Reklama

Święto kobiet u najpiękniejszej z Niewiast

2017-03-10 08:29

it/Częstochowa/KAI

Bożena Sztajner

Szczególna modlitwa w intencji kobiet zanoszona była 8 marca na Jasnej Górze. W Sanktuarium odbyło się Święto kobiet u najpiękniejszej z Niewiast. Wieczornej Mszy św. przewodniczył bp Wiesław Szlachetka, delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. duszpasterstwa kobiet. Odbyła się też dyskusja o roli kobiet w życiu Kościoła i Narodu. Święto wpisało się w kolejny Wieczór Maryjny z cyklu „Moja Mama jest Królową”. Spotkania to ważny element świętowania Jubileuszowego Roku 300-lecia Koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej.

Celem spotkania było ukazanie piękna kobiecego powołania oraz roli niewiast w życiu rodziny i Narodu. Tegoroczne święto było wyjątkowe ze względu na przeżywany Jubileusz 300-lecia Koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej. Rok Jubileuszowy upamiętnia pierwszą koronację papieskimi diademami wizerunku Jasnogórskiej Maryi z 8 września 1717 r., która była także pierwszą taką ceremonią poza Rzymem.

Senat i Sejm RP w oddzielnych uchwałach podjęły decyzję o ustanowieniu roku 2017 Rokiem 300-lecia Koronacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, podkreślając, że Wizerunek Bogurodzicy na Jasnej Górze, otaczany czcią od ponad 600 lat, jest jednym z najważniejszych religijnych i materialnych skarbów narodowych a Jasna Góra jako duchowa stolica Polski stanowi główny ośrodek tego kultu i pielgrzymowania na ziemi polskiej. Senatorowie i posłowie są przekonani o szczególnym znaczeniu kultu maryjnego dla naszej Ojczyzny, nie tylko w aspekcie religijnym, ale i społecznym, patriotycznym oraz kulturowym.

Msza św. o godz. 18.30 w Kaplicy Matki Bożej sprawowana była w Kielichu Życia i Przemiany, wyjętym specjalnie na dzisiejszą okazję z jasnogórskiego skarbca. Kielich to to dar kobiet polskich złożony Pani Jasnogórskiej 3 maja 1982 r. jako wotum dziękczynienia za Jej 600-letnią opiekę nad Polskim Narodem i z prośbą o przemianę życia Polaków.

Reklama

Zobacz zdjęcia: Piąty Wieczór Maryjny na Jasnej Górze

Po Eucharystii w bazylice jasnogórskiej odbyła się dyskusja o roli kobiet w życiu Kościoła, narodu i społeczeństwa. Gośćmi spotkania były: Małgorzata Buczkowska-Szlenkier, aktorka, żona, mama 3 dzieci; s. Jola Glapka ze zgromadzenia Sacre Coeur, terapeutka uzależnień; Judyta Syrek – redaktor naczelna portalu Stacja 7, autorka książek m.in. „Kobieta, boska tajemnica”; Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna „Niedzieli”. Rozmowę poprowadziła Agnieszka Porzezińska – dziennikarka i scenarzystka.

Dyskusję poprzedziło rozważanie wokół piątej tajemnicy różańcowej „Odnalezienie Jezusa w świątyni”, która była tematem kolejnego Wieczoru Maryjnego.

– Ta myśl, że Maryja odnajdywała siebie przy Jezusie, rozważała w swoim sercu czego Bóg od niej oczekuje i odnalazła Jezusa i Jego misję, której nie rozumiała, to dla nas wszystkich jest inspirujące i zadziwiające – powiedział o. Mariusz Tabulski, definitor generalny Zakonu Paulinów.

Podkreślił, że „rozważanie tej tajemnicy i połączenie tego z rozmową wokół tajemnicy i geniuszu kobiety to wspaniałe połączenie”. Organizator Wieczoru przypomniał, że „Maryja prowadzi nas zawsze do Jezusa, który pomaga nam odnaleźć nasze spełnienie, nadzieje i radość”.

Wieczór u „Najpiękniejszej z Niewiast” – Królowej Polski, zakończył udział w Apelu Jasnogórskim o godz. 21.00.

Specjalny list na jasnogórskie Święto Kobiet u Najpiękniejszej z Niewiast wystosowała Pierwsza Dama Agata Kornhauser – Duda. Podkreśla w nim, że fenomenu wysokiej pozycji społecznej kobiet w Polsce nie można w pełni zrozumieć bez odniesienia do historii i spojrzenia ku Jasnej Górze.

Jasnogórska Maryja od wieków stanowi ważny punkt odniesienia dla kobiet, które w dowód wdzięczności za Jej opiekę i wstawiennictwo pozostawiły tu liczne dary. Wśród nich królewskie symbole: berło i jabłko, ofiarowane przez kobiety jako wotum wdzięczności za zmartwychwstanie Polski i Cud nad Wisłą 3 maja 1926 roku.

Szczyt berła wieńczy srebrny orzeł z krwawą smugą na piersi. Orzeł został zrobiony ze srebrnych obrączek ślubnych wieśniaczek, a jedna z ozdób obsady stanowi szpilka wykonana przez żołnierza z Legionu generała Dąbrowskiego. Waga złotego kameryzowanego berła wynosi 1,5 kg. Królewskie jabłko zdobią dwa aniołki podtrzymujące koronę, a na jego otoce biegnie napis: „Królowo Korony Polskiej! Królestwa swego strzeż!”.

Święto Kobiet organizowane jest w Sanktuarium od 10 lat z inicjatywy Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w Częstochowie. Celem spotkania jest ukazanie piękna kobiecego powołania oraz roli niewiast w życiu rodziny i Narodu.

Tagi:
Jasna Góra Wieczory Maryjne

To Bóg planuje

2017-06-28 09:33


Niedziela Ogólnopolska 27/2017, str. 26-27

„Nie zdarzyło mi się jeszcze mieć pretensji do Pana Boga, a w momencie, kiedy pojawiają się moje własne cierpienia i jest mi z czymś bardzo trudno, dosyć szybko – bo na szczęście mam pogodne usposobienie – przychodzi mi do głowy myśl: Panie Boże, wiem, że jesteś”... Z dr Heleną Pyz – niezwykle dzielną i odważną kobietą, lekarką i misjonarką w ośrodku dla trędowatych Jeevodaya w Indiach – rozmawia Agnieszka Porzezińska

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Maryja została wzięta do nieba z duszą i ciałem. Tutaj, na ziemi, ciało może sprawiać nam czasami kłopot, ale później będzie docenione?

DR HELENA PYZ: – Jestem lekarzem i zajmuję się leczeniem ciała, ale wielokrotnie zdarzało mi się ratować także dusze. Na rozpacz nie ma tabletek, pomagają tylko moc Boga i troska Maryi. Przez lata praktyki przekonałam się, że człowiek jest jednością tego, co cielesne, i tego, co duchowe.

– Z cierpieniem, ze śmiercią ma Pani do czynienia praktycznie na co dzień...

– Tak, i to jest wielka łaska. Kiedy ciało już nie chce słuchać, kiedy poddane jest strasznemu cierpieniu, zawsze można dać człowiekowi nadzieję, mówiąc, że istnieje sens jego cierpienia. Dla ludzi niewierzących – takich prawdziwie niewierzących, którzy zaprzeczają istnieniu Pana Boga – zawsze mam jedno stwierdzenie: Nie dałeś sobie życia sam. Życie jest wielkim darem. Nie masz prawa w żaden sposób go zakończyć, zniszczyć, musisz dbać o swoje ciało do końca, bo w nim ukryta jest twoja dusza.

– Współcześnie panuje kult ciała, ale to jest bardzo płytkie spojrzenie na człowieka. Co z ludźmi, których ciała są brzydkie, okaleczone?

– Sama jestem chora i gdy jeszcze chodziłam, to chodziłam brzydko. Moje ciało było powyginane. Trzeba umieć to przyjąć. Uważam, że nie samo ciało jest ważne, ale człowiek. Mimo że ciało jest w jakikolwiek sposób upośledzone lub okaleczone, to nadal jesteśmy w pełni wartościowymi ludźmi. Niczego nam nie brakuje, bo nadal jesteśmy tymi samymi bożymi stworzeniami. Pan Bóg daje nam takie życie, jakie daje, i nawet jeśli ulega ono zmianie czy degradacji, to nadal, aż do samego końca, jesteśmy Jego własnością.

– Kiedy uświadomiła sobie Pani, co to znaczy „wniebowzięcie”?

– Wierzymy, że chrzest św. całkowicie gładzi nasze grzechy, niezależnie od tego, w jakim momencie go przyjmujemy. Kilkakrotnie zdarzało mi się chrzcić człowieka w obliczu śmierci, zarówno dorosłego, jak i niemowlę. Za każdym razem odczuwałam radość i miałam głęboką świadomość, że ten człowiek za chwilę będzie w niebie. Tak, jego ciało pogrzebiemy, włożymy do piachu, ono ulegnie dalszemu zniszczeniu, ale dusza tego człowieka za chwilę będzie w ramionach Ojca. To są niepowtarzalne przeżycia.

– Nie ma Pani wątpliwości, że niebo istnieje naprawdę?

– Nie mam. Tak mnie wychowano. Ale nie mam wątpliwości także dlatego, że ja nieba doświadczam. Niebo to jest radość i szczęście w ramionach Ojca, ale jakiejś cząstki tej radości doświadczamy także tu, na ziemi.

– W przeżywaniu odchodzenia ludzi także doświadcza Pani przedsionków nieba?

– Niedawno odeszła do nieba moja serdeczna przyjaciółka, osoba, która przez kilkanaście lat bardzo mi pomagała. Pięć dni przed śmiercią przyszedł do niej kapłan z sakramentami pojednania, Eucharystii i chorych. Napisała do mnie – ja byłam wtedy w Indiach, a ona w Polsce: „Właśnie wyszedł ksiądz. Jestem szczęśliwa. Czy to nie przedsmak nieba? Absolutny spokój...”. Pięć dni później już jej tutaj, na ziemi, nie było. Wielokrotnie widziałam radość, ulgę i spełnienie u ludzi, którzy prosili o chrzest i go otrzymali. Sama kiedyś miałam łaskę ochrzcić dziecko leżące w inkubatorze, którego życie było zagrożone. Ochrzciłam je i od tego momentu ono zaczęło zdrowieć.

– To niesamowite...

– Jeszcze jeden przypadek. Kiedyś jeden z moich pacjentów był już na krawędzi życia i sam, bez żadnego mojego pytania, poprosił o chrzest. Musiał parę dni czekać na przybycie księdza. A gdy ten w końcu przybył i udzielił mu sakramentu, pacjent po godzinie zmarł. Jemu to było naprawdę potrzebne. Ogromną łaską jest patrzeć, jak działa Pan Bóg. Jestem przekonana, że docieranie do ludzi chorych w momencie, kiedy cierpią, i danie im nadziei jest nieprawdopodobnie ważnym zadaniem. Im więcej będzie katolickich lekarzy i pielęgniarek, którzy zwrócą uwagę na to, kiedy trzeba podejść do człowieka, i im więcej będzie dobrych kapelanów szpitalnych, tym więcej będzie łaski, żeby cierpienie znosić w łączności z Panem Bogiem i mieć szansę na to, by kiedyś, po zmartwychwstaniu ciał, być jak nasza Mama w niebie.

– To byłaby sytuacja idealna i dająca bardzo wiele pokoju, gdybyśmy umieli stale przeżywać cierpienie nasze i innych ludzi w łączności z Bogiem. Jednak trudno mi uwierzyć, że stałe obcowanie z ogromnym cierpieniem nie zasmuca Pani, nie odbiera sił.

– Naprawdę nie. Proszę mi uwierzyć, jestem bardzo szczęśliwa w mojej posłudze. Nie zdarzyło mi się jeszcze mieć pretensji do Pana Boga, a w momencie, kiedy pojawiają się moje własne cierpienia i jest mi z czymś bardzo trudno, dosyć szybko – bo na szczęście mam pogodne usposobienie – przychodzi mi do głowy myśl: Panie Boże, wiem, że jesteś. I często to mi wystarcza.

– Jako członkini Instytutu Prymasa Wyszyńskiego jest Pani bardzo mocno związana z Jasną Górą...

– Mój tata wędrował na Jasną Górę od 1945 do 1979 r. Chodził co roku od okupacji do swojej śmierci. W dniach 6-15 sierpnia musiał mieć urlop w swoim zakładzie pracy. Mnie też zdarzyło się iść dwa razy. A tak dosłownie to raz jechałam rowerem, a raz szłam o kulach. Bardzo kocham Jasną Górę. Kiedy jest mi czasem bardzo ciężko, to tam, w Indiach, w ośrodku Jeevodaya, w którym pracuję, w kaplicy albo w moim pokoju przenoszę się w myślach do Kaplicy, do takiego kątka tuż przy drzwiach, który bardzo lubię, i patrzę na Cudowny Obraz. On zawsze jest w moim sercu. Jeżeli potrzebuję pomocy, odpoczynku, pociechy, powrotu do sił, to w myślach siadam właśnie tam. Na jedną chwilę, dłuższą lub krótszą – i siły wracają. Jasna Góra jest moim miejscem, w jakimś sensie moim domem. Tu jest przecież moja Mama.

– Jaką Mamą jest dla Pani Maryja?

– Najlepszą. Moja rodzona mama też była cudowna, bardzo wiele rozumiała. Zgadzała się na wszystko. Mówiła: Ty wiesz lepiej. Ty wiesz, co jest ci potrzebne. Kiedy wybrałam się do Instytutu i zdecydowałam na życie konsekrowane, powiedziała: Ty wiesz, co lepsze. Kiedy wybierałam się do Indii, a wtedy już ciężko chorowałam, powiedziała: Wiem, że nie możesz sama sobie odmówić, sama sobie zaprzeczyć. Czułabyś się nieszczęśliwa, gdybyś nie realizowała tego, co ci Pan Bóg pokazał jako twoją drogę. A nad moją mamą duchową, która mnie wychowywała w Instytucie – niejedna zresztą – jest jeszcze Pani Jasnogórska. Przyciągnęły mnie Jej oczy. Kiedy patrzę w Jej oczy, nie mogę nie ulec Jej miłości. Ona zawsze patrzy z wielką cierpliwością.

– Gdy Pani zachorowała, miała 10 lat. Miała Pani żal do Boga?

– Dzieciak nie ma świadomości, że czegoś nie może. Nie miałam w sobie buntu, ale ogromną chęć dalszego życia. Lekarze wtedy nie bardzo znali chorobę Heinego-Medina – był 1958 r. Nie wiedzieli jeszcze, jak sobie z tą chorobą radzić. Miałam bardzo ciężkie porażenie wszystkich mięśni. Lewą ręką mogłam unieść tylko kubek, jeśli nie był pełen wody. Jak tylko czułam, że mogę ruszać jednym palcem, zaraz to wykorzystywałam. Rodzice i rodzeństwo bardzo mnie wspierali, bym wróciła do jak najlepszej sprawności. Chyba tata zaraził mnie chęcią do nauki. Powiedział: Inni będą zdobywać medale na boiskach, a ty musisz zwojować świat głową. Podsuwał mi ciekawą literaturę. Dużo czytałam. Miałam przecież na to czas. Choroba upośledziła moją sprawność fizyczną, ale na szczęście Pan Bóg zachował mi sprawną głowę. Mogłam skończyć studia medyczne i swoimi umiejętnościami i wiedzą zacząć służyć innym ludziom.

– A dzieci w szkole Pani nie dokuczały? Nie odsuwały się od Pani?

– Nie rozumiem tego, co się dzieje dzisiaj. Tyle się słyszy o przypadkach agresji między dziećmi. Mnie moi rówieśnicy nie dokuczali. Nigdy nie było przezywania, wyśmiewania. Gdy się przewracałam, zawsze ktoś mnie podniósł, wziął pod ramię. Nie miałam złych doświadczeń – a może tylko te dobre pamiętam...

– Wciąż ma Pani dużo sił?

– Myślę, że póki jestem Bogu potrzebna, dostaję siły. Od kilku lat jestem emerytką, ale ciągle jeszcze jestem w stanie pomagać. Staram się pokonywać trudności i iść dalej.

– Umie Pani żyć z dnia na dzień, czy jednak ulega pokusie robienia planów? Marzy Pani o czymś?

– Wystarcza mi to, co mam. Umiem żyć w biedzie, a tam, gdzie pracuję, jest bardzo biednie. Żyję na takim poziomie jak moi współmieszkańcy w ośrodku. Umiem też cieszyć się udogodnieniami, które otrzymuję w Polsce. Chciałabym być potrzebna i umieć się wycofać, kiedy Pan Bóg uzna, że już czas. To On planuje. Od początku to Pan Bóg wytyczał mi drogę, a ja nigdy nie chciałabym powiedzieć Bogu: nie.

* * *

Moja Mama jest Królową

To cykl dziewięciu Jasnogórskich Wieczorów Maryjnych, które od 8 listopada 2016 r. do 8 lipca 2017 r. odbywają się na Jasnej Górze w 8. dniu każdego miesiąca.

Tematami tych spotkań są tajemnice różańcowe.

8 czerwca 2017 r. uczestnicy spotkania rozważali tajemnicę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Gośćmi wieczoru byli: o. Grzegorz Prus – rektor paulińskiego seminarium w Krakowie na Skałce i dr Helena Pyz – misjonarka świecka w Indiach. Publikujemy zapis rozmowy, którą przeprowadziła z dr Heleną Pyz Agnieszka Porzezińska.

Kolejny Jasnogórski Wieczór Maryjny – zaplanowany na 8 lipca 2017 r. – będzie dotyczył tajemnicy Królowania Maryi.

* * *

Jeevodaya to Ośrodek Rehabilitacji dla Trędowatych w Indiach, założony przez ks. Adama Wiśniewskiego SAC, a od 1989 r. prowadzony przez dr Helenę Pyz – lekarkę i misjonarkę, członkinię Instytutu Prymasa Wyszyńskiego www.jeevodaya.org

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świadectwo: Lekarz rozpłakał się ze wzruszenia

2018-02-16 11:47

Fragment książki „Cuda dzieją się po cichu. O jasnogórskich cudach i łaskach”

„Amputacja” – krótko powiedział doktor. Kazimiera Wiącek z Lublina podniosła wzrok. „Nie rozumiem. Jak to…”

Piotr Drzewiecki

„Jest porażenie nerwu w lewej nodze, a teraz jeszcze ten zator tętniczy. Tu już nie ma czego leczyć. Amputacja jest konieczna” – powtórzył medyk. Kobieta wróciła do domu, bijąc się z myślami. Jak to, odetną jej nogę?! Co prawda chodzi o kulach, ale wciąż chodzi i ma dwie nogi! Kiedy zadzwonił dzwonek i otworzyła drzwi, odetchnęła z ulgą.

W odwiedziny wpadł zaprzyjaźniony lekarz. On na pewno coś wymyśli. Chciał jej dodać odwagi, ulżyć w cierpieniu. Ale niczego nie wymyślił. „Chyba bez amputacji się nie obejdzie” – powiedział smutno. „Jeśli tak, to ja chcę jechać na Jasną Górę!” – oznajmiła twardo.

Cała rodzina zaoponowała przeciwko takiemu pomysłowi. Śmierć jej grozi w każdej chwili, a ona chce sobie podróże urządzać? Kazimiera postawiła na swoim. W przekonaniu rodziny dopomógł lekarz, który miał nadzieję, że pielgrzymka do Częstochowy przynajmniej doda otuchy jego cierpiącej pacjentce. Nie puścili jej samej. Razem z Kazimierą pojechała jej siostra, siostrzenica i bliska sąsiadka. Od rannego odsłonięcia – w niedzielę 22 czerwca 1980 roku – do zasłonięcia Cudownego Obrazu o godzinie 13 Kazimiera Wiącek bez chwili przerwy modliła się w Kaplicy Matki Bożej razem z towarzyszącymi jej kobietami. Kiedy rozległy się bębny zwiastujące zasłonięcie Obrazu, z twarzą zalaną łzami zwróciła się do siostry: „Popatrz, zasłonili Matkę

Bożą i Ona pozostawiła mnie z kulami!”. Chwilę później poczuła niezwyczajny przypływ siły. Podkurczona, zagrożona amputacją noga rozluźniła się, wyprostowała, a Kazimiera Wiącek odstawiła kule, oparła je o filar i wyprostowana przyłączyła się do kolejki „Na ofiarę”. Tam zdjęła swoje korale i położyła je na ołtarzu.

Przeżycie było tak silne, a wydarzenie tak nieprawdopodobne, że nie przyszło jej do głowy, aby komukolwiek zgłosić swoje uzdrowienia. Na Jasnej Górze pojawiła się dopiero dwa tygodnie później. A wraz z nią znów siostra, siostrzenica i sąsiadka. Złożyły zeznania przed kronikarzem jasnogórskim; Kazimiera do akt dołączyła zaświadczenie od lekarza, który – gdy ją zobaczył bez kul, ze zdrową nogą – zwyczajnie rozpłakał się ze wzruszenia.

Zaświadczenie lekarskie brzmiało: „Od dnia 23 maja 1979 roku wystąpiło porażenie zupełne kończyny dolnej lewej. 9 maja 1979 roku wystąpił zator tętnicy podudzia lewego, co groziło amputacją kończyny. 22 czerwca 1980 roku ustąpiło porażenie”. Kazimiera Wiącek nie miała wątpliwości, za czyją sprawą to porażenie ustąpiło. Zdrowa i ogromnie szczęśliwa przez szereg lat w rocznicę swojego uzdrowienia pielgrzymowała na Jasną Górę do Matki Bożej, by Jej ze wszystkich sił dziękować za tę niezwykłą łaskę, jakiej doznała. A jej kule? Wiszą obok kul Janiny Lach, wskazując przybywającym pielgrzymom, czym jest nagrodzona ufność.

„CUDA DZIEJĄ SIĘ PO CICHU.


O JASNOGÓRSKICH CUDACH I ŁASKACH.”
Autor: Anita Czupryn
Premiera: 26 lutego 2018 r.
Wydawnictwo: Fronda PL. Sp. z o.o.

Przeczytaj także: Cuda dzieją się po cichu. O Jasnogórskich cudach i łaskach

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Ks. Dolindo w Częstochowie

2018-02-21 22:11

Marian Florek

W dniu 21 lutego 2018 r. w częstochowskim Duszpasterstwie „Emaus” odbyło się spotkanie z Joanną Batkiewicz-Brożek, autorką niezwykłej książki o niezwykłym włoskim księdzu Dolindo Ruotolo.

Marian Florek

Świadkowie życia kapłana – jak mówiła autorka – byli pod wielkim wrażeniem jego świętości i pokory. A i sama pani Joanna, mówiąc o swoich osobistych przeżyciach związanych z dziennikarską pracą nad książką poświęconą ks. Dolindo, nie potrafiła ukryć ogromnych emocji. Udzielały się one i słuchaczom. Wszyscy mieli wrażenie jakby ks. Dolindo był wśród zgromadzonych.

Ks. Dolindo Ruotolo urodził się 6 października 1882 w Neapolu, a zmarł 19 listopada 1970. Doświadczany: z powodu oskarżeń nieprzychylnych mu osób, oskarżany o herezję, z wieloletnim zakazem odprawiania Mszy Świętej i głoszenia homilii. Błogosławiący spadający z nieba deszcz, aby nawrócił Neapolitańczyków. Mówił: „Życie wieczne to nie żart”, mówił : „Jezu ty się tym zajmij!”. Duszpasterstwu Akademickiemu „Emaus” gratulujemy spotkania z autorką ksiązki o Bożym Kapłanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem