Reklama

Ameryka kocha Polskę

2017-07-12 16:53

Tomasz Winiarski

Bogumił Olewiński

Od wyjazdu Donalda Trumpa z Warszawy minęło już kilka dni, a stolica zdążyła wrócić do swojego normalnego trybu życia. Echa przyjazdu prezydenta USA wciąż jednak nie milkną. W amerykańskiej prasie nadal mówi się o Polsce wyjątkowo dużo. To dobry czas, aby podsumować tą historyczną wizytę.

„Przybywamy do waszego kraju, aby przekazać bardzo ważną wiadomość: Ameryka kocha Polskę i Ameryka kocha Polaków, dziękujemy wam.” – tymi słowami prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump rozpoczął swoją przemowę na Placu Krasińskich w Warszawie. Przemowę, która z całą pewnością zapewniła sobie należyte miejsce na kartach historii. Z resztą historia, sama w sobie, stanowiła jeden z kluczowych filarów, na których prezydent USA oparł swoje wystąpienie.

Promocja Polski

Reklama

Dzisiaj nawet nieprzychylni Trumpowi komentatorzy nie mają wątpliwości – słowa wypowiedziane z ust amerykańskiego przywódcy trafiły bezpośrednio do polskich serc, jednocześnie stając się wspaniałą promocją naszego kraju. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że nikt wcześniej w tak wspaniały i skuteczny sposób nie wypromował naszej historii zagranicą. „Gazeta Polska” podjęła nawet inicjatywę polegającą na rozpowszechnianiu w mediach społecznościowych przemowy Donalda Trumpa w oryginale. Nie oszukujmy się, skomplikowane i jakże bogate dzieje naszego Narodu wciąż nie przebiły się należycie do świadomości wielu obcokrajowców. Efekty takiego stanu rzeczy widzimy w tak bolesnych dla nas stwierdzeniach, jak „polskie obozy śmierci”, czy próbach obarczania Polaków winą za holokaust. Tym bardziej promocja Polski, która dokonała się za sprawą inspirującej przemowy prezydenta USA powinna nas niezmiernie cieszyć. Samo Powstanie Warszawskie, któremu Trump poświęcił bardzo dużo czasu, jest epizodem naszej historii, o którym tak wielu wciąż wie tak niewiele. Parafrazując słowa brytyjskiego premiera Winstona Churchilla próbuję niejako zakotwiczyć ten tekst w historii. Jej znajomość jest przecież tak istotna dla zdrowego rozwoju każdego społeczeństwa.

„Polska jest geograficznym sercem Europy, ale – co jeszcze ważniejsze – w Polakach postrzegamy duszę Europy, wasz naród jest wielki, ponieważ wielkim jest wasz duch i jest to duch silny.” – mówił Trump.

W przemówieniu Donalda Trumpa mogliśmy usłyszeć o „Cudzie nad Wisłą” – heroicznej walce polskich żołnierzy, którzy w 1920 roku powstrzymali sowiecką nawałnicę próbującą zalać całą Europę. Nie zabrakło również opowieści o tym, jak Naród polski przetrwał 123 lata zaborów. Mimo, że Polska została wymazana z mapy Europy, utraciła swoje granice i suwerenność, Polacy przechowali ją w swoich sercach i dzięki temu byli wstanie odbudować własne, niepodległe państwo w 1918 roku.

„Przez dwieście lat Polska ciągle cierpiała od nieustannych napaści, natomiast jakkolwiek można było najechać i okupować Polskę, a jej granice wymazać z mapy, to nigdy nie można było wymazać jej z kart historii ani z waszych serc.” – przemawiał prezydent USA. Prezydent Trump podkreślał, że sojusz polsko-amerykański trwa od momentu Wojny o Niepodległość USA. Zwrócił uwagę, że oba nasze narody mają wspólnych bohaterów, którzy ramię w ramię walczyli o tą samą ideę wolności.

"Najeźdźcy próbowali Was złamać, ale Polski nie da się złamać. Kiedy nadszedł 2 czerwca 1979 r., kiedy milion Polaków zgromadziło się na mszy z polskim papieżem, każdy komunista musiał wiedzieć, że opresyjny system wkrótce się zawali." - te słowa prezydenta USA wywołały gromkie brawa oraz wzruszenie widoczne w rozentuzjazmowanych oczach zgromadzonego tłumu.

Bóg pojawiał się w przemowie Donalda Trumpa wielokrotnie. Przywiązanie do wiary oraz tradycyjnych wartości to coś co wyróżnia amerykańskiego prezydenta na tle lewicowych przywódców Unii Europejskiej.

"Z naszej strony nigdy nie zrezygnowaliśmy z wolności i niepodległości, jako prawa i prawdziwego losu Polaków i nigdy, przenigdy tego nie zrobimy." – mówił.

„Pierwszą oficjalną wizytę prezydenta Trumpa w Polsce odbieram bardzo osobiście i uważam ją za rzeczywiście historyczną z kilku powodów. Prezydent Trump mówił jak jest w sprawach przyszłości naszej Zachodniej cywilizacji, oraz nie bał się mówić o polskiej historii.” – opowiada „Niedzieli” Vonsky – reporter oraz twórca internetowego kanału w serwisie YouTube „Vonsky Kanał”. „Jego wystąpienie pod pomnikiem Powstania Warszawskiego nie było tylko ciepłymi słowami, lecz ważną wiadomością dla reszty Europy. Swoistym wezwaniem do działania.” – dodaje.

Krytycy twierdzą, że było nazbyt słodko, że komplementy pod adresem Polski i Polaków, jakie prawił Donald Trump daleko wykraczały poza wymogi dyplomatycznej kurtuazji. No cóż – w USA mówi się, że „haters gonna hate” – „hejterzy będą hejtować”. Nie brakuje środowisk, które kochają krytykować każdy ruch Donalda Trumpa, każdą jego wypowiedź, każde wystąpienie, choćby tak udane, jak to w Warszawie. Zamiast cieszyć się z miłych słów, które padły pod adresem naszego kraju szukają oni dziury w całym. Po co? Wzajemnych komplementów, które cementują polsko-amerykańską przyjaźń nigdy dość! Niekiedy odnoszę wrażenie, że dla pewnych środowisk sukces Polski oraz budowanie jej dobrego wizerunku na świecie staje się źródłem niepokojów. Wtedy nachodzi mnie refleksja, czy aby na pewno wszyscy gramy do tej samej bramki? Widok środowisk związanych ze skrajnie socjalistyczną partią „Razem” krzyczących „Trump Go Home!” (ang. „Trump wracaj do domu”), czy „Trump precz!” napawał mnie polityczną złością oraz irytacją. Na szczęście, inaczej jak w Hamburgu, skrajnej lewicy w Polsce nie udało się popsuć wizyty prezydenta USA. To po części zasługa naszych polityków oraz funkcjonariuszy służb, którzy zadbali o dobrą organizację. Kluczowy był również wkład naszego społeczeństwa, które w przeważającej większości jest wolne od skazy ekstremizmów politycznych oraz nastawione niezmiernie proamerykańsko.

Strachy na lachy

W okresie poprzedzającym wizytę prezydenta Trumpa w Warszawie eksperci, komentatorzy i dziennikarze spekulowali o tym, co może z niej wyniknąć oraz jakich deklaracji należy się spodziewać. Osoby o poglądach lewicowych, a więc lubujące się w demonizowaniu republikańskiego prezydenta, próbowały sugerować, że należy obawiać się braku konkretów, że Trump może nie powołać się na artykuł 5. traktatu waszyngtońskiego, że nie wspomni nic o imperialnej, agresywnej polityce Kremla. Litania tych obaw była naprawdę długa. Ostatecznie jednak okazały się one mieć tyle wspólnego z prawdą, co teorie lansowane przez lewicowe media po drugiej stronie Atlantyku, sugerujące nadchodzący impeachment Donalda Trumpa, jako konsekwencję jego rzekomej współpracy z Moskwą w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie. Słyszeliśmy też nieprawdziwe teorie, że nowy amerykański prezydent będzie prowadził miękką politykę wobec Rosji. Wszystko to okazało się być tanią, fałszywą propagandą. W trakcie swojej wizyty w Polsce Donald Trump potwierdził, że jest liderem wolnego świata i nie zamierza pobłażać Moskwie, którą wezwał m.in. do zaprzestania wspierania wrogich reżimów w Syrii oraz Iranie, a także do odejścia od swojej dotychczasowej polityki polegającej na destabilizacji Ukrainy oraz innych sąsiadujących państw.

„Musimy pracować razem, aby stawić czoła siłom niezależnie od tego, czy wewnętrznym czy zewnętrznym, z południa czy z północy, czy ze wschodu, które chcą podkopać nasze wartości i zniszczyć więzi kultury, wiary i tradycji, które czynią nas tymi, którymi jesteśmy.” – apelował prezydent Trump.

Donald Trump przypomniał również, że kraje członkowskie NATO wiąże artykuł 5. traktatu waszyngtońskiego, który oznacza wzajemne gwarancje udzielenia wsparcia na wypadek agresji na którykolwiek z krajów natowskich. Podkreślił, że Stany Zjednoczone zarówno w słowach, jak i czynach zademonstrowały swoją chęć i gotowość do wypełniania tych sojuszniczych zobowiązań.

„Najlepszą obroną dla naszych interesów i wolności jest silny sojusz wolnych, suwerennych i niezawisłych narodów. Dlatego moja administracja zażądała, aby wszyscy członkowie NATO w końcu wywiązali się ze swoich zobowiązań finansowych.” – mówił do ludzi zgromadzonych na Placu Krasińskich Donald Trump.

„Zwracając się do tych, którzy krytykują nasze stanowisko, chcę tylko powiedzieć, że USA zademonstrowały nie tylko poprzez słowa, ale też poprzez działania, że stajemy ramię w ramię, broniąc artykułu 5 [paktu północnoatlantyckiego] dla wspólnego zobowiązania do obrony kolektywnej.” – kontynuował.

Amerykańska telewizja CBS oceniła nawet, że przemówienie Donalda Trumpa na Placu Krasińskich w Warszawie było najbardziej stanowczą wypowiedzią pod adresem Kremla, jakiej kiedykolwiek udzielił.

Nie tylko słowa

Donald Trump podkreślił, że za słowami muszą iść konkretne czyny. Sojusz NATO to nie tylko przywileje, ale także obowiązki. Polska należy do wąskiego grona krajów członkowskich paktu północnoatlantyckiego, które przeznaczają wymagane przez NATO 2 proc. swojego PKB na obronność. Jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej, jako kandydat republikanów, Trump obiecywał zmusić pozostałe kraje członkowskie do wywiązywania się z tego obowiązku. Cieszy również to, że w trakcie swojego warszawskiego przemówienia prezydent USA wyraźnie podziękował Polsce za wypełnianie sojuszniczych zobowiązań, za to że nasz kraj chce rozwijać swój militarny potencjał oraz modernizować swoją armię. W ten sposób Polska przyczynia się do umacniania całego sojuszu NATO.

„Europa musi zademonstrować, że wierzy w swoją przyszłość, inwestując pieniądze, aby tę przyszłość zagwarantować. Dlatego właśnie chylimy czoła przed Polską za jej decyzje, aby w tym tygodniu ruszyć z zakupem od USA sprawdzonych w boju rakiet Patriot, najlepszych na całym świecie.” – mówił prezydent Donald Trump.

Niech te bogate kraje europejskie, które obecnie kpią sobie z natowskiej solidarności i nie przeznaczają odpowiednich pieniędzy na wydatki na obronność, wezmą przykład z Polski.

„Łatwo mówić, ale liczą się czyny i dla naszej własnej ochrony, wy wiecie to najlepiej, Europa musi robić więcej. Europa musi zademonstrować, że wierzy w swoją przyszłość, inwestując pieniądze, aby tę przyszłość zagwarantować.” – tłumaczył prezydent USA.

Zobacz zdjęcia: Ameryka kocha Polskę

W trakcie wizyty prezydenta USA w Polsce MON podpisał z Departamentem Obrony USA memorandum na zakup najnowocześniejszej wersji systemu obrony przeciwrakietowej „Patriot”. Rozwiązanie to w najnowszej konfiguracji (a o taką chodzi stronie polskiej – red.) wciąż nie jest jeszcze dostępne, dlatego na jego ostateczną instalację w Polsce będziemy musieli poczekać. Plus jest jednak taki, że nasza armia otrzyma dokładnie ten sam sprzęt, który używać będą Amerykanie. Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz poinformował, że strona amerykańska w memorandum wyraziła zgodę, aby Warszawa zakupiła najnowocześniejszą konfigurację amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej, stając się tym samym pierwszym krajem, który uzyskał na to zgodę od amerykańskich władz. Zasilą one polską obronę przeciwlotniczą oraz przeciwrakietową. Waszyngton wyraził zgodę na przekazanie Polsce najnowocześniejszych technologii stosowanych w systemie amerykańskiej tarczy antyrakietowej tzn. nowoczesnego radaru oraz rakiety przeciwlotniczej SkyCeptor. Szacuje się, że całkowity koszt polskiej obrony przeciwrakietowej oraz przeciwlotniczej o nazwie „Wisła” wyniesie ok. 30 mld. zł.

Ważnym tematem rozmów była także kwestia bezpieczeństwa energetycznego. Prezydent Trump chce eksportować do Europy gaz LNG, który pochodzi z amerykańskich łupków. Dzięki rozwojowi technologicznemu Stany Zjednoczone są w stanie dokonywać coraz głębszych odwiertów. Odkrywane są zatem nowe złoża tego surowca, a także spada koszt jego wydobycia. Spowodowało to, że Waszyngton zdecydował się część własnych zasobów przeznaczyć na eksport. Trump zapewnił Polaków, że jego kraj nie pozwoli, by Polska oraz inne kraje regionu w dalszym ciągu były szantażowane ewentualnym wstrzymaniem dostaw gazu lub znacznym podniesieniem jego ceny. Tego typu ryzyko istniało tak długo, jak długo monopol na dostawy gazu do Polski miała Federacja Rosyjska. Dzięki współpracy z Waszyngtonem, Warszawa oraz inne stolice wchodzące w skład Trójmorza będą mogły uniezależnić się od Moskwy. To kolosalna zmiana geopolitycznej sytuacji całego regionu. Amerykanie pokazali również, że chcą blokować niemiecko-rosyjskie projekty budowy rurociągów gazowych, które zdaniem administracji amerykańskiej są zagrożeniem bezpieczeństwa Europy Zachodniej. Waszyngton uważa, że jest ona obecnie w zbyt dużym stopniu zależna energetycznie od Rosji. Niemcy lubią mówić o solidarności europejskiej, gdy służy ona do krytyki polskiego rządu. Zupełnie o niej jednak zapominają, gdy podpisują z Rosjanami kontrakty na budowę omijających Polskę rurociągów gazowych. Dzięki pomocy Stanów Zjednoczonych, nasz kraj może dzisiaj lepiej zadbać o swoje interesy, opierając się tym samym skrajnie nieprzychylnej dla nas polityce energetycznej Berlina i Moskwy.

Media w USA

W lewicowych mediach za oceanem trwa nagonka na obecnego prezydenta. Nawet jego sukcesy, jak chociażby udana wizyta w Polsce, niektórzy komentatorzy przedstawiają, jako porażki. Biorąc do ręki gazety lewicowe oraz prawicowe odnieść można wrażenie, że opisują one dwa zupełnie inne wydarzenia. Dysonans poznawczy jest tutaj więcej niż zauważalny. Podkreśla to konserwatywny „The Washington Times” który pisze, że o ile osobiście nie uczestniczyliśmy w przemówieniu prezydenta Trumpa w Warszawie, to opierając się wyłącznie na przekazie mediów mogliśmy przeoczyć niezwykłe wydarzenie. Dziennik opisuje wspaniałą atmosferę obecną na Placu Krasińskich w Warszawie, relacjonuje m.in. okrzyki poparcia dla prezydenta Trumpa, a także jego niezmiernie propolską przemowę zawierającą m.in. gwarancje bezpieczeństwa dla naszego kraju. Gazeta zaznacza, że niektóre media wciąż próbują przedstawiać prezydenta USA w możliwie najgorszym świetle i z tego powodu w niektórych przekazach brakuje rzetelnej relacji z tego, co faktycznie miało miejsce w Warszawie. Czytamy m.in. że „gorliwość w produkowaniu fałszywych wiadomości jest bezwstydna i śmieszna”. „The Washington Times” wyjaśnia przykładowo, że pierwsza dama RP – Pani Agata Kornhauser-Duda wcale nie zlekceważyła prezydenta Trumpa, podając rękę najpierw jego żonie. Po chwili przywitała się również z Donaldem Trumpem, jednak niektóre media tego faktu już nie odnotowały. Część lewicowych dziennikarzy próbowała zmanipulować całą sytuację, przedstawiając ją, jako manifest polityczny pierwszej damy RP. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca.

W podobnym tonie wizytę Trumpa w Warszawie komentuje konserwatywny tygodnik „Washington Examiner”. Czytamy w nim o podobieństwach pomiędzy Polską, a Stanami Zjednoczonymi. Wymieniono wspólne wartości, kulturę oraz np. dążenie do wolności i niezależności. To bardzo ważne, że podobieństwa pomiędzy Ameryką i Polską, dostrzegają nie tylko nasi rodzimi komentatorzy, lecz także ich amerykańscy koledzy.

Z kolei lewicowy „The Washington Post” określił już przemowę amerykańskiego prezydenta mianem „mrocznej i prowokującej”, podkreślając jej silne zabarwienie nacjonalistyczne. Dziennik zauważył również podobieństwa w kwestii polityki szczelnych granic oraz niewpuszczania muzułmańskich uchodźców, które cechują zarówno rząd PiS, jak i administrację Donalda Trumpa. W podobnym tonie wypowiadał się także lewicowy „The New York Times”, który przemówienie Trumpa również określił mianem nacjonalistycznego. Oba dzienniki zarzuciły Trumpowi, że w przeciwieństwie do swojego poprzednika Baracka Obamy, nie skrytykował rządu PiS za rzekome łamanie demokracji. „The New York Times” zauważa jednak, że zamiast tego prezydent USA chwalił obecny polski rząd m.in. za obronę wolności i walkę z islamskimi ekstremistami.

Warszawa kontra Hamburg

Wizytę prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie należy również oceniać przez pryzmat zamieszek, do których doszło w Hamburgu w trakcie trwania szczytu G20. Dokonując takiego zestawienia – Polski oraz Niemiec – doskonale widzimy, gdzie dzisiaj w Europie znajduje się prawdziwy bastion zachodniej cywilizacji. Doskonale widzimy, który kraj jest dzisiaj oazą bezpieczeństwa, spokoju, a który boryka się z nieokiełznanym chaosem. Skrajnie lewackie bojówki alterglobalistów, członków Antify, dewastujące olbrzymie połacie miasta, płonące samochody, czy czarny dym spowijający niemieckie ulice – to smutny obraz Hamburga, który skłania do poważnej refleksji. Jako Polacy możemy być dumni, że potrafiliśmy w taki sposób ugościć amerykańskiego prezydenta. Pierwsza dama USA – Melania Trump czuła się u nas, jak w domu. „Bardzo dziękujemy, mój mąż i ja jesteśmy bardzo zadowoleni z odwiedzin w Waszym pięknym kraju, chcę podziękować parze prezydenckiej za ciepłe przyjęcie.” – mówiła Polakom. Niestety goszcząc w Hamburgu nie została już tak dobrze przyjęta – w pewnym momencie, w obawie o własne bezpieczeństwo nie mogła opuścić hotelu.

Jesteśmy społeczeństwem, które nie zapomniało o swojej chrześcijańskiej tożsamości i w dalszym ciągu pozostaje wierne antykomunistycznym wartościom cywilizacji zachodniej. Cieszy również fakt, że nad Wisłą wszelakiej maści radykalizmy nie są problemem tak poważnym, jak chociażby w Niemczech. Zamieszki w Hamburgu wywołał skrajnie lewacki margines społeczny, dlatego winą za ten chaos nie wolno obarczać mieszkańców tego miasta. Zamiast tego należy im współczuć i szczerze życzyć uporania się z poważnymi problemami, które trapią ich społeczeństwo. Widok młodych ludzi skandujących na hamburskich ulicach neokomunistyczne hasełka, wzywające np. do obalenia kapitalizmu, powinien skłaniać nas do poważnych przemyśleń. Dlaczego tylu młodych ludzi pobłądziło i stało się podatnych na ultralewicową propagandę? Wydaje się, że Donald Trump w trakcie swojej przemowy na Placu Krasińskich w Warszawie postawił bardzo trafną diagnozę. Dzisiaj, w kontekście doświadczeń z Hamburga, wybrzmiewa ona szczególnie mocno i dosadnie.

„Możemy mieć największe gospodarki i najbardziej śmiercionośną broń na ziemi, natomiast jeżeli nie będziemy mieli silnej rodziny, silnych wartości, to wtedy będziemy słabi i nie przetrwamy.” – mówił prezydent USA.

Jego słowa wyjaśniają genezę problemów trapiących m.in. niemieckie społeczeństwo, a zarazem stanowią receptę na uporanie się z nimi. Są swego rodzaju drogowskazem, który ma zapewnić przetrwanie naszej zachodniej cywilizacji. Cywilizacji opartej na konkretnych i jasno zdefiniowanych wartościach. W tych niespokojnych czasach musimy być w stanie nie tylko przeciwstawić się śmiercionośnej broni naszych wrogów. Równie ważne jest, aby nasze społeczeństwa nie dały się zwieść fałszywym, radykalnym ideologiom. Przenikanie tychże do serc młodych ludzi stanowi takie samo zagrożenie dla przetrwania naszej zachodniej cywilizacji, co wrogie nam armie. Tych z Państwa, którzy mają jeszcze jakiekolwiek wątpliwości odsyłam do ponownego obejrzenia relacji – najpierw z wizyty Trumpa Warszawie, a następnie ze szczytu G20 w Hamburgu. Może Komisja Europejska powinna przyjrzeć się tym problemom, z którymi dzisiaj tak nieudolnie borykają się niemieckie władze?

Ciepłe przyjęcie

Stojąc tam – na Placu Krasińskich w Warszawie – zgnieciony przez wszechobecny tłum, czułem nie tylko radość i dumę z tego, jak Polacy witają prezydenta Trumpa. Czułem także coś więcej – czułem że Polaków i Amerykanów łączą wspólne wartości i ideały.

"Nasze dwa kraje łączy specjalna więź wykuta w ogniach historii i charakteru narodowego. Jest to braterstwo, które istnieje tylko pomiędzy narodami, które walczyły, krwawiły i ginęły o wolność." – mówił prezydent Trump.

Uśmiechnięci ludzie skandujący „Donald Trump! Donald Trump”, rozentuzjazmowany tłum radośnie wykrzykujący „USA! USA!” – to wszystko tworzyło niesamowitą atmosferę, która musiała udzielić się również amerykańskiemu prezydentowi oraz pierwszej damie USA. Niemalże do złudzenia przypominała klimat, który znamy z wieców politycznych Donalda Trumpa w Ameryce. Żaden inny kraj nie był do tej pory w stanie spowodować, by prezydent Trump poczuł się, jak w domu. Polakom się to udało.

Równie ważne, jak to czego o Donaldzie Trumpie nauczyli się w trakcie tej historycznej wizyty Polacy, jest to, jaki miała ona wpływ na amerykańskiego prezydenta i jego stosunek do naszego kraju. Jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej, jako republikański kandydat, Trump dał wielokrotnie świadectwo swojej sympatii do Polaków. Wyraził to chociażby spotykając się z przedstawicielami Kongresu Amerykańskiej Polonii w Chicago. Donald Trump ma powody, by lubić Polaków. Nie jest tajemnicą, że głosy naszej Polonii w dużej mierze pomogły mu wygrać wybory prezydenckie. Społeczność polonijna za oceanem ma status wahającej się. Oznacza to, że trudno jest przewidzieć, któremu z amerykańskich kandydatów uda się zdobyć biało-czerwone serca. Generalnie mamy do czynienia z następującym trendem – kto wygrywa wśród Polonii, zostaje ostatecznie prezydentem USA. Trump pokonał demokratkę Hillary Clinton na jej własnym terytorium – w stanach Wisconsin, Pensylwania, Michigan – uznawanych dotychczas za bastiony partii demokratycznej. Tak się składa, że są to rejony z największą w kraju społecznością polonijną. Kiedy jednak nasi rodzimi konserwatywni komentatorzy podkreślali rolę Polaków mieszkających w USA w zwycięstwie Donalda Trumpa, duża część ich lewicowych kolegów wyśmiewała taką tezę. Tymczasem sam Trump przyznał w Warszawie, że Amerykanie polskiego pochodzenia przyczynili się do jego zwycięstwa.

„Dziękuję za uprzejmą gościnę. Naród Polski jest wspaniały. Amerykanie polskiego pochodzenia poparli mnie w ostatnich wyborach i chciałbym za to podziękować.” – powiedział prezydent Trump w trakcie konferencji prasowej na Zamku Królewskim.

Polakom udało się skraść prezydenckie serce, Trump po prostu zakochał się w Polsce. Dlatego już dzisiaj przewiduję, że jeszcze przed końcem jego pierwszej kadencji w Białym Domu, znowu ujrzymy prezydencki samolot Air Force One lądujący na płycie warszawskiego lotniska. Ponownie zobaczymy amerykańskiego prezydenta przemawiającego na tle łopoczących polskich i amerykańskich flag, skrzyżowanych na znak wiecznego sojuszu dwóch wspaniałych narodów. Narodów które wierzą w tą samą demokrację, tą samą wolność i tego samego Boga.

Tagi:
Donald Trump

Co NATO Trump?

2018-07-14 21:26

Tomasz Winiarski

Wikipedia

Jeżeli pod wpływem lewicowej propagandy rozsiewanej przez partię demokratyczną, ktoś spodziewał się jeszcze, że prezydent Trump będzie prowadził miękką politykę ustępstw wobec Rosji oraz wyprowadzi USA z Paktu Północnoatlantyckiego, to musi teraz poważnie zrewidować swoje poglądy. Tegoroczny szczyt NATO w Brukseli to kolejny niepodważalny i wręcz bijący po oczach dowód na to, że Stany Zjednoczone pozostają krajem, który zamierza bronić Europy Zachodniej m.in. przed zakusami Putina. Krajem, który chce silnego sojuszu NATO, ale opartego na wzajemnym poszanowaniu przejawiającym się uczciwym wypełnianiem sojuszniczych zobowiązań przez wszystkich sygnatariuszu paktu. Do tej pory był z tym poważny problem i to się amerykańskiej administracji na serio przestało podobać.

Zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami spotkanie przywódców państw członkowskich Paktu Północnoatlantyckiego nie przebiegało w atmosferze sielanki i wzajemnego poklepywania się po plecach. Trudno jednak o sielankę i wzajemne komplementy w sytuacji, w której najbogatsze kraje Sojuszu jak np. Niemcy, mimo zobowiązań natowski podpisanych na szczycie w Walii w 2014, wciąż odmawiają zwiększenia swoich wydatków na obronność, tak by w 2024 roku osiągnęły one wymagane 2 proc. PKB. Prezydent Trump przyjechał do Brukseli z jasnym i oczywistym przesłaniem: Stany Zjednoczone zbyt długo w osamotnieniu ponosiły ogromne koszty związane z zapewnieniem Europie bezpieczeństwa, przy niewystarczającym wsparciu ze strony swoich sojuszników ze Starego Kontynentu.

Europa Zachodnia ma jednak poważny problem ze słowem Solidarność i nie chodzi tu już tylko o niewystarczające finansowanie natowskich sił zbrojnych. Prezydent Donald Trump już na samym początku zrugał niemiecką kanclerz Angelę Merkel za zaangażowanie Berlina w skandaliczny zadaniem Amerykanów projekt rurociągów Nord Stream I oraz II. To kolejny przykład złamania przez naszego zachodniego sąsiada europejskiej solidarności, o której tak dużo lubi się mówić na zachodzie i południu Europy, gdy chodzi o kryzys migracyjny i przymusową relokację uchodźców. Dziwnym trafem w kwestiach gazociągu z Rosji zasada solidarności przestaje nagle obowiązywać… Donald Trump nie omieszkał wymienić naszego kraju, jako pozytywnego przykładu w kontekście wydatków na obronność oraz sprzeciwu Warszawy wobec uzależniania Europy od rosyjskiego gazu. Stany Zjednoczone po raz kolejny udowodniły zatem, że są wiarygodnym sojusznikiem krajów takich, jak Polska dla których rurociągi Nord Stream stanowią ogromne zagrożenie. Donald Trump ma również rację wtedy, gdy mówi o niedopuszczalnym poziomie uzależnienie Niemiec, a więc jednego z ważnych członków NATO, od importu energii z Rosji – głównego rywala Sojuszu Północnoatlantyckiego. Amerykański podatnik wykłada miliardy dolarów na finansowanie sił zbrojnych USA, które bronią m.in. Europy. W tym samym czasie Niemcy i kilka innych państw Starego Kontynentu nie dość, że nie płacą wystarczająco dużo na NATO, to jeszcze uzależniają się od rosyjskiego gazu, który stanowi przecież surowiec strategiczny, służący Moskwie do szantażowania krajów takich jak Polska. Na domiar złego niemiecka polityka kupowania gazu z Rosji zapewnia przecież miliardowe wpływy do kremlowskiego budżetu. Prezydent USA stwierdził wprost, że taka praktyka jest „nie do przyjęcia”, a sam Berlin określił mianem „totalnie kontrolowanego” przez Moskwę. Głównie z uwagi na silne, jego zdaniem dochodzące do 70 proc., uzależnienie energetyczne Niemiec od Rosji. Trump to nie ustępliwy i miękki Obama. Nie zamierza tolerować żerowania na amerykańskim podatniku. Europa Zachodnia powinna przestać krytykować prezydenta USA i zacząć go słuchać. Skorzystają na tym wszyscy poza Rosją, a wiec będzie to sukces wielowymiarowy i długofalowy. O to właśnie chodzi Donaldowi Trumpowi! Pijany Jean-Claude Juncker może tego nie dostrzegać, Europa musi jednak zacząć myśleć trzeźwo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Znak przymierza z Maryją

2018-07-10 14:48

Anna Majowicz
Edycja wrocławska 28/2018, str. V

16 lipca w zakonach karmelitańskich obchodzona jest uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. To doskonała okazja ku temu, aby przyjąć szkaplerz. O tym, jakie warunki należy spełnić oraz jakie obowiązki spadają na nasze barki po przyjęciu szkaplerza, Annie Majowicz opowiada karmelita bosy, o. Krzysztof Wesołowski

Anna Majowicz
O. Krzysztof Wesołowski OCD

Anna Majowicz: – Gdybym chciała przyjąć szkaplerz, jakie warunki musiałabym spełnić?

O. Krzysztof Wesołowski OCD: – Istnieje tylko jeden zasadniczy warunek: niewymuszone, szczere i świadome pragnienie przyjęcia szkaplerza oraz zawierzenia siebie Maryi w tym znaku. Zawierzenie to obejmuje decyzję dzielenia z Maryją własnej codzienności i naśladowania Jej stylu życia. Oczywiście, należy być także w stanie łaski uświęcającej, ponieważ szkaplerz to znak łaski, który działa tym bardziej, im bardziej człowiek jest czysty.

– Jakie obowiązki przyjęłabym na siebie?

– Przyjmując szkaplerz, zostajemy odziani przez Maryję Jej szatą. Rozpoczyna się wówczas dla nas zupełnie nowy etap wewnętrznego życia. Najpierw dlatego, że decydujemy się „wziąć Ją do siebie” , co jest wielkim pragnieniem Jezusa i wyrazem Jego miłości do każdego z nas. A skoro Maryja jest obecna i uczestniczy razem z Jezusem w stwarzaniu wszystkich i poszczególnych łask, to tym samym przyczynia się do powstawania i wzrostu życia duchowego. Naśladowanie Maryi w znaku szkaplerza to przede wszystkim Jej dar. Wyraża nim zaproszenie do coraz doskonalszego zawierzenia się Jej matczynemu sercu. Przyjmujący szkaplerz zobowiązuje się do codziennego odmawiania modlitwy zapewniającej duchową łączność z Karmelem. Najczęściej jest to antyfona „Pod Twoją obronę”, modlitwa „Zdrowaś Maryjo” lub kilkakrotnie powtarzany akt strzelisty „Matko Boża Szkaplerzna, módl się za nami!”. Co istotne, kiedy kapłan (tu należy zaznaczyć, że nie musi być to karmelita) włącza w rodzinę karmelitańską daną osobę, to znajduje się ona w orbicie zainteresowania zakonu karmelitańskiego. Obdarzamy osoby przyjmujące szkaplerzem swoją modlitwą i wypraszamy dla niej wszelkie dobra duchowe.

– Przyjęcie szkaplerza pociąga za sobą pewne obietnice...

– Chciałbym zaznaczyć, aby szkaplerza nie należy traktować magicznie, ale z wiarą przyjmować łaski, które Bóg daje nam przez Maryję. Nie jest także automatycznym gwarantem naszego zbawienia czy też wymówką, aby nie podejmować wymogów życia chrześcijańskiego. Nabożeństwo szkaplerzne, jeśli jest poważnie traktowane i praktykowane, wymaga trudu współpracy z Tą, której się powierzamy. Szkaplerz jest znakiem chrześcijańskiej wiary, jest znakiem Maryi. To jest pierwsza podstawowa sprawa. A wszelkie inne przywileje, które później poprzez objawienia prywatne, czy przez papieża Jana XXII, czy też przywilej sobotni, to są rzeczy wtórne. Przyjmując szkaplerz, zobowiązujemy się do tego, aby w swoim życiu naśladować Maryję Pannę. Spójrzmy na te kilkanaście scen Ewangelii, które Ją opisują i uczmy się, by tak jak Ona wiernie służyć Jezusowi.

– Co dla Ojca oznacza przyjęcie szkaplerza?

– Karmelici obrali Maryję za Panią serca, Matkę, a przede wszystkim za Siostrę, do której pragnęli się upodobnić przez czyste, niepodzielnie, Bogu oddane serce. Szkaplerz jest zewnętrznym wyrazem tej więzi z Maryją. Co ciekawe, urodziłem się 16 lipca, czyli w uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Na swojej drodze bardzo wcześnie spotkałem się z karmelitankami bosymi. Szkaplerz przyjąłem w wieku 9 lat. Myślę, że jako młody chłopak, aż tak nie zwracałem na to uwagi. Dopiero w 1985 r., kiedy wstąpiłem do zakonu, uświadomiłem się w tym bardziej. Przyjęcie szkaplerza i naśladowanie w życiu Najświętszej Maryi Panny jest dla mnie priorytetem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Rzym: młodzież z całego świata zaapelowała o pokój

2018-07-16 17:44

azr (KAI) / Rzym

Ponad 1000 młodych ludzi z 24 krajów Europy i świata przyjechało w miniony weekend do Rzymu w ramach dorocznego spotkania ruchu Młodzi dla Pokoju (Giovani per la Pace), związanego ze Wspólnotą Sant’Egidio. Wspólnie modlili się o pokój i jedność dla świata. Zapowiedzieli też, że ich przyszłoroczne międzynarodowe spotkanie odbędzie się w Polsce.

Fotolia.com/ ILYA AKINSHIN

„Globalna przyjaźń dla wspólnego życia w pokoju” – to hasło spotkania, które zgromadziło w Rzymie młodych ludzi z 24 krajów. Są oni związani ze Wspólnotą Sant’Egidio, która w tym roku świętuje 50-lecie powstania. Wśród uczestników spotkania, oprócz Europejczyków, byli m.in. młodzi ludzie z Syrii, Libanu, a także krajów azjatyckich i Ameryki Łacińskiej. Odbyła się m.in. wspólna modlitwa i apel o przywrócenie pokoju i sprawiedliwości na świecie, co młodzi ludzie popierali własnym świadectwem.

Jednym z nich był Andrej Volkov, młody Rosjanin, który na początku spotkania publicznie zwrócił się do ukraińskiej młodzieży. - Przybywamy z krajów pogrążonych we wzajemnej wojnie, ale nasza przyjaźń pokona każdą propagandę. W mediach społecznościowych zachęcamy się nawzajem, by dalej działać na rzecz pokoju i karmić nadzieję tak, aby stawała się dla nas stylem życia. Nie traćmy nadziei ani ani odwagi, ale módlmy się wspólnie - mówił.

Uczestnicy spotkania odwiedzali w Rzymie miejsca związane z działalnością Wspólnoty Sant’Egidio, m.in. Sanktuarium Nowych Męczenników w bazylice pw. św. Bartłomieja, jadłodajnię, szkołę języka włoskiego i figurę Bezdomnego Jezusa. W niedzielę rano modlili się wspólnie w Mazuoleum w Grotach Ardeatyńskich, na przemieściach Rzymu, w miejscu, w którym w 1944 r. dokonano masowego mordu 335 Włochów i Żydów. Młodzież modliła się w tym miejscu, aby antysemityzm, rasizm, ani żadne formy wykluczenia społecznego nie powodowały konfliktów w Europie ani na innych kontynentach. Odczytano też apel młodzieży o pokój między narodami.

Przyszłoroczne spotkanie, jak zapowiedział przewodniczący Wspólnoty Sant’Egidio Marco Impagliazzo, odbędzie się w Oświęcimiu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem