Reklama

Obywatelski zakaz zabijania małych Polaków

2017-04-08 15:45

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak

Fundacja Życie i Rodzina poinformowała o nowej inicjatywie ustawodawczej, której celem jest lepsza ochrona życia. - Do tej pory politycy partii rządzącej tylko mówią, że są za życiem, ale nic w tej sprawie nie robią – powiedziała dziś pod sejmem Kaja Godek z zarządu fundacji.

Obecnie trwają konsultacje i nie wiadomo jeszcze jaki dokładnie kształt będzie miała ustawa, pod którą podpisywać się będą Polacy. Pewne jest jednak, że projekt będzie zakładał zmianę prawa tak, aby lepiej chroniło życie, niż jest to obecnie. - Polacy nie zgadzają się, aby w ich kraju zabijano miesięcznie ok. 100 dzieci tylko dlatego, że podejrzewa się u nich chorobę lub zostały poczęte nie w takich okolicznościach, w jakich byśmy chcieli. One są niewinne i chcemy zmienić prawo tak, aby je chronić przed nieludzką śmiercią – powiedziała „Niedzieli” Kaja Godek.

Przypomniała, że w październiku 2015 Polacy odesłali sejmową lewicę poza parlament. - Polacy nie zrobili tego bez powodu. Do parlamentu dostał się skład polityków, którzy opowiadali się za wartościami podstawowymi naszej cywilizacji. Mimo tego przez 1,5 roku nic się nie zmieniło. Nie zostało uchwalone prawo, które chroniłoby życie nienarodzonych dzieci – mówiła podczas konferencji pod sejmem Kaja Godek. - Nienarodzone dzieci są grupą obywateli najbardziej poszkodowanych. One są wyjęte spod prawa, skazane na śmierć tylko dlatego, że ktoś zdiagnozował u nich jakąś wadę, albo poczęły się nie w takich okolicznościach, w jakich byśmy chcieli.

Reklama

Na jesieni 2016 roku jeden projekt obywatelski został odrzucony, a drugi został zamrożony w sejmie i nikt nad nim nie proceduje. - Trzeba kolejny raz pokazać, że postulat zakazu zabijania małych Polaków jest nadal aktualny – podkreśliła Godek. - Suma podpisów z lat ubiegłych przekracza 2 miliony. My chcemy zebrać kolejny milion podpisów, aby skutecznie poruszyć sumienia posłów.

Podczas konferencji prasowej głos zabrała również Lidia Sankowska-Grabczuk, reprezentująca Fundację "Ster na Miłość". - Zebrałyśmy się jako kobiety, żony i matki, które reprezentują miliony obywateli i na pewno większość Polek. Nie możemy patrzeć jak w Polskich szpitalach codziennie morduje się troje bezbronnych dzieci, a w skali roku ta liczba grubo przekracza ponad tysiąc – powiedziała Lidia Sankowska-Grabczuk. - Będziemy walczyć o życie dzieci dopóki dopóty się ta sytuacja nie zmieni. Chcemy, aby każdy Polak i każda Polka mieli takie samo prawo do życia. Walczymy o równe prawa dla wszystkich kobiet, również tych chorych i bezbronnych.

Przypomniała ona, że politycy, którzy mają wpływ na stanowione prawo mówią, że są zwolennikami ochrony życia, ale nic z tym nie robią. - Niestety spotykamy się z hipokryzją, bo przecież zakaz aborcji nie jest kwestią światopoglądu, ale jest odzwierciedleniem prawa naturalnego. Po prostu każdy ma prawo do życia, a ludzi nie wolno zabijać – powiedziała Lidia Sankowska-Grabczuk.

Obecnie nie są znane szczegóły projektu, który na jesieni trafi do sejmu. Na pewno będzie on lepiej chronił życie nienarodzonych dzieci, ale nie będziecie też w nim mowy o karalności kobiet, który stał się pretekstem odrzucenia ustawy złożonej w zeszłym roku. W tej chwili trwają konsultacje wielu środowisk pro-life, aby wypracować szerokie poparcie dla kolejnej inicjatywy.

Twarzami projektu ustawy będą kobiety i matki. Dobrym przykładem jest właśnie Kaja Godek, mama trójki dzieci w tym 8-letniego Wojtka z Zespołem Downa. Właśnie takich dzieci najwięcej zabijanych jest obecnie w Polsce. Idziemy drogą wyznaczoną na Zachodzie Europy, gdzie zabijanych jest praktycznie 100 proc. dzieci z Zespołem Downa. - Wojtek wniósł w nasze życie rodzinne wiele szczęścia. Za każdym razem, gdy patrzę na niego i go przytulam, buntuje się przeciwko nieludzkiemu prawu w Polsce – mówi „Niedzieli”. - Moje zaangażowanie w ruch pro-life wynika także z tego powodu, że w czasie, gdy byłam w ciąży nakłaniano mnie do inwazyjnych badań i cały czas sugerowano aborcję.

Doświadczenia pokazują, że wiele matek ulega takiej presji i zgadza się na zabicie swojego dziecka. Potwierdzają to oficjalne statystyki Ministerstwa Zdrowia, które pokazują, że z roku na rok liczba aborcji eugenicznych rośnie. - Ten projekt będzie poprawiał sytuację prawną zarówno dzieci, jak i kobiet. Dobro dziecka i dobro matki zawsze idą ze sobą w parze – wskazuje Godek. - Kobiety są poddawane ogromnej proaborcyjnej presji. Dokonuje się odwrócenia wartości i norm moralnych, których skutkiem jest zabójstwo własnego dziecka.

Tagi:
obrońcy życia

Dla życia i rodziny

2018-06-20 08:09

Dagmara Zalewska
Edycja łódzka 25/2018, str. VI

Dagmara Zalewska
Łodzianie wybierają życie

Ponad tysiąc Łodzian wzięło udział w tegorocznym łódzkim Marszu dla Życia i Rodziny. Marsz rozpoczął się na Placu Kościelnym, gdzie do uczestników słowo skierował abp Grzegorz Ryś. Metropolita łódzki mówił, że nikt na świecie nie jest przypadkowy. – Nikt na świecie nie znalazł się niechcący. Każdy kto jest na świecie znalazł się na nim z pragnienia, z przewidzenia, z postanowienia Bożego. Nikt nie jest przypadkowy. Bóg chce każdego – podkreślił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Częstochowa żegna wybitnego muzykologa i pedagoga

2018-06-20 14:51

Margita Kotas

Ze smutkiem zawiadamiamy o śmierci Wandy Malko, wybitnej częstochowianki, dr nauk humanistycznych, muzykolog i działaczki muzycznej Częstochowy, wieloletniego i zasłużonego pedagoga Zespołu Szkół Muzycznych im. M. J. Żebrowskiego oraz Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie, który swą muzyczną wiedzą dzielił się również na łamach „Niedzieli”.


Ś. P. Wanda Malko

Uroczystości pogrzebowe odbędą się w piątek 22 czerwca o godz. 12.30 w parafii pw. Pięciu Pierwszych Męczenników Polski przy ul. Obrońców Westerplatte 37 w Częstochowie.

Istnieje możliwość zmiany daty lub godziny pogrzebu śp. Wandy Malko, o czym Państwa poinformujemy.

Wanda Malko pochodziła z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach muzycznych, w której Ludwik Wawrzynowicz i Tadeusz Wawrzynowicz byli w latach 1902-85 najaktywniejszymi animatorami życia muzycznego w Częstochowie; przez 25 lat była kontynuatorką ich dzieła. Ukończyła w 1971 r. Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w Katowicach i uzyskała dyplom na Wydziale Teorii, Kompozycji i Dyrygentury. W tym samym roku podjęła pracę jako pedagog w Zespole Szkół Muzycznych w Częstochowie. W latach 1978-89 była dyrektorem Częstochowskiego Towarzystwa Muzycznego, a w latach 1993-96 – zastępcą dyrektora Filharmonii Częstochowskiej. Melomani pamiętają jej prelekcje poprzedzające koncerty, których wygłosiła ponad 2 tys. Była niestrudzonym badaczem dziejów muzycznej Częstochowy i autorką książek. Współpracowała z „Życiem Częstochowy”, Tygodnikiem Katolickim „Niedziela”, „Życiem Muzycznym” i „Ruchem Muzycznym”. Była autorką ponad 200 artykułów publicystycznych a także komentarzy w programach koncertowych Filharmonii Częstochowskiej. Współzałożycielką Stowarzyszenia „Kapela Jasnogórska”, członkiem komitetu redakcyjnego Encyklopedii Częstochowy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Ks. Adama Drwięgi wspomnienie o Janie Pawle II we Wrocławiu

2018-06-21 22:29

Agnieszka Bugała

Arch. Ośrodka Audiowizualnego we Wrocławiu

- Czas drugiej papieskiej pielgrzymki do Ojczyzny był bardzo specyficzny. Ciągle jeszcze trwał stan wojenny, może nie tak rygorystyczny jak zaraz po jego wprowadzeniu, ale ciągle jeszcze wielu ludzi przetrzymywano. Kiedy padła decyzja o wizycie Jana Pawła II, wielką niewiadomą było to, jak zachowa się władza. Dla nas we Wrocławiu pierwszym organizacyjnym problemem okazał się wybór miejsca na spotkanie Papieża z wiernymi. Były brane pod uwagę Pola Marsowe i Partynice. Ostatecznie wybrano Partynice, dlatego że teren był większy i lepiej zlokalizowany. Archidiecezja wrocławska, niepodzielona jeszcze w tym czasie, była ogromna. Spodziewano się zatem wielu pielgrzymów. W niedługim czasie kard. Henryk Gulbinowicz zatwierdził projekt ołtarza. Była to figura Chrystusa Zmartwychwstałego z palcami uniesionymi w kształcie litery V oznaczającej Wiktorię, czyli zwycięstwo. Byłem odpowiedzialny za budowę ołtarza, sektorów, organizację służby porządkowej, dlatego bardzo często musiałem spotykać się z władzami miejskimi i milicją. Z przygotowaniami wiązały się też częste wyjazdy do Warszawy na spotkania z władzami centralnymi. W trakcie przygotowań okazało się, że rządzący byli nam przychylni. Kiedy członkowie partii występowali razem, zachowywali się bardziej urzędowo, ale gdy rozmawiałem z każdym z nich indywidualnie, nie robili żadnych problemów. Był rok 1983, a więc dwa lata po zamachu na Ojca Świętego. Wtedy władza bardzo obawiała się tego, że gdyby Papieżowi stało się coś w Ojczyźnie, to właśnie ona odpowiadałaby za to. W świat poszłoby, że polscy komuniści zabili Papieża. Nie mogli na to pozwolić. Oczywiście nie była to pełna współpraca i pomoc. Zdarzały się też takie sytuacje, że „ktoś” rozpuszczał informację, o tym, że jeśli pielgrzym nie ma biletu, wjazdówki, nie zostanie wpuszczony do Wrocławia. Ludzie bali się sytuacji, że zostaną zatrzymani i nie zobaczą Papieża ani na żywo, ani w telewizji. Wtedy na antenie telewizyjnej poprosiłem, by puścić dodatkowo informację, że na rogatkach miasta będzie można nabyć jeszcze bilety parkingowe. Wielu księży dziękowało mi później, mówiąc, że to rozwiało ich wątpliwości. Do końca bowiem nie wiedzieli, czy wyruszyć.

Aby wizyta przebiegła sprawnie, trzeba było wydrukować bilety i zorganizować parkingi (głównie na autostradzie). W tym czasie nie było żadnych wolontariuszy czy komputerów. Kurialne siostry same rozprowadziły ponad milion biletów. Dzień przed pielgrzymką, 20 czerwca, otworzyliśmy sektory, żeby ludzie mogli się w nich gromadzić. Baliśmy się tego, jak zachowa się milicja przy wpuszczaniu wiernych. Na Partynicach utworzono pięć bram wyjściowych. Mogło się tak zdarzyć, że służby rozpoczną bardzo rygorystyczną kontrolę, przez co ludzie nie zdążyliby uczestniczyć w spotkaniu z Papieżem. Bojąc się tego czarnego scenariusza, tuż przed pielgrzymką poleciłem wszystkim proboszczom, by wraz ze swoimi grupami wyruszyli dwie godziny wcześniej niż to było zaplanowane. W efekcie przed przyjazdem Papieża Partynice były napełnione. Ciekawostką jest to, że służby jednej z uczelni badały wcześniej przepustowość ludzi przy pomocy wojska i powiedziały, że opuszczanie tego terenu zajmie co najmniej 5 godzin. Okazało się, że pielgrzymom wystarczyły dwie godziny. Nikogo nie stratowano i nic złego się nie stało. Kilka dni przed przyjazdem Papieża nastąpiło oberwanie chmury i to akurat w części południowej Wrocławia. Baliśmy się niesprzyjających warunków atmosferycznych, tego, że ludzie ugrzęzną w błocie. Na szczęście w dzień pielgrzymki zaświeciło słońce i była piękna pogoda. Wszystko wyparowało. Atmosfera była wspaniała, a ludzie życzliwi. To była bardzo udana pielgrzymka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem