Reklama

Kard. Sarah: nie bądźmy bardziej miłosierni niż Jezus

2017-06-19 12:49

RV

episkopat.pl

Homoseksualiści są wezwani do zachowania czystości. Jeśli sądzimy, że nie potrafią osiągnąć tej cnoty, to tym samym ich poniżamy – uważa kard. Robert Sarah. Prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów napisał wprowadzenie do autobiografii amerykańskiego homoseksualisty, który opowiada drogę swego nawrócenia od kultury gejowskiej do życia w czystości. Książka Daniela Mattsona nosi znamienny tytuł: „Dlaczego nie nazywam siebie gejem”. Dodajmy, że spotkała się ona z bardzo dobrym odbiorem w anglosaskim Kościele. Do jej lektury zachęcają między innymi kardynałowie: Dolan, O’Malley i Collins.

Odnosząc się do tego świadectwa, kard. Sarah podkreśla, że kapłani, którzy nie wzywają osób homoseksualnych do zachowania czystości, pozbawiają ich tym samym pełni Ewangelii. Unikanie trudnego nauczania Chrystusa i Kościoła na ów temat nie stanowi przejawu miłości. W ten sposób nie oddaje się przysługi ani Panu, ani ludziom stworzonym na Jego obraz i podobieństwo, a następnie odkupionym Jego przenajświętszą Krwią. „Nie możemy być bardziej współczujący i miłosierni niż Jezus, który kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie przekazał dwa równie ważne przesłania: ani Ja ciebie nie potępiam; idź i nie grzesz już więcej”.

Szef watykańskiej dykasterii odniósł się również do świadectw czterech katolickich homoseksualistów, których mógł wysłuchać tuż przed synodem biskupów o rodzinie. „Poznałem wtedy, jak bardzo cierpią ich dusze, niekiedy na skutek okoliczności od nich niezależnych, a niekiedy na skutek własnych wyborów. Czułem ich samotność, ból i nieszczęście, których doświadczali, ponieważ prowadzili życie niezgodne z prawdziwą tożsamością dzieci Bożych” – wspomina kard. Sarah. Dodał zarazem, że dopiero, gdy zaczęli żyć zgodnie z nauczaniem Chrystusa, mogli oni odnaleźć pokój i radość.

Reklama

Kard. Sarah zachęca wszystkich biskupów i księży do lektury świadectwa Daniela Mattsona, aby w ten sposób mogli się utwierdzić w przekonaniu, iż mądrość Kościoła odnośnie do tych trudnych i delikatnych kwestii jest wyrazem prawdziwej miłości oraz współczucia. „Tylko Kościół ma odpowiedź na najgłębsze pytania człowieka, na najgłębsze pragnienia miłości i przyjaźni” – konkluduje kard. Sarah.

Tagi:
kardynał

Kard. Müller: nikt nie może postawić papieża w stan oskarżenia

2018-11-28 09:35

tłum. st (KAI) / Watykan

Nikt nie ma prawa, by postawić papieża w stan oskarżenia ani żądać jego rezygnacji – powiedział w wywiadzie udzielonym La Stampa były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kard. Gerhard Ludwig Müller. Znany teolog udzielił odpowiedzi na pytania Andrei Torniellego.

Monika Książek/Niedziela
Kardynał Gerhard Ludwig Müller

La Stampa: Abp Carlo Maria Viganò opublikował pod koniec sierpnia dokumentację, stawiając w stan oskarżenia papieża z powodu rzekomego „osłaniania” kardynała Theodore’a McCarricka i posunął się do żądania, aby Franciszek podał się do dymisji: co Wasza Eminencja o tym sądzi?

- Nikt nie ma prawa oskarżać papieża ani żądać od niego rezygnacji! Oczywiście można mieć różne poglądy na temat istniejących problemów i sposobów ich rozwiązywania, ale musimy je przedyskutować zgodnie z rolami każdego, a ostatecznie to kardynałowie, jako przedstawiciele Kościoła Rzymskiego mogą pomóc papieżowi lub prosić papieża o pewne wyjaśnienia. Musi się to jednak odbywać w trybie poufnym, we właściwych miejscach, nigdy nie dopuszczając publicznej polemiki, w tym ataków, które doprowadzają do podważenia wiarygodności Kościoła i jego misji. Osobiście jestem przekonany, że papież Franciszek uczyni wszystko, co możliwe, aby zwalczyć zjawisko wyzyskiwania dzieci i aby krzewić nową duchowość kapłanów, którzy muszą postępować według serca Chrystusa i czynić dobro dla wszystkich ludzi, a zwłaszcza dzieci i ludzi młodych.

La Stampa: Również dzisiaj straszliwy skandal nadużycia jest wykorzystywany do wewnętrznych bitew w Kościele. Czy Wasza Eminencja zgadza się z tym spostrzeżeniem?

- Wszyscy musimy współpracować, aby przezwyciężyć ten kryzys, który szkodzi wiarygodności Kościoła. Niestety istnieją te grupy, te „partie” - tak zwanych „postępowców” i „konserwatystów”. Wszyscy jesteśmy zjednoczeni w wierze objawionej, a nie w przesądach ideologii politycznych. Nie jesteśmy instytucją polityczną. Kościół został ustanowiony przez Jezusa Chrystusa i jest kierowany przez biskupów, a zwłaszcza Następcę Piotra, który jest trwałą i widzialną zasadą oraz fundamentem jedności i wiary Kościoła w prawdzie objawionej i komunii sakramentalnej, w naszym byciu braćmi i zaufaniu sobie nawzajem, jak czytamy w soborowej konstytucji Lumen gentium (pod numerem 18). Mam nadzieję, że Papież może podjąć pewne inicjatywy na rzecz pojednania. Na przykład, w celu zarządzania kryzysem w następstwie skandalu nadużyć w Stanach Zjednoczonych, może mianować komisję kardynałów, których darzy zaufaniem, w celu zbadania sytuacji i na podstawie rzetelnych informacji poczynić następnie pewne propozycje, niezależnie od konfliktów, walk między frakcjami, wzajemnych podejrzeń, propagandowych kampanii medialnych. Potrzebujemy solidnej bazy informacji: tylko w ten sposób można podejmować decyzje na przyszłość. La Stampa: Nie ulega wątpliwości, że wykorzystywanie małoletnich jest przestępstwem i ohydnym grzechem. Czy Wasza Eminencja nie sądzi jednak, że w Kościele jest zbyt wiele zaufania do najlepszych praktyk i norm, jako sposobu rozwiązania problemu? Czy nie grozi to zapomnieniem, że Kościół nie jest jakąś firmą?

- Prawo kanoniczne jest dla nas instrumentem, konieczną pomocą dla Kościoła, który jak każda społeczność potrzebuje swoich reguł. W prawie kanonicznym mamy normy prawa Bożego, których nie możemy zmienić, ale także normy praw ludzkich, kościelne, które możemy zmieniać i aktualizować, aby coraz lepiej odpowiadać na wymagania i okoliczności, którym trzeba stawić czoła. Ale my, Kościół, jesteśmy rzeczywistością sakramentalną i duchową, a najważniejsze są wymiary moralności i wiary: nie wystarczają reguły, normy, dyscyplina zewnętrzna. Potrzebujemy duchowej odnowy, modlitwy i pokuty, czerpiąc z łaski sakramentów, z czytania i rozważania Biblii, potrzebujemy wejścia w ducha Jezusa Chrystusa. Musimy być kapłanami według serca Jezusa, serca Jezusa Chrystusa na krzyżu, który cierpiał i umarł ze względu na umiłowanie wszystkich grzeszników i każdego człowieka. Kapłan jest alter Christus, nie ze względu na swoje umiejętności i zdolności, ale dlatego, że oddaje swoje serce ludziom. Musimy świadczyć o tym i czyniąc to, przywracać wiarygodność Kościoła, aby ludzie mogli napotykać wiarę. La Stampa: Benedykt XVI i Franciszek, w obliczu skandali nadużyć nalegali na ścieżkę nawrócenia i modlitwy ...

- Jest to droga najbardziej autentyczna. Istnieją procedury, które zostały ustanowione w celu zwalczania tego zjawiska, ale najważniejsza jest odnowa duchowa, nawrócenie. Są kapłani, którzy nigdy nie udają się na ćwiczenia duchowe, nigdy nie przystępują do spowiedzi, nie modlą się brewiarzem. A kiedy życie duchowe jest puste, jak kapłan może działać według Chrystusa? Grozi mu, że stanie się „najemnikiem”, jak czytamy w Ewangelii św. Jana. La Stampa: Wiele zamieszania wzbudził fakt, że Stolica Apostolska zwróciła się do biskupów amerykańskich, aby odroczyli głosowanie w sprawie nowych norm walki z pedofilią, przewidujących ustanowienie komisji osób świeckich, które miałyby zbadać odpowiedzialność biskupów i kody odpowiedzialności. Jak Wasza Eminencja ocenia to, co się wydarzyło?

- Zgodnie z sakramentalną naturą Kościoła, biskupi mają swoją odpowiedzialność, a papież ma swoją własną, ale wszyscy muszą współpracować. Mamy wystarczające normy prawa kanonicznego, istnieje motu proprio Sacramentorum sanctitatis tutela z 2001 roku, istnieją normy Kongregacji Nauki Wiary, a nie zawsze wszyscy biskupi współpracowali z naszą dykasterią. Nie informowali, tak jak postanowiono, by czynić. Najpierw musimy robić to, co zostało już ustalone i wskazane jako konieczne i obowiązujące w istniejących normach. Ponadto można współpracować, w duchu braterskim i kolegialności, i można też dyskutować, czy ton proponowanego tekstu jest odpowiedni. Powiedziano mi, że tekst dotarł do Rzymu ze Stanów Zjednoczonych w ostatniej chwili: dlaczego nie został wysłany wcześniej? Trzeba unikać konfrontacji i publicznych polemik, i najpierw wspólnie omawiać problemy, aby dojść do decyzji. Musimy więcej rozmawiać wcześniej, przed podjęciem decyzji. Myślę, że kierownictwo Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych powinno wcześniej skonsultować się z naszymi ekspertami w Kongregacji Nauki Wiary. Ojciec Święty jest jedną osobą, nie może zająć się wszystkim. Z tego powodu istnieją dykasterie Kurii Rzymskiej, aby współpracować i osiągnąć dobrze wypracowaną propozycję, którą można by przedstawić papieżowi. La Stampa: Są dziś osoby, które twierdzą, że problem nadużyć jest faktycznie związany z problemem homoseksualizmu duchowieństwa. Co Wasza Eminencja o tym myśli?

- Pedofilia i homoseksualizm są wyrażeniami zaczerpniętymi z psychologii, które pomagają Kościołowi w jego teologii moralnej. Ale dla nas wymiar ma charakter moralny: to znaczy, czy działamy zgodnie z przykazaniami, według świętej woli Boga, czy też nie. Musimy współpracować z psychologią i socjologią, ale w Kościele na poziomie nauczania nie możemy umieszczać tych dyscyplin na pierwszym planie. Musimy natomiast opierać się na teologii moralnej. Oczywiste jest, że zgodnie z wolą Boga, wierni świeccy nie mogą utrzymywać relacji seksualnych poza małżeństwem, a w przypadku księdza - który zobowiązał się żyć w celibacie - nie może on mieć żadnych relacji seksualnych. Tym bardziej nikt nie może również wykorzystywać seksualnie nastolatków i dzieci. Nadużycie wobec małoletnich to odrażający grzech, który jest kradzieżą duszy maluczkich powierzonych naszej trosce, jest czymś diabolicznym! Musimy podnieść poziom moralny kleru. Jeśli chodzi o pańskie pytanie: nie możemy mówić o „homoseksualistach”. Nie ma „homoseksualistów” jako kategorii. Są konkretne osoby, które mają pewne skłonności i istnieją pokusy. Nasze serce jest zranione przez grzech pierworodny i musimy pokonywać pokusy przy pomocy łaski, nowym życiem w Jezusie Chrystusie. Trzeba nazywać zawsze grzech grzechem i uznawać go za taki, aby nie popaść w zepsucie tych, którzy grzeszą i usprawiedliwiają sami siebie. La Stampa: Papież Franciszek mówi o nadużyciach władzy i klerykalizmie, by wskazać, że uprzednie względem wykorzystywania seksualnego, duchownych wobec małoletnich (i dorosłych niepełnosprawnych) jest nadużycie osób sprawujących władzę nad ofiarą. Możemy na przykład powiedzieć - że McCarrick nie tylko utrzymywał relacje homoseksualne ze swoimi seminarzystami, ale ich wykorzystywał.

- Sądzę, że papież chce podkreślić fakt, iż w nadużyciach seksualnych wobec małoletnich popełnionych przez kapłanów zawsze występuje nadużycie władzy naturalnej i duchowej kapłana. Jest on przedstawicielem Jezusa Dobrego Pasterza, dzieci i nastolatki ufają mu, a on sprawuje nad nimi ojcostwo. Wykorzystywanie seksualne zaczyna się od nadużycia władzy i sumienia. Sądzę, że to chciał powiedzieć Ojciec Święty. Jeśli ktoś jest zeświecczony w swoim sercu, to dla niego kategorie władzy, własnego interesu, luksusu, pieniędzy, przyjemności, stają się bożkami. Kapłan nie może być zeświecczony: nasz czas, nasze życie jest dla ludzi, dla ludu Bożego. La Stampa: Papież Franciszek nalega i przestrzega przed klerykalizmem...

- Nie podoba mi się to słowo, ponieważ jest ambiwalentne, ale jak już powiedziałem, oznacza to tutaj nadużycie władzy należącej do kapłana z urzędu. Człowieka, który przestaje być dobrym pasterzem według serca Jezusa i zamienia się w najemnika. Tak mówi Biblia. La Stampa: Eminencjo, jak ocenia Ksiądz Kardynał polaryzację i nacisk, z jakim pewne grupy i niektóre media wykorzystują pewne nietrafne nominacje, być może związane ze znacznymi zaniedbaniami i uzależnieniu od układów?

- Mamy bardzo jasne przykłady w Biblii: sam Jezus powołał dwunastu apostołów, a jeden z nich, Judasz, był zdrajcą. Również dzisiaj jest możliwe, by papież mianował osobę „fałszywą”, która nie nadaje się na urząd, do biskupstwa. Sam Jezus Chrystus, chociaż dzięki swemu boskiemu intelektowi wiedział wszystko, pozostawił wolność zdrajcy Judaszowi. Ponadto każdy jest odpowiedzialny za swój grzech: możemy, poprzez proces wyboru z udziałem kongregacji Kurii Rzymskiej, poprzez wszystkie ludzkie osądy, czynić wszystko, co możliwe, aby wybrać dobrego kandydata. Ale papież nie ponosi odpowiedzialności za to, co następnie czynią ci biskupi, podobnie jak biskupi nie są odpowiedzialni za wszystko, co robią ich kapłani. Każdy jest osobiście odpowiedzialny za zło, które popełnia. La Stampa: Jak zatem udoskonalić proces wyboru biskupów?

- My ludzie nie jesteśmy w stanie sformułować oceny absolutnej, doskonałej: czynimy to według naszych ograniczonych możliwości, zgodnie z tym, co jest nam dane poznać. Trzeba szukać odpowiednich kandydatów do posługi biskupiej, ale papież nie jest nieomylny, gdy kogoś mianuje. Także w przyszłości nie będziemy w stanie całkowicie uniknąć błędów. Musimy uczyć się z błędów, starać się czynić ich coraz mniej, starać się, aby coraz lepiej dokonywać wyboru. Ale jesteśmy ludźmi i jako tacy jesteśmy grzesznikami i omylnymi. Wszyscy potrzebujemy Bożego miłosierdzia i przebaczenia, wszyscy musimy uznać siebie za grzeszników. Nie potrzebujemy tych, którzy wynoszą się jako sędziowie lub mściciele krzywd, uważając siebie za sprawiedliwych. Jestem przekonany, że ważnym krokiem byłoby krzewienie większej współpracy między różnymi dykasteriami Kurii Rzymskiej dla dobra Kościoła. Poszczególne dykasterie już teraz odnoszą się do papieża, ale należy umacniać współpracę horyzontalną.

Rozmawiał Andrea Tornielli

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niedzielna Msza święta w sobotę

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 10/2004

Nie tak dawno w czasie lekcji jeden z licealistów zapytał mnie w intrygującej go sprawie. „Proszę księdza, Kościół uczy, że jeżeli z ważnych powodów nie możemy iść do kościoła w niedzielę (np. idziemy na zabawę karnawałową trwającą do białego rana, lub będziemy musieli w niedzielę pracować) to powinniśmy to uczynić w sobotę wieczorem.

Bożena Sztajner/Niedziela

Takie uczestnictwo nie będzie pociągało konsekwencji grzechu. Niestety, coraz częściej słyszę, iż niektórzy moi znajomi, dla wygody, by mieć niedzielę tylko dla siebie, idą w sobotę, a nie w niedzielę na Mszę św. Czy jest to postawa słuszna, prawidłowa? W Piśmie Świętym czytamy, jak to Pan Bóg polecił świętować siódmy dzień, a nie szósty. Wyznaczył niedzielę na świętowanie, a nie sobotę wieczorem. Czy więc regularne uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. w sobotę wieczorem nie jest nadużyciem?”

Otóż tytułem wstępu przypomnę, iż obowiązek uczestniczenia we Mszy św. wiąże katolika w sumieniu. Dobrowolne zaniedbanie uczestniczenia we Mszy św. w niedzielę jest grzechem śmiertelnym i powoduje zerwanie kontaktu z Bogiem. Wracając do kwestii dnia, którego powinniśmy świętować, zgodnie z poleceniem Boga Izraelici zobowiązani byli do świętowania szabatu czyli siódmego dnia, dnia Bożego odpoczynku po dokonanym dziele stworzenia. Jednak po Zmartwychwstaniu Chrystusa, które miało miejsce w pierwszym dniu tygodnia (w niedzielę), rozpoczął się nowy etap w historii zbawienia. Etap ten jest czasem nowego stworzenia. I właśnie ten dzień nowego stworzenia, bo zostało ono zapoczątkowane Zmartwychwstaniem i umocnione zesłaniem Ducha Świętego też w niedzielę, obchodzimy jako najważniejsze święto każdego tygodnia. Świętujemy niedzielę, jako pierwszy dzień tygodnia. Wyraźnie słyszymy to w II Modlitwie Eucharystycznej, w której kapłan wypowiada słowa: „Dlatego stajemy przed Tobą i zjednoczeni z całym Kościołem uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus Zmartwychwstał i zesłał na Apostołów Ducha Świętego”.

Kościół o sposobie spełnienia obowiązku uczestniczenia we Mszy św. wypowiada się w kanonie 1248 Kodeksu Prawa Kanonicznego w następujący sposób: „Nakazowi uczestniczenia we Mszy św. czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego”. Jak widać, kanon ten nic nie mówi na temat przyczyn naszej decyzji co do dnia uczestniczenia we Mszy św. Termin, w którym udamy się na Mszę św. - w sobotę wieczorem (lub inny dzień poprzedzający święto) czy też w sam dzień świąteczny - zależy tylko od nas. Tak więc z formalnego punktu widzenia wszystko jest w porządku. Każdy jednak medal ma dwie strony. Stąd warto w tym miejscu przypomnieć, na czym polega zadanie świętowania. Otóż do istoty chrześcijańskiego świętowania należy uczestniczenie w liturgicznym spotkaniu, które wielbi Pana, rozważa Jego słowa i umacnia się wzajemnym świadectwem wiary. Kościół od samego początku prosił swoje dzieci, aby pilnowały niedzielnej Eucharystii. Już około 108 r. pisał św. Ignacy z Antiochii: „Niechaj nikt nie błądzi. Ten, kto nie jest wewnątrz sanktuarium, sam pozbawia się Chleba Bożego.

Jeśli modlitwa wspólna dwóch zwykłych ludzi ma moc tak wielką, o ileż potężniejsza jest modlitwa biskupa i całego Kościoła! Kto nie przychodzi na zgromadzenie, ten już popadł w pychę i sam siebie osądził” (List do Efezjan 5,2-3). A dwie strony dalej dodaje św. Ignacy następujący argument: „Gdy się bowiem często schodzicie, słabną siły szatana i zgubna moc jego kruszy się jednością waszej wiary” (13,1).

Stąd jeśli z czystego wygodnictwa pomijamy Mszę św. w sam dzień świąteczny, nasze świętowanie stałoby się niepełne. To jest podstawowa racja, dla której winniśmy dążyć do zachowania niedzielnej Mszy św. Warto zobaczyć dla jakich powodów ludzie najczęściej rezygnują w ogóle z Mszy św. w niedzielę, przychodząc na nią w sobotę wieczorem. Wygodne wylegiwanie się w łóżku, oglądanie telewizji, wycieczka, goście, widowisko sportowe - to są dla nich w niedzielny dzień ważniejsze rzeczy, aniżeli uczestniczenie we Mszy św. Oczywiście, - zauważmy - że w takim przypadku nie mówimy o grzechu (bo przecież można przyjść na Mszę św. w sobotę). Pojawia się natomiast coś, co można nazwać apelem do naszego serca, do naszego sumienia, by nie wybierać tego, co łatwiejsze, ale to, co stosowne, co buduje wiarę naszą i wiarę całej wspólnoty. W przeciwnym razie można pokusić się o stwierdzenie, że wybierając to, co łatwiejsze, czyli sobotnią Liturgię, jakby w sposób pośredni dajemy dowód, iż uczestnictwo w Ofierze Chrystusa jest dla nas jakimś ciężarem, obowiązkiem, a nie radosnym spotkaniem przy stole na wspólnej uczcie.

Kiedy przeżywamy okres Wielkiego Postu, czas nawracania się, pracy nad sobą, podejmowania dobrych postanowień celem przybliżenia się do Boga i pogłębienia swej wiary, miłości, może warto byłoby podjąć trud podjęcia decyzji o prawdziwym świętowaniu niedzieli w połączeniu z uczestnictwem właśnie tego dnia w Eucharystii. Może będzie mnie to kosztować godzinę mniej snu, ale to przecież wszystko ad maiorem Dei gloriam - na większą chawałę Boga.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Mężczyźni czuwali w Otyniu

2018-12-09 21:34

Kamil Krasowski

Sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju w Otyniu 8 grudnia wypełnili sami mężczyźni. Tego dnia po raz pierwszy odbyło się tam modlitewne czuwanie adwentowe.

Karolina Krasowska
W czuwaniu uczestniczyło kilkudziesięciu mężczyzn z naszej diecezji, ale nie tylko

„Adwent po męsku”, bo tak nazywała się ta inicjatywa, zgromadziła mężczyzn nie tylko z naszych okolic, ale również spoza diecezji. W programie spotkania znalazły się: Koronka do Bożego Miłosierdzia, konferencja „Mąż Wiary: Przywódca”, modlitwa o napełnienie darem męstwa i mądrości, Różaniec w intencji małżeństw i rodzin, Msza św. oraz wspólna agapa.

Organizatorem czuwania był ks. Zbigniew Tartak oraz Fundacja Blisko Domu. W czasie konferencji kapłan odniósł się do starotestamentalnej postaci Mojżesza. – Mężczyzna podobnie jak Mojżesz jest powołany do tego, aby mieć bardzo osobistą relację z Panem Bogiem, by Boga słuchać, rozpoznawać Jego wolę, by brać na siebie odpowiedzialność za tych którzy są mu powierzeni i żeby ich tą drogą prowadzić, tak jak to pokazuje Bóg – powiedział organizator spotkania. – Myślą spotkania jest pomoc w odnajdywaniu roli, swojego miejsca i swojej wartości wobec Pana Boga i swojego miejsca w małżeństwie, rodzinie i w życiu.

- Mam dużo dylematów życiowych, różnych spraw, dlatego głównie interesuje mnie ks. Zbigniew Tartak. Chciałbym z nim skonsultować pewne sytuacje życiowe, z którymi się spotykam na co dzień i dowiedzieć jak na nie reagować. Żona wspominała mi, że ks. Zbigniew jest wyjątkowym kapłanem i jednoznacznie wypowiada się na dane tematy – powiedział Wojtek z Poznania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem