Reklama

Szkoła Wyższa Zarządzania i Ekonomii

Wolontariat ŚDM to dopiero początek

2016-10-11 18:22

rozmawiał Łukasz Kaczyński / Kraków / KAI

Mazur/episkopat.pl

„Od samego początku podkreślaliśmy, że wolontariat ŚDM jest dla nas początkiem, nie końcem. Działamy dalej – i nabieramy rozpędu. Zdecydowaliśmy się założyć buty wyczynowe i ruszyć w drogę” – powiedziała w rozmowie z KAI Katarzyna Kucik, która podczas Światowych Dni Młodzieży w Polsce pełniła funkcję koordynatorki tysięcy wolontariuszy posługujących pielgrzymom.

Katarzyna Kucik: – Najbardziej żywe są wspomnienia młodych ludzi w niebieskich koszulkach, służących innym z uśmiechem – wolontariuszy. To te obrazki przewijają się w mojej głowie – wolontariusze wydający pakiety pielgrzyma, odpowiadający na pytania, wpuszczający do sektorów, wolontariusze-ewangelizatorzy czy ci w Centrum Medialnym. Zawsze gotowi do akcji, zorganizowani i pełni energii.

Na długo zapamiętam też czas przygotowań – spotkań roboczych, wspólnej pracy, modlitwy i integracji – zawsze w dużej grupie młodych w biurze Komitetu Organizacyjnego, w diecezjach, parafiach czy wspólnotach. No i oczywiście spotkanie z wolontariuszami w Tauron Arenie. Papież Franciszek, który odkłada kartki z przemówieniem, pociągnięty entuzjazmem młodych. Niebieska fala, fala miłosierdzia, która poniosła samego papieża.

– A treści – co dla koordynatorki wolontariatu ŚDM było najistotniejszym przekazem tego wyjątkowego czasu w Krakowie?

– Jeśli chodzi o przekaz – naturalnie to, że Kościół jest powszechny, otwarty dla każdego, że jest Młody (!) i że Młodzi mają swoje miejsce w Kościele. Do dziś brzmią w moich uszach także słowa papieża Franciszka, które wypowiadał wielokrotnie podczas wizyty w Polsce – że młodzi powinni korzystać z wiedzy i doświadczenia starszych, rozmawiać z nimi, otworzyć się na nich. I że muszą być odważni i aktywni – założyć buty wyczynowe i zejść z kanapy.

– A jak oceniasz ŚDM od strony wolontariatu – osób, które je przygotowały, jak i pracowały podczas nich?

– Wolontariat był wizytówką Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Był wizytówką także w diecezjach. Młodzi ludzie poczuli, że to ich miejsce, że są potrzebni i mogą się wiele nauczyć na drodze przygotowań do ich święta. I tak też się stało. W Krakowie pracowało ponad 19 tysięcy wolontariuszy – z Krakowa i diecezji, ze wszystkich diecezji w Polsce i z 67 krajów świata. Ich praca była zorganizowana i przebiegała bardzo sprawnie. Byli nie tylko widoczni, ale też bardzo pomocni. Wolontariusze są i będą zawsze niezbędną częścią ŚDM.

– Co z perspektywy czasu okazało się najtrudniejsze dla wolontariuszy?

– Wolontariat ŚDM to coś, co bardzo silnie oddziałuje, co daje ogromną satysfakcję. Praca przy tak wielkim wydarzeniu jest bardzo absorbująca. Najcięższe dla wolontariuszy były pierwsze dni i tygodnie po tym wydarzeniu – niezależnie czy pracowali rok czy dwa tygodnie – po wszystkim poczuli ogromną pustkę. Nie jest łatwo sobie z nią poradzić. Dlatego nadal działają w parafiach, chcą się rozwijać i nadal realizować dzieła miłosierdzia – bo weszło im to w krew. Gros z nich zaczęło myśleć o wolontariacie w Panamie, a duża część podjęła wolontariat w swojej okolicy – jak wiemy potrzeby są ogromne. Dlatego nie mogliśmy obrać innej drogi niż podjęcie i mobilizacja wspólnych wysiłków. Tak właśnie będzie rosnąć nasza Góra Dobra – internetowy portal, gdzie potrzeby jednych będą zderzały się z możliwościami innych i odpowiadały sobie nawzajem.

– Czy dla wolontariuszy nie było ciężkie, że musieli pomagać ludziom i przez to nie mogli uczestniczyć we wszystkich punktach programu ŚDM?

– Uwrażliwialiśmy wolontariuszy od samego początku, że ich zaangażowanie różni się od zaangażowania pielgrzyma. Że wolontariusz zobaczy ŚDM z zupełnie innej strony. Być może nie będzie mógł uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach. I właśnie z takim nastawieniem wolontariusze przyjechali do Krakowa. Wiedzieli, że specjalnie dla nich przygotowaliśmy formację przed i w trakcie wydarzenia, że wezmą udział w szkoleniach, że na koniec spotkają się z papieżem Franciszkiem w Tauron Arenie, ale podczas wydarzeń centralnych mają być dla innych i im służyć. Znakomita większość z nich zgodnie potwierdzała, że dokonałaby dokładnie takiego samego wyboru kolejny raz. Na pewno coś stracili, bo nie mogli być aktywnymi uczestnikami wielu wydarzeń, ale zyskali coś dużo cenniejszego – możliwość współuczestniczenia w przygotowaniach, widzenia ŚDM „od kuchni” i pomocy pielgrzymom, a takie doświadczenie jest bezcenne.

– A z jakimi pozostającymi w pamięci, czy to miłymi czy niecodziennymi, sytuacjami spotkaliście się podczas posługiwania pielgrzymom?

– Każdy kontakt z pielgrzymami niósł nowe doświadczenie. To naprawdę zapada w pamięci. Wolontariusze towarzyszyli im od momentu przyjazdu na dworzec czy lotnisko, witali pielgrzymów w miejscach zakwaterowania i służyli podczas wydarzeń centralnych. Wielokrotnie ludzie ci wymieniali się kontaktami, umawiali na spotkania, często w dowód wdzięczności pielgrzymi dawali wolontariuszom drobne upominki, będące pamiątkami z ich krajów. Nie było niemiłych spotkań, pretensji czy wyrzutów. Nawet, jeśli pielgrzymi musieli czekać w kolejce po pakiet czy suchy prowiant, wiedzieli że wolontariusze robią wszystko, co w ich mocy, aby to usprawnić. Takie sytuacje bardzo szybko budowały wspólnotę.

– Czy otrzymałaś od wolontariuszy jakąś informację zwrotną o owocach ich pracy podczas ŚDM?

– Cały czas napływają do mnie rozmaite sygnały i śledzę je na bieżąco. Wolontariusze chętnie dzielą się tym, co zmieniło się w ich życiu po lub dzięki ŚDM. Oczywiście dostaliśmy całe mnóstwo maili z Polski i ze świata z podziękowaniami za ten piękny czas. Wolontariuszom podobała się atmosfera, warunki w jakich mieszkali, szkolenia, w końcu służba i jej organizacja. Owocem ŚDM były i ciągle są liczne nawrócenia, przyjaźnie, w końcu – związki, a nawet oświadczyny! Bycie wolontariuszem przełamało też bariery językowe, pomogło dostać pracę czy było czasem, kiedy młodzi odkrywali swoje powołanie. To wszystko pokazuje nie tylko rangę wydarzenia, ale także to, jak Duch Święty działa w Kościele.

– Spotkanie wolontariuszy z papieżem Franciszkiem było niezwykle energetyzujące, jak i spontaniczne - jak wspominasz to wydarzenie? Co według Ciebie znaczyło ono dla wolontariuszy?

– Papież Franciszek, podobnie jak św. Jan Paweł II, bardzo kocha młodych. Często się do nich bezpośrednio zwraca. Kilkakrotnie już mówił do młodzieży, aby mieli odwagę żyć, a nie wegetować. W Krakowie powiedział jasno: aby wstali z kanapy. Myślę, że papież dobrze zdaje sobie sprawę z trudnej sytuacji młodych ludzi na świecie – z bezrobocia, braku perspektyw czy chęci rozwoju. Chce nas zmotywować. Widać było jaka ta relacja jest dwukierunkowa – że on, zarażony entuzjazmem młodych odłożył przygotowany tekst przemówienia i z ogromną energią, mimo zmęczenia, w ojczystym języku zaczął mówić, abyśmy pełni odwagi zostawiali po sobie ślad. Papież pokazał 12 tysiącom wolontariuszy, którzy zebrali się na Arenie i wszystkim, którzy słuchali jego słów dzięki radiu czy telewizji, gdzie leży sens naszego życia. Zmotywował do porzucenia tego, co w nas złe i małe, aby wyruszyć w dalszą, piękną drogę.

– Co się dzieje obecnie z wolontariuszami, jak i pracownikami z Sekcji Wolontariatu? Czy to koniec ich działalności?

– Wiem, że cześć wolontariatu zagranicznego, np. Wspólnota Shalom czy niektórzy wolontariusze międzynarodowi (z Brazylii, Niemiec, Francji czy Stanów Zjednoczonych) zostali w Krakowie. I bardzo nas to cieszy! Również duża część Sekcji Wolontariatu nadal się regularnie spotyka, pracując nad planem na przyszłość. Od samego początku podkreślaliśmy, że wolontariat ŚDM jest dla nas początkiem, nie końcem. Działamy dalej – i nabieramy rozpędu. Zdecydowaliśmy się założyć buty wyczynowe i ruszyć w drogę. Wzięliśmy sobie do serca słowa papieża Franciszka o zostawianiu śladu. Chcemy, żeby śladem wolontariatu ŚDM były liczne uczynki miłosierdzia, jakie wolontariusze będą podejmować. Wiem, że cały czas wolontariusze odwiedzają się nawzajem, pomagają sobie i innym w potrzebie, chcą kontynuować projekt darmowej nauki języków obcych Młodzi Poligloci czy prowadzą ciągle kursy przełamywania barier. Takich inicjatyw jest coraz więcej, dlatego będziemy dalej budować nasz autorski portal internetowy, Górę Dobra, którą zaczęliśmy tworzyć na drodze przygotowań do ŚDM. Portal będzie istniał i będzie się rozwijał. Po ŚDM chce działać ok. 7 tysięcy młodych ludzi z całego świata, a że dobro jest zaraźliwe, wierzymy, że wkrótce będzie ich jeszcze więcej. Naszym zdaniem to prosta, a zarazem skuteczna recepta na szczęście.

– Wolontariat ŚDM miał, tu cytuję Twoje słowa, "odczarować pojęcie wolontariatu", czy to się udało i czy może macie już jakieś plany na przyszłość?

– Myślę, że dopiero wkroczyliśmy na tę drogę. Odczarować pojęcie wolontariatu w Polsce znaczy nadać mu właściwą wartość. W Stanach zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii zaangażowanie w wolontariat jest bardzo ważnym punktem w CV. Ważnym dla samego wolontariusza, jak i pracodawców. Nie oznacza to, że należy podchodzić do niego instrumentalnie, wręcz przeciwnie. Ze strony wolontariusza oznacza to, aby angażował się w te dzieła, które dają mu spełnienie i satysfakcję, rozwijają i uczą. Ważne w tym wszystkim jest podejście profesjonalne i odpowiedzialne, bo doświadczenie wolontariatu to tak naprawdę doświadczenie zawodowe.

– To jedna strona medalu – drugą jest niewątpliwie odpowiednie podejście do wolontariusza przez instytucje, którym on pomaga, prawda?

– Konieczne jest przełamanie pewnej bariery – docenienie roli wolontariatu, rozwinięcie systemu motywacji oraz – moim zdaniem najistotniejsze – traktowanie wolontariatu, jaki ktoś podejmuje, jako papierka lakmusowego w ocenie tego, czym taka osoba powinna się zajmować. Mówię „powinna” w znaczeniu predyspozycji i talentów. Jeśli wolontariusz robi coś, w czym się spełnia, robi to dobrze, z radością. Jeśli robi coś dobrze, powinien móc, jeśli tylko tak zadecyduje, też na tym zarabiać. Kluczowa jest tu wola. Bo wolontariusz to ochotnik, który dobrowolnie poświęca swój czas i zdolności, decydując się na pracę na rzecz innych bez wynagrodzenia. Tak, jak uczył św. Tomasz z Akwinu, przejawia się to w najczystszej postaci, kiedy dochodzimy do etapu czynienia dobra dla samego dobra. Taką ideę wolontariatu będziemy chcieli promować dzięki portalowi Góra Dobra i podejmowanym przez nas działaniom.

Tagi:
wywiad ŚDM w Krakowie ŚDM

Ks. Parafiniuk dla KAI: duszpasterzem młodzieży powinien być każdy ksiądz

2018-01-23 19:24

Dorota Abdelmoula / Warszawa (KAI)

Duszpasterzem młodzieży powinien być każdy ksiądz, nie tylko ten, który ma wyznaczoną taką funkcję. Rolą tego ostatniego jest koordynacja, animowanie, ale nie zastępowanie innych - mówi w rozmowie z KAI ks. Emil Parafiniuk, dyrektor Krajowego Biura Organizacyjnego ŚDM. Na rok przed spotkaniem młodych w Panamie, zachęca do licznego udziału Polaków, na których obecność liczą panamscy gospodarze.

Ks. Waldemar Wesołowski

Ks. Emil Parafiniuk: Że czasu na wahanie jest coraz mniej, dlatego, że już wkrótce rozpocznie się rejestracja na ŚDM. Nie powinniśmy też odkładać na ostatnią chwilę zakupu biletów lotniczych, tym bardziej, że połączeń lotniczych z Europy nie ma zbyt wiele.

KAI: Czyli: warto jechać?

- Tak, i jest ku temu kilka powodów. Po pierwsze: jesteśmy tam bardzo mocno oczekiwani. Panamczycy przeżyli piękne doświadczenie ŚDM w Polsce i teraz chcieliby gościć u siebie Polaków. Poza tym będzie to piękne doświadczenie Kościoła powszechnego, a wcześniej, podczas Dni w Diecezjach, także doświadczenie Kościoła Ameryki Łacińskiej, który jest bardzo piękny, zróżnicowany i bogaty w tradycję. Tamtejsze zwyczaje i kultura są bardzo różne od tych, które znamy w Polsce. To także Kościół, w którym ogromna rolę odgrywają świeccy, zwłaszcza młodzi, bo ŚDM są przygotowywane przez rzeszę młodych wolontariuszy.

- Nie zapominajmy też, że ŚDM, to spotkanie z papieżem. On sam mówi o sobie, że jest jednym z pielgrzymów, który wspólnie z młodymi ludźmi chce spotkać się z Chrystusem.

- Jest też powód bardzo prozaiczny (śmiech): lato, które trwa w Panamie w styczniu, kiedy będą się odbywać Światowe Dni Młodzieży w Panamie. Temperatura wówczas, to ok. 30 stopni. A Polsce, jak jest za oknem – każdy widzi.

- Wspominał Ksiądz o tym, że Panamczycy do dziś wspominają ŚDM w Krakowie. A czy z Księdza perspektywy, to spotkanie wydało owoce także wśród nas, Polaków?

- Tak, czego dowodem jest m.in. zainteresowanie młodych spotkaniem w Panamie. Wielu koordynatorów diecezjalnych podkreśla, że młodzi chcą jechać na to spotkanie, że już teraz rezerwują sobie urlop, przekładają egzaminy na uczelniach, aby móc wziąć udział w tych wydarzeniach. Także ci, którzy wiedzą, że nie pojadą do Panamy, włączają się w te przygotowania. Ważne, że przygotowania do Panamy nie są dodatkiem do duszpasterstwa młodzieży, ale jego integralną częścią.

- A jaka jest dziś kondycja duszpasterstwa młodzieży w Polsce? Po ŚDM w Krakowie coś się zmieniło, czy wróciliśmy do tego, co było wcześniej?

- Nie możemy powiedzieć, że w Polsce jest idealnie, ale unikałbym też skrajnej opinii, że jest bardzo źle. Wszystko zależy od poszczególnych parafii, diecezji, ekip, które działają w duszpasterstwie młodzieży, w różnych jego formach: wspólnotach, ruchach, stowarzyszeniach, cy grupach parafialnych.

- Wszystko zależy od tego, jak układa się współpraca młodych z kapłanami, jak wykorzystywana jest kreatywność młodych ludzi, czy księża chcą z nimi współpracować.
Dla mnie bardzo ważne jest duszpasterstwo w parafii. To wielka różnica między Polską, a np. Francją, gdzie duszpasterstwo jest organizowane raczej przez ruchy i wspólnoty i na większą skalę. Dzięki Bogu w Polsce w dalszym ciągu bardzo ważnym miejscem duszpasterskim jest parafia.
Często wpadamy w taką pułapkę, że w diecezji, dekanacie, czy parafii, za duszpasterstwo młodych odpowiada wydelegowany do tego zadania ksiądz. Tymczasem duszpasterzem młodzieży powinien być każdy ksiądz, nie tylko ten, który ma wyznaczoną taką funkcję. Rolą tego ostatniego jest koordynacja, animowanie, ale nie zastępowanie innych.

- Załóżmy, że w takiej parafii – mniej, lub bardziej zaangażowanej w duszpasterstwo młodzieży, jest młody człowiek, który chciałby pojechać do Panamy. Co powinien zrobić?

- Przede wszystkim, powinien pójść do księdza w swojej parafii i o tym powiedzieć. Ksiądz wskaże mu najbliższą grupę, przygotowującą się do wyjazdu, a jeśli nie będzie wiedział, gdzie jej szukać, warto skontaktować się z diecezjalnym duszpasterzem młodzieży lub koordynatorem ŚDM, którego kontakt można znaleźć np. na stronie panama2019.pl. A jeśli ktoś zupełnie nie będzie wiedział, jak skontaktować się z odpowiednią osobą, może napisać do KBO ŚDM na adres podany na stronie kierunekpanama.pl Na tej stronie znajduje się mapa grup, które przygotowują się do wyjazdu na ŚDM.

- A nie można po prostu: kupić biletu i pojechać w pojedynkę?

- Zachęcamy i prosimy, żeby nie przygotowywać się indywidualnie, bo uczestnicy, to nie „zbiory punktów”, które tam jadą, ale grupy i wspólnoty, pod opieką księży. Samodzielna wyprawa trochę mija się z ideą ŚDM. Ponadto, młodzi przygotowują się do tego spotkania m.in. korzystając z programu „Oto ja”, po to, aby ten wyjazd był doświadczeniem duchowym, a nie tylko turystycznym.

- A co już wiemy o pobycie Polaków w Panamie?

- Wiemy, że większość Polaków chce wziąć udział nie tylko w spotkaniach w stolicy Panamy, ale też w Dniach w Diecezjach w dn. 17-21 stycznia 2019 r. Jeśli ktoś wybiera się do Panamy, udział w Dniach w Diecezjach nie podnosi znacząco kosztów, a jest wspaniałym przeżyciem duchowym. Miejsca dla Polaków przewidziane są w czterech diecezjach: Bocas del Toro, Chitré, Penonomé i Colon. Te diecezje bardzo liczą na jak obecność Polaków.

- Znamy oczywiście datę Wydarzeń Centralnych: 22-27 stycznia 2019 r. i hasło spotkania: "Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,38). Spodziewamy się, że młodzieży będzie też towarzyszyć co najmniej 15 biskupów. Część z nich będzie głosić dla Polaków katechezy, choć miejsca katechez nie są jeszcze znane. W dobrze skomunikowanym miejscu przygotowujemy też polską kwaterę. Na przyjazd Polaków przygotowuje się również Ambasada RP w Panama City. Pracujemy też nad konkretnymi rozwiązaniami dotyczącymi transportu i obsługi medialnej.

- A jak wygląda kwestia udziału w ŚDM polskich wolontariuszy?

- W tej chwili mamy wybranych dwóch wolontariuszy długoterminowych, być może dołączy do nich trzecia osoba. Zachęcamy Polaków do udziału w wolontariacie krótkoterminowym, którego posługa rozpocznie się mniej więcej w tym samym czasie, co Dni w Diecezjach. Kandydaci do wolontariatu powinni zarejestrować się najpierw w naszym biurze. Kierujemy ten apel także do wszystkich Polaków, także tych, jadących z grupami zakonnymi, czy wspólnotowymi, bo naszą rolą jest koordynacja udziału w ŚDM wszystkich osób z Polski. Tę opiekę przygotowujemy wspólnie z Ambasadą RP w Panamie i polskimi ministerstwami.

- Mam nadzieję, że wspólny wyjazd będzie też okazją do promowania i świętowania stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

- A co z tymi, którzy nie pojadą? Czy planowana jest jakaś „Panama w Polsce”?

- ŚDM odbywają się w konkretnym miejscu, do którego zaprasza papież. Kiedy jest ono bardzo odległe – tak było np. w przypadku Rio de Janeiro – owszem, organizuje się równoległe spotkania w Polsce. Także tym razem niektóre diecezje mają takie plany, ale musimy pamiętać, że w styczniu trudno będzie zorganizować spotkanie plenerowe, tym bardziej, że od Panamy dzieli nas różnica czasu. Dlatego chcielibyśmy, żeby jak najwięcej Polaków pojechało do Panamy.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Wielki Post z ks. Dolindo

2018-02-19 17:34

Agnieszka Bugała

Autorka bestselleru pt. „Jezu, Ty się tym zajmij! o. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda” Joanna Bątkiewicz-Brożek nie zawiodła i na Wielki Post przygotowała prawdziwą perłę: rozważania drogi krzyżowej z ks. Dolindo. Książka powstała na podstawie przekładu nieznanych w Polsce, włoskich dzieł Padre z Neapolu, czerpie z zapisków jego lokucji wewnętrznych.


Autorka w kilku miejscach podkreśla zgodność przekazu ks. Dolindo z wizjami bł. Katarzyny Emmerich, niemieckiej stygmatyczki i wizjonerki, której w mistycznych widzeniach dane było uczestniczyć w bolesnej Męce Jezusa Chrystusa – ks. Dolindo w trakcie rozmów z Matką Bożą otrzymywał takie zapewnienie.

W życiu ks. Dolino umiłowanie Jezusowego Krzyża nie było literalnym wyznaniem, ale rzeczywistym podążaniem za Mistrzem, w Jego upokorzeniu, odrzuceniu i doświadczeniu pogardy, również od ludzi Kościoła. Fizyczne i duchowe cierpienia własne ks. Dolindo łączył z brutalnym ukrzyżowaniem Jezusa, podkreślając jednak miłość Pana i przebaczenie płynące dla oprawców z Krzyża. Rozważania Drogi Krzyżowej z ks. Dolindo są dla tych, którzy w ciszy (najlepiej przed Najświętszym Sakramentem) chcą podążać za Chrystusem w Jego Męce i adorować sercem Tego, który oddał za nas życie.

Książka wpisuje się w wielkopostną akcję „Niedzieli” pod hasłem „Odejdź od ekranu, idź się pokaż Panu!”. Idź, stań przed nim z Drogą Krzyżową wg ks. Dolindo i zanurz się w adoracji Jego Męki.

Przeczytaj także: Odejdź od ekranu, idź się pokaż PANU!
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mirosław Baka zagra postać ks. Romana Kotlarza w filmie „Klecha”

2018-02-20 20:56

rm / Radom / KAI

Mirosław Baka zagra postać ks. Romana Kotlarza w powstającym filmie fabularnym „Klecha”. Wcześniej w tej roli występował Ireneusz Czop, który musiał opuścić plan filmowy. Premiera obrazu zaplanowana została na 17 października 2018 roku, w 90. rocznicę urodzin niezłomnego kapłana i męczennika czasów komunizmu i jednocześnie dzień po 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyła na Stolicę Piotrową.

Sławek/pl.wikipedia.org

Realizowane zdjęcia dotyczą wydarzeń z protestu Radomskich Robotników w czerwcu 1976 r. Jednym z bohaterów tego zrywu był ks. Roman Kotlarz, który był prześladowany przez Służbę Bezpieczeństwa i zmarł na skutek pobicia przez "nieznanych sprawców".Mirosław Baka przyznał, że pierwszy raz zagra księdza przed kamerą. - Wychowywałem się w rodzinie katolickiej.

Cała moja młodość to było bycie ministrantem. A więc wiele chwil spędziłem przy ołtarzu. Poznałem wielu księży w swoim życiu. To obserwacje, które zapamiętałem. Nie jest trudno zagrać księdza, ale trudne jest zagrać tego konkretnego księdza, wspaniałego człowieka, jakim był Roman Kotlarz – mówił gość Radia Plus Radom.Według niego ks. Kotlarz to postać nietuzinkowa. - Ten człowiek w sutannie był kimś, kto wyprzedził w czasie ks. Jerzego Popiełuszkę. Już w latach 70. ubiegłego wieku ks. Kotlarz stawał w obronie robotników. Trzeba tu również wspomnieć jego batalię ze Służbą Bezpieczeństwa. Oni nie przebierali w środkach. W tym filmie musimy tchnąć jak najwięcej życia i prawdy. Szersza widownia zasługuje, by poznać ks. Kotlarza – przekonywał Mirosław Baka.Przed aktorem jest zagranie roli w największej scenie z udziałem tysiąca statystów. Będzie to moment błogosławienia protestujących robotników przez ks. Romana Kotlarza ze schodów kościoła św. Trójcy w Radomiu. - Najważniejsze to wejść w skórę mojego bohatera – mówi aktor.Mirosław Baka jest kojarzony głównie z ról tzw. czarnych charakterów.

- Tym bardziej rola ks. Romana Kotlarza będzie dla mnie wyzwaniem. Jest ciekawa dla mnie jako aktora - przyznał. Reżyser filmu Jacek Gwizdała przyznał, że Mirosław Baka był jego pierwszym wyborem. - Spotkaliśmy się w marcu ubiegłego roku. Scenariusz filmu bardzo mu się spodobał. Okazało się, że miał zaplanowany duży serial i nie mógł wziąć udziału w naszym przedsięwzięciu. Cieszę się, że mogłem wrócić do Mirosława Baki. Mam nadzieję, że będzie to dobry ruch dla naszego filmu. Z kolei Ireneusz Czop musiał wrócić do wcześniejszych zobowiązań filmowych. Gra bowiem w filmie o polskich himalaistach. Po prostu nałożyły się terminy realizacji zdjęć do obu filmów – wyjaśnił reżyser „Klechy”.

Kuria Diecezji Radomskiej jest koproducentem filmu, który powstaje na bazie scenariusza autorstwa Wojciecha Pestki. W ostatnich tygodniach Polski Instytut Sztuki Filmowej podjął decyzję, ze przekaże 2 mln złotych na realizację filmu.Ks. Roman Kotlarz w chwili śmierci miał 47 lat. Był inwigilowany przez ówczesne władze. W dniu protestu, 25 czerwca 1976 r., pobłogosławił idących w proteście. Był potem nachodzony i dotkliwie bity przez tzw. „nieznanych sprawców” na plebanii w Pelagowie-Trablicach, gdzie był proboszczem. Kapłan zmarł 18 sierpnia 1976 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem