Reklama

Polacy zobaczą, jak byli oszukiwani

2016-09-08 10:58

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak

Nie wiem, czy pod względem artystycznym „Smoleńsk” jest najlepszym filmem ostatnich lat, ale wiem, że na pewno jest filmem najważniejszym i prawdziwym. Dlatego właśnie, każdy Polak powinien go zobaczyć.

To film, do którego trudno mieć dystans i wielu z nas może zobaczyć w nim siebie. Tak, jak główna bohaterka dziennikarka Nina, tak i ja obserwowałem i relacjonowałem wydarzenia po 10 kwietnia 2010 r. Najpierw zachwyciłem się nastrojem na Krakowskim Przedmieściu, aby kilka miesięcy później przerazić się stopniem możliwej pogardy dla wartości, które dla mnie są fundamentalne.

Gdy tuż po wakacjach w 2010 r. polecono mi, abym zajął się tematem śledztwa katastrofy, wystarczyło kilka rozmów, abym przeraził się kondycją naszego państwa, a zwłaszcza postawą polityków, którzy stali na jego czele. Dlatego bardzo cieszę się, że powstał pierwszy film fabularny o Smoleńsku, bo on na nowo może rozbudzić emocje i przyczynić się do społecznej akceptacji badania przyczyn katastrofy.

„Smoleńsk” jest wielkim apelem o prawdę. Jest artystyczną obroną Polaków, którzy przez lata byli mamieni, oszukiwani, manipulowani i wykpiwani. Widzowie, którzy przypadkowo zobaczą film albo pójdą na niego z czystej ciekawości, mogą być wstrząśnięci tym, co zobaczą i usłyszą. Wyjdą z kina z tysiącami pytań w głowie i silnym przeświadczeniem, że ktoś ich oszukał. Ten film nie da im spokoju.

Reklama

Praca nad „Smoleńskiem” była bardzo trudna. Gdy kilka tygodni temu rozmawiałem z reżyserem Antonim Krauze, to on także miał pewien niedosyt. Powiedział mi, że dziś po zmianie politycznej w Polsce mógłby niektóre sceny i elementy filmu zrealizować lepiej. Film powstawał bowiem w czasach, gdy jego twórcy byli skazani na działania dosłownie partyzanckie. Choć sam Krauze kręcił filmy w latach PRL-u, to jednak takich prześladowań i dziwnej cenzury nie widział nawet w czasie stanu wojennego. Najdotkliwsza dla niego była jednak krytyka i ostracyzm środowiska filmowego.

Mimo tych trudności udało się! Film w dwugodzinnej fabule pokazuje ogrom faktów, zdarzeń, manipulacji, dezinformacji, przez którą trzeba było się przebić, aby stworzyć spójną opowieść. Zawiła historia katastrofy smoleńskiej i późniejszego śledztwa opowiedziana jest ciekawie. Walorem tego filmu jest jego podstawowa misja, czyli odkłamywanie rzeczywistości. Antoni Krauze sam mówił, że nie chodzi mu o jakieś artystyczne "fajerwerki", ale po prostu o prawdę. Cała narracja została zbudowana w oparciu o dowody, stenogramy i dziesiątki rozmów ze świadkami zdarzeń. I w tym właśnie kontekście zapewne najbardziej krytykowaną sceną będzie wybuch na pokładzie Tu-154. Będą zarzuty, że film pokazał coś, co jest prawdopodobną, ale jednak hipotezą. Moim zdaniem, film nie byłby gorszy, gdyby w tym miejscu postawiony został znak zapytania, pewne niedomówienie.

Artyści mają prawo do swoich wizji. Paradoksalnie porównać można ten fragment filmu do sztuki sakralnej. Malarze od 2000 lat próbują namalować i pokazać to, co jest niedostępne dla ludzkiej percepcji. Przecież nikt nie wie, jak wyglądało zmartwychwstanie, jak wygląda niebo i piekło, a przecież snują swe artystyczne wizje tych wydarzeń. Niektóre z nich różnią się diametralnie w pokazywaniu tematu, a jednak mówią dokładnie o tym samym. Dobrym przykładem mogą być stacje drogi krzyżowej, bo jeszcze kilkadziesiąt lat temu wszyscy ukazywali Chrystusa niosącego krzyż na Golgotę, a dziś naukowcy podkreślają, że Syn Boży dźwigał na swych barkach tylko poprzeczną belkę. Jednak nie oznacza to, że stacje drogi krzyżowej z krzyżem są gorsze.

Kolejna scena filmu była dla mnie miłym zaskoczeniem, bo przypomniała mi słowa, które usłyszałem, stojąc wieczorem 10 kwietnia 2010 r. przed katedrą Wojska Polskiego. - Przez nasze narodowe szeregi przeszedł Bóg i przez cieniutką granicę między życiem a śmiercią skinął i poprosił ich prosto z samolotu do siebie. Tam w pobliżu Katynia jest dyskretny właz do Nieba, przez który przed 70 laty co noc przechodzili polscy żołnierze. Dziś przeszli dwaj prezydenci, kilku generałów, biskupów, ministrowie i pozostałe ofiary - mówił wówczas prymas Polski kard. Józef Glemp.

Te słowa nosiłem w sobie przez całe sześć lat. Teraz na filmie "Smoleńsk" zobaczyłem piękną scenę, jak oficerowie zamordowani przez NKWD radośnie witają polską delegację z Prezydentem na czele. Różne pokolenia polskich patriotów spotkali się po drugiej stronie "włazu" do Nieba... Takiego "włazu" dla wybitnych Polaków!

Tagi:
komentarz

Miłosierne społeczeństwo

2018-04-10 09:45

Antoni Szymański, senator RP

fotolia.com

Niedziela 8 kwietnia, zwana w Kościele katolickim Niedzielą Miłosierdzia, zainaugurowała w Polsce Tydzień Miłosierdzia zatytułowany „Miłosierdzie źródłem wolności”.

Miłosierdzie jest jednym z kluczowych pojęć chrześcijańskich mających zastosowanie nie tylko na gruncie religijnym, ale również społecznym.

Miłosierdzie z jednej strony oznacza przebaczenie, darowanie win, skreślenie zapisu dłużnego, z drugiej zaś – przekazanie jakiegoś dobra potrzebującemu, okazanie wielkoduszności. Często konfrontujemy miłosierdzie ze sprawiedliwością, podkreślając, że doskonała miłość zawiera oba przymioty przy czym miłosierdzie dzierży prymat nad sprawiedliwością. Przykład tego prymatu dał sam Bóg, który miłosiernie odpuścił człowiekowi grzechy, posyłając Syna na krzyż, by poniósł za nas śmierć.

Jako ludzie, którym darowano winy za tak wysoką cenę, mamy w sobie pragnienie i powinność udzielania przebaczenia tym, którzy nam zawinili, a także niesienia ulgi w cierpieniach.

Idee te zostały uwypuklone przez katolickich hierarchów podczas obchodów tegorocznej Niedzieli Miłosierdzia. Papież Franciszek w Rzymie podkreślał, by nie zniechęcać się upadkami i czerpać radość z faktu, że Chrystus przebaczył nam winy. Wtórowali mu polscy biskupi w Krakowie-Łagiewnikach. Abp Marek Jędraszewski podkreślał: – Jakże ja mogę potępiać czy odwracać się od brata, choćby on wyrządził mi krzywdę? Bp Damian Muskus wskazał wartość pojednania z samym sobą, zaś kard. Stanisław Dziwisz zwrócił uwagę na wspólnotowy i społeczny charakter miłosierdzia: – Przeprowadzając rachunek sumienia musimy uczciwie powiedzieć, że niejednokrotnie daleko nam do ducha, który ożywiał pierwszych chrześcijan. (…) Każde pokolenie uczennic i uczniów Chrystusa powołane jest do składania mu świadectwa miłości Boga i bliźniego.

Nawiązując do ostatnich słów stawiam sobie pytanie w jaki sposób dzisiejsze pokolenie może włączać się w okazywanie czynnego miłosierdzia? Może to czynić osobiście, okazując konkretną pomoc w potrzebie bliskim, sąsiadom czy osobom dotkniętym przez los. Może czynić to w formie społecznościowej, uczestnicząc w różnorakich formach wolontariatu socjalnego, medycznego, senioralnego, hospicyjnego, parafialnego itp. Może również realizować miłosierdzie za pośrednictwem zrzeszeń i organizacji, wspierając je finansowo. Ta ostatnia forma stała się w ciągu ostatnich lat bardziej popularna miedzy innymi dzięki możliwości przeznaczenia 1proc. podatku na działanie wybranego przez siebie stowarzyszenia lub fundacji, posiadającej status organizacji pożytku publicznego.

Jak wykazują badania międzynarodowej firmy audytorskiej KPMG Polska (przeprowadzone w ubiegłym roku), swój 1 proc. na działalność organizacji pożytku publicznego przeznacza prawie 80 proc. Polaków. Jest to wartość wyższa o 4 punkty procentowe w porównaniu do poprzedniego roku. Liczba osób aktywnie zarządzających swoim „jednym procentem” rośnie z roku na rok i co ciekawe okazuje się, że nie jest prawdą, iż dostatek sprzyja egoizmowi. Badania wskazują, że im wyższy dochód netto tym większa chęć przekazywania pieniędzy. Warto też zauważyć, że niespełna trzy czwarte respondentów wybiera organizacje kierując się poleceniem lub prośbą znajomych i rodziny. Świadczy to o tym, że nie lubimy anonimowości. Wyborem losowym kieruje się tylko 14 proc. badanych zaś kampanie medialne stanowią inspirację zaledwie dla 13 proc.

Pouczająca jest analiza głównych powodów, dla których niektórzy Polacy nie decydują się na wsparcie jednym procentem żadnej organizacji pożytku publicznego. Na czele listy znajduje się brak zaufania w stosunku do organizacji (21 proc.) oraz przekonanie, że nasze działanie nic nie zmieni (15 proc.). 10 proc. twierdzi, że przekazywane środki są zagospodarowywane nieefektywnie. Te liczby oznaczają, że aby rozwinąć w Polsce wyobraźnię miłosierdzia, gros energii powinniśmy skierować na odbudowę zaufania społecznego i wiary w skuteczność zorganizowanego działania. Zdecydowanie potrzebujemy wzmocnienia przekonania o obywatelskiej sprawczości jednostki, gdy działa razem z innymi, nawet jeśli jej zaangażowanie nie wydaje się spektakularne.

W rozpoczętym w niedzielę Tygodniu Miłosierdzia zachęcam siebie i Czytelników, by zadać sobie pytanie: co przeszkadza nam w praktykowaniu miłosierdzia na gruncie społecznym? Czego brakuje polskiemu społeczeństwu, by można było nazwać je „społeczeństwem miłosiernym”? Aby zwiększyć motywację do praktykowania miłosierdzia, warto uświadomić sobie, że okazując wielkoduszność nawet w stosunku do osób nieżyczliwych, oszustów, nieuczciwych konkurentów czy politycznych adwersarzy, czynimy to niejako we własnym interesie. Jak wielokrotnie wspominał św. Jan Paweł II, miłosierdzie okazywane drugiemu jest korzyścią nie tylko dla tego, kto je otrzymuje, ale również dla samego udzielającego. Warto wreszcie zauważyć, że cnotą jest dawać, ale sztuką jest również dar przyjmować. To ostatnie wymaga pokory i nieraz może okazać się trudniejsze. Oby w roku świętowania 100-lecia niepodległości udało się nam odkryć, że miłosierdzie jest prawdziwie źródłem wolności.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Po raz pierwszy kobiety znalazły się wśród doradców Kongregacji Nauki Wiary

2018-04-22 14:55

ts, kg (KAI) / Watykan

Franciszek mianował 21 kwietnia pięcioro nowych konsultorów Kongregacji Nauki Wiary i w gronie tym po raz pierwszy znalazły się kobiety. Są to: dwie Włoszki – prawniczka dr Linda Ghisoni, od 7 listopada ub.r. podsekretarz sekcji ds. świeckich w Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia i teolożka fundamentalna Michelina Tenace z Papieskiego Uniwersytetu Gregoriana oraz Belgijka Laetitia Calmeyn, wykładowczyni teologii w Kolegium Bernardynów w Paryżu.

Grzegorz Gałązka

Kobiety już od dłuższego czasu są członkiniami Międzynarodowej Komisji Teologicznej, działającej w ramach Kongregacji Nauki Wiary (na jej czele stoi z urzędu prefekt Kongregacji).

Dwaj nowi konsultorzy Kongregacji to włoski kapłan ks. Sergio Paolo Bonanni – również teolog z Gregoriany i Hiszpan ks. Manuel Jesús Arroba Conde CMF, kanonista z Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego.

Linda Ghisoni urodziła się w Piacenzy w 1965, jest mężatką i matką dwóch córek. Ukończyła filozofię i teologię na Uniwersytecie Eberharda i Karola w Tybindze oraz uzyskała doktorat z prawa kanonicznego na Gregorianie. Ma poza tym dyplom adwokata po Studium Rotalnym Trybunału Roty Rzymskiej i podobny w zakresie praktyki administracyjnej przy Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Jest sędzią instruktorem w sądzie pierwszej instancji ds. orzekania o nieważności małżeństwa dla regionu Lacjum. Od listopada 2017 jest podsekretarzem ds. świeckich w Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia.

Michelina Tenace, pochodząca z San Marco in Lamis (Apulia na południu Włoch) i urodzona w 1954, studiowała filozofię w Paryżu, uzyskała dyplom z zakresu literatur obcych na rzymskim uniwersytecie La Sapienza i doktorat z teologii na podstawie pracy o myśli rosyjskiego filozofa Władimira Sołowjowa na Gregorianie. Obecnie na tej uczelni stoi na czele wydziału teologii fundamentalnej, specjalizuje się w zakresie wschodniego chrześcijaństwa i pełni kilka innych funkcji.

Laetitia Calmeyn pochodzi z Brukseli, gdzie urodziła się w 1975. Jest dyplomowaną pielęgniarką, wyspecjalizowaną w opiece paliatywnej. Ma za sobą studia teologiczne w Brukseli i doktorat z teologii, uzyskany na Papieskim Instytucie im. Jana Pawła II w Rzymie na podstawie rozprawy o belgijskim filozofie i teologu, jezuicie Albercie Chapelle. Jest dziewicą konsekrowaną z archidiecezji paryskiej, wykłada teologię w Kolegium Bernardyńskim w stolicy Francji.

Ogółem nową pięcioletnią kadencję rozpoczęło 30 doradców (konsultorów), których zadaniem jest wspieranie działań członków Kongregacji Nauki Wiary. Spotykają się oni raz w tygodniu a omawiane przez nich zagadnienia i przeprowadzane ekspertyzy są przekazywane następnie do kolegium członków Kongregacji w celu podjęcia konkretnych decyzji. To gremium z kolei zbiera się raz w miesiącu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Abp Jędraszewski: prawdziwie jesteśmy dziećmi Bożymi

2018-04-22 21:24

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

- Jakże szczęśliwy nasz los, jaka radość, że jesteśmy Bożymi dziećmi, nie tylko tak się nazywamy, ale nimi naprawdę jesteśmy - mówił podczas wizytacji parafii Najświętszej Marii Panny Królowej w Murzasichlu abp Marek Jędraszewski.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Metropolita krakowski w wygłoszonej homilii przypomniał, że dzisiejsza niedziela jest Niedzielą Dobrego Pasterza, według obrazu zaczerpniętego przez Chrystusa z ziemi palestyńskiej, Który mówił: „Ja jestem Dobrym Pasterzem i znam moje owce".

- Kiedy Jezus mówi, że zna owce, to chce tutaj wyrazić coś jeszcze bardziej istotnego. On je kocha. To jest szczególne poznanie owiec poprzez miłość i dodajmy - miłość ofiarną, życie oddając za owce.

Obraz owczarni to także obraz Kościoła, na czele którego stoi Chrystus. Ale my, owce - chrześcijanie, otrzymaliśmy coś jeszcze - wyjątkową godność.

- Wtedy, kiedy uznaje się Boga, można zrozumieć na czym polega godność chrześcijanina - on jest Bożym dzieckiem. On jest przez Boga kochany, on, zmierzając za Chrystusem jako swoim Dobrym Pasterzem, ostatecznie jest przez Boga oczekiwany, bo w Bożym domu jest, jak Chrystus powiedział do Apostołów, mieszkań wiele, a On Chrystus te mieszkania już dla swoich wiernych uczniów przygotował.

Metropolita krakowski wyjaśnił, że jeśli tak spojrzymy na swoją przynależność do Chrystusa i Jego Kościoła uświadomimy sobie ogrom naszego chrześcijańskiego szczęścia.

- Jakże szczęśliwy nasz los, jaka radość, że jesteśmy Bożymi dziećmi, nie tylko, że tak się nazywamy, ale nimi naprawdę jesteśmy.

Z drugiej strony, arcybiskup wskazał na smutek i nieszczęście świata, który odrzuca Boga, na zagubionych ludzi, nieznających swojej godności i odczuwających bezsens swego życia.

- Można nagromadzić wiele rzeczy i być materialnie bardzo bogatym człowiekiem, ale jednocześnie wewnętrznie pustym, pozbawianym nadziei, zrezygnowanym. Zdajemy sobie sprawę, że takich ludzi i takich społeczeństw, zwłaszcza w zachodnim świecie, jest bardzo dużo.

Na zakończenie homilii metropolita podkreślił, że Eucharystia musi być dziękczynieniem Bogu i uwielbieniem Go za Jego słowo i nadaną nam godność dziecka Bożego, które On kocha. Trzeba także prosić o wytrwałość i wierność Bogu, byśmy zawsze umieli okazywać Mu swoją miłość.

- Nie ma nic bardziej tragicznego niż dziecko, które odeszło od swoich rodziców. Nie ma nic bardziej tragicznego dla chrześcijanina, który odwrócił się od Tego, Który go do końca umiłował.

Arcybiskup podziękował księdzu proboszczowi za to, że jest dobrym pasterzem dla swoich parafian, a wiernym za piękno ich świątyni, o którą bardzo dbają i w taki sposób także okazują miłość Panu Bogu. Na zakończenie Mszy św. metropolita krakowski udzielił uroczystego błogosławieństwa.

Podczas wizytacji parafii abp Marek Jędraszewski spotkał się także ze Służbą Liturgiczną Ołtarza i radą parafialną oraz odwiedził chorych.

Po II wojnie światowej w sercach mieszkańców Murzasichla zrodziło się pragnienie, by mieć własny kościół. Budowę świątyni rozpoczęto w 1954 roku na ziemiach ofiarowanych przez górali na ten cel. Kościół jest przykładem nowoczesnej drewnianej architektury sakralnej. Budowany w trudnych czasach komunizmu jako budowla nielegalna stał się symbolem odwagi, poświęcenia i wielkiej wiary budowniczych oraz mieszkańców wsi.

Parafia w Murzasichlu utworzona została w 1982 roku dekretem kard. Franciszka Macharskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem