Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Binyam

Jasna Góra: Grób Pański z jubileuszem koronacji

2017-04-15 12:22

it / Częstochowa / KAI

BPJG Marek Kępiński

O jubileuszu 300-lecia koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej przypomina dekoracja Grobu Pańskiego na Jasnej Górze. Stanowić ma zachętę do dziękczynienia Bogu za dar Matki dla naszej Ojczyzny. Maryja w jasnogórskiej Ikonie, udekorowana królewskimi szatami, spogląda z zatroskaniem na Ciało Syna obecnego w Najświętszym Sakramencie.

Na dekorację tegorocznego Grobu Bożego w jasnogórskim Sanktuarium składają się dużych rozmiarów przedstawienia sukienek i koron, które na przestrzeni wieków składano „Czarnej Madonnie”. Sukienki są wyrazem czci do Maryi i rozszerzania się Jej kultu. Prawdopodobnie od XV lub I poł. wieku XVI, obraz ozdabiany był także koronami.

Zwyczaj zawieszania darów wotywnych bezpośrednio na obrazie, w postaci klejnotów ugruntował się w ciągu XV wieku w oparciu o starszą tradycję. Właściwe „sukienki obrazu”, w ich dzisiejszej lub zbliżonej formie, pojawiają się dopiero od II poł. wieku XVII. Pierwsze cztery, opisane szczegółowo w inwentarzu skarbca z 1685, od najbardziej charakterystycznych ozdób nazywane były sukienkami: Imienia Jezus, Pelikana, Ducha Św. oraz Imienia Marii. Wykonał je br. Klemens Tomaszewski, hafciarz jasnogórski.

Następne, sprawione w 1719-22 przez Konstantego Moszyńskiego, przeora jasnogórskiego wykonał (lub raczej przerobił zmieniając kompozycję klejnotów z dodaniem nowszych wot) br. Jan Makary Sztyftowski, złotnik jasnogórski. Te same sukienki opisane są w inwentarzu skarbca z 1731 i w następnych jako Diamentowa, Perłowa, Rubinowa i Łańcuszkowa, były kilkakrotnie przerabiane. Sukienka Łańcuszkowa została zabrana do Warszawy w 1831 roku na potrzeby Powstania Listopadowego, Perłowa została skradziona w 1909 wraz z koronami od papieża Klemensa XI najprawdopodobniej przez oficerów carskich stacjonujących na Jasnej Górze.

Reklama

Aktualnie jest dziewięć sukienek na oryginał Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej i wszystkie pokazane są w dekoracji Grobu Bożego. Dodatkowo zobaczyć możemy także Wizerunek Maryi bez ozdób.

Plansze rozstawione są w Kaplicy Matki Bożej w prezbiterium i tuż za kratami. Pokazane są na nich: sukienka brylantowa, zwana też diamentową; sukienka wierności, przeznaczona na okres Adwentu i Wielkiego Postu, na niej najwięcej jest biżuterii ozdobionej rubinami, które ze względu na czerwony kolor symbolizują Mękę Chrystusa; sukienka koralowa z 1910 roku, dar kobiet ziemi kieleckiej - jako ekspiacja po kradzieży sukienki i koron w 1909 r.; sukienka milenijna, zwana też sukienką tysiąclecia, wykonana w związku z uroczystościami Millenium - Tysiąclecia Chrztu Polski; sukienka koralowa; sukienka sześćsetlecia, zwana też koralowo-perłową, wykonana z racji jubileuszu 600-lecia obecności Cudownego Obrazu na Jasnej Górze; sukienka bursztynowo-brylantowa, zwana też sukienką zawierzenia Totus Tuus z 2005 roku jako wotum z okazji 350. rocznicy Obrony Jasnej Góry przed Szwedami i dziękczynienia za życie i pontyfikat Jana Pawła II; sukienka wdzięczności i miłości, cierpienia i nadziei narodu polskiego z 2010 roku, ufundowana przez naród polski z okazji 100-lecia koronacji Cudownego Obrazu.

W związku z trwającym Rokiem Jubileuszowym 300-lecia Koronacji Obrazu Matki Bożej oryginał Wizerunku Maryi i Dzieciątka zdobi suknia diamentowa. Na tej sukience są bowiem fragmenty, znanych z ikonografii, koron władysławowskich. - To była taka pierwsza koronacja, ale jeszcze nie dekretem papieża. Biżuteria z tych koron zdobi sukienkę Dzieciątka - powiedział o. Stanisław Rudziński, historyk sztuki.

Korony te zostały zdjęte z Obrazu zapewne w 1717 r. w związku z koronacją Wizerunku diademami papieża Klemensa XI. Prawdopodobnie poszczególne elementy dekoracji jubilerskiej właśnie z koron ofiarowanych przez króla Władysława IV przeniesione zostały na szytą klejnotami sukienkę, gdzie po upływie prawie trzech stuleci zostały odnalezione i przypomniane przez Ewę Smulikowską w trakcie prowadzonej w latach 1968 -78 inwentaryzacji zabytków sztuki Jasnej Góry.

Pochodząca z XVII wieku suknia brylantowa była przeznaczona na największe uroczystości i święta kościelne. Zdobiona jest klejnotami wysadzanymi głównie diamentami lub kamieniami w typie diamentów. Mieni się setkami brylantów, emaliowanych rozet, brosz, różnych zawieszeń.

Na Cudownym Obrazie nadal pozostały korony papieskie „Totus Tuus”, które Ojciec Święty Jan Paweł II pobłogosławił i przekazał dla jasnogórskiego wizerunku dzień przed śmiercią, 1 kwietnia 2005 r.

Jak zwykle dopełnieniem dekoracji Grobu Bożego na Jasnej Górze są kwiaty i zieleń. Samych róż w kolorze biało-czerwonym jest 2 tysiące sztuk.

Specyfiką Grobów jasnogórskich jest to, że pozostają one tylko do niedzielnego poranka i po procesji rezurekcyjnej właściwie nie ma po nich śladu. – To mobilizuje nas do wielkiego wysiłku, by przygotować tę dekorację w elementach łatwych do wyniesienia z Kaplicy – podkreślił o. Kraszewski.

Tradycja dekorowania Grobu Pańskiego na Jasnej Górze sięga czasów II wojny światowej. Wówczas przygotowywał go kościelny, ale jego wystrój był bardzo skromny. Potem, gdy w Sanktuarium przebywali paulińscy klerycy, groby były papierowe i nieco bogatsze. Były w nich nawet przyniesione przez wiernych kanarki w klatkach, które naturalnym śpiewem tworzyły szczególny klimat.

Kilkanaście lat temu do celów dekoracyjnych zaczęto wyznaczać ojców lub braci, którzy wykazują plastyczne zdolności i oprócz Grobu Pańskiego przygotowują też znaną w całej Polsce bożonarodzeniową szopkę. Grób Pański pozostanie w Kaplicy Matki Bożej tylko do poranka Niedzieli Zmartwychwstania, skąd o 6.00 wyruszy procesja rezurekcyjna.

Tagi:
grób groby Pańskie

Radom: odkryto mogiły żołnierzy z kampanii wrześniowej

2017-11-16 17:02

rm (KAI) / Radom / KAI

Na najstarszej nekropolii w Radomiu przy ulicy Limanowskiego odkryto niespodziewanie mogiły polskich żołnierzy, pochowanych w bezimiennych grobach. Dzisiejszy wygląd wojskowej kwatery nie odpowiada układowi grobów w ziemi. Do tej pory sądzono, że szczątki złożono w wyznaczonych kwaterach, tymczasem badania, przeprowadzone za pomocą georadaru, wykazały, że znajdują się one pod płytami chodnikowymi.

Bożena Sztajner/Niedziela

Badania te przeprowadzii dziennikarze programu telewizyjnego "Było, nie minęło". Zaskoczenia wynikami nie kryje ks. Piotr Zamaria, dyrektor cmentarza przy ulicy Limanowskiego. "Mogiły znajdują się pod chodnikami a ułożono je tam w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Będziemy rozmawiać z IPN, aby zmienić wygląd tej wojskowej kwatery, by uszanować pamięć poległych żołnierzy" - powiedział ks. Zamaria.

Od roku posiada on listy z ponad 200 nazwiskami żołnierzy poległych w czasie kampanii wrześniowej w 1939 r. Część pochowanych zmarła w szpitalu wojskowym w Radomiu w wyniku odniesionych ran w czasie walk z Niemcami. Żołnierze są pochowani w kwaterze 14, przy betonowych mieczach rycerskich wbitych w ziemię.

Wykaz ten przekazał Jan Rejczak - polityk, nauczyciel akademicki, były wojewoda radomski i poseł. Spis z nazwiskami pochowanych żołnierzy miał zostać zniszczony, ale przypadkiem trafił w ręce anonimowej osoby, która następnie oddała ją Janowi Rejczakowi, a ten kapłanowi.

"Szybko zorientowałem się, że jest to lista żołnierzy pochowanych na naszym cmentarzu. Są oni wymienieni z imienia i nazwiska, stopnia wojskowego. Jest również wpisana data śmierci. Prawdopodobnie jest to jedyny taki wykaz, który zachował się do współczesnych czasów. Na dokumencie zostały dopisane ręcznie rzędy i numery grobów" - opowiada ks. Zamaria.

Z dokumentów wynika, że w kwaterze 14a pochowano 207 żołnierzy. Dokumenty są na tyle precyzyjne, że możliwe będzie odtworzenie grobów i przypisanie do nich nazwisk. Obecny wygląd kwatery zmienił się bowiem w latach 80-tych ubiegłego wieku. Z pięciu rzędów grobów zostały cztery. "Krótko mówiąc, dzisiejszy wygląd kwatery nie odpowiada układowi grobów w ziemi" - oświadczył kapłan.

Na terenie nekropolii przy Limanowskiego w Radomiu - oprócz grobów indywidualnych - znajdują się mogiły zbiorowe wojskowych polskich. Są to: kwatera legionistów (groby legionistów polskich z lat 1914-18), pole grobowe polskich żołnierzy poległych w latach 1919-20, z szeregiem anonimowych krzyży (łącznie 93), groby żołnierzy 72. pułku piechoty poległych w 1939 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

XXIII Zimowe Igrzyska Olimpijskie Pjongczang 2018

2018-02-20 17:36

W Korei Południowej odbywają się XXIII Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Zdjęciami z tego wydarzenia ze swojego prywatnego archiwum podzielił się ks. Edward Pleń, krajowy duszpasterz sportowców.

Z archiwum ks. Plenia
Zobacz zdjęcia: XXIII Zimowe Igrzyska Olimpijskie
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bł. biskup Michał Kozal – patron trudnych czasów

2018-02-21 10:36

Bernadeta Kruszyk / Gniezno (KAI)

W tym roku mija 100. rocznica święceń kapłańskich bł. biskupa Michała Kozala, byłego rektora gnieźnieńskiego seminarium duchownego, biskupa pomocniczego diecezji włocławskiej, męczennika Dachau. Święcenia przyjął 23 lutego 1918 roku w katedrze gnieźnieńskiej z rąk biskupa Wilhelma Kloske.


Bł. bp Michał Kozal

To jedna z najświatlejszych postaci ubiegłego wieku. Znakomity proboszcz wiejskiej parafii cieszący się niekłamanym szacunkiem i uznaniem wiernych. Następnie wieloletni duszpasterz młodzieży w Bydgoszczy, cieszący się powszechnym uznaniem swojego środowiska nie tyko nauczycielskiego, ale także społeczeństwa przedwojennej Bydgoszczy. Wreszcie wzorowy ojciec duchowny, a potem wieloletni rektor seminarium w Gnieźnie odpowiedzialny za kształcenie młodzieży z archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej. Jako kapłan bł. Michał Kozal jest związany z archidiecezją gnieźnieńską, jako biskup z diecezją włocławską, a jako duszpasterz z najmłodszą w metropolii diecezją bydgoską, której jest też głównym patronem.

Urodził się 25 września 1893 r. w rodzinie rolników, w niewielkiej wielkopolskiej wsi Nowy Folwark pod Krotoszynem. Wychował się w duchu głębokiej wiary. Już jako uczeń krotoszyńskiego gimnazjum odznaczał się głęboką pobożnością i patriotyzmem. Działał w zakazanym przez zaborców stowarzyszeniu filomatów i filaretów. Gdy po ukończonej z wyróżnieniem nauce władze pruskie zaproponowały mu stypendium rządowe na wybranym kierunku studiów, odmówił. Miał jasno sprecyzowany cel – kapłaństwo. Święcenia przyjął 23 lutego 1918 r. w Gnieźnie z rąk biskupa Wilhelma Kloske. Posługę duszpasterską rozpoczął jako wikariusz i katecheta w Bydgoszczy. Był też wikariuszem w Kościelcu, Pobiedziskach i administratorem w Krostkowie. Jako 36-latek został rektorem gnieźnieńskiego seminarium duchownego.

Przełożeni szybko doceniali jego intelekt i duchowe przymioty. W piśmie przekazującym Stolicy Apostolskiej prośbę o biskupa pomocniczego dla diecezji włocławskiej ówczesny nuncjusz apostolski w Polsce abp. Filippo Cortesi pisał: „(…) ks. Kozal jest doskonałym kandydatem na objęcie rządów diecezji (…) Dziesięć lat pełnienia delikatnej posługi rektora pozwoliły lepiej poznać jego zalety jako kapłana pobożnego, o dużej wiedzy, gorliwego, który nie zaniedbuje żadnego ze swoich obowiązków (…)”. A prymas Polski kard. August Hlond opiniował: „Okazuje zamiłowanie do życia duszpasterskiego. Wiele razy prosił mnie, by mu powierzyć parafię. Głosi bardzo głębokie homilie, z elegancją, zawsze dobrze przygotowany. Gdy chodzi o doktrynę, jest jak nikt inny głęboki. Okazuje żywy i głęboki szacunek dla Kościoła i Stolicy Apostolskiej (…) Ogólnie można powiedzieć, że ks. Kozal (…) jest jednym z najbardziej godnych kapłanów archidiecezji gnieźnieńskiej, wyróżniając się duchem kościelnym, systematyczną i solidną pracą, budującą głęboką pobożnością, zdrową i stroniącą od pozorowania”.

Nominację na biskupa pomocniczego we Włocławku ogłoszono12 czerwca 1939 r. Sakrę biskupią ks. Michał Kozal przyjął 13 sierpnia – 18 dni przed wybuchem II wojny światowej. Nie zdążył nawet przygotować swojego herbu biskupiego. A pierwsza z czynności biskupich – bierzmowanie we włocławskiej parafii pw. św. Jana, okazała się ostatnią sprawowaną na wolności. Mimo rad stacjonujących w jego domu oficerów Wojska Polskiego nie wyjechał. W pierwszych tygodniach wojny widywano go na ulicach miasta, jak udzielał pomocy sanitarnej i duchowej. Długie godziny spędzał w konfesjonale w klasztorze franciszkanów. Załatwiał pracę ratując ludzi przed wywózką. W zastępstwie przebywającego na emigracji bp. Karola Radońskiego – biskupa włocławskiego, odrzucił żądania Niemców odnośnie sprawowania Mszy św. w języku niemieckim. Był nieugięty. 7 listopada 1939 r. przyszło po niego Gestapo. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy. Później, już z obozu w Dachau, pisał: „Z ubioru mam oczywiście to, co miałem na sobie, resztę rozdałem w Inowrocławiu”.

Inowrocław był trzecią stacją więziennej drogi krzyżowej bp. Michała Kozala. Pierwszą był areszt we Włocławku, gdzie został odizolowany od innych księży i tylko dlatego, że był biskupem, spał na betonie. Później, wraz z innymi, został wywieziony do Lądu, gdzie miejscowy klasztor hitlerowcy zamienili na obóz przejściowy dla duchowieństwa. Przebywał tam od stycznia 1940 do lipca 1941 r. Nie chciał, aby wnoszono jakieś prośby czy błagania o uwolnienie. Jak pisał w nocie wysłanej do Watykanu nuncjusz Cesare Orsenigo, biskup Kozal był pogodzony z internowaniem i pragnął tylko, aby stało się zadość sprawiedliwości.

Z Lądu przewieziono go do wspomnianego Inowrocławia. Skutki pobicia przez strażników odczuwał jeszcze długo, cierpiąc m.in. na ustawiczne zapalenie ucha środkowego. Później był Berlin, gdzie do miejscowego więzienia prowadzono go jak zbrodniarza, w kajdanach, i dalej Halle, Weimar, Norymberga i w końcu Dachau. W obozie spotkał wielu wychowanków. Jeden z nich, ks. Jan Wolniak, przypomniał mu pytanie, jakie jeszcze jako rektor zadał podczas rozmowy przed przyjęciem do seminarium: „Proszę pana, jeśli kard. Hlond przyjmie pana do seminarium, a potem przy pomocy łaski Bożej zostanie pan kapłanem, czy mógłby już dziś powiedzieć, że będzie gotowy dać dla Chrystusa wszystko, a nawet umrzeć jako męczennik?” – To wszystko się teraz wypełni” – odparł ze spokojem bp Kozal. Często też mówił do kapłanów: „Pamiętacie nasze piątkowe drogi krzyżowe. Tam wam przewodziłem w sutannie, w komży i stule. Dziś tu przewodniczę wam w pasiaku. To cała różnica. Trzeba byśmy to specjalnie przeżyli. Bóg ma specjalne zamiary”. I jeszcze: „Od przegranej orężnej bardziej przeraża upadek ducha. Wątpiący staje się mimo woli sojusznikiem wroga. Tchórzostwo, jako szczególny rodzaj zwątpienia jest matką wszelkich zaniechań, ucieczek i zdrad”.

Nigdy nie pozwalał się wyręczać w pracy, podsuwane mu jedzenie kazał oddawać innym, bardziej chorym. Przed Wielkanocą 1942 r. pisał w liście: „Przed rokiem przeżyłem Wielki Piątek i Święta Wielkanocne w Berlinie w więzieniu policyjnym na Pl. Aleksandra. Właśnie tam odczułem szczególnie, jak cierpienie zbliża nas do Zbawiciela i odczuć pozwala, co znaczy być kapłanem. Tym razem ten pełen tajemnic dzień spędzę w obozie koncentracyjnym. Mam nadzieję, że Zbawiciel nie odmówi mi swej łaski i będzie ze mną”. I jeszcze w maju tego samego roku stwierdził: „Życie byłoby niełatwe do zniesienia, gdybyśmy nie czerpali pociechy i sił z naszej całej postawy duchowej. Teraz rozumie się doskonale, co to znaczy zakotwiczyć swoją osobowość w Chrystusie i Jego kapłaństwo przeżywać w cierpieniu. Jest się Panu Bogu głęboko wdzięcznym właśnie za to”.

W listach z Dachau zawsze pytał o innych – o siostrę, krewnych, kapłanów, znajomych, diecezję. O sobie pisał niewiele, a jeśli już, to tyle, żeby się o niego nie martwić. „O mnie się nie troskajcie. Czuję się zdrowy i mogę jeszcze podołać pracy. Zresztą od samego początku tak się nastawiłem tutaj, żeby się na mnie spełniła wola Boża i czuję się przy tym całkowicie szczęśliwy. Byłbym Wam wdzięczny, jeśli byście modlitwą wspierali moje nastawienie” – pisał w czerwcu 1942 r. I dwa miesiące później: „Uspokój, proszę, moich krewnych, zwłaszcza siostrę, że nie potrzebuje martwić się o mnie. Na razie jestem zdrowy, reszta i przyszłość jest w ręku Boga. Pracy mogę jeszcze bez trudności podołać. Warunki atmosferyczne są w tym roku nieszczególne. Często mamy deszcz, a rano jest zimno jak w październiku. Do wszystkiego się można przyzwyczaić i wszystkiego można się nauczyć znosić”. Gdy to pisał, miał przed sobą niespełna pięć miesięcy życia.

Biskup Michał Kozal zmarł 26 stycznia 1943 r. w obozowym bloku chorych zwanym rewirem. Wraz z nim leżał tam jego stryjeczny brat o. Czesław Kozal. Był świadkiem, jak obozowy lekarz i jeden z sanitariuszy robią wycieńczonemu więźniowi zastrzyk. „Teraz będzie mu łatwiej na drodze do wieczności” – miał powiedzieć jeden z nich. W oficjalnym zawiadomieniu do rodziny napisano, że zmarł na tyfus, a jego ciało spalono w krematorium 30 stycznia. Powszechną praktyką było jednak dobijanie chorych zastrzykami z fenolu lub benzyny. Ojciec Czesław wspominał jeszcze: „Jego przyjaciel i powiernik, ks. Franciszek Korszyński, odprawił potajemnie na bloku Mszę św. i ujawnił tajemnicę, jaką mu powierzył jeszcze w Lądzie biskup Michał Kozal: złożyłem Bogu w ofierze swoje życie, ażeby przez to odwrócić klęski od Kościoła i Polski”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem