Reklama

Dziś Poniedziałek Wielkanocny i Śmigus-Dyngus

2017-04-17 09:00

maj / Warszawa

Fotolia.com

Z Poniedziałkiem Wielkanocnym - drugim dniem Świąt Zmartwychwstania Pańskiego - wiąże siętradycja Śmigusa-Dyngusa. Śmigus i Dyngus to dwa odrębne obyczaje, które praktykowane byłyjednego dnia. Dlatego z czasem ich nazwy się połączyły.

Dyngusem nazywano datek dawany przez gospodynie mężczyznom chodzącym w Poniedziałek Wielkanocny po domach, składającym życzenia świąteczne i wygłaszającym oracje i wiersze o męce Pańskiej, czy też komiczne parodie. W zamian za to otrzymywali jajka, wędliny i pieczywo.

Śmigus z kolei to obyczaj polewania się wodą w Poniedziałek Wielkanocny. Stąd też nazwa "lany poniedziałek". Zwyczaj prawdopodobnie ma korzenie pogańskie i wiąże się z radością po odejściu zimy oraz z obrzędami mającymi zapewnić urodzaj i płodność.

Chrześcijaństwo dodało do tego oczyszczającą symbolikę wody, a także tradycję, zgodnie z którą oblewanie wodą jest pamiątką rozpędzania tłumów, które gromadziły się w poniedziałek, rozmawiając o Zmartwychwstaniu Chrystusa.

Reklama

W Poniedziałek Wielkanocny gospodarze o świcie wychodzili w pola i kropili je wodą święconą, żegnali się przy tym znakiem krzyża i wbijali w grunt krzyżyki wykonane z palm poświęconych w Niedzielę Palmową, co miało zapewnić urodzaj i uchronić plony przed gradobiciem. Pola objeżdżano w procesji konnej.

Wodą oblewano jednak przede wszystkim młode dziewczęta. Nieoblana panna była zdenerwowana i zaniepokojona, gdyż oznaczało to brak zainteresowania ze strony miejscowych kawalerów.

Poniedziałek Wielkanocny to drugi dzień Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Największe święta chrześcijańskie, takie jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie obchodzi się przez dwa dni, aby móc głębiej rozważać te tajemnice wiary.

Tagi:
Wielkanoc dyngus

Dyngusowe zabawy

2017-04-11 10:22

A. D.
Edycja kielecka 16/2017, str. 8

T.D.
Lany poniedziałek, eksponaty MWK

Z dawien dawna na świętokrzyskiej wsi istniało przekonanie, że w Wielkanocny Poniedziałek nikt nie powinien pozostać suchy, nawet osoby chore, leżące w łóżkach. Najobficiej polewano panny, ale i młode mężatki nie uchroniły się od istnych potoków wody.

I nie zastanawiano się nad genezą tego obyczaju. Nieoceniony ks. Benedykt Chmielowski w „Nowych Atenach” wywodził lany poniedziałek od … śmierci Wandy; jej przyboczne „damy” żałując śmierci swojej pani w nurtach Wisły, solidarnie, a obficie miały oblewać się wodą.

W XIX wieku były powszechnie znane dwie interpretacje tego obyczaju. Według opinii Oskara Kolberga „schodzących się i rozmawiających o Zmartwychwstaniu Chrystusa Żydzi wodą z okien oblewali dla rozpędzenia z kupy i przytłumienia takich powieści” (O. Kolberg, „Dzieła wszystkie. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce”, t. 19. Kieleckie, cz.2, Kraków 1886). Druga interpretacja łączy obyczaj z ceremoniałem chrzcielnym.

W badaniach przeprowadzonych przez studentów kieleckich w latach 90. XX wieku pojawiły się następujące opinie: „Na pamiątkę św. Doroty, która była zamrożona w wodzie”; „oblewają się wodą na pamiątkę chrztu Pana Jezusa”; „lejek jest na pamiątkę, że po umęczeniu Pana Jezusa jego uczniowie zbierali się i rozmawiali o Nim, a Żydzi rozpędzali ich, lali ich wodą” (H. Mielicka „Kultura obyczajowa mieszkańców wsi kieleckiej XIX i XX wieku”, WSP, Kielce 1995).

Jeszcze w XX wieku w Wielkanocny Poniedziałek w Krajnie rankiem lub wczesnym popołudniem chłopcy lub gospodarze obchodzili pola i stawiali na nich krzyżyki (które miały chronić od burz). W Krajnie zawsze było ich dwunastu – na pamiątkę apostołów. Podobnie czyniono w Wilkowie i Mirocicach.

Pierwsze udokumentowane wzmianki o zwyczajach śmigusowo-dyngusowych w Polsce pochodzą z XV wieku, z ustaw synodu diecezji poznańskiej przestrzegających przed praktykami mającymi grzeszny podtekst: „Zabraniajcie, aby w drugie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet, a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarunki, co pospolicie się nazywa dyngować”. W jednym z XV-wiecznych kazań kościelnych zapisano: „Wczoraj spowiadali się, jutro biegną do domów, po izbach, napastując dobrych ludzi…”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bodzanów: bp Libera modlił się za ofiary wypadku drogowego

2018-06-21 20:58

eg / Bodzanów (KAI)

Biskup płocki Piotr Libera modlił się 21 czerwca za ofiary wypadku drogowego, w którym 18 czerwca zginęło dwoje diecezjan – seniorów z Bodzanowa w diecezji płockiej, jadących na wycieczkę do Trójmiasta. „Poszkodowani w wypadku nie mogą pozostać sami ze swym bólem i cierpieniem” – podkreślił biskup.

Maciek 86/wikipedia.pl
Bp Piotr Libera

Bp Piotr Libera wziął udział w nabożeństwie czerwcowym w kościele parafii pw. św. Piotra i Pawła w Bodzanowie. Zawierzył Jezusowi Chrystusowi troski osób poszkodowanych w wypadku i ich rodzin.

Proboszcz parafii ks. Tomasz Mazurowski zapewnił, że wspólnota parafialna codziennie modli się w intencji uczestników tragicznego wypadku, z udziałem parafian - członków Klubu Seniora w Bodzanowie.

Po nabożeństwie odbyło się spotkanie z władzami gminy Bodzanów, z udziałem przewodniczącego rady gminy Pawła Różańskiego i wójta gminy Jerzego Staniszewskiego. Włodarz gminy zapewnił, że seniorzy stanowią ważną część społeczności gminy, że są jej „oczkiem w głowie”.

Bp Piotr Libera powiedział, że trzeba zjednoczyć siły, aby osoby poszkodowane w wypadku nie czuły się pozostawione same sobie. Podziękował parafii i władzom samorządowym za wrażliwość na ich los, za okazaną empatię: „Ważne, żeby osoby po dramatycznych przeżyciach nie zostały same ze swym cierpieniem i bólem” – stwierdził hierarcha.

Zaznaczył też, że ma świadomość, iż poszkodowani będą mieć kolejne potrzeby. Zaoferował pomoc medyczną czy materialną z Caritas Diecezji Płockiej.

50-osobowa grupa seniorów z Klubu Seniora w Bodzanowie 18 czerwca jechała na wycieczkę turystyczną do Trójmiasta. W Konstantynowie koło Aleksandrowa Kujawskiego, na drodze krajowej 91 łączącej Łódź z Gdańskiem, doszło do wypadku autokaru. Na miejscu zginęły dwie 65-letnie kobiety. Wśród 16 rannych są osoby w stanie ciężkim. Osoby w najgorszym stanie zostały przewiezione do szpitali w pobliskich miastach. Przyczyny wypadku bada Policja i powołany do tego celu biegły.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Prof. Alojzy Gryt - autor ołtarza na przyjazd Jana Pawła II w 1983 r.

2018-06-21 22:42

Agnieszka Bugała

Wysokie stopnie ołtarza, forma prostokąta z wyciętym krzyżem. Chcieliśmy włączyć teren całego hipodromu w przeżywanie tego spotkania z Papieżem. Mieliśmy zamiar w różnych miejscach postawić drewniane krzyże, aby nie mocować ich w ziemi, obsypywaliśmy belki kamieniami. Chcieliśmy, aby ludzie mieli krzyże w rękach, podnosili je do góry. Znajomi artyści, rzemieślnicy, przyjaciele zrobili krzyże i rozdawali na miejscu. Ja również mam w domu krzyż – pamiątkę wizyty Jana Pawła II – mówi prof. Alojzy Gryt, wybitny rzeźbiarz, autor szklanego „Zdroju” na wrocławskim rynku. W 1983 r. współautor papieskiego ołtarza na Partynicach.

DK Rybnik
Prof. Alojzy Gryt

Dwa lata przed wizytą Papieża kard. Gulbinowicz zwrócił się do nas – Józefa Sztajera, Leona Podsiadłego i do mnie, Alojzego Gryta – byśmy podjęli się zadania zbudowania ołtarza na przyjazd Jana Pawła II. Przedstawiliśmy kilka projektów decydując, że niezależnie od tego, który z nich wybierze Kardynał, będziemy pracować w takim składzie. Były rysunki, modele, wszystko zgodnie z procedurą. To był stan wojenny, odmienne warunki działania, ale dobry kontakt z kurią. Przygotowaliśmy dokumentację projektową – ważny był czas, nie można było zwlekać, 26 metrów wysokości, wiązanie betonu. Konstrukcja nie była zabetonowana w ziemi – na to nie było czasu. Pracownik z kurii, który nam pomagał i odpowiadał za konstrukcję, wpadł na pomysł, aby obciążyć wszystko gotowymi elementami z zewnątrz, to skróciło czas. I było rozwiązaniem genialnym. Pomysły władzy Pojawiła się myśl, że konieczne będą napisy o ziemiach odzyskanych. Władze nalegały, aby treści „zawsze z macierzą” znalazły się na placu. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w czasie rodzącej się wyrazistości politycznej to pomysł niedobry, próbowaliśmy go obejść. Mieliśmy informacje, że telewizja musi mieć swój przejazd, aby transmitować Papieża. Sprzęt telewizyjny nie był tak sprawny, aby z odległości dwustu, trzystu metrów obraz pozostawał nadal w wysokiej ostrości. Wiedząc o tym w taki sposób ustawiliśmy plansze, odpowiednio daleko od ołtarza, aby nie było możliwości skojarzenia ich treści z ołtarzem. Operator nie mógł tego pokazać razem. Idea i Chrystus Idea to negatyw krzyża i Chrystus zmartwychwstały. Krzyż – prostopadłościan, drewniana konstrukcja obłożona płytami i pomalowana farbą. Na gruncie wrocławskim w tamtym czasie Zmartwychwstałego przedstawiało się w bieli, nie było koloru. Doszliśmy do wniosku, że ten Chrystus też będzie biały, ale, jak w gotyku, w szacie czerwonej. Zrobiliśmy model – nie można było wykonać figury w kamieniu, czasowych elementów tak się nie projektuje. Powstał metalowy szkielet z prętów. Później obłożono go jutą moczoną w kleju wikolu, dodatkowo wzmocniono gipsem połączonym z klejem. W klejeniu figury pomagali nam inni koledzy ze szkoły na Traugutta, ponieważ jej rozmiar był rzeczywiście duży, nie dalibyśmy w trójkę rady. Biały nie chce być czerwonym Kupiliśmy drogie farby i... zaczęły się problemy. Każdy kontakt koloru z tą białą, gipsowo-klejową figurą przynosił nie taki efekt, jaki początkowo zaplanowaliśmy. Nie wiedzieliśmy, na czym to niedopasowanie polega. Chlapaliśmy farbą, aby się przyzwyczaić. Grupa młodszych kolegów przyglądająca się naszej pracy mówiła: świetnie, tak po meksykańsku. Ale ten „meksyk” nas nie uspokajał. Poszliśmy z Podsiadłym do Kardynała i powiedzieliśmy mu, że spróbujemy jednak tak współcześnie, w bieli. Kardynał na to: A co mówiliście przedtem? No, że czerwony. To nie wymyślajcie, tylko zróbcie tak, jak było na początku. Decyzja zapadła. Wróciliśmy do pracowni, czasu było niewiele i metodą prób i błędów, trochę bez przekonania, pokryliśmy płaszcz czerwoną farbą. Wieczorem przed dniem, w którym dźwig miał zawieźć figurę na Partynice, odczuwałem wielki niepokój i niepewność. To zbyt ważna praca, aby nie być pewnym, że jest dobrze. Rano poprosiłem żonę, aby pojechała ze mną na Traugutta i jeszcze przed zdjęciem ze ściany zobaczyła całość. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że chyba jest dobrze. Dźwig miał trudną pracę do wykonania i ekipa ludzi, którzy musieli linami zabezpieczać figurę przed odchyleniem podczas zdejmowania jej ze ściany również. Jednak kiedy nastąpiło tąpnięcie, wszyscy gwałtownie odskoczyli i puścili liny. Zostaliśmy tylko my trzej, trzymając je kurczowo i ratując tym samym owoc naszej pracy. Chrystusowi obił się palec, ale to była drobna sprawa.

Chrystus jechał na Partynice przez całe miasto. Tam dźwig podniósł figurę, aby ją zainstalować na krzyżu. Kiedy wspinała się coraz wyżej, stojąc na ziemi poczułem ogromną satysfakcję i pewność: tak, to jest świetne. Skala miejsca, właściwa perspektywa – tego brakowało w pracowni. W przygotowaniu ołtarza decydowały detale: kwiaty, kolory. Pamiętam, że pomalowaliśmy na biało czarne kable mikrofonów, aby zespalały się z resztą tła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem