Reklama

Arche Hotel

Legnica pożegnała swojego Pierwszego Biskupa Diecezjalnego

2017-03-11 16:30

Ks. Piotr Nowosielski

Ks. Piotr Nowosielski

Diecezja Legnicka 11 marca 2017 r. pożegnała swojego pierwszego pasterza, biskupa Tadeusza Rybaka. O godz. 11 w legnickim św. Jana Chrzciciela, przy wtórze bicia dzwonów w mieście i całej diecezji, rozpoczęły się obrzędy pogrzebowe, którym przewodniczył bp senior Stefan Cichy.

Poprzedniego dnia wieczorem, wierni i duchowieństwo diecezji legnickiej, gromadzili się licznie przy trumnie z ciałem biskupa Tadeusza i otaczali go swoją modlitwą. Dziś dołączyli do nich wierni z różnych stron Polski: z Mazowsza - rodzinnej ziemi biskupa Tadeusza - i z Dolnego Śląska, z którym związane było całe jego kapłańskie życie. Byli też obecni przedstawiciele duchowieństwa i wierni spoza granic Polski.

Religijną i historyczną powagę procesji która przeszła z trumną przez legnicki Rynek do Katedry, podkreślały dźwięki muzyki wykonywanej przez Legnicką Orkiestrę Dętą.

Ks. Piotr Nowosielski

Natomiast w Katedrze oprawę muzyczną zapewniła Legnicka Orkiestra Symfoniczna, chór Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Legnicy pod dyrekcją pana Benedykta Ksiądzyny i chór Madrygał.

Reklama

Asystę liturgiczną tworzyli klerycy legnickiego Wyższego Seminarium Duchownego. Biskup Tadeusz Rybak bardzo troszczył się o dobre formowanie i kształcenie alumnów. On to wprowadził zwyczaj celebrowania czwartkowych Eucharystii we wspólnocie seminarium duchownego, które lubił nazywać „źrenicą oka biskupa”. Zwyczaj ten podtrzymują jego następcy na stolicy biskupiej w Legnicy.

Nie zabrakło też licznych pocztów sztandarowych, przedstawicieli służb mundurowych oraz harcerzy. Ich obecność jako delegacji wielu instytucji i organizacji z terenu diecezji legnickiej, świadczyło o zrozumieniu i społecznym uznaniu roli, jaką dla Kościoła, dla miasta i dla regionu odegrał pierwszy biskup legnicki, który w 2003 roku odznaczony został także Honorowym obywatelstwem Legnicy.

Nie zabrakło też obecności sióstr zakonnych i osób konsekrowanych, które swoimi modlitwami, życiem według rad ewangelicznych i apostolską dyspozycyjnością, wspierały misję pierwszego biskupa legnickiego i jego następców. Biskupowi Tadeuszowi bardzo zależało na obecności zgromadzeń zakonnych na terenie diecezji i wierzył w skuteczność ich modlitwy. Wśród sióstr obecne były też siostry z Kongregacji Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza, czyli siostry boromeuszki, które z wielką ofiarnością służyły biskupowi Tadeuszowi Rybakowi zarówno w okresie jego trzynastoletniej posługi pasterskiej, jak i podczas ostatnich 12 lat życia.

Wśród duchowieństwa znaleźli się także delegaci kapituł oraz przedstawiciele innych obrządków i wyznań chrześcijańskich, oraz delegaci z sąsiadujących diecezji z Czech i Niemiec.

Wielu księży łączyła i nadal łączy synowska więź duchowa ze świętej pamięci biskupem Tadeuszem. Wielu otrzymało święcenia kapłańskie z jego rąk, dla wielu był wychowawcą i wykładowcą teologii, dla wielu przykładem apostolskiej gorliwości.

Eucharystii, w gronie przybyłych ponad 20. biskupów przewodniczył metropolita wrocławski, abp Józef Kupny. Wśród koncelebransów, był także obecny kard. Henryk Gulbinowicz.

W pobliżu trumny, zajęli miejsce: najbliższa rodzina, siostry zakonne i osoby, które na co dzień towarzyszyły księdzu biskupowi i pielęgnowały go w chorobie do ostatnich chwil.

Wśród uczestników znaleźli się także przedstawiciele parlamentu, władz miasta, samorządowcy oraz delegaci różnych organizacji i stowarzyszeń.

Przed Mszą św. odczytany został telegram, który w imieniu papieża Franciszka skierował sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, ksiądz kard. Pietro Parolin. Telegram odczytał Radca Nuncjatury Apostolskiej w Polsce, ks. prałat Mykhaylo Tkhorovskyy.

Słowa współczucia, duchowej bliskości i współdzielenia chrześcijańskiej nadziei przesłał także Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, ks. abp Stanisław Gądecki, oraz Prymas Polski ks. abp Wojciech Polak, którego podczas tej uroczystości reprezentował ks. abp Henryk Muszyński, prymas senior.

Również wielu innych biskupów, przedstawicieli uczelni, różnych organizacji, instytucji i mediów – w tym z Redakcji Tygodnika Katolickiego Niedziela - przysłało pisma i telegramy kondolencyjne.

Do zgromadzonych przemówił biskup legnicki Zbigniew Kiernikowski: „Witam wszystkich, którzy poruszeni duchem modlitwy i wdzięczności, przybyli na tę uroczystość pogrzebową i wszystkich którzy łączą się z nami duchowo. Łączymy się w modlitwie by polecać Bogu zmarłego pasterza i wyrazić wdzięczność za jego pasterską posługę” – mówił.

Ks. Piotr Nowosielski

Homilię wygłosił bp senior diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Stefan Regmunt. Przypomniał drogę życiową Zmarłego, oraz jego zasługi i dokonania w rozwijającej się od 1992 r. diecezji legnickiej. – Żegnamy księdza Biskupa, który był świadkiem wiary. W ostatnich latach doświadczał cierpienia, ale przyjmował je w sposób dojrzały. Nigdy nie narzekał, nie komentował swojej choroby, dalej był blisko Kościoła. Kiedy go odwiedzaliśmy, pytał i żył sprawami Kościoła. Oddał wszystkie swoje siły, aby ta diecezja była piękna duchowo.

Przypomniał też, przytoczone już dzień wcześniej na wieczornej modlitwie, słowa z testamentu Bpa Rybaka, w których apeluje do diecezjan: „Błagam was, umiłowani diecezjanie, byście zawsze byli wierni Kościołowi katolickiemu i przyczyniali się do jego wzrostu przez swoje gorliwe chrześcijańskie życie w rodzinach i parafiach. Troszczcie się o wychowanie młodego pokolenia o przekazanie mu wiary i zasad chrześcijańskiej moralności. Będę pamiętał o was przed obliczem Miłosiernego Boga, naszego najlepszego Ojca”.

Na zakończenie Mszy św. wygłoszono mowy pożegnalne. W imieniu mieszkańców Legnicy, przemówił prezydent miasta, Tadeusz Krzakowski, ukazując Zmarłego jako Honorowego Obywatela Miasta, który przez swoje działania, przyczynił się do wielkiej promocji i podniesienia prestiżu Legnicy, a także skutecznego gospodarza i pasterza diecezji.

W imieniu wiernych świeckich diecezji legnickiej, słowa pożegnania wypowiedział Ryszard Jaśkowski. Przypomniał jak wiele działań duszpasterskich inicjowanych przez Bpa Tadeusza, owocowało ożywianiem wiary w diecezji. Jako wielką zasługę dla diecezji, uznał zaproszenie i przyjęcie w Legnicy Ojca świętego Jana Pawła II. Podkreślił też jego duchowość maryjną, która owocowała troską o sanktuarium maryjne w Krzeszowie i kult Matki Bożej w diecezji.

Ks. prał. Robert Kristman, proboszcz Katedry i dziekan kapituły katedralnej, przemówił w imieniu prezbiterium diecezji legnickiej. Zwrócił uwagę na to, że w osobie Zmarłego, wielkie grono księży żegna go jako swojego prawdziwego ojca. Był wymagający, ale wynikało to z ojcowskiej troski o poszczególne osoby, parafie czy też całą diecezję. – Ojcze Biskupie. Pamiętaj zawsze przed obliczem Miłosiernego Boga o swoim umiłowanym Kościele legnickim i oddawaj go pod opiekę Matki Bożej Łaskawej – mówił ks. Kristman.

Zapowiedział też, że od 24 maja, w rocznicę jego ingresu, rozpocznie się Msza św. gregoriańska ofiarowana w Jego intencji.

Na koniec raz jeszcze przemówił bp Zbigniew Kiernikowski, biskup legnicki, dziękując wszystkim za przybycie, a także wszystkim osobom, które zaangażowały się w pomoc i posługę zmarłemu Biskupowi Tadeuszowi.

Obrzędom Ostatniego Pożegnania także przewodniczył biskup legnicki. Następnie w procesji wewnątrz katedry, trumnę z ciałem zmarłego Biskupa przenieśli strażacy, aby ostatecznie złożyć ją w krypcie katedralnej.

Więcej o wydarzeniu na stronach diecezji: www.diecezja.legnica.pl i stronach diecezjalnego Radia Plus Legnica www.legnica.fm




Ks. Piotr Nowosielski

* Biskup Tadeusz Rybak urodził się 28 października 1929 r. w Milanówku koło Warszawy. Tam też ukończył szkolę podstawową i liceum ogólnokształcące. Świadectwo dojrzałości otrzymał w 1948 roku i tegoż roku wstąpił do Arcybiskupiego Wyższego Seminarium Duchownego w Wrocławiu. Święcenia prezbiteratu otrzymał 2 sierpnia 1953 r. z rąk biskupa Franciszka Sonika, sufragana kieleckiego. Po święceniach, przez cztery lata pracował w duszpasterstwie, posyłany do kapłańskiej służby, co roku w innej wspólnocie: w parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Bielawie, w parafii pw. św. Stanisława i św. Doroty we Wrocławiu, w parafii św. Stanisława Biskupa w Świdnicy oraz w Instytucie Katolickim w Trzebnicy. W roku 1957 rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, które ukończył uzyskawszy tytuł doktora teologii w 1962 r. Miał wówczas 33 lata.

Przez kolejne 15 lat, do 1977 r. był wicerektorem Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu oraz wykładowcą teologii dogmatycznej i liturgiki. W tamtym czasie był również członkiem Komisji Episkopatu do spraw Seminariów Duchownych oraz członkiem Rady Duszpasterskiej i Komisji Liturgicznej Archidiecezji Wrocławskiej.

28 kwietnia 1977 roku, a zatem 40 lat temu, został mianowany przez papieża Pawła VI biskupem tytularnym Benepoty i ustanowiony biskupem pomocniczym Metropolity Wrocławskiego, arcybiskupa Henryka Gulbinowicza. Święcenia biskupie przyjął z rąk metropolity dwa miesiące później, w Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela, w Katedrze Wrocławskiej, która cieszy się patronatem tego świętego proroka. Jako zawołanie biskupie przyjął słowa „Per Christum – in Spiritu – ad Patrem” (Przez Chrystusa – w Duchu – do Ojca). Współkonsekratorami byli biskup Wincenty Urban i biskup Jerzy Modzelewski.

W archidiecezji wrocławskiej biskup Tadeusz Rybak pełnił przez 15 lat obowiązki wikariusza generalnego i wypełniał inne biskupie zadania. Od 1982 roku był także prepozytem kapituły katedralnej. Przez 11 lat, biskup Tadeusz Rybak był również przewodniczącym Komisji Episkopatu Polski do spraw Liturgii i Duszpasterstwa Liturgicznego - w latach 1983-1994. W tym czasie komisja przygotowywała księgi liturgiczne, jakimi posługujemy się obecnie w Polsce.

25 marca 1992 roku papież św. Jan Paweł II ustanowił Diecezję Legnicką, a biskupa Tadeusza Rybaka mianował pierwszym biskupem nowo powstałej diecezji. Ta zaś świątynia, Kościół pod wezwaniem świętych Apostołów Piotra i Pawła, została wybrana na Katedrę. Uroczysty Ingres, czyli pierwsze uroczyste wejście biskupa do Katedry Legnickiej, odbył się 24 maja, 25 lat temu. Przez kolejne 13 lat pierwszy biskup legnicki sprawował swój urząd z wielkim oddaniem, troszcząc się zarówno o zorganizowanie wszystkich potrzebnych instytucji, jak i o jednoczenie wszystkich wiernych, duchownych i świeckich. Z gorliwością pełnił funkcję nauczycielską. Erygował Wyższe Seminarium Duchowne, by formować kapłanów, którzy będą się mocno utożsamiać z diecezją legnicką. Biskup Tadeusz dokładał wszelkich starań, by skierować serca wiernych ku Najświętszej Maryi Pannie, czczonej od wieków w Krzeszowie jako Matka Boża Łaskawa.

Po pięciu latach pasterzowania biskup przeżywał wraz z całą diecezją historyczne chwile pielgrzymki św. Jana Pawła II do Legnicy i koronacji obrazu Matki Bożej Łaskawej. Tego samego dnia, 2 czerwca 1997 roku, 20 lat temu, papież nawiedził tę świątynię katedralną. Zostało to upamiętnione na ścianie przy zakrystii katedry, nad kryptą, w której spocznie ciało Biskupa Tadeusza.

Urząd Biskupa Legnickiego - z powodu osiągnięcia wieku emerytalnego - biskup Tadeusz pełnił do 30 kwietnia 2005 roku, to jest do dnia Ingresu nowego Biskupa Legnickiego Stefana Cichego.

Zmarł, w swoim domu, po dłuższej chorobie, w dniu 7 marca 2017 r. Pochowany został 11 marca 2017 r. w katedrze Legnickiej.

Tagi:
pogrzeb bp Tadeusz Rybak

Uroczystości pogrzebowe ks. Adama Łacha

2018-12-02 09:29

Ks. Mariusz Frukacz

„A pod krzyżem stała Jego Matka”. Stajemy dzisiaj pod tym krzyżem. Staje pod nim dzisiaj Kościół Płocki, którego doświadczyła śmierć młodego proboszcza” – mówił 1 grudnia w homilii w kościele pw. św. Mikołaja w Duninowie ks. Tadeusz Milczarski, proboszcz parafii pw. św. Pankracego w Guminie i kolega z kursu zmarłego 27 listopada ks. Adama Łacha, proboszcza parafii pw. św. Mikołaja w Duninowie oraz pracownika i redaktora edycji płockiej Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, w latach 1997-2008. Mszy św. pogrzebowej przewodniczył bp Mirosław Milewski, biskup pomocniczy diecezji płockiej.

Agnieszka Małecka/Gość Niedzielny

Na Mszy św. zgromadziło się wielu kapłanów, duża rzesza wiernych, przedstawiciele różnych środowisk społecznych, przedstawiciele władz samorządowych, Ochotnicza Straż Pożarna, której zmarły kapłan był kapelanem, młodzież szkolna, dawni współpracownicy ks. Adama z „Niedzieli” Płockiej oraz najbliższa rodzina z mamą zmarłego kapłana.

W homilii ks. Tadeusz Milczarski podkreślił, że „pod krzyżem Chrystusa wszystko wygląda inaczej” - Bez tego krzyża nie moglibyśmy zrozumieć wielu wydarzeń – mówił ks. Milczarski

Kaznodzieja wskazał na słowo Jezusa wypowiedziane z wysokości krzyża „Pragnę”. - To słowo zawiodło Jezusa na krzyż. Było wewnętrznym nakazem, aby cierpieć i umrzeć za zbawienie świata. To słowo, w którym Jezus do końca wyraził swoją wolę – mówił kaznodzieja.

- Jezus realizuje swoje „pragnę” w tych, których powołał – kontynuował ks. Milczarski i pytał: Czym jest kapłaństwo?

- Istotę kapłaństwa możemy zrozumieć patrząc na Chrystusa umierającego na krzyżu. Kapłaństwo jest ofiarą. I nie dziwi nas śmierć, bo jest na końcu ofiary.

Kapłan jest darem dla wspólnoty, by Chrystus mógł dalej realizować swoje „pragnę” – mówił kapłan.

- Serce kapłana boleje, kiedy nie może dostrzec wielu sobie powierzonych parafian. Ks. Adam modlił się za tych, którzy byli oziębli, ale też dziękował Bogu za tych gorliwych. Kapłaństwo to samotność długodystansowca.

Ksiądz nie jest nadczłowiekiem. Nauczcie się patrzeć na kapłana z miłosierdziem – kontynuował ks. Milczarski.

Na zakończenie Mszy św. swoją wdzięczność za życie i kapłaństwo zmarłego ks. Adama wypowiedzieli m. in. przedstawiciele władz samorządowych, przedstawiciele oświaty, kapłani, parafianie, młodzież i rodzina.

W imieniu redakcji tygodnika katolickiego „Niedziela” z Częstochowy słowa wdzięczności i zapewnienia o modlitwie wypowiedział ks. red. Mariusz Frukacz. „Kiedy otrzymałem wiadomość o śmierci ks. Adama pomodliłem się słowami hymnu „Ciebie Boga wysławiamy”, by dziękować za kapłaństwo i życie ks. Adama” – mówił ks. Frukacz.

- Kapłaństwo związane jest z realizacją trzech słów z Eucharystii: błogosławił, łamał i dawał. Bóg dał wiele błogosławieństw ks. Adamowi, ale też często go przełamywał, żeby mógł ks. Adam ciągle się dawać innym – kontynuował redaktor „Niedzieli”.

W imieniu ks. inf. Ireneusza Skubisia, honorowego redaktora naczelnego „Niedzieli” i Lidii Dudkiewicz, redaktor naczelnej „Niedzieli” ks. Frukacz podziękował zmarłemu kapłanowi za jego miłość do Kościoła i do człowieka, za jego wierność „Niedzieli”. - Jego praca w „Niedzieli” Płockiej przez wiele lat, to ciągłe zapisywanie dziejów Kościoła Płockiego. To jest dziedzictwo i dar, który wraz ze swoimi współpracownikami zostawił ks. Adam Kościołowi Płockiemu – podkreślił ks. Frukacz i zapewnił o modlitwie za zmarłego kapłana na Jasnej Górze i w kaplicy redakcji „Niedzieli” w Częstochowie.

„Odchodzi kapłan, który wycisnął wielkie piętno na życiu diecezjalnym. Adwent jego życia dobiegł końca” – podkreślił bp Mirosław Milewski.

Po Mszy św. ciało zmarłego kapłana zostało złożone w grobie cmentarzu parafialnym w Duninowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Idę po śmierć, idę po życie

2018-11-28 11:01

Z ks. Piotrem Pawlukiewiczem – słynnym rekolekcjonistą, zmagającym się z ciężką chorobą – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 18-20

Ks. Piotr Pawlukiewicz to jeden z najbardziej znanych polskich rekolekcjonistów.
Na spotkania z nim przychodzą wielkie rzesze wiernych. Znany jest również z niedzielnych kazań podczas Mszy św. transmitowanej przez Polskie Radio. W wyjątkowym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o swojej chorobie, o tym, jak przygotować się na śmierć, i dlaczego warto dążyć do świętości

youtube

KRZYSZTOF TADEJ: – „Wstań. Albo będziesz święty, albo będziesz nikim” – to tytuł najnowszej Księdza książki. Dlaczego tak wysoko stawia Ksiądz poprzeczkę? Nie lepiej powiedzieć: „Czyń więcej dobra” lub po prostu: „Bądź lepszy”?

KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ: – Wysoko to nie znaczy ponad ludzkie możliwości. Co to znaczy być świętym? Jeśli ktoś myśli, że święty to ten, kto nie popełnia błędów, że to chodzący ideał, to rzeczywiście za wysoko stawiam poprzeczkę. Ona będzie nieosiągalna nawet dla papieża. Ale dla mnie święty to ten, kto dąży do świętości. Małymi krokami – dwa centymetry na godzinę, milimetr na rok. Idzie do świętości, a jak się cofnie, upadnie, zgrzeszy, to z pokorą podejmuje decyzję, żeby nadrobić stracony dystans. Wraca na poprzednią drogę, mozoli się, żeby osiągnąć łączność z Chrystusem.

– Czym zatem jest świętość?

– Świętość to wybór. Nieraz młodzież pyta: „Po co się spowiadać?”. „Po co się spowiadać, skoro i tak zgrzeszę, upadnę, zawiodę w różnych sytuacjach? Po co się spowiadać, skoro ciągle wracam do grzesznego życia?”. Zawsze odpowiadam: nasze decyzje dotyczą tego, na co mamy wpływ; tego, co możemy wybrać.

– Co dokładnie ma Ksiądz na myśli?

– Każdy z nas ma zaplanowany dzisiejszy wieczór i jutrzejszy dzień. Mniej więcej wiemy, co będziemy robili w tym dniu, czy coś dobrego, czy złego. Nikt nie wie, czy popełni zło np. w 2054 r. Nie wiemy, co będzie się działo w dalszej przyszłości. Odpowiadamy za to, nad czym mamy władzę. Jeśli ktoś pyta: „Po co się spowiadać, skoro znów zgrzeszę?”, to ja pytam, czy planuje grzech. Jeśli planuje, to rzeczywiście jest kiepsko. Jeśli natomiast w dniach, nad którymi mamy władzę, nie planujemy grzechu, to w tym momencie stajemy się święci. W pełnym znaczeniu tego słowa.

– Kiedyś, mówiąc o świętości, opowiadał Ksiądz o filmie, którego bohaterem był Gandhi...

– Jest w tym filmie scena, jak Hindusi idą do fabryki. Angielska policja wali ich pałkami po głowie. Potem stojące kobiety obmywają im rany, a oni na nowo ustawiają się w kolejkę i idą do fabryki. I znowu dostają w głowę, i znowu kobiety obmywają im rany, i tak w kółko. To jest symbol naszej drogi do nieba. Szatan daje nam po głowie, a Kościół robi opatrunek. Opatruje sakramentem, Eucharystią, miłością bliźniego. Potem szatan znowu daje nam po głowie i Kościół znowu nas leczy. Świętym nie jest ten, kto siedzi obok i krytykuje: „I co ci to da?”. Świętym jest ten, kto uporczywie zmierza do Pana Boga. Spójrzmy na Piotra. Dlaczego był święty? Przecież nic nie umiał, nic mu nie wyszło oprócz jednego. Oprócz wracania do Pana Boga. Wielu ludzi jest pysznych. Wstydzą się spowiedzi. Wychodzą na ring tylko wtedy, gdy wiedzą, że wygrają. A jeśli mają cień podejrzenia, że mogą przegrać, to nie podejmują w ogóle walki. Ja zachęcam do walki.

– Nieraz słyszymy, że człowiek, który grzeszy, nie będzie szczęśliwy. To dlaczego ludzie grzeszą?

– Bo to jest na początku bardzo atrakcyjne. Dlaczego jeszcze? Ludzie są pyszni, pokazują płytką dumę, nieraz pokazują, „kim to ja nie jestem”. I wadzą się z samym Bogiem. Kiedyś zapytano żebraka przed katedrą w Warszawie, ile dziennie zarabia. Odpowiedział, że w niedzielę do dwustu złotych. Pytający był zdumiony: „Jak to?! Pan tak sobie tylko siedzi i zarabia aż dwieście złotych? To przecież niesamowite!”. Żebrak odpowiedział krótko: „Bo ludzie są głupie!”. No i my grzeszymy dlatego, że też jesteśmy „głupie”. Wydaje nam się, że obietnica diabła to jakaś superoferta, coś nadzwyczajnego. A kończy się jak zwykle: płaczem, łzami, wyrzutami sumienia i uświadomieniem sobie własnej głupoty.

– W najnowszej książce pisze Ksiądz, że wiele osób jest niezadowolonych. I dzieje się tak bez względu na to, co mają i czym się zajmują. Ciągle coś nam przeszkadza. To jak znaleźć szczęście? Zaakceptować życie takie, jakie jest? Jeśli np. widzimy coś złego w Kościele, to mamy się nie odzywać, tylko kochać Kościół bez względu na to, co się w nim dzieje?

– Kiedy podczas rejsu ktoś nagle krzyknie, że w okręcie jest dziura, to raczej wszyscy rzucą się do roboty pod kierunkiem kapitana, żeby mieć szansę wyjść z tego cało. Mamy kochać Kościół takim, jaki jest. Nigdy nie był doskonały. Zawsze byli w nim grzesznicy, bo Kościół jest szpitalem. Człowiek, który grzeszy, jest w szpitalu. Jest chory i znajduje pomoc. Nieraz słyszę: „Tamten facet chodzi do kościoła, a przecież grzeszy. Wieczorami kłóci się z żoną”. Odpowiadam: „Ale jakby nie chodził do kościoła, to może by ją zabił?”. Ja, gdybym codziennie nie chodził do kościoła, na pewno byłbym gorszy, niż jestem, na pewno trochę bym rozrabiał. Kościół nas leczy. Pan Jezus jest ordynatorem, Matka Boża – pielęgniarką.

– Wróćmy do tych osób niezadowolonych z życia. Czy można znaleźć szczęście już teraz? W miejscu, w którym żyjemy, i w warunkach, w których się znajdujemy?

– Oczywiście. Kiedyś czytałem wspomnienia jednej z więźniarek z Ravensbrück. Napisała, że nigdzie nie spotkała tak wspaniałych ludzi jak tam – życzliwych, pomocnych, z otwartym sercem. Mówiła o swoich towarzyszkach, że to aniołowie chodzący po ziemi. Tam więźniarki pomagały sobie nawzajem. Gotowe były oddać za siebie życie. I chwaliły Boga za dobro, które przekazywał przez ich serca.

– Nie zawsze łatwo odnaleźć szczęście. Ktoś np. dowiaduje się, że jest chory na nowotwór, ma przerzuty i zostało mu kilka miesięcy życia. Jak ma odnaleźć szczęście?

– Wszystko zależy od tego, czy ta osoba jest przygotowana na śmierć. Każdy z nas ma się przygotowywać do tej chwili. Godzina śmierci jest najważniejsza, bo w niej dokonamy ostatecznego wyboru. Wybierzemy szczęście albo, nie daj Boże, piekło. Niektórzy pójdą do piekła z własnej chęci, z własnej woli na złość Panu Bogu. Tak Go nienawidzą. Nienawiść zatruwa człowieka. Człowiek nieraz z nienawiści potrafi cierpieć tylko po to, żeby innemu zadać ból.

– Wróćmy do człowieka, który się dowiedział, że ma nowotwór.

– Człowiek powinien być przygotowany, że może stać się inaczej, niż sobie tego życzymy. Gdy składamy życzenia, często słyszymy: „wszystkiego najlepszego”, „niech ci się wiedzie”, „powodzenia”, zdrówka, zdrówka, a przede wszystkim zdrówka”. Trzeba być przygotowanym, że może być inaczej, i życzyć ufności Chrystusowej. Kiedyś mój kolega ksiądz opowiadał, że w dzieciństwie, kiedy jechał rowerem, ciężarówka przycisnęła go do krawężnika. Przewrócił się z wielkim hukiem, rozbił kolano i zapłakany wrócił do domu. Mama spytała, o czym myślał, gdy ta ciężarówka na niego jechała. Była przekonana, że usłyszy o mamusi i tatusiu. Ale tak nie odpowiedział. To są chwile, kiedy trzeba myśleć o Bogu. Gdy spotyka nas takie nieszczęście jak nowotwór, myślmy o Bogu.

– Pojawiają się pytania: „Dlaczego ja? Skoro Bóg jest wszechmogący, może mi przecież pomóc; dlaczego nie pomaga?”. Czy są dobre odpowiedzi na takie pytania?

– Oczywiście, można znaleźć odpowiedź. Zależy to od konkretnej sytuacji. W niejednym domu nastąpiły zgoda, pojednanie, otwarcie oczu na coś, czego się wcześniej nie dostrzegało, tylko dlatego, że ktoś z pokorą przyjął śmierć. Takie osoby mogą zrobić dużo dobrego. Dostały oręż do czynienia dobra. A śmierć przecież i tak kiedyś nastąpi.

– Śmierć, która niczego nie kończy. Można powiedzieć: Idę po śmierć, czyli idę po życie?

– Życie się nie kończy, ale się zmienia. Idę po śmierć, idę po życie. Tak, to dobre określenie. Na pogrzebie mówi się o człowieku, który umarł. Ale przecież to my umieramy, a on żyje. Ilu rodziców, ojców, matek bierze dzisiaj Biblię do ręki i rozmawia z dzieckiem o zmartwychwstaniu? Posłużę się przykładem. Na dworcu kolejowym możemy zobaczyć tunel. Na peronie ptak dziobie okruszki. Mógłby wlecieć w ten tunel i znaleźć dużo jedzenia. Ale się boi. My też tak żyjemy. Nasze okruszki to samochód, DVD, komputer. Dziobiemy, a ciasny tunel prowadzi do życia wiecznego. Tylko że młodzi ludzie wiedzą jedno: liczy się kasa. Jedyną powszechną ideologią w Polsce jest materializm praktyczny. My tu sobie rozmawiamy, a tymczasem w Polsce odbywa się, powiedzmy, kilka tysięcy rozmów o pieniądzach. Jak mało mam kasy, jak bardzo potrzebuję kasy, gdzie można więcej zarobić...

– Co Ksiądz mówi tym, którzy tylko o tym myślą?

– Puknijcie się w głowę! Wjechaliście w ślepą uliczkę. Ona jest bajecznie kolorowa, śliczna, ale na końcu okaże się, że jest ślepa. Nie zaprowadzi nikogo do szczęścia. Godzinami mogę opowiadać o ludziach, którzy teoretycznie powinni być nieszczęśliwi, a jednak jest inaczej. Ostatnio np. fotografowano siostrę zakonną, która ma sto lat. Szukano oblicza starego człowieka na okładkę książki. Siostra zapytała, o czym jest ta książka. Usłyszała, że o ludziach starych, smutnych, chorych. Podziękowała. „To nie dla mnie i nie o mnie”. Miała pokój w sercu. Była szczęśliwa.

– Był Ksiądz kiedyś kapelanem w szpitalu. Widział, jak ludzie odchodzą z tego świata. I przyszła ta chwila, kiedy to Księdza dotknęła choroba. Jak to Ksiądz przeżywa?

– Na razie raczej z humorem. Nie załamuję się. Lubię rozmawiać z Panem Bogiem po wojskowemu, chociaż nigdy w wojsku nie byłem. Wyobrażam sobie, że Pan Jezus mówi o chorobie: „Pawlukiewicz, masz nowego przyjaciela”. Odpowiadam: „Tak jest!”. I żyję dalej.

– Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej.

– Kiedy Ksiądz się zorientował, że jest poważnie chory?

– W 2007 r. Przy goleniu zadrżała mi ręka. Nie mogłem precyzyjnie dotykać maszynką twarzy. Potem był problem z wyciągnięciem chusteczki do nosa albo portfela z kieszeni. Z trudem myłem zęby. Ale jeszcze wtedy były to drobne dolegliwości. Teraz jest inaczej. Szukam jednak pozytywnych stron. Jestem wzruszony opiekuńczością sióstr zakonnych, kapłanów, ludzi świeckich. Przychodzą, pytają, czy w czymś mi pomóc, czy dokądś podwieźć, coś kupić. Te codzienne doświadczenia kontrastują z obrazem polskiego kleru, który ostatnio przedstawił jeden z reżyserów. Ja widzę codziennie inny świat i jestem nim pozytywnie zaskoczony.

– Czy boi się Ksiądz śmierci?

– Teraz nie (uśmiech). Siedzimy sobie w miły jesienny wieczór. Miło się rozmawia, jest przyjemnie. Ale jak przyjdzie lekarz i powie, że to już koniec, to pewnie będę zazdrościł tym, którzy będą mogli oglądać następne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Pewnie też tym, którzy dostaną nowy sprzęt muzyczny, taki idealny, bezszumowy... Wiem jednak, że Pan Bóg pokaże mi w niebie wiele fantastycznych rzeczy, o których na ziemi nie mamy pojęcia. Oczywiście, jeśli znajdę się w niebie, o co Boga pokornie proszę.

– Mówi Ksiądz, że każdy powinien przygotować się do śmierci. A Ksiądz jak to robi?

– Dużo myślę o śmierci, o przemijaniu. Dwa miesiące temu umarła moja mama. Widziałem ją przez całe moje życie, czyli prawie przez 60 lat. Przyglądałem się, jak żyła, byłem blisko w chorobie, kiedy umierała. I bardzo realnie spojrzałem na siebie. Mam prawie 60 lat, jestem chory. Oczywiście, można jeszcze pracować, funkcjonować, ale trzeba realnie oceniać sytuację i przygotować się na ten moment. Przygotować – to znaczy wypełnić swoją misję na maksa. Zrobić to, co zostało do zrobienia i co można zrobić przy wszystkich ograniczeniach. Tak, aby potem stanąć jak szeregowiec przed Generałem i usłyszeć od Niego słowa: „Dobrze, synu. Wiele uczyniłeś dobrego i wielką dostaniesz nagrodę w niebie”.

– Liczy Ksiądz na cud? Przecież wiele osób doświadczyło cudu.

– Kiedy o tym myślę, mówię sobie: „To byłby numer!”. Podchodzę do wszystkiego z humorem. Na początku, gdy lekarze stwierdzili, że to choroba Parkinsona, pojechałem do sióstr zakonnych na rekolekcje. Laseczką się podpierałem, żeby się nie przewrócić. Na spotkaniu po skończonych rekolekcjach słuchaczki wymieniały poglądy: które nauki się podobały, które mniej. Ze zdumieniem usłyszałem od 90 proc. zakonnic, co zrobiło na nich największe wrażenie: to, że ks. Pawlukiewicz o lasce zmagał się przy ołtarzu, żeby czegoś nie wylać, bo ręka mu drżała. Potem pojechałem na zamknięte rekolekcje do studentów i usłyszałem to samo. Wtedy dopiero można się było załamać! Trochę się buntowałem, no bo jak to, nie podziwiają moich słów, wygłaszanych mądrości, tylko podziwiają laskę, którą się podpieram, żeby nie wylądować na ziemi? Skandal! (śmiech).

– Bywają chwile depresji?

– Kiedyś miałem złe dni. Pomyliłem tabletki i zajrzała mi w twarz perspektywa domu starców. Marzyłem wcześniej, że jak będę ociężały, to kupię sobie jakiś fajny, duży telewizor. Tak na koniec. A potem przepiszę go jakimś biednym dzieciom. A tu po lekach nastąpiło jakieś nagłe załamanie zdrowia i perspektywa, że już nie zdążę zrobić nawet tego i wyląduję w domu księży emerytów. A tam łóżko i pampersy.

– Czy w takiej sytuacji inaczej przeżywa się życie? Czy jest się bliżej Boga?

– Cieszę się, że Bóg uchronił mnie od postawy buntu. Od stawiania pytań, dlaczego, i mówienia: „przecież dobrze żyłem”.

– Powróćmy na koniec do najnowszej książki. Jakie jest jej najważniejsze przesłanie?

– Chcę przekazać wszystkim: gryź, kop, szalej, ale wracaj. Wracaj do Pana Boga. Na różne sposoby. Możesz żebrać, płakać, prosić o spowiedź, ale jednego nie zaniechaj. Wróć do Kościoła, wróć do Pana Boga. Konfesjonały są otwarte codziennie, za darmo. Nie czekaj na koniec życia, bo nie wiesz, kiedy nastąpi. Zacznij wracać. Już teraz.

– Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Depo na Jasnej Górze: historia ma tylko wtedy sens, gdy służy życiu człowieka i narodu

2018-12-13 17:44

it / Jasna Góra (KAI)

- Spojrzenie połączone z modlitwą za Ojczyznę pyta o sens wydarzeń i sprawiedliwe ich osądzenie, o znaczenie dla naszego dziś. Historia ma tylko wtedy sens, gdy służy życiu człowieka i narodu – mówił abp Wacław Depo. Metropolita częstochowski na Jasnej Górze przewodniczył Mszy św. w intencji Polski. Wzięli w niej udział represjonowani, więzieni w stanie wojennym i „ludzie Solidarności”.

Marian Sztajner/Niedziela

- Przeżywając stulecie niepodległości, wpisujemy w dziękczynienie, na wzór Maryi, dramat 13 grudnia 1981 r., następnych miesięcy i lat. Ponad stu zabitych, 10 tys. uwięzionych, tysiące zmuszone do emigracji oraz zapaść związana z kryzysem moralnym i znieprawieniem sumień Polaków po dzień dzisiejszy – mówił w kazaniu abp Depo.

Podkreślał, że „patrzenie wstecz nie może być zagłuszone rocznicowymi akademiami, przemówieniami i koncertami, które są potrzebne, ale dla prawdy i jedności”. - To spojrzenie połączone z modlitwą za Ojczyznę pyta o sens wydarzeń i sprawiedliwe ich osądzenie, o ich znaczenie dla naszego dziś. Historia ma tylko wtedy sens, gdy służy życiu człowieka i narodu – podkreślał metropolita częstochowski. Przypomniał, że „w duchu odpowiedzialności już św. Piotr wołał o pobudzanie pamięci. - To dlatego Kościół to zalecenie podtrzymuje – dodawał – przypomina ludziom tej ziemi o obowiązku pamięci i czerpania ze skarbnicy przeszłości w imię roztropnej teraźniejszości i mądrego realizowania narodowej przyszłości.

- Utrwalanie tej pamięci o cierpieniach, ofierze i miłości Ojczyzny to wielki obszar działań najpierw w rodzinach, a potem w edukacji dzieci i młodzieży, na uniwersytetach, w pomnikach i w ulicach z imionami prawdziwych patriotów – mówił kaznodzieja.

Po Mszy św. jej uczestnicy przeszli przed szczyt Jasnej Góry, gdzie ze zniczy, w geście pamięci, ułożony został duży świetlisty krzyż.

Dzień modlitwy zakończy Apel Jasnogórski pod przewodnictwem ks. Ryszarda Umańskiego, kapelana częstochowskiej „Solidarności”.

Od pierwszych dni stanu wojennego 1981 r. datuje się sprawowanie przed Cudownym Obrazem Maryi codziennej Mszy św. w intencji Ojczyzny. W Sanktuarium zgromadzonych jest wiele pamiątek tamtych tragicznych dni. Są transparenty, druki, ulotki, informatory, symboliczne oporniki, fotografie, sztandary, miniatury pomników „Solidarności” oraz pamiątki internowanych: koszule z autografami, rzeźby, krzyże, korespondencja, ulotki czy podziemna prasa.

Szczególnie wymownym wotum jest obraz Matki Bożej namalowany na kocu więziennym oraz wykonany ręcznie krzyż z pasyjką, zrobioną również z więziennego koca.

W pierwszych dniach stanu wojennego opozycjoniści zredagowali na Jasnej Górze swoją pierwszą podziemną ulotkę. Była nią modlitwa do Matki Bożej Częstochowskiej o uwolnienie aresztowanych. Powielano ją potem na maszynie do pisania.

W grudniu najbardziej poszukiwani działacze znaleźli schronienie w jasnogórskiej wieży, gdzie jedzenie przynosił im jeden z paulińskich braci. Dzięki tym działaniom uniknęli oni pierwszej fali aresztowań.

Przez cały stan wojenny ludzie „Solidarności” przybywali do Sanktuarium, szukając tu umocnienia i nadziei. Tak było m.in. w przypadku Wojciecha Kilara. Kompozytor opowiadał, że na początku stanu wojennego zaczął bywać na Jasnej Górze nieco częściej, a stało się to poniekąd za sprawą innych ludzi, ponieważ przyjeżdżał tu z Jerzym Dudą-Graczem w związku z plenerem malarskim. - Podczas stanu wojennego Jasna Góra była dla mnie schronieniem, ale nie przed represjami politycznymi. Byłem wprawdzie zaangażowany w działalność Komitetów Obywatelskich i ruch ’Solidarność’, jednak nie odgrywałem w tym ruchu jakiejś znaczącej roli, więc raczej nic mi nie groziło. Chodziło o coś innego. Stan wojenny był okresem jakby utraty nadziei, okresem przygnębienia. I właśnie przed tą rzeczywistością znalazłem schronienie na Jasnej Górze. Tu, przy Cudownym Obrazie Matki Bożej, poczułem się wolny. Poczułem, że tak naprawdę wszystko jest nieważne, że ten trudny okres, który teraz przeżywamy, jest chwilowy. Ufałem, że Matka Boża nas nie opuści, pomoże nam i wyjdziemy z tego zwycięsko – wspominał w jednym z wywiadów.

Co roku na placu przed Jasną Górą, wzdłuż alei Henryka Sienkiewicza, mieszkańcy Częstochowy i pielgrzymi zapalają znicze, tworząc z nich krzyż, ciągnący się od figury Matki Bożej Niepokalanej do pomnika bł. ks. Jerzego Popiełuszki. To właśnie tam w grudniu 1981 roku częstochowianie zapalali znicze, jednocząc się z internowanymi.

13 grudnia 1981 r. rano na Jasną Górę przyjechał prymas Polski, kard. Józef Glemp. W przemówieniach wygłoszonych tego dnia w sanktuarium kardynał nie krył, jak boleśnie przeżywa wprowadzenie stanu wojennego. Wzywał jednak do rozważnego postępowania i zachowania spokoju. Przemawiał wtedy do modlącej się na Jasnej Górze młodzieży i studentów NZS-u.

O Jasnej Górze wspomniał także tego dnia papież Jan Paweł II. W Watykanie, nawołując do modlitwy w intencji Polski, Ojciec Święty powiedział: „polecam Polskę i wszystkich Polaków Tej, która dana jest narodowi ku obronie".

Następnego dnia, 14 grudnia 1981 roku, gospodarze jasnogórskiego sanktuarium - ojcowie paulini - odprawili specjalną Mszę w intencji ojczyzny. Od tej pory codziennie o 15.30 na Jasnej Górze, w Kaplicy Matki Bożej, odprawiane są msze za ojczyznę.

Co roku w maju na Jasną Górę przybywa także Ogólnopolska Pielgrzymka Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym. - Jasna Góra była zawsze dla nas ostoją - mówiła przewodnicząca Ogólnopolskiej Federacji Stowarzyszeń Represjonowanych w Stanie Wojennym, Anna Rakocz. Ubolewała, że ze względów zdrowotnych do Częstochowy przyjeżdża coraz mniej osób a ci, którzy jeszcze mogą przybyć chcą być świadkami i dzielić się swoim trudnym doświadczeniem z młodymi.

Represjonowani w czasach PRL często mówią, że krzywd nie sposób zapomnieć, zwłaszcza że represje nie skończyły się wraz ze zniesieniem stanu wojennego. Byli pozbawiani pracy, zastraszani, bici, poniżani, więzieni, zatrzymywani. Są ofiary a winnych wciąż nie rozliczono.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem