Reklama

Izrael: jak żyli starożytni wyznawcy Chrystusa - nowe odkrycie archeologiczne

2017-04-04 11:40

o. pj (KAI) / Jerozolima / KAI

Łukasz Głowacki
Krzyż na Bazylika Grobu Bożego w Jerozolimie

Bizantyjskie monety z początków VII w. odkryto w ścianie jednego z domów w Bet Szemesz, miejscowości położonej 30 km. na Zachód od Jerozolimy. Monety te oraz miejsce ich znalezienia - miasto, które było schroniskiem dla chrześcijańskich pielgrzymów udających się do Jerozolimy - rzucają nowe światło na życie starożytnego Kościoła. Są one jednym z ok. 40 tys. archeologicznych obiektów, które każdego roku znajdowane są w Ziemi Świętej. Jedna trzecia z nich to przedmioty związane z chrześcijaństwem.

Według Gideona Avni, dyrektora Isreal Antiquities Authority, sięgając do czasów Jezusa i jego pierwszych wyznawców jest prawie niemożliwością określić dokładnie jak wyglądało życie jednego człowieka. Ale na podstawie znalezisk, można z dużą dozą prawdopodobieństwa zrekonstruować życie Jezusa z Nazaretu, poczynając od Kościoła Narodzenia Pańskiego, miejsca w którym się urodził, a kończąc na Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie, gdzie jak się uważa, został pochowany po ukrzyżowaniu.

Podobną opinię wyraża o. Eugenio Alliata, profesor z Franciszkańskiej Szkoły Biblijnej w Jerozolimie. “Nie znaleźliśmy przedmiotów związanych bezpośrednio z życiem Jezusa. Jednakże znajdujemy wiele przedmiotów z czasów w których żył, związanych z ludźmi i kulturą materialną, która wzrastała dzięki niemu” - powiedział.

Reklama

Znalezione monety pochodzą prawdopodobnie - sądząc z wizerunków utrwalonych na nich bizantyjskich cesarzy - z okresu 604-609 r. Tak uważa archeolożka Anette Landes-Nagar. Według niej zostały one ukryte w ścianie domostwa w 614. w obawie przed rabunkiem ze strony wojsk perskich, które wówczas wkroczyły do Ziemi Świętej. “Właściciel prawdopodobnie miał zamiar tam wrócić, ale dziś wiemy, że nie był już w stanie tego zrobić” - uważa Landes–Nagar.

W okolicach Bet Szemesz znajdują się dwa klasztory katolickie także związane ze starożytną tradycją chrześcijańską. Klasztor sióstr Wniebowzięcia Matki Bożej (polski klasztor znajduje się Grabowcu k. Gdańska) związany jest m.in. z tradycją nawróconego faryzeusza Gamaliela, który miął tam przebywać. Niedaleko Bet Szemesz, w Beit Jimal mieści się klasztor salezjanów, w którym niegdyś znajdował się grób św. Stefana.

Tagi:
Izrael

Małe Wielkie Państwo

2018-01-10 10:56

Wojciech Bobrowski
Niedziela Ogólnopolska 2/2018, str. 22-23

Graziako

Podczas uroczystości wręczenia odznaczeń im. Antoniny i Jana Żabińskich w warszawskim zoo 18 września 2017 r. Jarosław Kaczyński, jeden z najwybitniejszych polskich polityków ostatnich 30 lat, tak powiedział o współczesnym Izraelu: „Izrael nie jest małym państwem, jest państwem, które udowodniło, że nie terytorium i liczba ludności, a siła ducha i umysłu oraz determinacja i odwaga stanowią o wielkości narodów i państw (...). Izrael jest na swój sposób, ale całkiem realny, państwem wielkim i tę wielkość musimy traktować jako dowód siły ducha, ale także, że gdzieś tam nad nami jest siła, ta najwyższa, ta Boska, która o wszystkim decyduje, bo bez niej Izrael nie mógłby istnieć. Jest to swego rodzaju cud naszych czasów”. W słowach tych są podziw i uznanie, a nawet zazdrość. 70 lat temu państwo to jeszcze nie istniało. Dziś można śmiało powiedzieć, że jest lokalnym mocarstwem. Zauważamy to nawet już podczas tygodniowej pielgrzymki do Ziemi Świętej.

Współczesny Izrael najpierw powstał w marzeniach jednego człowieka. Był nim Theodor Herzl, który przez działalność publicystyczną, polityczną i organizacyjną, jak np. kongresy w Bazylei, doprowadził do powstania światowego ruchu syjonistycznego, którego celem było utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie. Bardzo ważnym słowem na drodze jego powstania jest hebrajska nazwa „alija”. Oznacza ona wstępowanie do Jerozolimy. Tak się też określa żydowską emigrację do Palestyny. Kolejne fale emigracji oznaczano cyframi. Zatrzymajmy się na chwilę przy czwartej, która miała miejsce w latach 1924-31, uczestniczyło w niej ponad 60 tys. Żydów z Polski. Tak mówi o tym Szimon Peres w rozmowie z Davidem Landau: „Czwarta alija, jak nazwano kolejną falę imigracji, przyniosła nowe ożywienie gospodarcze w budownictwie, rzemiośle, handlu i biznesie. Kawiarnie, herbaciarnie, modnie ubrani kobiety i mężczyźni tańcujący prosto z salonów i ulic Warszawy i Bukaresztu, pojawili się na zalanych słońcem bulwarach Tel Awiwu”. Kiedy prosperity okazała się krótkotrwałą bańką, po której nastąpił długi okres recesji, „wielu nowo przybyłych poddało się i wyjechało. «Klasa średnia zjawiła się tu i zawiodła – pisał Ben Gurion. – Musiało ją spotkać niepowodzenie, ponieważ chciała żyć w Palestynie z tego samego, z czego Żydzi utrzymywali się w diasporze. Nie rozumiała, że Palestyna to nie Polska»”. W latach między I wojną światową a rokiem 1948 terytorium Palestyny było protektoratem brytyjskim, państwo Izrael teoretycznie nie istniało, ale w praktyce funkcjonowało już całkiem sprawnie. To zupełnie odwrotnie niż III Rzeczpospolita.

Fronty i bitwy II wojny światowej szczęśliwie ominęły Palestynę. Jednak ciągle nie milkną spory, czy przywódcy polityczni rodzącego się Izraela mogli dopomóc swoim rodakom pozostałym w Europie w czasach Shoah. Podobna dyskusja toczy się też wśród historyków w Polsce, czy rząd emigracyjny mógł skuteczniej dopomóc walczącej Polsce w czasie okupacji i Powstania Warszawskiego.

W następnej dekadzie zaistniał już Jan Paweł II; Solidarność i przemiany społeczno-polityczne w Polsce zyskały inny silnik niż to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie.

Powróćmy jednak do współczesności i Izraela XXI wieku. Pierwsze zaskoczenie – Izrael nie ma konstytucji, a czyż nie jest państwem demokratycznym? Istnieją zbiór aktów prawnych regulujących funkcjonowanie państwa no i Tora, to znaczy 10 przykazań Bożych. Oficjalna konstytucja miała powstać w 4 miesiące po uzyskaniu niepodległości, ale jeśli nie ma jej do tej pory, a państwo świetnie funkcjonuje, to może po prostu nie jest potrzebna? Ile dzisiejsza Polska ma problemów z konstytucją projektowaną tak, jakby miała obowiązywać tylko w chwilowym układzie politycznym, tak najwyżej do następnych wyborów. Jednak zmienić jej nie można i tak hamowany jest rozwój państwa. Czy nie pora się nad tym zastanowić?

Każdy odwiedzający Jerozolimę zachowa w pamięci Yad Vashem – to miejsce pełne symboli i cytatów z Księgi Starego Przymierza, centrum upamiętnienia ofiar Zagłady Żydów zamieszkujących Europę. Dlatego właśnie zostało ono utworzone. A jak jest z naszą polską pamięcią? Powiedzmy szczerze: jest bardzo źle. Świadomość wśród młodzieży szkolnej o walce i ofiarach pokolenia ich pradziadków jest znikoma. Muzeum Powstania Warszawskiego utworzono z wielkim trudem w 60. rocznicę jego wybuchu, ośrodek pamięci o ofiarach komunizmu dopiero powstaje przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, a klamry spinającej całokształt Zagłady narodu chyba nie doczekamy. Gdyby miała ona powstać, jakże głośne odezwałyby się głosy, ile to kosztuje i po co, przecież Polacy powinni się rozpłynąć wśród zlaicyzowanych społeczeństw Europy. Nie wyobrażam sobie, aby w Izraelu mogła być upubliczniona myśl z sugestią, by jego mieszkańcy rozpłynęli się wśród semickich narodów Bliskiego Wschodu.

Jest wiele pól, na których pozostajemy daleko z tyłu. Najpierw demografia, współczynnik dzietności: Polska na 215. miejscu wśród 224 sklasyfikowanych państw – jest to dramatyczne i oznacza wymieranie społeczeństwa; Izrael – pozycja 71. (informacja za ogólnodostępną stroną CIA). Zupełnie nie wykorzystujemy współpracy z Polakami mieszkającymi w innych krajach do budowy naszego wizerunku i wspierania gospodarki, a Izrael robi to wspaniale. Najlepszą z polskich uczelni – Uniwersytet Warszawski wyprzedzają w światowych rankingach cztery uniwersytety izraelskie. Sam pomysł wprowadzenia wojsk obrony terytorialnej spotkał się z totalnym szyderstwem lewicowej prasy w Polsce, nikomu natomiast nie przeszkadza masowe, obowiązkowe szkolenie wojskowe zarówno kobiet, jak i mężczyzn w Izraelu. Czy nasz kraj leży w tak bezpiecznym miejscu na mapie świata, abyśmy zapominali o obronie granic? Czy nie mamy podobnych doświadczeń czasów Zagłady? To samo dotyczy reparacji wojennych. Uzyskanie ich byłoby łatwiejsze w chwili zjednoczenia Niemiec, jako warunek naszej zgody na taką zmianę. Niestety, rządzący wówczas Polską politycy wymienili możliwość upomnienia się o nie za poklepanie po plecach przez Helmuta Kohla. 11 listopada Jarosław Kaczyński tak o tym powiedział: „Musimy domagać się naszych praw, także tych wynikających z historii. Francuzom zapłacono, Żydom zapłacono, wielu innym narodom zapłacono za straty, które ponieśli w czasie II wojny światowej, Polakom nie. Musimy odrzucić mikromanię, która kazała nam godzić się z tym, że innym narodom zapłacono za straty wojenne, a nam nie”. Co najciekawsze, najwięcej głosów sprzeciwu, szyderstwa w reakcji na nasze próby kopiowania izraelskich rozwiązań wychodzi z gazety, której redaktor naczelny i czołowi dziennikarze pochodzą z tej samej grupy mniejszości obywateli II Rzeczypospolitej, co ci, którzy tworzyli Izrael. Nie pozwala to wierzyć w ich dobre intencje.

Jeszcze dwa słowa o gospodarce. Premier Mateusz Morawiecki na Kongresie Innowacyjnej Gospodarki w listopadzie 2017 r. zadeklarował swój cel, którym jest stworzenie systemu podobnego do izraelskiego wspierania nowych firm poszukujących sposobu na biznes szczególnie w zakresie nowych technologii. To dobra wiadomość, a pomyślmy, że 60 lat temu każdy ambasador Izraela miał obowiązek sprzedaży sztucznych szczęk – ówczesnego innowacyjnego produktu swojego państwa. Dziś Izrael słynie z ilości z sukcesem promowanych innowacji, stąd wniosek: jeśli nie wiemy, jak rozwiązać jakiś problem, np. handel w dzień świąteczny, popatrzmy, jak robi to Izrael, to dobry wzór.

Odpowiedź na pytanie: Czy Polska może powtórzyć sukces Izraela? jest bardzo prosta – nie tylko może, ale musi, aby przetrwać, licząc też na to, że „tam, nad nami, jest siła, ta najwyższa, ta Boska, która o wszystkim decyduje”. Świadomość tego istnieje w rządzącej dziś Polską ekipie.

12 grudnia 2017 r. mogliśmy zobaczyć telewizyjne transmisje z ceremonii radosnego w judaizmie święta Chanuka, w którym uczestniczyli polscy politycy i inne osoby publiczne, jedni z sentymentu, a inni dla autopromocji. W takich chwilach pomyślmy o kraju, który jest „cudem naszych czasów”, istniejącym dziś na ziemi Jezusa Chrystusa i Apostołów, a nie o tym, co piszą dziennikarze „Gazety Wyborczej”.

Autor jest absolwentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej, pasjonatem historii współczesnej, przewodnikiem wolontariuszem w Muzeum Powstania Warszawskiego.
Większość zawartych w powyższym tekście szczegółowych informacji z historii Izraela pochodzi z książki Szimona Peresa i Davida Landau pt. „Ben Gurion. Żywot polityczny”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Bp Bronakowski: polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem

2018-02-20 20:04

jk / Toruń (KAI)

- Kościół nie walczy z alkoholem, ale o godność człowieka. Polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem - mówił bp Tadeusz Bronakowski na rozpoczęcie ogólnopolskiej konferencji pt. „Wolni w Chrystusie” zorganizowanej w Toruniu w dniach 20 i 21 lutego przez Zespół Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości, Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej oraz Fundację Rozwoju Polski. Konferencja przybliża i promuje ogłoszony 13 lutego w Warszawie „Narodowy Program Trzeźwości”.

Katarzyna Cegielska
Bp Tadeusz Bronakowski

Konferencję „Wolni w Chrystusie” rozpoczęto Mszą św. pod przewodnictwem bp. Tadeusza Bronakowskiego sprawowaną w sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu.

Część wykładową, która odbyła się w Auli WSKSiM w Toruniu rozpoczął bp Tadeusz Bronakowski, przewodniczący Zespołu Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości, która „w roku jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę, w trosce o trzeźwość, która jest fundamentem wolności osobistej i narodowej, jako dar i zadanie Narodowego Kongresu Trzeźwości, wszystkim rodakom w kraju i za granicą” ogłosiła Narodowy Program Trzeźwości (NPT). - Kościół nie walczy z alkoholem, ale o godność człowieka. Polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem - podkreślił na wstępie bp Bronakowski i zauważył, że NPT jest swoistą syreną alarmową mającą wybudzić społeczeństwo ze szkodliwego snu. Ma być przyczynkiem do dyskusji oraz wołaniem o mobilizację społeczną.

O realizacji NPT w polskich parafiach i wśród Polaków za granicą opowiadał ks. prof. KUL dr hab. Piotr Kulbacki. Prelegent zwrócił uwagę na to, że proponowany program jest długofalowy, obliczony na okres jednego pokolenia, gdyż ma na celu „trwałe przekształcenie kultury i zmianę postaw”. Przybliżył także kilka aspektów akcji „Nie piję, bo kocham”, która propaguje m.in. dobrowolną abstynencję i przypomina o okresach szczególnej intensyfikacji działań pro abstynenckich w Kościele, jakimi są np. Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu, Wielki Post, czy miesiąc sierpień. Podkreślił również, że rolą NPT jest ożywienie prac trzeźwościowych na poziomie diecezji i parafii, a co za tym idzie - zwrócenie się w kierunku rodziny, która jest podstawowym miejscem do wychowania w trzeźwości.

Kolejny temat w telekonferencji przybliżył ks. dr Marek Dziewiecki, który skupił się na zdefiniowaniu pojęć wolność i trzeźwość oraz przedstawił alkoholizm jako zjawisko występujące w sferze psychologicznej, społecznej i duchowej funkcjonowania człowieka.

Ks. dr Marek Dziewiecki podkreślał, że wolność została dana człowiekowi po to, by mógł kochać. W tym kontekście należy patrzeć w sposób szeroki na trzeźwość, która jest wolnością w myśleniu, przeżywaniu emocjonalnym, podejmowaniu decyzji i budowaniu więzi z Bogiem, samym sobą i drugim człowiekiem. Alkoholizm niszczy te wszystkie wymiary wolności.

Agonią człowieka uzależnionego jest zranienie w wolności przyjmowania miłości – alkoholik nie chce przyjmować miłości, bo ten, kto kocha, stawia wymagania. W efekcie uzależniony zatraca zdolność wrażliwości na cierpienie kochających i używa wolności, by od tej miłości uciekać. – Tu nie wystarczą tłumaczenia, że umiera na raty – podkreślał ks. dr Dziewiecki. Jedynym ratunkiem jest cierpienie własne, czyli pozostawienie uzależnionego z wszelkimi konsekwencjami jego postępowania tak, by miał szansę powiedzieć sobie „zmieniam się albo umieram”.

Jako dar i zadanie NPT przedstawił prof. nzw. dr hab. Krzysztof Wojcieszek, który podkreślał, że obecne pijaństwo w Polsce jest spuścizną historii naszego kraju. Badania pokazują, że wyraźnie rosło od lat 50-tych XX wieku, czyli w czasie ustroju totalitarnego. Nie ma też większego znaczenia fakt, że aktualnie w Polsce funkcjonują jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów dotyczących trzeźwości, bowiem 200 lat zaborów wykształciło w Polakach wewnętrzny sprzeciw wobec prawa i mimo, że surowe, nie jest przestrzegane np. 75% osób łamie zakaz sprzedaży alkoholu osobom poniżej 18 roku życia.

– Potrzeba środowiskowego wzmocnienia działania prawa – mówił prof. Wojcieszek. NPT w takim ujęciu jawi się jako dar i szansa na wyjście z tzw. „grzechu cudzego”, który dominuje w alkoholizmie jako cudze niedopatrzenie, brak reakcji, czy złe wzorce i w efekcie wepchnięcie kogoś w dramat uzależnienia. Prelegent podkreślił, że przyjęcie takiego daru stawia określone wymagania przed społeczeństwem, gdyż skłania po pierwsze do promocji NPT, a następnie wprowadzania go w życie najlepiej poprzez jeden dobrze wybrany projekt praktyczny do realizacji rocznej.

Prelegenci podkreślali, że Kościół – kapłani i świeccy, głównie ci zaangażowani w życie ruchów i wspólnot, są szczególnie powołane do realizacji tego programu, gdyż spojrzenie na alkoholizm tylko w kategoriach choroby jest spłaszczeniem problemu i pominięciem sfery duchowej i sumienia. Jak zaznaczyli prelegenci, jednym z wymiarów alkoholizmu jest zaprzeczanie jego istnienia oraz bycie współuzależnionym, co z kolei, mimo cierpienia, blokuje chęć zmian.

Druga część ogólnopolskiej konferencji „Wolni w Chrystusie” odbędzie się 21 lutego w Auli WSKSiM w Toruniu. Poruszone zostaną m.in. kwestie uzależnienia behawioralnego, czy kosztów uzależnień.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Aktywny dzień z „6-pakiem biegowym”!

2018-02-21 09:24

Anna Buchar

Bieganie stało się we Wrocławiu popularną formą aktywności. Polskie Towarzystwo Psychopedagogiczne postanowiło wykorzystać ten fakt i włączyć się w popularyzacje zdrowego trybu życia. W tym celu zainicjowało „6-pak biegowy”, który odbędzie się 11 marca we wrocławskim Parku Grabiszyńskim.


- Nasz projekt docenia to, co we Wrocławiu najpiękniejsze - zieleń i co za tym idzie parki! Chcemy spotkać się z Wami i zdrowo zmęczyć swoje organizmy. Pragniemy, aby nasze zajęcia dały Wam wiedzę związaną z edukacją zdrowotną i żywieniową – mówi Dawid Kołodziej, prezes Polskiego Towarzystwa Psychopedagogicznego.

Biegi zaplanowano na dwóch trasach: 850 m oraz 650 m. Zapisać się mogą zarówno kobiety, jak i mężczyźni, ale liczy się kolejność zgłoszeń. W każdej z 3 kategorii (U-13, U-18, OPEN) udział wziąć może 40 zawodników. - Ma to pomóc zarówno w sprawnym przeprowadzeniu zawodów, jak i zapewnić bezpieczeństwo uczestników – tłumaczy Paweł Skrob, koordynator akcji, dodając, że biegi to nie wszystko co oferuje ,,6-pak biegowy”: – Przygotowaliśmy mnóstwo dodatkowych atrakcji: porady dietetyczne, fizjoterapeutyczne, pedagogiczne, psychologiczne, a także rozgrzewki przed każdą z kategorii biegowych. W porozumieniu z Policją będziemy chcieli także uruchomić punkt do znakowania rowerów.

W projekt zaangażowało się wiele osób, ale wciąż brakuje wolontariuszy. Jeśli masz ochotę włączyć się w to sportowe wydarzenie, zapraszamy na stronę: http://6pak.psychopedagog.eu/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem