Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

Egzorcyści na Jasnej Górze

2017-07-08 12:43

BPJG

O szeroko rozumianej posłudze uwalniania w przeszłości i wyzwaniach współczesności, przygotowywaniu świeckich do tej posługi i o tzw. grzechu międzypokoleniowym i modlitwach o uzdrowienie międzypokoleniowe rozmawiali na Jasnej Górze uczestnicy Europejskiej Konferencji Międzynarodowego Stowarzyszenia Posługi Uwalniania.

W konferencji (zorganizowanej w dniach 3-7 lipca) uczestniczyli bp Andrzej Czaja, przewodniczący Komisji Nauki Wiary KEP, bp Henryk Wejman, delegat ds. Egzorcystów KEP, bp Elmar Fisher z Austrii i ks. Martin Ramoser z Niemiec, koordynator Międzynarodowego Stowarzyszenia ds. Posługi Uwalniania, o. Francesco Bamonte, przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia ds. Posługi Uwalniania . Przybyli egzorcyści, kapłani, osoby konsekrowane i świeccy towarzyszący posłudze uwalniania. Oprócz uczestników z Europy, w spotkaniu wzięli udział goście ze Stanów Zjednoczonych, Korei Południowej i Indii. W sumie w zjeździe brało udział ok. 500 osób.

„Tematy bardzo różne od czysto praktycznych po dogmatyczne czy związanych z prawem kanonicznym, bo musimy pamiętać, że modlitwa uwolnienia i egzorcyzm mieszczą się w liturgii Kościoła, są to sakramentalia” - wyjaśniał ks. Janusz Czenczek. „Spotkanie to także wymiana doświadczeń i wspólna modlitwa, która daje nam poczucie siły i jedności” – podkreślił koordynator ds. egzorcystów.

Reklama

„W ramach spotkania poruszane były bieżące kwestie, wymagające wypracowania wspólnego stanowiska. A ponieważ zawsze decydującym jest oficjalne stanowisko Kościoła, na obrady zaproszeni zostali przedstawiciele Konferencji Episkopatu Polski” – wyjaśnił z kolei ks. Andrzej Grefkowicz.

W czasie zjazdu podjęto m.in. problem roli świeckich w posłudze uwalniania.

„Na pewno modlitwę o uwolnienie może odmawiać każdy kapłan. Jeżeli chodzi o osoby świeckie, muszą to być osoby dobrze przygotowane, spełniające określone warunki, a dyskusja polega na tym, czy wystarczy tylko to przygotowanie czy trzeba jeszcze zgody biskupa ordynariusza, i tu poglądy się ścierają, na razie nie ma jako takiej wypracowanej formy. Pewne jest, że modlitwą o uwolnienie mogą się posługiwać osoby świeckie, jeśli tej modlitwie w jakikolwiek sposób towarzyszy kapłan” - poinformował ks. Czenczek.

W ostatnich latach w niektórych grupach charyzmatycznych i środowiskach związanych z celebrowaniem nabożeństw o uzdrowienie pojawiła się myśl o tzw. „grzechach pokoleniowych” i o „uzdrowieniu międzypokoleniowym”.

„To temat bardzo mocny, który budzi olbrzymie kontrowersje, a konkluzja jest jedna; w obliczu nauki Kościoła czegoś takiego jak grzech międzypokoleniowy nie ma” – powiedział ks. Czenczek i dodał, że z dyskusji podjętej na konferencji wynika, że trzeba ten problem doprecyzować terminologicznie, choć dogmaty Kościoła katolickiego mówią jasno - nie ma czegoś takiego jak dziedziczenie grzechów. My zapominamy, że grzech to jest jedna rzecz, a skutki, czy efekty grzechu to zupełnie inna sprawa. W listopadzie 2015 r. Komisja Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski przedstawiła opinię teologiczną podkreślającą, że „jedynym grzechem, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenie jest grzech pierworodny”.

W opinii czytamy również, że „Kościół od samego początku naucza, że grzech jest zawsze czymś osobistym i wymaga decyzji woli. Podobnie jest z karą za grzech. Każdy osobiście ponosi karę za swój grzech. Wyraźnie pisze o tym św. Paweł w Liście do Rzymian, że „każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu” (Rz 14,12)”.„‘Reinkarnacja grzechu’ czy też ‘przechodzenie’ grzechu na kolejne pokolenia, o którym nauczają zwolennicy ‘uzdrowienia międzypokoleniowego’, nie ma uzasadnienia ani w Piśmie św., ani w Tradycji i nauczaniu Kościoła. Tego typu bezpodstawne idee są bardzo niebezpieczne dla życia duchowego wiernych i samej doktryny Kościoła”.

Na wniosek Komisji Nauki Wiary KEP, który został przedstawiony podczas 370. Zebrania Plenarnego (w Warszawie, dn. 6-7.10.2015 r.) Konferencja Episkopatu Polski podjęła decyzję o zakazie celebrowania Mszy świętych i wszelkich nabożeństw z modlitwą o uzdrowienie z „grzechów pokoleniowych” czy o „uzdrowienie międzypokoleniowe”. Jednocześnie Biskupi polscy przypominają o różnych formach modlitwy o uzdrowienie chorych, także w ramach liturgii Mszy Świętej, celebrowanych zgodnie z przepisami liturgicznymi.

Posługa uwalniania pozostaje w ścisłym związku z uzdrowieniem; polega na podjęciu wszelkich możliwych starań, aby dzięki łasce Jezusa Chrystusa wyrwać daną osobę z oszustw i więzów Złego Ducha, z różnych zniewoleń i udręczeń.

Uwolnienie należy odróżnić od egzorcyzmu większego, będącego obrzędem liturgicznym stosowanym jedynie w przypadkach opętań (które nie występują często) i jedynie przez biskupa lub kapłana wyznaczonego przez biskupa.

Egzorcyzm jest „liturgią Kościoła”. Została ona w 1999 r. opracowana przez watykańską Kongregację ds. Kultu i Dyscypliny Sakramentów w specjalnej księdze – Rytuale.

Rytuał zawiera formułę modlitw, tekstów biblijnych a także samą formułę egzorcyzmu. W ścisłym znaczeniu jest on modlitwą skierowaną do Boga z prośbą o uwolnienie od złego ducha oraz w drugiej części – formułą imperatywną, w której egzorcysta w imieniu Jezusa Chrystusa zwraca się do złego ducha i nakazuje mu odstąpienie od nękanego człowieka.

Każda diecezja w Polsce ma już swoich egzorcystów. Działają oni w oparciu o dekret biskupa diecezjalnego i autorytet Kościoła.

Polscy egzorcyści na zjazdach formacyjnych spotykają się 2 razy w roku w różnych miejscach, natomiast w ramach Międzynarodowego Stowarzyszenie ds. Uwalniania raz na 2 lata na Jasnej Górze.

Międzynarodowe Stowarzyszenie ds. Uwalniania powstało w 1995 r. w San Giovanni Rotondo we Włoszech. Jego celem jest pomoc egzorcystom i osobom ich wspierającym w tej posłudze duszpasterskiej Kościoła.

Tagi:
Jasna Góra egzorcysta

Egzorcysta nie powinien być sam

2018-08-21 12:27

Rozmawia ks. Zbigniew Suchy
Edycja przemyska 34/2018, str. VI

Z ks. prof. Marianem Rajchlem, archidiecezjalnym egzorcystą, rozmawia ks. Zbigniew Suchy (cz. 3)


Ks. prof. Marian Rajchel

Ks. Zbigniew Suchy: – Wyczytałem, że w przypadku opętania nie wystarczy spowiedź. Jest potrzebna pomoc egzorcysty.

Ks. prof. Marian Rajchel: – Tak. Księża mówią: wystarczy chrzest, chrzest gładzi skutki grzechu pierworodnego. Owszem, gładzi najważniejsze skutki, przywraca łaskę uświęcającą, kontakt z Bogiem, ale nie likwiduje wszystkich skutków np. cierpienia, śmierci i dostępu pokus do człowieka. Człowiek jest w ciągłej walce. Jeśli się szczerze wyspowiada, żałuje, postanawia poprawę, czyli wypełnia wszystkie warunki, to na pewno Bóg mu przebaczy, chociaż wie, że on za chwilę upadnie znowu, ale zasłużył na przebaczenie. Ale czy to rozgrzeszenie likwiduje wszystkie problemy alkoholika? Zostaje pociąg do alkoholu i on może na drugi dzień pójść i przywrócić całe zło, z którego dopiero wyszedł. Spowiedź odpuszcza grzechy, natomiast skutki, takie jak pociąg, przyzwyczajenie do zła czy lęk przez złem, pozostają. I to jest teren modlitwy, nie tylko egzorcyzmów, ale i modlitwy wstawienniczej, modlitwy osobistej. Trzeba stopniowo z miłosierdziem Bożym się zaprzyjaźnić, darować sobie, tak jak Bóg nam daruje, i krok po kroku wracać do Niego.

– Spotkałem się z tym, że niektórzy ludzie, zwłaszcza młodzi, uważają, że skoro Pan Bóg wszystko wie, to modlitwa wstawiennicza jest niepotrzebna.

– Chrystus wie też, jakie mamy grzechy, więc po co sakrament pokuty? Pan Bóg ustanowił taką drogę, a uwzględnia z całą pewnością ludzką naturę. Ci ludzie, którzy modlą się tylko o przebaczenie grzechów, nie spowiadając się, do końca życia nie będą mieli pewności, czy mają odpuszczone grzechy. Katolik, który się wyspowiada, wie, bo spowiednik mówi do niego: „odpuszczone są grzechy twoje” i ma spokój sumienia, nie musi już do tego wracać. Pan Jezus to uwzględnił. On jest Bogiem, ale nas traktuje po ludzku. My chcemy wiedzieć. Mąż może powiedzieć do żony: „Ty wiesz, że cię kocham, więc po co ci to będę mówił?”, ale jeśli małżonkowie nie okazują sobie miłości, może być tragicznie w tym małżeństwie. Po ludzku trzeba to pokazywać, wtedy my naszą miłość wychowujemy, kształtujemy, rozwijamy i ona się doskonali, coraz bardziej zbliża nas do odwiecznej Miłości. Taka jest droga człowieka do Pana Boga.

– Był taki moment, w którym zacząłem Księdzu zazdrościć, gdy przeczytałem, że przy egzorcyzmie szatan mówi: „Gdyby nie byli za tobą Ona i on, to dałbym ci radę”. Jak się czuje ksiądz, który ma poczucie, że szatan się go boi?

– Pierwszy raz zdarzyło się to przy modlitwie nad maturzystą, który wszedł w opętanie przez to, że kliknął w Internecie napis: „Jeśli chcesz się oddać szatanowi, kliknij tu”. I wtedy właśnie usłyszałem: „Masz szczęście, że on tu jest i Ona”. Wiedziałem, że tak jest, ale co innego, kiedy się słyszy takie słowa na froncie. Dla mnie to była niesamowita radość.

– Egzorcysta jest otoczony ludźmi, którzy go wspomagają. Czy do takiej posługi można się po prostu zgłosić, czy jest to jakieś szczególne posłanie, które się realizuje Bożymi planami?

– Ja zapraszam. Każdy egzorcysta powinien sobie taki zespół zorganizować, bo przy egzorcyzmie nie powinien być sam. Często trzeba trzymać opętanego człowieka, bo ma on niesamowitą siłę. Ja miałem o tyle łatwiej, że mieliśmy najpierw wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym i tamtych ludzi poprosiłem o pomoc, a oni chętnie się włączyli. Niektórzy posługują już kilkanaście lat. Owszem, czasami oberwą, np. pięścią w głowę. To są rzadkie wypadki, ale zdarzają się. Pan Bóg to wszystko ma pod kontrolą. Warunek jest taki: koniecznie stan łaski uświęcającej. W stanie grzechu ciężkiego absolutnie nie dopuszczam. Czasem ktoś z rodziny egzorcyzmowanego chce uczestniczyć i wtedy zawsze pytam, czy jest w stanie łaski uświęcającej. Jeśli nie, to nie radzę, bo demon jest złośliwy, może temu człowiekowi zaszkodzić. Druga rzecz, żeby się nie bać, bo demon to natychmiast wypatrzy. Jeśli człowiek się nie boi, to nic mu nie zrobi. Mnie np. kiedyś powiedział: „Jutro zdechniesz”. W sierpniu minęło pięć lat od tego „jutra”. Są też osoby, które nie uczestniczą bezpośrednio w egzorcyzmie, ale modlą się u siebie w domu w tej intencji. Prosiłem też, żeby codziennie jakąś modlitwę w tej intencji odmawiali. To jest drugi zespół.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Św. Łucja z Syrakuz

2013-12-13 08:10

ts (KAI) / Warszawa/KAI

MARGITA KOTAS

Kiedy rokrocznie 13 grudnia odbywa się w Sztokholmie koronacja wieńcem ze świec „oblubienicy Łucji”, nastrój przypomina bardziej wybory miss niż wspomnienie sycylijskiej chrześcijanki, która zginęła męczeńską śmiercią w 304 roku w Syrakuzach, w czasach prześladowań chrześcijan. A gdy w tym czasie przyjeżdżają do Szwecji Włosi, dziwią się, jak powszechnie jest tam czczona ich rodaczka. Sami Szwedzi nie bardzo wiedzą, skąd ona rzeczywiści pochodzi, ale święto obchodzą wszyscy mieszkańcy kraju.

Dzień św. Łucji jest to jedyne święto typowo szwedzkie. W święto to wybraną w konkursie najpiękniejszą dziewczynę stroi się w długą białą suknię przepasaną czerwoną wstążką i wianek z borówkowych gałązek, w którym tkwi siedem świeczek. W procesji prowadzona jest przez miasto w otoczeniu druhen, które śpiewają tradycyjną piosenkę o Łucji (Nadchodzi Łucja, rozpraszając ciemności zimowej nocy) oraz kolędy. Często towarzyszy im grupka gwiazdorów.

Łucja pojawia się także w szpitalach i domach starców. Świętą Łucję obchodzi się także w szkołach, klubach i domach parafialnych, gdzie częstuje się gości kawą i lussekatter („oczy św. Łucji”), pieczonymi specjalnie na tę okazję pszennymi bułeczkami z szafranem, o pomysłowych kształtach. W domach mamy lub starsze rodzeństwo przygotowują rano lussekatter, a potem najmłodsza dziewczyna w rodzinie wciela się w Łucję i w białej sukience i borówczanym wianku na głowie przynosi rodzinie śniadanie do łóżka.

Zwyczaj obchodów Łucji stał się powszechny w całej Szwecji u schyłku XIX w., a pierwszy pochód zorganizowano w Sztokholmie w 1927 r. Panna ze światłem oznacza św. Łucję, gdyż to łacińskie imię wyraża „światło”. Tradycja ta jest bardzo dawna, kiedy to jeszcze obowiązywał kalendarz juliański i dzień św. Łucji przypadał dwa tygodnie później, 25 grudnia, gdy nadeszła najdłuższa noc i najkrótszy dzień.

Życie i śmierć dziewicy i męczennicy, św. Łucji, związane są z Syrakuzami - miastem założonym w 734 r. przed narodzeniem Chrystusa. Syrakuzy były niegdyś najbogatszym i najludniejszym miastem na Sycylii, stolicą niezależnego państwa. W 212 r. przed Chrystusem zdobyli je Rzymianie. Zginął wtedy w obronie miasta największy w starożytności matematyk i fizyk świata, Archimedes. Miasto wydało kilkunastu świętych, ale wśród nich pierwsze miejsce zajmuje św. Łucja, która żyła na początku III wieku (być może w latach 286-304, jak piszą niektórzy jej hagiografowie).

Według najstarszego przekazu datowanego na V w., święta pochodziła ze znakomitej rodziny. Była przeznaczona dla równie zamożnego młodzieńca. Kiedy jednak udała się z pielgrzymką do grobu św. Agaty do pobliskiej Katanii, aby uprosić o zdrowie dla matki, miała jej się ukazać ta święta i przepowiedzieć męczeńską śmierć; radziła też przygotować się na czekającą ją ofiarę. Kiedy Łucja powróciła do Syrakuz, cofnęła obietnicę zamążpójścia, rozdała swoje majętności i złożyła ślub dozgonnej czystości. Niebawem wybuchło prześladowanie chrześcijan, najkrwawsze w dziejach chrześcijaństwa. Wtedy niedoszły małżonek oskarżył Łucję, że jest chrześcijanką i 13 grudnia ok. 304 r. została ścięta mieczem; miała 23 lata.

Została pochowana we wczesnochrześcijańskich katakumbach, nad którymi już w VI wieku, jak wspomina papież św. Grzegorz I Wielki, wznosił się kościół i klasztor jej imienia, w obecnych Nowych Syrakuzach. Tenże papież wprowadził imię św. Łucji do kanonu Mszy św.

Początkowo czczono Łucję jako nieugiętą chrześcijankę, która została wpisana w poczet świętych za trwałość w wierze.

Mieszkańcy jej rodzinnych Syrakuz, potomkowie cywilizacji greckiej, a nie bizantyjskiej czy arabskiej, są powściągliwi i mają wyczucie dobrego smaku, a obchody świętej Łucji nie mają tam w sobie nic z ludowego festynu. Wokół kultu „ich” świętej nie powstał żaden przemysł pamiątek czy dewocjonaliów.

W Rzymie pierwszy kościół ku czci świętej męczennicy wystawił papież Honoriusz I (625-638). Na mozaice bazyliki św. Apolinarego (Nuovo) w Rawennie znajduje się wizerunek świętej pochodzący z VI w. Kiedy w 718 r. z polecenia cesarza Leona III zaczęto niszczyć wizerunki świętych, relikwie św. Łucji przeniesiono do Corfino w Abruzzach, potem wróciły do Syrakuz. W 1204 r. krzyżowcy zabrali je do Wenecji, gdzie w 1313 r. wystawiono ku czci świętej osobny kościół i tam złożono jej doczesne szczątki. W 1860 r., ze względu na budowę dróg, kościół został rozebrany, a relikwie św. Łucji przeniesiono do kościoła św. Jeremiasza, gdzie przebywały do 7 października 1981 r., kiedy to zostały wykradzione. Obecny kościół pochodzi z XVIII w. Relikwie umieszczono w kaplicy nad jednym z kanałów weneckich, na której zewnętrznym szczycie wyświetla się widoczna z daleka postać św. Łucji, otaczana czcią przez weneckich gondolierów. Na całym świecie, również i w Polsce znana jest i chętnie śpiewana włoska piosenka „Santa Lucia”. W grudniu 2004 r. . po dziesięciu stuleciach doczesne szczątki św. Łucji wróciły do rodzinnych Syrakuz. Wenecjanie zastrzeli, że „to tylko pożyczka”, obawiając się, by wierni Syrakuz nie potraktowali tego jako ostatecznego zwrotu.

Św. Łucja ma trzy sanktuaria: w kościele św. Jeremiasza w Wenecji, w Syrakuzach oraz w kościele klaretynów w Rzymie. Według legendy, św. Łucja miała piękne, wielkie oczy, które przyciągały powszechną uwagę. Widząc zachwyt nawet u oprawców, kazała je sobie wyłupić. Na tę pamiątkę w dzień jej dorocznego święta w Syrakuzach niesie się na drogocennej tacy „oczy św. Łucji”. Św. Łucja była tak dalece czczona jako patronka chorób oczu, że modlił się do niej m.in. Dante, gdy tracił wzrok.

Aż do czasu wprowadzenia przez papieża Grzegorza XII reformy kalendarza w 1582 r. wspomnienie św. Łucji przypadało 25 grudnia, gdy była najciemniejsza i najdłuższa noc w roku. Z tą nocą wiązały się legendy o demonach pochodzące jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. Tradycja ta „przeszła” na św. Łucję, którą straszono leniwe służące i niegrzeczne dzieci. Straszono też każdego, kto po odmówieniu wieczornej modlitwy „Anioł Pański” wychodził na dwór. Tego też dnia nie wolno było piec chleba, tkać ani szyć, a kto się odważył to robić, narażał się na gniew Łucji. Z czasem jednak zapomniano o tamtych zwyczajach i pojawiły się przyjemniejsze, np. nagradzanie drobnymi upominkami za dobre uczynki. Z czasów przedchrześcijańskich pozostało jedynie „powitanie światła”, a więc - pielęgnowane w wielu miejscach, zwłaszcza w regionie alpejskim i w Skandynawii - pochody ze światłami.

Od kilku wieków znany jest zwyczaj wróżenia przyszłości: w dniu św. Łucji dziewczęta nacinają kawałek kory na gałązce wierzbowej i opasują to miejsce. Odkrywają je ponownie w Nowy Rok, szukając znaków, z których - podobnie jak z wosku lanego w andrzejki - przepowiadają sobie przyszłość. Szczególnie odważne dziewczęta wychodzą w noc św. Łucji na dwór, żeby zobaczyć cień świętej, który też wróży przyszłość. W austriackim Burgenlandzie sieje się 13 grudnia pszenicę w doniczkach. Jeśli ziarna wykiełkują do Bożego Narodzenia, zapowiada to dobre żniwa w nadchodzącym roku. Są też regiony, gdzie w dzień św. Łucji, podobnie jak w dzień św. Barbary, ścina się wiśniowe „gałązki św. Łucji”, które zakwitną na Boże Narodzenie. W dzień św. Łucji w niektórych regionach sprawiano prezenty małym dziewczynkom.

Dzień, w którym obchodzone jest wspomnienie św. Łucji, jest także dniem astronomicznego „zatrzymania się Słońca”, po czym kilkanaście dni później - w Boże Narodzenie - następuje przełom czasu i zaczyna przybywać dnia. Nawiązuje do tego polskie przysłowie: „Święta Łuca dnia przyrzuca”. Teresa Sotowska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nasza redakcyjna torba

2018-12-13 21:39

Ks. Adrian Put

Zwyczajem lat poprzednich Caritas Diecezji Zielonogórsko–Gorzowskiej zaprosiła urzędy, instytucje, jednostki, placówki, ale też przedsiębiorstwa i firmy do włączenia do akcji pod nazwą „Torba Charytatywna”.

Katarzyna Gazińska
My w naszej redakcji z „Torbą charytatywną” dla Ukrainy

Caritas rozprowadza i odbiera z powrotem papierowe torby wypełnione produktami żywnościowymi oraz chemią przez ludzi dobrej woli. Wolą organizatorów zostaną one przekazane biednym i ubogim będącym podopiecznymi Caritas Spes na Ukrainie. W roku 2017 udało się w naszej diecezji zebrać ponad 600 toreb, które zostały przekazane na Ukrainę.

Na zaproszenie naszej Caritas odpowiedziała również nasza redakcja. Redaktor Kasia Krawcewicz, red. Kamil Krasowski oraz ja wspólnie złożyliśmy się na produkty do torby. Później sam Kamil udał się na zakupy i udało się nam przygotować choć taki mały dar dla Ukrainy. Dziękujemy Caritas za możliwość włączenia się w to dzieło!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem