Reklama

Dyktator Kaczyński i kulturalny Jaruzelski?

2016-12-14 07:21

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak
Marsz Komitetu Obrony Demokracji

Obchody 35. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego pokazały różnicę kulturową, a właściwie aksjologiczną, do której chcą się odwoływać zwaśnione strony konfliktu politycznego. Jedni modlą się za ofiary i śpiewają "Boże coś Polskę", a drudzy maszerują w opozycyjnej, ale jednak piknikowej atmosferze.

Jak dzieją się rzeczy ważne na ulicy, to zawsze staram sie na niej być. Inaczej nie można wyrobić sobie własnego zdania na temat tego co się dzieje, a jedynie powiela się kalki jednej, bądź drugiej strony sporu politycznego. Dlatego staram się obserwować demonstracje KOD, tak jak obserwowałem warszawskie demonstracje zwolenników PiS, Klubów Gazety Polskiej i te największe organizowane w obronie TV Trwam.

Niestety większość dziennikarzy, a zwłaszcza publicystów pisze komentarze na podstawie tego, co zobaczy w telewizji i przeczyta w agencjach i portalach internetowych. Ja wiem jednak, że nie dowiem się, jak było oglądając telewizję, albo czytając relacje. Rów pomiędzy Polakami jest tak głęboki, że każdy ciągnie w swoją stronę nie pozostawiając nic po środku.

Reklama

Dlatego byłem i widziałem obydwie demonstracje na żywo. Dlatego mogę napisać, że zwolenników KOD był prawie dwa razy więcej, niż na wiecu zorganizowanym przez zwolenników PiS. Co więcej, zwolenników PiS było kilka razy mniej niż na marszach w poprzednich latach.

PiS się nie przyłożył do tej demonstracji i sklecił ją w ostatniej chwili, a KOD zapowiadał ją od dawna. Mieli plan taki, aby antyrządowa demonstracja kojarzyła się z cieśnionym narodem przez dyktaturę właśnie PiS-u. Jednak nic z tego nie wyszło, bo w ostatnich dniach okazało sie, że najbardziej zagorzałymi zwolennikami KOD są komuniści, a dokładnie ludzie, którzy ten stan wojenny realizowali. Dlatego zestawienie "strasznego dyktatora" Jarosława Kaczyńskiego, z "kulturalnym" dyktatorem Jaruzelskim okazało sie fiaskiem.

Choć na marszu KOD była minuta ciszy za ofiary, to jednak tłum ruszył w iście piknikowych nastrojach. Po drodze nie wspominano ofiar stanu wojennego, a jedynie mówiono, jaki to PiS jest straszny.

Inaczej, według niektórych pewnie bardziej przaśnie było na wiecu PiS. Najpierw piosenki ze stanu wojennego, a gdy wchodził na scenę prezes Kaczyński odtwarzano utwór Tadeusza Polkowskiego, syna opozycjonistów i rapera nowego pokolenia. Tadek Firma Solo specjalizuje się w tekstach o żołnierzach wyklętych i za to właśnie Gazeta Wyborcza przeprowadziła na niego kilka ataków. Jednak on rapując nazywa rzeczy po imieniu... Komuniści byli źli, a nie kulturalni i to oni wprowadzili stan wojenny, a nie bracia Kaczyńscy.

Może dlatego wśród uczestników marszu KOD nic nie mówiono o zbrodniach Jaruzelskiego i Kiszczaka, a jedynie krzyczano o "dyktaturze" Jarosława Kaczyńskiego.

Artur Stelmasiak
Uroczystości zwolenników Prawa i Sprawiedliwości

Na zakończenie dodam, że marsz KOD - mimo mrozu - był wesoły, a wiec PiS rozpoczął się apelem pamięci, podczas którego wyczytano ofiary stanu wojennego, kapłan poprowadził modlitwę za ich dusze, a później zaśpiewno "Boże coś Polskę"... Jak dla mnie dla mnie właśnie tak być powinno, bo tak właśnie było, gdy w latach 80. czczono pamięć i ofiary stanu wojennego.

Tagi:
komentarz stan wojenny

36. rocznica wprowadzenia stanu wojennego

2017-12-27 11:10

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 53/2017, str. II

Powiatowe obchody 36. rocznicy wprowadzenia w Polsce stanu wojennego odbyły się 13 grudnia w sanktuarium św. Marii Magdaleny w Biłgoraju

Joanna Ferens
Okolicznościowa akademia w wykonaniu młodzieży

Uroczystości rozpoczęły się od montażu słowno-muzycznego w wykonaniu uczniów biłgorajskiego „Elektryka”, w którym zostały przywołane tragiczne wydarzenia z 13 grudnia 1981 r.

Powtórka z historii

Młodzi ludzie przypomnieli, że na polecenie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, której przewodniczył gen. Wojciech Jaruzelski, wprowadzony 13 grudnia 1981 r. na terenie całej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej stan wojenny był niezgodny z Konstytucją PRL. Wprowadzono go na mocy podjętej niejednogłośnie uchwały Rady Państwa. Przypomniano wiersze i piosenki oddające tragedię tamtego czasu. Mówiono w szczególności o tym, że w ciągu pierwszego tygodnia trwania stanu wojennego w więzieniach i ośrodkach internowania znalazło się ok. 5 tys. osób. W okresie trwania stanu wojennego, w 49 ośrodkach internowania na terenie całego kraju, zostało internowanych ogółem ok. 10 tys. osób, w tym ok. 300 kobiet. Byli to głównie przywódcy NSZZ „Solidarność”, doradcy Związku i związani z nim intelektualiści oraz działacze opozycji demokratycznej. Już 24 grudnia 1981 r. 4 tys. osób, głównie przywódcom oraz uczestnikom strajków i protestów, przedstawiono zarzuty prokuratorskie i osądzono, zwykle na kary więzienia.

Pamięć trwa

Centralnym punktem obchodów była Msza św. sprawowana w intencji Ojczyzny. Już na wstępie ks. dziekan Witold Batycki podkreślał, iż wielką wagę ma nasza pamięć od tamtych wydarzeniach przekazywana kolejnym pokoleniom. – Gromadzimy się, aby pomodlić się w intencji Ojczyzny i Polaków, o praworządność, o sprawiedliwy podział dóbr, o to, by z Bogiem żyło nam się szczęśliwie i w dostatku. To dzisiejsze święto i nasza obecność zobowiązuje nas także do dawania czytelnego świadectwa przywiązania do Boga, Polski i naszej historii – wskazał.

W homilii ks. Batycki nawiązywał do słów św. Jana Pawła II i mówił o krzyżu jako znaku polskości. – Dzisiejsza rocznica, kiedy wspominamy wprowadzenie przed 36 laty stanu wojennego, kiedy wspominamy czas, gdy Polak stanął naprzeciw Polakowi, skłania nas do refleksji, ale także uczy, że będziemy zwycięzcami i wolnym narodem tylko wtedy, gdy nie zrezygnujemy z hasła: „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska będzie Polską, a Polak – Polakiem!”. Z głębi dziejów, jak wołał św. Jan Paweł II, z naszego jestestwa, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, zaufajmy krzyżowi, jak wielu naszych szlachetnych rodaków. Pójdźmy przed siebie z krzyżem, tą kotwicą naszej nadziei. I choć nieraz jest bardzo ciężko, to miejmy nadzieję, że w krzyżu jest prawdziwa miłość, wytrwanie i zwycięstwo – podkreślał kaznodzieja.

W uroczystościach udział wzięli przedstawiciele środowisk związanych z „Solidarnością”, osoby represjonowane w stanie wojennym, poczty sztandarowe, organizacje kombatanckie, przedstawiciele władz samorządowych oraz mieszkańcy Biłgoraja. Jest to wydarzenie szczególne zwłaszcza dla młodego pokolenia, które ma okazję dowiedzieć się, jak wyglądały czasy komunizmu, zniewolenia i zagrożenia kolejną wojną.

Jedna z młodych uczestniczek wydarzenia podkreślała, iż uroczystości skłoniły ją do poważnych refleksji. – Myślę, że my, młodzi, nie doceniamy tej wolności, którą dziś mamy. Dzięki takim spotkaniom, jak dzisiejsze, lepiej rozumiem wartość wolności i cieszę się, że mogę żyć w wolnym kraju, a także czuję, że moim obowiązkiem jest pamięć o bohaterach tamtych czasów.

Nie tylko 1981

Na obchody 36. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego złożył się również wykład profesora Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie Zbigniewa Osińskiego, który w auli Liceum Ogólnokształcącego im. ONZ w Biłgoraju przypomniał młodym ludziom genezę, przebieg i skutki wprowadzenia stanu wojennego. – Lata 1981-83 to nie jedyny okres natężenia przemocy ze strony autorytarnej władzy wobec społeczeństwa. Warto przypomnieć również wcześniejsze konflikty z lat: 1956, 1968, 1970, 1976 i 1980 roku – mówił prof. Osiński.

***

Organizatorami wydarzenia byli Starostwo Powiatowe, sanktuarium św. Marii Magdaleny oraz Regionalne Centrum Edukacji Zawodowej w Biłgoraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Dolindo w Częstochowie

2018-02-21 22:11

Marian Florek

W dniu 21 lutego 2018 r. w częstochowskim Duszpasterstwie „Emaus” odbyło się spotkanie z Joanną Batkiewicz-Brożek, autorką niezwykłej książki o niezwykłym włoskim księdzu Dolindo Ruotolo.

Marian Florek

Świadkowie życia kapłana – jak mówiła autorka – byli pod wielkim wrażeniem jego świętości i pokory. A i sama pani Joanna, mówiąc o swoich osobistych przeżyciach związanych z dziennikarską pracą nad książką poświęconą ks. Dolindo, nie potrafiła ukryć ogromnych emocji. Udzielały się one i słuchaczom. Wszyscy mieli wrażenie jakby ks. Dolindo był wśród zgromadzonych.

Ks. Dolindo Ruotolo urodził się 6 października 1882 w Neapolu, a zmarł 19 listopada 1970. Doświadczany: z powodu oskarżeń nieprzychylnych mu osób, oskarżany o herezję, z wieloletnim zakazem odprawiania Mszy Świętej i głoszenia homilii. Błogosławiący spadający z nieba deszcz, aby nawrócił Neapolitańczyków. Mówił: „Życie wieczne to nie żart”, mówił : „Jezu ty się tym zajmij!”. Duszpasterstwu Akademickiemu „Emaus” gratulujemy spotkania z autorką ksiązki o Bożym Kapłanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Felicjanki wspaniałe

2018-02-21 22:06

Ks. Robert Nęcek

Życie Sióstr Felicjanek doskonale wpisuje się w służbę społeczeństwu polskiemu, a realizacja papieskiego przesłania o miłości społecznej wyraża się w trosce o maluczkich. W ten sposób „miłość – według Franciszka – jest miarą wiary, a wiara jest duszą miłości”. Ich pracę wyznaczają: dom dla bezdomnych, rodzinne domy dla seniorów, zaangażowanie w ochronę porzuconych dzieci i troska o dzieci chore.

Arch.

Dom dla bezdomnych przy ul. Smoleńsk w Krakowie

Niezwykle ważnym wydarzeniem w działalności Sióstr Felicjanek było podjęcie współpracy z Ojcami Kapucynami i uruchomienie w roku 2013 ośrodka pomocy bezdomnym przy ul. Smoleńsk. Dzieło to staje się istotnym wkładem w pomoc biednym i bezdomnym. Szacuje się, że w Krakowie przebywa rocznie od 2 do 3 tysięcy bezdomnych. W nowym budynku osoby ubogie i bezdomne mogą skorzystać z kompleksowej pomocy, między innymi z łaźni, jadłodajni, ambulatorium medycznego, doradztwa psychologicznego i zawodowego. Nowoczesny budynek ma 2,5 tys. m2. Całkowity koszt budowy i wyposażenia Dzieła to ponad 15 mln zł, które w całości zostało sfinansowane z wpływów z 1% podatku. Obydwie redakcje podkreślają fakt, że nowoczesny obiekt przy ul. Smoleńsk znajduje się na działce należącej do Sióstr Felicjanek. W piwnicy budynku znajduje się łaźnia dla bezdomnych, samoobsługowa pralnia i magazyn odzieży. W łaźni jest pięć kabin prysznicowych, w tym jedna przystosowana dla potrzeb osób niepełnosprawnych, brodziki do mycia nóg i umywalki z lustrami. Każda osoba korzystająca z łaźni dostaje ręcznik, zestaw środków do mycia i czyste ubranie. Na parterze umieszczona została jadłodajnia z nowoczesnym zapleczem kuchennym. Ciepły posiłek będzie mogło tu zjeść codziennie ponad 300 osób. To kontynuacja działalności Kuchni Społecznej siostry Samueli, którą od 140 lat prowadzi Zgromadzenie Sióstr Felicjanek. Opisany przez prasę fakt otwarcia ośrodka dla bezdomnych nie tylko zyskał uznanie w świecie medialnym i w społeczeństwie, ale nade wszystko jest promocją chrześcijańskiej antropologii, doskonale wpisuje się w nauczanie społeczne papieża Franciszka i jest wyraźnym otwarciem się na peryferie ludzkiego życia.

Sposób życia sióstr jest stylem zapraszającym, a zaproszenie – według Franciszka – posiada trzy cechy: bezinteresowność, rozmach i powszechność. Dlatego zaproszeni to „ludzie zwykli, ubodzy, opuszczeni i pozbawieni środków do życia, a nawet dobrzy i źli – również źli są zaproszeni – bez różnicy. I sale zapełniają «wykluczeni». Ewangelia odrzucona przez kogoś znajduje nieoczekiwane przyjęcie w wielu innych sercach”.

Rodzinne domy dla seniorów

Papież Franciszek, zachęcając do angażowania się w pomoc bliźnim, podkreślił, że „Ewangelia nie jest workiem ołowiu, który trzeba mozolnie wlec, lecz źródłem radości, która napełnia Bogiem serce i skłania je do służenia braciom!”. To właśnie w tym duchu Siostry Felicjanki podjęły dzieło tworzenia kameralnych domów pomocy społecznej.

Pierwszy dom rodzinny dla seniorów prowadzony przez felicjanki powstał w 2008 r. przy ul. Dziewiarzy. Niby wszystko jest takie proste, ale w tej prostocie panuje solidarność i radość. Cztery kobiety mieszkają w dwuosobowych pokojach. Siostry sprzątają, piorą, pomagają w załatwianiu spraw urzędowych, robią zakupy odzieży i leków, a także gotują dla swoich podopiecznych zgodnie z zaleceniami lekarza. Tego typu domy stanowią coraz mocniejszą alternatywę dla wielkich placówek. Fachowcy są pewni, że jest to o wiele lepsza forma opieki nad samotnymi emerytami. Taki sposób posługiwania jest stylem Ewangelii. W tym duchu właśnie Franciszek zauważył, że „trzeba doceniać zalety, być blisko i uczestniczyć w cierpieniach ostatnich i najbardziej potrzebujących; wyrażać wdzięczność wszystkim”.

Zaangażowanie w ochronę porzuconych dzieci i troska o dzieci chore

Papież Franciszek opiekę nad dziećmi porzuconymi i niepełnosprawnymi nazwał charyzmatem. Na audiencji generalnej zapytał zgromadzone wspólnoty chrześcijańskie o ten charyzmat – „czy żyję nim wielkodusznie, wykorzystując go w służbie wszystkich, czy też go zaniedbuję i o nim zapominam?”. Na papieskie pytanie Siostry Felicjanki już dawno odpowiedziały, co więcej w Szczecinie, 14 stycznia 2009 r. w kościele św. Krzyża w zamożnej dzielnicy Pogodno zaopiekowały się porzuconym na klęczniku konfesjonału niemowlakiem, a 30 marca 2009 r. w Nowym Sączu otworzyły przy ul. Długosza 53 „okno życia” imieniem bł. s. Marii Angeli Truszkowskiej. Siostra Irenea – zaznaczyła, że dziecko było cieplutkie i zadbane, ale na wszelki wypadek zostało również ochrzczone. Imię Piotr nadał mu sam proboszcz, a chrzestnymi zostali wyruszający w pierwszy patrol: policjantka i policjant. Dziełem Sióstr jest „okno życia” będące miejscem, w którym z różnych przyczyn można zostawić nowonarodzone dziecko. Głównym pomysłodawcą „okna” w Polsce jest kardynał Stanisław Dziwisz. To właśnie metropolita krakowski przypomniał, że „okno życia” jest wyraźną aktualizacją „tu i teraz miłości, której człowiek potrzebuje”. Jednocześnie nie jest ono szczytem duszpasterskich marzeń, gdyż trudno porzucanie dzieci nazwać wiosną chrześcijaństwa. Dodatkowo idea „okna” uświadamia, że kobieta nigdy nie posunęłaby się do takich kroków, gdyby swój egzamin z ojcostwa zdał mężczyzna. Okno” nie jest więc rozwiązaniem sprawy, lecz zwróceniem uwagi na problem dzieci niechcianych i porzucanych w XXI wieku.

Warto również zauważyć pozytywny obraz pracy Felicjanek w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Krakowie. Należy podkreślić, że jest to jedyny w Polsce od ponad 50 lat sztab specjalistów, zajmujący się terapią zaburzeń mowy u dzieci z afazją. Afazja jest całkowitą lub częściową utratą zdolności posługiwania się językiem, a wynika z uszkodzenia niektórych struktur mózgowia i śródmózgowia. Jakże pięknie brzmi w tej perspektywie zdanie wypowiedziane przez bł. Marię Angelę Truszkowską – „pragnę mieć tę miłość bezwyjątkową, ogólną, bo szczególnie na mnie robią wrażenia te słowa św. Pawła, że był wszystkim dla wszystkich”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem