Reklama

Kard. Dziwisz: podczas ŚDM wydarzył się cud jedności i pokoju

2016-11-29 17:06

Rozmawiał Łukasz Kaczyński / Kraków / KAI

Mazur/episkopat.pl

Światowe Dni Młodzieży były efektem wysiłku wielu ludzi i rezultatem współpracy władz kościelnych, samorządowych i państwowych. W Krakowie wydarzył się cud jedności i pokoju: młodzi pokazali podzielonemu światu, że pojednanie między ludźmi i narodami jest możliwe – powiedział w wywiadzie dla KAI kard. Stanisław Dziwisz. Mówiąc o zakończonym Jubileuszu Miłosierdzia stwierdził, że liczby nie oddają pełnej prawdy o tym, co się dokonało, gdyż zapis wydarzeń „jest obecny przede wszystkim w ludzkich sercach”.

Publikujemy tekst wywiadu kard. Stanisława Dziwisza dla KAI:

KAI: Od Światowych Dni Młodzieży minęły 4 miesiące. Jakie jest najbardziej żywe wspomnienie Księdza Kardynała z tego wydarzenia?

- Kard. Stanisław Dziwisz: Bardzo żywe jest we mnie doświadczenie jedności wspólnoty Kościoła w jej bogatej różnorodności. Młodzi, którzy w lipcu zgromadzili się najpierw na krakowskich Błoniach, a następnie na Polu Miłosierdzia, pochodzili z tak wielu krajów i zakątków świata, mówili różnymi językami, reprezentowali odmienne kultury i tradycje narodowe. A jednak w tej widocznej gołym okiem różnorodności wszyscy mieliśmy ogromne poczucie silnej i głębokiej jedności. Ta wspólnota była nie tyle skutkiem naszego wysiłku, ile owocem działania Ducha Świętego, który połączył nas poprzez wiarę w Jezusa Chrystusa oraz miłość do Ojca Świętego i Kościoła.

- Często mówi się, że Światowe Dni Młodzieży były sukcesem. Jak należy to rozumieć?
– Jeśli do wydarzeń kościelnych zastosujemy terminologię świecką i spojrzymy na ŚDM tylko od strony ludzkiej, to rzeczywiście można mówić o ogromnym sukcesie. Bez wątpienia był on efektem ciężkiej pracy Komitetu Organizacyjnego, wysiłku wielu ludzi, różnych instytucji oraz środowisk, rezultatem współpracy władz kościelnych, samorządowych i państwowych. Ale myślę, że słowo „sukces” nie opisuje w pełni tego, co w lipcu wydarzyło się w Krakowie i w Polsce, bo nie oddaje nadprzyrodzonego charakteru ŚDM-u. W Krakowie, dzięki Bogu i orędownictwu świętych Jana Pawła II i siostry Faustyny, wydarzył się cud jedności i pokoju. Młodzi prowadzeni przez papieża Franciszka zbliżyli się do Boga Miłosiernego i w ten sposób pokazali podzielonemu i skonfliktowanemu światu, że pojednanie między ludźmi i narodami jest możliwe i że świat budowany z Jezusem jest bardziej solidarny i ludzki. To nie tylko i nie tyle owoc pracy ludzkich rąk, ile przede wszystkim łaska, którą Bóg daje ludziom, gdy się na Niego otwierają.

- Co zdaniem Księdza Kardynała Polacy przekazali pielgrzymom z całego świata?

- – Wielu młodych, którzy przebyli do Krakowa i Polski na Światowe Dni Młodzieży, zaskoczyła i poruszyła ogromna polska gościnność. Polacy stanęli na wysokości zadania. Myślę przede wszystkich o rodzinach i wszystkich tych, którzy przyjęli pielgrzymów do swoich mieszkań i domów. Szybko się okazało się, że barierę językową można łatwo pokonać używając języka gestów i miłości. To były piękne, autentyczne spotkania. Myślę również o otwartych parafiach, gościnnych domach zakonnych, użyczonych szkołach i internatach… Wyrazicielem polskiej gościnności byli również nasi wolontariusze oraz służby porządkowe i medyczne, policjanci i żołnierze, czyli wszyscy, którzy dbali o zdrowie i bezpieczeństwo pielgrzymów. Jestem przekonany, że w tej otwartości i życzliwości było coś więcej niż zwykła forma grzeczności. Idąc ze staropolskim przysłowiem „gość w dom, Bóg w dom”, można powiedzieć, że gościnność była i jest naszym świadectwem chrześcijańskiej wiary.

- A czego nauczyliśmy się od przybyłych i co powinno być dla Polaków owocem ŚDM, który należy pielęgnować?

- – Myślę, że każdy Polak, który w jakiś sposób uczestniczył w spotkaniu młodych w Krakowie, przeżył „lekcję”, z której wyniósł bardzo osobistą naukę dla siebie. Trudno je streścić czy podsumować w jednej odpowiedzi. Bez wątpienia wszystkie Światowe Dni Młodzieży są wielką „szkołą” powszechności Kościoła. Nie inaczej było w Krakowie. Spotkanie, w którym wzięli udział reprezentanci blisko 200 krajów świata, poszerzyło nasze horyzonty. Uświadomił nam na nowo, że Kościół ze swej katolickiej natury jest posłany do wszystkich ludzi i narodów, do wszystkich grup społecznych i wiekowych. I że w tej wielkiej powszechnej wspólnocie, nikt nie ma tak mało, aby nie mógł się podzielić z innymi, ale też nikt nie ma tak dużo, aby nie potrzebował pomocy i wsparcia innych.

- Na jakie gesty czy słowa papieża Franciszka Ksiądz Kardynał zwrócił szczególną uwagę i dlaczego warto je nadal pamiętać?

- – Bardzo wymowne były chwile ciszy, do których papież Franciszek konsekwentnie nas prowadził. Już pierwszego dnia, podczas przemówienia w papieskim oknie na Franciszkańskiej, wspominając zmarłego podczas przygotowań do ŚDM wolontariusza Maćka, zaprosił licznie zgromadzonych młodych do wejścia w siebie i modlitwy w ciszy. Podobnie uczynił podczas sobotniego czuwania na Campus Misericordiae, wzywając młodych, aby chwycili się za ręce i stanęli w ciszy przed Bogiem. Wiemy, że sam Papież modli się w ten sposób, co widzieliśmy podczas wizyty w obozie zagłady Auschwitz-Birkenau, szczególnie w celi śmierci św. Maksymiliana Marii Kolbego. Zaproszenie młodych do wejścia w ciszę i wypełnienia jej modlitwą to bez wątpienia odważny gest i w pewnym sensie proroczy znak.

- Kraków nie zapomina o Światowych Dniach Młodzieży. Świadczą o tym inicjatywy podejmowane od końca października, w tym koncert „Are you ready? Yes!”? Dlaczego to ważne, by to lipcowe wydarzenie nie uznać już za zakończone?

- – Gdybyśmy ŚDM w Krakowie uznali tylko za wielkie wydarzenie i piękne wspomnienie z przeszłości, znaczyłoby to, że nic nie zrozumieliśmy z tego, co wydarzyło się w nas i między nami. Przecież podczas Mszy św. rozesłania papież Franciszek powiedział, że Światowe Dni Młodzieży rozpoczynają się dziś i trwać będą jutro w naszych domach i parafiach, bo właśnie tam Jezus chce się z nami spotykać. Podczas niezapomnianych dni w Krakowie wszyscy otrzymaliśmy bardzo dużo. Papież hojnie zasiał w nas ziarna Dobrej Nowiny. Wzajemnie ubogaciliśmy się świadectwem wiary. To wszystko jest wielkim darem i ogromnym zobowiązaniem. Ponadto, przed nami Panama – kolejny ważny etap w tej międzynarodowej pielgrzymce młodego Kościoła z Papieżem. Nie zapominając o wielkich dziełach, których Bóg w nas dokonał, patrzymy do przodu i idziemy w przyszłość.

- Co zdaniem Księdza Kardynała powoduje, że na wydarzenia upamiętniające ŚDM w Polsce przychodzi kilka tysięcy osób lub to, że młodzi zaangażowani w wolontariat lipcowego święta młodych nadal działają aktywnie w parafiach?

- – Myślę, że sekret Światowych Dni Młodzieży jest prosty: to Jezus Chrystus obecny w żywej wspólnocie Kościoła. To dzięki Niemu, a nie jakiejś wyszukanej metodzie czy nowoczesnej formule, spotkanie przyciągają młodych jak magnez. Natomiast w tym, co archidiecezja krakowska stara się robić po Światowych Dniach Młodzieży, nie tyle chodzi o upamiętnianie wydarzenia, ile o kontynuowanie drogi, która rozpoczęliśmy. Lipcowe spotkanie w Krakowie było niezwykle ważnym etapem na tej drodze, ale w żadnym wypadku nie było jej punktem docelowym. Spotkania i koncerty w Tauron Arenie oraz rekolekcje „Ogień dla nas i całego świata” w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach nie mają być tylko spoglądaniem w przeszłość. Pamięć jest ważna, o czym przypomniał nam Papież, ale nie możemy się zatrzymać na wspominaniu wydarzeń. Tym bardziej na wspominaniu nie mogą zatrzymać się młodzi, którzy – jak mówił o nich św. Jan Paweł II – należą do przyszłości i do których przyszłość należy.

- Można śmiało powiedzieć, że Światowe Dni Młodzieży w Polsce były punktem kulminacyjnym Roku Miłosierdzia. Czy rzeczywiście udało się przekazać za ich pośrednictwem tę iskrę miłosierdzia na cały świat?

- – Mam wielką nadzieję, że tak się stało. Wiem, że wielu uczestników ŚDM w Krakowie przystąpiło do spowiedzi, a sakrament pokuty i pojednania to najlepszy sposób doświadczenia miłosiernej miłości Ojca. Innych poruszyły bardzo świadectwa ludzi oraz wspólnot, które poprzedzały rozważania drogi krzyżowej. Dla jeszcze innych ważnym przeżyciem duchowym była pielgrzymka do grobu apostołki Bożego Miłosierdzia św. Siostry Faustyny oraz do Sanktuarium św. Jana Pawła II. Wszyscy z wielkim entuzjazmem przyjęli słowa papieża Franciszka, proroka miłosierdzia, choć są one bardzo wymagające. Może jeszcze za wcześnie mówić o owocach, ale z pewnością młodzi, którzy przeżyli spotkanie w Krakowie, wrócili do domów odmienieni i rozpaleni ogniem Ducha Świętego. Ufam i modlę się o to, aby nie schowali tego światła pod korcem, ale poprzez świadectwo podzielą się nim z rówieśnikami. Tylko wtedy ten płomień miłosierdzia w ich sercach nie zgaśnie.

- Zakończył się Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia. Według Księdza Kardynała widać jego owoce, czy też niestety wielu nie skorzystało z tej szansy ustanowionej przez papieża Franciszka?

- – W ciągu tego jubileuszowego roku odbyły się różne spotkania. Patrząc chociażby na naszą archidiecezję: od uroczystego otwarcia drzwi w jubileuszowych świątyniach i licznych spotkań dla różnych grup np. bezdomnych, więźniów, młodzieży, kapłanów i mężczyzn, poprzez głoszone katechezy i organizowane konferencje naukowe, aż po budowę domu dla osób starszych i magazynu żywności na Campus Misericordiae w Brzegach koło Wieliczki.
Można próbować podsumowywać ten czas, licząc wydarzenia, dzieła lub uczestników, ale liczby nie oddają pełnej prawdy o tym, co się wydarzyło. Zapis wydarzeń Jubileuszu Miłosierdzia jest obecny przede wszystkim w ludzkich sercach. To tam człowiek spotyka Boga i doświadcza przemieniającej mocy Jego miłosiernej miłości. W tym czasie łaski wielu odkryło na nowo, że są odwiecznie i na zawsze kochani przez Stwórcę i Odkupiciela. Bez wątpienia wciąż jednak nie brakuje ludzi, do których ta życiowa prawda z różnych powodów nie dociera. Na szczęście, choć Rok Miłosierdzia się skończył i papież Franciszek zamknął już bramę jubileuszową, Bóg nie przestał być bogaty w miłosierdzie. Jego łaskawa, wierna i przebaczająca miłość jest dla nas wciąż otwarta na oścież.

- Co poradziłby Ksiądz Kardynał tym wszystkim, którzy nie odkryli łaski Jubileuszu Miłosierdzia?

- – Bardziej niż radą, otaczam ich moją ufną modlitwą. Bóg nie przestał i nie przestanie ich szukać. On jest wierny w swojej miłości do człowieka i robi wszystko, aby człowieka ocalić. On ma swoje sposoby, aby swoją miłością podbić ludzkie serce, bo nie chce śmierci grzesznika, ale pragnie by się nawrócił i żył.

Tagi:
wywiad ŚDM w Krakowie

Domowy Kościół drogą do Pana Boga

2018-02-14 11:10

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 7/2018, str. VI

Ks. Adam Stachowicz
Wiesława i Mirosław Bąkowie

Ks. Adam Stachowicz: – Na co dzień posługujecie w Ruchu Światło-Życie, a konkretnie w jego rodzinnej gałęzi. Macie od 36 lat doświadczenie wspólnego życia małżeńskiego, ale też ciągłej formacji osobistej i małżeńsko-rodzinnej. Jednocześnie działacie, pomagając szczególnie młodym małżonkom i rodzicom oraz przygotowującym się do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Możecie więc dużo powiedzieć o rodzinie…

Wiesława i Mirosław Bąkowie: – Tak to prawda. Chociaż ciągle jesteśmy w drodze. Ciągle się uczymy poznawania woli Boga względem nas oraz poznajemy siebie nawzajem. Bardzo ważne jest jednak dla nas doświadczenie prawdy, że fundamentem rodziny jest małżeństwo. Tu się wszystko zaczyna, w tej maleńkiej „wspólnocie miłości i życia”.
Z perspektywy czasu wiemy, jak bardzo musieliśmy się napracować, czasem walczyć, aby nie zniszczyć w naszej relacji daru sakramentu małżeństwa. Ogromną pomocą była i jest dla nas formacja Domowego Kościoła. Poprzez codzienną modlitwę małżeńską, rozważanie słowa Bożego, dialog małżeński czy rekolekcje nieustannie odkrywamy piękno życia małżeńskiego.
Dzisiaj możemy powiedzieć z radością, że łączy nas miłość do Boga oraz względem siebie. Przeżywamy naszą relację jako wyjątkową i szczęśliwą. Nie możemy nie mówić o tym szczególnym prezencie otrzymanym od Pana Boga, dlatego pragniemy pomagać innym małżeństwom w zbliżeniu się do Boga, a przez to w budowaniu jedności małżeńskiej. Bo to właśnie na niej buduje się szczęśliwą rodzinę.
W Piśmie świętym Bóg mówi: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem” (Ef 5,31) oraz „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Owoc miłości małżeńskiej we współpracy z łaską Boga Stworzyciela sprawia, że staje się rodzina. Miłość małżonków, mamy i taty, buduje szczęście domu rodzinnego. Pamiętamy pewne zajęcia socjoterapeutyczne z dziećmi. Na zadane pytanie: „Kiedy są najbardziej szczęśliwe?”, m.in. padła odpowiedź: „Kiedy mama i tata się całują, kiedy są blisko siebie. Wtedy wiem, że nic mi się złego nie może stać”. Jesteśmy przekonani, że tę prawdę o ważności relacji w małżeństwie trzeba przekazywać szczególnie młodym małżonkom oraz przygotowującym się do małżeństwa.

– Czyli determinacja do dzielenia się doświadczeniem wspólnej relacji w małżeństwie oraz bliskością Boga pochodzi z waszej z Nim osobistej relacji?


– Tak. Po pierwsze – jak powiedzieliśmy – spłata długu Bogu, który nas hojnie obdarował swoją miłością. Po drugie – wiemy, jak bardzo każdy człowiek pragnie szczęścia, jak każde małżeństwo pragnie szczęścia. Wiemy też, jak na pytanie o drogę do szczęścia świat, a w nim krzykliwe zło, podsuwa odpowiedzi nieprawdziwe i zwodnicze. Dlatego pragniemy mówić o tym, jakim szczęściem jest pięknie przeżyte małżeństwo i rodzina. Od 36 lat patrzymy i czujemy całym sercem, jak zmieniają się małżonkowie, którzy włączają się do wspólnoty Domowego Kościoła. Przychodzą ci, którzy mają się dobrze, aby wzmocnić relacje, posłuchać doświadczeń innych małżonków. Przychodzą do wspólnoty też ci, którzy cierpią, którzy ocierają się o salę sądową z rozpoczętym procesem rozwodowym. I widać, jak łaska wspólnej modlitwy wielu małżeństw, jak świadectwo tych, którzy mają wiele do powiedzenia o budowaniu jedności małżeńskiej kruszy w nich mury niechęci, jak zaczynają budować od nowa.
Mamy też od roku doświadczenie Dekanalnych Dni Skupienia dla małżonków, których inicjatorem jest ks. Tomasz Cuber, diecezjalny duszpasterz rodzin. Na taką małżeńską randkę przychodzą małżonkowie z różnym stażem małżeńskim. Tu małżonkowie mają czas dla siebie poprzez wspólną wymianę doświadczeń przy herbatce, tu jest czas na posłuchanie dobrych rad na szczęśliwe małżeństwo i czas na modlitwę z indywidualnym błogosławieństwem małżonków.

– Można więc śmiało powiedzieć, że wasze doświadczenie poparte jest częstą praktyką pracy z małżeństwami? Jak np. takie Dni Skupienia, jak to nazywacie: „randki małżeńskie”, przekładają się na wzajemne relacje biorących w nich udział?

– Słyszymy po takich spotkaniach wiele wspaniałych świadectw. Przywołam chociażby takie: „Jesteśmy 40 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, ale taka randka przydarzyła nam się pierwszy raz. Wróciliśmy do domu bardzo umocnieni. Nasza relacja nabrała delikatnej, a jednocześnie takiej radosnej świeżości. Długo jeszcze wieczorem rozmawialiśmy o tym, co za nami i o tym, co przed nami. Nasze dialogowanie zakończyliśmy modlitwą za męża i za żonę. Postanowiliśmy takie modlitwy zdobyć dla naszych dzieci trwających z związkach małżeńskich” (Danusia i Krzysiek); „Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy być na takim spotkaniu. Budowało nas dosłownie wszystko. Każde słowo było na wagę złota. Świadectwa małżonków wzmocniły nas. Nasze zatroskanie o to, że w tak wielu sprawach sobie nie radzimy postanowiliśmy oddać Jezusowi. Już jesteśmy mocniejsi o te konkretne recepty na szczęśliwe życie małżeńskie. Nosiłam w sobie ranę po stracie dziecka, a teraz jestem przekonana, że Bóg tak chciał i – co więcej – ono jest szczęśliwe na wieki” (Kasia i Piotrek).

– Czemu w ostatnich latach tak dużo słyszymy o rodzinie? Państwo jako instytucja chce pomagać, szczególnie finansowo. Samorządy pokazują, że sprawa rodzin nie jest im obojętna. W Kościele od dawna intensywnie pokazuje się rodzinę jako podstawową wartość, wskazując nauczanie św. Jana Pawła II, który przekonywał: „rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i całego narodu”…


– W adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” św. Jan Paweł II pokazywał m.in. to, że rodzina jest drogą Kościoła i drogą narodu. Trwa więc walka o najwyższą stawkę. To jest być, albo nie być. Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, tworząc Jasnogórskie Śluby Narodu, mówił niejednokrotnie, by nie pozwolono, aby zniszczono rodzinę, bo zginie naród.
Bogu dzięki i Maryi Królowej Polski za to, że w obliczu diabelskiego ataku na małżeństwo i rodzinę poprzez lansowaną deprawację, mocno przenikającą z Zachodu, budzimy się do walki o tę Bożą instytucję. To dobrze, że na wszelkie sposoby stawiamy zaporę złu, aby obronić małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, aby ochronić każde życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci. Bardzo mocno jesteśmy przekonani, że potrzeba integralnego działania na rzecz małżeństwa i rodziny.
Tu wspomnijmy słowa św. Teresy z Kalkuty, która do zebranych przedstawicieli instytucji państwowych i kościelnych mówiła: „Wy, kapłani, możecie czynić to, czego nie mogą uczynić władze państwowe. Urzędnicy, wy możecie uczynić to, czego nie uczynią kapłani. Razem możemy ratować rodzinę i świat. Nie czekajmy na jutro. Bierzmy się do pracy dzisiaj”. Okazją ku temu jest rozpoczynający się Powiatowy Rok Rodziny pod mocnym hasłem: „Rodzina. Nasza troska, nasz skarb”.

– Jesteśmy po inauguracji Roku Rodziny w powiecie ostrowieckim. Wy tu żyjecie. Czym dla was jest ten czas?

– Ta inicjatywa jest dla nas bardzo ważna. Z nadzieją patrzymy na ten rok. Wszyscy wiemy, jak bardzo rodzina potrzebuje dzisiaj wsparcia. Wsparcia potrzebują małżonkowie, rodzice, dzieci i młodzież. Myślimy i tego pragniemy, aby troska o rodzinę była wpisana w permanentne działanie kościoła i wszelkich instytucji państwowych. Padło wiele słów pięknych i zobowiązujących, a jednocześnie pełnych nadziei. Zabrakło czasu i możliwości posłuchania małżonków i rodziców, jakie mamy oczekiwania wobec takiej inicjatywy. Pozwoliliśmy sobie poprosić Pana Starostę o rozmowę wiążącą w tej kwestii. Propozycję przyjął.

– O czym chcielibyście rozmawiać z przedstawicielami lokalnych władz? – W posynodalnej adhortacji apostolskiej Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, gdzie czytamy: „Dobro rodziny ma kluczowe znaczenie dla świata i Kościoła. Świadectwo temu dają małżeństwa, które przetrwały próbę czasu i są świadkami Bożej miłości. Otwiera to drzwi pozytywnego, gościnnego duszpasterstwa, które umożliwia rozprzestrzenianie się dobra według zamysłu Bożego”.

Mamy takie doświadczenie próby czasu i o tym pragniemy rozmawiać. Będziemy mówić o tym, że mamy, że znamy receptę na szczęśliwe życie małżeńskie i rodzinne. Na szczęśliwy dom zbudowany na skale, której nic i nikt nie pokona. Ufamy bowiem, że o to chodzi w tym Powiatowym Roku Rodziny. Pragniemy rozmawiać o tym, że zanim zaczniemy wychowywać dzieci, to pierwej trzeba wychowywać rodziców, myśląc o tym, że wychowywać to znaczy wydobywać dobro i na tych zasobach budować codzienność rodzinną. Tworzą się w nas oczekiwania.

– Jakie to oczekiwania? Co praktycznego mógłby wnieść taki „czas dla rodzin”?


– Wszystkie przedstawione propozycje są bardzo słuszne. Bogu dzięki, że będzie takie duże wsparcie dla rodzin dotkniętych różnymi dysfunkcjami. My myślimy o profilaktyce, która jest jak zawsze bardzo korzystna. W zamyśle mamy m.in. zorganizowanie takiego miejsca w mieście, gdzie małżonkowie będą mogli się spotkać na sesjach, kursach, aby zaczerpnąć wiedzy i wymienić doświadczenia nt.: „Jak pogłębiać więź małżeńską i rodzinną”. Miejsca na taką małżeńską randkę pod okiem profesjonalnie przygotowanych specjalistów.
Dobre byłoby wspólne organizowanie pikników rodzinnych z promocją pięknego życia małżeńskiego i rodzinnego poprzez prezentowanie talentów rodzinnych. Bardzo zależy nam na tym, aby był to również czas promowania zdrowej rodziny zbudowanej na „trwałym fundamencie Bożej miłości”.
Słowa pouczają, czyny pociągają. Jesteśmy przekonani, że Jezus, który połączył nas sakramentalnym węzłem małżeńskim, chce, abyśmy wszyscy stali się znakiem i narzędziem Jego miłości przez konkretne inicjatywy i czyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego nie możemy ulec

2018-02-07 10:50

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 6/2018, str. 15

zeevveez / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Stoimy dziś przed poważnym problemem: Jak ochronić naszą wolność, suwerenność i godność, a jednocześnie przetrwać we współczesnym świecie? Jak zachować godność w świecie, w którym znacząco wzrasta ciśnienie i w którym gwałtownie zmienia się jego porządek? Na Polskę wpływ wywierają dziś różne żywioły: tradycyjnie bardzo silne są tu wpływy i ukryte moce Rosji, tradycyjnie także wielkie wpływy w Polsce mają Niemcy. Teraz – po zmianie rządów w Polsce – wielkie wpływy zdobyły w Warszawie także Stany Zjednoczone i ściśle sprzęgnięta z nimi diaspora żydowska.

Wahania struktury władzy nad Wisłą od 1990 r. niestety – w dużym stopniu – uzależnione są od zmian w hierarchii wpływów zewnętrznych. Mieliśmy zatem rządy wyraźnie ciążące w kierunku Moskwy, koalicje uwzględniające przede wszystkim interesy Berlina, a teraz władzę objęła opcja polityczna wyraźnie czerpiąca inspiracje z Waszyngtonu. Nie może zatem budzić najmniejszego zdziwienia fakt, że wraz ze zwiększeniem amerykańskiej aktywności w Polsce rozbudziły się także postulaty i żądania, które od wielu lat podnoszone są przez światowe ośrodki diaspory żydowskiej.

Atak Tel Awiwu na Polskę był nieprzewidziany tylko dla tych, którzy nie dość pilnie przyglądają się narracji żydowskiej konsekwentnie budowanej wobec Polski, szczególnie przez amerykańską diasporę tego narodu. Do tej narracji przyłączył się obecnie Izrael, władze tego kraju podjęły strategię totalnej konfrontacji z polskim rządem. Komunikat płynący z Tel Awiwu brzmi: Albo całkowicie się poddacie i upokorzycie przed nami, albo zostaniecie wgnieceni w ziemię.

Władze Izraela zaskoczyły Warszawę, gdyż nie da się ukryć, że dzisiejsza Polska należała dotąd do najbardziej przychylnych Izraelowi krajów w Europie. W okresie, gdy lewicowe rządy w europejskich krajach coraz mocniej popierały Palestyńczyków i krytykowały działania Izraela wobec tego kraju, Polska konsekwentnie stała po stronie państwa żydowskiego. Popieraliśmy Izrael i bezwzględnie potępialiśmy działania arabskich organizacji wojskowych i terrorystycznych.

Dziś w Warszawie panuje powszechne zdumienie: Jak wobec oczywistej proizraelskości polskich władz można zrozumieć brutalny i bezczelny atak Izraela na Polskę? Izrael jest tak bardzo przekonany o swojej przewadze i sile w dzisiejszym świecie, że zupełnie nie liczy się ani z polską wrażliwością, ani też z oczywistymi faktami. Polska, która poniosła największe straty w czasie II wojny światowej, teraz jest oskarżana o to, że nieomal pomagała Niemcom w dokonaniu niewyobrażalnych zbrodni.

USA jest dziś u szczytu swojej potęgi, w Waszyngtonie rządzi najbardziej przychylny Izraelowi – od lat – prezydent. To wszystko sprawiło, że niewielkie państwo Izrael rości sobie prawo do dyktowania wydarzeń w Polsce. W tym zamieszaniu nie sposób oczywiście pominąć interesów Rosji i Niemiec. Znaczącym faktem stała się zatem niedawna wizyta premiera Izraela w Moskwie i jego serdeczne uściski wymieniane z Władimirem Putinem. Światowe media tak komentowały to spotkanie: Putin podkreślił, że jest wdzięczny władzom Izraela za postawę wobec historii i dodał: „Jest to szczególnie ważne na tle odbywającego się w niektórych krajach europejskich niszczenia i bezczeszczenia monumentów żołnierzy radzieckich, którzy oddali życie za wyzwolenie więźniów nazistowskich obozów koncentracyjnych, za uratowanie Europy i świata przed nazizmem”.

W tym kontekście odżyły także domysły mówiące o tym, że Niemcy zapłacili już światowej diasporze żydowskiej ogromne kwoty m.in. za to, aby nie były wymieniane już jako sprawca zbrodni popełnionych w czasie II wojny światowej. Wielu publicystów od dawna snuje także domysły, że postępuje proces poszukiwania tzw. winowajcy zastępczego, na którego przerzuci się część niemieckiej winy. Do tego od wielu miesięcy dochodziły wieści że w USA trwają prace nad wprowadzeniem prawa stanowiącego o tym, że mienie ofiar niemieckich zbrodni popełnionych w trakcie II wojny światowej – w całej Europie – powinno być zwrócone diasporze żydowskiej. W tak mało klarownej atmosferze nagle wybucha gwałtowna awantura z Izraelem, w której żydowskie państwo absolutnie nie liczy się z polską godnością i prawdą wynikającą z badań historycznych.

Jak w takiej sytuacji pozostać wolnym krajem, wolnymi obywatelami i jednocześnie nie dać się uwieść łatwej pokusie wzbudzenia w sobie skrajnych emocji i jak nie dać do siebie dostępu najgroźniejszemu uczuciu – nienawiści?! Właściwie – jako państwo, jako naród i jako pojedynczy ludzie – nie możemy już ustąpić. Nie możemy pozwolić na to, aby w naszym kraju główną rolę zaczęli odgrywać obcy. Musimy twardo stać na swoim stanowisku, otwarci na rozmowy, na wymianę argumentów, ale nieustępliwi, jeśli chodzi o prawdę historyczną i naszą narodową wrażliwość. Stanęliśmy na krawędzi – jeśli nasze władze ją przekroczą, to niestety wszyscy poczujemy się po prostu skrzywdzeni i poniżeni.

Jeśli władzom Izraela chodzi dziś o poniżenie Polaków, to muszą się przekonać, że napotkają twardą postawę. Tylko bowiem twarda postawa potrafi skłonić agresorów do przemyśleń i nie rozzuchwali ich w stosunku do naszych interesów. To ważny moment w naszej historii, on przesądzi o tym, czy będziemy w stanie dalej budować suwerenność naszego kraju.

W Polsce może być biednie, możemy mieć poważne problemy z wewnętrznym porozumiewaniem się i z gospodarką, ale nie wolno nam zrezygnować z poczucia własnej wartości, honoru i godności. To konieczny warunek, po spełnieniu którego nasza wspólnota nadal będzie miała potencjał do rozwoju. Jeśli natomiast damy sobie narzucić narrację, w której jesteśmy postrzegani jako współwinni niemieckich zbrodni, to niestety nic lepszego nas już nie będzie czekało.

Godnością i honorem nikogo się nie nakarmi, jednak bez tego etosu polskość będzie karlała i pogrążała się w marazmie, jakiego zwykle doświadczają narody, które dały się złamać i w konsekwencji skazane są już jedynie na karlenie. Narzucenie Polsce roli pomocnika Niemiec w zbrodni Holokaustu sprawi, że przestaniemy wierzyć w sens trudnego wysiłku budowania naszej trudnej niepodległości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Bp Bronakowski: polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem

2018-02-20 20:04

jk / Toruń (KAI)

- Kościół nie walczy z alkoholem, ale o godność człowieka. Polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem - mówił bp Tadeusz Bronakowski na rozpoczęcie ogólnopolskiej konferencji pt. „Wolni w Chrystusie” zorganizowanej w Toruniu w dniach 20 i 21 lutego przez Zespół Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości, Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej oraz Fundację Rozwoju Polski. Konferencja przybliża i promuje ogłoszony 13 lutego w Warszawie „Narodowy Program Trzeźwości”.

Katarzyna Cegielska
Bp Tadeusz Bronakowski

Konferencję „Wolni w Chrystusie” rozpoczęto Mszą św. pod przewodnictwem bp. Tadeusza Bronakowskiego sprawowaną w sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu.

Część wykładową, która odbyła się w Auli WSKSiM w Toruniu rozpoczął bp Tadeusz Bronakowski, przewodniczący Zespołu Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości, która „w roku jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę, w trosce o trzeźwość, która jest fundamentem wolności osobistej i narodowej, jako dar i zadanie Narodowego Kongresu Trzeźwości, wszystkim rodakom w kraju i za granicą” ogłosiła Narodowy Program Trzeźwości (NPT). - Kościół nie walczy z alkoholem, ale o godność człowieka. Polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem - podkreślił na wstępie bp Bronakowski i zauważył, że NPT jest swoistą syreną alarmową mającą wybudzić społeczeństwo ze szkodliwego snu. Ma być przyczynkiem do dyskusji oraz wołaniem o mobilizację społeczną.

O realizacji NPT w polskich parafiach i wśród Polaków za granicą opowiadał ks. prof. KUL dr hab. Piotr Kulbacki. Prelegent zwrócił uwagę na to, że proponowany program jest długofalowy, obliczony na okres jednego pokolenia, gdyż ma na celu „trwałe przekształcenie kultury i zmianę postaw”. Przybliżył także kilka aspektów akcji „Nie piję, bo kocham”, która propaguje m.in. dobrowolną abstynencję i przypomina o okresach szczególnej intensyfikacji działań pro abstynenckich w Kościele, jakimi są np. Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu, Wielki Post, czy miesiąc sierpień. Podkreślił również, że rolą NPT jest ożywienie prac trzeźwościowych na poziomie diecezji i parafii, a co za tym idzie - zwrócenie się w kierunku rodziny, która jest podstawowym miejscem do wychowania w trzeźwości.

Kolejny temat w telekonferencji przybliżył ks. dr Marek Dziewiecki, który skupił się na zdefiniowaniu pojęć wolność i trzeźwość oraz przedstawił alkoholizm jako zjawisko występujące w sferze psychologicznej, społecznej i duchowej funkcjonowania człowieka.

Ks. dr Marek Dziewiecki podkreślał, że wolność została dana człowiekowi po to, by mógł kochać. W tym kontekście należy patrzeć w sposób szeroki na trzeźwość, która jest wolnością w myśleniu, przeżywaniu emocjonalnym, podejmowaniu decyzji i budowaniu więzi z Bogiem, samym sobą i drugim człowiekiem. Alkoholizm niszczy te wszystkie wymiary wolności.

Agonią człowieka uzależnionego jest zranienie w wolności przyjmowania miłości – alkoholik nie chce przyjmować miłości, bo ten, kto kocha, stawia wymagania. W efekcie uzależniony zatraca zdolność wrażliwości na cierpienie kochających i używa wolności, by od tej miłości uciekać. – Tu nie wystarczą tłumaczenia, że umiera na raty – podkreślał ks. dr Dziewiecki. Jedynym ratunkiem jest cierpienie własne, czyli pozostawienie uzależnionego z wszelkimi konsekwencjami jego postępowania tak, by miał szansę powiedzieć sobie „zmieniam się albo umieram”.

Jako dar i zadanie NPT przedstawił prof. nzw. dr hab. Krzysztof Wojcieszek, który podkreślał, że obecne pijaństwo w Polsce jest spuścizną historii naszego kraju. Badania pokazują, że wyraźnie rosło od lat 50-tych XX wieku, czyli w czasie ustroju totalitarnego. Nie ma też większego znaczenia fakt, że aktualnie w Polsce funkcjonują jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów dotyczących trzeźwości, bowiem 200 lat zaborów wykształciło w Polakach wewnętrzny sprzeciw wobec prawa i mimo, że surowe, nie jest przestrzegane np. 75% osób łamie zakaz sprzedaży alkoholu osobom poniżej 18 roku życia.

– Potrzeba środowiskowego wzmocnienia działania prawa – mówił prof. Wojcieszek. NPT w takim ujęciu jawi się jako dar i szansa na wyjście z tzw. „grzechu cudzego”, który dominuje w alkoholizmie jako cudze niedopatrzenie, brak reakcji, czy złe wzorce i w efekcie wepchnięcie kogoś w dramat uzależnienia. Prelegent podkreślił, że przyjęcie takiego daru stawia określone wymagania przed społeczeństwem, gdyż skłania po pierwsze do promocji NPT, a następnie wprowadzania go w życie najlepiej poprzez jeden dobrze wybrany projekt praktyczny do realizacji rocznej.

Prelegenci podkreślali, że Kościół – kapłani i świeccy, głównie ci zaangażowani w życie ruchów i wspólnot, są szczególnie powołane do realizacji tego programu, gdyż spojrzenie na alkoholizm tylko w kategoriach choroby jest spłaszczeniem problemu i pominięciem sfery duchowej i sumienia. Jak zaznaczyli prelegenci, jednym z wymiarów alkoholizmu jest zaprzeczanie jego istnienia oraz bycie współuzależnionym, co z kolei, mimo cierpienia, blokuje chęć zmian.

Druga część ogólnopolskiej konferencji „Wolni w Chrystusie” odbędzie się 21 lutego w Auli WSKSiM w Toruniu. Poruszone zostaną m.in. kwestie uzależnienia behawioralnego, czy kosztów uzależnień.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem