Reklama

Zmarł prof. Piotr Małoszewski - zwierzchnik Zakonu Grobu Bożego w Jerozolimie

2017-03-21 21:33

ar (KAI / archwwa.pl) / Warszawa / KAI

http://www.iz.poznan.pl/
Profesor dr hab. inż. Piotr Małoszewski

O śmierci zwierzchnika polskich bożogrobców poinformował wieczorem 21 marca kard. Kazimierz Nycz, który jest Wielkim Przeorem Zwierzchnictwa Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu Bożego w Polsce. Zmarły miał 67 lat.



W Monachium zmarł 21 marca br. prof. Piotr Małoszewski, wybitny działacz katolicki i polonijny. Przez wiele lat był m.in. wiceprzewodniczącym Polskiej Rady Duszpasterskiej Europy Zachodniej i dyrektorem Szkoły Przedmiotów Ojczystych działającej przy Polskiej Misji Katolickiej w stolicy Bawarii. Współtworzył też Chrześcijańskie Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech. W marcu br. został nowym zwierzchnikiem Zakonu Grobu Bożego w Jerozolimie w Polsce. Miał 67 lat.

"Jestem w pełni przekonany, że Polonia przetrwała poza Polską tylko dzięki polskim parafiom. Dzięki wspólnemu zaangażowaniu się na rzecz polskości naszych księży i osób świeckich. Przy parafiach oprócz pracy duszpasterskiej skupiamy się przede wszystkim na działalności oświatowej, kulturalnej i patriotycznej. To się nie zmienia, tak było w przeszłości i tak pozostanie. Nie obniżając rangi i znaczenia pozaparafialnej działalności polonijnej, to jednak nasze parafie są bastionami zachowania wiary i tożsamości. Bez Kościoła, polskich parafii i zaangażowanych duszpasterzy rozumiejących i otwartych na potrzeby świeckich Polonia nie przetrwa. Myślę, że jest wielkim wyzwaniem dla Kościoła w Polsce to, aby znajdować i wysyłać do pracy duszpasterskiej z Polakami za granicą odpowiednią liczbę duchownych" - mówił prof. Małoszewski w rozmowie z KAI przed rokiem.

Z okazji wręczenia przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyża Komandorskiego Odrodzenia Polski z gwiazdą w maju 2016 r. pytany o największy sukces w swej polonijnej działalności powiedział, że na takie pytania bardzo trudno się odpowiada, gdyż na wyróżnienie konkretnej osoby składa się najczęściej praca szeregu osób, z którymi wspólnie prowadziło się działalność społeczną. "Nie można więc sobie tylko przypisywać zasług. Wydaje mi się, że naszym największym osiągnięciem jest założenie Chrześcijańskiego Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech, organizacji działającej w ramach Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech, które skupia się na zachowaniu języka polskiego oraz tożsamości dzieci i młodzieży. Ponadto udało nam się rozbudować i umocnić rady katolików świeckich od parafialnych do rady naczelnej oraz wejść w struktury katolików niemieckich na szczeblu diecezjalnym oraz do Komitetu Centralnego Katolików Niemieckich (ZdK). Bycie w tej ostatniej organizacji pokazuje, że dążymy do dobrze pojętej integracji pozostając sobą, a równocześnie dało nam szansę na udowodnienie jakim wzbogaceniem są katolicy obcojęzyczni dla Kościoła lokalnego.

Reklama

Niewątpliwie dla mnie osobiście największym „sukcesem” było przyznanie mi przez Ojca Świętego Benedykta XVI papieskiego Orderu św. Sylwestra oraz słowa ówczesnego ordynariusza archidiecezji Monachium-Fryzynga kardynała Friedricha Wettera, który w laudatio podkreślił, że to wysokie wyróżnienie papieskie otrzymuję m.in. za działalność na rzecz zachowania polskości w jego diecezji" - powiedział.

Pytany czego życzyłby sobie na niwie swej polonijnej działalności odpowiedział: "Przede wszystkim by więcej młodych ludzi zaangażowało się w działalność katolicką w parafii. "Stara" emigracja powoli musi przekazać pałeczkę następnemu pokoleniu. Młodzi bardzo chętnie dają się wciągnąć do jednorazowych akcji, natomiast niezbyt chętnie do pracy w ustalonych strukturach. W naszych szkołach przyparafialnych mamy 2-3 razy więcej dzieci niż 20 lat temu, a z nimi są też młodzi rodzice, którzy chcą by ich dzieci zachowały wiarę i polska tożsamość. Dotarcie do nich to w pierwszej kolejności zadanie dla duszpasterzy, którzy będą umieli przekonać ich, że większą radość w życiu osiąga się dając coś z siebie innym a nie tylko biorąc oraz siła oddziaływania i przekonywania obecnego "aktywu parafialnego". Ponadto chciałbym by większa ilość polskich wiernych uczestniczyła w niedzielnej Eucharystii. Liczna obecność młodej emigracji w Kościele nie powinna nam przysłaniać realiów. Statystyki pokazują, że liczba Polaków uczęszczających na niedzielne Msze św. jest trzykrotnie niższa niż średnia w Polsce. Ostry wpływ sekularyzacji Zachodu, odcięcie się Europy od wartości chrześcijańskich i wiara "w złotego cielca" wywiera niestety swoje piętno. Potrzeba nam niewątpliwie większa liczba zaangażowanych duszpasterzy dobrze znających współczesne metody komunikowania się z młodymi i rozumiejącymi ich problemy oraz więcej ośrodków parafialnych".

Urodzony w 1950 r. krakowianin prof. Małoszewski był w latach 1984-2015 pracownikiem naukowym w Centrum Badawczym Helmholtza w Monachium, pełniąc przez ostatnie 11 lat funkcję wicedyrektora instytutu. Ostatnio objął funkcję profesora Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Był uznanym działaczem katolickim niemieckiej Polonii. W latach 1993-2014 był członkiem Komisji ds. Cudzoziemców Diecezjalnej Rady Katolików Świeckich w Monachium. Działając w tej komisji wspólnie z przedstawicielem Chorwacji i Słowenii udało mu się w 1997 r. doprowadzić do wprowadzenia do uroczystości wielkopiątkowych Drogi Krzyżowej Narodów, przechodzącej przez centrum miasta, w której uczestniczy dziś kilka tysięcy katolików obcokrajowców i Niemców.

W latach 2004 i 2010 był głównym organizatorem listy wyborczej Katolicy dla Monachium w wyborach do Rady Cudzoziemców przy burmistrzu Monachium. Dzięki jego zaangażowaniu lista Katolicy dla Monachium, utworzona przez wszystkie misje obcojęzyczne, wprowadziła swoich przedstawicieli do tej rady (w tym połowę Polaków). W 2002 r. udało mu się doprowadzić do zmian statutowych rad katolików świeckich w archidiecezji uzyskując dla przedstawicieli obcokrajowców miejsca z urzędu w zarządach Diecezjalnej Rady Katolików Świeckich oraz Rady Świeckich Regionu Monachium.

Od 1996 r. był członkiem Rady Regionu Monachium, a od 2006 r. nieprzerwanie jej wiceprzewodniczącym. W 2006 r. wybrany został największą ilością głosów na wiceprzewodniczącego Rady Diecezjalnej stając się pierwszym obcokrajowcem, który objął tak wysoką funkcję w gremium niemieckim. W 2013 r. wszedł w skład Komitetu Centralnego Katolików Niemieckich (ZdK), wybrany przez Federalną Radę Katolików Obcojęzycznych w Niemczech.

Prof. Piotr Małoszewski od 2002 r. był wiceprzewodniczącym Polskiej Rady Duszpasterskiej Europy Zachodniej, przewodniczy delegacji Polskich Wspólnot z Europy Zachodniej w Europejskim Forum Laikatu (ELF) oraz członkiem Rady Polskiego Zwierzchnictwa Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu w Jerozolimie a w marcu br. został nowym jej zwierzchnikiem w Polsce.

Jego wielkie zaangażowanie zostało docenione przez Ojca Świętego Benedykta XVI, który w 2007 r. wyróżnił prof. Piotra Małoszewskiego Orderem Św. Sylwestra Papieża. Ponadto w 2015 r. otrzymał Medal św. Korbiniana, najwyższe wyróżnienie archidiecezji Monachium i Fryzyngi.

W maju 2016 r. prezydent RP Andrzej Duda odznaczył prof. Małoszewskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski z Gwiazdą za wybitne zasługi w działalności na rzecz środowisk polonijnych, za krzewienie polskiej kultury i tradycji narodowych.

Tagi:
odszedł do Pana

Nie żyje Kazimierz Kutz

2018-12-18 17:46

wpolityce.pl

W wieku 89 lat zmarł Kazimierz Kutz, jeden z najbardziej cenionych polskich reżyserów filmowych, twórca słynnych filmów „Sól ziemi czarnej”, „Perła w koronie”, „Paciorki jednego różańca”, „Śmierć jak kromka chleba”.

adymyabya/pixabay.com

O śmierci artysty poinformowała PAP jego żona Iwona Świętochowska-Kutz.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Chciałem cię zabić”

2019-01-08 11:58

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 2/2019, str. 27


Archiwum prywatne

Długo stał na korytarzu, przestępował z nogi na nogę, schodził trzy stopnie niżej, aby za chwilę powrócić pod same drzwi. Wcześniej wielokrotnie widział tę scenę w wyobraźni. Czuł, jak naciska klamkę, wchodzi do środka... Dalej nie starczało mu już odwagi, by przewidywać, co się stanie. Teraz wreszcie stał przed tymi drzwiami. Przemógł chęć ucieczki i był tu... Uniesiona w górę dłoń lekko zadrżała. W końcu mruknął coś do siebie, przełknął ślinę i nacisnął dzwonek. Otworzył mu wysoki, niemal równy mu wzrostem mężczyzna. Miał bujną szpakowatą czuprynę i głębokie bruzdy pod dużymi niebieskimi oczami. Jego nieogolone policzki były blade jak u człowieka, który jest bardzo zmęczony.

– Dzień dobry, jestem... – zaczął.

– Wiem, kim jesteś – przerwał mu starszy mężczyzna i krótkim gestem dłoni zaprosił go do wnętrza mieszkania.

Z korytarza wyjrzały dwie zaciekawione twarze ślicznych dziewcząt, bez skrępowania patrzyły mu prosto w oczy.

– Moje córki – na twarzy gospodarza pojawił się wątły uśmiech.

Weszli do przestronnego pokoju. Był pełen słonecznego światła i ciężkich, staromodnych mebli. Smugi światła wydobywały obraz wirowania drobinek kurzu, które kłębiły się tuż nad podłogą. Usiedli przy przedwojennym dębowym stole.

– Palisz? – starszy mężczyzna wyciągnął ku niemu paczkę czerwonych Marlboro.

– Nie, dziękuję – odruchowo pokręcił głową.

Rozległ się trzask zapałki i starszy chciwie zaciągnął się papierosem. Słyszał, jak dziewczyny cicho szepczą za drzwiami, nie był jednak w stanie złowić sensu ich ożywionego trajkotania.

Przybysz miał ściśnięte szczęki, z trudem przeciskały się przez nie słowa. Ukradkiem spoglądał na szpakowatego gospodarza i musiał przyznać, że za młodu był zapewne bardzo przystojny. Do teraz jego twarz zachowała harmonijne, szlachetne rysy. Córki urodę odziedziczyły pewnie po nim.

Pokój był urządzony ze smakiem, regały z tysiącami książek, masywne biurko, na którym stała prawdziwa lampa od Tiffany’ego. Młody sam robił szklane witraże, potrafił więc rozpoznać precyzyjne, ręcznie wykonywane łączenia różnokolorowych kawałków barwnego szkła. W tym pokoju królował człowiek, który dobrze wiedział, czym są wyrafinowanie i dobry smak.

– Chciałem cię zabić! – powoli uniósł twarz, tak aby dojrzeć wyraz źrenic człowieka, który siedział naprzeciw.

Szpakowaty mężczyzna zgarbił się, ale ani na moment nie opuścił wzroku, wytrzymał jego spojrzenie. W pokoju zaległo ciężkie milczenie. Nawet drobiny kurzu sprawiały wrażenie, jakby zastygły w swoim bezrozumnym tańcu. Miast oczekiwanego przerażenia przybysz dojrzał, jak gospodarz spogląda na niego z rosnącym zaciekawieniem. Czuł, jak dyskretnie omiata go ciepłym spojrzeniem, wpatruje się w jego twarz, przygląda się jego dłoniom. Coś w myślach precyzyjnie szacuje.

Czytał jego ostatnią książkę. Wzruszała go i przez to jeszcze bardziej go nienawidził. Przez wiele nocy przewracał kolejne kartki, aby chwilę potem rzucać książką z rozmachem o ścianę i mleć w ustach najwulgarniejsze przekleństwa. Nienawidził tej patetycznej, napuszonej frazy, nie mógł znieść pewności, z jaką autor wypowiadał swoje ostateczne sądy. Gdyby wtedy był w pokoju obok, z całą pewnością dźgnąłby go nożem i spokojnie spoglądał na krew, która sączyłaby się z rany. Zapamiętał nawet fragment, za który najbardziej go nienawidził: „Brat Andrzej wiedział, że umrze – skromnie, bez komunikowania tego komukolwiek i rozgłaszania o nadchodzącej nieuchronności, czekał na ostatni moment. Uśmiechał się jak człowiek nie tylko pogodzony z opuszczeniem swojej doczesnej postaci, ale także rozliczony ze wszystkim, co w życiu zrobił i pomyślał, ze wszystkim, czego kiedykolwiek pragnął i czego nigdy nie osiągnął. Nadchodząca śmierć przynosiła mu poczucie coraz większej i coraz bardziej bezwarunkowej wolności”.

– Pieprzony obserwator! – młody czytelnik warczał w myślach, wspominając opis ostatnich chwil brata Andrzeja.

Gospodarz nadal palił papierosa i ciągle patrzył na niego, tak jakby starał się zapamiętać najdrobniejszy szczegół jego oblicza. Wyglądał jak człowiek, który chce się nauczyć tego, co widzi, i wbić sobie ten widok w najbardziej wytrzymałe struktury pamięci. Głosy dziewcząt za drzwiami dawno już umilkły. Znudzone zapewne poszukały sobie bardziej stosownej dla ich wieku rozrywki. W wypełnionym już wieczornym półmrokiem pokoju nagle rozległy się słowa przybysza:

– Matka nigdy mi o tobie nie opowiadała. Gdy byłem mały, mówiła, że zginąłeś w wypadku samochodowym, tuż przed moim narodzeniem – młodzieniec przerwał i nerwowo wstał z fotela. Zaczął krążyć po rozległym pokoju, aż w końcu zatrzymał się tuż przed oknem. Gospodarz widział teraz jego barczyste plecy obrysowane gasnącym światłem dnia.

– Kiedyś, jak byłem już w liceum, znalazłem wasze zdjęcia ze studiów. Wtedy powiedziała mi prawdę – młodzieniec zaśmiał się nerwowo. – Wtedy dowiedziałem się, że żyjesz. Była bardzo dumna, ale wymusiłem na niej, aby opowiedziała mi całą prawdę.

Gospodarz niepewnie podniósł się ze swojego fotela.

– Nie, jeszcze nie teraz! – warknął przybysz. Ciągle stał przed oknem, wpatrując się w pierwsze zapalone latarnie. – Jeszcze ja chcę mówić!

– Ale ja...

– Jeszcze chwila! – przybysz ponownie brutalnie mu przerwał.

– Wiem, że nie wiedziałeś. Dałeś jej przecież pieniądze na skrobankę, a potem zniknąłeś. Nigdy więcej jej nie zobaczyłeś.

– Pięć lat temu napisała do mnie list – głos gospodarza był spokojny i cichy, brzmiał jak bardziej chropawa wersja tembru młodzieńca.

Młody mężczyzna odwrócił się zaskoczony.

– List?

– Tak. Napisała do wydawnictwa. Opisała mi ciebie, twoje studia...

– Zmarła dwa miesiące temu – młodzieniec znów mu przerwał, tym razem jednak jego głos nie był już tak zimny jak kilka minut wcześniej. Podszedł do fotela i znów usiadł naprzeciw gospodarza. – Nie wiedziałem, że cię znalazła. Szukałem wśród waszych starych znajomych ze studiów. W końcu dowiedziałem się, że wyjechałeś do Łodzi, że założyłeś rodzinę. Przez te wszystkie lata życzyłem ci śmierci. Modliłem się, aby Bóg zesłał na ciebie śmiertelną chorobę, uderzył cię nieszczęściem. Przez te wszystkie lata nienawidziłem cię najmocniej, jak tylko potrafiłem.

– Wiem – szpakowaty mężczyzna znów skurczył się w ramionach.

– Skąd ty to możesz wiedzieć?! Przyjechałem tu... – młody głos zawisł na chwilę w powietrzu.

Zaskoczony gospodarz dostrzegł łzy w oczach młodzieńca.

– Przyjechałem tu, aby cię przeprosić, aby...

– Przeprosić? – starszy stuknął się dłonią w czoło.

– Tak. I prosić, byś mi wybaczył.

– Ja tobie?!

– Tak.

Starszy mężczyzna ukrył twarz w dłoniach, jego plecy zadrgały w bezgłośnym szlochu.

***

Kiedy z wielkiego okna na powrót zaczęły się sączyć pierwsze promienie porannego słońca, młody mężczyzna wstał i pocałował gospodarza w dłoń.

– Dziękuję.

– To ja dziękuję – odpowiedział gospodarz. – Wyzwoliłeś mnie z więzienia mojej bezsenności – dodał, zauważywszy pytające spojrzenie młodzieńca. – Od dwudziestu lat nie mogłem spać. Myślałem o dziecku, które się nie narodziło, o jego małych rączkach, ustach, sercu. Potem, pięć lat temu, gdy dowiedziałem się, że jednak istniejesz, dziękowałem Bogu, napisałem tę książkę, a teraz przyniosłeś mi wolność.

Młodzieniec cicho przeszedł przez korytarz – dziewczyny spokojnie spały w swoim pokoju. Zamknął drzwi najciszej jak umiał i lekko zbiegł po schodach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Franciszek u św. Marty: Słowo Boże to nie ideologia, lecz życie powodujące wzrost

2019-01-17 12:54

st (KAI) / Watykan

O zagrożeniu przewrotnego serca, które może doprowadzić chrześcijanina do małoduszności, postawy ideologicznej i kompromisów, mówił Ojciec Święty podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. W swojej homilii papież nawiązał do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (Hbr 3,7-14), w którym pojawiają się słowa zachęty: „Uważajcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego”.

Vatican Media

Franciszek zaznaczył, że przesłanie zawarte w Liście do Hebrajczyków jest przestrogą dla całej wspólnoty chrześcijańskiej, zarówno dla księży, zakonnic jak i biskupów, by nie ulegali małoduszności, natręctwu ideologii czy też zniewoleniu oszustwem.

Papież wskazał, że serce, które uległo zatwardzeniu, to serce zamknięte, które nie chce się rozwijać. Przyczynę tego stanu rzeczy może być na przykład cierpienie, jak to miało miejsce w przypadku uczniów z Emaus czy Tomasza Apostoła. Trwanie w takim nastawieniu prowadzi do małoduszności i przewrotności serca.

„Możemy zadać sobie pytanie: czy mam serce zatwardziałe, czy moje serce jest zamknięte? Czy pozwalam, by moje serce wzrastało? Czy boję się, by się rozwijało? A zawsze rozwijamy się poprzez próby, trudności, rozwijamy się, tak jak każdy z nas wzrasta od dziecka: uczymy się chodzić upadając, od raczkowania do powstawania tyle razy, ile upadliśmy! Ale dorastamy z trudnościami” – powiedział Ojciec Święty. Dodał, że trwają w tej zatwardziałości ludzie małoduszni.

Komentując z kolei słowa: „zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co «dziś» się zwie, aby żaden z was nie uległ zatwardziałości” (Hbr 3,13) Franciszek zauważył, że także Szczepan przed swym męczeństwem zarzucał swoim oskarżycielom zatwardziałość (por. Dz 7,51). Chodzi o duchowy upór, bunt, zamknięcie we własnym myśleniu, postawę właściwą także ideologom, ludziom pysznym.

„Ideologia to upór. Słowo Boże, łaska Ducha Świętego nie jest ideologią: to życie, które powoduje twój rozwój, postęp, otwierając serce na znaki Ducha Świętego, na znaki czasu. Ale upór jest także pychą, arogancją. Upór, który tak bardzo boli: zamkniętego serca, zatwardziali to ludzie małoduszni, a ludzie uparci są ideologami. Niech każdy pomyśli, czy jego serce jest uparte, czy potrafi słuchać innych osób, czy potrafi prowadzić dialog? Ludzie uparci nie potrafią, gdyż zawsze bronią się za pomocą idei, są ideologami. A jakże wiele zła wyrządzają ideologie ludowi Bożemu, gdyż zamykają działalność Ducha Świętego” – stwierdził papież.

Na końcu Ojciec Święty zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo zniewolenia oszustwem, uwodzeniem, które prowadzi do niewłaściwych kompromisów, zwodzeniem grzechu, za którym kryje się szatan.

„A z uwodzeniem, albo się nawrócisz i zmienisz życie, albo będziesz próbował pójść na kompromis: trochę tutaj i trochę tam. «Tak, tak, podążam za Panem, ale lubię to uwodzenie» ... I zaczynasz prowadzić podwójne życie chrześcijańskie. Aby użyć słowa wielkiego Eliasza do narodu Izraela w tym momencie: «utykacie na dwie nogi». To droga kompromisu: «Tak, jestem chrześcijaninem, podążam za Panem, tak, ale... ». W ten sposób są letnimi, ci, którzy zawsze idą na kompromis: chrześcijanie kompromisu. My też często to robimy: kompromis. Kiedy Pan wskazuje nam drogę, także poprzez przykazania, natchnienia Ducha Świętego, to ja szukam sposobu, by pójść dwoma drogami, kulejąc na dwie nogi” – zauważył Franciszek.

„Niech Duch Święty nas oświeci, by nikt nie miał serca przewrotnego, serca zatwardziałego, prowadzącego ciebie do małoduszności, serca upartego, prowadzącego cię do buntu, prowadzącego do ideologii, serca uwiedzionego, zniewolonego uwodzeniem, które prowadzi ciebie do chrześcijaństwa kompromisu” – powiedział papież na zakończenie swej homilii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem