Reklama

Biały Kruk 1

Producent filmu „Teraz i w godzinę śmierci”: różaniec nie jest magicznym narzędziem

2017-05-11 11:25

rozmawiał Łukasz Kaczyński / Kraków / KAI

regan76 / photo on flickr

Różaniec nie jest jakimś magicznym narzędziem. On ma być narzędziem wiary. Bo tylko jeśli towarzyszy mu wiara to prowadzi on do głębokiego życia z Chrystusem za pośrednictwem Maryi – mówi w rozmowie z KAI Andrzej Sobczyk, producent filmu o sile modlitwy różańcowej „Teraz i w godzinę śmierci”, którego premiera odbędzie się dziś w krakowskim Kinie Kijów.

Andrzej Sobczyk: - Stowarzyszenie „Rafael” zaczęło produkować filmy i już od jakiegoś czasu chodził nam po głowie pomysł produkcji o różańcu. Stwierdziliśmy, że ta właśnie modlitwa i maryjna duchowość jest wielkim klejnotem, jaki Polacy posiadają i trzeba go pokazać światu! Różaniec to modlitwa, przez którą Pan Bóg bardzo mocno błogosławi i stąd koncept zrobienia filmu opisującego różne historie życia, w które wpleciony jest różaniec.

Co więcej, są to historie nie tyle indywidualne, co pokazujące, jak wstawiennictwo Maryi zmienia szeroką rzeczywistość wokół nas. Ukazujemy historie, gdzie Maryja na prośbę pojedynczych ludzi interweniuje często w skali całego kraju.

- To zatem film o modlitwie różańcowej czy o Maryi? Co jest jego głównym przesłaniem?

- Niestety, Maryja i modlitwa różańcowa są w świadomości ludzkiej niejednokrotnie rozdzielane, a trzeba wiedzieć, że nie można oddzielać różańca od żywej relacji z Matką Bożą. Bo wtedy często jest on używany magicznie. Ludzie myślą: „odmówię Nowennę Pompejańską przez 54 dni i mi się spełni to, o co proszę”. A to absolutnie nie o to chodzi. Nie jest najważniejsze to, żeby tylko „klepać zdrowaśki”, bo w tym nie ma życia. Ta modlitwa ma przybliżać do życia Maryi i Jezusa.
Chcemy przez film pokazać Maryję jako tę, która jest zarazem blisko Jezusa i nas. A różaniec jest sposobem na rozbudowywanie relacji miłości z Nią. Co więcej człowiek nie powinien zamknąć się tylko na różańcu i Maryi, ale ostatecznie przez Nią zbliżać się do Chrystusa. Taki przecież jest cel życia Maryi – pokazywać Syna. I nasz film ma właśnie takie zadanie – przybliżyć widzowi Maryję, by wspólnie z Nią iść do Jezusa.

- Wspomniał Pan, że Maryja poprzez różaniec ma wpływ na dzieje świata. Wielu pewnie nie zgodzi się z tym stwierdzeniem. Czy podczas kręcenia tego filmu udało się wam doświadczyć czegoś, co popiera tę tezę?

- Tak. Szczególnie poruszyły mnie historie, z którymi zetknęliśmy się na Ukrainie, a które dotyczyły czasu związanego ze starciami na Majdanie. Pamiętamy tę sytuację – kiedy ginęli tam ludzie, panował czas ogromnego niepokoju i starć. Właśnie w takiej przestrzeni pojawiły się na Majdanie kobiety, która zaczęły walczącym mężczyznom rozdawać różańce i mówić do nich, że jest to ich broń i tarcza. Poznawaliśmy historię za historią, wskazujące, że ludzie doświadczają tam namacalnej Bożej ochrony wyproszonej przez Maryję.
Jedną z nich jest historia niewierzącego przyjaciela pewnego księdza, który w tamtym okresie sam zadawał sobie pytanie o istnienie Boga. Otóż ten przyjaciel był żołnierzem i podczas jednego z patroli schylił się, by podnieść coś białego z ziemi – to uratowało go przed utratą życia na skutek wybuchu bomby. Tym czymś okazał się tzw. biały różaniec, rozdany na Majdanie w liczbie ponad miliona sztuk. Żołnierz wrócił do księdza i zapewnił go, że Bóg istnieje.
I to przekonuje mnie, że różaniec to nie jest „zdrowaśka za zdrowaśką”, ale realna Boża pomoc za wstawiennictwem Maryi. Co więcej, na Ukrainie modlą się na nim nie tylko katolicy, ale też protestanci i prawosławni.



- To potwierdza, że różaniec ma wielką siłę w sytuacjach kryzysowych. Ale czy to potwierdzenie jego wartości w codziennym życiu?

- Postanowiliśmy, że pokażemy na klatkach filmu właśnie takie sytuacje – skrajne i trudne. Po to, by dać ludziom głęboką myśl, jakieś mocniejsze doświadczenie, które by w nich pozostało. Żeby czuli, że różaniec to jest coś, co wspomaga niezależnie od sytuacji. By zrozumieli, że jeśli miłość i dobra relacja z Maryją działa w czasie problematycznym, podczas chorób, kłopotów, wojen, to o ile bardziej możemy być błogosławieni przez tę relację w codzienności.

- Czy film to dobry sposób, by zachęcić do modlitwy różańcowej ludzi, którzy jej nie rozumieją lub są nią zmęczeni?

- Myślę, że ci, którzy są zmęczeni różańcem w rzeczywistości go nie rozumieją lub pozostają tylko na bezrefleksyjnym powtarzaniu „zdrowasiek”. Podczas podróży spotkaliśmy takich, którzy są potężnie rozkochani w Maryi i w tej modlitwie – a to naprawdę sprawia, że są to prawdziwie Boży ludzie.
Ale czasem ma się wrażenie, że różaniec wygasa, na przykład patrząc na nasze parafialne wspólnoty. Wówczas trzeba szukać pierwotnej łaski, którą ta modlitwa daje człowiekowi. Różaniec nie jest jakimś magicznym narzędziem. On ma być narzędziem wiary. Bo tylko jeśli towarzyszy mu wiara to prowadzi on do głębokiego życia z Chrystusem za pośrednictwem Maryi.

- Jest wiele filmów o różańcu – dlaczego warto zobaczyć właśnie "Teraz i w godzinę śmierci"?

- Przede wszystkim dlatego, że pokazuje on wciąż aktualne historie. Dokumentuje to, co się dzieje w ostatnich latach. To nie jest jakaś oddalona historyczna rzeczywistość, ale coś, czym ludzie prawdziwie żyją i o czym opowiadają. Zależy nam, by widzowie pochylili się nad prezentowanymi historiami i zadali sobie pytanie czy rzeczywiście w różańcu jest moc. Niech ta odpowiedź rodzi się w głowach ludzi podczas tej filmowej wędrówki po czterech kontynentach, na które ich zabieramy.
Myślę, że warto zobaczyć go także z uwagi na jego twórców – Mariusza Pilisa i Dariusza Walusiaka. To znani dokumentaliści, z niezwykłym warsztatem, a także doświadczeniem pracy w miejscach bardzo trudnych. Tacy ludzie nie mogliby pozwolić sobie na stworzenie dzieła nieobiektywnego.

- Nie boicie się, że konwencja filmu dokumentalnego może zniechęcić?

- Wbrew pozorom film dokumentalny w Polsce ma mocną pozycję. Chcieliśmy być obiektywni i prawdziwi, dlatego wybraliśmy taką formę. Można to porównać do Dziejów Apostolskich – tam apostołowie głosili Ewangelię i świadczyli o tym, co się rzeczywiście działo. W naszym filmie jest podobnie. Stawiamy duży akcent na świadectwo, na opowieści o tym, czego ludzie sami doświadczyli. Wierzę, że z takich właśnie historii wypłynie prawda o różańcu. Bo to jest właśnie siła dokumentu – on nie pokazuje fantazji twórcy, ale prawdziwe dzieje bohatera. To naprawdę skłania do myślenia.

- Film powstał dzięki wsparciu ludzi dobrej woli. O czym to świadczy?

- Pan Bóg mocno błogosławił nam w tym, żebyśmy opowiedzieli o Maryi. Sam czuję, że współczesność to wyjątkowy czas Maryi.
Kiedy rozpoczynaliśmy ten projekt, patrząc na finanse, nie mieliśmy nic. Decydowaliśmy o rozpoczęciu produkcji w kilka osób, przed kosztorysem o wysokości kilkuset tysięcy złotych. Stwierdziliśmy, że z Bożą pomocą podejmujemy to dzieło. I ta pomoc przyszła. Pomogło nam łącznie około 7 tysięcy osób, których nazwiska pojawiają się w napisach końcowych filmu. Oczywiście są i tacy, którzy chcieli zostać anonimowi.

- Premiera filmu zbiega się z 100. rocznicą objawień fatimskich. Pomoże on je zrozumieć?

- Maryja, w taki czy inny sposób, zawsze mówi o tym, że różaniec to sposób na pokój dla tego świata. Więc nie bez powodu prezentujemy film właśnie w setną rocznicę objawień i nie bez powodu w filmie znajduje się wiele scen pokazujących skrajne sytuacje, np. wojnę.
Film ma być kontynuacją i uzupełnieniem wielu kazań i nauk, które usłyszymy w kościołach w tym czasie. Mamy nadzieję, że odświeżymy trochę temat Fatimy i wołanie Maryi o to, by różaniec był w rękach ludzi. Różaniec, który przyjęty i przeżywany z wiarą prowadzi przez Nią do Jezusa, a przez to do nowego życia z Nim.
Rozmawiał Łukasz Kaczyński
Premiera filmu „Teraz i w godzinę śmierci”, wyprodukowanego przez Stowarzyszenie „Rafael”, odbędzie się w czwartek 11 maja w krakowskim Kinie Kijów. Na ekrany innych polskich kin trafi natomiast 19 maja. Pełna ich lista znajduje się na stronie www.teraziwgodzinesmierci.pl
Patronat medialny nad filmem sprawuje Katolicka Agencja Informacyjna.

Tagi:
wywiad rozmowa

To moja służba Polsce

2018-07-04 11:07

Rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 27/2018, str. 28-29

W roku świętowania stulecia odzyskania niepodległości naszej ojczyzny do Kapituły Orderu Orła Białego został powołany Adam Bujak – polski artysta fotografik, laureat wielu prestiżowych wyróżnień, w tym m.in.: Orderu Wielkiego św. Zygmunta, nagrody Totus, medalu „Per Artem ad Deum” (Przez sztukę do Boga), Feniksa Maltańskiego i Orderu Orła Białego. Artysta uwiecznił w kadrze życie aktywność duszpasterską Karola Wojtyły – biskupa i kardynała oraz papieża Jana Pawła II. Jest także znanym i uznanym dokumentalistą polskiej historii, tradycji, zwyczajów i architektury oraz autorem albumów upamiętniających obrzędy i rytuały religijne chrześcijan nie tylko w Polsce.

Jakub Szymczuk/KPRP
Prezydent RP Andrzej Duda wręcza Adamowi Bujakowi nominację na członka Kapituły Orderu Orła Białego

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Panie Adamie, gratuluję nowej roli! Proszę powiedzieć, czy spodziewał się Pan takiego wyróżnienia?

ADAM BUJAK: – W życiu bym sobie nie pomyślał, że będę współdecydował o tym, komu przyznać najważniejsze odznaczenie naszej Rzeczypospolitej, że będę, obok Prezydenta RP, w pięcioosobowej kapitule, która opiniuje kandydatury do Orderu Orła Białego.

– W jaki sposób dotarła do Pana ta informacja?

– To było w czasie uroczystości beatyfikacyjnych Hanny Chrzanowskiej w krakowskich Łagiewnikach. Min. Krzysztof Szczerski podszedł do mnie i powiedział, że jest taka propozycja. Byłem tą informacją mocno zaskoczony. Równocześnie przypomniałem sobie sytuację z poprzedniego roku, kiedy także min. Szczerski zadzwonił, aby mnie poinformować, że Prezydent RP przyznał mi odznaczenie Orła Białego. Pamiętam, że wtedy w zdenerwowaniu pomyślałem, iż ktoś się podszywa pod ministra i kpiny sobie urządza, że jakaś gadzinówka do mnie wydzwania (śmiech). A przecież to najważniejsze polskie odznaczenie. Dopiero po chwili, gdy ochłonąłem i stwierdziłem, że to naprawdę min. Szczerski, przyznałem, iż to wspaniała wiadomość, której się nie spodziewałem. Teraz, już na spokojnie, bo jestem po wręczeniu nominacji, mogę przyznać, że prezydent Andrzej Duda zrobił mi niesamowitą niespodziankę, zapraszając mnie do tak elitarnej grupy osób.

– Gdy oglądałam fotorelację z uroczystości, zastanawiałam się, co Pan w tej szczególnej chwili myślał.

– Pojawiła się refleksja, że mój ojciec, który otrzymał order Virtuti Militari V klasy za udział w wojnie bolszewickiej, byłby ze mnie dumny, że bohater bitwy pod Radzyminem, jeśli teraz patrzy na mnie z nieba, cieszy się tam, iż syn nie traci czasu i w swym życiu też robi coś pożytecznego dla ojczyzny. A potem jeszcze sobie uświadomiłem, że to bodaj pierwszy taki przypadek wyróżnienia w ten sposób autora fotografii. Myślę, że to dokumentacja działalności, służby Jana Pawła II, realizowana przez 43 lata, miała wpływ na tę nominację. Pomyślałem więc, że w niebie także św. Jan Paweł II się cieszy, iż zostałem w taki sposób wyróżniony. Zresztą laudacja prezydenta Dudy, który podkreślił moją aktywność, wydane przez Białego Kruka książki z moimi fotografiami i albumy, które sprawią, że te zdjęcie przetrwają dla pokoleń, utwierdziła mnie w tych domysłach.

– Przed laty Pańska praca nie wszystkim się podobała...

– Przez wiele lat byłem na marginesie. Nie tylko w czasach PRL-u. Za rządów Tuska czy za prezydentury Komorowskiego było podobnie. Pewnym mediom nie wolno było o kimś takim jak Bujak pisać czy publikować jego zdjęć. A i dziś się to zdarza – są pojedyncze osoby, które wciąż mają do mnie zastrzeżenia. Tu czy tam Bujak nadal nie jest mile widziany...

– Jak to tłumaczą?

– Różnie. Ktoś np. stwierdził, że jestem w... partyjnej gazecie, że służę partii.

– Co Pan na takie zarzuty?

– Podchodzę do nich ze spokojem. Wiem, że służę konkretnej idei, konkretnym ludziom, dla których ważne jest dobro ojczyzny. Utożsamiam się z nimi. Nie ma dla mnie większego znaczenia, że ktoś mówi, iż publikuję zdjęcia w partyjnej gazecie. W takich sytuacjach myślę, że ktoś się boi „WPiS-u” i stąd taka reakcja.

– Ale są też ludzie, którzy bardzo Pana cenią. Sama widziałam kolejki po autograf Adama Bujaka.

– Reakcje są różne. Młode pokolenie już właściwie mnie nie zna. Natomiast starsi ludzie mnie rozpoznają. Czasem jestem za niedźwiedzia, który pozuje do pamiątkowych fotografii (śmiech). No, bo trzeba mieć zdjęcie z Bujakiem. Nie ukrywam, że to jest przyjemne. Gorzej, jak ktoś mnie chce pocałować w rękę... bo to nie do zaakceptowania. Przecież nie jestem żadną relikwią. Ja tylko fotografowałem kolejne etapy życia Karola Wojtyły i Jana Pawła II.

– Wróćmy do Pańskiej nowej roli. Proszę powiedzieć, do czego zobowiązuje obecność w Kapitule Orderu Orła Białego?

– Mamy popatrzyć na cały życiorys kandydata. Mamy go sprawdzić, prześwietlić jego przeszłość i teraźniejszość, jeśli jest to osoba żyjąca – bo odznaczani są także wybitni Polacy, którzy już zmarli.

– Kapituła zgłasza kandydatów?

– Mamy do tego prawo. Dana kandydatura, bez względu na to, kto ją zgłosił, powinna zostać przyjęta przez wszystkich członków – innymi słowy, należy przekonać kapitułę do konkretnego człowieka.

– Myślę, że zasiadanie w kapitule to także zobowiązanie. Jak ma Pan zamiar się z niego wywiązać?

– To jest moja służba Polsce. Uważam, że kapituła powinna się wnikliwie wpatrywać w życiorysy kandydatów zgłoszonych do wyróżnienia. Nie wolno przeoczyć jakiegoś wydarzenia z życia danego człowieka.

– Przeglądałam listę żyjących osób odznaczonych Orderem Orła Białego. Są tam bardzo różni ludzie, dziś niekoniecznie służący dobru Polski.

– To prawda. Niektóre nazwiska mogą nas dzisiaj przerażać, a przynajmniej skłaniać do refleksji. Myślę o takich ludziach, jak Michnik, Balcerowicz i im podobni. Ale niestety, mieliśmy władze, które takich ludzi popierały i takie, a nie inne zachowania doceniały.

– Ma Pan pomysł, jak w przyszłości uniknąć takich sytuacji? Bo przecież wiemy, że cwaniaków, którzy potrafią się urządzić, spotkamy wszędzie. Również przy obecnym rządzie.

– To prawda. Po naszej stronie oni także są. Ale co jest cenne, są zdecydowane reakcje szefa PiS-u, które sprawiają, że taki polityczny hochsztapler zostaje wyeliminowany. Oczywiście, trzeba na to czasu. Od razu zaznaczę, że nie jestem członkiem PiS-u, ale jego fanem. A wracając do roli członka kapituły, to myślę, że trzeba „przeżyć” życiorys konkretnego kandydata do odznaczenia orderem. Oczywiście, musimy mieć też informacje z IPN-u.

– Jak unikać sytuacji, kiedy ktoś ostentacyjnie odmawia przyjęcia Orderu Orła Białego albo go zwraca?

– Myślę, że nie ma na to jednej recepty. Jeśli ktoś będzie chciał wzbudzić ogólne zainteresowanie, to każda sytuacja stanie się dla niego stosowna. Tu może zadziałać asekuracyjne myślenie. Taki człowiek dojdzie do wniosku, że przyjęcie orderu od obecnej władzy może się dla niego okazać niekorzystne, bo liczy na powrót do rządzenia partii neoliberalnych i lewackich. Taka odmowa może mu się wydawać sposobem na zaistnienie w tych środowiskach.

– Czy powinno się odbierać laureatom wcześniej przyznane ordery Orła Białego?

– Sam się zastanawiam, czy powinno się odebrać order np. Adamowi Michnikowi. Przecież jego życiorys z czasów transformacji zawiera wiele przykładów, dowodów na zaangażowanie w sprawę odzyskania niepodległości Polski. Poza tym myśmy byli wpatrzeni w niego i w „Gazetę Wyborczą”. Wierzyliśmy, że idą nowe, lepsze czasy. I proszę zobaczyć, jak komuna po cichu, dyskretnie, ale skutecznie wróciła. Jakoś szybko się okazało, że ci, którzy Michnika gnębili, są jego przyjaciółmi. A my wielokrotnie usłyszeliśmy, że Jaruzelski czy Kiszczak to ludzie honoru. Myślę, że odebranie orderu nie rozwiąże sprawy. Poza tym nasza religia uczy, że trzeba wybaczać i stwarzać możliwość naprawienia błędów. Mamy dać szansę naprawienia zła. Proszę zobaczyć, apostoł Paweł był zbrodniarzem, prześladował i mordował wyznawców Chrystusa. A przecież tyle dobra uczynił dla Kościoła, gdy się nawrócił. Na tym polega chrześcijaństwo, żeby nikogo nie przekreślać.

– A na czym w dzisiejszych czasach polega patriotyzm?

– Dla mnie idea patriotyzmu zawiera się w słowach: „Bóg. Honor. Ojczyzna”. Jeżeli do wartości przekazywanych w tym ponadczasowym przesłaniu Polaków jesteśmy prawdziwie przywiązani, jeżeli je wprowadzamy w czyn na miarę swoich możliwości i tam, gdzie żyjemy, to właśnie jesteśmy patriotami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Abp D. Martin: sukcesu wizyty Jana Pawła II w Irlandii nie da się powtórzyć

2018-07-20 21:58

(KAI/vaticannews.va) / Dublin

Zbliżającej się wizyty Franciszka w Irlandii towarzyszy duże zainteresowanie, ale na pewno nie uda się powtórzyć tego, co działo się podczas podróży apostolskiej Jana Pawła II w 1979 r. Taki pogląd wyraził arcybiskup Dublina Diarmuid Martin podczas konferencji prasowej prezentującej Światowe Spotkanie Rodzin, które odbędzie się w stolicy Irlandii w dniach 21-26 sierpnia. W dwóch ostatnich dniach tego wydarzenia weźmie udział Ojciec Święty.

Włodzimierz Rędzioch

Mówca przyznał, że podróż papieża Polaka była zjawiskiem historycznym, wręcz legendarnym. Było to jedno z tych wydarzeń, o których dziadkowie do dziś opowiadają swoim wnukom. Były to także największe zgromadzenia w historii Irlandii, a zarazem szczytowy punkt w dziejach tamtejszego Kościoła – wspominał abp Martin.

Ale zaznaczył, że również obecna wizyta Ojca Świętego cieszy się dużym zainteresowaniem. W jej centrum znajduje się osoba Franciszka, który jest swego rodzaju religijną gwiazdą. "80-letni papież jawi się jako człowiek nowoczesny i ludziom się to podoba" – dodał abp Martin.

Zwrócił uwagę, że o popularności Franciszka świadczy chociażby to, jak szybko rozeszły się wejściówki na wszystkie papieskie wydarzenia. Arcybiskup przyznał, że część z nich mogli zarezerwować złośliwie ludzie, którzy wcale nie zamierzają uczestniczyć w spotkaniach z papieżem i chcą jedynie zaniżyć frekwencję. Wyraził jednak przekonanie, że dotyczy to niewielkiej liczby biletów. Takie działania określił mianem łobuzerii.

Arcybiskup Dublina zaznaczył, że po wizycie papieża nie należy się spodziewać cudów. Franciszek będzie na wyspie jedynie 36 godzin. To za mało, by wytyczyć drogę przed Kościołem w Irlandii. "Papież będzie dla nas jednak wyzwaniem, abyśmy naprawdę byli Kościołem w zmieniającej się kulturze" – dodał prymas Irlandii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Medal św. Jana Pawła II dla „Niedzieli” i dla Muzeum Monet

2018-07-21 20:24

AKW

W Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie odbyło się 21 lipca 2018 r. spotkanie z Ryszardem Zawadowskim, prezesem Zarządu Stowarzyszenia Pamięć Jana Pawła II, które ma siedzibę w Rejowcu Fabrycznym. Spotkanie było okazją do wyrażenia podziękowań za współpracę i wręczenia Medali św. Jana Pawła II dla instytucji, które są szczególnie zaangażowane w działalność Stowarzyszenia. Medal ustanowiono w roku 40. rocznicy wyboru św. Jana Pawła II na Stolicę Piotrową w 13. rocznicę jego odejścia do Domu Pana, a także w perspektywie 100. rocznicy urodzin Karola Wojtyły. Medale otrzymali: red. Lidia Dudkiewicz - redaktor naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” oraz Krzysztof Witkowski - twórca i dyrektor Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie. Dziennikarka „Niedzieli” red. Anna Wyszyńska otrzymała dyplom uznania za liczne publikacje dotyczące działalności Stowarzyszenia Pamięć Jana Pawła II.

Anna Przewoźnik/Niedziela

Prezes Ryszard Zawadowski przedstawił stowarzyszenie, które początkowo gromadziło kolekcjonerów pamiątek materialnych związanych z Papieżem Polakiem, a już od wielu lat prowadzi również Społeczne Centrum Dokumentacji Pontyfikatu. Jak się okazuje, wspaniałą bazą informacyjną dla tego centrum jest „Niedziela”, informująca o szkołach i innych placówkach przyjmujących imię Jana Pawła II, o uroczystościach poświęconych Papieżowi Polakowi i innych inicjatywach. - Przypuszczam, że mamy największą w Polsce bazę danych o różnych formach upamiętnienia pontyfikatu Jana Pawła II. Ktoś, kto przyjdzie po nas będzie miał ogromny zbiór informacji – powiedział Ryszard Zawadowski.

Troską Stowarzyszanie jest, aby obecne w wielu domach pamiątki związane z św. Janem Pawłem II - zdjęcia, wycinki prasowe, bilety wstępu na spotkania z nim - nie uległy z czasem zniszczeniu. Dlatego Stowarzyszenie popularyzuje projekt „Teczki serdecznej pamięci” zachęcające, by rodziny gromadziły papieskie pamiątki w specjalnych teczkach. Członkowie Stowarzyszenia organizują w całej Polsce spotkania poświęcone pamięci Papieża oraz temu projektowi. – To bardzo ważne bo dzieci i młodzież, to są nasi spadkobiercy uczuć do Jana Pawła II oraz eksponatów, które gromadzimy – podkreślił prezes Stowarzyszenia, dodając, że w podobnych teczkach tematycznych można gromadzić inne pamiątki rodzinne, łącząc w ten sposób różne pokolenia. Ryszard Zawadowski podkreślił, że „Niedziela” jest „matką chrzestną” tego projektu.



Lidia Dudkiewicz dziękując za odznaczenie przypomniała o związkach „Niedzieli” z papieżem, poczynając od pierwszego numeru pisma, wznowionego w 1981 r. Powiadomiła, że w kręgu autorów „Niedzieli” byli również wybitni znawcy nauczania Jana Pawła II, a zarazem jego przyjaciele: ks. prof. Tadeusz Styczeń oraz kard. Stanisław Nagy. „Niedziela” jest nadal wierna osobie i nauczaniu św. Jana Pawła II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem