Reklama

Jestem od poczęcia

Dlaczego nie ma fajerwerków? - młodzież w Kościele po ŚDM (analiza)

2016-12-21 16:19

Dorota Abdelmoula / Warszawa / KAI

Mazur/Episkopat.pl

Duszpasterstwo młodzieży w Polsce, kierując się papieskimi wskazówkami, przeszło od spektakularnego "rabanu" do żmudnego "schodzenia z kanapy" i rezygnowania z "przedwczesnej emerytury". Bez medialnych „fajerwerków”, bo młodzi – jak prosił Franciszek – wrócili do swoich parafii i w dużej mierze skupili się na własnej formacji i lokalnych działaniach. 5 miesięcy po ŚDM owoców duszpasterskiej pracy nie można zatem policzyć. Trzeba natomiast pytać: czy coś robimy, by ich nie stracić?

Wymowne milczenie i brak wizji, czy zasłużony odpoczynek i cisza przed burzą? W mediach i Kościele coraz częściej pojawiają się pytania o stan polskiego duszpasterstwa młodzieży po ŚDM. Jedni mówią o niewykorzystanej szansie, inni o fali entuzjazmu, dzięki której młodzi i kapłani wypływają na szerokie wody ewangelizacji. Przygotowania do ŚDM pokazały, że w duszpasterstwie młodych nie ma miejsca na teorie i ogólniki, potrzeba natomiast dobrych przykładów. Dziś te przykłady z polskich diecezji i parafii pokazują, że w Kościele dzieje się wiele dobra. Pomimo pozornej „ciszy w eterze”.

ŻNIWO PO TRZECH LATACH

Na pytanie o to, czy Światowe Dni Młodzieży zmieniły "coś" w duszpasterstwie młodzieży w Polsce, wielu diecezjalnych koordynatorów potrząsa przecząco głową. Nie dlatego, że zmian nie widać, ale dlatego, że pytanie sformułowaliby inaczej. Bowiem nie tylko czas Dni w Diecezjach i spotkania w Krakowie, ale cały okres przygotowań był w Polsce czasem zasiewania ziarna – jeśli nie wiary, to przynajmniej zainteresowania Kościołem.

Nawet jeśli nie da się wypisać w punktach zmian, jakie nastąpiły po lipcowym spotkaniu, porównanie sytuacji „po Rio” ze stanem „po Krakowie” pokazuje, że ostatnie trzy lata, to czas dobrze zainwestowany, który wciąż owocuje.

Reklama

Pierwszym, choć nie najważniejszym przykładem są stworzone w diecezjach struktury, które pomagają w zapanowaniu nad duszpasterskim chaosem i w sprawnym organizowaniu pracy z młodzieżą. Przykładowo: rejony diecezji siedleckiej i dekanaty archidiecezji katowickiej, to nie kolejna odsłona biurokracji, ani budowania „administracji zamiast wspólnoty”, ale sprawdzona sieć logistycznych i komunikacyjnych rozwiązań, które w ostatnich miesiącach zdały egzamin podczas formacyjnych i organizacyjnych spotkań z udziałem dziesiątek tysięcy ludzi. Teraz, w oparciu o te struktury, duszpasterstwa realizują programy formacyjne, z którymi mogą dotrzeć do młodzieży w całej diecezji, bez potrzeby szukania „po omacku” liderów i miejsc, wokół których gromadzą się młodzi. Podobnych przykładów nie brak w większości diecezji. Maszyna stoi gotowa, wystarczy wprawić ją w ruch.

- Nie przygotowywaliśmy tylko ŚDM, ale działalność całego duszpasterstwa młodzieży pod kątem tego spotkania. Takiemu podejściu podporządkowaliśmy strukturę animatorów, wolontariuszy i wydarzeń w naszej diecezji – mówi w rozmowie z KAI ks. Paweł Górski, koordynator ŚDM i duszpasterz młodzieży diecezji tarnowskiej. I dodaje, że ta metoda się sprawdziła. Po zakończeniu ŚDM w diecezji pozostały m.in. ugruntowane struktury młodzieżowych liderów i animatorów oraz diecezjalne spotkania młodych (tzw. "Synaje"), które w ostatnich latach wpisały się na stałe w kalendarz tysięcy nastolatków i studentów. Nie brak też młodzieży, która widząc, że wybór jest duży, a wspólnota dynamiczna, chętnie deklaruje dalsze zaangażowanie.

Podobnie jest w wielu częściach Polski, gdzie słowa św. Jana Pawła II, że ŚDM nie jest celem samym w sobie ale przystankiem na drodze Kościoła, są nie tylko cytowane, ale też wprowadzane w życie, dzięki planom działania wybiegającym poza lipiec 2016 r.

OD OGÓŁU DO SZCZEGÓŁU

Cennym, choć zarazem "niemedialnym" i niepoliczalnym owocem ŚDM, jest zaangażowanie młodzieży na poziomie parafii i lokalnych grup. To nie tylko odpowiedź na papieski apel o wzięcie odpowiedzialności za wspólnotę parafialną, ale też świadectwo tego, że młodzi zrozumieli sens lipcowego spotkania i nie pozostali wobec niego obojętni. Spotkanie z wierzącymi rówieśnikami z całego świata pomogło im odkryć kim są jako chrześcijanie i zmobilizowało do zaangażowania w lokalnych wspólnotach, z których wyrośli lub w których aktualnie mieszkają. Tym samym zażegnali wieszczone przez wielu niebezpieczeństwo, że po ŚDM główną „atrakcją” Kościoła staną się huczne eventy, a głębia duchowości zostanie wyparta przez jej egzotykę i bicie rekordów „polubień i udostępnień”.

- W tzw. "sztabach parafialnych" powstały więzy, które młodzi ludzie chcą pielęgnować. Teraz oni sami potwierdzają, że ŚDM ma sens, jeśli nie jest celem samym w sobie, ale "drogą od" i "drogą do" – mówi ks. Adam Bab, diecezjalny duszpasterz młodzieży z Lublina.

- Przygotowanie ŚDM były mobilizacją do czynnego miłosierdzia i dobrze by było, gdyby udało się to zachować i gdyby to stawało się naturalne w przeżywaniu wiary młodych: wiara przełożona na realizację przykazania miłości bliźniego – dodaje ks. Marcin Wierzbicki, odpowiedzialny za duszpasterstwo młodych i przygotowania do ŚDM w archidiecezji katowickiej.

I właśnie to „miłosierdzie w praktyce” jest dla wielu młodych jedną z dróg lokalnego zaangażowania po ŚDM. Jego skali nie sposób zmierzyć, bo tak, jak lipcowe spotkanie młodzieży nie były celem samym w sobie, tak też priorytetem wolontariuszy nie jest tworzenie nowych projektów, ale włączenie się w dzieła, które już istnieją w Kościele i społeczeństwie. Szlachetna Paczka, Caritas (nie tylko Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom, ale współpraca w ramach lokalnych kół i ogólnopolskich projektów), pomoc chorym, bezdomnym, podopiecznym domów dziecka, wolontariaty – to przykłady, które powracają w rozmowach z przedstawicielami większości diecezji.

Nie brak też zupełnie nowych pomysłów, które pokazują, że młodzi chcą twórczo odpowiadać na potrzeby Kościoła. W Siedlcach młodzi planują już wielkopostną " eko-jałmużnę", w diecezji warmińskiej sfinalizowali w ostatnich dniach akcję "Paczka dla Rodaka", wspierającą Polaków na Kresach Wschodnich, w Kaliszu starają się stworzyć diecezjalny "wolontariat miłosierdzia" – kontynuację wolontariatu ŚDM. Podobne przykłady znajdziemy też w innych częściach Polski.

Jednak, o to, czy trzyletni „raban” wydaje swój owoc należy pytać nie (albo: nie tylko) w kuriach, ale przede wszystkim w parafiach, szkołach, rodzinach – wszędzie tam, gdzie są młodzi. Bowiem papieskie nauczanie i trzyletnia formacja nie zachęcały młodych Polaków do bicia statystycznych rekordów, ale do budowania swojej wiary, uzdrawiania relacji z najbliższymi, odpowiedzialności za lokalną wspólnotę, w której się znajdują.

O tym, że ta nauka w las nie poszła, świadczy m.in. zapomniany już nieco fenomen pielgrzymki symboli ŚDM po polskich diecezjach. Przez ponad 2 lata krzyż i ikona wędrowały po całej Polsce, szykując duchowy „grunt” pod ŚDM, a świadectwa z tego czasu bynajmniej nie dotyczą masowych spotkań i spektakularnych nabożeństw (choć symbole towarzyszyły młodym podczas dużych i ważnych wydarzeń, jak choćby obchody jubileuszu Chrztu Polski, spotkania na Lednicy, czy jasnogórskie pielgrzymki). W dziesiątkach tysięcy należy liczyć wspomnienia pojedynczych osób, zarówno tych które żarliwie się modliły, jak i tych, które od strony logistycznej pomagały pakować krzyż do busa-kaplicy i przewozić z miejsca na miejsce.

Rodziny, które modląc się przy krzyżu pogodziły się po latach, więźniowie, dla których przyjazd symboli były odpowiedzią na pytanie „co dalej?” otrzymaną w ostatnim tygodniu „odsiadki”, nastolatki, które zakłopotane mówiły, że pierwszy raz pojechały do hospicjum i domu opieki, bo miały zawieźć tam „ ŚDM-ową ikonę”, ale od tego spotkania zaczęły pomagać osobom starszym i schorowanym – to nie naiwne opowieści dla kościelnych optymistów, ale przykłady, których kilkaset wysłuchałam w ostatnich latach, pracując „przy ŚDM-ie”. Próżno oczekiwać, że od razu przerodzą się w fajerwerki.

INFORMACJA I FORMACJA

Jak mówią sami młodzi, dla wielu z nich ŚDM był czasem poznawania Kościoła, zbierania informacji o tym, w jaki sposób można realizować w nim swoje talenty i plany na przyszłość. Teraz przyszedł czas na osobistą formację, która ma pogłębić doświadczenia zebrane podczas spotkania młodych i przygotować tych, którzy zaproszą do Kościoła kolejnych młodych ludzi.

- To byłby mega sukces, gdyby z grupy, która wzięła udział w ŚDM udało się wyłuskać liderów, którzy pociągną za sobą rówieśników, zachęcą ich do włączenia się w grupy formacyjne, wolontariat, do zaangażowania się i przejmowania odpowiedzialności za Kościół – mówi ks. Rafał Grzelczyk, diecezjalny duszpasterz młodzieży z Płocka. Tak, jak księża towarzyszący młodzieży w innych częściach Polski, przypomina, że podstawą ewangelizacji jest własna formacja, która w wielu wspólnotach rozpoczęła się po wakacjach lub z początkiem nowego roku liturgicznego.

"Zapraszamy młodzież do grup formacyjnych, prowadzonych m.in. przez ruch Światło-Życie i KSM" – mówi ks. Artur Pytel, odpowiadający za młodzież w diecezji gliwickiej i zauważa, że ŚDM nie miał na celu stworzenia nowych wspólnot, ale przede wszystkim pokazanie młodym, jak bogata jest istniejąca "oferta duszpasterska" Kościoła. Poznaniu jej służyły m.in. spotkania w diecezjach, w krakowskim Centrum Powołaniowym i podczas Festiwalu Młodych.

W większości diecezji ŚDM były więc okazją do odnowienia struktur ruchów i wspólnot, które od lat formują młodzież. Tak, jak w Drohiczynie, gdzie za przygotowania spotkania młodych odpowiedzialni byli w większości młodzi związani z KSM. Dziś stowarzyszenie, które cieszy się z "zastrzyku" nowych osób, może nie tylko kontynuować formację, ale też włączać się w nowe projekty.

"To m.in. projekt "Młodzi dla Środowiska" realizowany wspólnie z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska, to konkursy, obozy, kampanie medialne, które inspirując się encykliką "Laudato Si" mają wychowywać młodzież do odpowiedzialnego podejmowania swoich ról społecznych" – wylicza ks. Andrzej Lubowicki, odpowiedzialny za KSM i diecezjalne duszpasterstwo młodzieży w Drohiczynie.

W Elblągu formacja opiera się o Centrum Nowej Ewangelizacji, w Gdańsku wiele osób dołącza do oazy, działająca m.in. w Łodzi wspólnota Chemin Neuf otrzymuje liczne zaproszenia do prowadzenia szkolnych rekolekcji i ewangelizacji – podobne przykłady ożywienia wspólnot napływają z całej Polski.

Ponadto, młodzi, wspólnie z duszpasterzami, na niespotykaną dotąd skalę tworzą także programy i struktury formacyjne dostosowane do lokalnych wyzwań.

"Nasz projekt nazwaliśmy PKB, czyli "Praktyczna Korzyść Błogosławieństw". Wyrósł on z cyklu "Dialogów w Katedrze" zapoczątkowanego przez abp Jędraszewskiego" – mówi ks. Przemysław Góra, czuwający nad młodzieżą w archidiecezji łódzkiej. Jak dodaje, na terenie całej archidiecezji powstają grupy, tzw. "Misericordes", które zajmują się formacją młodzieży w oparciu o ogólnopolski program duszpasterski #Zejdzzkanapy, zaproponowany przez Radę ds. Młodzieży KEP.

"Oprócz spotkań formacyjnych mamy też cykl comiesięcznych spotkań o nazwie "Stand up". Za każdym razem odbywa się w innym miejscu w diecezji, a w każdym bierze udział ok. 200 osób. To dużo, biorąc pod uwagę nasze realia" – mówi ks. Witold Kałmucki, duszpasterz młodych z Kalisza.

Z ewangelizacyjnego projektu, wypracowanego wspólnie z bp. Edwardem Dajczakiem, korzystają młodzi w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. "Chcemy dotrzeć do młodych tam, gdzie są, dlatego w Adwencie organizujemy wspólnie z biskupem cykl 12 czuwań adwentowych, z których każde odbywa się w innym miejscu na terenie naszej diecezji. Szacujemy, że w sumie weźmie w nich udział ok. 7000 młodych" – relacjonuje ks. Andrzej Zaniewski, diecezjalny duszpasterz młodzieży.

W Siedlcach, młodzi zapraszają rówieśników do udziału w spotkaniach z cyklu "www.tbc" ("Wiara, wolność, wspólnota – to be continued"), którego zwieńczeniem będzie udział w Jerychu Młodych – dorocznym diecezjalnym spotkaniu młodych.

Wspólnym mianownikiem tych i podobnych propozycji, realizowanych w całej Polsce, jest program formacyjny #Zejdzzkanapy, zaproponowany przez Radę ds. Duszpasterstwa Młodzieży przy KEP na rok liturgiczny 2016/2017, który opiera się m.in. na nauczaniu papieża Franciszka podczas ŚDM w Krakowie.

Tagi:
młodzi ŚDM w Krakowie

Papież do młodzieży: Kościół wam ufa, a wy ufajcie Kościołowi!

2018-02-22 12:24

tlum, st (KAI) / Watykan

Wy, młodzi potrzebujecie poczucia, że ktoś naprawdę w was wierzy: wiedzcie, że Papież wam ufa, że​Kościół wam ufa! A wy, ufajcie Kościołowi! - pisze papież Franciszek w opublikowanym dziś orędziu na 33. Światowy Dzień Młodzieży, który w Niedzielę Palmową będzie obchodzony w diecezjach na całym świecie. Orędzie, którego głównym przesłaniem jest dodanie odwagi młodym ludziom, to najważniejsze papieskie przesłanie dotyczące młodzieży, poprzedzające październikowy Synod Biskupów i zachęcające do udziału w przyszłorocznych ŚDM w Panamie.

Krzysztof Tadej

„Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1, 30)

Drodzy młodzi,

Światowe Dni Młodzieży 2018 stanowią krok naprzód w przygotowaniu międzynarodowego spotkania, które odbędzie się w Panamie w styczniu 2019 roku. Ten nowy etap naszej pielgrzymki przypada na rok, w którym zwołane jest Zgromadzenie Zwyczajne Synodu Biskupów na temat: „Młodzież, wiara i rozeznanie powołania”. To dobry zbieg okoliczności. Uwaga, modlitwa i refleksja Kościoła będą skierowane na Was, ludzi młodych, z pragnieniem zrozumienia, a przede wszystkim przyjęcia drogocennego daru, jakim jesteście dla Boga, dla Kościoła i dla świata.

Jak już wiecie, postanowiliśmy, aby w tej drodze towarzyszył nam wzór i wstawiennictwo Maryi, młodej kobiety z Nazaretu, którą Bóg wybrał jako Matkę swego Syna. Idzie ona z nami ku Synodowi i Światowym Dniom Młodzieży w Panamie. Jeśli w ubiegłym roku prowadziły nas słowa Jej kantyku uwielbienia: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1,49) - ucząc nas upamiętniać przeszłość – to w bieżącym roku staramy się słuchać wraz z Nią głosu Boga, który budzi odwagę i daje łaskę konieczną, aby odpowiedzieć na Jego wezwanie: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1, 30). Są to słowa wypowiedziane przez posłańca Boga, archanioła Gabriela, do Maryi, prostej dziewczyny z małej wioski w Galilei.

1. Nie bój się!

To zrozumiałe, że nagłe pojawienie się anioła i jego tajemnicze pozdrowienie: „Bądź pozdrowiona pełna łaski, Pan z Tobą” (Łk 1,28), wywołały silny niepokój w Maryi, zaskoczonej tym pierwszym objawieniem jej tożsamości i powołania, do tej pory jej nieznanych. Maryja, podobnie jak inne postacie z Pisma Świętego, drży w obliczu tajemnicy powołania Boga, który w jednej chwili stawia ją przed ogromem swego planu i sprawia, że odczuwa ona całą swą małość skromnego stworzenia. Anioł, czytając w głębi jej serca, mówi do niej: „Nie bój się”! Bóg czyta również w naszych sercach. Dobrze zna wyzwania, jakim musimy stawić czoło w życiu, zwłaszcza, gdy stajemy w obliczu decyzji fundamentalnych, od których zależy, kim będziemy i co zrobimy na tym świecie. To „ciarki” jakie odczuwamy, gdy mamy do czynienia z decyzjami dotyczącymi naszej przyszłości, naszego stanu życia, naszego powołania. W takich chwilach jesteśmy wzburzeni i ogarnia nas wiele lęków.

A Wy, ludzie młodzi, jakie żywicie obawy? Co was najbardziej niepokoi w głębi serca? W wielu z was istnieją obawy „drugoplanowe”, że nie jesteście kochani, lubiani, nie akceptowani takimi, jakimi jesteście. Dziś jest wielu młodych, którzy mają poczucie, że muszą być inni od tego, czym są w rzeczywistości, próbując się dostosować do często sztucznych i nieosiągalnych standardów. Nieustannie dokonują retuszowania swoich wizerunków, chowając się za maskami i fałszywymi tożsamościami tak, że sami niemal stają się “fake’iem”. U wielu z nich mamy do czynienia z obsesją na tle otrzymywania jak największej liczby „polubień”. I z tego poczucia nieadekwatności rodzi się wiele obaw i niepewności. Inni lękają się, że nie znajdą bezpieczeństwa emocjonalnego i zostaną sami. W wielu, w obliczu niepewności związanej z pracą, wkracza lęk przed niemożnością znalezienia satysfakcjonującej afirmacji zawodowej, nie spełnienia swoich marzeń. Te obawy są dziś bardzo obecne w wielu młodych ludziach, zarówno wierzących, jak i niewierzących. Także ci, którzy przyjęli dar wiary i poważnie poszukują swojego powołania, nie są rzecz jasna wolni od strachu. Niektórzy myślą: może Bóg chce ode mnie, albo zażąda ode mnie za wiele. Może przemierzając drogę wskazaną mi przez Niego, nie będę naprawdę szczęśliwy, albo nie będę mógł sprostać temu, o co mnie prosi. Inni zadają sobie pytanie: czy podążam drogą wskazaną mi przez Boga, kto może mi zagwarantować, że będę mógł podążać nią do końca? Czy nie ulegnę zniechęceniu? Czy nie stracę entuzjazmu? Czy będę umiał wytrwać przez całe me życie?

W chwilach, kiedy wątpliwości i lęk tłoczy się w naszych sercach, konieczne staje się rozeznanie. Pozwala nam ono uporządkować zamęt w naszych myślach i uczuciach, aby działać w sposób właściwy i roztropny. Pierwszym krokiem w tym procesie prowadzącym do przezwyciężenia lęków jest ich wyraźne określenie, by nie okazało się, że marnujemy czas i energię, padając łupem nietrwałych upiorów pozbawionych oblicza. W tym celu zapraszam wszystkich, byście spojrzeli do swego wnętrza i nazwali wasze lęki po imieniu. Zadajcie sobie pytanie: co mnie martwi, czego boję się najbardziej dzisiaj, w konkretnej sytuacji, której doświadczam? Co mnie blokuje i nie pozwala mi iść naprzód? Dlaczego nie mam odwagi, by dokonać ważnych decyzji, które powinienem podjąć? Nie lękajcie się uczciwie spojrzeć na swoje lęki, uznać je takimi, jakimi są, i zmierzyć się z nimi. Biblia nie zaprzecza ludzkiemu uczuciu strachu ani wielu przyczynom, które mogą go powodować. Abraham się bał (por. Rdz 12, 10), Jakub się lękał (por. Rdz 31,31; 32,8), a również Mojżesz (por. Wj 2,14, 17,4), Piotr (Mt 26,69nn) i Apostołowie (Mk 4,38-40; Mt 26,56). Sam Jezus, chociaż na nieporównywalnym poziomie, także doświadczał lęku i udręki (Mt 26, 37; Łk 22, 44).

„Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” (Mk 4,40). Ta reprymenda Jezusa wobec uczniów pozwala nam zrozumieć, jak często przeszkodą dla wiary nie jest niewiara, ale bojaźń. Dlatego dzieło rozeznania, po zidentyfikowaniu naszych lęków, musi nam pomóc w ich przezwyciężeniu, otwierając nas na życie i ze spokojem stawiając czoło wyzwaniom, jakie nam ono przedstawia. W szczególności dla nas, chrześcijan, bojaźń nigdy nie może mieć ostatniego słowa, ale powinna stanowić okazję, aby dokonać aktu wiary w Boga... a także wiary w życie! Oznacza to uwierzenie w zasadniczą dobroć istnienia, które dał nam Bóg, zaufanie, że prowadzi On do dobrego celu przez często tajemnicze dla nas okoliczności i zmienne koleje losu. Jeśli zamiast tego podsycamy lęki, będziemy zmierzali do zamknięcia się w sobie, zabarykadowania się, by bronić się przed wszystkim i wszystkimi, pozostając jakby sparaliżowani. Musimy zareagować! Nigdy się nie zamykaj! W Piśmie Świętym znajdujemy 365 razy wyrażenie „nie lękajcie się”, ze wszystkimi jego odmianami. To jakby powiedzieć, że każdego dnia roku Pan chce, abyśmy byli wolni od bojaźni.

Rozeznanie staje się nieodzowne, w kontekście poszukiwania własnego powołania. Bowiem najczęściej nie jest ono natychmiast jasne czy zupełnie oczywiste, ale rozumiemy je stopniowo. Koniecznego do przeprowadzenia w tym przypadku rozeznania nie należy rozumieć jako indywidualnego wysiłku introspekcji, którego celem jest lepsze poznanie naszych mechanizmów wewnętrznych, aby się umocnić i osiągnąć pewną równowagę. Osoba może stać się wówczas silniejsza, ale pozostaje mimo to zamknięta w ograniczonej perspektywie swoich możliwości i poglądów. Natomiast powołanie jest wezwaniem Boga, a rozeznanie w tym przypadku polega przede wszystkim na otwarciu się na Innego, który wzywa. Jest zatem konieczna cisza modlitwy, aby wysłuchać głosu Boga, który rozbrzmiewa w sumieniu. Puka On do drzwi naszych serc, tak jak to uczynił z Maryją, pragnąc zawrzeć z nami przyjaźń w modlitwie, mówić do nas poprzez Pismo Święte, obdarzyć nas swoim miłosierdziem w Sakramencie Pojednania, aby stać się z nami jedno w Komunii Świętej.

Ale ważne jest również skonfrontowanie i dialog z innymi, naszymi braćmi i siostrami w wierze, którzy mają większe doświadczenie i pomagają nam widzieć lepiej i wybierać między różnymi opcjami. Młody Samuel, kiedy usłyszał głos Pana, nie rozpoznał go od razu i pobiegł trzykrotnie do Helego, starego kapłana, który w końcu podsunął mu właściwą odpowiedź, jaką należy dać na wezwanie Boga: „Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha” (1 Sm 3, 9). W waszych wątpliwościach wiedzcie, że możecie liczyć na Kościół. Wiem, że są świetni kapłani, osoby konsekrowane, wierni świeccy, wielu z nich młodych, którzy ze swej strony mogą wam towarzyszyć jako starsi bracia i siostry w wierze. Ożywiani przez Ducha Świętego, będą umieli wam pomóc w rozwikłaniu waszych wątpliwości i odczytaniu planu waszego osobistego powołania. „Inny” to nie tylko przewodnik duchowy, ale także ten, który pomaga nam otworzyć się na wszystkie nieskończone bogactwa egzystencji, jakimi obdarzył nas Bóg. Trzeba otwierać przestrzenie w naszych miastach i wspólnotach, aby wzrastać, marzyć, patrzeć na nowe perspektywy! Nigdy nie traćcie smaku radowania się ze spotkania, z przyjaźni, smaku wspólnego marzenia, pielgrzymowania z innymi. Prawdziwi chrześcijanie nie boją się otwierać na innych, dzielić się przestrzeniami życiowymi, przekształcając je w przestrzenie braterstwa. Drodzy młodzi, nie pozwalajcie, aby przebłyski młodości gasły w mroku zamkniętego pokoju, w którym jedynym oknem na świat jest komputer i smartfon. Otwórzcie na oścież drzwi waszego życia! Niech wasze przestrzenie i wasz czas będą zapełnione konkretnymi ludźmi, głębokimi relacjami, w których możecie dzielić się autentycznymi i realnymi doświadczeniami w waszym codziennym życiu.

2. Maryja!

„Wezwałem cię po imieniu” (Iz 43, 1). Pierwszym powodem, aby się nie lękać jest właśnie fakt, że Bóg wzywa nas po imieniu. Anioł, posłaniec Boga, zwrócił się do Maryi po imieniu. Nadawanie imion jest właściwe Bogu. W dziele stworzenia powołuje On do istnienia każde stworzenie jego imieniem. Za imieniem kryje się pewna tożsamość, która jest wyjątkowa we wszystkim, w każdym człowieku, w tej intymnej istocie, którą do końca zna tylko Bóg. Ta boska prerogatywa została następnie współdzielona z człowiekiem, któremu Bóg zezwolił na nadawanie imion zwierzętom, ptakom, a nawet swoim dzieciom (Rdz 2, 19-21; 4.1). Wiele kultur podziela tę głęboką wizję biblijną uznając w imieniu objawienie najgłębszej tajemnicy życia, znaczenia danej egzystencji.

Bóg wzywając kogoś po imieniu jednocześnie objawia mu jego powołanie, swój plan świętości i dobra, poprzez który osoba ta stanie się darem dla innych i który uczyni ją wyjątkową. I także wówczas, kiedy Pan zechce poszerzyć horyzonty danego życia, postanawia nadać powołanej osobie nowe imię, tak jak to czyni w przypadku Szymona, nazywając go „Piotrem”. Stąd wziął się zwyczaj przyjmowania nowego imienia, kiedy wstępujemy do zakonu, wskazującego na nową tożsamość i nową misję. Boże powołanie, będąc osobistym i niepowtarzalnym, wymaga od nas odwagi, by uwolnić się od ujednolicających schematów myślowych, tak aby nasze życie mogło być rzeczywiście oryginalnym i niepowtarzalnym darem dla Boga, dla Kościoła i dla innych.

Drodzy młodzi, bycie powołanym po imieniu to zatem znak naszej wielkiej godności w oczach Boga, Jego upodobania względem nas. I Bóg wzywa każdego z was po imieniu. Wy jesteście owym „ty” Boga, cennymi w Jego oczach, godnymi szacunku i umiłowanymi (por. Iz 43, 4). Przyjmujcie z radością ten dialog, jaki proponuje wam Bóg, to wezwanie, jakie kieruje On do was, powołując po imieniu.

3. Znalazłaś łaskę u Boga

Głównym powodem, dla którego Maryja nie powinna się lękać, jest to, że znalazła łaskę u Boga. Słowo „łaska” mówi nam o miłości bezinteresownej, nienależnej. Jak bardzo dodaje nam otuchy świadomość, że nie musimy sobie zasłużyć na bliskość i pomoc Boga, przedstawiając wcześniej „program doskonałości”, pełen zasług i sukcesów! Anioł mówi do Maryi, że już znalazła łaskę u Boga, a nie, że ją otrzyma w przyszłości. A samo sformułowanie słów anioła pozwala nam zrozumieć, że boska łaska jest nieustanna, nie jest czymś przemijającym czy chwilowym i dlatego nigdy jej nie zabraknie. Również w przyszłości zawsze będzie nas wspierała łaska Boża, przede wszystkim w chwilach próby i ciemności.

Nieustanna obecność Bożej łaski zachęca nas do ufnego przyjęcia naszego powołania, co wymaga dążenia do wierności, które trzeba ponawiać każdego dnia. Droga powołania nie jest bowiem pozbawiona krzyży: są nimi nie tylko początkowe wątpliwości, ale także częste pokusy napotykane po drodze. Poczucie nieadekwatności towarzyszy uczniowi Chrystusa aż do końca, ale ten uczeń wie, że jest wspomagany łaską Boga.

Słowa anioła zstępują na ludzkie lęki, rozpraszając je mocą przynoszonej przez nie dobrej nowiny: nasze życie nie jest czystym przypadkiem i jedynie walką o przetrwanie, ale każdy z nas stanowi historię umiłowaną przez Boga. Znalezienie „łaski w Jego oczach” oznacza, że Stwórca dostrzega wyjątkowe piękno naszej istoty i ma wspaniały plan dla naszego życia. Ta świadomość nie rozwiązuje oczywiście wszystkich problemów, ani nie usuwa niepewności życia, ale ma moc jego dogłębnego przemieniania. Nieznane, które przyniesie nam przyszłość, nie jest mroczną groźbą, którą musimy przetrwać, ale czasem sprzyjającym, danym nam by żyć wyjątkowością naszego osobistego powołania i dzielić je z naszymi braćmi i siostrami w Kościele i w świecie.

4. Odwaga w teraźniejszości

Z pewności, że łaska Boża jest z nami, wypływa siła posiadania odwagi w chwili obecnej: odwagi realizowania tego, czego Bóg chce od nas tu i teraz, w każdej dziedzinie naszego życia. Odwagi, by przyjąć powołanie, które ukazuje nam Bóg; odwagi, by żyć naszą wiarą, nie ukrywając jej ani nie pomniejszając.

Tak, bo kiedy otwieramy się na łaskę Bożą, to, co niemożliwe staje się rzeczywistością. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8,31). Łaska Boża dotyka owego „dzisiaj” waszego życia, „porywa” was takimi, jakimi jesteście, ze wszystkimi waszymi lękami i ograniczeniami, ale objawia także wspaniałe plany Boga! Wy, młodzi potrzebujecie poczucia, że ktoś naprawdę w was wierzy: wiedzcie, że Papież wam ufa; że Kościół wam ufa! A wy, ufajcie Kościołowi!

Młodej Maryi powierzono ważne zadanie właśnie dlatego, że była młoda. Wy, ludzie młodzi, macie siłę, przechodzicie przez etap życia, w którym z pewnością nie brakuje energii. Używacie tej siły i energii, aby ulepszyć świat, zaczynając od tego, co najbliżej was. Pragnę, aby w Kościele powierzono wam ważne obowiązki, aby była odwaga pozostawiania wam przestrzeni; a Was proszę: przygotujcie się, aby te obowiązki przyjąć.

Zachęcam was do ponownej kontemplacji miłości Maryi: miłości troskliwej, dynamicznej, konkretnej. Miłości pełnej śmiałości i całkowicie nakierowanej na dar z siebie. Kościół przeniknięty tymi cechami maryjnymi będzie zawsze Kościołem wychodzącym, który wykracza poza swoje ograniczenia i granice, aby sprawić, że otrzymana łaska będzie przeobfita. Jeśli damy się zauroczyć przykładem Maryi, to będziemy konkretnie żyli miłością, która nas pobudza do miłowania Boga ponad wszystko i ponad samych siebie, aby kochać ludzi, z którymi dzielimy nasze codzienne życie. Będziemy też miłowali tych, którzy mogą się nam wydawać niezbyt mili. To jest miłość, która staje się służbą i poświęceniem, szczególnie wobec najsłabszych i najuboższych, która przemienia nasze oblicza i napełnia nas radością.

Chciałbym zakończyć pięknymi słowami świętego Bernarda ze słynnej homilii o tajemnicy Zwiastowania, słowami, które wyrażają oczekiwanie całej ludzkości na odpowiedź Maryi: „Usłyszałaś, Dziewico, że poczniesz i porodzisz Syna; usłyszałaś, że stanie się to nie za sprawą człowieka, ale z Ducha Świętego. Wyczekuje anioł na odpowiedź... Oczekujemy i my, o Pani, na słowo zmiłowania… Dzięki Twemu słowu mamy zostać odnowieni i przywróceni życiu… Tego wyczekuje cały świat, do stóp Twoich się ścielący” (Kazanie 4, 8-9; Liturgia Godzin, tom I, wydanie II Pallottinum 2006, s. 318).

Drodzy młodzi, Pan Jezus, Kościół, świat, oczekują także na waszą odpowiedź na wyjątkowe powołanie, jakie otrzymuje każdy w tym życiu! Kiedy zbliża się ŚDM w Panamie, zachęcam Was do przygotowania się na to nasze spotkanie z radością i entuzjazmem ludzi, którzy chcą wziąć udział w wielkiej przygodzie. ŚDM jest dla odważnych! Nie dla młodych, którzy szukają jedynie wygody i którzy wycofują się przed trudnościami. Czy przyjmujecie wyzwanie?

Watykan, 11 lutego, VI niedziela okresu zwykłego, Wspomnienie Matki Bożej z Lourdes.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Zmarła Agnieszka Kotulanka

2018-02-24 11:22

wpolityce.pl

Nie żyje Agnieszka Kotulanka, aktorka teatralna, filmowa i serialowa. Od 1997 do 2013 roku wcielała się w rolę Krystyny Lubicz w serialu Klan. Od lat zmagała się też z alkoholizmem. Aktora zmarła 20 lutego 2018 r.

youtube.com

O śmierci Kotulanki poinformowali najbliżsi, zamieszczając nekrolog na stronie „Gazety Wyborczej”

Agnieszka Kotulanka miała dwójkę dzieci Katarzynę i Michała. Jej byłym mężem jest aktor Jacek Sas-Uhrynowski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czerwone Koloseum, jak krew chrześcijańskich męczenników

2018-02-24 23:02

Włodzimierz Rędzioch

Dziś wieczorem, z inicjatywy organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie, rzymskie Koloseum podświetlono na czerwono, aby przypomnieć krew przelewaną przez chrześcijan w Koloseach współczesnego świata.

Włodzimierz Rędzioch
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem