Reklama

Ameryka kocha Polskę

2017-07-12 16:53

Tomasz Winiarski

Bogumił Olewiński

Od wyjazdu Donalda Trumpa z Warszawy minęło już kilka dni, a stolica zdążyła wrócić do swojego normalnego trybu życia. Echa przyjazdu prezydenta USA wciąż jednak nie milkną. W amerykańskiej prasie nadal mówi się o Polsce wyjątkowo dużo. To dobry czas, aby podsumować tą historyczną wizytę.

„Przybywamy do waszego kraju, aby przekazać bardzo ważną wiadomość: Ameryka kocha Polskę i Ameryka kocha Polaków, dziękujemy wam.” – tymi słowami prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump rozpoczął swoją przemowę na Placu Krasińskich w Warszawie. Przemowę, która z całą pewnością zapewniła sobie należyte miejsce na kartach historii. Z resztą historia, sama w sobie, stanowiła jeden z kluczowych filarów, na których prezydent USA oparł swoje wystąpienie.

Promocja Polski

Reklama

Dzisiaj nawet nieprzychylni Trumpowi komentatorzy nie mają wątpliwości – słowa wypowiedziane z ust amerykańskiego przywódcy trafiły bezpośrednio do polskich serc, jednocześnie stając się wspaniałą promocją naszego kraju. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że nikt wcześniej w tak wspaniały i skuteczny sposób nie wypromował naszej historii zagranicą. „Gazeta Polska” podjęła nawet inicjatywę polegającą na rozpowszechnianiu w mediach społecznościowych przemowy Donalda Trumpa w oryginale. Nie oszukujmy się, skomplikowane i jakże bogate dzieje naszego Narodu wciąż nie przebiły się należycie do świadomości wielu obcokrajowców. Efekty takiego stanu rzeczy widzimy w tak bolesnych dla nas stwierdzeniach, jak „polskie obozy śmierci”, czy próbach obarczania Polaków winą za holokaust. Tym bardziej promocja Polski, która dokonała się za sprawą inspirującej przemowy prezydenta USA powinna nas niezmiernie cieszyć. Samo Powstanie Warszawskie, któremu Trump poświęcił bardzo dużo czasu, jest epizodem naszej historii, o którym tak wielu wciąż wie tak niewiele. Parafrazując słowa brytyjskiego premiera Winstona Churchilla próbuję niejako zakotwiczyć ten tekst w historii. Jej znajomość jest przecież tak istotna dla zdrowego rozwoju każdego społeczeństwa.

„Polska jest geograficznym sercem Europy, ale – co jeszcze ważniejsze – w Polakach postrzegamy duszę Europy, wasz naród jest wielki, ponieważ wielkim jest wasz duch i jest to duch silny.” – mówił Trump.

W przemówieniu Donalda Trumpa mogliśmy usłyszeć o „Cudzie nad Wisłą” – heroicznej walce polskich żołnierzy, którzy w 1920 roku powstrzymali sowiecką nawałnicę próbującą zalać całą Europę. Nie zabrakło również opowieści o tym, jak Naród polski przetrwał 123 lata zaborów. Mimo, że Polska została wymazana z mapy Europy, utraciła swoje granice i suwerenność, Polacy przechowali ją w swoich sercach i dzięki temu byli wstanie odbudować własne, niepodległe państwo w 1918 roku.

„Przez dwieście lat Polska ciągle cierpiała od nieustannych napaści, natomiast jakkolwiek można było najechać i okupować Polskę, a jej granice wymazać z mapy, to nigdy nie można było wymazać jej z kart historii ani z waszych serc.” – przemawiał prezydent USA. Prezydent Trump podkreślał, że sojusz polsko-amerykański trwa od momentu Wojny o Niepodległość USA. Zwrócił uwagę, że oba nasze narody mają wspólnych bohaterów, którzy ramię w ramię walczyli o tą samą ideę wolności.

"Najeźdźcy próbowali Was złamać, ale Polski nie da się złamać. Kiedy nadszedł 2 czerwca 1979 r., kiedy milion Polaków zgromadziło się na mszy z polskim papieżem, każdy komunista musiał wiedzieć, że opresyjny system wkrótce się zawali." - te słowa prezydenta USA wywołały gromkie brawa oraz wzruszenie widoczne w rozentuzjazmowanych oczach zgromadzonego tłumu.

Bóg pojawiał się w przemowie Donalda Trumpa wielokrotnie. Przywiązanie do wiary oraz tradycyjnych wartości to coś co wyróżnia amerykańskiego prezydenta na tle lewicowych przywódców Unii Europejskiej.

"Z naszej strony nigdy nie zrezygnowaliśmy z wolności i niepodległości, jako prawa i prawdziwego losu Polaków i nigdy, przenigdy tego nie zrobimy." – mówił.

„Pierwszą oficjalną wizytę prezydenta Trumpa w Polsce odbieram bardzo osobiście i uważam ją za rzeczywiście historyczną z kilku powodów. Prezydent Trump mówił jak jest w sprawach przyszłości naszej Zachodniej cywilizacji, oraz nie bał się mówić o polskiej historii.” – opowiada „Niedzieli” Vonsky – reporter oraz twórca internetowego kanału w serwisie YouTube „Vonsky Kanał”. „Jego wystąpienie pod pomnikiem Powstania Warszawskiego nie było tylko ciepłymi słowami, lecz ważną wiadomością dla reszty Europy. Swoistym wezwaniem do działania.” – dodaje.

Krytycy twierdzą, że było nazbyt słodko, że komplementy pod adresem Polski i Polaków, jakie prawił Donald Trump daleko wykraczały poza wymogi dyplomatycznej kurtuazji. No cóż – w USA mówi się, że „haters gonna hate” – „hejterzy będą hejtować”. Nie brakuje środowisk, które kochają krytykować każdy ruch Donalda Trumpa, każdą jego wypowiedź, każde wystąpienie, choćby tak udane, jak to w Warszawie. Zamiast cieszyć się z miłych słów, które padły pod adresem naszego kraju szukają oni dziury w całym. Po co? Wzajemnych komplementów, które cementują polsko-amerykańską przyjaźń nigdy dość! Niekiedy odnoszę wrażenie, że dla pewnych środowisk sukces Polski oraz budowanie jej dobrego wizerunku na świecie staje się źródłem niepokojów. Wtedy nachodzi mnie refleksja, czy aby na pewno wszyscy gramy do tej samej bramki? Widok środowisk związanych ze skrajnie socjalistyczną partią „Razem” krzyczących „Trump Go Home!” (ang. „Trump wracaj do domu”), czy „Trump precz!” napawał mnie polityczną złością oraz irytacją. Na szczęście, inaczej jak w Hamburgu, skrajnej lewicy w Polsce nie udało się popsuć wizyty prezydenta USA. To po części zasługa naszych polityków oraz funkcjonariuszy służb, którzy zadbali o dobrą organizację. Kluczowy był również wkład naszego społeczeństwa, które w przeważającej większości jest wolne od skazy ekstremizmów politycznych oraz nastawione niezmiernie proamerykańsko.

Strachy na lachy

W okresie poprzedzającym wizytę prezydenta Trumpa w Warszawie eksperci, komentatorzy i dziennikarze spekulowali o tym, co może z niej wyniknąć oraz jakich deklaracji należy się spodziewać. Osoby o poglądach lewicowych, a więc lubujące się w demonizowaniu republikańskiego prezydenta, próbowały sugerować, że należy obawiać się braku konkretów, że Trump może nie powołać się na artykuł 5. traktatu waszyngtońskiego, że nie wspomni nic o imperialnej, agresywnej polityce Kremla. Litania tych obaw była naprawdę długa. Ostatecznie jednak okazały się one mieć tyle wspólnego z prawdą, co teorie lansowane przez lewicowe media po drugiej stronie Atlantyku, sugerujące nadchodzący impeachment Donalda Trumpa, jako konsekwencję jego rzekomej współpracy z Moskwą w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie. Słyszeliśmy też nieprawdziwe teorie, że nowy amerykański prezydent będzie prowadził miękką politykę wobec Rosji. Wszystko to okazało się być tanią, fałszywą propagandą. W trakcie swojej wizyty w Polsce Donald Trump potwierdził, że jest liderem wolnego świata i nie zamierza pobłażać Moskwie, którą wezwał m.in. do zaprzestania wspierania wrogich reżimów w Syrii oraz Iranie, a także do odejścia od swojej dotychczasowej polityki polegającej na destabilizacji Ukrainy oraz innych sąsiadujących państw.

„Musimy pracować razem, aby stawić czoła siłom niezależnie od tego, czy wewnętrznym czy zewnętrznym, z południa czy z północy, czy ze wschodu, które chcą podkopać nasze wartości i zniszczyć więzi kultury, wiary i tradycji, które czynią nas tymi, którymi jesteśmy.” – apelował prezydent Trump.

Donald Trump przypomniał również, że kraje członkowskie NATO wiąże artykuł 5. traktatu waszyngtońskiego, który oznacza wzajemne gwarancje udzielenia wsparcia na wypadek agresji na którykolwiek z krajów natowskich. Podkreślił, że Stany Zjednoczone zarówno w słowach, jak i czynach zademonstrowały swoją chęć i gotowość do wypełniania tych sojuszniczych zobowiązań.

„Najlepszą obroną dla naszych interesów i wolności jest silny sojusz wolnych, suwerennych i niezawisłych narodów. Dlatego moja administracja zażądała, aby wszyscy członkowie NATO w końcu wywiązali się ze swoich zobowiązań finansowych.” – mówił do ludzi zgromadzonych na Placu Krasińskich Donald Trump.

„Zwracając się do tych, którzy krytykują nasze stanowisko, chcę tylko powiedzieć, że USA zademonstrowały nie tylko poprzez słowa, ale też poprzez działania, że stajemy ramię w ramię, broniąc artykułu 5 [paktu północnoatlantyckiego] dla wspólnego zobowiązania do obrony kolektywnej.” – kontynuował.

Amerykańska telewizja CBS oceniła nawet, że przemówienie Donalda Trumpa na Placu Krasińskich w Warszawie było najbardziej stanowczą wypowiedzią pod adresem Kremla, jakiej kiedykolwiek udzielił.

Nie tylko słowa

Donald Trump podkreślił, że za słowami muszą iść konkretne czyny. Sojusz NATO to nie tylko przywileje, ale także obowiązki. Polska należy do wąskiego grona krajów członkowskich paktu północnoatlantyckiego, które przeznaczają wymagane przez NATO 2 proc. swojego PKB na obronność. Jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej, jako kandydat republikanów, Trump obiecywał zmusić pozostałe kraje członkowskie do wywiązywania się z tego obowiązku. Cieszy również to, że w trakcie swojego warszawskiego przemówienia prezydent USA wyraźnie podziękował Polsce za wypełnianie sojuszniczych zobowiązań, za to że nasz kraj chce rozwijać swój militarny potencjał oraz modernizować swoją armię. W ten sposób Polska przyczynia się do umacniania całego sojuszu NATO.

„Europa musi zademonstrować, że wierzy w swoją przyszłość, inwestując pieniądze, aby tę przyszłość zagwarantować. Dlatego właśnie chylimy czoła przed Polską za jej decyzje, aby w tym tygodniu ruszyć z zakupem od USA sprawdzonych w boju rakiet Patriot, najlepszych na całym świecie.” – mówił prezydent Donald Trump.

Niech te bogate kraje europejskie, które obecnie kpią sobie z natowskiej solidarności i nie przeznaczają odpowiednich pieniędzy na wydatki na obronność, wezmą przykład z Polski.

„Łatwo mówić, ale liczą się czyny i dla naszej własnej ochrony, wy wiecie to najlepiej, Europa musi robić więcej. Europa musi zademonstrować, że wierzy w swoją przyszłość, inwestując pieniądze, aby tę przyszłość zagwarantować.” – tłumaczył prezydent USA.

Zobacz zdjęcia: Ameryka kocha Polskę

W trakcie wizyty prezydenta USA w Polsce MON podpisał z Departamentem Obrony USA memorandum na zakup najnowocześniejszej wersji systemu obrony przeciwrakietowej „Patriot”. Rozwiązanie to w najnowszej konfiguracji (a o taką chodzi stronie polskiej – red.) wciąż nie jest jeszcze dostępne, dlatego na jego ostateczną instalację w Polsce będziemy musieli poczekać. Plus jest jednak taki, że nasza armia otrzyma dokładnie ten sam sprzęt, który używać będą Amerykanie. Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz poinformował, że strona amerykańska w memorandum wyraziła zgodę, aby Warszawa zakupiła najnowocześniejszą konfigurację amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej, stając się tym samym pierwszym krajem, który uzyskał na to zgodę od amerykańskich władz. Zasilą one polską obronę przeciwlotniczą oraz przeciwrakietową. Waszyngton wyraził zgodę na przekazanie Polsce najnowocześniejszych technologii stosowanych w systemie amerykańskiej tarczy antyrakietowej tzn. nowoczesnego radaru oraz rakiety przeciwlotniczej SkyCeptor. Szacuje się, że całkowity koszt polskiej obrony przeciwrakietowej oraz przeciwlotniczej o nazwie „Wisła” wyniesie ok. 30 mld. zł.

Ważnym tematem rozmów była także kwestia bezpieczeństwa energetycznego. Prezydent Trump chce eksportować do Europy gaz LNG, który pochodzi z amerykańskich łupków. Dzięki rozwojowi technologicznemu Stany Zjednoczone są w stanie dokonywać coraz głębszych odwiertów. Odkrywane są zatem nowe złoża tego surowca, a także spada koszt jego wydobycia. Spowodowało to, że Waszyngton zdecydował się część własnych zasobów przeznaczyć na eksport. Trump zapewnił Polaków, że jego kraj nie pozwoli, by Polska oraz inne kraje regionu w dalszym ciągu były szantażowane ewentualnym wstrzymaniem dostaw gazu lub znacznym podniesieniem jego ceny. Tego typu ryzyko istniało tak długo, jak długo monopol na dostawy gazu do Polski miała Federacja Rosyjska. Dzięki współpracy z Waszyngtonem, Warszawa oraz inne stolice wchodzące w skład Trójmorza będą mogły uniezależnić się od Moskwy. To kolosalna zmiana geopolitycznej sytuacji całego regionu. Amerykanie pokazali również, że chcą blokować niemiecko-rosyjskie projekty budowy rurociągów gazowych, które zdaniem administracji amerykańskiej są zagrożeniem bezpieczeństwa Europy Zachodniej. Waszyngton uważa, że jest ona obecnie w zbyt dużym stopniu zależna energetycznie od Rosji. Niemcy lubią mówić o solidarności europejskiej, gdy służy ona do krytyki polskiego rządu. Zupełnie o niej jednak zapominają, gdy podpisują z Rosjanami kontrakty na budowę omijających Polskę rurociągów gazowych. Dzięki pomocy Stanów Zjednoczonych, nasz kraj może dzisiaj lepiej zadbać o swoje interesy, opierając się tym samym skrajnie nieprzychylnej dla nas polityce energetycznej Berlina i Moskwy.

Media w USA

W lewicowych mediach za oceanem trwa nagonka na obecnego prezydenta. Nawet jego sukcesy, jak chociażby udana wizyta w Polsce, niektórzy komentatorzy przedstawiają, jako porażki. Biorąc do ręki gazety lewicowe oraz prawicowe odnieść można wrażenie, że opisują one dwa zupełnie inne wydarzenia. Dysonans poznawczy jest tutaj więcej niż zauważalny. Podkreśla to konserwatywny „The Washington Times” który pisze, że o ile osobiście nie uczestniczyliśmy w przemówieniu prezydenta Trumpa w Warszawie, to opierając się wyłącznie na przekazie mediów mogliśmy przeoczyć niezwykłe wydarzenie. Dziennik opisuje wspaniałą atmosferę obecną na Placu Krasińskich w Warszawie, relacjonuje m.in. okrzyki poparcia dla prezydenta Trumpa, a także jego niezmiernie propolską przemowę zawierającą m.in. gwarancje bezpieczeństwa dla naszego kraju. Gazeta zaznacza, że niektóre media wciąż próbują przedstawiać prezydenta USA w możliwie najgorszym świetle i z tego powodu w niektórych przekazach brakuje rzetelnej relacji z tego, co faktycznie miało miejsce w Warszawie. Czytamy m.in. że „gorliwość w produkowaniu fałszywych wiadomości jest bezwstydna i śmieszna”. „The Washington Times” wyjaśnia przykładowo, że pierwsza dama RP – Pani Agata Kornhauser-Duda wcale nie zlekceważyła prezydenta Trumpa, podając rękę najpierw jego żonie. Po chwili przywitała się również z Donaldem Trumpem, jednak niektóre media tego faktu już nie odnotowały. Część lewicowych dziennikarzy próbowała zmanipulować całą sytuację, przedstawiając ją, jako manifest polityczny pierwszej damy RP. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca.

W podobnym tonie wizytę Trumpa w Warszawie komentuje konserwatywny tygodnik „Washington Examiner”. Czytamy w nim o podobieństwach pomiędzy Polską, a Stanami Zjednoczonymi. Wymieniono wspólne wartości, kulturę oraz np. dążenie do wolności i niezależności. To bardzo ważne, że podobieństwa pomiędzy Ameryką i Polską, dostrzegają nie tylko nasi rodzimi komentatorzy, lecz także ich amerykańscy koledzy.

Z kolei lewicowy „The Washington Post” określił już przemowę amerykańskiego prezydenta mianem „mrocznej i prowokującej”, podkreślając jej silne zabarwienie nacjonalistyczne. Dziennik zauważył również podobieństwa w kwestii polityki szczelnych granic oraz niewpuszczania muzułmańskich uchodźców, które cechują zarówno rząd PiS, jak i administrację Donalda Trumpa. W podobnym tonie wypowiadał się także lewicowy „The New York Times”, który przemówienie Trumpa również określił mianem nacjonalistycznego. Oba dzienniki zarzuciły Trumpowi, że w przeciwieństwie do swojego poprzednika Baracka Obamy, nie skrytykował rządu PiS za rzekome łamanie demokracji. „The New York Times” zauważa jednak, że zamiast tego prezydent USA chwalił obecny polski rząd m.in. za obronę wolności i walkę z islamskimi ekstremistami.

Warszawa kontra Hamburg

Wizytę prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie należy również oceniać przez pryzmat zamieszek, do których doszło w Hamburgu w trakcie trwania szczytu G20. Dokonując takiego zestawienia – Polski oraz Niemiec – doskonale widzimy, gdzie dzisiaj w Europie znajduje się prawdziwy bastion zachodniej cywilizacji. Doskonale widzimy, który kraj jest dzisiaj oazą bezpieczeństwa, spokoju, a który boryka się z nieokiełznanym chaosem. Skrajnie lewackie bojówki alterglobalistów, członków Antify, dewastujące olbrzymie połacie miasta, płonące samochody, czy czarny dym spowijający niemieckie ulice – to smutny obraz Hamburga, który skłania do poważnej refleksji. Jako Polacy możemy być dumni, że potrafiliśmy w taki sposób ugościć amerykańskiego prezydenta. Pierwsza dama USA – Melania Trump czuła się u nas, jak w domu. „Bardzo dziękujemy, mój mąż i ja jesteśmy bardzo zadowoleni z odwiedzin w Waszym pięknym kraju, chcę podziękować parze prezydenckiej za ciepłe przyjęcie.” – mówiła Polakom. Niestety goszcząc w Hamburgu nie została już tak dobrze przyjęta – w pewnym momencie, w obawie o własne bezpieczeństwo nie mogła opuścić hotelu.

Jesteśmy społeczeństwem, które nie zapomniało o swojej chrześcijańskiej tożsamości i w dalszym ciągu pozostaje wierne antykomunistycznym wartościom cywilizacji zachodniej. Cieszy również fakt, że nad Wisłą wszelakiej maści radykalizmy nie są problemem tak poważnym, jak chociażby w Niemczech. Zamieszki w Hamburgu wywołał skrajnie lewacki margines społeczny, dlatego winą za ten chaos nie wolno obarczać mieszkańców tego miasta. Zamiast tego należy im współczuć i szczerze życzyć uporania się z poważnymi problemami, które trapią ich społeczeństwo. Widok młodych ludzi skandujących na hamburskich ulicach neokomunistyczne hasełka, wzywające np. do obalenia kapitalizmu, powinien skłaniać nas do poważnych przemyśleń. Dlaczego tylu młodych ludzi pobłądziło i stało się podatnych na ultralewicową propagandę? Wydaje się, że Donald Trump w trakcie swojej przemowy na Placu Krasińskich w Warszawie postawił bardzo trafną diagnozę. Dzisiaj, w kontekście doświadczeń z Hamburga, wybrzmiewa ona szczególnie mocno i dosadnie.

„Możemy mieć największe gospodarki i najbardziej śmiercionośną broń na ziemi, natomiast jeżeli nie będziemy mieli silnej rodziny, silnych wartości, to wtedy będziemy słabi i nie przetrwamy.” – mówił prezydent USA.

Jego słowa wyjaśniają genezę problemów trapiących m.in. niemieckie społeczeństwo, a zarazem stanowią receptę na uporanie się z nimi. Są swego rodzaju drogowskazem, który ma zapewnić przetrwanie naszej zachodniej cywilizacji. Cywilizacji opartej na konkretnych i jasno zdefiniowanych wartościach. W tych niespokojnych czasach musimy być w stanie nie tylko przeciwstawić się śmiercionośnej broni naszych wrogów. Równie ważne jest, aby nasze społeczeństwa nie dały się zwieść fałszywym, radykalnym ideologiom. Przenikanie tychże do serc młodych ludzi stanowi takie samo zagrożenie dla przetrwania naszej zachodniej cywilizacji, co wrogie nam armie. Tych z Państwa, którzy mają jeszcze jakiekolwiek wątpliwości odsyłam do ponownego obejrzenia relacji – najpierw z wizyty Trumpa Warszawie, a następnie ze szczytu G20 w Hamburgu. Może Komisja Europejska powinna przyjrzeć się tym problemom, z którymi dzisiaj tak nieudolnie borykają się niemieckie władze?

Ciepłe przyjęcie

Stojąc tam – na Placu Krasińskich w Warszawie – zgnieciony przez wszechobecny tłum, czułem nie tylko radość i dumę z tego, jak Polacy witają prezydenta Trumpa. Czułem także coś więcej – czułem że Polaków i Amerykanów łączą wspólne wartości i ideały.

"Nasze dwa kraje łączy specjalna więź wykuta w ogniach historii i charakteru narodowego. Jest to braterstwo, które istnieje tylko pomiędzy narodami, które walczyły, krwawiły i ginęły o wolność." – mówił prezydent Trump.

Uśmiechnięci ludzie skandujący „Donald Trump! Donald Trump”, rozentuzjazmowany tłum radośnie wykrzykujący „USA! USA!” – to wszystko tworzyło niesamowitą atmosferę, która musiała udzielić się również amerykańskiemu prezydentowi oraz pierwszej damie USA. Niemalże do złudzenia przypominała klimat, który znamy z wieców politycznych Donalda Trumpa w Ameryce. Żaden inny kraj nie był do tej pory w stanie spowodować, by prezydent Trump poczuł się, jak w domu. Polakom się to udało.

Równie ważne, jak to czego o Donaldzie Trumpie nauczyli się w trakcie tej historycznej wizyty Polacy, jest to, jaki miała ona wpływ na amerykańskiego prezydenta i jego stosunek do naszego kraju. Jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej, jako republikański kandydat, Trump dał wielokrotnie świadectwo swojej sympatii do Polaków. Wyraził to chociażby spotykając się z przedstawicielami Kongresu Amerykańskiej Polonii w Chicago. Donald Trump ma powody, by lubić Polaków. Nie jest tajemnicą, że głosy naszej Polonii w dużej mierze pomogły mu wygrać wybory prezydenckie. Społeczność polonijna za oceanem ma status wahającej się. Oznacza to, że trudno jest przewidzieć, któremu z amerykańskich kandydatów uda się zdobyć biało-czerwone serca. Generalnie mamy do czynienia z następującym trendem – kto wygrywa wśród Polonii, zostaje ostatecznie prezydentem USA. Trump pokonał demokratkę Hillary Clinton na jej własnym terytorium – w stanach Wisconsin, Pensylwania, Michigan – uznawanych dotychczas za bastiony partii demokratycznej. Tak się składa, że są to rejony z największą w kraju społecznością polonijną. Kiedy jednak nasi rodzimi konserwatywni komentatorzy podkreślali rolę Polaków mieszkających w USA w zwycięstwie Donalda Trumpa, duża część ich lewicowych kolegów wyśmiewała taką tezę. Tymczasem sam Trump przyznał w Warszawie, że Amerykanie polskiego pochodzenia przyczynili się do jego zwycięstwa.

„Dziękuję za uprzejmą gościnę. Naród Polski jest wspaniały. Amerykanie polskiego pochodzenia poparli mnie w ostatnich wyborach i chciałbym za to podziękować.” – powiedział prezydent Trump w trakcie konferencji prasowej na Zamku Królewskim.

Polakom udało się skraść prezydenckie serce, Trump po prostu zakochał się w Polsce. Dlatego już dzisiaj przewiduję, że jeszcze przed końcem jego pierwszej kadencji w Białym Domu, znowu ujrzymy prezydencki samolot Air Force One lądujący na płycie warszawskiego lotniska. Ponownie zobaczymy amerykańskiego prezydenta przemawiającego na tle łopoczących polskich i amerykańskich flag, skrzyżowanych na znak wiecznego sojuszu dwóch wspaniałych narodów. Narodów które wierzą w tą samą demokrację, tą samą wolność i tego samego Boga.

Tagi:
Donald Trump

Prezydent Trump wspiera papieża Franciszka

2018-09-06 11:29

st (KAI) / Waszyngton

„Papież zajmuje się tymi sprawami (nadużyć duchownych), najlepiej jak się da” – powiedział w wywiadzie dla konserwatywnego portalu Daily Caller prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump.

Twitter.com
Donald Trump

Gospodarz Białego Domu przypomniał, że problem nadużyć duchownych sięga lat siedemdziesiątych XX wieku i jest jedną z najsmutniejszych rzeczy, jaka wydarzyła się w Kościele katolickim. Dodał, że osobiście darzy Kościół wielkim szacunkiem. Nie kryje też zaskoczenia oskarżeniami wobec byłego arcybiskupa Waszyngtonu Theodore'a McCarricka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kaja Godek: sygnatariusze "Zatrzymaj aborcję" mają wątpliwości, czy w następnych wyborach poprzeć PiS

2018-09-19 13:56

lk / Warszawa (KAI)

Zdajemy sobie sprawę, że reprezentujemy znaczną część wyborców, którzy głosowali na obecnie rządzącą formację. Rozmawiamy z ludźmi, którzy składali podpisy pod projektem "Zatrzymaj aborcję". Mają oni wątpliwości, czy w kolejnych wyborach będą mogli oddać głos na tę samą partię - powiedziała Kaja Godek podczas konferencji zorganizowanej w środę przez środowiska pro-life w Centrum Prasowym PAP w Warszawie.

Magdalena Kowalewska

W trakcie konferencji jej organizatorzy - Instytut Ordo Iuris oraz Centrum Życia i Rodziny - przedstawili m.in. klasyfikację państw świata pod względem ochrony prawnej życia człowieka na prenatalnym etapie rozwoju.

Polska została w tym raporcie sklasyfikowana na 127. miejscu. Tylko 69 państw posiada przepisy słabiej chroniące życie niż Polska. Natomiast w 59 krajach obowiązuje prawo zapewniające pełną ochronę ludzkiego życia. Żyje w nich 40 proc. światowej populacji. Te dane, zdaniem środowisk pro-life, przeczą mitom, jakoby w Polsce dobrze chronione było życie nienarodzonych.

W trakcie konferencji poruszono kwestię procedowania nad złożonym w Sejmie projektem "Zatrzymaj aborcję".

Podkomisja ds. procedowania nad obywatelskim projektem "Zatrzymaj aborcję" została powołana 2 lipca i od tego czasu nie odbyła jeszcze ani jednego posiedzenia. W skład podkomisji weszło dziewięciu posłów: pięciu z PiS, dwóch z PO oraz po jednym z Nowoczesnej i Kukiz`15.

W środę 12 września przewodniczący podkomisji poseł Grzegorz Matusiak (PiS) powiedział KAI, że data rozpoczęcia prac nad projektem wciąż nie została ustalona.

"Chcemy [się zebrać] jak najszybciej, tym bardziej, że mamy bardzo dużo innych obowiązków, a to jest jeden z priorytetów. Staram się to w jakiś sposób zorganizować. Ja działam" - zapewnił Matusiak.

Podczas środowej konferencji w PAP po raz kolejny do opieszałości posłów odniosła się Kaja Godek, pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję".

"Projekt zawiera tylko 115 słów, tutaj tak naprawdę nie ma czego badać. Można sprawdzać, jaką czcionką jest napisany, albo czy są poprawnie wstawione przecinki" - stwierdziła Kaja Godek.

W opinii Godek, projekt najpierw przez kilka miesięcy blokowała przewodnicząca komisji polityki społecznej i rodziny Bożena Borys-Szopa, a potem poseł Grzegorz Matusiak. - Skutkiem tego jest śmierć trójki dzieci dziennie i to jest krwawe żniwo tych zaniechań - dodała.

Przypomniała, że uzasadnienie do projektu ustawy zawiera skutki społeczne jej uchwalenia. - Piszemy, że ten projekt czyni Polskę krajem bardziej ludzkim; że znosi niekonsekwencje, gdzie dzieci zdrowe są objęte ochroną, a dzieci chore nie - mówiła Kaja Godek.

Skutkiem zaś niewprowadzenia do tej pory ustawy - powiedziała - jest śmierć 877 dzieci. - To są ludzie, którzy mogli się urodzić, nie musieli umierać. Umarli ze względu na zaniechania polityków - dodała Godek.

Kaja Godek nawiązała do przedwyborczych deklaracji polityków PiS i ich programu z 2014 r., w którym zapewniali, że partia ta opowiada się za ochroną życia i sprzeciwia się aborcji.

"To nie jest tak, że my wymyśliliśmy sobie, że obecnie rządzący politycy muszą to zrobić. Wzięliśmy na serio obietnice zawarte w programie i w wypowiedziach różnych wysoko postawionych polityków tej partii, którzy mówili, że aborcja eugeniczna jest czystym złem" - przypomniała pełnomocniczka Komitetu "Zatrzymaj aborcję".

"W tej chwili mamy Sejm i Senat, w których Zjednoczona Prawica ma większość. Mamy prezydenta wywodzącego się z ZP, deklarującego, że tę ustawę podpisze. Nie ma żadnego powodu, aby tej ustawy nie procedować" - stwierdziła Kaja Godek.

Jak powiedziała, jest niezrozumiałe, dlaczego tak wiele reform od początku kadencji zostało przeprowadzonych pomimo presji medialnej, protestów ulicznych i nacisków instytucji europejskich, a "rzecz tak podstawowa jak ochrona dzieci jest odkładana na nie wiadomo kiedy".

Kaja Godek podkreśliła też, że "Zatrzymaj aborcję" ma poparcie Konferencji Episkopatu Polski, jest jedyną inicjatywą wymienioną z nazwy w biskupich komunikatach.

"Kościół staje po stronie życia, ale po tej stronie ma obowiązek stanąć każdy, kto kieruje się zdrowym rozsądkiem" - powiedziała Kaja Godek.

Pełnomocniczka "Zatrzymaj aborcję" przypomniała też o staraniach o spotkanie przedstawicieli Komitetu z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim i przewodniczącym klubu parlamentarnego PiS Ryszardem Terleckim. Wystosowali w tej sprawie pismo, ale do tej pory nie uzyskali na nie odpowiedzi.

"Zdajemy sobie sprawę, że reprezentujemy znaczną część opinii publicznej w Polsce i wyborców, którzy głosowali na obecnie rządzącą formację. Rozmawiamy z ludźmi, którzy składali podpisy [pod projektem "Zatrzymaj aborcję" - KAI]. Mają oni wątpliwości, czy w kolejnych wyborach będą mogli oddać głos na tę samą partię" - powiedziała Kaja Godek.

Dodała, że osobom tym podoba się wiele dokonań obecnie sprawujących władzę, jednak dla nich istotne jest także zwiększenie prawnej ochrony życia nienarodzonych. - Mówią: zrobiono wiele, ale nie zrobiono tej jednej rzeczy. Nie ma powodu, aby nie wprowadzać ochrony życia. W kolejnych wyborach, nawet biorąc pod uwagę inne dokonania, będę patrzył na ochronę życia i moje sumienie nie pozwoli mi znowu zagłosować na PiS - dodała Godek.

"Zatrzymaj aborcję" jest obywatelską inicjatywą ustawodawczą zgłoszoną przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej o tej samej nazwie. Projekt został złożony w Sejmie 30 listopada ub. roku. Jego celem jest wykreślenie z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży tzw. przesłanki eugenicznej, pozwalającej na aborcję dzieci, u których stwierdzono podejrzenie nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Pod projektem podpisało się ponad 830 tys. Polaków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Chciałam sprawdzić Maryję – świadectwo z Niepokalanowa

2018-09-19 20:21

Agnieszka Bugała
Kaplica w Niepokalanowie

Na nocne czuwania przed Najświętszym sakramentem w Niepokalanowie przed pierwszą sobotą miesiąca przyjeżdżam już od roku. Wcześniej słyszałam często jak o. Mirosław Kopczewski OFMConv zachęcał do takiej formy modlitwy. Myślałam sobie: to nie dla mnie, nie czułam się na siłach. Bałam się, czy starczy mi sił, czy podołam fizycznie tak czuwać w nocy. (Swoją drogą dziwne te lęki, bo przecież na weselu tańczy się całą noc i siły się znajdują).

Przekonały mnie jednak słowa o. Mirosława o tym, że jak ofiarujesz Matce Bożej jajko, Ona w zamian odda ci kurę, a jeśli podarujesz kurę, Ona da tobie wołu, jeśli ofiarujesz wołu Ona odda ci farmę, a jeśli Maryi ofiarujesz farmę…?

Pomyślałam, że sprawdzę na własnej skórze, we własnym życiu, czy to prawda, czy ta zasada działa, czy rzeczywiście Maryja jest tak hojna. I tak to się zaczęło, od sprawdzenia Matki Bożej, a Ona ze swoim Synem, powolutku lecz dostrzegalnie, przemieniała i nadal przemienia moje przekupne serce i życie.

W czasie adoracji Pan Jezus sam wyznacza co będzie tematem spotkania. Ja daję Mu do dyspozycji czas, samą siebie i ..... dzieje się. Bóg hojnie odpowiada na moją dyspozycyjność wg. zasady: DAR za dar.... Często na adoracji dotyka mnie mocno jakiś fragment z Pisma św., czasem jest to jakiś obraz, a czasem jest tylko cisza, tak bardzo kojąca cisza... Na samym początku czuwania były dla mnie jakby jałowe. Piszę „jakby jałowe”, ponieważ nie przynosiły rewolucyjnych zmian w moim życiu, jednak zawsze dawały pokój, ukojenie i nowe siły.

Teraz za każdym spotkaniem już tęsknię. Czasami łapię się na tym, że już po przyjeździe do domu, czy w połowie miesiąca, myślę o kolejnej adoracji, by móc odpocząć przy Jezusie, tak słodko, tak w milczeniu. Coraz mocniej odczuwam w sercu brak tych spotkań i Obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie w tygodniu, gdy daleko jeszcze do wyjazdu. To niesamowite, jak Jezus słucha naszych pragnień i delikatnie na nie odpowiada, zapraszając do spotkania, do głębszej relacji.

Na rozpoczęcie mojego urlopu pewien znajomy życzył mi dużo wakacyjnego wypoczynku na słonecznej plaży. Uśmiechnęłam się i podziękowałam za życzenia. Nie wiem jak to się stało, ale od razu w mojej głowie pojawiła się myśl, złota myśl: przecież to jest super pomysł, że też sama na to nie wpadłam! Mogę przez całe wakacje spotykać się z Jezusem przed Najświętszym Sakramentem. Nigdy dotąd nie spędzałam tak wakacji!

Złotą myśl wprowadziłam w czyn i słów zachwytu mi brakuje, by opisać jak wspaniałomyślnie Jezus odpowiedział na ten dar codziennych adoracji.

Owocem tych adoracji jest m.in coraz to głębsze poznawanie samej siebie, życie w prawdzie o sobie , o swoim życiu, o moim grzechu. To dzięki tym spotkaniom wiem co jeszcze muszę wyznać na spowiedzi, za co jeszcze nie żałowałam, za co nie zadośćuczyniłam ludziom i Bogu. Dzięki tym spotkaniom Jezus pomógł mi rozeznać, po blisko 20. latach modlitw i próśb, jakie jest moje powołanie… Chwała Panu! Jezus pomaga dostrzec ślady Jego obecności w mojej codzienności i całym moim życiu...

Im więcej, częściej i na dłuższy czas spotykam się z Jezusem na adoracji, tym więcej jeszcze pragnę nabierać przy Nim sił - TO DZIAŁA JAK MAGNES, przyciąganie gwarantowane. I widzę jak Jezus pomaga mi w życiu realizować te pragnienia.

Sprawdziła się zasada: Im więcej dasz, tym więcej otrzymasz...

DAR ZA DAR, MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ, CIERPIENIE ZA CIERPIENIE....

I im więcej dasz, tym więcej i bardziej pragnąć będziesz – tak to działa.

Czasami jednak „ktoś mi w głowie myśli” inaczej i zaciemnia wszystko... Przychodzą wtedy chwile niechęci, myślenia typu: Może już starczy tych adoracji? Po co ich tyle? To nic nie daje (mimo, iż mam realne, odczuwalne skutki działania tej modlitwy). Kiedy jednak przychodzę na adorację, mimo zwątpienia i czarnych myśli, to Jezus jak zawsze działa z mocą, pokrzepia ducha i ciało. I często sama się dziwię, że będąc bierna, zmęczona, siedzę tylko w ławce, a Jezus leczy i przemienia to, co we mnie mroczne i ciemne. Zawsze wychodzę z adoracji inna niż przyszłam, bardziej radosna, lżejsza jakaś.

Jaka moc, jaka siła ukryta jest w tym małym kawałku Chleba! Wciąż mnie to zadziwia…

Chwała Panu za wszystkie Jego cuda....
Chwała Panu za wszystkie Jego dary...
Chwała Panu, za Jego nieustanną, uzdrawiającą Obecność...
Dobrze, że jesteś Panie. Dobrze, że jesteś...

Świadectwo Marty udostępnione o. Mirosławowi Kopczewskiemu OFMConv

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem