Reklama

Schuman, czyli jak logiką solidarności zastąpić logikę odwetu

2017-03-20 11:27

Krzysztof Gołębiowski / Warszawa / KAI

Artur Stelmasiak
O. prof. Bernard Ardura

Rozmowa KAI z francuskim norbertaninem ks. Bernardem Ardurą, postulatorem procesu beatyfikacyjnego Roberta Schumana, francuskiego polityka, kandydata na ołtarze, jednego z ojców założycieli zjednoczonej Europy.

KAI: Robert Schuman, to nieprzeciętny francuski polityk, który potrafił łączyć głęboką wiarę katolicką z nie mniejszym zaangażowaniem politycznym. Dlaczego zasługuje na beatyfikację?

Ks. Bernard Ardura: Robert Schuman już przez samo swoje urodzenie może być uważany za Europejczyka. Jego ojciec jako Lotaryńczyk był poddanym francuskim, ale od czasu, gdy Prusy, po pokonaniu Francji w 1870 r., zajęły Lotaryngię, stał się obywatelem niemieckim. Opuścił jednak swe strony ojczyste i ożenił się z obywatelką Luksemburga, zamieszkał w Księstwie i tam urodził się Robert. Była to więc rodzina międzynarodowa, a przyszły polityk stał się człowiekiem dwukulturowym, należał do kultury franko- i niemieckojęzycznej. W czasie studiów prawniczych włączył się do ruchu studentów katolickich. A mając żywą wiarę, wyniesioną z domu rodzinnego, odznaczał się wrażliwością na to, co nazywamy dobrem wspólnym. To jest klucz całej jego późniejszej postawy i zaangażowania politycznego.
Gdy po zakończeniu I wojny światowej Lotaryngia wróciła do Francji, a Schuman wrócił do swej małej ojczyzny, zwrócił na niego uwagę biskup Metzu. I młody absolwent prawa rozpoczął pracę zawodową, łącząc swą wiarę ze służbą społeczną, dla dobra wspólnego; działając w organach władzy – najpierw na szczeblu lokalnym, municypalnym, a następnie w zgromadzeniu ustawodawczym. Odtąd już niemal nieprzerwanie był wybierany do parlamentu, prawie aż do swej śmierci. Przez wszystkie te lata, zwłaszcza w okresie IV republiki – jako sekretarz stanu czy jako minister – służył dobru wspólnemu; przez pewien czas był nawet szefem Rady Ministrów.

- Ale chyba najważniejszym okresem w jego życiu były pierwsze lata powojenne, gdy był ministrem spraw zagranicznych Francji...

- – Istotnie, był to szczególny okres nie tylko zresztą dla niego, ale w ogóle na arenie międzynarodowej. Z jednej strony powstał wielki blok komunistyczny i z drugiej jest świat zachodni, wolny, ale z wielkim problemem: co zrobić z Niemcami? Są one wówczas okupowane przez zwycięskie mocarstwa i dopiero w 1948 r. mają prawo utworzyć własny rząd, ale bez ministerstw: spraw zagranicznych i obrony.
I wówczas Schuman – jako szef dyplomacji francuskiej – wraz z sekretarzem stanu USA i ministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii uzgadniają plan mający prowadzić do ponownego włączenia Niemiec do „orkiestry” wolnych narodów. Z upoważnienia swych partnerów właśnie Schuman ma przygotować odpowiednie rozwiązania w tym zakresie. I od końca 1949 do 10 maja 1950 r. przy pomocy Jeana Monneta [Jean Omer Marie Gabriel Monnet, 1888-1979 – francuski polityk i ekonomista, współtwórca idei wspólnoty europejskiej] przygotowuje konkretnie to, co zyska później nazwę Deklaracji z 9 maja 1950 r.
Przewidywał on całkowitą zmianę dotychczasowej filozofii politycznej, zapoczątkowanej wybuchem wojny francusko-pruskiej 1870 r. Chodziło o przerwanie błędnego koła: 1870 – całkowita klęska i upokorzenie Francji, a potem podpisanie w Sali Lustrzanej Pałacu Wersalskiego haniebnego aktu kapitulacji; z kolei po zakończeniu I wojny światowej odwrócenie sytuacji: przegrana Niemiec i słynny traktat wersalski, będący aktem odwetu oraz podpisany w tej samej sali tegoż pałacu – będący w istocie aktem potępienia i upokorzenia Cesarstwa Austro-Węgierskiego i Rzeszy Niemieckiej...
I można by tak ciągnąć to w nieskończoność. Za każdym razem duch i chęć upokorzenia strony pokonanej przez zwycięzców rodzi podobnego ducha zemsty i odwetu u pokonanych. W wyniku takiej właśnie logiki Adolf Hitler doszedł do władzy, i to bez rewolucji, w wyniku demokratycznych wyborów. A zatem co należy zrobić po II wojnie światowej – czy iść dalej tą drogą, czy coś zmienić?

- Schuman rozumuje w ten sposób: przede wszystkim musimy zachować i obronić pokój. Jak wprowadzić do wspólnej świadomości to, co wywołuje sprzeciw wielu? W owym czasie głównymi surowcami strategicznymi dla przemysłu zbrojeniowego są węgiel i stal, toteż Schuman wraz z Monnetem zaplanowali instytucję ponadnarodową do zarządzania nimi. A wszystko to oparte na zasadzie solidarności. I tu widać udział chrześcijańskich ideałów.

- Czy te zamierzenia naszego kandydata na ołtarze spotkały się z powszechnym poparciem i uznaniem?
– Nie, Schuman miał wielu przeciwników swojej idei, którzy chcieli nadal prowadzić politykę upokarzania Niemiec, zresztą przy udziale Związku Sowieckiego. Tak więc całe przygotowania tego apelu toczyły się w warunkach wielkiej ostrożności. Gdy nasz kandydat przedstawiał swój plan na posiedzeniu Rady Ministrów, używał określeń bardzo ogólnych i wszyscy ministrowie go poparli, a dwóch z nich, którzy byli przekonanymi Europejczykami, poparło go entuzjastycznie, nie wchodząc w szczegóły. Po wyjściu z posiedzenia rządu Schuman zwołał ok. 200 dziennikarzy w Sali Zegarowej na Quai d’Orsay [siedziba Ministerstwa Spraw Zagranicznych Francji] i odczytał im swoją Deklarację.

- Czego dotyczył ten dokument?

- – Jest to bardzo ciekawy projekt – mówi on o solidarności i pokoju, a zarazem odznacza się wielką dalekowzrocznością, stwierdza bowiem, że jest otwarty na inne kraje, które w sposób wolny zechcą przyłączyć się do tych ideałów. Co więcej – mówi się tam o współpracy z innymi kontynentami, m.in. z krajami afrykańskimi, które w owym czasie w większości nie były jeszcze niepodległe.
Widzimy więc, że całe życiowe doświadczenie Schumana znalazło zwieńczenie w roku 1950. A on to robił we współpracy i przy pomocy Konrada Adenauera, kanclerza Republiki Federalnej Niemiec, który w owym czasie nie mógł podejmować żadnej inicjatywy, gdyż zostałoby to odczytane jako nowa niemiecka próba podboju Europy. Adenauer mógł jedynie przyjąć wyciągniętą doń rękę.
Podobnie było z Włochem Alcide de Gasperim, który też wtedy nie mógł się włączać w podobne inicjatywy. Jednak Schuman od początku chciał wciągnąć do swych planów Włochy, aby nie dokonały ponownie błędnego wyboru, jak wcześniej za Mussoliniego.
Mamy zatem do czynienia u Schumana z wolą pojednania, przebaczenia, solidarności, pokoju. Na marginesie warto zauważyć, że m.in. właśnie dzięki tamtym wysiłkom obecnego kandydata na ołtarze obecny czas jest najdłuższym okresem pokojowym, jaki Europa zaznała w swej historii.

- Czy działania Schumana ograniczały się do opracowania Deklaracji?

- – Oczywiście, że nie. Był on świadom tego, że same idee nie wystarczą, dlatego trzeba łączyć interesy gospodarcze i polityczne, aby osłabić narodowe egoizmy. I w uznaniu tych swoich zasług został wybrany pierwszym przewodniczącym Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy – pozostając nim w praktyce do końca życia.
Był przy tym człowiekiem bardzo wierzącym, ale wyznającym swoją wiarę dyskretnie, nie mówił o tym głośno. Codziennie uczestniczył w Mszy św. Już w czasach szkolnych poznał łacinę i grekę, studiował Ojców Kościoła. Gdy w latach II wojny światowej był uwięziony, a potem prawie 4 lata spędził w podziemiu, czytał „Summę teologiczną” św. Tomasza z Akwinu i codziennie uczestniczył w Eucharystii, odmawiał różaniec, żył prawie jak mnich. Ci, którzy odwiedzają jego dom w Scy-Chazelles koło Metzu, widzą pokój przypominający celę klasztorną. Schuman nie założył rodziny, ale całkowicie oddał się służbie dobru wspólnemu. Jest on wzorem świeckiego chrześcijanina – polityka, o którym wszyscy mówili, że jest człowiekiem uczciwym i prawym.

- Jak zaawansowany jest jego proces beatyfikacyjny?

- – Przypomnę, że rozpoczął się on ponad 30 lat temu w diecezji Metz, gdzie Schuman zmarł. Od tamtego czasu zmarło już trzech postulatorów. Obecnie jesteśmy na końcowym etapie redagowania Positio, czyli swego rodzaju rozprawy o kandydacie na ołtarze. Sprawa znajduje się w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Jeden z kapłanów z diecezji Metz, który przygotowywał materiały do Positio, wykazał, że Robert Schuman praktykował cnoty heroiczne w najwyższym stopniu. Sądzę więc, że w najbliższych miesiącach Positio będzie gotowe i pozostanie nam czekać na następny etap, jakim jest uznanie cudu za jego wstawiennictwem. Trzeba prosić z wiarą o taki cud.
Ale niezależnie od dalszych losów sprawy samo życie Roberta Schumana pokazuje, że zaangażowanie polityczne może być drogą do świętości, polityka bowiem jest wyrazem miłości jako służba innym, dobru wspólnemu.

- Wybiegnijmy nieco w przyszłość. Załóżmy, że polityk ten został już beatyfikowany. Jak ten fakt może wpłynąć na dzisiejszą Unię Europejską, przeżywającą różne kryzysy?

- – Myślę, że ktoś taki jak Schuman stawia nas w obliczu tych wartości, bez których Unia Europejska nie może istnieć. Jest ona bowiem w jakimś stopniu instytucjonalnym ucieleśnieniem tego, czym jest nasz kontynent w swej kulturze. I w tym sensie mówimy o jego korzeniach chrześcijańskich.
Wartości chrześcijańskie to nie tylko muzea ze swymi eksponatami za szkłem – widzę je żywe w takich ludziach jak właśnie Schuman i wielu innych, którzy oddali się na służbę dobru wspólnemu. Trzeba więc naprawić UE, przypominając jej, po co, w jakim celu powołano ją do życia. Widzimy, że mamy dziś do czynienia z wypaczeniami jej działalności, a zamiast zachowywać i rozwijać tożsamości narodowe poszczególnych krajów, dąży się do ujednolicania wszystkiego i zacierania różnic. Unia chce dyktować państwom członkowskim pewne dalekie od chrześcijaństwa zasady, np. w dziedzinie moralności. Konieczne jest więc przypominanie wizji takich chadeckich polityków jak Schuman, de Gasperi czy Adenauer.

- Co Schuman mógłby powiedzieć, gdyby żył, dzisiejszym Europejczykom?

- – Przede wszystkim tym, którzy chcieli porzucić ideę jedności kontynentu, którą on propagował, mówił po wojnie: „Zniszczenie modelu zjednoczonej Europy oznacza powrót rywalizacji między narodami i z pewnością nowe konflikty”.
Ale przede wszystkim komuś zaangażowanemu w politykę na szczeblu czy to lokalnym, krajowym, czy europejskim Schuman poradziłby z pewnością odkrycie na nowo znaczenia służby dobru wspólnemu.
Rozmawiał Krzysztof Gołębiowski

Tagi:
rozmowa Europa Christi

Nie mówimy już „panie władzo”

2018-03-21 09:41

Z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 12/2018, str. 36-37

O trudnej pracy policji i jej relacji ze społeczeństwem z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką – rzecznikiem prasowym Komendy Głównej Policji – rozmawia Wiesława Lewandowska

Krzysztof Świertok

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mimo upływu ponad ćwierćwiecza wydaje się, że na stosunku polskiego społeczeństwa do policji wciąż ciąży niechlubna scheda po Milicji Obywatelskiej; raczej boimy się policjanta, niż widzimy w nim stróża naszego bezpieczeństwa. Czy dla codziennej służby policyjnej to wciąż duży problem, Panie Inspektorze?

MŁ. INSP. DR MARIUSZ CIARKA: – Coraz mniejszy. Dlatego m.in., że cały czas wzrasta liczba policjantów z powołania, z prawdziwą pasją. Coraz więcej mamy dziś policjantów, którzy już w szkole średniej wybierali klasę o profilu policyjnym (takich klas jest dziś w Polsce kilkadziesiąt). Osoby, które decydują się na bardzo trudną rekrutację do policji – chyba jedną z najtrudniejszych spośród wszystkich innych zawodów – z góry godzą się na konieczne w tej służbie wyrzeczenia. Wiedzą, że mają chronić ludzi i nieść im pomoc, nawet z narażeniem własnego życia.

– Można dziś, Pańskim zdaniem, mówić, że w służbie policyjnej zaszła już taka jakościowo-osobowościowa dobra zmiana, iż obywatele zaczynają ją doceniać i szanować?

– Jak najbardziej. Widać to na co dzień i w odniesieniu do konkretnych policjantów, mimo że zdarza się, iż niektóre media nie są policji przychylne. To, że 89 proc. Polaków uważa dziś, iż Polska jest krajem bezpiecznym, a aż 95 proc. oświadcza, że czuje się bezpiecznie w miejscu swojego zamieszkania, o tej dobrej zmianie świadczy. Z badania opinii społecznej wynika też, że policja cieszy się ponad 72-procentowym zaufaniem, co sytuuje ją na drugiej pozycji wśród badanych instytucji, tuż po samorządach. To wynik przede wszystkim dużego zaangażowania policjantów, których na co dzień spotykamy, a którzy pełnią tę odpowiedzialną służbę.

– Kiedy zaczęło się odczuwalnie zmieniać postrzeganie policji przez polskie społeczeństwo? Kiedy przestano ją już wiązać z nielubianą MO?

– Ta przemiana nastawienia społecznego następowała powoli. Jest ona efektem ciężkiej pracy policjantów i kierownictwa policji od początku jej istnienia, czyli od zmiany nazwy w 1990 r. Na początku, oczywiście, brak było zaplanowanego, profesjonalnego podejścia do zmiany niektórych starych nawyków, konieczna tu była wręcz przemiana mentalności – nie tylko samych policjantów, ale i całego społeczeństwa. Mówi się, że na to potrzeba co najmniej dwóch pokoleń... W policji widać już wyraźnie zmianę pokoleniową, mamy coraz więcej młodych policjantów, zupełnie inaczej podchodzących do życia.

– I naprawdę cieszą się oni już należnym tej instytucji respektem?

– Tak zwykle jest, choć to podejście bywa różne. Nikt dziś do młodego policjanta nie mówi: „panie władzo”, bo i nie o to tu przecież chodzi, lecz o to, by policjant był doceniany i szanowany – jako ten, kto potrafi zapewnić każdemu potrzebną mu ochronę, potrafi pomóc niemal dosłownie w każdej sprawie związanej z bezpieczeństwem, a czasem także w innych. Policja to pomoc i ochrona – POMAGAMY I CHRONIMY. Na takie właśnie ukształtowanie służby policyjnej szczególny nacisk kładzie obecne kierownictwo MSWiA i policji. Zdajemy sobie sprawę, że dobry wizerunek i zaufanie ludzi są ważnymi elementami dobrej i skutecznej pracy policjanta. Policjant nie tylko niesie pomoc ludziom, ale też sam jej potrzebuje – potrzebuje współpracy z ludźmi.

– Współpraca z policją – czy w potocznym odczuciu nie brzmi to wciąż nagannie?

– Sądzę, że także w tej sprawie zaszła już duża zmiana. Ludzie zdecydowanie chętniej z nami współpracują, informują nas o tym, co ich niepokoi, i nie jest to traktowane jako donosicielstwo, jak to wcześniej bywało. Wyraźnie zwiększa się w naszym społeczeństwie poczucie współodpowiedzialności za bezpieczeństwo. A wynika to przede wszystkim ze zmiany postawy samych policjantów, którzy wiele czasu poświęcają na spotkania i rozmowy z ludźmi, niekoniecznie przy okazji interwencji czy w związku z przestępstwem. Znakomitym narzędziem ułatwiającym współdziałanie obywateli z policją jest funkcjonująca już od półtora roku internetowa Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa, dzięki której każdy z nas ma wpływ na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa przez wskazywanie swoich spostrzeżeń policji. Mapa ta powstała po szerokich konsultacjach prowadzonych przez policjantów w całej Polsce. Dopytywaliśmy, co powinno się na niej znaleźć, jakie kategorie zagrożeń powinniśmy wyszczególnić. Do dziś mapa ma już ponad 3 mln odsłon.

– Rolą Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa jest ostrzeganie przed niebezpiecznymi miejscami w celu ich unikania?

– To by było o wiele za mało! Tę mapę, zamieszczoną na stronach internetowych policji, tworzą ci, którzy chcą nas poinformować o rozmaitych zagrożeniach lub uciążliwościach w miejscu swojego zamieszkania. Nie trzeba mieć wielkiej wiedzy o komputerach, wystarczy się zalogować na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa – także za pomocą odpowiedniej aplikacji w telefonie – wybrać swoją miejscowość, ulicę, konkretne miejsce i zaznaczyć wybrany problem albo go opisać. W zgłoszeniu można poruszyć najrozmaitsze kwestie – od związanych z miejscami gromadzenia się narkomanów, osób spożywających alkohol, wagarowiczów, po złe oznakowanie dróg, kłusownictwo itp. Jesteśmy zobowiązani do sprawdzenia, czy te konkretne problemy rzeczywiście w danym miejscu istnieją, a następnie staramy się je rozwiązać. Nie ignorujemy nawet najdrobniejszej informacji i weryfikujemy ją w możliwie najkrótszym czasie. Chodzi tu, oczywiście, o te zdarzenia i wykroczenia, które najbardziej nurtują społeczeństwo – nie o przestępstwa, bo w ich przypadku tryb składania zawiadomień reguluje Kodeks postępowania karnego. Za pośrednictwem Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa nie możemy zgłaszać również tych zdarzeń, które wymagają natychmiastowej interwencji – tu, oczywiście, mamy do dyspozycji numery alarmowe: 997 lub 112.

– Zarówno przy wielkim, jak i małym zagrożeniu liczy się przede wszystkim szybkość interwencji policyjnej, a więc fizyczna bliskość policji. A z tym chyba wciąż nie jest najlepiej, zwłaszcza poza miastami?

– Aby poprawić ten stan rzeczy, po 2015 r. minister spraw wewnętrznych i administracji podjął decyzję o przywracaniu zlikwidowanych przez poprzednie rządy posterunków policyjnych w małych miejscowościach, wszędzie tam, gdzie to możliwe i zasadne – co wnikliwie badamy – i gdzie lokalne społeczności oraz samorządy wyrażają taką wolę. Do dziś odtworzono już blisko 80 posterunków i w miarę możliwości będzie ich jeszcze przybywać. Zmierzamy więc ku temu, aby policjanci byli jak najbliżej ludzi, także w tych najmniejszych miejscowościach. I chociaż nie powstają tam wielkie komisariaty z dużą liczbą funkcjonariuszy, to już kilku policjantów buduje poczucie bezpieczeństwa oraz swoistą dumę lokalną. Chcielibyśmy, aby dobrze wyposażony posterunek policji nie tylko dawał większe poczucie bezpieczeństwa, ale też by był szanowaną instytucją lokalną, by stanowił o prestiżu danej miejscowości.

– Przez całe lata III RP policjanci narzekali na zbyt wielkie obciążenie pracą papierkową, byli zresztą kojarzeni raczej z przewlekłą, mało efektywną pracą urzędniczą niż ze skutecznym zapewnianiem bezpieczeństwa...

– Zmieniamy to. W 2017 r. wdrożyliśmy nową formułę funkcjonowania dzielnicowego; dzielnicowi zostali odciążeni od spraw papierkowych, nie prowadzą już dochodzeń, za to jak najczęściej muszą być obecni w terenie, aby mieszkańcy rzeczywiście znali swojego dzielnicowego – jako tę pierwszą pomocną osobę, do której można się zgłosić niemal z każdym problemem. Ponadto wspólnie z MSWiA uruchomiliśmy specjalną aplikację „Moja Komenda”, którą każdy może ściągnąć na telefon, a za pośrednictwem której możemy znaleźć wszystkie dane kontaktowe swojego dzielnicowego. Chodzi o to, żeby ludzie znali swoich policjantów i mogli się z nimi łatwo kontaktować. Nie tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia, ale przede wszystkim po to, by takiego zagrożenia uniknąć. Tak jak w służbie zdrowia ważna jest profilaktyka, tak w Policji liczy się prewencja.

– Jak duże są udział i waga działań prewencyjnych w codziennej pracy policji?

– Każdy policjant dobrze wie i docenia to, że w jego pracy najważniejsza jest prewencja, której jednak nie da się ani zmierzyć, ani wycenić. Nikt nie jest w stanie zmierzyć tego, ilu ludzi dzięki ciężkiej pracy policjantów prewencji – czyli tych, którzy chodzą na pogadanki do szkół, przedszkoli, na rozmaite spotkania, prelekcje, którzy organizują festyny poświęcone popularyzacji bezpieczeństwa, szkolenia itp. – nie stało się ofiarami przestępstwa, ilu ludzi zrozumiało, jak należy dbać o własne bezpieczeństwo. Z naszych obserwacji wynika, że nieustanna praca prewencyjna ma ogromne znaczenie, że jest ciągle niezbędna.

– Dlatego, że ludzie mają małą świadomość coraz to nowych zagrożeń?

– Niestety tak, choć niektóre z nich właśnie dzięki działaniom prewencyjnym udało się ograniczyć lub wyeliminować, np. będące do niedawna wielką plagą oszustwa „na wnuczka”. Dzięki szeroko zakrojonej akcji uświadamiająco-edukacyjnej, prowadzonej także w mediach, starsi ludzie już coraz rzadziej ulegają oszustom. Oczywiście, pojawiają się nowi oszuści i nowe sposoby ich działania. Dziś mamy już do czynienia z oszustwami „na policjanta”, „na prokuratora”, oszuści, posługując się telefonem lub Internetem, podszywają się pod wszystkie możliwe osoby i instytucje zaufania publicznego.

– Dawni pospolici kieszonkowcy i włamywacze po prostu przenoszą się do Internetu?

– Ci zwykli kieszonkowcy i włamywacze nadal istnieją, żadnej policji na świecie nie udało się ich wyeliminować, lecz dzięki policyjnym akcjom prewencyjnym już lepiej wiemy, jak się przed nimi ochronić. W ostatnim czasie np. w Krakowie jest prowadzona akcja prewencyjna, w której policja wspólnie z urzędem miasta uświadamia użytkowników komunikacji miejskiej, jak się zachować, aby uniknąć kradzieży, jak nie kusić złodzieja. Wobec przestępców internetowych natomiast rzeczywiście wielu ludzi nie wie, jak się zachować, co dalej robić. A w sieci dochodzi do takich samych przestępstw jak w tzw. realu – do kradzieży, włamań, handlu bronią, żywym towarem, narkotykami, pedofilii – a także do wielu nowych, bo np. łatwiejsza staje się kradzież danych osobowych.

– Co policja na to?

– Prowadzimy, oczywiście, specjalne akcje prewencyjne, ale też bardzo konkretne działania. Ponad rok temu utworzono w policji wyspecjalizowane Biuro do Walki z Cyberprzestępczością, co, moim zdaniem, w przyszłości okaże się tak przełomową decyzją, jaką w przeszłości było utworzenie polskiego FBI, czyli Centralnego Biura Śledczego. Efekty działania tego ostatniego już są imponujące; jeden tylko wydział tego biura w 2017 r. pracował nad ok. 4 tys. spraw.

– Można więc mieć pewność, że przestępcy w sieci są tak samo tropieni przez policjantów jak ci w realu?

– Tak, a może nawet bardziej, bo tu wychwytywane są najdrobniejsze nawet sygnały o mogącym mieć miejsce zdarzeniu. Dla zilustrowania możliwości policyjnego działania, nie zdradzając tajemnic żadnego śledztwa, podam przykład konkretnej sprawy: mężczyzna obwieścił na szwedzkim portalu społecznościowym, że za chwilę popełni samobójstwo; szybko ustalono jego lokalizację w Myślenicach. Dzięki policyjnej interwencji do samobójstwa nie doszło... Przy tej okazji powiem, że wiele jest takich działań, którymi byśmy chcieli się pochwalić, zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy niesłusznie krytykowani, ale z uwagi na dobro prowadzonych spraw i na dobro konkretnych osób musimy zachować milczenie.

Mł. insp. Mariusz Ciarka, doktor prawa, oficer policji, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji

***

Jak zadbać o własne bezpieczeństwo?

• chroń swoje dane osobowe: dowód osobisty trzymaj w bezpiecznym miejscu; bez oczywistej potrzeby nigdzie i nikomu nie podawaj swojego numeru PESEL i innych informacji;

• jeśli posługujesz się Internetem, pamiętaj, że w sieci nic nie ginie; nie rozpisuj się więc na portalach społecznościowych o swoich prywatnych sprawach (np. o zdrowiu, wyjazdach), które mogą zostać przez kogoś wykorzystane, m.in. przez przestępców;

• nie załatwiaj spraw przez telefon, nawet jeśli dzwoniący podaje się za przedstawiciela jakiejś znanej ci firmy lub instytucji (np. policji) i proponuje ci korzystne transakcje lub rozwiązania twoich problemów; nie rozmawiaj z takimi osobami, nie podawaj i nie potwierdzaj swoich danych osobowych;

• zbierających pieniądze na szczytne cele zawsze proś o wylegitymowanie się dowodem osobistym (i o możliwość spisania danych z tego dokumentu); kolorowy, profesjonalnie wyglądający identyfikator nie wystarczy, gdyż dziś z łatwością można go sobie wydrukować;

• pamiętaj, że policjant to twój przyjaciel, nie wróg; zlokalizuj swoją komendę policji (ściągnij na telefon aplikację „Moja Komenda”), poznaj swojego dzielnicowego; korzystaj z Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziewczynka w legnickim Oknie Życia

2018-04-25 08:59

ks. ww / Legnica (KAI)

We wtorek około godz. 20.00 w legnickim Oknie Życia mieszczącym się w budynku ośrodka opiekuńczo-leczniczego Samarytanin prowadzonego przez Caritas znaleziono urodzoną ok. tydzień wcześniej dziewczynkę. Dyrektor ośrodka ks. Artur Trela poinformował, że dziecko zostało przeniesione do dyżurki pielęgniarskiej, gdzie udzielono mu pierwszej pomocy. Dziewczynka jest zdrowe, zadbane i w dobrej kondycji.

Ks. Waldemar Wesołowski

Zgodnie z procedurami, powiadomiono Pogotowie Ratunkowe, które po przybyciu na miejsce potwierdziło dobry stan dziecka. Dziewczynka została zabrana na oddział noworodków legnickiego szpitala. To już czwarte dziecko, które znalazło się w tamtejszym Oknie Życia.

Okno Życia to specjalnie przygotowane miejsce, gdzie matki, które nie chcą lub nie mogą zaopiekować się swoim nowo narodzonym dzieckiem, mogą anonimowo je zostawić, nie narażając noworodka i siebie na niebezpieczeństwo, bez konsekwencji prawnych.

Legnickie Okno Życia zostało otwarte w dniu Świętości Życia, 25 marca 2010 roku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

CitizenGo: ponad 200 tys. podpisów w obronie Alfiego Evansa

2018-04-25 17:35

abd / Warszawa (KAI)

Już ponad 200 tys. osób podpisało petycję w obronie Alfiego Evansa, przygotowaną przez CitizenGo. Jej autorzy zachęcają do dalszego składania podpisów pod apelem adresowanym do władz szpitala Alder Hey, w którym przebywa chłopiec. CitizenGo Polska zaprasza też do wyrażenia solidarności z Alfiem i jego rodzicami poprzez zapalenie świecy przed jedną z ośmiu brytyjskich placówek konsularnych w Polsce.

Catholic News Agency
Alfi Evans

Publikujemy treść petycji CitizenGo w obronie Alfiego Evansa, adresowanej do dyrekcji szpitala Alder Hey, w którym przebywa 2-letni chłopiec z poważnym uszkodzeniem mózgu.

Szanowni Państwo,

domagamy się zaprzestanie łamania praw człowieka w przypadku Alfie'go Evans'a. Brak planów na leczenie chłopca, domaganie się sądowej zgody na odłączenie go od aparatury przy jednoczesnym blokowaniu rodzicom możliwości przetransportowania ich dziecka do innego szpitala, który podjąłby próbę ratowania go, uważamy za niedopuszczalne.

Wzywamy do wycofania przez Państwo w sądzie wniosku o odłączenie chłopca od aparatury oraz umożliwienie podjęcia próby leczenia go w innym miejscu.

Wraz z całą międzynarodową społecznością domagam się szacunku dla niepełnosprawnego dziecka i szacunku dla jego życia.

Petycję można podpisać wirtualnie na stronie: http://www.citizengo.org/pl/lf/148038-ratujmy-alfiego-evansa?m=5&tcid=47649769

Członkowie CitizenGo Polska zachęcają też by wyrazić solidarność z Alfiem i jego rodzicami, poprzez zapalenie świecy przed jedną z ośmiu brytyjskich placówek konsularnych w Polsce. Placówki te znajdują się w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Szczecinie, Wrocławiu, Łodzi, Katowicach i Lublinie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem