Reklama

W roku 2016 co sześć minut chrześcijan umierał za wiarę

2017-01-10 11:50

st (KAI) / South Hamilton, MA / KAI

Pomoc Kościołowi w Potrzebie/www.pkwp.org

W roku 2016 co sześć minut chrześcijan umierał z powodu swej wiary – podaje mający swoją siedzibę w USA Ośrodek Badań Chrześcijaństwa w Świecie (Center for Study of Global Christianity). Są oni najbardziej prześladowaną grupą religijną w świecie.

Według tych danych w roku 2016 na całym świecie zamordowano około 90 tys. chrześcijan, co oznacza, że co sześć minut chrześcijan umierał z powodu swej wiary. Z tego 63 tys. chrześcijan zginęło w konfliktach plemiennych w Afryce. Większość z atakowanych nie broniła się.

27 tys. osób straciło życie w atakach terrorystycznych, akcjach likwidacji wiosek chrześcijańskich oraz prześladowaniach ze strony władz. Wśród nich wymienia się chrześcijan mieszkających w komunistycznej Korei Północnej. Według danych amerykańskiego ośrodka 500 milionów chrześcijan nie może swobodnie wyznawać swej wiary.

Tagi:
wiara prześladowania

Bóg jest fascynujący

2018-07-04 11:07

Rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 27/2018, str. 16-17

Graziako
Mozaika przedstawiająca św. Józefa (XXI wiek) w kościele pw. św. Józefa w Nazarecie

Agnieszka Bugała: – Ojcze, św. Józef nie miał książek, psychoterapeuty, nie chodził na kursy i nie miał Internetu...

O. Augustyn Pelanowski OSPPE: – I to go uratowało!

– A jednak perspektywę rozumienia spraw najważniejszych miał doskonałą...

– Dlatego że skierowaną na Boga!

– W jaki sposób przekierować naszą perspektywę? Tak od razu precyzyjnie, bez pomyłek? Jak to się robi w człowieku? Kto za to namierzenie na Boga odpowiada? Kościół, rodzice?

– Najpierw oni, mama i tato. Prosty obrazek z domu. Jest wieczór i rodzice mówią do Janka: Słuchaj, idziemy się modlić. Janek mówi: Nie chcę. Mama i ojciec skupiają na nim uwagę, tłumaczą, ganiają po pokojach, strychach i piwnicach, mówią mu, dlaczego ta modlitwa jest taka ważna, martwią się, dzwonią do doradców, psychologów z pytaniami, co zrobić, żeby Janek chciał się modlić. Kto jest wtedy w centrum uwagi? Drugi wariant. Ojciec i matka mówią: Janek, idziesz się modlić? Janek mówi: Nie. To oni idą, zamykają drzwi i po prostu się modlą. Co się wtedy dzieje? Kto dla rodziców jest najważniejszy?

– Kolejnego wieczoru Janek po prostu przychodzi...

– Tak. To zrobił Eliasz, gdy przyszedł do domu wdowy w Sarepcie Sydońskiej. Był głód, a on mówi: Zrób dla mnie najpierw mały podpłomyk. A ona nie ma męża, ma tylko dziecko, pełna symbioza, żyje tylko dla syna! Chłopak, syn wdowy, siedzi przy stole i patrzy, jak jakiś chłop je pierwszy, a nie on. Wcale się nie dziwię, że następnego wieczoru się rozchorował i o mało co nie umarł. To był koniec narcyzmu, bardzo bolesny. Ale tradycja mówi, że ten chłopak to nie kto inny, tylko Jonasz. Po takim spotkaniu z Eliaszem, wstrząsającym, przejął charyzmat prorocki, ale też zrodził się w nim bunt. Po co o tym mówię? Chcę pokazać, że to jest proste. Nie trzeba jeździć na kursy i przeczytać tony książek, szukać doradców i zdobywać certyfikaty – Józef i Maryja tego nie robili. Wychowanie, w gruncie rzeczy, też jest proste: trzeba zająć się Bogiem. Nic nie zabezpieczy dziecka lepiej niż dobra pobożność rodziców.

– Józef i Maryja mieli jednak łatwiej: Jezus na pewno zawsze przychodził na wspólną modlitwę.

– Tu możesz mieć rację, ale popatrz na Rodzinę z Nazaretu. Czy to nie jest dziwne? Idą co roku w pielgrzymce, z Synem, przez kilka dni. Jednego roku nagle okazuje się, że zniknął. Nie ma Nastolatka przez cały dzień, a Oni dopiero wieczorem zaczynają pytać! Co to oznacza? Że Jezus był wolny... Wiedzą, że jest Synem Bożym, ale to Dziecko nie jest zniewolone Ich miłością i opiekuńczością. Ufają Mu. Zaufaniem zawsze się obdarza, a ono uczy odpowiedzialności. Jeszcze jeden przypadek: Młoda Kobieta, Żona, mówi swojemu Mężowi: Słuchaj, muszę odwiedzić moją krewną, potrzebuje mnie, wrócę za kilka miesięcy. I pobiegła 150 km do Ain Karim, sama, nie prosząc go o pomoc! Dlaczego Mąż Jej na to pozwala? Niczego się nie bali? To były trudne czasy, niebezpieczna okolica, Żona jest w ciąży... Jak wielkie muszą być miłość i zaufanie do Boga, że w Nim się już niczego nie boimy. Maryja i Józef dobrze wiedzieli, na Kim Im najbardziej zależy. To dało Im taki rodzaj zaufania i taką moc, że Jezus miał świetne warunki do wychowania – zdrową Rodzinę.

– W której nie rodzina była najważniejsza, tylko Bóg był najważniejszy...

– I dlatego ta Rodzina była taka, jaka była. I jest Rodziną Świętą.

– Czy mamy jakąkolwiek szansę na to, aby dorównać, we własnych rodzinach, temu ideałowi?

– A po co mielibyśmy to robić? Nie da się żyć, naśladując. Nie powinniśmy naśladować ani Świętej Rodziny, ani świętych. Nie da się żyć tak samo jak ktoś inny. Ale można żyć w więzi z kimś, do tego stopnia, że czyjeś życie wpłynie na nasze życie tak, iż niezauważalnie staniemy się do niego podobni. Córka mojego przyjaciela, gdy miała trzynaście lat, lubiła nosić ubrania ojca. Czemu to robiła? Bo podobało jej się to, co nosił, bo go w tym kochała. I nie mówiła sobie każdego dnia rano: Muszę pamiętać, żeby dziś włożyć jego marynarkę, nie robiła sobie takich postanowień. Było to dla niej fascynujące, a nie utrudniało codziennego życia. Abym chciał kogoś naśladować, najpierw muszę go poznać i musi mnie on sobą zachwycić, zafascynować. A wtedy, gdy mnie zafascynuje, to już działa zasada: „Z kim przestajesz, takim się stajesz”.

– Przekładając ten obraz na życie duchowe: dobrze z Panem Bogiem przebywać więcej, żeby się Nim zachwycić?

– Tak. I dobrze też dużo przebywać w towarzystwie św. Józefa. Nie z postanowienia, ale z pragnienia poznawania. Józef chciałby, żebyśmy skupiali się nie na nim, ale na Bogu. Żaden z aniołów nie zdradza swego imienia, aby nie odbierać chwały Bogu. Aniołowie i święci działają jak szkło w oknach: samego szkła nie widać, tylko to, co jest za oknem. Ale patrzysz w szkło...

– Gdy słucham Ojca, to świat duchowy, i świat w ogóle, nagle staje się prosty i czytelny.

– Bo on taki jest, tyko my, skażeni grzechem, z podkopanym zaufaniem do Boga, wszystko komplikujemy. Wchodzimy w detale, zastanawiamy się, co będzie jutro, za sto lat, czy się uda, czy nie, i jak to wpłynie na nasze życie. A najważniejsze jest pierwsze przykazanie. Fragment z Mt 6, 33 dobrze to opisuje w praktyce: „Zadbajcie wpierw o królestwo Boże, a wszystko inne będzie wam dane”. Zadbaj o to, a akcydensy same przyjdą. I teraz najważniejsza kwestia: Co mnie naprawdę w ciągu 24 godzin pociąga? Alkohol? Seks? Ja sam? Pociąga mnie pisanie kazań, żeby ludzie mnie podziwiali? Czy obżarstwo, a może nowe ciuchy? Adoracja? Różaniec? Biblia? Muszę sobie zadać to pytanie i na nie odpowiedzieć, bardzo uczciwie.

– A jeśli się okaże, że nie pociągają nas te trzy ostatnie?

– Może Oni przez te trzy rzeczy mnie pociągają... Wychowałem się w środowisku raczej niepobożnym. Wiedziałem, że jestem katolikiem, ale nie za bardzo wiedziałem, co to znaczy. Nie lubiłem księży. Czasami chodziłem do kościoła, niekiedy się modliłem – tak wszyscy robili w moim blokowisku. A jednak nie mogłem bez Niego żyć...

– Jak to się objawiało? Skąd to się wie, że nie można bez Niego żyć?

– Bez przerwy mnie do Niego ciągnęło. Nawet jeśli całą noc byłem pijany, to i tak nad ranem szedłem do kościoła, choćby na pięć minut, żeby sobie z Nim porozmawiać. Nawet jeśli byłem w izbie wytrzeźwień, to i tak z Nim rozmawiałem. Nawet jeśli Go nie prosiłem o uwolnienie od grzechów, to i tak był jedynym rozmówcą. Nawet gdy się kochałem w dziewczynie, to i tak bardziej pragnąłem Jego. Nikt ani nic mnie tak nie pociągało jak On. Czytałem mnóstwo książek, ale kiedy wziąłem do ręki Biblię, żadna nie mogła się z nią równać.

– A to jest łaska czy właśnie dobijanie się do człowieka?

– Nie wiem, być może właśnie to jest łaska. Jedno wiem na pewno: to nie ja Go wybrałem, to On wybrał mnie. I może nawet było tak, że robiłem wszystko, aby z tego nie skorzystać? Przeszkadzałem Mu, a On się na mnie uparł? Kiedy poszedłem do zakonu, to nie wiedziałem, co to jest brewiarz, i kiedy pierwszy raz go odmawiałem, z braćmi w kaplicy, to myślałem, że trwa wieczór poezji. Nie wiedziałem, co to jest Różaniec, i pierwsze dziesiątki odmawiałem w ukryciu, bo wstydziłem się tego, jak odmawiam. Nie wiedziałem, co to jest adoracja, ale trudno mi było wyjść z kaplicy. On jest pociągający... Nie widziałem Go i jest pociągający, więc co będzie, gdy Go zobaczę?

– Dlaczego wybrał Ojciec zakon Paulinów?

– Powiedziałem Panu Bogu, że jest mi wszystko jedno, dokąd pójdę. Postanowiłem, że pierwszy adres, który wpadnie mi w ręce, to będzie to miejsce. Zacząłem szukać w domu jakichś adresów i znalazłem ten – w porządku, idę do paulinów. Nie miałem pojęcia, co to za zakon.

– To uczciwe.

– Musi być tak-tak, nie-nie. Wezwali mnie do wojska. I wtedy mówię: No dobrze, ale wiesz, że jak mnie teraz wezmą, to już za dwa lata pewnie takiej tęsknoty metafizycznej nie będę miał... A jeśli mnie teraz odroczą, to idę do zakonu. Do WKU w Starachowicach było wezwanych 200 chłopaków, 198 przyjęto na pobór, 2 nie, w tym mnie. Pomyślałem: rozumiem, wszystko jasne. Odkrywanie kroków, które Bóg podejmuje, aby przeprowadzić swój plan, jest zachwycające. Myślę, że Józef też dostawał sygnały, ale było ich więcej, były wyraźniejsze, bo to był on. I w żadnym wypadku nie czuł się osaczony. Czuł się pociągany, ważny, wartościowy, wybrany. Są ludzie, którzy, gdy im się mówi: Ale ty jesteś kochany... mówią: Nie, nie jestem. Józef chyba reagował podobnie. „Chodź, będziesz opiekował się moim Synem”. Nie, nie nadaję się. I tak w kółko, aż się dogadali. Może po prostu znów chciał usłyszeć, że On go wybrał, że mu ufa?

– Ale Pan Jezus też chciał to usłyszeć kilka razy. „Czy mnie miłujesz? Czy miłujesz mnie bardziej?”...

– Ten to dopiero ma Serce! Aż człowiek nie może dojść do siebie, to jak zakochanie. Chodzi się, jakby się było upojonym, a głos Jego nie milknie we wnętrzu, uciec przed Nim nie można.

– Teresa z Ávila mówiła, że On ma jeden słaby punkt, prawda?

– Tak... I że to jest właśnie Serce.

– Tyle że Teresa wcale Mu nie folgowała, kochała z hiszpańskim temperamentem i wymagała adekwatnie do tej miłości.

– To już w Biblii dobrze widać, że ci, którzy byli w zażyłych stosunkach z Bogiem, to sobie z dwóch stron na dużo pozwalali. Tak było z Mojżeszem – jest przecież tyle zabawnych dialogów między Bogiem i Mojżeszem, kłótni, wyznań, przysiąg.

– A jednak gdy posłucha się, w jaki sposób Maryja mówi o Bogu, to wyczuwa się inną rzeczywistość, tam jest pełnia nabożeństwa. Nawet we współczesnych objawieniach Maryja nie mówi o Synu jak o kumplu, z którym dobrze się zna.

– Między Nimi nigdy nie było żadnych kłótni, Oni rozumieją się w ciemno. Ale jest też dużo humoru, nie tylko dramatu. Popatrz na Kanę Galilejską, jak Ona mówi, że nie mają wina. A co nas to obchodzi? – On Ją pyta. Na to Ona każe zrobić sługom wszystko, cokolwiek On powie. W ogóle nie zwróciła uwagi na to, że Jej właśnie odmówił!

– Ale Ona znała Jego Serce!

– No właśnie! Tu się ujawnia poziom zażyłości: rozumieją się bez słów, pozorne odmowy Ich nie zwodzą. To jest taki stopień zażyłości, w której pozorna odmowa oznacza zgodę. Tylko ludzie, którzy się kochają, mogą mieć taki układ.

Koniec tryptyku

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Z Maryją jestem bezpieczna

2018-07-16 19:29

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

Najświętsza Maryja Panna z Góry Karmel, Której wspomnienie liturgiczne dziś obchodzimy, bardziej może znana jako Matka Boża Szkaplerzna, szczególnie czczona jest wśród karmelitów, a Jej łaskami słynący obraz znajduje się w Czernej koło Krzeszowic. Szkaplerzem, oprócz wierzchniej części ubioru zakonnego, nazywany także szatę Maryi, którą każdy świecki może przyjąć, oddając się tym samym pod opiekę Matki Bożej. Oczywiście, jeśli tylko chce. Szkaplerz nosili wielcy święci: Jan Maria Vianney, Alfons Maria Liguori, Jan Bosco. Nosił go także św. Jan Paweł II.

Piotr Marcińczak

Obietnice

Dość dobrze znane są przywileje przysługujące tym, którzy przyjmą szkaplerz. Maryja obiecała im szczególną opiekę i ochronę w trudnych chwilach doczesnego życia oraz dobrą śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia. Druga z powyższych obietnic w XV w. nabrała kształtu tzw. przywileju sobotniego. Wierzymy, że Matka Boża uwalnia duszę zmarłego, noszącego szkaplerz, z mąk czyśćcowych w pierwszą sobotę po jego śmierci.

Warto podkreślić także, że przyjmujący szkaplerz otrzymują udział we wszystkich dobrach duchowych Zakonu Karmelitańskiego, a więc Mszach św., modlitwach, postach, dobrych uczynkach oraz mogą uzyskać odpust zupełny w dniu wpisania do bractwa szkaplerznego, a także w niektóre święta karmelitańskie: wspomnienie św. Szymona Stocka (16 maja), uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel (16 lipca), święto proroka Eliasza (20 lipca), święto św. Teresy od Dzieciątka Jezus (1 października), uroczystość św. Teresy od Jezusa (15 października), święto Wszystkich Świętych Zakonu Karmelitańskiego (14 listopada) oraz w uroczystość św. Jana od Krzyża (14 grudnia). Osoba przyjmując szkaplerz zobowiązuje się do noszenia go na co dzień oraz odmawiania wybranej modlitwy zawierzenia Maryi, np. „Pod Twoją obronę".

Szkaplerz to nie talizman

Trzeba jednak pamiętać, co mocno podkreślają ojcowie karmelici, że nie należy traktować szkaplerza w sposób magiczny, a więc jako zaczarowany przedmiot, który wystarczy zawsze mieć przy sobie, a on zapewni nam szczęście na ziemi i uchroni od piekła po śmierci. Żeby bowiem mieć udział we wszystkich wymienionych powyżej łaskach i obietnicach, trzeba w życiu trwać przy najważniejszym i pierwszym ze wszystkich szkaplerznych „obowiązków". Jest nim gorliwe i szczere naśladowanie Maryi we wszystkich Jej cnotach. Ponieważ przynależność do Matki Bożej i miłość do Niej wyrażać się powinna przede wszystkim w gotowości do kształtowania w sobie Jej cnót, m.in.: pokory, zawierzenia woli Bożej oraz cnocie czystości według stanu. Łaska Boża bowiem wydaje owoce w życiu człowieka tylko przy jego współpracy i szczerej woli, a nie wbrew niemu lub pomimo jego obojętności. A szkaplerz jest łaską.

Dla dzieci i dla grzeszników także

Szkaplerz można nabyć i uroczyście przyjąć każdego dnia u karmelitów w Czernej. Warto jednak wiedzieć, że o ile nałożenia szkaplerza musi dokonać kapłan o tyle nie musi on być karmelitą. Może to zrobić każdy diecezjalny ksiądz, byle zgodnie z przyjętą przez Kościół formułą. Szkaplerz można nakładać także małym dzieciom, jeszcze nieświadomym tego wielkiego znaku, jako formę obrony przed złem, a nawet umierającym grzesznikom, którzy jednak wyrażą wolę przyjęcia go na łożu śmierci.

Maryja nie pozwala mi o sobie zapomnieć

Jakub nosi szkaplerz od 20 lat. - Zafascynowałem się tym, że Maryja obiecała szczególnie chronić noszących szkaplerz. Chciałem mieć w tym udział. Przyjąłem szkaplerz i teraz tego doświadczam. Szkaplerz to jest szata Maryi, Jej godność, a także łaska. Tak to rozumiem. Jest on także znakiem przynależności do Maryi, która trwa całe życie. Bo my możemy pobłądzić, ale Ona jest wierna zawsze. I zawsze dotrzymuje tego, co obiecała, choć nigdy wbrew woli człowieka - opowiada Jakub. - Codziennie odmawiam modlitwę szkaplerzną „Pod Twoją obronę". Maryja nie pozwala mi o sobie zapomnieć - dodaje. - Kiedy patrzę na te 20 lat ze szkaplerzem, to widzę jasno, jak moja relacja z Matką Bożą rozwijała się i ewoluowała. Widzę jak Ona się mną opiekuje, dyskretnie, ale konsekwentnie. I wyraźnie doświadczam, że prawdziwe zbliżanie się do Maryi zawsze jest zbliżaniem się do Chrystusa.

Nie mogę teraz umrzeć

Maria przyjęła szkaplerz na rekolekcjach w wieku 15 lat, po tym jak usłyszała o szczególnej opiece Matki Bożej dla noszących Jej znak i zapragnęła go mieć. Opowiada, że przez cały ten czas nosiła tradycyjną formę szkaplerza, ale kilka lat temu wymieniła go na medalik, który jest o wiele wygodniejszą formą. Maria, dziś młoda mężatka, wspomina także wypadek samochodowy, który przeżyła. - Pamiętam doskonale, że kiedy całe życie przelatywało mi przed oczami, było tam m.in. wspomnienie noszonego przeze mnie szkaplerza. I pamiętam taką myśl w mojej głowie „noszę szkaplerz i Maryja ma mnie w opiece, więc nie mogę teraz umrzeć, bo nie zdążyłam iść do spowiedzi..." i rzeczywiście przeżyłam. Wiem, że uratowała mnie Matka Boża - podkreśla.

Kiedy pytam ją jakie znaczenie na co dzień ma dla niej szkaplerz, odpowiada z uśmiechem: - To jest forma mojej walki o niebo. Sama nie dam rady się tam dostać, bo jestem jako człowiek zbyt słaba. Potrzebuję pomocy, a jaką lepszą pomoc mogę sobie wyobrazić niż tę od Matki Bożej? Czuję się z Nią bezpieczna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

31. Franciszkańskie Spotkanie Młodych w Kalwarii Pacławskiej

2018-07-23 07:17

Monika Jaracz | Archidiecezja Krakowska

- To, co jest zapisane w Słowie, nieustannie wydarza się w naszym życiu - także tych wszystkich, którzy znaleźli się tutaj, na Kalwarii. Jezus zaprasza nas na to miejsce pustynne, gdzie znajduje się około tysiąca osób. To miejsce pustynne, w którym możesz odpocząć, w którym może odpocząć w tobie to wszystko, co cię przerasta - mówił w homilii o. Marcin Drąg OFMConv podczas Mszy św. w Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej Kalwaryjskiej, która rozpoczęła w niedzielę 31. Franciszkańskie Spotkanie Młodych w Kalwarii Pacławskiej.

Monika Jaracz | Archidiecezja Krakowska

W niedzielę 22 lipca 2018 r. już po raz 31. rozpoczęło się w Kalwarii Pacławskiej najstarsze ogólnopolskie spotkanie dla młodzieży o charakterze religijnym - Franciszkańskie Spotkanie Młodych - organizowane przez ojców franciszkanów z Krakowskiej Prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię oraz Biuro Franciszkańskich Spotkań Młodych.

Zobacz zdjęcia: 31. Franciszkańskie Spotkanie Młodych w Kalwarii Pacławskiej

Wydarzenie, które w tym roku odbywa się pod hasłem "Tchnienie", rozpoczęła Msza święta w Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej Kalwaryjskiej, której przewodniczył dyrektor Franciszkańskiego Spotkania Młodych, o. Marcin Drąg OFMConv.

W swojej homilii odniósł się najpierw do słów z Ewangelii według Świętego Marka, gdzie Pan Jezus mówi do uczniów, by udali się na pustkowie i tam wypoczęli. Porównał sytuację apostołów do uczestników spotkania, którzy przybyli do Kalwarii Pacławskiej.

- To, co jest zapisane w Słowie, nieustannie wydarza się w naszym życiu - także tych wszystkich, którzy znaleźli się tutaj, na Kalwarii. Jezus zaprasza nas na to miejsce pustynne, gdzie znajduje się około tysiąca osób, na jednej górze. To miejsce pustynne, w którym możesz odpocząć, w którym może odpocząć w tobie to wszystko, co cię przerasta.

Kapłan wskazał tym samym na aktualność i ponadczasowość Ewangelii oraz słów Chrystusa, które wypowiedział kiedyś nie tylko do swoich uczniów, ale kieruje je nieustannie także do nas - tu i teraz. Zakonnik podkreślił, że człowiek nadal doświadcza tego, co Bóg wypowiedział w przeszłości, choć sytuacje te przybierają dzisiaj inną formę. - To, co Bóg kiedyś powiedział, teraz się wydarza, ale już inaczej.

Następnie, kapłan odwołał się do fragmentu Ewangelii, w którym mowa jest o tym, iż Jezus po wyjściu z łodzi ujrzał wielki tłum i zlitował się nad nim, bo był jak owce, nie mające pasterza.

- Jezus zobaczył masę ludzi i współodczuwał z nimi. (...) Słowa są ważne, ale czy w sytuacji, gdy ktoś przeżywa jakiś dramat życiowy i wypowiadamy słowa „współczuję ci", tak naprawdę współodczuwamy to, co ten człowiek przeżywa?

Wskazał tym samym, o jakim współodczuwaniu mówi Jezus w Ewangelii i czym ono jest.

- Współodczuwanie Jezusa to nie jest jakieś emocjonalne wyrażenie, którego używamy. Dzisiaj możemy sobie pomyśleć, co porusza Jezusa, kiedy nas widzi tutaj, przed tym ołtarzem, co dostrzega w każdym z nas. Jezus widzi cały przekrój twojego życia i tego, co ty przeżywasz. On widzi głębiej. Współodczuwa, czyli czuwa, jest obecny. Współodczuwam, czyli jestem przy tobie i wiem, co przeżywasz, co jest w twoim sercu. Ja wiem, czego ci brakuje, jakie masz deficyty.

- Bóg jest w stanie wchodzić we wszystkie miejsca mojego życia. Jemu nie jest obojętna żadna sekunda mojego życia, On dotyka tego wszystkiego. Jezus chce wchodzić w twoje życie, w twoją historię, chce razem z tobą współtworzyć świat - dodał.

Zakonnik zauważył również, że Bóg przez to, iż jest z nami nieustannie i pragnie nam towarzyszyć w codzienności, podnosi nas z upadkó oraz zaprasza do współdziałania z Nim, do życia w miłości w życiu codziennym. - Wyrywa nas z osamotnienia i będzie uczył nas jak żyć w Jego obecności - podkreślił.

Na zakończenie homilii przypomniał o tym, jak ważne jest, by żyć Słowem Boga, które także dzisiaj potrafi zmienić życie każdego człowieka. - Słowo to nie jest przeszłość, to jest teraźniejszość. To Słowo wyprowadza nas z osamotnienia, z wszelkich deficytów i braków. Życzę, aby to spotkanie było czasem nasycania się Jego Słowem, Eucharystią, spotkaniami i rozmowami z tymi, którzy tutaj są.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem