waszych wątpliwości i odczytaniu planu waszego osobistego powołania. „Inny” to nie tylko przewodnik duchowy, ale także ten, który pomaga nam otworzyć się na wszystkie nieskończone bogactwa egzystencji, jakimi obdarzył nas Bóg. Trzeba otwierać przestrzenie w naszych miastach i wspólnotach, aby wzrastać, marzyć, patrzeć na nowe perspektywy! Nigdy nie traćcie smaku radowania się ze spotkania, z przyjaźni, smaku wspólnego marzenia, pielgrzymowania z innymi. Prawdziwi chrześcijanie nie boją się otwierać na innych, dzielić się przestrzeniami życiowymi, przekształcając je w przestrzenie braterstwa. Drodzy młodzi, nie pozwalajcie, aby przebłyski młodości gasły w mroku zamkniętego pokoju, w którym jedynym oknem na świat jest komputer i smartfon. Otwórzcie na oścież drzwi waszego życia! Niech wasze przestrzenie i wasz czas będą zapełnione konkretnymi ludźmi, głębokimi relacjami, w których możecie dzielić się autentycznymi i realnymi doświadczeniami w waszym codziennym życiu.

2. Maryja!

„Wezwałem cię po imieniu” (Iz 43, 1). Pierwszym powodem, aby się nie lękać jest właśnie fakt, że Bóg wzywa nas po imieniu. Anioł, posłaniec Boga, zwrócił się do Maryi po imieniu. Nadawanie imion jest właściwe Bogu. W dziele stworzenia powołuje On do istnienia każde stworzenie jego imieniem. Za imieniem kryje się pewna tożsamość, która jest wyjątkowa we wszystkim, w każdym człowieku, w tej intymnej istocie, którą do końca zna tylko Bóg. Ta boska prerogatywa została następnie współdzielona z człowiekiem, któremu Bóg zezwolił na nadawanie imion zwierzętom, ptakom, a nawet swoim dzieciom (Rdz 2, 19-21; 4.1). Wiele kultur podziela tę głęboką wizję biblijną uznając w imieniu objawienie najgłębszej tajemnicy życia, znaczenia danej egzystencji.

Bóg wzywając kogoś po imieniu jednocześnie objawia mu jego powołanie, swój plan świętości i dobra, poprzez który osoba ta stanie się darem dla innych i który uczyni ją wyjątkową. I także wówczas, kiedy Pan zechce poszerzyć horyzonty danego życia, postanawia nadać powołanej osobie nowe imię, tak jak to czyni w przypadku Szymona, nazywając go „Piotrem”. Stąd wziął się zwyczaj przyjmowania nowego imienia, kiedy wstępujemy do zakonu, wskazującego na nową tożsamość i nową misję. Boże powołanie, będąc osobistym i niepowtarzalnym, wymaga od nas odwagi, by uwolnić się od ujednolicających schematów myślowych, tak aby nasze życie mogło być rzeczywiście oryginalnym i niepowtarzalnym darem dla Boga, dla Kościoła i dla innych.

Drodzy młodzi, bycie powołanym po imieniu to zatem znak naszej wielkiej godności w oczach Boga, Jego upodobania względem nas. I Bóg wzywa każdego z was po imieniu. Wy jesteście owym „ty” Boga, cennymi w Jego oczach, godnymi szacunku i umiłowanymi (por. Iz 43, 4). Przyjmujcie z radością ten dialog, jaki proponuje wam Bóg, to wezwanie, jakie kieruje On do was, powołując po imieniu.

3. Znalazłaś łaskę u Boga

Głównym powodem, dla którego Maryja nie powinna się lękać, jest to, że znalazła łaskę u Boga. Słowo „łaska” mówi nam o miłości bezinteresownej, nienależnej. Jak bardzo dodaje nam otuchy świadomość, że nie musimy sobie zasłużyć na bliskość i pomoc Boga, przedstawiając wcześniej „program doskonałości”, pełen zasług i sukcesów! Anioł mówi do Maryi, że już znalazła łaskę u Boga, a nie, że ją otrzyma w przyszłości. A samo sformułowanie słów anioła pozwala nam zrozumieć, że boska łaska jest nieustanna, nie jest czymś przemijającym czy chwilowym i dlatego nigdy jej nie zabraknie. Również w przyszłości zawsze będzie nas wspierała łaska Boża, przede wszystkim w chwilach próby i ciemności.

Nieustanna obecność Bożej łaski zachęca nas do ufnego przyjęcia naszego powołania, co wymaga dążenia do wierności, które trzeba ponawiać każdego dnia. Droga powołania nie jest bowiem pozbawiona krzyży: są nimi nie tylko początkowe wątpliwości, ale także częste pokusy napotykane po drodze. Poczucie nieadekwatności towarzyszy uczniowi Chrystusa aż do końca, ale ten uczeń wie, że jest wspomagany łaską Boga.

Słowa anioła zstępują na ludzkie lęki, rozpraszając je mocą przynoszonej przez nie dobrej nowiny: nasze życie nie jest czystym przypadkiem i jedynie walką o przetrwanie, ale każdy z nas stanowi historię umiłowaną przez Boga. Znalezienie „łaski w Jego oczach” oznacza, że Stwórca dostrzega wyjątkowe piękno naszej istoty i ma wspaniały plan dla naszego życia. Ta świadomość nie rozwiązuje oczywiście wszystkich problemów, ani nie usuwa niepewności życia, ale ma moc jego dogłębnego przemieniania. Nieznane, które przyniesie nam przyszłość, nie jest mroczną groźbą, którą musimy przetrwać, ale czasem sprzyjającym, danym nam by żyć wyjątkowością naszego osobistego powołania i dzielić je z naszymi braćmi i siostrami w Kościele i w świecie.

4. Odwaga w teraźniejszości

Z pewności, że łaska Boża jest z nami, wypływa siła posiadania odwagi w chwili obecnej: odwagi realizowania tego, czego Bóg chce od nas tu i teraz, w każdej dziedzinie naszego życia. Odwagi, by przyjąć powołanie, które ukazuje nam Bóg; odwagi, by żyć naszą wiarą, nie ukrywając jej ani nie pomniejszając.

Tak, bo kiedy otwieramy się na łaskę Bożą, to, co niemożliwe staje się rzeczywistością. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8,31). Łaska Boża dotyka owego „dzisiaj” waszego życia, „porywa” was takimi, jakimi jesteście, ze wszystkimi waszymi lękami i ograniczeniami, ale objawia także wspaniałe plany Boga! Wy, młodzi potrzebujecie poczucia, że ktoś naprawdę w was wierzy: wiedzcie, że Papież wam ufa; że Kościół wam ufa! A wy, ufajcie Kościołowi!

Młodej Maryi powierzono ważne zadanie właśnie dlatego, że była młoda. Wy, ludzie młodzi, macie siłę, przechodzicie przez etap życia, w którym z pewnością nie brakuje energii. Używacie tej siły i energii, aby ulepszyć świat, zaczynając od tego, co najbliżej was. Pragnę, aby w Kościele powierzono wam ważne obowiązki, aby była odwaga pozostawiania wam przestrzeni; a Was proszę: przygotujcie się, aby te obowiązki przyjąć.

Zachęcam was do ponownej kontemplacji miłości Maryi: miłości troskliwej, dynamicznej, konkretnej. Miłości pełnej śmiałości i całkowicie nakierowanej na dar z siebie. Kościół przeniknięty tymi cechami maryjnymi będzie zawsze Kościołem wychodzącym, który wykracza poza swoje ograniczenia i granice, aby sprawić, że otrzymana łaska będzie przeobfita. Jeśli damy się zauroczyć przykładem Maryi, to będziemy konkretnie żyli miłością, która nas pobudza do miłowania Boga ponad wszystko i ponad samych siebie, aby kochać ludzi, z którymi dzielimy nasze codzienne życie. Będziemy też miłowali tych, którzy mogą się nam wydawać niezbyt mili. To jest miłość, która staje się służbą i poświęceniem, szczególnie wobec najsłabszych i najuboższych, która przemienia nasze oblicza i napełnia nas radością.

Chciałbym zakończyć pięknymi słowami świętego Bernarda ze słynnej homilii o tajemnicy Zwiastowania, słowami, które wyrażają oczekiwanie całej ludzkości na odpowiedź Maryi: „Usłyszałaś, Dziewico, że poczniesz i porodzisz Syna; usłyszałaś, że stanie się to nie za sprawą człowieka, ale z Ducha Świętego. Wyczekuje anioł na odpowiedź... Oczekujemy i my, o Pani, na słowo zmiłowania… Dzięki Twemu słowu mamy zostać odnowieni i przywróceni życiu… Tego wyczekuje cały świat, do stóp Twoich się ścielący” (Kazanie 4, 8-9; Liturgia Godzin, tom I, wydanie II Pallottinum 2006, s. 318).

Drodzy młodzi, Pan Jezus, Kościół, świat, oczekują także na waszą odpowiedź na wyjątkowe powołanie, jakie otrzymuje każdy w tym życiu! Kiedy zbliża się ŚDM w Panamie, zachęcam Was do przygotowania się na to nasze spotkanie z radością i entuzjazmem ludzi, którzy chcą wziąć udział w wielkiej przygodzie. ŚDM jest dla odważnych! Nie dla młodych, którzy szukają jedynie wygody i którzy wycofują się przed trudnościami. Czy przyjmujecie wyzwanie?

Watykan, 11 lutego, VI niedziela okresu zwykłego, Wspomnienie Matki Bożej z Lourdes.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ekstremalna Droga Krzyżowa w Wałbrzychu

2018-02-23 08:17

W roku 2009 pomysłodawca i twórca Szlachetnej Paczki, ksiądz Jacek Stryczek, po raz pierwszy zainicjował Ekstremalną Drogę Krzyżową. Jej trasa wiodła z Krakowa do Kalwarii Zebrzydowskiej.


Szybko okazało się, że idea EDK, mająca w zamyśle spotkanie człowieka z Bogiem w niepowtarzalnych i szczególnych warunkach, zatacza coraz szersze kręgi. Już w 2013r. EDK liczyła 12 lokalizacji, a udział w niej wzięło około 2000 osób. W 2015r. wyruszyło w nią około 11000 uczestników w 66 rejonach. W roku 2017 liczba ta jeszcze wzrosła! Zarejestrowano ponad 250 rejonów (także poza granicami Polski), a EDK przeszło ponad 50000 wierzących.

EDK to długa, około 40 km, nocna trasa w samotności lub w grupach do 10 osób nacechowana milczeniem, modlitwą i medytacją. To przemieniające człowieka duchowe ćwiczenia wpisane niejednokrotnie w niesprzyjające warunki terenowe i atmosferyczne.

Grupa osób, która przeszła EDK, między innymi z Bielawy, „zapragnęła”, aby w bieżącym roku to chrześcijańskie wydarzenie mogło zaistnieć również w Wałbrzychu. Tegoroczne EDK zaplanowano na 23 marca 2018r i po raz pierwszy będzie można wyruszyć z Wałbrzycha.

Wałbrzyska trasa św. Jerzego rozpocznie się Mszą święta o godz. 20 w kościele pw. św. Jerzego na Białym Kamieniu w Wałbrzychu i będzie wiodła przez Górę Chełmiec, Boguszów- Gorce, Górę Dzikowiec, Unisław Śląski, Stary Glinik, pod Górą Borową, Górę Wołowiec, Górę Niedźwiadki, Park Sobieskiego i zakończy się w kościele pw. św. Jerzego na Białym Kamieniu w Wałbrzychu. Szczegółowy opis wałbrzyskiej trasy św. Jerzego znajduje się na FB EDK Wałbrzych oraz na stronie www.edk.walbrzych.pl.

Więcej informacji można znaleźć na stronie www.edk.org.pl przez którą można się zarejestrować do udziału w EDK i pod numerem tel. 509388567 (Agnieszka).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem