Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

W ostatniej scenie „Wyklętego” ściskam różaniec dziadka

2017-03-10 19:04

Artur Stelmasiak

Materiały prasowe

Rozmowa z Wojciechem Niemczykiem, aktorem i odtwórcą głównej roli w filmie "Wyklęty"

ARTUR STELMASIAK: – Na ekrany kin wszedł film "Wyklęty", w którym gra Pan główną rolę. Może Pan przedstawić swojego bohatera?

WOJCIECH NIEMCZYK: – Mój bohater ps. "Lolo" jest przede wszystkim okropnie samotnym człowiekiem, który stracił wszystkich przyjaciół. Jest odizolowany od swojej rodziny i małego synka. On walczy ze swoją samotnością i walczy z samym sobą. Jego decyzja o podjęciu walki z komunistami była podyktowana chęcią walki o życie.

Reklama

– A jak wyglądała gra na planie?

– Długie godziny spędzone na mrozie w bardzo ciężkich warunkach. Ale były to sceny na łonie przyrody. W pewnym momencie ekipa filmowa i kamery przestawały dla mnie istnieć, a czas na planie można porównać do osobistej medytacji. Po prostu wędrowaliśmy po górach z grupą przyjaciół, która czuje, że ma coś bardzo ważnego do opowiedzenia.

– Czyli hobby i rekreacja?

(śmiech)... – Można tak ująć. Gdy rozpoczęliśmy pracę nad filmem, nikt nie wiedział, czy na pewno uda się go zrealizować. Dopiero po roku, dwóch zaczęły pojawiać się promyki nadziei, że film powstanie. Dlatego tak bardzo się cieszymy z jego premiery.

– Które sceny w filmie dały Panu najwięcej satysfakcji?

– To ten czas kiedy mój bohater "Lolo" zmagał się z samotnością i samym sobą. Mam nadzieję, że udał nam się ukazać dramat i jednocześnie poetykę między słowami.

– Jak Pan ocenia zwrot polskiego kina w stronę filmu historycznego, a zwłaszcza o podziemiu antykomunistycznym?

– Nie wiem, czy to jest jakiś wielki zwrot. Tak naprawdę filmów powstało dopiero kilka, a przecież walka i bohaterstwo Żołnierzy Wyklętych zasługuje na znacznie więcej. Ja bym sobie życzył, aby tego typu filmy były produkowane w normalnych warunkach. Historia Polski jest studnią bez dna i można naprawdę opowiadać wielkie i ciekawe historie. Powinniśmy z tej studni czerpać, bo kino historyczne ma to do siebie, że jest ponad czasowe i się tak szybko nie przedawnia. Dobre kino historyczne zostaje dla następnych pokoleń.

– Ile Pan ma lat i czy ma Pan dzieci?

– Ja mam 34 lata, a moja córeczka urodziła się podczas pracy nad tym filmem

– Czyli jest Pan mniej więcej w wieku głównego bohatera i z łatwością wyobraża sobie, co czuł żołnierz, który nie może spotykać się z rodziną i widzieć jak rośnie jego synek?

– Tak myślę, że sytuacja życiowa pomogła mi się wczuć w tę rolę. Lepiej zrozumiałem dramat tego człowieka. Wartości, które film niesie są mi bardzo bliskie.

– Czy to ważny film?

– Według mnie, jest on dedykowany dla wszystkich, ale najbardziej zależy nam na młodych. Żyjemy bowiem w czasach, gdy zasady prawie nic nie znaczą i skupiamy się na jakiejś próżności, dążeniu do własnych wygód i zaspakajania własnych potrzeb.

– Widzę, że nosi Pan różaniec na szyi. Czy jest on ozdobą, czy może coś więcej znaczy dla Pana?

– Oczywiście, że znaczy. Modle się codziennie i staram sie również odmawiać różaniec. Ten różaniec jest wyjątkowy bo dostałem go od mojej umierającej babci, a więc jest dla mnie podwójnie ważny. Dlatego prawie zawsze go mam przy sobie.

– To ten różaniec trzyma Pan w dłoniach w ostatniej scenie filmu?

– Nie. W filmie ściskam w dłoniach różaniec dziadka mojej żony.

Tagi:
wywiad aktor

O teologii teatru w gminie Lubin

2018-04-04 10:33

Marek Perzyński
Edycja legnicka 14/2018, str. VI-VII

Karczowiska w gminie Lubin przeżywają boom demograficzny, kończą budować kaplicę mszalną, mają pięciu mistrzów sportu, ale wizyta gościa z tytułem mistrza mowy polskiej to wydarzenie niecodzienne

Marek Perzyński
Zainteresowanie spotkaniem z mistrzem mowy polskiej Dariuszem Bereskim i dyrektorem Teatru Polskiego Cezarym Morawskim było spore,

Przyjechał 17 marca i mówił m.in. o poezji Karola Wojtyły, który po wyborze na Stolicę Piotrową, jako Jan Paweł II, potrafił wznieść swój naród na wyżyny ducha.

Dariusz Bereski, aktor Teatru Polskiego, ów mistrz, zna w „Tryptyku rzymskim” Karola Wojtyły każde słowo. Gdy Jan Paweł II umierał, był aktorem Teatru im. Horzycy w Toruniu.

– Teatr nie grał, ale dyrektor wiedział, że musimy włączyć się w narodowe przeżywanie tego, co się wtedy działo, choć sam osobiście był daleki od Kościoła. „Tryptyk rzymski” pozwolił wielu osobom odczuć bliskość z Janem Pawłem II. Prezentowałem go potem wielokrotnie, niebawem uczynię to ponownie w Teatrze Polskim we Wrocławiu, z okazji Święta Teatru – mówi aktor.

Na początku było Słowo

Karol Wojtyła, wielki humanista, chciał, by powstała teologia teatru, słowo miało dla niego wymiar mistyczny. Oto sama Biblia podaje, że „Na początku było słowo, a słowo było u Boga”. Zainteresowanie Wojtyły teatrem wynikało więc z potrzeby ducha, aktorstwo traktował jak misję, zamierzał zająć się nim zawodowo. Pisał wiersze. Bereski, aktor i poeta, jest w tym bliski Wojtyle.

– W teatrze jestem sobą, ale schowany za maską, zaś w poezji się nie schowam, bo sam jestem podmiotem lirycznym – mówił na spotkaniu z mieszkańcami Karczowisk.

Jako „podmiot liryczny” zachwycił. Dowcip, twarz niczym z portretów z czasów wojny 30-letniej (XVII wiek) i głos, który ze zwykłego słowa czyni dzieło sztuki – on cały jest teatralny. Mówi szczerze, że teatr bez widza nie ma sensu. Poza sceną jednak nie gra, jest prawdziwy, ma w sobie zwykłą ludzką wrażliwość. W świecie teatru nie jest to postawa oczywista i częsta.

Dyrektor teatru po słowie z dyrektor Dubińską

Bereski nie był jedyną gwiazdą spotkania z mieszkańcami Karczowisk. Dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu Cezary Morawski występuje na teatralnych deskach, reżyseruje, zagrał główną rolę w filmie-pomniku polskiej kinematografii „Akcja pod Arsenałem”, ale popularność przyniosła mu rola w serialu „M jak miłość”. Jest umówiony z Magdaleną Dubińską, dyrektorką Ośrodka Kultury Gminy Lubin, że aktorzy Teatru Polskiego poprowadzą w tej gminie warsztaty edukacyjne.

– Teatr Polski we Wrocławiu jest instytucją samorządową województwa dolnośląskiego, zatem obszar jego działania jest szerszy niż Wrocław i w misji ma wpisaną też działalność edukacyjną, stąd nasza obecność w Państwa gminie – tłumaczył. – Zapraszamy do Wrocławia, do teatru, gdzie pokażemy go nawet od kulis.

Oni już wiedzą, że teatr to nie tylko rozrywka

Bakcyl teatru już w gminie Lubin zagościł, mnóstwo osób obejrzało „Kordiana” w Teatrze Polskim. To rozrywka szlachetna, więc cieszy, że na widowni przeważała młodzież. Teatr porusza, bywa znakiem sprzeciwu, niesie go wielka literatura, jest ostoją poprawnej polszczyzny i dostarcza rozrywki. Owszem, bywa, że brakuje czasu na tego typu doznania, ale nie skorzystać z takiej oferty, gdy się pojawia, to grzech zaniedbania.

Kilka osób na spotkanie z mistrzem mowy polskiej i dyrektorem Teatru Polskiego we Wrocławiu przyjechało do gminy Lubin z... Wrocławia. To młodzi ludzie, którzy pochodzą z gminy Lubin i obecnie mieszkają czasowo we Wrocławiu. Interesują się teatrem, ale we Wrocławiu łatwiej spotkać się ze świętym niż dyrektorem Teatru Polskiego, człowiekiem bardzo zajętym. Kieruje instytucją, która zatrudnia na etacie 160 osób, ma 3 sceny i ogromne potrzeby finansowe. Zarządzanie taką instytucją to dopiero sztuka.

Karczowiska: było 15, jest 150 numerów

Od 2011 r. sołtysem Karczowisk jest Dariusz Sędzikowski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego w oddziale Zakładów Wzbogacaniu Rud. To dzięki jego kontaktom rozpoczęła się w 2018 r. współpraca gminy Lubin z Teatrem Polskim we Wrocławiu.

Karczowiska przeżywają renesans od czasu, gdy z Polski wycofano wojsko sowieckie stacjonujące też w gminie Lubin i uchylono zakaz stawiania nowych domów, bo zrezygnowano z planów eksploatacji złóż węgla. W latach 70. XX wieku liczyły ok. 15 budynków, obecnie – już 150. Nic dziwnego, to wieś atrakcyjnie położona: w środku lasu i do tego doskonale skomunikowana – niedaleko stąd do Lubina i Legnicy. Integracji mieszkańców sprzyjają festyny rodzinne, organizowane m.in. celem zbiórki funduszy na dokończenie budowy i wyposażenie kaplicy mszalnej. Kościół parafialny jest w Zimnej Wodzie, nie jest więc to sytuacja komfortowa dla ludzi starszych. Ponadto kościół to miejsce naturalnej integracji społeczności lokalnej.

Na spotkaniu z Teatrem Polskim gości podejmował m.in. radny gminy wiejskiej Lubin Marcin Nyklewicz. Spotkanie zorganizowano w Raszówce, bo w Karczowiskach nie ma jeszcze odpowiedniej sali.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Trzeba, aby w Europie otworzyły się drzwi dla Chrystusa

2018-04-25 06:57

Ks. Mariusz Frukacz

„Trzeba, aby w Europie otworzyły się drzwi dla Chrystusa. Trzeba, aby Chrystus miał „paszport”, swoje miejsce w Europie i w Polsce” - mówił w homilii 24 kwietnia ks. inf. Ireneusz Skubiś, honorowy redaktor naczelny Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, w katedrze św. Wacława w Ołomuńcu na Morawach. Mszy św. dla 500 pielgrzymów z diecezji rzeszowskiej, którzy w ostatnich dniach pielgrzymowali m.in. do grobu św. Jana Pawła II w Rzymie przewodniczył biskup senior Josef Hrdlička, biskup pomocniczy archidiecezji ołomunieckiej w latach 1990-2017.

Bożena Bobowska

Mszę św. koncelebrowali kapłani, duchowi opiekunowie pielgrzymki, na czele z ks. Józefem Kulą redaktorem odpowiedzialnym edycji rzeszowskiej „Niedzieli” i kierownikiem pielgrzymki oraz ks. Jarosław Krzewicki, kapłani z redakcji „Niedzieli”: ks. Mariusz Frukacz i ks. Jacek Molka. Na Mszy św. byli również obecni pracownicy „Niedzieli” z Częstochowy.

Zobacz zdjęcia: Czytelnicy "Niedzieli Rzeszowskiej" w Ołomuńcu

„Bardzo są nam potrzebne silne więzy z Kościołem polskim. Odprawiamy tę Eucharystię w intencji wszystkich tych, którzy tworzą i propagują tygodnik „Niedziela”, który jest znany i u nas. Oby Kościół polski inspirował nas i całą Europę jak być wiernym dziedzictwu Jana Pawła II w czasach, kiedy Europa traci ducha i zapomina o swych chrześcijańskich korzeniach” – mówił na początku Mszy św. bp Hrdlička i przekazał pozdrowienia i błogosławieństwo od abp. Jana Graubnera, arcybiskupa archidiecezji ołomunieckiej.

W homilii ks. ks. inf. Ireneusz Skubiś przypomniał m. in. ideę założonego prze niego w Ruchu Europa Christi. - Trzeba znowu dać miejsce Chrystusowi w Europie. Dlatego Ruch Europa Christi chce, aby w Europie otworzyły się drzwi dla Chrystusa. Jana Paweł II, który rozpoczynał swój pontyfikat 40 lat temu powiedział: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!” – mówił ks. Skubiś i dodał: „Europa zaczyna się gubić. Europa jest chora. To jest kryzys tożsamości Europy”.

- Tożsamość Europy wypływa z filozofii greckiej, prawa rzymskiego i z Ewangelii. To Ewangelia przyniosła najważniejsze prawo, które mieści się w dwóch słowach „będziesz miłował”.- kontynuował ks. Skubiś.

- Najważniejszym przesłaniem Ewangelii jest miłość. Europa dzisiaj postawiła na pieniądze, wynalazki i eksperymenty, na rozwijający się przemysł, a jednocześnie Europa jest chora duchowo. Duch Europy jest chory – przypomniał duchowny.

Honorowy redaktor naczelny „Niedzieli” zaznaczył, że „w Europie dzisiejszej nie ma właściwie wielkich mężów, liderów”. - Są politycy i przywódcy partyjni, ale ogarnia nas smutek, bo w Europie brakuje wielkiego wewnętrznego rozwoju.

Można być dobrym specjalistą, ale potrzebny jest człowiek duchowy – mówił ks. Skubiś.

- Największą chorobą Europy jest dzisiaj samotność. W tej Europie pies, kot i inne zwierzęta są często lepiej traktowane niż człowiek. Tego mamy przykład w Polsce, gdzie rząd, sejm tak bardzo się rozczulają nad zwierzętami futerkowymi, a jakie są problemy z tym, żeby wprowadzić zakaz zabijania nienarodzonych dzieci. I to przez ludzi, którzy przecież chodzą do Kościoła i mówią, że są katolikami. Ale jaki to katolik, który wyłącza z Dekalogu wielkie przykazanie „nie zabijaj!” ? – podkreślił moderator Ruchu Europa Christi i zaapelował: „Musimy otworzyć oczy i uszy na to jaki jest przekrój moralny przywódców europejskich”.

Ks. Skubiś przypomniał, że „tożsamość Europy wypływa z wielkiej kultury chrześcijańskiej”. - A dzisiaj wprowadza się kulturę genderyzmu, która jest absolutnie przeciwna objawieniu chrześcijańskiemu i chrześcijańskiej wizji człowieka, małżeństwa i rodziny – mówił ks. Skubiś.

- Europa i Polska musi wrócić do świętości. To świętość jest największym darem i zadaniem człowieka – kontynuował honorowy redaktor naczelny „Niedzieli” dodając, że „Polska jest wdzięczna Czechom za sakrament chrztu świętego”.

Mówiąc o roli jaką może odegrać dzisiaj Ruch Europa Christi ks. Skubiś podkreślił, że ruch ten „chce umocnić teologię zmartwychwstania”. - W Europie są miliony wierzących chrześcijan a garstka masonów, oszustów i ateistów rządzi nami. Oni wprowadzają swoje prawa, wprowadzają kłamstwo, nieprawość i demoralizację. A chrześcijanie śpią. Może i Kościół śpi. Musimy ożywić Europę. W Ewangelii jest duch, moc i dynamizm. Czy wiecie co to znaczy, że Chrystus zmartwychwstał i jest z nami? – wołał ks. Skubiś i przypomniał, że ważną sprawa dla Europy jest rodzina.

- To rodzina służy życiu. Stosunek do życia ludzkiego jest papierkiem lakmusowym w Europie czy ktoś jest chrześcijaninem czy nie jest nim.- przypomniał ks. Skubiś.

Honorowy redaktor naczelny „Niedzieli” odniósł się również do kwestii wolnych niedziel od handlu - Niedziela, dzień święty należy do Boga. Mówi się o odpoczynku i czasie dla rodziny, ale zgubiliśmy w tym wszystkim Chrystusa. Znika nam motywacja Chrystusowa. Musimy powrócić do źródeł, do Ewangelii.- zauważył ks. Skubiś.

- Pytamy quo vadis Domine, dokąd idziesz Panie Jezu? I chcielibyśmy usłyszeć: Wracam do Europy.- zakończył ks. Skubiś.

Przed końcowym błogosławieństwem bp Hrdlička powiedział:” Potrzebujemy was Polacy. Potrzebujemy Kościoła silnego w Polsce”.

Pielgrzymi otrzymali egzemplarze „Niedzieli” oraz pamiątki z redakcji.

Ołomuniec w Czechach stanowi historyczną stolicę Moraw. Ołomuniec był w granicach arcybiskupstwa Moraw i Panonii (Węgier). W latach 869-885 arcybiskupem Moraw i Panonii był św. Metody, apostoł Słowian.

Budowę katedry św. Wacława w Ołomuńcu rozpoczął książę Świętopełk w latach 1104-1107. Kontynuował ją jego syn Wacław Henryk, który przed swoją śmiercią w 1130 r. przekazał budowę biskupowi ołomunieckiemu Jindřichowi Zdíkovi. Jeszcze nie dokończona budowla została konsekrowana 30 czerwca 1131 r., dokończono ją dopiero w roku 1141. W tym samym roku stała się też katedrą, to znaczy kościołem biskupim.

W katedrze ołomunieckiej znajduje się ciało św. Jana Sarkandra (1576 – 1620), kapłana, męczennika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Henryk Hoser o sprawie Alfiego Evansa: Sądy stają się panami życia

2018-04-25 14:16

Rozmawiał Adam Kacprzak/wpolityce.pl

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a którą mu się odbiera - powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl arcybiskup Henryk Hoser SAC, biskup senior diecezji warszawsko-praskiej.

Artur Stelmasiak
Abp Henryk Hoser

wPolityce.pl: Księże Arcybiskupie, historia dwuletniego Alfiego Evansa bez wątpienia porusza, ale także i bulwersuje. Lekarze przekonywali, że jego terapia jest „daremna”, a wręcz „nieludzka”. Czy ktokolwiek ma moralne prawo wygłaszać takie słowa?

Ks. Arcybiskup Henryk Hoser: Każda terapia jest ludzka. Nieludzkie może być traktowanie człowieka. Trzeba powiedzieć, że ten przypadek nie podpada pod pojęcie terapii uporczywej, czyli daremnej, ponieważ nie zachodzą dwie ważne proporcje. Po pierwsze, to jest dwuletnie dziecko, czyli organizm rosnący, a nie będący u kresu swego życia człowiek podeszły, którego perspektywa życia biologicznego nie jest długa. Tutaj przede wszystkim są pewne szanse podtrzymania tego dziecka przy życiu. A nawet gdy dzisiaj nie mamy efektywnej terapii leczenia, to jednak postęp w leczeniu chorób genetycznych jest tak duży, że za jakiś czas można by pomoc przyczynowo. I po drugie, fakt, że to dziecko, odłączone od aparatury, oddychało samodzielnie ponad 10 godzin, pokazuje, że miało ono autonomię życia.

Przy tej sprawie trzeba zwrócić jeszcze uwagę, że mimo postawy rodziców i nadaniu dziecku włoskiego obywatelstwa - co stało się dzięki zaangażowaniu Ojca Świętego - by mogło zostać transferowane do rzymskiego szpitala Bambino Gesu, nie chciano dać mu tej możliwości. Trzeba też wreszcie powiedzieć, że jest bardzo złą praktyką, że to sądy stają się panami życia i śmierci.

Czy można powiedzieć w takim razie, że system – sąd brytyjski, ale także trybunał w Strasburgu, który podtrzymał decyzję o odłączeniu od aparatury – stał się w jakimś sensie przejawem cywilizacji śmierci?

To jest przejaw cywilizacji śmierci. Widzimy tę perspektywę i autonomię życia, która już tutaj zaistniała. Natomiast przypadki takich chorób regresyjnych - gdy dziecko urodziło się bez objawów, a które postępują teraz – powinny być uprzywilejowane przez badania medyczne, by można było takie choroby obserwować i potem leczyć. A tego się nie robi. Każdy taki przypadek jest wielkim wyzwaniem dla nauki o człowieku i medycyny.

Pojawia się również pytanie o prawa rodziców, którzy walczyli o życie swojego dziecka przed sądami. Czy w świecie Zachodu rodzice tych praw już nie mają?

Coraz bardziej te prawa są im odbierane. A w tym wypadku, nawet jeśli państwo brytyjskie nie chciało tego dziecka utrzymywać – co na pewno nie stanowi wielkiego obciążenia – to powinno zgodzić się na przewiezienie go tam, gdzie chciano go leczyć, czyli wyspecjalizowanego szpitala rzymskiego Bambino Gesu.

Interwencja Ojca Świętego Franciszka i Watykanu daje chyba poczucie nadziei, że Kościół wypełnia tak mocno swoją misję obrony życia.

Został już prawie sam na tej arenie walki o życie. Coraz mniej jest instytucji, które broniłyby ludzkiego życia tak konsekwentnie jak właśnie Kościół.

W Wielkiej Brytanii widzimy wyraźnie dwa obrazki: ciężko chory dwulatek, skazany na śmierć i radość z powodu narodzin „royal baby”. Ten rozdźwięk chyba nie najlepiej świadczy o społeczeństwie Zachodu?

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a które się odbiera.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem