Reklama

Biały Kruk 2

Abp Matulionis - nowy litewski święty, kapłan-męczennik

2017-06-23 11:13

Marcin Przeciszewski / Wilno / KAI

wikipedia.pl
Abp Teofilius Matulionis

Abp Teofilius Matulionis, który w niedzielę 25 czerwca zostanie wyniesiony w Wilnie na ołtarze - jest przykładem niezłomnego kapłana, który wierność Kościołowi potwierdził męczeństwem. Najpierw w 1929 r. został tajnie wyświęcony na biskupa koadiuktora Leningradu. Po pobycie w łagrze został usunięty z ZSRR i resztę życia spędził na Litwie, zostając w 1943 r. biskupem koszedarskim. Usunięty po wojnie z urzędu za odmowę kolaboracji, nadal był więziony i poddawany różnorodnym prześladowaniom.

Abp Matulionisa cechowało totalne zaufanie Bogu oraz miłość do prześladowców. Mimo, że spędził niemal 20 lat w więzieniach i łagrach, nigdy nie mówił źle o prześladowcach. Był też jednym z pierwszych propagatorów kultu Bożego miłosierdzia na Litwie.

- Przesłaniem płynącym na dziś z tej beatyfikacji - wyjaśnia ks. Algirdas Jurevičius, notariusz w jego procesie beatyfikacyjnym, a obecnie wikariusz generalny diecezji koszedarskiej - jest "ukazanie jak człowiek może żyć według wiary w środowisku, które jest przeciwko Bogu, był bowiem człowiekiem, który wszędzie szukał woli Bożej i postępował według sumienia, a nie takiej czy innej poprawności politycznej, narzucanej przez aktualnie panujących".

Teofilius Matulionis urodził się w 1873 r. w litewskiej rodzinie ziemiańskiej. Po ukończeniu liceum w Dyneburgu (na Łotwie), w 1892 r. roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Sankt-Petersburgu. Jego święcenia kapłańskie, 4 marca 1900 r., zbiegły się z początkiem XX stulecia, wieku zbrodniczych ideologii i prześladowań Kościoła.

Reklama

Jako młody kapłan na niemal dwa dziesięciolecia osiadł w Sankt-Petersburgu. Najpierw jest wikarym przy kościele św. Katarzyny, który stanowił centrum życia tamtejszych katolików, a następnie proboszczem nowej parafii Najświętszego Serca Jezusowego. Nominację do tej parafii odczytał jako znak Boży, zobowiązujący go do propagowania kultu Eucharystycznego, czemu był wierny przez całe życie.

Gdy po rewolucji w 1917 r. władzę w Rosji zdobyli bolszewicy, natychmiast rozpoczęła się ofensywa przeciwko religii: zarówno Cerkwi prawosławnej jak i przeciwko Kościołowi katolickiemu. W 1923 r. ks. Matulionis wraz z biskupem Janem Cieplakiem i 14 innymi księżmi z Petersburga był sądzony w słynnym pokazowym procesie moskiewskim. Część kapłanów - za "podżeganie do buntu poprzez zabobony" - została skazana na śmierć, a w stosunku do innych kara została zamieniona na więzienie lub łagier. Ks. Matulionis karę odbył w moskiewskich więzieniach Butyrki oraz Sokolniki.

W 1926 r. ks. Matulionis powrócił do Petersburga, zwanego już Leningradem. Jest nadal proboszczem parafii Najświętszego Serca Jezusa, ale ze względu na uwięzienie wielu kapłanów, opiekuje się na raz siedmioma parafiami. Jednocześnie wykłada w tajnym seminarium duchownym, zorganizowanym przez bp. Antoniego Maleckiego, polskiego kapłana, który od 1926 r. był tajnie wyświęconym administratorem apostolskim Leningradu. Konsekratorem bp Maleckiego był watykański wysłannik bp Michel d'Herbigny SI, który najpierw próbował porozumieć się z sowieckimi władzami, ale gdy się to nie udało, potajemnie wyświęcił kilku biskupów.

W sytuacji, gdy bp Malecki mógł być w każdej chwili aresztowany, Pius XI 8 grudnia 1928 r. mianował ks. Matulionisa koadiutorem (biskupem z prawem następstwa) administratora apostolskiego w Leningradzie. 9 lutego 1929 r. bp Malecki tajnie, w obecności zaledwie dwóch świadków, wyświęcił go na biskupa.

25 listopada 1929 r. bp Matulionis został jednak znów aresztowany. Po niemal rocznym śledztwie oskarżono go o "szpiegostwo wobec obcych państw". Skazany na 10 lat łagru, został zesłany na Wyspy Sołowieckie. Łagier ten powstał w budynkach po prawosławnym kompleksie klasztornym i był uważany za jeden z najokrutniejszych w Związku Sowieckim. Tu więziono m. in. duchownych, których przetrzymywano w osobnym baraku na Wyspie Anzerskiej. Duchowni ci, w większości katoliccy, w tym obrządku wschodniego, ale też prawosławni i luterańscy założyli tam rodzaj wspólnoty kapłańskiej. Choć nikt nie wiedział, że ks. Matulionis jest biskupem, stał się nieformalnym liderem i duchowym przewodnikiem grupy. W nocy z soboty na niedzielę kapłani potajemnie celebrowali Mszę św. Ks. Matulionis czuwał także nad równym dzieleniem przychodzących paczek, dzięki czemu ci, co ich nie otrzymywali, mogli przeżyć.

Administracja obozu wpadła na ślad wspólnoty kapłańskiej i postanowiła ją zniszczyć. Bp Matulionis został przeniesiony najpierw do więzienia w Petersburgu i zamknięty na rok w izolatce. Następnie zesłano go do łagru w Ledianoje Pole do katorżniczych prac przy wyrębie lasu. Tam znacznemu osłabieniu uległo jego zdrowie.

"Czymś niesamowitym w postawie ks. Matulionisa był jego stosunek do wrogów - wyjaśnia ks. Algirdas Jurevičius. - Po powrocie z więzienia mówił o swych prześladowcach wyłącznie dobrze. Opowiadał, że wszędzie spotykał dobrych ludzi. Jego przesłuchania odbywały się w nocy, a jeden z przesłuchujących był szczególnie okrutny. A ks. Matulionis mówi: tak męczysz się, kiedy mnie bijesz, współczuję ci, że nie możesz być teraz w domu z rodziną. Komunista zmieszał się i następnego dnia dał mu swoje kanapki, przyniesione z domu".

W 1933 r. po zawarciu porozumienia między Rządami Litwy i Związku Radzieckiego o wymianie jeńców, bp Matulionis - dzięki interwencji Watykanu - został zwolniony i powrócił na Litwę. Sowieci nie zgodzili się, aby bp Matulionis mógł pozostać na terytorium ZSRR, mimo, że o to prosił, gdyż był przecież biskupem leningradzkim. W 1934 r. wybrał się do papieża w tej sprawie. Pius XI, gdy go ujrzał, poprosił aby ten, jako męczennik jako pierwszy udzielił mu błogosławieństwa. Po długich rozmowach papież poradził mu, aby wrócił na Litwę i tam czekał, aż otworzy się możliwość powrotu z posługą do Rosji.

Po powrocie na Litwę Matulionis został mianowany na biskupa pomocniczego w Kownie i był oficjałem tamtejszego sądu, zaś w 1938 r. został rektorem kowieńskiego Kościoła Sióstr Benedyktynek. Zainicjował tam nieustanną adorację Najświętszego Sakramentu - pierwszą na Litwie. Był też propagatorem kultu Bożego miłosierdzia wedle objawień s. Faustyny - jednym z pierwszych, gdyż kult ten nie był wówczas uznany. Sprowadził do Kowna kopię wileńskiego obrazu Jezusa Miłosiernego.

19 kwietnia 1940 r. biskupowi Matulionisowi zostały powierzone obowiązki naczelnego kapelana wojska litewskiego. Jednak z powodu inwazji sowieckiej w dniu 15 czerwca 1940 r. obowiązki te pełnił bardzo krótko.

A gdy w 1941 r. front niemiecki szybko przemieszał się na Wschód, bp Matulionis - po konsultacji ze Stolicą Apostolską - stara się, aby Niemcy pozwolili mu, wraz z innymi księżmi przyjechać na okupowane ziemie rosyjskie. Tak bardzo zależało mu, aby choć w taki sposób móc pełnić duszpasterską posługę wśród Rosjan. Do Niemców pisze wówczas, że "choć mają oni broń, ale tą bronią komunizmu się nie pokona". Wyjaśnia, że komunizm można zwyciężyć tylko Ewangelią. Cytuje Niemcom słowa Lenina, że "kiedyś pozostanie tylko komunizm i chrześcijaństwo i to pomiędzy nimi stoczy się ostateczna walka". Niemcy jednakże nie przyjmują tej argumentacji i nie zgadzają się, aby do Rosji udali się katoliccy kapłani. Odrodzenie duchowe Rosji nie było przecież w interesie nazistów.

W 1943 r., bp Matulionis został mianowany ordynariuszem diecezji koszedarskiej. Pomagał Żydom podczas holokaustu dokonywanego na Litwie. Ocalił od śmierci m. in. przyszłą słynną pianistkę Esther Yellin.

W tym samym czasie, podczas wojny, gdy dużo Rosjan uciekało na Litwę, bp Matulionis prosił księży, aby uczyli ich zasad wiary. Jako pomoc posyłał im katechizm i modlitewniki po rosyjsku. Utrzymywał też kontakty z duchownymi, którzy wyrażali chęć wyjazdu w przyszłości do Rosji i formował ich. W 1942 r. wraz z 27 kapłanami założył "Institutum Russicum" przy kowieńskim seminarium duchownym. W 1942 r. napisał list pasterski o objawieniach w Fatimie, wzywając do spowiedzi, pokuty, odmawiania różańca i modlitwy za Rosję.

A gdy do granic diecezji koszedarskiej zbliżał się w 1944 r. front sowiecki, prosił kapłanów, aby nie emigrowali, mimo śmiertelnego niebezpieczeństwa. W 1946 r. bp Matulionis został aresztowany, mimo, że dążył do prowadzenia dialogu z władzami radzieckimi, którego celem było wypracowanie jakiegoś "modus vivendi" dla Kościoła. Z tego powodu nie wspomagał np. antykomunistycznej partyzantki, która na Litwie skupiała ok. 50 tysięcy bojowników, walczących aż do początku lat 50-tych.

Sowietom nie chodziło jednak o "ułożenie się" z Kościołem, lecz o jego likwidację. A skoro bp Matulionis był uważany za władze sowieckie za kapłana szczególnie niebezpiecznego, gdyż znano jego bliskie związki ze Stolicą Apostolską, to w radzieckiej rzeczywistości nie było dlań miejsca.

Warto przypomnieć, że kiedy bp Matulionis w 1933 r. odzyskał wolność dzięki wymianie więźniów Litwy z Sowietami, został zamieniony na litewskiego komunistę Antanasa Snieckusa. Tenże komunista po włączeniu Litwy do ZSRR w jedenaście lat później, został najpierw jednym z szefów bezpieki a następnie pierwszym sekretarzem litewskiej partii komunistycznej. To on był jednym z głównych prześladowców Matulionisa. Po 8-miesięcznym, okrutnym śledztwie w katowni KGB w Wilnie, mimo, że Matulionisowi nic nie udowodniono, Rada Specjalna przy Ministrze Bezpieczeństwa ZSRR podjęła w 1947 r. decyzję o 7 latach uwięzienia go, bez wyroku sądowego. Jako pretekst wymieniano wydany przez bp. Matulionisa zakaz odczytywania z ambon przez duchownych oświadczeń władzy sowieckiej i sprzeciw wobec przymusowego zapisywania młodych do Komsomołu. Przebywał najpierw w więzieniu w Orszy a następnie w więzieniu we Włodzimierzu, gdzie obowiązywały specjalne rygory, m. in. bardzo ograniczono kontakty ze światem. Mógł pisać tylko dwa listy w roku. Wielkim cierpieniem dlań było, że przez 8 lat nie mógł odprawić choćby jednej Mszy św.

Mimo wygaśnięcia wyroku w 1954 r., władze sowieckie nie chciały dopuścić do powrotu bp Matulionisa na Litwę. Osadzono go więc w "domu inwalidów" w Potmie (Mordowia, Rosja).

W dwa lata później, dzięki niewielkiej odwilży w ZSRR, pozwolono mu jednak wrócić. Nie otrzymał zgody na osiedlenie się w Koszedarach i zamieszkał na plebanii w Birsztanach (lit. – Birštonas), gdzie stale był śledzony przez agentów KGB. Bez względu na swój podeszły wiek oraz słabe zdrowie, troszczył się o sprawy diecezji, w dużej mierze kierując nią w sposób konspiracyjny. Do biskupów i księży apelował o nie wdawanie się w kompromisy oraz nie kolaborowanie z reżimem.

W 1957 r. bez zgody władz ale za zgodą papieża, w swym pokoju kaplicy konsekrował na biskupa marianina Vincentasa Sladkevičiusa, przyszłego litewskiego kardynała. Z tego powodu został zmuszony do osiedlenia się w Szadowie (lit. – Šeduva), małej wiosce na samej północy Litwy, gdzie do końca życia przebywał w areszcie domowym. Mimo, że był na stałym podsłuchu oraz pilnowany przez Czekistów, był w stanie wielokrotnie ich zmylić. Udawało mu się utrzymywać kontakty z duchownymi w innych regionach Litwy, stanowiąc dla nich moralne oparcie, oraz przekazywał informacje do Watykanu o sytuacji katolików w ZSRR. W tym okresie postrzegany był przez litewskich wiernych za "nieoficjalnego prymasa" Kościoła na Litwie.

W 1962 r. Stolica Apostolska za „gorliwość w pełnieniu obowiązków dobrego pasterza“ mianowała go arcybiskupem. Jan XXIII zaprosił go na obrady Soboru Watykańskiego II. Władze sowieckie nie wypuściły go, do Rzymu wysłały podporządkowanych sobie duchownych, a Matulionisa postanowiły pozbyć się definitywnie. Przecież od lat uważano go za szefa "watykańskiej agentury" na terenie ZSRR. Ponadto wiedziano, że od czasu potajemnych święceń w Petersburgu w 1929 r. dysponował on szerokimi, udzielonymi mu wówczas papieskimi pełnomocnictwami "in partibus infidelum", co w praktyce oznaczało, że mógł oddziaływać na życie społeczności katolickich na całym obszarze Związku Sowieckiego. A jego autorytet - jak podkreśla obecny biskup koszedarski Joan Ivanauskas - był porównywalny do autorytetu kard. Stefana Wyszyńskiego w Polsce.

Abp Matulionis zmarł 20 sierpnia 1962 r., w trzy dniu po niespodziewanym, brutalnym pobiciu go w trakcie rewizji oraz otrzymaniu zastrzyku (prawdopodobnie z trucizną) z rąk pielęgniarki nasłanej przez KGB. Aby uniknąć manifestacji na cmentarzu, został pochowany w krypcie katedry w Koszedarach. Dzięki temu wierni odwiedzający katedrę mogli modlić się nad jego grobem. Obecnie przybywają tam liczne pielgrzymki.

Proces beatyfikacyjny abp. Matulionisa na szczeblu diecezjalnym rozpoczął się w 1990 r. zaraz po uzyskaniu przez Litwę niepodległości, gdy jeszcze żyli naoczni świadkowie. Dokumentacja została wysłana do Watykanu w 2008 r. Postulatorem procesu był ks. Mindaugas Sabonis z Litwy a relatorem o. Zdzisław Kijas, polski franciszkanin z Kongregacji. Owocem tej pracy było "Positio". W oparciu o nie pracowały kolejne gremia Kongregacji: komisja historyczna, później komisja teologów i komisja kardynałów. Kolejne głosowania w tych gremiach wypadły pozytywnie.. 1 grudnia 2016 r. papież Franciszek wydał dekret o męczeństwie sługi Bożego Teofiliusa Matulionisa, co otworzyło drogę do jego beatyfikacji. Odbędzie się ona pojutrze na Placu Katedralnym w Wilnie pod przewodnictwem kard. Angelo Amato, prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Tagi:
święci

Z Wrocławia do nieba czyli święci stąd

2018-06-20 08:09

Anna Buchar, Agata Iwanek, Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 25/2018, str. VI

W święto patrona miasta, Jana Chrzciciela, nie będziemy mówić o św. Janie, bo on nigdy nie odwiedził Wrocławia. Opowiemy o tych świętych, błogosławionych i sługach Bożych, którzy zostawili ślady stóp na miejskim bruku i serdeczne wspomnienia mieszkańców

©Sergii Figurnyi - stock.adobe.com

Pięciu mężczyzn i patronka Europy

Najstarszy z nich to bł. Czesław. Nie wiadomo dokładnie gdzie i kiedy się urodził, ale historycy przyjmują rok 1180. Następny to bł. Edmund Bojanowski, student Uniwersytetu Wrocławskiego, urodzony 1814 r. w Grabongu. Potem dwaj słudzy Boży i wikarzy kościoła NMP na Piasku ks. Robert Spiske, urodzony w 1821 r. w Leśnicy i młodszy od niego o trzy lata ks. Jan Schneider z Mieszkowic k. Prudnika. Wreszcie kobieta, święta Kościoła i patronka Europy: Edyta Stein, rocznik 1891, rodowita wrocławianka i najmłodszy z nich ks. Aleksander Zienkiewicz, nazywany „Wujkiem”, urodzony w 1910 r. na Wileńszczyźnie.

Święta Żydówka Edyta

Edyta była jedynym dzieckiem Steinów, które urodziło się we Wrocławiu. Steinowie przybyli tu z Górnego Śląska, z Gliwic i Lublińca i zamieszkali przy ul. Dubois, wtedy Węglowej. I tam właśnie urodziła się Edyta. Tego domu dziś nie ma, na jego miejscu stoi tzw. plomba. Kiedy zmarł ojciec, status rodziny się obniżył i nie było ich stać na takie mieszkanie. Rodzina przeniosła się na ul. Kurkową. Augusta, matka Edyty dbała o rodzinny interes, była energiczna i zdecydowana. Dziś powiedzielibyśmy, że rozkręciła biznes. Sprawiła, że rodzina szybko odrobiła finansowe zaległości. Dlatego znów przeprowadzka, tym razem na ul. Myśliwską. Edyta wtedy miała ok. pięciu lat. Potem było jeszcze kilka adresów: ul. Henryka Pobożnego – ten budynek stoi do dziś, ul. Roosvelta i dopiero stamtąd na ul. Nowowiejską. Maturę zdała w 1911 r. i rozpoczęła studia na Uniwersytecie Wrocławskim, potem przeniosła się do Getyngi do znanego filozofa Edmunda Husserla.

Zanim wstąpiła do karmelu Edyta powiedziała Bogu „nie” i matka na to przystała, chociaż sama była osobą bardzo wierzącą. Wyobraźmy sobie dziś taką sytuację: dziecko nagle nie chce chodzić do kościoła. Co robią rodzice? Augusta na pewno przeżywała w sercu wielki dramat, ale pozwoliła Edycie dokonywać wyborów. Kolejny wstrząs zafundowała matce w 1922 r., gdy przyjęła chrzest. Gdy przyjeżdżała do domu po przejściu na katolicyzm, chodziła do kościoła św. Michała, tam się modliła. Aresztowano ją w klasztorze w Echt w Holandii. Stamtąd wywieziono do Oświęcimia i zagazowano 9 sierpnia 1942 r.

Na rogu Nowowiejskiej i Wyszyńskiego wciąż jest przystanek, na którym w 1933 r. wsiadła do tramwaju i pojechała na dworzec a stamtąd do Kolonii, gdzie wstąpiła do klasztoru.

Błogosławiony business manager

Mężczyzna, którego wizerunek został uwieczniony na pamiątkowej figurze w ogrodzie Rektoratu Papieskiego Wydziału Teologicznego to chudzina z czarną bródką, Edmund Bojanowski. Pojawił się we Wrocławiu 186 lat temu. Przyjechał po to, po co przyjeżdża tu dziś przeciętny 18-latek – chciał się uczyć, chciał rozpocząć samodzielne życie. Znajomi opisywali go jako wysokiego i chudego młodzieńca z ciemnym zarostem, zawsze schludnie ubranego i zamyślonego. To miasto obfitowało w nowe dla niego doświadczenia, nieznane dotąd emocje. Przeżył tu zarówno pierwsze zauroczenie, jak i śmierć rodziców. Był słabego zdrowia, chorował na gruźlicę, jednak nie przeszkadzało mu to śpiewać, ile sił w płucach. Na całe szczęście serce miał zdrowe i silne. Wrażliwy na ludzką biedę, szukał sposobów, jak ulżyć w nędzy wiejskim dzieciom. Założył tzw. ochronki — bezpieczne miejsca wzrostu dla poranionych życiowo dzieciaków, które stały się dla wielu z nich substytutem rodziny. Był business manager XIX w. Uczynił starsze dziewczyny z wiejskiego środowiska „ochraniarkami”, które miały się troszczyć o najmłodszych znajdujących się w „ochronkach”. Czy to nie genialne? W końcu kto jak nie one najlepiej rozumiał te biedne dzieciaki. To naprawdę świetny ruch z dziedziny zarządzania zasobami ludzkimi. Ta XIX-wieczna kadra wychowawczyń stała się później podstawą zakonnego Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny, które liczy dziś trzy tysiące powołań! Ich Dom Generalny znajduje się właśnie we Wrocławiu.

Nie rządził ludźmi, po prostu wiedział, jak nimi zarządzać. Dzisiaj kluczem do sukcesu każdej firmy jest konsekwencja w działaniu. Edmund był świadomy, że żeby założone przez niego domy przetrwały, musi konsekwentnie wprowadzać i egzekwować ustalone, równe dla wszystkich zasady. Co go jeszcze łączyło z dzisiejszymi zarządcami wielkich biznesów? Też nie wyobrażał sobie dnia bez kawy.

Edmund wstąpił do seminarium dopiero wtedy, gdy miał 55 lat (niestety choroba wykluczyła go z dalszej drogi kapłańskiej),tak więc zakon zakładał jeszcze jako świecki. To dobra nauka dla wszystkich, którzy myślą, że świętość jest luksusem przeznaczonym tylko dla duchownych. Co by było, gdyby ten wykształcony literat myślał tak samo i pozostał tylko przy swoim pisaniu? Kiedy będziesz spacerować, możesz skryć się w cieniu pomnika na Katedralnej i pomyśleć o tym.

Gotowy do walki

Całkiem niedaleko ulicy Katedralnej znajduje się plac Dominikański, a tam klasztor św. Wojciecha z relikwiami błogosławionego Czesława — patrona Wrocławia. Spacerując przez Ostrów Tumski, warto wejść także do kościoła św. Marcina, podobno tamtejsze mury pamiętają jeszcze nauczanie dominikanina. Czesław nie na darmo podróżował od pierwszych lat zakonnych. W każdym miejscu głosił Ewangelię, skromny, pogodny i gotowy do posługi. Dziś dzięki anatomicznej rekonstrukcji czaszki, można go sobie wyobrazić jako mężczyznę o łagodnej twarzy z jasnymi włosami i niebieskimi oczami. Podobno zwykł mawiać: „Walcz dzielnie i pokonuj nieczyste chuci, Czesławie, z małej bowiem iskry łatwo może powstać pożar wielki”. Według tej myśli, przez igranie ze złem możemy łatwo się sparzyć. Właśnie z takiej niepozornej iskry w 1241 r. powstał wielki pożar, kiedy to kule ognia trawiły Wrocław podczas najazdu Tatarów. Wydawać by się mogło, że do mężczyzny, który nie odznaczał się nigdy cechami ekscentryka pasuje raczej cicha i pokorna modlitwa w zaciszu klasztoru, jednak iskra Boża, którą miał w sercu, zapaliła go do działania. Zdobył się na coś nieoczekiwanego – opuścił klasztor i śmiało poprowadził procesję niosąc Najświętszy Sakrament. Mieszkańcy Wrocławia dziękują mu do dziś za uratowanie miasta i w dominikańskim kościele zanoszą intencje przez jego wstawiennictwo.

Leśnica może być dumna

Robert był biedny. Bez pomocy nie mógłby się uczyć. Z pomocą przyszli kapłani z katedry św. Jana. Ufny w pomoc Bożą odbył później studia filozoficzno-teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim, które łączył z pracą wychowawczą wśród młodzieży gimnazjalnej.

18 czerwca 1847 r. otrzymał święcenia kapłańskie i przez rok pracował we Wrocławskim Seminarium Duchownym, jako wykładowca ceremonii liturgicznych i modlitwy brewiarzowej. Cała Jego praca duszpasterska związana była z Wrocławiem. W 1848 r. został wikariuszem przy kościele NMP na Piasku. To tutaj młody ks. Spiske powołał do życia Stowarzyszenie św. Jadwigi, które 14 czerwca 1859 r. przekształciło się w zakonne Zgromadzenie Sióstr św. Jadwigi. Uchodził za świętego już za życia, mówiono o nim „apostoł miłości”.

Jan, który kochał Maryję

A mały Janek Schneider chodził do szkoły w Rudziczce. Był tak zdolny i pilny, że zwrócił uwagę nauczyciela i proboszcza. Gorliwy ministrant, z wielkim szacunkiem odnosił się do kapłanów. Już wtedy zaczął odczytywać zamiary Boga względem siebie. Ks. Antoni Herman postanowił mu pomóc i skierował go do gimnazjum w Nysie. Janek codziennie rano służył do Mszy św. w kościele seminaryjnym. Po celującym zdaniu matury i ukończeniu studiów został księdzem. Najpierw biskup skierował go do pracy w Wiązowie, a po dwóch latach został przeniesiony do wrocławskiego kościoła NMP na Piasku.

Odznaczał się wielką pobożnością. Otaczał opieką duszpasterską ludzi chorych i kalekich, nie oszczędzał się w trosce o parafię. Priorytetem była dla niego ochrona przed zagrożeniem moralnym młodych dziewcząt przyjeżdzających za pracą do Wrocławia. Udało mu się. Założył w mieście Fundację NMP, pod patronatem Maryi, w której dziewczęta mogły się schronić na czas poszukiwania pracy, a odpowiednio kierowane nie ulegały złym wpływom. Na legitymacjach dziewcząt widniał napis: „Maryja ucieczką naszą” i „Maryjo, pomóż”.

Założył także Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej zwane mariankami. Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją religijną mieszkańców Wrocławia. Najpierw został pochowany na Cmentarzu Osobowickim, a po ekshumacji spoczął w bocznej kaplicy kościoła NMP na Piasku.

„Wujek” spod Czwórki

Ks. Aleksander Zienkiewicz nie założył żadnego zgromadzenia zakonnego, ale i tak całe życie poświęcił ludziom młodym, studentom. Jako duszpasterz akademicki, a wcześniej rektor seminarium duchownego, przekazywał tajemnicę obcowania z Bogiem i nieustanną konieczność formowania sumienia i postaw. Do Wrocławia przyjechał z Nowogródka. To tam oddały za niego życie w męczeńskiej śmierci siostry Nazaretanki. Dług tej ofiary spłacał do końca życia. Autor książek, konferencji, modlitw, „Rachunku sumienia człowieka dojrzałego” i „Rachunku sumienia małżonków chrześcijańskich”, wielki orędownik modlitwy różańcowej, zawierzony Maryi i Jej prowadzeniu. Jest najmłodszym sługą Bożym związanym z Wrocławiem. Wciąż żyje wielu jego przyjaciół, wychowanków, świadków jego świętego życia. Kościół jeszcze nie ogłosił go świętym, ale ci, co go znali, wiedzą, że jest świętym z Wrocławia, świętym stąd.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Kard. L. Sako: coraz bliżej ku wspólnej dacie Wielkanocy

2018-07-20 20:20

(KAI/vaticannews.va) / Watykan

Na niedawnym spotkaniu modlitewnym Franciszka z prawosławnym i innymi wschodniochrześcijańskimi hierarchami z Bliskiego Wschodu podniesiono m.in. temat wyznaczenia daty wspólnych obchodów Wielkanocy jako widocznego znaku jedności chrześcijan. Ujawnił to chaldejski patriarcha Babilonii kard. Luis Raphael Sako, który był jednym z uczestników tamtego wydarzenia na południu Włoch.

Bożena Sztajner/Niedziela
Patriarcha Louis Raphaël I Sako

W czasie rozmów, toczonych za zamkniętymi drzwiami, nie podejmowano spraw doktrynalnych – przyznał kardynał w rozmowie z Radiem Watykańskim. Wyjaśnił, że uczestnicy spotkania mieli świadomość, że do jedności kroczy się razem, na wspólnej modlitwie i podejmując te same problemy, wiedząc, że można zaczerpnąć ze wspólnego źródła.

Zwierzchnik katolickiego Kościoła chaldejskiego zaznaczył jednoczenie, że nie mówiono wyłącznie o prześladowaniu chrześcijan. „Dla wszystkich było jasne, że przyszłość wyznawców Chrystusa jest złączona z muzułmanami, żydami i innymi wspólnotami, które żyją na Bliskim Wschodzie” – podkreślił kard. Sako.

Przyznał, że słowa, które wypowiedziano i wspólna modlitwa położyły dobry fundament pod wspólne działania, toteż jest przekonany, że spotkanie w Bari nie było ostatnim takim wydarzeniem. Wyraził także nadzieję, że kiedyś będzie możliwe poszerzenie gremium osób, które będą brały w nim udział o przedstawicieli muzułmanów i żydów. „Sami bowiem nie zdołamy stawić czoła i rozwiązać tak wielu problemów” – powiedział iracki hierarcha.

Dodał, że rzeczy dojrzewają, kiedy przyjdzie na to czas. „Pięćdziesiąt lat temu byłoby nie do pomyślenia takie spotkanie jak to, które odbyło się w Bari – podkreślił kard. Sako. – Dlatego to wspólne spotkanie przedstawicieli tak wielu różnych Kościołów i wspólnot może być postrzegane jako przykład także dla innych”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież do Filipińczyków: bądźcie misjonarzami Azji

2018-07-20 21:56

kg (KAI/vaticannews/FIDES) / Manila

Do odważnego głoszenia Ewangelii nie tylko swym rodakom, ale całej Azji, wezwał Franciszek filipińską młodzież uczestniczącą w Manili w V Konferencji Fiipińskiej nt. Nowej Ewangelizacji (PCNE 5). Ojciec Święty przypomniał im, że pierwszym krokiem na tej drodze jest osobiste zakorzenienie w Jezusie. Do stolicy Filipin przyjechało ponad 5 tys. młodych z całego kraju, a także księży i sióstr zakonnych.

Grzegorz Gałązka
Papież Franciszek podczas cotygodniowej modlitwy „Anioł Pański”

Papież zachęcił Filipińczyków, by stali się misjonarzami na ogromnym kontynencie azjatyckim. W specjalnym przesłaniu przekonywał swych słuchaczy do wychodzenia z Ewangelią do każdego napotkanego człowieka i wszystkich miejsc, w którym młodym przychodzi żyć. Wskazał, że „bardzo ważne jest dziś, by Kościół wychodził głosić Ewangelię z zapałem i odwagą. Radość Ewangelii jest dla każdego, nikt nie jest z niej wyłączony”.

Uczestnicy pięciodniowego spotkania pogłębiają własną wiarę i zastanawiają, jak innym nieść Chrystusa i jak stale odnawiać misyjne posłanie Kościoła, które winno wypływać wyłącznie z umiłowania Chrystusa.

Do tych wyzwań nawiązał, otwierając 18 lipca obrady, arcybiskup Manili kard. Luis Antonio Tagle. Przewodniczył on sesji plenarnej poświęconej "życiu duchowemu kapłanów przez spotkanie z Chrystusem" w ramach tematu "Dzielenie się jednym kapłaństwem Chrystusowym".

Mówca podkreślił, że nie może być mowy o żadnej ewangelizacji bez coraz głębszego zakorzenienia w Osobie dobrej nowiny, czyli Jezusie. „On sam jest Ewangelią” – powiedział purpurat. Przyznał, że "PCNE jest bogata w obrzędy a niektóre z nich stały się już swego rodzaju tożsamością tych spotkań", należy jednak pamiętać - dodał - że spotkanie to "nie jest tylko obrzędem ani tylko konferencją, ale jest sprawą żyą, jest zakorzenione w życiu i winno przemieniać rzeczywistość, wartości i przeżywanie wiary chrześcijańskiej".

Filipińskie spotkanie ewangelizacyjne zakończy się 22 lipca. W czasie spotkań panelowych młodzi poruszają m.in. takie tematy jak życie parafii, oświata, miejsce pracy, stosunki z władzą, przyszłość i kształt rodziny, media cyfrowe i społecznościowe, katechizacja, misje, nowe zjawiska w Kościele.

Konferencje nt. nowej ewangelizacji odbywają się w Manili rokrocznie od 2013 roku. Pierwsze tego rodzaju spotkanie, zwołane z inicjatywy kard. Tagle'a, miało być lokalną, filipińską odpowiedzią na papieskie wezwanie do ewangelizacji i odnowy doświadczenia wiary w kontekście krajowym i azjatyckim.

Filipiny liczą ponad 110 milionów mieszkańców, z których przeszło 80 proc. stanowią katolicy skupieni w 86 diecezjach i wikariatach apostolskich. Jest to najbardziej katolicki kraj Azji.

(SD/AP) (19/7/2018 Agenzia Fides)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem