Reklama

Jubileusz prymasostwa w Polsce – prymasostwo w liczbach

2017-04-19 15:07

bgk / Gniezno

Artur Stelmasiak

W ciągu sześciuset lat urząd i godność Prymasa Polski piastowało 59 hierarchów (łącznie z obecnym abp. Wojciechem Polakiem). Ośmiu nosiło kapelusz kardynalski. Dwudziestu dwóch pochowano w katedrze gnieźnieńskiej.

Pierwszym w szeregu Prymasów był abp Mikołaj herbu Trąby zwany także skrótowo Mikołajem Trąbą, który godność Prymasa Polski otrzymał na obradującym w latach 1414-1418 Soborze w Konstancji. Urząd ten sprawował przez 5 lat. Niestety nie zachowało się żadne pisemne potwierdzenie jego nadania co może świadczyć o tym, że jego pierwszeństwo w Kościele w Polsce nigdy nie było kwestionowane.

Stolica Apostolska potwierdziła tytuł Prymasa dla arcybiskupów gnieźnieńskich dopiero po blisko stu latach i to niejako przy okazji. Uczynił to w 1515 roku papież Leon X w bulli nadającej prymasowi Janowi Łaskiemu tytuł legata urodzonego Stolicy Apostolskiej. Abp Jan Łaski należał do długodystansowców. Urząd Prymasa sprawował przez 21 lat (1510-1531). Podobny staż osiągnęli: abp Stanisław Karnkowski (1581-1603), abp Leon Przyłuski (1845-1865), abp Mieczysław Ledóchowski (1866-1886) oraz kard. August Hlond (1926-1948). Jeszcze dłużej na urzędzie zasiadali bezpośredni następcy tego ostatniego: kard. Stefan Wyszyński – 33 lata (1948-1981) i kard. Józef Glemp – 28 lat (1981-2009).

Najkrócej Prymasem Polski był abp Henryk Muszyński, który po powrocie godności do arcybiskupa gnieźnieńskiego piastował ją niespełna 5 miesięcy. Rok lub nieco więcej tytuł nosiło jeszcze 4 hierarchów: abp Jan Tarnowski (1603-1604), abp Florian Czartoryski (1673-1674), abp Teofil Wolicki (1828-1829) oraz abp Edward Likowski (1914-1915).

Reklama

Większość hierarchów godność Prymasa Polski zyskiwała między 50 a 60 rokiem życia. Nie brakowało jednak wyjątków. Najmłodszym wśród Prymasów Polski był książę Fryderyk Jagiellończyk, rodzony brat Władysława, króla Czech i Węgier oraz królów Polski: Jana Olbrachta, Aleksandra, Zygmunta Starego, a także św. Kazimierza, patrona Litwy. Na urząd został mianowany mając zaledwie 25 lat. Kilkunastu hierarchów godność otrzymało po 40-stce. Byli to: abp Kot, abp Sprowski, abp Przerębski, abp Lipski, abp Leszczyński, abp Prażmowski, kard. Radziejowski, abp Podoski, abp Poniatowski – rodzony brat króla, abp Ledóchowski, kard. Dalbor, kard. Hlond oraz kard. Wyszyński. Do grona tego należy także obecny Prymas Polski abp Wojciech Polak, który w roku wyboru kończył 50 lat i był najmłodszym Prymasem w Europie.

Najstarsi w chwili wyboru byli: abp Jan Latalski (74 lata), abp Krzysztof Szembek (72 lata), abp Tymoteusz Gorzeński (78 lat) oraz abp Edward Likowski (78 lat).

Mieliśmy też Prymasa pochodzenia niemieckiego w czasie zaborów. Był nim abp Juliusz Dinder, następca kard. Ledóchowskiego. Udało mu się uzyskać zgodę rządu pruskiego na ponowne otwarcie seminariów duchownych w Poznaniu i w Gnieźnie. Choć działał zgodnie z linią pruskiego rządu nie był germanizatorem i z szacunkiem odnosił się do wiernych narodowości polskiej.

Warto również wspomnieć, że wśród 59 Prymasów Polski kapelusz kardynalski nosiło ośmiu z nich – wspomniany już Fryderyk Jagiellończyk (prymas w latach 1493-1503), Bernard Maciejowski (1606-1608), Michał Radziejowski (1688-1705), Mieczysław Lechóchowski (1866-1886), Edmund Dalbor (1915-1926), August Hlond (1926-1948), Stefan Wyszyński (1948-1981) oraz Józef Glemp (1981-2009).

W katedrze gnieźnieńskiej pochowanych zostało 22 Prymasów Polski. W bazylice złożono także serca 3 prymasów m.in. kard. Augusta Hlonda. Pozostali prymasi spoczywają w: kolegiacie łowickiej, Krakowie, Oporowie, Kaliszu, Brzozowie, Luwrze, Poznaniu i Warszawie.

Tagi:
jubileusz prymas Polski

Prymas Polski: Bóg nie jest nigdy daleko od ludzkich nieszczęść, cierpienia i choroby

2018-02-11 16:53

bgk / Inowrocław (KAI)

„Bóg nie jest nigdy daleko od ludzkich nieszczęść, od naszego cierpienia czy choroby, od wszystkich trudnych sytuacji, w których się znajdujemy” – mówił abp Wojciech Polak podczas Mszy św. odprawionej w Światowy Dzień Chorego w kościele pw. św. Królowej Jadwigi w Inowrocławiu.

Piotr Drzewiecki

Metropolita gnieźnieński przewodniczył Eucharystii, podczas której wraz z koncelebrującymi kapłanami udzielił chorym, niepełnosprawnym, starszym, a także wszystkim proszącym i będącym w stanie łaski uświęcającej, sakramentu namaszczenia chorych. Jak mówił, obchodzony we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes Światowy Dzień Chorego, jest szczególną okazją, by w modlitwie pamiętać o wszystkich cierpiących na ciele i duchu, przygniecionych brzemieniem wieku i przykutych do szpitalnych łóżek.

„Bóg nie jest nigdy daleko od ludzkich nieszczęść, od naszego cierpienia czy choroby, od wszystkich trudnych sytuacji, w których się znajdujemy” – podkreślił Prymas w homilii, przypominając, że Jego odpowiedzią na wszystkie nasze boleści i trudności, na kruchą człowieczą kondycję jest krzyż Chrystusa.

„W Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, w tym prawdziwym Bogu i prawdziwym człowieku, sam Bóg dosłownie bierze na siebie naszą ludzką kondycję, nasze własne słabości i cierpienia, naszą rozpacz i grzech, nasze zwątpienia i zniewolenia, wszystko, co nam się przydarza i czego tak bardzo chcielibyśmy w tym życiu uniknąć, czego się dosłownie boimy i co niekiedy wprowadza nas samych w przygnębienie i izolację” – tłumaczył abp Polak Jak dodał, Bóg czyni to, aby nas uzdrowić i uwolnić od wszelkiego grzechu i zła, uczynić odważnymi i mężnymi.

Prymas Polski przypomniał również za papieżem Benedyktem XVI, że społeczeństwo, które nie jest w stanie zaakceptować cierpiących ani im pomóc przez współczucie, jest społeczeństwem okrutnym i nieludzkim.

„Jest też takim każdy człowiek, który pozostaje nieczuły i obojętny na cierpienia swoich bliźnich” – zaznaczył i nawiązując do czytanej tego dnia Ewangelii o uzdrowieniu trędowatego wskazał, że sam Jezus stanął wobec tego nieszczęśnika zdjęty litością, a wedle niektórych tłumaczy markowego przekazu, wręcz zdjęty gniewem na tych wszystkich, którzy traktują dotkniętych chorobą czy cierpieniem jak wyrzutków, jak niepotrzebny margines czy problem.

„Zadaniem Kościoła, duchownych i świeckich, jest obejmować chorych i cierpiących takim samym jak jego Pan spojrzeniem, pełnym czułości i współczucia” – przywołał dalej tegoroczne orędzie papieża Franciszka abp Polak wskazując za Ojcem Świętym na konieczność podmiotowego i empatycznego traktowania chorych tak, aby byli oni zawsze w centrum procesu leczenia, aby udzielana im pomoc nie była tylko zimnym, zdystansowanym rutynowym działaniem, ale gestem miłości, akceptacji i bliskości.

Mszę św. wspólnie z Prymasem Polski celebrowali: proboszcz parafii i dyrektor inowrocławskich Szkół Katolickich ks. Jan Maćkowiak oraz kapelan inowrocławskiego szpitala ks. Romuald Karmoliński. W modlono się m.in. o wzmocnienie wiary, pocieszenie i przywrócenie zdrowia dla wszystkich chorych, a także za lekarzy, personel medyczny i ludzi troszczących się o cierpiących i umierających.

Na zakończenie abp Polak prosił uczestników liturgii, by odwiedzili dziś chorych krewnych i sąsiadów, którzy nie mogli przybyć na Mszę św. oraz przekazali im zapewnienie o modlitwie. Podziękował też wszystkim, którzy w dotarciu na Mszę św. chorym i niepełnosprawnym dopomogli.

Po południu Prymas Polski odwiedził inowrocławski Szpital im. Ludwika Błażka, gdzie wspólnie z chorymi i pracownikami modlił przed Najświętszym Sakramentem Koronką do Bożego Miłosierdzia i Litanią do Miłosierdzia Bożego. Spotkał się także z małymi pacjentami oddziału dziecięcego i chorymi na oddziale paliatywnym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Egzorcyzmy: Czym są, kto i jak może je sprawować

2018-02-21 08:22

Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Egzorcyzmy są sakramentalium, w którym mocą Jezusa uwalnia się osobę spod panowania złego ducha. Egzorcysta musi mieć moralną pewność o opętaniu oraz powinien w miarę możliwości uzyskać zgodę osoby opętanej, zanim przystąpi do obrzędów. W ramach rozeznania problemu powinien przeprowadzić wywiad diagnostyczny oraz konsultować się ze specjalistami z dziedziny duchowości, medycyny i psychiatrii.

esthermm/pl.fotolia.com

Kościół na ziemi kontynuuje misję Jezusa. Ewangelie przytaczają wiele przykładów wyrzucania przez Niego złych duchów. Od Zbawiciela Kościół otrzymał też władzę nad złymi duchami (por. Mk 16,17). Jedną z form bezpośredniej walki ze złem wcielonym są uroczyste egzorcyzmy nad osobami opętanymi. Pierwszą księgą liturgiczną ujednolicającą i porządkującą w Kościele zachodnim obrzędy egzorcyzmu był Rytuał Rzymski wydany przez papieża Pawła V w 1614 roku, jako realizacja postanowień Soboru Trydenckiego. Używano go aż do wydania zreformowanej księgi w 1999 r. przez Jana Pawła II.

Kto może egzorcyzmować?

W rycie rzymskim istniały nawet - do czasu zmian po Drugim Soborze Watykańskim - niższe święcenia egzorcystatu (dalej istnieją w nielicznych wspólnotach związanych z nadzwyczajną formą rytu rzymskiego). Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 r. potwierdził praktykę, że egzorcyzmów według uroczystego rytuału może dokonywać tylko biskup i wyznaczeni przez niego prezbiterzy. Tę zasadę podtrzymuje aktualny Kodeks Prawa Kanonicznego oraz późniejsze orzeczenia w tej kwestii.

Egzorcysta ten obrzęd wykonywać może jedynie na terenie swojej diecezji. Kapłan posługujący egzorcyzmem powinien cechować się pobożnością, wiedzą, roztropnością i nieskazitelnością życia (KPK 1172 § 2). Powinien być również odpowiednio przygotowany (wiedza teologiczna, odpowiedni zakres wiedzy z dziedziny medycyny, psychiatrii i psychologii), ostrożny i roztropny. Powinien być rozmodlony i praktykujący post.

W Polsce zaleca się trzy etapy przygotowania do pełnienia posługi egzorcysty: udział w zjazdach egzorcystów, czas próbny pod opieką doświadczonego egzorcysty i właściwe realizowanie powierzonej przez biskupa misji. Egzorcyści powinni troszczyć się o stałą formację, czemu służą m. in. doroczne zjazdy i regularne spotkania z biskupem. Delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. egzorcystów jest bp Henryk Wejman, który współpracuje z zespołem specjalistów.

Próba sprawowania egzorcyzmów bez upoważnienia biskupa jest nie tylko sprzeczna z prawem kościelnym, ale i grzechem.

Kiedy można egzorcyzmować?

Egzorcysta musi mieć moralną pewność o opętaniu danego człowieka oraz powinien w miarę możliwości uzyskać zgodę osoby opętanej, zanim przystąpi do obrzędów. W ramach rozeznania problemu powinien przeprowadzić wywiad diagnostyczny oraz konsultować się ze specjalistami z dziedziny duchowości, medycyny i psychiatrii.

Objawy będące wskazówkami opętania: - mówienie w nieznanym języku lub rozumienie go. - znajomość spraw, o których osoba z problemem nie miała prawa wiedzieć, - ponadnaturalna siła fizyczna, - niechęć do Boga, świętych, Kościoła, przedmiotów poświęconych, etc.

Gdzie można egzorcyzmować?

Egzorcyzmów nie można sprawować publicznie. Odpowiednią przestrzenią jest zarezerwowana dla tego rytuału kaplica lub inne stosowne miejsce, w którym jest krzyż i obraz Matki Bożej. Należy zadbać, by w tym miejscu osoba egzorcyzmowana nie mogła zaznać żadnej krzywdy, a także, by podczas manifestacji złego ducha nie doszło do profanacji miejsca świętego.

Jak przebiega egzorcyzm?

Egzorcyzmy należy odprawiać tak, by wyrażały wiarę Kościoła oraz nie przywoływały skojarzeń z magią i zabobonami. Egzorcysta nie może zachęcać do przerwania leczenia medycznego ani podejmować działań wykraczających poza jego kompetencje.

Podczas egzorcyzmu, poza odpowiednimi modlitwami z Rytuału Rzymskiego (litania do wszystkich świętych, psalmy, antyfony, fragmenty z Pisma Świętego, Credo, wyrzeczenie się szatana i odnowienie chrzcielnego wyznania wiary, modlitwy błagalne i formuła nakazująca złemu duchowi w imię Jezusa opuścić ciało opętanego, dziękczynienie, błogosławieństwo), występują gesty znane z katechumenatu czy chrztu sprzed posoborowej reformy (znaki krzyża, tchnienie, nałożenie rąk, woda). Nie przewidziano żadnych form dialogu ze złym duchem.

Egzorcyście powinny towarzyszyć odpowiednio przygotowane osoby, wspierające go modlitwą. Służy to również bezpieczeństwu i uniknięciu oskarżeń. Wszyscy uczestnicy zobowiązani są do zachowania tajemnicy.

Po egzorcyzmach osoba uwolniona od złego ducha powinna wziąć udział w rekolekcjach ewangelizacyjnych. Organizowanie publicznych modlitw o ochronę przed wpływem złego ducha wymaga wiedzy i zgody biskupa miejsca. Jeśli podczas takich spotkań modlitewnych ktoś zachowuje się w sposób niepokojący lub wskazujący na możliwość zniewolenia, nie należy publicznie modlić się nad tą osobą, tylko ją bezpiecznie wyprowadzić i w odpowiednim miejscu zapewnić pomoc.

Na podstawie:

Wskazania dla kapłanów pełniących posługę egzorcysty, KEP 2015. Komisja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów: "Egzorcyzmy i inne modlitwy błagalne".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Bł. biskup Michał Kozal – patron trudnych czasów

2018-02-21 10:36

Bernadeta Kruszyk / Gniezno (KAI)

W tym roku mija 100. rocznica święceń kapłańskich bł. biskupa Michała Kozala, byłego rektora gnieźnieńskiego seminarium duchownego, biskupa pomocniczego diecezji włocławskiej, męczennika Dachau. Święcenia przyjął 23 lutego 1918 roku w katedrze gnieźnieńskiej z rąk biskupa Wilhelma Kloske.


Bł. bp Michał Kozal

To jedna z najświatlejszych postaci ubiegłego wieku. Znakomity proboszcz wiejskiej parafii cieszący się niekłamanym szacunkiem i uznaniem wiernych. Następnie wieloletni duszpasterz młodzieży w Bydgoszczy, cieszący się powszechnym uznaniem swojego środowiska nie tyko nauczycielskiego, ale także społeczeństwa przedwojennej Bydgoszczy. Wreszcie wzorowy ojciec duchowny, a potem wieloletni rektor seminarium w Gnieźnie odpowiedzialny za kształcenie młodzieży z archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej. Jako kapłan bł. Michał Kozal jest związany z archidiecezją gnieźnieńską, jako biskup z diecezją włocławską, a jako duszpasterz z najmłodszą w metropolii diecezją bydgoską, której jest też głównym patronem.

Urodził się 25 września 1893 r. w rodzinie rolników, w niewielkiej wielkopolskiej wsi Nowy Folwark pod Krotoszynem. Wychował się w duchu głębokiej wiary. Już jako uczeń krotoszyńskiego gimnazjum odznaczał się głęboką pobożnością i patriotyzmem. Działał w zakazanym przez zaborców stowarzyszeniu filomatów i filaretów. Gdy po ukończonej z wyróżnieniem nauce władze pruskie zaproponowały mu stypendium rządowe na wybranym kierunku studiów, odmówił. Miał jasno sprecyzowany cel – kapłaństwo. Święcenia przyjął 23 lutego 1918 r. w Gnieźnie z rąk biskupa Wilhelma Kloske. Posługę duszpasterską rozpoczął jako wikariusz i katecheta w Bydgoszczy. Był też wikariuszem w Kościelcu, Pobiedziskach i administratorem w Krostkowie. Jako 36-latek został rektorem gnieźnieńskiego seminarium duchownego.

Przełożeni szybko doceniali jego intelekt i duchowe przymioty. W piśmie przekazującym Stolicy Apostolskiej prośbę o biskupa pomocniczego dla diecezji włocławskiej ówczesny nuncjusz apostolski w Polsce abp. Filippo Cortesi pisał: „(…) ks. Kozal jest doskonałym kandydatem na objęcie rządów diecezji (…) Dziesięć lat pełnienia delikatnej posługi rektora pozwoliły lepiej poznać jego zalety jako kapłana pobożnego, o dużej wiedzy, gorliwego, który nie zaniedbuje żadnego ze swoich obowiązków (…)”. A prymas Polski kard. August Hlond opiniował: „Okazuje zamiłowanie do życia duszpasterskiego. Wiele razy prosił mnie, by mu powierzyć parafię. Głosi bardzo głębokie homilie, z elegancją, zawsze dobrze przygotowany. Gdy chodzi o doktrynę, jest jak nikt inny głęboki. Okazuje żywy i głęboki szacunek dla Kościoła i Stolicy Apostolskiej (…) Ogólnie można powiedzieć, że ks. Kozal (…) jest jednym z najbardziej godnych kapłanów archidiecezji gnieźnieńskiej, wyróżniając się duchem kościelnym, systematyczną i solidną pracą, budującą głęboką pobożnością, zdrową i stroniącą od pozorowania”.

Nominację na biskupa pomocniczego we Włocławku ogłoszono12 czerwca 1939 r. Sakrę biskupią ks. Michał Kozal przyjął 13 sierpnia – 18 dni przed wybuchem II wojny światowej. Nie zdążył nawet przygotować swojego herbu biskupiego. A pierwsza z czynności biskupich – bierzmowanie we włocławskiej parafii pw. św. Jana, okazała się ostatnią sprawowaną na wolności. Mimo rad stacjonujących w jego domu oficerów Wojska Polskiego nie wyjechał. W pierwszych tygodniach wojny widywano go na ulicach miasta, jak udzielał pomocy sanitarnej i duchowej. Długie godziny spędzał w konfesjonale w klasztorze franciszkanów. Załatwiał pracę ratując ludzi przed wywózką. W zastępstwie przebywającego na emigracji bp. Karola Radońskiego – biskupa włocławskiego, odrzucił żądania Niemców odnośnie sprawowania Mszy św. w języku niemieckim. Był nieugięty. 7 listopada 1939 r. przyszło po niego Gestapo. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy. Później, już z obozu w Dachau, pisał: „Z ubioru mam oczywiście to, co miałem na sobie, resztę rozdałem w Inowrocławiu”.

Inowrocław był trzecią stacją więziennej drogi krzyżowej bp. Michała Kozala. Pierwszą był areszt we Włocławku, gdzie został odizolowany od innych księży i tylko dlatego, że był biskupem, spał na betonie. Później, wraz z innymi, został wywieziony do Lądu, gdzie miejscowy klasztor hitlerowcy zamienili na obóz przejściowy dla duchowieństwa. Przebywał tam od stycznia 1940 do lipca 1941 r. Nie chciał, aby wnoszono jakieś prośby czy błagania o uwolnienie. Jak pisał w nocie wysłanej do Watykanu nuncjusz Cesare Orsenigo, biskup Kozal był pogodzony z internowaniem i pragnął tylko, aby stało się zadość sprawiedliwości.

Z Lądu przewieziono go do wspomnianego Inowrocławia. Skutki pobicia przez strażników odczuwał jeszcze długo, cierpiąc m.in. na ustawiczne zapalenie ucha środkowego. Później był Berlin, gdzie do miejscowego więzienia prowadzono go jak zbrodniarza, w kajdanach, i dalej Halle, Weimar, Norymberga i w końcu Dachau. W obozie spotkał wielu wychowanków. Jeden z nich, ks. Jan Wolniak, przypomniał mu pytanie, jakie jeszcze jako rektor zadał podczas rozmowy przed przyjęciem do seminarium: „Proszę pana, jeśli kard. Hlond przyjmie pana do seminarium, a potem przy pomocy łaski Bożej zostanie pan kapłanem, czy mógłby już dziś powiedzieć, że będzie gotowy dać dla Chrystusa wszystko, a nawet umrzeć jako męczennik?” – To wszystko się teraz wypełni” – odparł ze spokojem bp Kozal. Często też mówił do kapłanów: „Pamiętacie nasze piątkowe drogi krzyżowe. Tam wam przewodziłem w sutannie, w komży i stule. Dziś tu przewodniczę wam w pasiaku. To cała różnica. Trzeba byśmy to specjalnie przeżyli. Bóg ma specjalne zamiary”. I jeszcze: „Od przegranej orężnej bardziej przeraża upadek ducha. Wątpiący staje się mimo woli sojusznikiem wroga. Tchórzostwo, jako szczególny rodzaj zwątpienia jest matką wszelkich zaniechań, ucieczek i zdrad”.

Nigdy nie pozwalał się wyręczać w pracy, podsuwane mu jedzenie kazał oddawać innym, bardziej chorym. Przed Wielkanocą 1942 r. pisał w liście: „Przed rokiem przeżyłem Wielki Piątek i Święta Wielkanocne w Berlinie w więzieniu policyjnym na Pl. Aleksandra. Właśnie tam odczułem szczególnie, jak cierpienie zbliża nas do Zbawiciela i odczuć pozwala, co znaczy być kapłanem. Tym razem ten pełen tajemnic dzień spędzę w obozie koncentracyjnym. Mam nadzieję, że Zbawiciel nie odmówi mi swej łaski i będzie ze mną”. I jeszcze w maju tego samego roku stwierdził: „Życie byłoby niełatwe do zniesienia, gdybyśmy nie czerpali pociechy i sił z naszej całej postawy duchowej. Teraz rozumie się doskonale, co to znaczy zakotwiczyć swoją osobowość w Chrystusie i Jego kapłaństwo przeżywać w cierpieniu. Jest się Panu Bogu głęboko wdzięcznym właśnie za to”.

W listach z Dachau zawsze pytał o innych – o siostrę, krewnych, kapłanów, znajomych, diecezję. O sobie pisał niewiele, a jeśli już, to tyle, żeby się o niego nie martwić. „O mnie się nie troskajcie. Czuję się zdrowy i mogę jeszcze podołać pracy. Zresztą od samego początku tak się nastawiłem tutaj, żeby się na mnie spełniła wola Boża i czuję się przy tym całkowicie szczęśliwy. Byłbym Wam wdzięczny, jeśli byście modlitwą wspierali moje nastawienie” – pisał w czerwcu 1942 r. I dwa miesiące później: „Uspokój, proszę, moich krewnych, zwłaszcza siostrę, że nie potrzebuje martwić się o mnie. Na razie jestem zdrowy, reszta i przyszłość jest w ręku Boga. Pracy mogę jeszcze bez trudności podołać. Warunki atmosferyczne są w tym roku nieszczególne. Często mamy deszcz, a rano jest zimno jak w październiku. Do wszystkiego się można przyzwyczaić i wszystkiego można się nauczyć znosić”. Gdy to pisał, miał przed sobą niespełna pięć miesięcy życia.

Biskup Michał Kozal zmarł 26 stycznia 1943 r. w obozowym bloku chorych zwanym rewirem. Wraz z nim leżał tam jego stryjeczny brat o. Czesław Kozal. Był świadkiem, jak obozowy lekarz i jeden z sanitariuszy robią wycieńczonemu więźniowi zastrzyk. „Teraz będzie mu łatwiej na drodze do wieczności” – miał powiedzieć jeden z nich. W oficjalnym zawiadomieniu do rodziny napisano, że zmarł na tyfus, a jego ciało spalono w krematorium 30 stycznia. Powszechną praktyką było jednak dobijanie chorych zastrzykami z fenolu lub benzyny. Ojciec Czesław wspominał jeszcze: „Jego przyjaciel i powiernik, ks. Franciszek Korszyński, odprawił potajemnie na bloku Mszę św. i ujawnił tajemnicę, jaką mu powierzył jeszcze w Lądzie biskup Michał Kozal: złożyłem Bogu w ofierze swoje życie, ażeby przez to odwrócić klęski od Kościoła i Polski”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem