Reklama

Stowarzyszenie Przyjaciół Ludzkiego Życia - 1%

Sztuka o św. Maksymilianie

2016-11-24 07:06

Łukasz Krzysztofka


Już w piątek 25 listopada w Teatrze Oratorium przy Bazylice Najśw. Serca Pana Jezusa w Warszawie premiera wyjątkowego spektaklu o św. Maksymilianie Kolbem.

Spektakl „Mój syn, Maksymilian” w reżyserii Marcina Kwaśnego, powstał w oparciu o sztukę dr. Kazimierza Brauna. Ukazuje zarówno złożoność samej postaci założyciela Niepokalanowa, jak i skomplikowaną polską historię.

W warstwie fabularnej dramat toczy się na dwóch osiach czasu – współczesnej, kiedy matka św. Maksymiliana – Marianna odwiedza celę syna w Klasztorze oraz historycznej, gdy z retrospektywy poznajemy historię pobytu i śmierci św. Maksymiliana w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz. Na poziomie rozważań filozoficznych dramat dotyka najważniejszych problemów człowieka, w tym postawy wobec bliźnich i patriotyzmu. Sztuka jest również głęboką analizą psychologiczną wyjątkowej osobowości św. Maksymiliana Kolbego.

- Dorobek św. Maksymiliana to ogromna spuścizna, dobro zasiane przez niego rozszerza się nieustannie. Imponuje mi jego ogromne zawierzenie woli Bożej, nieprawdopodobnie wizjonerskie działanie, charyzmat maryjny. To człowiek, który całkowicie oddał się na służbę Bogu – mówi Łukasz Lewandowski, odtwórca roli św. Maksymiliana.

Reklama

W rolę Matki św. Maksymiliana wcieliła się Ewa Ziętek. - Jesteśmy ludźmi wierzącymi i mówimy tu o sprawach dla nas najistotniejszych. Wokół nas codziennie dzieją się cuda. Matka Maksymiliana była niezwykle oddana, niesłychanie religijna, bardzo wierząca. Dla mnie jest też bardzo ważna Matka Boża, bo za Jej sprawą nawróciłam się wiele lat temu i mam w sercu taką świadomość, że to za Jej przyczyną - za co jestem Jej bardzo wdzięczna –podkreśla Ewa Zientek. - Im bardziej świat idzie w to, co światowe, tym bardziej człowiek szuka Boga, nawet jak sobie z tego nie zdaje sprawy – dodaje.

Spektakl został przygotowany z okazji przypadającej w tym roku 75. rocznicy męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana w Auschwitz. Zdaniem Kazimierza Brauna, postać i dzieło Męczennika jest ogromnym obszarem wartości i wiadomości, dóbr duchowych i nauk, pism oraz dokumentów i w pełni zasługuje na to, by zostać włączona do dyskursu publicznego o patriotyzmie. Sztuka oparta jest na autentycznej korespondencji między św. Maksymilianem a jego matką Marianną Kolbową i mówi o wyjątkowej więzi między nimi oraz wyjątkowej roli Matki Bożej Niepokalanej w życiu obojga.

Na scenie zobaczymy także Dariusza Kowalskiego i Ksawerego Szlenkiera. Producentem spektaklu, nad którym patronat objęła „Niedziela”, jest Fundacja Między Słowami wraz z Narodowym Centrum Kultury. Bilety (w cenie 30 zł) rezerwować można pod numerami telefonów: 504 307 407, 501 150 379 i 22 618 12 94 oraz w Biurze Oratorium im. św. Jana Bosko przy Bazylice Najśw. Serca Pana Jezusa w Warszawie, przy ul. Kawęczyńskiej 53. Kolejne spektakle odbędą się 27 listopada, 10 i 11 grudnia 2016 r. oraz 7 i 8 stycznia 2017 r.

Tagi:
sztuka teatr

O teologii teatru w gminie Lubin

2018-04-04 10:33

Marek Perzyński
Edycja legnicka 14/2018, str. VI-VII

Karczowiska w gminie Lubin przeżywają boom demograficzny, kończą budować kaplicę mszalną, mają pięciu mistrzów sportu, ale wizyta gościa z tytułem mistrza mowy polskiej to wydarzenie niecodzienne

Marek Perzyński
Zainteresowanie spotkaniem z mistrzem mowy polskiej Dariuszem Bereskim i dyrektorem Teatru Polskiego Cezarym Morawskim było spore,

Przyjechał 17 marca i mówił m.in. o poezji Karola Wojtyły, który po wyborze na Stolicę Piotrową, jako Jan Paweł II, potrafił wznieść swój naród na wyżyny ducha.

Dariusz Bereski, aktor Teatru Polskiego, ów mistrz, zna w „Tryptyku rzymskim” Karola Wojtyły każde słowo. Gdy Jan Paweł II umierał, był aktorem Teatru im. Horzycy w Toruniu.

– Teatr nie grał, ale dyrektor wiedział, że musimy włączyć się w narodowe przeżywanie tego, co się wtedy działo, choć sam osobiście był daleki od Kościoła. „Tryptyk rzymski” pozwolił wielu osobom odczuć bliskość z Janem Pawłem II. Prezentowałem go potem wielokrotnie, niebawem uczynię to ponownie w Teatrze Polskim we Wrocławiu, z okazji Święta Teatru – mówi aktor.

Na początku było Słowo

Karol Wojtyła, wielki humanista, chciał, by powstała teologia teatru, słowo miało dla niego wymiar mistyczny. Oto sama Biblia podaje, że „Na początku było słowo, a słowo było u Boga”. Zainteresowanie Wojtyły teatrem wynikało więc z potrzeby ducha, aktorstwo traktował jak misję, zamierzał zająć się nim zawodowo. Pisał wiersze. Bereski, aktor i poeta, jest w tym bliski Wojtyle.

– W teatrze jestem sobą, ale schowany za maską, zaś w poezji się nie schowam, bo sam jestem podmiotem lirycznym – mówił na spotkaniu z mieszkańcami Karczowisk.

Jako „podmiot liryczny” zachwycił. Dowcip, twarz niczym z portretów z czasów wojny 30-letniej (XVII wiek) i głos, który ze zwykłego słowa czyni dzieło sztuki – on cały jest teatralny. Mówi szczerze, że teatr bez widza nie ma sensu. Poza sceną jednak nie gra, jest prawdziwy, ma w sobie zwykłą ludzką wrażliwość. W świecie teatru nie jest to postawa oczywista i częsta.

Dyrektor teatru po słowie z dyrektor Dubińską

Bereski nie był jedyną gwiazdą spotkania z mieszkańcami Karczowisk. Dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu Cezary Morawski występuje na teatralnych deskach, reżyseruje, zagrał główną rolę w filmie-pomniku polskiej kinematografii „Akcja pod Arsenałem”, ale popularność przyniosła mu rola w serialu „M jak miłość”. Jest umówiony z Magdaleną Dubińską, dyrektorką Ośrodka Kultury Gminy Lubin, że aktorzy Teatru Polskiego poprowadzą w tej gminie warsztaty edukacyjne.

– Teatr Polski we Wrocławiu jest instytucją samorządową województwa dolnośląskiego, zatem obszar jego działania jest szerszy niż Wrocław i w misji ma wpisaną też działalność edukacyjną, stąd nasza obecność w Państwa gminie – tłumaczył. – Zapraszamy do Wrocławia, do teatru, gdzie pokażemy go nawet od kulis.

Oni już wiedzą, że teatr to nie tylko rozrywka

Bakcyl teatru już w gminie Lubin zagościł, mnóstwo osób obejrzało „Kordiana” w Teatrze Polskim. To rozrywka szlachetna, więc cieszy, że na widowni przeważała młodzież. Teatr porusza, bywa znakiem sprzeciwu, niesie go wielka literatura, jest ostoją poprawnej polszczyzny i dostarcza rozrywki. Owszem, bywa, że brakuje czasu na tego typu doznania, ale nie skorzystać z takiej oferty, gdy się pojawia, to grzech zaniedbania.

Kilka osób na spotkanie z mistrzem mowy polskiej i dyrektorem Teatru Polskiego we Wrocławiu przyjechało do gminy Lubin z... Wrocławia. To młodzi ludzie, którzy pochodzą z gminy Lubin i obecnie mieszkają czasowo we Wrocławiu. Interesują się teatrem, ale we Wrocławiu łatwiej spotkać się ze świętym niż dyrektorem Teatru Polskiego, człowiekiem bardzo zajętym. Kieruje instytucją, która zatrudnia na etacie 160 osób, ma 3 sceny i ogromne potrzeby finansowe. Zarządzanie taką instytucją to dopiero sztuka.

Karczowiska: było 15, jest 150 numerów

Od 2011 r. sołtysem Karczowisk jest Dariusz Sędzikowski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego w oddziale Zakładów Wzbogacaniu Rud. To dzięki jego kontaktom rozpoczęła się w 2018 r. współpraca gminy Lubin z Teatrem Polskim we Wrocławiu.

Karczowiska przeżywają renesans od czasu, gdy z Polski wycofano wojsko sowieckie stacjonujące też w gminie Lubin i uchylono zakaz stawiania nowych domów, bo zrezygnowano z planów eksploatacji złóż węgla. W latach 70. XX wieku liczyły ok. 15 budynków, obecnie – już 150. Nic dziwnego, to wieś atrakcyjnie położona: w środku lasu i do tego doskonale skomunikowana – niedaleko stąd do Lubina i Legnicy. Integracji mieszkańców sprzyjają festyny rodzinne, organizowane m.in. celem zbiórki funduszy na dokończenie budowy i wyposażenie kaplicy mszalnej. Kościół parafialny jest w Zimnej Wodzie, nie jest więc to sytuacja komfortowa dla ludzi starszych. Ponadto kościół to miejsce naturalnej integracji społeczności lokalnej.

Na spotkaniu z Teatrem Polskim gości podejmował m.in. radny gminy wiejskiej Lubin Marcin Nyklewicz. Spotkanie zorganizowano w Raszówce, bo w Karczowiskach nie ma jeszcze odpowiedniej sali.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Biblia w przestrzeni publicznej Wielunia

2018-04-23 11:59

Zofia Białas

W Niedzielę Dobrego Pasterza zakończył się Tydzień Biblijny. W Wieluniu jego zakończenie miało miejsce na odrestaurowanych fundamentach wieluńskiej fary. Na spotkanie z Biblią przybyli: ks. bp Andrzej Przybylski, kapłani wieluńscy, klerycy Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie goszczący w Wieluniu, wierni ( wielu z własnymi egzemplarzami Pisma Świętego), Zespół ds. Nowej Ewangelizacji Regionu Wieluńskiego z ks. Sebastianem Wyrozumskim.

Zofia Białas
Zofia Białas

Po odczytaniu Ewangelii o Dobrym Pasterzu przez ks. bpa Andrzeja Przybylskiego i po udzielonym pasterskim błogosławieństwie, każdy, kto miał własne Pismo Święte, i ci, którzy otrzymali tekst przygotowany przez Zespół ds. Nowej Ewangelizacji rozpoczęli czytanie i reflektowanie wybranego fragmentu Pisma Świętego. Czytały pojedyncze osoby, czytały grupy . Zajęte były ławki, place pod drzewami, fundamenty fary. Wszystkich zjednoczyła Biblia.

Zofia Białas
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Przybylski: św. Wojciech uczy nas tego, że Polska będzie taka, jaka będzie wiara Polaków

2018-04-24 07:17

Ks. Mariusz Frukacz

„Św. Wojciech uczy nas tego, że Polska będzie taka, jaka będzie wiara Polaków. Jeśli Polacy stracą wiarę, to bardzo szybko stracą wolność, niepodległość, tożsamość. To bardzo szybko może Polski nie być” – mówił bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej, który wieczorem 23 kwietnia przewodniczył Mszy św. odpustowej ku czci św. Wojciecha w parafii pod wezwaniem tego świętego w Częstochowie. Podczas Eucharystii modlono się za Ojczyznę oraz nowe powołania do kapłaństwa i życia zakonnego.

Paweł Kmiecik/Radio Fiat

Mszę św. z biskupem pomocniczym archidiecezji częstochowskiej koncelebrowali m. in. ks. kan. Jarosław Ginter, wicedziekan dekanatu św. Wojciecha, o. Jan Poteralski, podprzeor Jasnej Góry, ks. Włodzimierz Szuba z Kościoła Greckokatolickego Eparchii Wrocławsko-Gdańskiej w Częstochowie.

Paweł Kmiecik/Radio Fiat

Na Mszę św. przybyło wielu kapłanów. Obecne były siostry zakonne i rzesza wiernych. Obecni byli przedstawiciele rzemiosła częstochowskiego oraz Rycerze Kolumba. Uroczystościom towarzyszyła m. in. orkiestra jasnogórska.

„Modlimy się dzisiaj za Ojczyznę, o powołania kapłańskie i zakonne, aby z ziarna męczeństwa św. Wojciecha wyrosły nowe owoce duchowe dla nas” - mówił na początku Mszy św. ks. prał. Stanisław Iłczyk, proboszcz parafii św. Wojciecha w Częstochowie.

Paweł Kmiecik/Radio Fiat

W homilii bp Przybylski przypomniał, że św. Wojciech nie miał łatwego życia, mimo, że urodził się w książęcej rodzinie. - Po sześciu latach biskupiej posługi wierni wygonili go niemal z diecezji. I wreszcie, ci, którzy słuchali głoszonej przez niego Ewangelii zadali mu kilka śmiertelnych ciosów w serce – mówił bp Przybylski.

- Spełnia się w nim to, co Jezus mówi w Ewangelii, że ziarno rzucone w ziemie musi obumrzeć. I kiedy jest zdatne do umierania dopiero wyda owoce. Paradoksalnie największe sukcesy i największe owoce przyszły dopiero po śmierci św. Wojciecha. Walczono i kupowano jego ciało. To do jego relikwii przychodzili prości ludzie i władcy ówczesnej Europy. To przy jego martwym ciele w relikwiarzu klękali książęta i królowie ówczesnej Europy, z cesarzem Ottonem na czele – kontynuował bp Przybylski.

- To wreszcie jakby jego pośmiertna obecność dała początek strukturom Kościoła w Polsce. Tak mocno wpłynęła na naszą tożsamość chrześcijańską – dodał biskup.

Bp Przybylski podkreślił, że „za życia św. Wojciech obumierał najpierw dla samego Chrystusa”. - Oddawał Mu bez reszty całe swoje życie. Stał się kapłanem i biskupem bardzo ascetycznym i bardzo ubogim. Obumierał dla siebie, żeby żyć dla Boga – mówił bp Przybylski.

- Co się więc takiego stało, że nawet najbardziej pobożni ludzie w jego diecezji nie tolerowali św. Wojciecha i drażnił ich. Dlaczego go odrzucali i musiał uciekać ze swojej diecezji? – pytał biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.

- Św. Wojciech wiedział, że nie może milczeć, tam gdzie milczeć nie wolno. Nie może udawać, że nie ma grzechu, tam gdzie ludzie grzeszą. I to było przyczyną tego, że ten pobożny i świątobliwy biskup nie był tolerowany. Był nie lubiany przez swoich współbraci w kapłaństwie. A jeszcze bardziej drażnił tych wszystkich, którzy rozwalali swoje rodziny. Bronił świętości rodziny – odpowiedział biskup i dodał: „A jeszcze bardziej narażał się możnowładcom i politykom, bo też im potrafił powiedzieć prawdę. Potrafił ich pytać, czy chodzi im o pieniądze, zaszczyty i stołki, czy o dobro społeczne i dobro ludzi. Musiał uciekać właśnie za to, że był pasterzem, który nie bał się mówić prawdy”.

- Trzydzieści lat po chrzcie przybył św. Wojciech na ziemie polskie i przypominał, że nie wystarczy przyjąć chrzest i żyć Ewangelią. Nie wystarczy przyjąć chrzest osobiście i jako naród, że ten chrzest zobowiązuje. I za to stał się ziarnem, które wrzucone w ziemie obumierało i było zabijane. I w tym najbardziej naśladował Chrystusa, że głosił miłość, prawdę, był dobry dla ubogich - przypomniał duchowny.

Bp Przybylski pytał również, czego nas chce św. Wojciech ciągle uczyć? - Może właśnie tej prawdy w zasięgu osobistym, wspólnym i narodowym, że nie wystarczy przyjąć chrzest, ale trzeba tym chrztem żyć. Nie wystarczy mówić, że jestem chrześcijaninem, ale trzeba to pokazać w życiu, w codzienności – przypomniał wiernym biskup.

- Nawet naród nie może się szczycić tym, że jest narodem ochrzczonym jeśli nie żyje chrztem. Po chrzcie każdemu z nas potrzebna jest jeszcze ewangelizacja, życie Ewangelią – kontynuował biskup.

- Potrzebni byli i potrzebni są ludzie tacy jak św. Wojciech. Prawdziwi a nie fałszywi prorocy. Nie tacy prorocy, którzy głaskają grzech. Potrzebni są dzisiaj i tacy pasterze i tacy świadkowie Ewangelii pobożni, radykalni, ascetyczni, ale też i odważni, którzy nie boją się powiedzieć prawdy, kiedy ją powiedzieć trzeba – zaznaczył biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej i dodał: „Św. Wojciech uczy nas tego, że wiara ma wpływ nie tylko na nasze osobiste życie, ale na życie naszych wspólnot i naszych narodów, że narody są takie, jaka jest wiara ich obywateli.”

- To jak wierzymy jest potrzebne nam Polakom i naszej umiłowanej Rzeczypospolitej. Im słabiej wierzymy, im bardziej ta nasza wiara jest pełna kompromisów, to więcej jest w Polsce kompromisów z grzechem, zdrad narodowych. I dlatego dbajmy o swoją wiarę, bo to jest pierwszy nasz patriotyczny obowiązek wobec Ojczyzny – zaapelował do wiernych bp Przybylski.

Na zakończenie bp Przybylski przypomniał zdarzenie z życia prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, który wspominał, jak już po upadku Powstania Warszawskiego do wojskowego szpitala frontowego koło Izabelina wróciła grupa oficerów niemieckich - lekarzy, którzy tam pracowali. Oto jeden z nich zatrzymał ks. Wyszyńskiego, który szedł z posługa do chorych. Oficer nakazał księdzu Wyszyńskiemu oglądać jakąś fotografię. A ten rzucił na nią okiem. Ale Niemiec nadal nalegał: Zobacz i zobacz.

- Pry¬mas Tysiąclecia wspominał: Przyglądam się i cóż widzę? To Chrystus z fronto¬nu kościoła św. Krzyża w Warszawie, leżący na bruku ulicznym. Chrystus, leżący na bruku warszawskim, dłonią - przedziwnym zbiegiem okoliczności za¬chowaną - pokazywał w kierunku kościoła. Dłoń ta kierowała się na napis, który pozostał nietknięty na cokole: Sursum Corda. – kontynuował biskup.

- I Ksiądz Prymas po latach dodał, że nie mógł zrozumieć, czego od niego chciał ów niemiecki lekarz-żołnierz. W pewnym momencie z ust Niemca wyrywają się słowa: „Polska jeszcze nie zginęła”. Po chwili po¬deszło bliżej jeszcze kilku oficerów. Jeden z nich zawołał sursum corda! sursum corda! Obalony Chrystus, leżał na swym krzyżu, ale dłonią pokazywał zburzonej Stolicy niebo, aby nie przestała wierzyć, iż może się odrodzić. I tak się też stało! – zakończył bp Przybylski.

Uroczystości zakończyły się procesją z Najświętszym Sakramentem i ucałowaniem relikwii św. Wojciecha.

Parafia pw. św. Wojciecha w częstochowskiej dzielnicy Tysiąclecie została erygowana 20 stycznia 1969 r. przez bp Stefana Barełę. Pierwszym administratorem parafii został mianowany ks. Józef Słomian, w latach następnych budowniczy kościoła i plebanii. Po wielu staraniach bp Bareły, Kurii diecezjalnej i ks. Józefa Słomiana, w które włączył się także na ostatnim etapie abp Luigi Poggi, nuncjusz apostolski do specjalnych poruczeń, 6 października 1976 r. władze komunistyczne wyraziły zgodę na budowę kościoła. Budowę kościoła rozpoczął ks. Józef Słomian w roku 1978. 20 października 1985 r. odbyła się uroczystość poświęcenia (konsekracji) kościoła przez bp Stanisława Nowaka, abp Luigiego Poggiego i bp Franciszka Musiela. W pomieszczeniach przykościelnych przez wiele lat miało swoją siedzibę duszpasterstwo akademickie oraz Katolickie Radio „FIAT".

23 kwietnia 1997 r. (rok tysiąclecia męczeńskiej śmierci św. Wojciecha) w czasie uroczystej procesji, której przewodniczyli abp Stanisław Nowak, metropolita częstochowski i abp Henryk Muszyński, metropolita gnieźnieński, przyniesiono do kościoła i umieszczono w bocznym ołtarzu relikwie św. Wojciecha.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem