Reklama

Studia na UKSW - pielęgniarstwo

226 konfliktów zbrojnych na świecie w 2016 r.

2017-02-25 17:46

ts (KAI) / Heidelberg / KAI

pict rider/fotolia.com

W minionym roku na świecie toczyło się 226 konfliktów zbrojnych – wynika z badań powadzonych przez Instytut Badania Konfliktów (HIIK) i ogłoszonych 24 lutego w niemieckim Heidelbergu. 18 z nich określono jako wojny o najwyższym stopniu eskalacji (w 2015 roku było ich 19).

W porównaniu z 2015 rokiem „Barometr konfliktów” odnotowuje trzy nowe wojny: po nieudanej próbie puczu w Turcji w lipcu, walki różnych grup opozycyjnych i islamistycznych w Syrii oraz wojnę rządu z bojówkami islamistów w Jemenie. Natomiast działania zbrojne w Republice Środkowoafrykańskiej i na Filipinach nie są już określane jako wojny, mimo iż w dalszym ciągu giną w nich ludzie.

Za jedyną wojnę w Europie raport z Heidelbergu uznaje walki na wschodniej Ukrainie, gdzie od początku konfliktu w 2014 r. śmierć poniosło ponad cztery tysiące ludzi. Na naszym kontynencie odnotowano też inne konflikty z użyciem przemocy, m.in. w Rosji i Mołdawii i między grupami lewicowymi i prawicowymi w Grecji. HIIK wspomina ponadto o konfliktach związanych z niechęcią do uchodźców w Niemczech. W 2015 r. zarejestrowano w tym kraju ok. 1550 zamachów na domy uchodźców i 380 przypadków bezpośredniego atakowania tej grupy ludzi.

Do najczęstszych przyczyn konfliktów należą względy ideologiczne, a następnie różnice religijne, które wywierają decydujący wpływ na ponad jedną trzecią wszystkich obserwowanych konfliktów. Inne powody napięć z użyciem przemocy to – według raportu – spory etniczne, walki o zasoby naturalne, np. o wodę i ziemię, a także o władzę.

Reklama

Najwięcej kryzysów wybucha nadal w subsaharyjskim regionie Afryki. W ośmiu spośród 48 państw tej części świata dochodziło w 2015 r. do konfliktów, walk i innych aktów przemocy. Od ponad 10 lat toczą się wojny domowe w Sudanie i Somalii, ponadto wiele ofiar śmiertelnych pociąga za sobą wojna z nigeryjską organizacją terrorystyczną Boko Haram.

Raport naukowców z Heidelbergu odnotowuje też, że w 2016 roku w Afganistanie w wyniku ataków wojskowych, terrorystycznych aktów samobójczych i eksplozji materiałów wybuchowych zginęło co najmniej 11400 cywilów. Natomiast jako jedyny konflikt o znamionach wojny na kontynencie amerykańskim odnotowano zbrojne walki między siłami rządowymi a kartelami handlarzy narkotyków w Meksyku. Dokument stwierdza również, że w Kolumbii istnieją szanse na ostateczne zawarcie układu pokojowego między rządem a partyzantami lewackiej organizacji FARC.

„Barometr konfliktów” jest opracowywany od 1991 r. z inicjatywy politologów uniwersytetu w Heidelbergu. Stanowi przegląd konfliktów, kryzysów i wojen na świecie. Z jego autorami współpracuje ok. 200 naukowców z różnych krajów.

Tagi:
świat wojna

Polnische Wehrmacht

2018-09-19 10:33

Witold Dudziński
Edycja warszawska 38/2018, str. VII

Nie była najsilniejszą polską formacją czasów I wojny światowej. Ale to niewielka Polska Siła Zbrojna odegrała największą rolę w przygotowaniu kadr wojska niepodległej Rzeczypospolitej

Wikipedia
Niemiecka inspekcja na ćwiczeniach Polskiej Siły Zbrojnej

Już kilka dni po akcie dwóch cesarzy z 5 listopada 1916 r. – zawierającym obietnicę powstania Królestwa Polskiego, pozostającego w „łączności z obu sprzymierzonymi mocarstwami” – warszawski generał gubernator Hans Hartwig von Beseler ogłosił „Wezwanie do broni!”. Potwierdził w nim chęć stworzenia nowego państwa polskiego z własnym wojskiem do obrony przed Rosją, choć czasowo z rządem kontrolowanym przez Niemcy.

Miało to zachęcić rzesze młodych Polaków do wstępowania do tego wojska. Tak miały powstać PSZ (Polnische Wehrmacht), z Beselerem – faktycznym zwierzchnikiem Królestwa Polskiego – jako naczelnym wodzem. Zakładano, że w pół roku uda się stworzyć 3 dywizje – liczące ponad 35 tys. żołnierzy. Z różnych względów to nie mogło się udać.

Na niemiecką nutę

Plany pokrzyżował ogłoszony równolegle tajny werbunek do Polskiej Organizacji Wojskowej i niechętny stosunek Polaków do wstępowania do „wehrmachtu”. Beseler musiał spróbować – w większym stopniu niż planował – ratować się Legionami Polskimi – przekształconymi w międzyczasie przez Austriaków w Polski Korpus Posiłkowy (PKP). PKP przekazano pod komendę Beselelera, a ten postanowił wykorzystać oficerów PKP jako kadrę dla swojego wojska. Polska Siła Zbrojna liczyła wówczas niemal 21 tys. żołnierzy.

W styczniu 1917 r. rozpoczęto w garnizonach w Warszawie i okolicach intensywne szkolenie żołnierzy. PSZ była organizowana w oparciu o wzory niemieckie. Na niemieckich odpowiednikach wzorowano regulaminy, instrukcje, musztrę, wreszcie mundury, które miały orła na rękawach. Niemieckie plany pokrzyżował w połowie 1917 r. kryzys przysięgowy.

Z przysięgą i bez

Odmowa przez trzy czwarte żołnierzy złożenia przysięgi na wierność cesarzowie Niemiec spowodowała rozbicie PSZ. Trzy tysiące niepokornych żołnierzy, poddanych austriackich, wcielono wprost do armii austro-węgierskiej i skierowano na front włoski. Ich opornych kolegów pochodzących z Królestwa Polskiego internowano. Większość z tych, którzy nie odmówili złożenia przysięgi, ok. 8 tys., oddano pod rozkazy austriackie, znów jako Polski Korpus Posiłkowy. Na Mazowszu pod rozkazami Beselerapozostało nieco ponad 3 tys. żołnierzy pochodzących z Kongresówki.

Z czasem porażka PSZ była nawet na rękę Niemcom, którzy – jak Piłsudski – widzieli, co dzieje się w Rosji po rewolucji lutowej i obawiali się silnej armii na zapleczu frontu. Widział to naczelny wódz generał Beseler i jego zwierzchnicy, traktując PSZ z rosnącą nieufnością.

Bez amunicji

O ich stosunku do PSZ świadczy choćby wyposażenie w tym czasie. 3,5 tys. żołnierzy i oficerów posiadało 13 karabinów maszynowych, 3012 karabinów i karabinków, 110 pistoletów, 45 granatów ręcznych, 4 działa polowe oraz 2 haubice. Do tego na wykończeniu była amunicja. Dla Niemców, po zawarciu separatystycznego pokoju z Rosją w lutym 1918 r., PSZ traciła rację bytu. Dopiero na wiosnę, a jeszcze bardziej latem wobec złej sytuacji na froncie zachodnim, Niemcy zgodzili się na zintensyfikowanie szkolenia tak, by można było stworzyć dwupułkową brygadę.

Nie zaniechano też dalszego werbunku. W chwili, gdy w październiku 1918 r. Beseler zrzekł się zwierzchnictwa nad tymi jednostkami, liczyły one już ponad 5 tys. ludzi. Pieczę nad nimi 12 października przejęła Rada Regencyjna.

Bolszewika bij

13 października 1918 r. żołnierze przysięgali, według zmienionej roty przysięgi, na wierność władzom polskim – Radzie Regencyjnej. Gdy w końcu października Beseler zrezygnował także ze stanowiska naczelnego wodza, spowodowało to lawinowy przyrost rekrutów. W niecałe dwa tygodnie PSZ powiększyła się o ponad 3 tys. ochotników. W dniu odzyskania niepodległości, liczyła nieco ponad 9 tys. żołnierzy.

Niewielka PSZ mogłaby wydawać się pozbawiona znaczenia, jednak wkład w stworzenie wojska niepodległej Rzeczypospolitej był znaczący. Jej żołnierze odegrali istotną rolę przy rozbrajaniu oddziałów niemieckich w Warszawie w listopadzie 1918 r., a potem przy tworzeniu Wojska Polskiego. Dała mu wyszkoloną kadrę, a jej regulaminy stanowiły podstawę organizacji i działania wojska w czasie wojny z bolszewikami.

Po przeprowadzeniu mobilizacji, tworzone wojsko było w stanie wystawić z dawnych oddziałów PSZ kilka dużych jednostek. 9-tysięczna formacja, mająca swoje korzenie w Legionach Polskich, znacząco przyczyniła się do zorganizowania w dwa lata ponad milionowej armii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Opłakać stratę dziecka

2018-10-03 08:06

Ewa Oset
Edycja częstochowska 40/2018, str. IV

Pustka boli. Znają ten ból ci, którzy stracili swoje dziecko przez poronienie, aborcję lub śmierć po urodzeniu. Ból skrywany przez lata w zakamarkach duszy i powracający z coraz większą siłą. Trzeba go leczyć – opłakać stratę dziecka, nadać mu imię, prosić o wybaczenie, a przede wszystkim rozpocząć proces wybaczania sobie. Jest na to czas i miejsce. To Dzień Dziecka Utraconego, który w całej Polsce i w archidiecezji częstochowskiej obchodzimy 15 października.

Oddać swój ból Bogu

Dzień Dziecka Utraconego po raz pierwszy w naszej archidiecezji został zorganizowany w 2012 r. w Wieluniu. Po roku dołączyła do niego Częstochowa, a potem Radomsko i Zawiercie. – Chęć zorganizowania tego dnia narodziła się z potrzeby naszego serca. Osobiście jesteśmy rodzicami po stracie, niestety, również takimi, których dzieci nie mają grobów – mówi organizatorka tego przedsięwzięcia w naszej archidiecezji Ewa Słuszniak. – Dla nas Dzień Dziecka Utraconego jest czasem, kiedy wspominamy nasze dzieci, które odeszły przed narodzeniem, modlimy się i chcemy wspierać rodziców, którzy tak jak my doświadczyli straty dziecka, a nie mają przestrzeni ani miejsca, gdzie mogą swoje dzieci opłakać, pożegnać, oddać swój ból Bogu i rozpocząć czas uzdrawiania i przebaczenia. W organizację tego dnia zaangażowane są nasze rodziny, również nasze żyjące dzieci. Uczestniczymy razem, to jest nasz dzień – podkreśla.

Niewidzialny Klasztor Jana Pawła II

Kiedy się odda swoje cierpienie Bogu, często pojawia się chęć niesienia pomocy innym. Tak było w przypadku pomysłodawczyni Anny Dziuby-Marzec, która powiedziała nam, jak to wszystko się zaczęło. – W marcu 2012 r. przyjęłam Szkaplerz Karmelitański i jeszcze w tym samym miesiącu po kilku latach starań poczęło się nasze dziecko – wspomina.

– W planach mieliśmy wyjazd do Lourdes, Fatimy, La Salette i pojawiły się wątpliwości, czy powinniśmy jechać. Pomyśleliśmy, że skoro Pan Bóg dał nam środki na realizację planów, to był to dla nas czytelny znak, że jedziemy. Wszędzie zawierzaliśmy nasze dziecko Matce Bożej. Fatima była miejscem szczególnym, gdyż byliśmy tam w pierwszą sobotę maja i tego dnia był tam obchodzony Dzień Matki. Szczęśliwi wróciliśmy do domu i cieszyliśmy się, że nasze Maleństwo rośnie pod moim sercem. Tak było do 16 lipca – dnia poświęconego Matce Bożej z Góry Karmel. Po porannej Mszy św. poszłam do lekarza i okazało się, że serce naszego dziecka nie bije. Szpital, poród, łzy, ale jednocześnie jakaś siła. Jedna z sióstr boromeuszek powiedziała mi o oddaniu dziecka do Niewidzialnego Klasztoru Jana Pawła II. Miałam świadomość, że w takiej sytuacji jest wiele małżeństw, wielu doznaje niezrozumienia otoczenia i w tym bólu są osamotnieni. Z potrzeby serca, ale myślę, że przede wszystkim zadziałał z Nieba Jan Paweł II – kontynuuje pani Anna, i dodaje: – Zrodziła się wtedy myśl o zorganizowaniu Dnia Dziecka Utraconego w Wieluniu. Od tego czasu rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i znajomi każdego roku 15 października gromadzą się na wspólnym Różańcu, Eucharystii, Adoracji – mówi pani Anna, zachęcając wszystkich, którzy utracili swoje dziecko, do udziału w tym Dniu.

Żałobę trzeba przeżyć

Ktoś powie: po co taki Dzień, po co rozgrzebywać rany, wracać do tych traumatycznych wydarzeń?– Idea Dnia Dziecka Utraconego jest związana z potrzebą zmiany sposobu postrzegania przez społeczeństwo problemów, z jakimi borykają się rodzice po stracie dziecka – mówią organizatorzy. – W Polsce wciąż nie ma społecznego przyzwolenia na przeżywanie przez rodziców żałoby po wczesnej utracie dziecka, szczególnie w okresie prenatalnym. Strata dziecka w wyniku: poronienia, wczesnego porodu i śmierci tuż po narodzeniu jest traumatycznym przeżyciem dla rodziców. Dlatego to wydarzenie jest szczególne dla tysięcy kobiet i mężczyzn, którzy doświadczyli straty dziecka i czasem poświęconym pamięci i modlitwie za zmarłe dzieci i ich rodziców. W wielu kościołach sprawowane są Eucharystie, odbywają się także zbiorowe pochówki. I my chcemy włączyć się w tę szczególną inicjatywę poprzez zorganizowanie Dnia Dziecka Utraconego w trzech miastach naszej diecezji – zaznaczają organizatorzy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polskiej nauce życzę nowego oddechu

2018-10-16 09:38

Antoni Szymański Senator RP

pixabay.com

Dobiega końca okres inauguracji roku akademickiego 2018/19 na uczelniach wyższych. W wielu z nich wziąłem udział osobiście. Sądzę, że światu akademickiemu należy się dziś sporo ciepłych słów.

Przede wszystkim cieszy mnie, że rusza pieczołowicie przygotowywana reforma szkolnictwa wyższego. Po długiej i niełatwej debacie wchodzi w życie regulacja prawna, która ma szansę przyczynić się do fundamentalnych zmian w życiu akademickim. Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, w artykule 2 stanowi: „Misją systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest prowadzenie najwyższej jakości kształcenia oraz działalności naukowej, kształtowanie postaw obywatelskich, a także uczestnictwo w rozwoju społecznym oraz tworzeniu gospodarki opartej na innowacjach”. To stwierdzenie wyznacza zasadnicze obszary odpowiedzialności świata nauki.

Pierwszy z owych obszarów to realizowanie kształcenia nacechowanego najwyższą jakością. Jest to niezwykle pilne wyzwanie w dobie globalnego społeczeństwa, kiedy to młodzi ludzie mogą w coraz swobodniejszy sposób wybierać miejsce zdobywania wiedzy naukowej. Nie są już ograniczeni językiem ani odległością od miejsca zamieszkania. W sposób niemalże dowolny decydują się nie tylko na konkretną alma mater, ale także kraj czy kontynent na którym chcą studiować. Tych ludzi trzeba przekonać, że w Polsce warto studiować i trzeba to uczynić radykalnie podnosząc jakość kształcenia. Tylko w ten sposób zabezpieczymy kraj przed odpływem talentów za granicę i drenażem mózgów.

Drugim wymiarem misji szkolnictwa wyższego, nakreślonym w ustawie, jest prowadzenie wysokiej jakości działalności naukowej. Oznacza to nie tylko szacunek dla reżymu metodologicznego, ale również eksplorowanie nowych, często „dziewiczych” obszarów badawczych oraz dbałość o potencjał wdrożeniowy podejmowanych badań. Pora odejść od nieraz bezmyślnej pogoni za zdobywaniem punktów, a skupić się na dokonywaniu realnego postępu w naukowych dociekaniach, który ma szansę przełożyć się na rozwój kraju. Kluczową wartością jest tu innowacyjność, która biorąc swój początek z oryginalnych i inteligentnych odkryć naukowych, znajdzie przełożenie na gospodarkę, a także jakość życia społecznego.

I wreszcie element misji szkolnictwa wyższego z którego cieszę się szczególnie jako osoba zajmująca się polityką społeczną. Chodzi mianowicie o wyraźnie zaznaczone w cytowanym tekście kształtowanie postaw obywatelskich. Dobrze, że ustawa nie pomija wychowawczej roli uczelni wyższych. Nie sposób bowiem wiedzy przedmiotowej odrywać od podłoża etycznego. Nie jest prawdą, że osiągnięcie pełnoletniości (co ma miejsce w przypadku studentów) równa się dojrzałości obywatelskiej. Odwrotnie – jest to okres w którym młody człowiek szczególnie silnie szuka inspiracji i łaknie autorytetu. Potrzebuje mistrza, który pomoże mu odkryć jego własny żywioł i misję w społeczności. Uczelnie kształtują postawy obywatelskie poprzez przykład płynący od profesorów, a także czynią to wspierając samorządność studencką i zdolność młodych ludzi do odpowiedzialnego samoorganizowania.

Realizacja wymiarów odpowiedzialności świata nauki i szkolnictwa wyższego jest trudnym ale i pasjonującym zadaniem. Jest to proces żmudny i domagający się myślenia strategicznego, a także polityki ponad podziałami. Mam nadzieję, że rozpoczynający się rok akademicki będzie „nowym oddechem” dla szkolnictwa wyższego i pozwoli zapoczątkować długo oczekiwany przełom. Tego właśnie z całego serca wszystkim członkom świata nauki, studentom oraz wspierającym ich pracownikom administracji życzę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem