Reklama

Bp Guzdek na Monte Cassino: żołnierze gen. Andersa nie porzucili krzyża po zwycięskiej bitwie

2017-05-18 11:29

lk, tvpinfo / Monte Cassino / KAI

Anna Paszkiewicz
Na Monte Cassino

Po zwycięskiej bitwie polscy żołnierze nie porzucili krzyża. Dalej płacili wysoką cenę za wierność ewangelicznej zasadzie. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Ich serca biły miłością do Polski, do niej spieszyli, walcząc ze znienawidzonym wrogiem - mówił w czwartek bp Józef Guzdek podczas Mszy św. celebrowanej w ramach uroczystości na Polskim Cmentarzu Wojennym w Monte Cassino w 73. rocznicę bitwy o włoski klasztor i wzgórze.

Na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino zostali dziś uczczeni bohaterowie walk o wzgórze. W obchodach biorą udział weterani armii gen. Władysława Andersa, minister obrony Antoni Macierewicz, przedstawiciele rządu z ministrem obrony narodowej Antonim Macierewiczem, delegacja Sejmu, instytucji historycznych i harcerze.

Eucharystii przewodniczył biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek. W homilii przypomniał historię tworzenia armii gen. Władysława Andersa - od eksodusu Polaków z terenu sowieckich gułagów na wieść o podpisaniu układu Sikorski-Majski (30 lipca 1941), po sformowanie wojska w Palestynie. -

Jak zaznaczył, "próba ratowania się z nieszczęścia wiązała się z podjęciem krzyża wojskowych obowiązków pod sztandarem Orła Białego".

Reklama

- Starsi i młodsi przylgnęli do niego jak do kotwicy rzuconej na wzburzone morze. W blasku polskich sztandarów wojskowych ratunku szukała także ludność cywilna: kobiety, dzieci i starcy. Wszyscy zdeterminowani, podjęli krzyż wędrówki z nadzieją, że gen. Władysław Anders wyprowadzi ich z domu niewoli przez Morze Kaspijskie na Bliski Wschód, a przez Palestynę do Włoch i doprowadzi do Polski - mówił bp Guzdek.

Żołnierze II Korpusu Polskiego, sformowanego latem 1943 r. w Palestynie "pozostali wierni złożonej przysiędze wojskowej" - tłumaczył kaznodzieja. - Wszak wiara w Opatrzność Bożą - wspominał po latach gen. Anders - była wraz z ukochaniem swego narodu i kraju ich największą siłą duchową - powiedził ordynariusz wojskowy.

- Jego rozkaz wzywający do bitwy o Monte Cassino kończyły przejmujące słowa: "Z wiarą w sprawiedliwość Opatrzności Boskiej, idziemy naprzód ze świętym hasłem w sercach naszych: Bóg, honor, Ojczyzna" - dodał bp Guzdek

Podkreślił też, że po zwycięskiej bitwie polscy żołnierze nie porzucili krzyża. - Dalej płacili wysoką cenę za wierność ewangelicznej zasadzie. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Zapewne ich serca biły miłością do Polski - do niej spieszyli, walcząc ze znienawidzonym wrogiem - zaznaczył bp Józef Guzdek.

73 lata temu, 18 maja 1944 roku, żołnierze II Korpusu Polskiego zdobyli klasztor i wzgórze Monte Cassino we Włoszech. Przełamując obronę elitarnych niemieckich dywizji, otworzyli aliantom drogę na Rzym. To był wielki sukces armii gen. Władysława Andersa. Niestety zwycięstwo nie zostało dobrze wykorzystane przez gen. Marka Clarka, który pozwolił spokojnie wycofać się rozbitej hitlerowskiej armii.

Tagi:
bp Guzdek

Bp Guzdek: w czasie II wojny światowej Polska zachowała się „jak trzeba”

2018-05-08 17:35

kos / Warszawa (KAI)

Możemy być dumni, że w chwili wielkiej próby Polska zachowała się „jak trzeba” – powiedział dziś podczas Mszy św. w katedrze polowej bp Józef Guzdek. Ordynariusz wojskowy przewodniczył Eucharystii w 73. rocznicę zakończenia II wojny światowej. W czasie Mszy św. medalem bł. ks. Jerzego Popiełuszki odznaczony został mjr Marian Słowiński, jeden z ostatnich żołnierzy 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka.

Cezary Piwowarski/ pl.wikipedia.org

Przed rozpoczęciem Eucharystii gen. broni Jarosław Mika, Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych złożył kwiaty pod tablicą upamiętniającą płk. pil. Stanisława Skarżyńskiego, jednego z asów polskiego lotnictwa, który dokonał rajdu lotniczego dookoła Afryki. 8 maja 1933 r. na samolocie polskiej konstrukcji RWD-5 bis samotnie przeleciał Atlantyk, jako pierwszy w historii Polak. W ceremonii złożenia kwiatów wziął udział syn pilota - Maciej Skarżyński.

W homilii bp Guzdek przypomniał o obchodzonej dziś uroczystości św. Stanisława, biskupa i męczennika. – W długiej historii Kościoła mamy wielu naśladowców Jezusa Dobrego Pasterza, którzy w imię wierności Bogu i bliźnim, w obronie wiary i ewangelicznych wartości, potrafili dać swoje życie. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję” (J 15,13-14) – powiedział Jezus do swoich uczniów. To ewangeliczne wymaganie w XI wieku do końca wypełnił krakowski biskup św. Stanisław – stwierdził ordynariusz wojskowy.

Podkreślił, że obchodząc 73. rocznicę zakończenia II wojny światowej „jesteśmy moralnie zobowiązani wspominać, upamiętniać dokonania i dziękować Bogu za wielkie rzesze polskich żołnierzy, którzy kierowali się ideałami Dobrego Pasterza”. – Polska jako jedyny kraj w ówczesnej Europie nie paktowała ze złem. 1 września 1939 roku powiedziała zdecydowane NIE agresji hitlerowskich Niemiec. I przez cały czas trwania wojny Polacy pozostali wierni raz dokonanemu wyborowi. W okupowanym kraju powstała Armia Krajowa, najliczniejsza formacja zbrojna w okupowanej Europie – powiedział bp Guzdek.

Jego zdaniem „trzeba z dumą podkreślać, że polski żołnierz walczył na wszystkich frontach II wojny światowej”. Hierarcha wymienił m.in. Tobruk, Narwik, Monte Cassino, Ankonę, Bolonię, niebo nad Anglią, plaże Normandii oraz Berlin. – To tylko niektóre miejsca zroszone polską krwią. W sposób szczególny pragnę dziś przywołać dokonania żołnierzy 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, którzy brali udział w ciężkich walkach z armią Hitlera w Normandii oraz przynieśli wolność mieszkańcom Belgii i Holandii – powiedział biskup polowy.

– Dziś, kiedy wspominamy 73. rocznicę zakończenia II wojny światowej nie musimy się wstydzić. Możemy być dumni, że w chwili wielkiej próby Polska zachowała się „jak trzeba”. W odróżnieniu od wielu państw europejskich, a nawet światowych mocarstw, które należały do „osi zła”, Polskie Państwo Podziemne, Armia Krajowa oraz inne formacje zbrojne konsekwentnie, przez cały czas okupacji niemieckiej, pozostały niezłomne – podkreślił bp Guzdek.

Zwracając się do mjr. Mariana Słowińskiego, jednego z ostatnich żyjących żołnierzy gen. Stanisława Maczka, podziękował mu za poświęcenie na rzecz Ojczyzny. – Na Twoje ręce pragnę przekazać wyrazy szacunku i wdzięczności wszystkim polskim żołnierzom, którzy w latach 1939–1945 powiedzieli zdecydowane NIE dla pogardy i łamania podstawowych praw ludzi i narodów. Dzięki takim jak Ty, możemy z dumą powiedzieć, że w czasach wielkiej próby, synowie i córki polskiego narodu zachowali się godnie, „jak trzeba” – powiedział.

Zdaniem ordynariusza wojskowego, z historii II wojny światowej płynie ważna lekcja dla narodu. – Przed nami jeszcze wiele prób, wobec których będziemy musieli opowiedzieć się po stronie prawdy i dobra, po stronie Ojczyzny i po stronie Boga. Dlatego tu jesteśmy, by zaczerpnąć siły z Eucharystii i by patrząc na przykłady życia świętych i bohaterów, utwierdzić się w przekonaniu, że można i trzeba żyć godnie – zakończył bp Guzdek.

Eucharystię koncelebrowali ks. płk Bogdan Radziszewski, dziekan Dowództwa Generalnego oraz ks. kpt. Marcin Janocha, sekretarz biskupa polowego. We Mszy św. uczestniczyło liczne grono generałów WP na czele z gen. Jarosławem Miką, który podkreślił, że spotkanie z kombatantami i uczestnikami II wojny światowej to niezapomniana lekcja historii i inspiracji dla młodszych pokoleń żołnierzy.

W czasie Mszy św. medalem bł. ks. Jerzego Popiełuszki odznaczony został mjr Marian Słowiński, uczestnik kampanii wrześniowej, żołnierz 1. Pułku Pancernego 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka. W czasie wojny mjr Słowiński wziął udział w lądowaniu w Normandii i w walkach na linii Chambois-Falaise, wyzwalaniu Belgii i Holandii (w tym Bredy). Szlak bojowy zakończył pod Wilhelmshaven w Niemczech. Następnie do 1947 r. przebywał w Hanowerze i w tym roku wrócił do Polski. Od 1959 r. pracował w Ambasadzie Kanady w Warszawie – najpierw jako kierowca, potem jako kierownik działu administracyjnego. W 1984 r. przeszedł na emeryturę. Działa w wielu stowarzyszeniach kombatantów, w tym w warszawskim kole byłych żołnierzy 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka.

***

II wojna światowa była największym konflikt zbrojnym w dziejach świata. Rozpoczęła się atakiem hitlerowskich Niemiec na Polskę 1 września 1939 r. Zakończyła się 2 września 1945 r. (w Europie 8 maja 1945). Objęła zasięgiem działań wojennych prawie całą Europę, wschodnią i południowo-wschodnią Azję, północną Afrykę, część Bliskiego Wschodu i wszystkie oceany. Niektóre epizody wojny rozgrywały się nawet w Arktyce i Ameryce Północnej. Poza większością państw europejskich i ich koloniami, brały w niej udział państwa Ameryki Północnej i Ameryki Południowej oraz Azji.

Głównymi stronami konfliktu były państwa Osi i państwa koalicji antyhitlerowskiej (alianci). W wojnie uczestniczyło 1,7 mld ludzi, w tym 110 mln z bronią w ręku. Według różnych szacunków zginęło w niej od 50 do 78 mln ludzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W białych rękawiczkach

2018-06-19 11:34

Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 25/2018, str. 3

Bożena Sztajner/Niedziela

Czy Polakom wystarczy sił, aby iść pod prąd i wobec coraz bardziej zateizowanych, zmaterializowanych i często wynaturzonych społeczności świadczyć o tym, że światem rządzi Bóg... Polska ma wielką rolę do spełnienia w związku z szerzącą się kulturą śmierci. Ostatnio dotarł do nas mocny głos papieża Franciszka, który porównał aborcję eugeniczną, czyli dokonywaną z powodu chorób i wad płodu, do zbrodni nazistów. „W zeszłym stuleciu cały świat był zgorszony tym, co robili naziści, by doprowadzić do czystości rasy. Dzisiaj robimy to samo, ale w białych rękawiczkach” – powiedział Ojciec Święty. Zabijanie chorego dziecka, aby zapewnić sobie spokojne życie, papież Franciszek nazwał dzieciobójstwem.

Zobacz także: W białych rękawiczkach

Przytoczona papieska wypowiedź to bardzo ważny głos skierowany do nas właśnie teraz, gdy polscy politycy mają podjąć decyzję, której ceną jest ludzkie życie. Od kilku miesięcy czeka w sejmowej zamrażarce na rozpatrzenie obywatelski projekt „Zatrzymaj Aborcję”, pod którym swoje podpisy złożyło prawie milion Polaków. Domagają się oni zaprzestania zabijania nienarodzonych dzieci z powodu podejrzenia, że mogą być chore. Stanowisko obrońców życia zostało wzmocnione przez różne gremia, a ostatnio przez Prokuratora Generalnego, który przesłał do Trybunału Konstytucyjnego swoją opinię, jednoznacznie wskazującą, że zabijanie dzieci ze względu na podejrzenie niepełnosprawności jest niezgodne z konstytucją. Większość polskiego społeczeństwa z niecierpliwością oczekuje na przyspieszenie działań Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, rozpatrującej obywatelski projekt „Zatrzymaj Aborcję”, aby wreszcie przerwać zabijanie w majestacie prawa chorych dzieci.

Nasza mobilizacja jest konieczna, bo Polska to już ostatni bastion chrześcijaństwa i normalności w Europie, a także ostatnia szansa dla nienarodzonych. Nie można dopuścić do powtórki z Irlandii, w której w ciągu dwóch pokoleń wzorcowe katolickie społeczeństwo przekształciło się w awangardę zeświecczenia i anty-Dekalogu. Efektem jest to, że w chwili próby, którą było powszechne referendum w dniu 23 maja br., jej obywatele wybrali śmierć. Miażdżącą przewagą głosów zdecydowali o uchyleniu konstytucyjnej ochrony życia nienarodzonych. Możemy się spodziewać, że po tym, co wydarzyło się w Irlandii, wzrośnie również presja środowisk proaborcyjnych na katolicką Polskę. W tym przełomowym momencie trzeba usłyszeć wołanie kard. Roberta Saraha, aby iść pod prąd i stawiać opór wszelkiemu prawu przeciwko życiu i przeciwko rodzinie. Ostatnio we Francji powiedział, że społeczeństwo zachodnie postanowiło zorganizować się bez Boga i postawić na konsumpcję, na zysk za wszelką cenę oraz na indywidualizm. Powstały więc przestrzenie ciemności, kłamstwa i egoizmu, karmiące się hałasem tego świata zagłuszającym głos sumienia. „Zachodnie społeczeństwo pozbawione Bożej Światłości już nie umie szanować osób starszych, towarzyszyć chorym na drodze ku śmierci, robić miejsca najuboższym i najsłabszym. Ma do zaoferowania tylko pustkę i nicość. Pozwala się bujnie plenić najbardziej szaleńczym ideologiom. Zachodnie społeczeństwo bez Boga może stać się kolebką terroryzmu etycznego i moralnego, bardziej szkodliwego i niszczącego niż terroryzm islamistów” – przestrzega kard. Sarah. Wzywa, by ratować cywilizację przez zaproszenie Boga do centrum swojego życia. To przesłanie muszą usłyszeć Polacy, na których liczą społeczności próbujące się wyrwać z dekadencji zachodniego świata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Prof. Alojzy Gryt - autor ołtarza na przyjazd Jana Pawła II w 1983 r.

2018-06-21 22:42

Agnieszka Bugała

Wysokie stopnie ołtarza, forma prostokąta z wyciętym krzyżem. Chcieliśmy włączyć teren całego hipodromu w przeżywanie tego spotkania z Papieżem. Mieliśmy zamiar w różnych miejscach postawić drewniane krzyże, aby nie mocować ich w ziemi, obsypywaliśmy belki kamieniami. Chcieliśmy, aby ludzie mieli krzyże w rękach, podnosili je do góry. Znajomi artyści, rzemieślnicy, przyjaciele zrobili krzyże i rozdawali na miejscu. Ja również mam w domu krzyż – pamiątkę wizyty Jana Pawła II – mówi prof. Alojzy Gryt, wybitny rzeźbiarz, autor szklanego „Zdroju” na wrocławskim rynku. W 1983 r. współautor papieskiego ołtarza na Partynicach.

DK Rybnik
Prof. Alojzy Gryt

Dwa lata przed wizytą Papieża kard. Gulbinowicz zwrócił się do nas – Józefa Sztajera, Leona Podsiadłego i do mnie, Alojzego Gryta – byśmy podjęli się zadania zbudowania ołtarza na przyjazd Jana Pawła II. Przedstawiliśmy kilka projektów decydując, że niezależnie od tego, który z nich wybierze Kardynał, będziemy pracować w takim składzie. Były rysunki, modele, wszystko zgodnie z procedurą. To był stan wojenny, odmienne warunki działania, ale dobry kontakt z kurią. Przygotowaliśmy dokumentację projektową – ważny był czas, nie można było zwlekać, 26 metrów wysokości, wiązanie betonu. Konstrukcja nie była zabetonowana w ziemi – na to nie było czasu. Pracownik z kurii, który nam pomagał i odpowiadał za konstrukcję, wpadł na pomysł, aby obciążyć wszystko gotowymi elementami z zewnątrz, to skróciło czas. I było rozwiązaniem genialnym. Pomysły władzy Pojawiła się myśl, że konieczne będą napisy o ziemiach odzyskanych. Władze nalegały, aby treści „zawsze z macierzą” znalazły się na placu. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w czasie rodzącej się wyrazistości politycznej to pomysł niedobry, próbowaliśmy go obejść. Mieliśmy informacje, że telewizja musi mieć swój przejazd, aby transmitować Papieża. Sprzęt telewizyjny nie był tak sprawny, aby z odległości dwustu, trzystu metrów obraz pozostawał nadal w wysokiej ostrości. Wiedząc o tym w taki sposób ustawiliśmy plansze, odpowiednio daleko od ołtarza, aby nie było możliwości skojarzenia ich treści z ołtarzem. Operator nie mógł tego pokazać razem. Idea i Chrystus Idea to negatyw krzyża i Chrystus zmartwychwstały. Krzyż – prostopadłościan, drewniana konstrukcja obłożona płytami i pomalowana farbą. Na gruncie wrocławskim w tamtym czasie Zmartwychwstałego przedstawiało się w bieli, nie było koloru. Doszliśmy do wniosku, że ten Chrystus też będzie biały, ale, jak w gotyku, w szacie czerwonej. Zrobiliśmy model – nie można było wykonać figury w kamieniu, czasowych elementów tak się nie projektuje. Powstał metalowy szkielet z prętów. Później obłożono go jutą moczoną w kleju wikolu, dodatkowo wzmocniono gipsem połączonym z klejem. W klejeniu figury pomagali nam inni koledzy ze szkoły na Traugutta, ponieważ jej rozmiar był rzeczywiście duży, nie dalibyśmy w trójkę rady. Biały nie chce być czerwonym Kupiliśmy drogie farby i... zaczęły się problemy. Każdy kontakt koloru z tą białą, gipsowo-klejową figurą przynosił nie taki efekt, jaki początkowo zaplanowaliśmy. Nie wiedzieliśmy, na czym to niedopasowanie polega. Chlapaliśmy farbą, aby się przyzwyczaić. Grupa młodszych kolegów przyglądająca się naszej pracy mówiła: świetnie, tak po meksykańsku. Ale ten „meksyk” nas nie uspokajał. Poszliśmy z Podsiadłym do Kardynała i powiedzieliśmy mu, że spróbujemy jednak tak współcześnie, w bieli. Kardynał na to: A co mówiliście przedtem? No, że czerwony. To nie wymyślajcie, tylko zróbcie tak, jak było na początku. Decyzja zapadła. Wróciliśmy do pracowni, czasu było niewiele i metodą prób i błędów, trochę bez przekonania, pokryliśmy płaszcz czerwoną farbą. Wieczorem przed dniem, w którym dźwig miał zawieźć figurę na Partynice, odczuwałem wielki niepokój i niepewność. To zbyt ważna praca, aby nie być pewnym, że jest dobrze. Rano poprosiłem żonę, aby pojechała ze mną na Traugutta i jeszcze przed zdjęciem ze ściany zobaczyła całość. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że chyba jest dobrze. Dźwig miał trudną pracę do wykonania i ekipa ludzi, którzy musieli linami zabezpieczać figurę przed odchyleniem podczas zdejmowania jej ze ściany również. Jednak kiedy nastąpiło tąpnięcie, wszyscy gwałtownie odskoczyli i puścili liny. Zostaliśmy tylko my trzej, trzymając je kurczowo i ratując tym samym owoc naszej pracy. Chrystusowi obił się palec, ale to była drobna sprawa.

Chrystus jechał na Partynice przez całe miasto. Tam dźwig podniósł figurę, aby ją zainstalować na krzyżu. Kiedy wspinała się coraz wyżej, stojąc na ziemi poczułem ogromną satysfakcję i pewność: tak, to jest świetne. Skala miejsca, właściwa perspektywa – tego brakowało w pracowni. W przygotowaniu ołtarza decydowały detale: kwiaty, kolory. Pamiętam, że pomalowaliśmy na biało czarne kable mikrofonów, aby zespalały się z resztą tła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem