Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

S. Urszula Brzonkalik FMM: czujemy, że wyzwolenie Aleppo jest rzeczywistością

2017-01-07 12:07

rozmawiała Dorota Abdelmoula / Aleppo / KAI

ShehabAgency.MainPage/facebook.com

O tej porze szyby zwykle dudniły od wystrzałów. Natomiast od trzech tygodni dziwimy się, że jest tak cicho. Czujemy, że wyzwolenie Aleppo jest rzeczywistością – mówi w rozmowie z KAI franciszkanka misjonarka Maryi, s. Urszula Brzonkalik FMM, która od dwóch lat mieszka w Aleppo.

S. Urszula Brzonkalik FMM: To, co widzę niezbyt się zmieniło. Zmieniło się natomiast to, co słyszę, a raczej: czego już nie słyszę. O tej porze zwykle szyby dudniły od wystrzałów. Natomiast od trzech tygodni dziwimy się, że jest tak cicho. Czujemy, że wyzwolenie Aleppo jest rzeczywistością. Ludzie chodzą ulicami dużo spokojniej, choć zawsze chodziło się z myślą o tym, że zaraz coś spadnie na głowę i to będzie ostatni dzień w życiu. Samochody jeżdżą wolniej, bo już nie uciekają przed pociskami, które spadały dosłownie: wszędzie. Życie wraca do normy i ludzie zaczynają robić bardzo małe, ale konkretne projekty na przyszłość. Jeszcze parę tygodni temu nie można było o tym marzyć.

KAI:- Czym jest „normalność” dla mieszkańców Aleppo?

- Na przykład dziś ludzie cieszyli się, bo wróciła woda w kranach. Wy nawet o tym nie myślicie: odkręca się kran i woda leci, a u nas od miesięcy jej nie było. Świadomość, że już nie trzeba się martwić o wodę, bo jest w kranie, to normalność, do której wracamy. Pewnie jeszcze długo nie będziemy mieć prądu. Nie ma go od 1,5 roku. Jeśli sobie wykupi 1-2 ampery elektryczności z generatora, to może przynajmniej na kilka godzin zapalić żarówkę, obejrzeć telewizję. Jeżeli nie, to ludzie siedzą w ciemności. W ostatnim miesiącu, wraz z generatorami zaczął działać również internet, którego brakowało od prawie dwóch lat. To nasz jedyny kontakt ze światem, bo były momenty, kiedy dodzwonienie się do Aleppo graniczyło z cudem. Ale są też dramaty, które wciąż czekają na rozwiązanie. Jest potwornie zimno, w nocy temperatura spada do zera. Nie mamy gazu, a mazut bardzo trudno zdobyć. Butla gazowa zamiast starczać na miesiąc, wystarcza na tydzień. I tak jest dużo lepiej, bo czasem udaje się kupić parę litrów mazutu, czy butlę gazową, ale ludzie czekają w kilometrowych kolejkach. Czasem stoją na ulicy kilka dni, zanim samochód [z dostawą – przyp. KAI] przyjedzie. A rodzina ma prawo do dwóch butli gazowych na miesiąc.

- To dużo?

- To jest bardzo mało! Taka butla służy m.in. do ogrzania pokoju, w którym mieszka wspólnie cała rodzina. Kiedy jest zimno, gazu starcza na tydzień, a potem już nic... Na tej butli ludzie grzeją wodę na herbatę, gotują zupę, ale gdyby chcieli się zabrać za porządne gotowanie, to nawet na tydzień nie starczy. Pytam znajomą, która ma trzymiesięczne dziecko, o to, jak je kąpie? A ona mówi: zamykam wszystko, co się da, stawiam wanienkę koło piecyka i kąpie to dziecko na tym piecyku w trzy minuty. Jest mnóstwo rzeczy, o których wy nie myślicie, a które tutaj trzeba dobrze przemyśleć, żeby cokolwiek logicznie zrobić, żeby ochronić dzieci i je nakarmić.

- Zatem kto pozostał w Aleppo? Ci, którzy chcieli, czy ci, którzy nie mieli innego wyjścia?

- Zostali ci, którzy albo dokonali bardzo radykalnego wyboru, albo nie mieli już żadnego wyboru i modlili się, żeby wojna się skończyła. Byłam wczoraj w ośrodku braci marystów, którzy przekazywali pieniądze z akcji „Rodzina rodzinie” grupie 250 rodzin, w której wszyscy, bez wyjątku, w Wielki Piątek 4 lata temu musieli uciekać przed rebeliantami. Ci ludzie stracili wszystko i nie mają pieniędzy, by uciekać dalej. Ich marzenie na ten rok, to zrobić, co się da, żeby wrócić do siebie. Chylę czoła także przed lekarzami, adwokatami, ludźmi, którzy pozostali w Aleppo, mówiąc: to miasto będzie nas potrzebować.

- Według Siostry, ten względny spokój, który panuje od kilku tygodni, to wysłuchane modlitwy, czy raczej cisza przed burzą?

- Wszyscy żyjemy wielką nadzieją, że to początek końca tej wojny. Aleppo jest ogromnym miastem, mówiło się, że kto je zdobędzie, ten zdobędzie prawie wszystko. Tu każde z ugrupowań, a jest ich niesamowicie dużo, miało swoją część miasta. Dlatego dziś, gdy mówi się, że Aleppo zostało względnie wyzwolone, to jakby odzyskało się połowę Syrii. Wczoraj w żartach zapytałam pana, który pracuje w administracji miasta, kiedy pojedziemy w góry, bo kiedyś siostry często jeździły tam na odpoczynek. A on powiedział: za 5 miesięcy pojedziecie. Jest pewien optymizm. Ale myślę, że kiedy nastanie pokój, ujawnią się liczne dramaty mieszkańców.

- Wczoraj dowiedziałam się, że ludność, która pozostała w odzyskanych częściach miasta, to tylko kobiety, najczęściej młode, w wieku 15-20 lat i każda z trójką, czwórką dzieci. Żadne dziecko nie ma ojca, pewnie jest nim jeden z rebeliantów, którzy uciekli. W Syrii kobieta, która ma dwójkę, trójkę dzieci i nie ma męża, a jeszcze jest muzułmanką – to wielki dramat. Ale dziś wszyscy żyjemy nadzieją na koniec konfliktu zbrojnego i na to, że rok 2017 przyniesie wielką ulgę nie tylko dla Aleppo, ale dla całej Syrii.

- Czy z perspektywy osoby mieszkającej w Aleppo, można powiedzieć, kto jest kim w tym wojnie?

- Wojna jest złem. Największym dramatem tej wojny było to, że tutaj rebelianci wymieszani byli z ludnością cywilną. Myślimy, że wojna to dwa fronty, dwie armie, a tu, cokolwiek spadało, to przede wszystkim na cywilów, którzy odważnie zostali w swych domach. Ja nie chcę nikogo oceniać. Myślę o tych wszystkich chłopakach, np. z armii syryjskiej. To chłopcy, którzy byli w wieku poborowym i poszli do wojska. A żołnierz w wojsku wykonuje rozkazy. Który z nich miał wybór? W tej wojnie udział wielkich mocarstw jest dużo większy, niż tych biednych Syryjczyków, którzy, po jakiejkolwiek stronie by byli, wszyscy są w jakiś sposób ofiarami wielkiej machiny sprzedaży broni. Jak mówi papież w orędziu na Światowy Dzień Pokoju: ta wojna toczy się w odcinkach i toczą ją wielkie mocarstwa. Złem jest sprzedaż broni i zarabianie na tej sprzedaży. Złem jest podsycanie tego konfliktu, by broń dobrze się sprzedawała.

- Siostro, jakiej pomocy potrzebują dziś mieszkańcy Aleppo? Na co przeznaczane są środki, które trafiają do syryjskich rodzin?

- Tutaj nie można np. kupić 2 tys. butli gazowych, by je rozdać potrzebującym. Jako siostra nie dostanę nic ponad jedną butlę miesięcznie dla naszego zgromadzenia. Natomiast jeśli rodziny dostają pieniądze, mogą same zatroszczyć się o gaz, mazut, lekarstwa, coś ciepłego do zjedzenia. Dlatego program "Rodzina rodzinie" jest adekwatny do naszej sytuacji. Polskie rodziny robią dla rodzin w Aleppo to, czym w Europie zajmują się instytucje pomocy społecznej. Żyjemy wielką nadzieją że kiedy ruszy odbudowa miasta, powstaną miejsca pracy. W tej chwili 85 procent chrześcijan nie ma pracy, bo zakłady pracy są zbombardowane, albo kierownik, który miał pieniądze – wyjechał. Kiedy zacznie się odbudowa, ruszą też architekci i inżynierowie, którzy tu pozostali. Syria nigdy nie miała długów, nigdy nie prosiła o pomoc. Mamy wykrzywiony obraz Syryjczyków z powodu dramatu, który rozegrał się w ostatnich latach. Ale przed wojną Syryjczycy naprawdę nigdy o nic nie prosili.

- Ci, którzy pamiętają Syrię sprzed wojny, mówią też, że był to kraj pokojowego współistnienia wielu religii. Czy te dobre relacje przetrwały?

- Z pewnością bardzo się pogłębiły. Wcześniej, owszem, był dialog, ale w Aleppo były wyodrębnione dzielnice typowo muzułmańskie, albo chrześcijańskie. Wśród 8 mln mieszkańców miasta i okolicy, było tylko 150 tys. chrześcijan. Uciekając przed wojną, ludzie wynajmowali mieszkania tam, gdzie były dostępne. Muzułmanie, którzy zamieszkali w dzielnicach chrześcijańskich, odkryli, kim są chrześcijanie. Czasem zatrzymują nas na ulicy i mówią: wyciągnęliście do nas braterską rękę. Poza tym wszystkie organizacje, m.in. Caritas, czy jezuici, którzy wydają posiłki, pomagają i chrześcijanom i muzułmanom.

- A jak wygląda Wasza posługa?

- Jest nas 5 sióstr: dwie Polki, Libanka, Francuska i Syryjka z Homs. Jedna z sióstr zajmuje się centrum dla dzieci autystycznych, druga: atelier, gdzie kobiety uczą się haftować i robić na drutach, by w ten sposób zarobić. Ja pracuję w naszym akademiku dla studentek i jestem radną prowincjalną. Ponieważ nasz dom znajduje się w tej względnie spokojnej części miasta, cały czas przyjmowałyśmy różne grupy na spotkania, na rekolekcje itd. W naszych ogrodach działa jezuicka kuchnia dla uchodźców. Jest też dużo czasu na modlitwę, refleksję, słuchanie ludzi i na wszystko, o co nas proszą. Nasz dom jest zawsze otwarty.

Tagi:
Syria

Ruszyła kampania pomocy dla Syrii

2018-06-13 10:08

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 24/2018, str. III

Minister Beata Kempa, prezydent Kielc Wojciech Lubawski i biskup Jan Piotrowski 28 maja w Kielcach podpisali porozumienie dotyczące pomocy dla zrujnowanej wojną Syrii. Celem trwającej do końca września kampanii jest zbiórka funduszy na pomoc edukacyjną dla syryjskich dzieci i młodzieży

TER
Sygnatariusze Kampanii Pomoc dla Syrii

W fazie projektu zrezygnowano z pierwotnego pomysłu, czyli budowy szkoły w Syrii; jest to przedsięwzięcie bardzo kosztowne, a poza tym ryzykowane – szkoła może zostać zburzona podczas działań wojennych. Kielce włączą się zatem w inne formy wsparcia dla dzieci syryjskich – bp Jan Piotrowski zaproponował organizację kolonii w Libanie, połączonych z warsztatami psychologicznymi. Jak powiedział Biskup Kielecki w rozmowie z „Niedzielą” – takie rozwiązanie jest prostsze ze względów logistycznych: odległości, braku bariery językowej, a przy tym potrzebne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Wielki szturm modlitwy za Ojczyznę

2018-06-19 11:34

Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 25/2018, str. 9-11

Kiedy kilka miesięcy temu ogłaszaliśmy rozpoczęcie konkursu „Na stulecie odzyskania niepodległości – modlitwa za Ojczyznę”, nie spodziewaliśmy się, że zaprowadzi nas tak wysoko. Chodzi przede wszystkim o jego wartości duchowe i obecność laureatów na Jasnej Górze, ale także o wizytę w Pałacu Prezydenckim w Warszawie i spotkanie z Pierwszą Damą.

Artur Stelmasiak/Niedziela

Wizyta w Pałacu Prezydenckim była specjalną nagrodą dla laureatów i organizatorów konkursu, przygotowaną przez ks. prał. Zbigniewa Krasa – Kapelana Prezydenta RP Andrzeja Dudy, inicjatora konkursu i przewodniczącego jury.

Wyjątkowy dzień

Środa 13 czerwca br. zaczęła się dla niektórych już o godz. 2 w nocy. Trzeba było nieraz wielu godzin jazdy i rezerwy czasowej na ewentualne korki drogowe, by na godz. 11 dojechać np. z województw zachodniopomorskiego, wielkopolskiego czy podkarpackiego na Krakowskie Przedmieście w Warszawie.

Kiedy wszyscy dopełniliśmy formalności związanych ze sprawdzeniem listy uczestników i z kontrolą bezpieczeństwa, przywitał nas ks. prał. Zbigniew Kras, którego uczestnicy konkursu mieli okazję poznać w dniu ogłoszenia wyników – 2 czerwca br., kiedy na zakończenie konkursu odprawił w intencji Ojczyzny Mszę św. w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze.

Niemal dla wszystkich była to pierwsza wizyta w siedzibie Głowy Państwa. Wizyta specjalna, składająca się z kilku części: Mszy św. w Kaplicy Prezydenckiej, zwiedzania najważniejszych sal pałacu i spotkania z Agatą Kornhauser-Dudą – małżonką Prezydenta RP. Przewidziano również poczęstunek w Pałacu Prezydenckim, który podany w porze obiadu nazywa się tam kolacją. Wszyscy mieli eleganckie stroje i fryzury, przygotowane na ten wyjątkowy dzień. Szczególnie wyróżniała się grupa uczniów Szkoły Podstawowej nr 11 z Przemyśla, która przyjechała z opiekunami: s. Dorotą Burczyk ze Zgromadzenia św. Michała Archanioła, o. Pawłem – karmelitą, Anetą Jabłońską – wicedyrektorką szkoły oraz Angeliką Bugirą – katechetką. Uczniowie z Przemyśla otrzymali specjalne zaproszenie do pałacu, ponieważ z ich szkoły napłynęło na konkurs wyjątkowo dużo ciekawych prac.

Życie jak modlitwa

Eucharystii dla konkursowej wspólnoty przewodniczył ks. prof. Krzysztof Pawlina – rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie, dyrektor Collegium Joanneum i członek jury konkursu. Koncelebrowali ks. prał. Zbigniew Kras i ks. Mariusz Frukacz z redakcji „Niedzieli”. Piękną oprawę liturgiczną Mszy św. zapewnili uczniowie z Przemyśla. Urocze było ich stawanie na palcach, aby dosięgnąć mikrofonu np. podczas śpiewania psalmu.

Patrząc na konkurs już z pewnej perspektywy czasowej, ks. Kras przypomniał na początku Mszy św., że naszym punktem wyjścia były dawne, historyczne i bardzo piękne modlitwy Polaków, m.in. ks. Piotra Skargi i św. Andrzeja Boboli. – Dzisiaj do tych wszystkich, pewnie bardzo dobrze znanych, modlitw chcemy dołożyć Wasze modlitwy, bo Polska, Polacy, my wszyscy stanowimy jedną rodzinę i musimy się za nią modlić. Jest wiele form patriotyzmu i troski publicznej, ale człowiek wierzący zdaje sobie sprawę, że więcej można osiągnąć modlitwą niż mieczem, pistoletem czy innym narzędziem walki – podkreślił ks. Kras. Podziękował również redakcji „Niedzieli” za upowszechnienie idei konkursu i zorganizowanie wielkiego szturmu modlitewnego w intencji naszej Ojczyzny.

Ks. prof. Pawlina przypomniał w kazaniu ewangeliczny zapis o tym, jak uczniowie zwrócili się do Pana Jezusa z prośbą: „Panie, naucz nas się modlić!”. Z podobną prośbą organizatorzy konkursu zwrócili się kilka miesięcy temu do młodego pokolenia: „Pomóżcie nam się modlić za Ojczyznę w czasach, w których żyjemy!” Modlitwy stanowiące odpowiedź na tę prośbę, zostały zapisane na wielu setkach stron. Są świadectwem odwagi autorów – bo moja modlitwa, moje zwrócenie się do Boga jest bardzo osobistym doświadczeniem i trzeba wiele odwagi, by podzielić się nim z innymi – zauważył ks. Pawlina. Zapisane modlitwy będą pomocą dla tych, którym brakuje słów, by wyrazić miłość do Ojczyzny czy wdzięczność za niepodległość.

Ks. Pawlina uświadomił słuchaczom, że ważny jest nie tylko sam akt modlitwy, ale również to, by całe nasze życie było modlitwą, budowaniem bliskiej relacji z Bogiem. W życie każdego, a zwłaszcza młodego człowieka, wpisana jest konieczność pracy nad charakterem. Trzeba na to zwracać uwagę w obecnych czasach, kiedy dostępnych jest wiele dróg i możliwości zaspokojenia pragnień. Ale trzeba pamiętać, że bezkrytyczne zaspokajanie pragnień może nas uczynić ludźmi zniewolonymi.

Pięknym akcentem Mszy św. było wręczenie ks. prał. Zbigniewowi Krasowi najważniejszego wyróżnienia „Niedzieli” – statuetki „Sursum Corda”. Lidia Dudkiewicz – redaktor naczelna tygodnika, przekazując statuetkę, podkreśliła, że jest to podziękowanie za stałą modlitewną troskę Księdza Kapelana Prezydenta RP o Ojczyznę, o dobro Polski i Polaków oraz wyraz uznania za inicjatywę zorganizowania z „Niedzielą” Konkursu pt. „Na stulecie odzyskania niepodległości – modlitwa za Ojczyznę”, pod Patronatem Narodowym Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy w Stulecie Odzyskania Niepodległości oraz za przewodniczenie Komisji Konkursowej.

Wręczono również nagrody i wyróżnienia uczestnikom konkursu, którzy wcześniej nie mogli być obecni na uroczystej konkursowej gali w auli „Niedzieli” w Częstochowie. Na zakończenie Mszy św. modliliśmy się za Ojczyznę słowami św. Andrzeja Boboli.

Dzień w Pałacu Prezydenckim

Chociaż Kaplica Prezydencka ma krótką historię – powstała bowiem w 1994 r. – jest w niej wiele cennych pamiątek. Wmurowane są tam tablice upamiętniające wizyty dwóch papieży: św. Jana Pawła II i Benedykta XVI. Jest też krzyż wycięty z fragmentów stali z nowojorskich budynków World Trade Center, zniszczonych podczas zamachów terrorystycznych 11 września 2001 r. W Kaplicy Prezydenckiej znajduje się Krzyż Virtuti Militari znaleziony na miejscu tragedii smoleńskiej oraz umieszczona jest tablica upamiętniająca ofiary tej tragedii, pod którą prezydent Andrzej Duda każdego 10. dnia miesiąca składa biało-czerwoną wiązankę kwiatów. Jest także gablota z relikwiami 13 osób wyniesionych na ołtarze, m.in. św. Jana Pawła II, św. Andrzeja Boboli, św. Kingi, bł. ks. Jerzego Popiełuszki, św. Joanny Beretty Molli oraz polskich kapłanów męczenników z Pariacoto.

Kapelan Prezydenta RP poświęcił naszej – jak się okazało, wyjątkowo licznej – grupie wiele czasu. Opowiedział o przeznaczeniu poszczególnych reprezentacyjnych sal Pałacu Prezydenckiego i innych pomieszczeń tego obiektu, wśród nich – głównej sieni, w której odbywają się powitania oficjalnych delegacji. Zobaczyliśmy Salę Chorągwianą, na której ścianach zawieszone są polskie sztandary z różnych okresów historii, Salę Obrazową, a także Salę Białą im. Lecha Kaczyńskiego, Salę Rokoko, Salę Niebieską. Ksiądz Kapelan mówił o różnych zakamarkach pałacu, a także o zimowym ogrodzie.

W Sali Kolumnowej – tej samej, w której odbywają się spotkania z korpusem dyplomatycznym i wręczane są nominacje profesorskie, spotkaliśmy się z Małżonką Prezydenta RP. Agata Kornhauser-Duda pogratulowała laureatom i uczestnikom konkursu pt. „Na stulecie odzyskania niepodległości – modlitwa za Ojczyznę”. – Razem z mężem bardzo cieszymy się z każdej takiej inicjatywy – powiedziała Pierwsza Dama do laureatów konkursu, członków jury oraz redaktorów „Niedzieli”. Małżonka Prezydenta RP sporo wiedziała o konkursie z „Niedzieli”. Podkreśliła, że pozostaje pod wrażeniem modlitw ilustrujących radość i dumę z niepodległości oraz troskę o Ojczyznę. Wiedziała, że do konkursu zostały zgłoszone również teksty modlitw z zagranicy. Wymieniła Stany Zjednoczone, Kanadę, Wielką Brytanię, Norwegię, Ukrainę i Białoruś.

Redaktor naczelna „Niedzieli” Lidia Dudkiewicz na prośbę Pierwszej Damy przypomniała ideę konkursu i przybliżyła jego przebieg. Podziękowała za objęcie konkursu Patronatem Narodowym Prezydenta RP Andrzeja Dudy w Stulecie Odzyskania Niepodległości. Wspomniała również, że wśród zagranicznych uczestników konkursu, w którym główną nagrodą jest pielgrzymka do Włoch, był ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej Janusz Kotański. – Mógł więc wygrać powrót do domu w Rzymie – powiedziała z uśmiechem. Autorzy nagrodzonych tekstów odczytali swoje prace, które Pierwsza Dama nagrodziła oklaskami, oraz opowiedzieli o indywidualnym pojmowaniu patriotyzmu. Była też chwila na wręczenie Pierwszej Damie własnoręcznie przygotowanych przez dzieci laurek i na wspólne zdjęcia. Najpiękniejsze to te, na których dzieci są dosłownie wtulone w Małżonkę Prezydenta RP albo biegną, aby ją jak najdłużej zatrzymać. To wspaniała pamiątka utrwalająca w kadrze wyjątkowe spotkanie z wyjątkowymi ludźmi w wyjątkowym miejscu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek poparł stanowisko abp Ladarii w sprawie Komunii dla protestantów

2018-06-22 08:05

st (KAI) / Watykan

Rozmawiając z dziennikarzami przez około 30 minut na pokładzie samolotu lecącego z Genewy do Rzymu Ojciec Święty poparł stanowisko prefekta Kongregacji Nauki Wiary na temat możliwości udzielania Komunii św. protestanckim współmałżonkom katolików. Odpowiedział także na pytania dotyczące sytuacji imigrantów i uchodźców oraz wyzwań związanych z bronią nuklearną.

Grzegorz Gałązka

Papież w pełni poparł stanowisko wyrażone przez prefekta Kongregacji Nauki Wiary, abp Luisa Ladarii, który żądał od biskupów niemieckich ponownego przemyślenia projektu zezwolenia niekatolickim współmałżonkom katolików na przyjmowanie, pod pewnymi warunkami Komunii św. Zaznaczył, że abp Ladaria działał za jego zgodą. Przypominał, że zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego decyzja o możliwości przystępowania protestantów do Komunii św. należy do biskupa diecezjalnego, a nie do konferencji episkopatu. Doszło by bowiem wówczas do powszechnej interkomunii. Jednocześnie Franciszek pochwalił wysiłki biskupów niemieckich, stwierdzając, że ich dokument wypływał z ducha chrześcijańskiego. Wyraził nadzieję, że ich nowy dokument będzie miał charakter orientacyjny, aby każdy z biskupów diecezjalnych sam mógł określić, na co już pozwala Kodeks Prawa Kanonicznego.

W sprawie sytuacji na granicy amerykańsko-meksykańskiej Ojciec Święty zdecydowanie poparł stanowisko episkopatu USA. „Jestem dumny z tego, co powiedzieli biskupi tego kraju”- dodał papież.

Franciszek stwierdził, że „każdy kraj powinien [przyjmować gościnnie nowo przybyłych] z roztropnością, która powinna być cnotą rządzących. Powinni oni przyjmować tak wielu uchodźców, jak to jest możliwe, kształcić, integrować, łagodzić głód i pomagać im w znalezieniu pracy”.

Zapytany o możliwość wycofania się Kościoła z poparcia dla teorii wojny sprawiedliwej, papież odpowiedział wymijająco, zaznaczając, że jeśli wybuchła by trzecia wojna światowa, to niechybnie stosowana będzie broń nuklearna, a czwarta – gdy wszystko zostanie zniszczone – toczona będzie na kije.

Niemniej Ojciec Święty podkreślił, że wiele globalnych wyzwań można rozwiązać.

„Problem wojny, prześladowań chrześcijan na Bliskim Wschodzie, a także w Nigerii, problem głodu można rozwiązać" - powiedział. „Wiele krajów myśli o tym, jak inwestować w tych krajach, inteligentnie inwestować ... dać pracę i edukację”.

Wyznał, że podczas obiadu z przedstawicielami różnych Kościołów z całego świata, jeden z uczestników zasugerował, że pierwsze prawo człowieka powinno być prawem do nadziei.

Na zakończenie konferencji prasowej Franciszek wyraził uznanie dla kardynała-elekta Angelo Becciu, który dotychczas był substytutem w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej – stanowisko porównywane niekiedy do „szefa sztabu”, a który po raz ostatni towarzyszył mu w tym charakterze w podróży apostolskiej. W przyszłym tygodniu zostanie wraz z 13 innymi duchownymi włączony do Kolegium Kardynalskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem