Reklama

Jestem od poczęcia

Ks. Cisło: Kolejne ataki pokazują, że to jest koniec Europy, którą znaliśmy

2016-07-26 15:13

Fratria

W ub. roku w samej Francji doszło do dziewięciuset kilku ataków na miejsca kultu i różnych profanacji obiektów kultu religijnego. Były takie wydarzenia jak obrzucenie kamieniami ludzi modlących się podczas mszy św. Także to nie jest nic nowego, tylko w końcu zaczynamy o tym mówić

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl ks. Waldemar Cisło, dyrektor Sekcji Polskiej Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

wPolityce.pl: Czy po zamachu w Normandii można mówić, że mamy do czynienia z nową odsłoną wojny terrorystycznej? Brutalnie zamordowanoksiędza podczas mszy świętej. Do tej pory ginęły przypadkowe osoby świeckie… Teraz mamy już wojnę jawnie religijną?

Reklama

Ks. Waldemar Cisło, „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”: Mówiliśmy o tym wielokrotnie, choć to nie jest przyjemna konstatacja. To jest koniec Europy, która znaliśmy. Skończyła się ta Europa, która była do niedawna, jak się wydawało - spokojna i bezpieczna. Myśleliśmy, że wojny to tylko Bliski Wschód, że to tam są mordy. Przecież porywanie księży to jest codzienność w Iraku czy w Syrii. Tyle, że nas to dotąd nie bolało. Teraz kiedy to dotarło do nas – napawa nas to wielkim niepokojem. I słusznie.

Proszę zauważyć, że dotąd tzw. poprawność nakazywała przemilczanie takich faktów. Radio Watykańskie podawało, że w ub. roku w samej Francji doszło do dziewięciuset kilku ataków na miejsca kultu i różnych profanacji obiektów kultu religijnego. Były takie wydarzenia jak obrzucenie kamieniami ludzi modlących się podczas mszy św. Także to nie jest nic nowego, tylko w końcu zaczynamy o tym mówić.

Czy w tej sytuacji ksiądz oczekuje, że papież Franciszek zajmie ws. problemu uchodźców bardziej zdecydowane stanowisko? Do tej pory wzywał przede wszystkim do pomocy ofiarom wojny.

Sądzę, że słowa papieża brało się dotąd wyrywkowo. Tak jak nam pasowało. Ten sam papież zwracał przecież uwagę, że kraje które najwięcej mówią o pomocy dla uchodźców, to są te same kraje , które robią potężne interesy ekonomiczne na handlu bronią. Można łatwo sprawdzić ile milionów który kraj zarobił na sprzedaży broni do Iraku, czy Syrii. I te same kraje najczęściej nam wytykają, że czegoś tam nie robimy. My, jako Polacy, robimy to co możemy. Pomagamy na miejscu. Bo tam są ci najbierniejsi ludzie. Bo ci bogaci już dawno uciekli. A pamiętajmy, że najbardziej poszkodowani są kobiety dzieci i starcy, którzy tam zostali. Jeśli jest potrzeba pomocy, to właśnie tam. Tam nie ma żywności, nie ma niczego. Przecież Irak i Syria są krajami od kilku lat objętymi wojną. Trzeba o tym pamiętać. I my to robimy. Przekazujemy pieniądze. I to nie są pieniądze państwowe, ale od polskich wiernych zbierane w kościołach.

A co można zrobić z tymi setkami tysięcy młodych mężczyzn, którzy przyjechali do Europy jako uchodźcy, a których tożsamości nie da się zweryfikować, i teraz okazuje się, że spośród nich rekrutują się przeważnie zamachowcy?

Nikt z polityków europejskich nie odpowiedział dotąd na pytanie, czy Europa jest w stanie przyjąć jeszcze kolejną falę imigrantów nie tylko z Syrii i Iraku ale i z Afryki Północnej. To są setki milionów ludzi. Powiedzmy im uczciwie, że w Europie niczego się nikomu nie daje za darmo. Bo przecież problemem jest to, że powstały gangi przemytnicze. Kiedyś opłacono 10 tys. za przejazd do Europy nie dając nawet gwarancji dotarcia na miejsce. To było skrajnie nieuczciwe.

e czy jest możliwe odwrócenie tego procesu imigracyjnego? Jakaś masowa deportacja tych setek tysięcy młodych mężczyzn, którzy zaludniają obozy dla uchodźców?

Taka możliwość pojawi się wtedy, kiedy politycy zaczną słuchać ludzi. Bo nie po to jest wybierana władza, żeby robić to, co jej się podoba, ale żeby słuchać tego, co mówią obywatele.

Na razie wygląda na to, że narracja oficjalna, polityczna i nastroje społeczne – przynajmniej w Niemczech – kompletnie się rozjeżdżają. Poprawność polityczna to jedno, a to co myślą i mówią zwykli ludzie, którzy po prostu zaczynają się bać – to drugie…

Zwykli ludzie mają jedyną i niepowtarzalną szansę - jaką jest kartka wyborcza. I powinni jej użyć. Ta arogancja władzy stała się zupełnie nieakceptowalna. 60-70 proc ludzi chce przemyślenia polityki imigracyjnej. To nie może być tak, że jedna kobieta Angela Merkel decyduje o całej Europie. Przecież to ona sprowadziła ten cały kłopot. Jeśli egoistyczne Niemcy potrzebują 800 tys. ludzi do pracy, to niech sobie ich ściągną ale na własny koszt. Niemcy już wystarczająco narozrabiały w Europie. Kolejnej wojny nam nie potrzeba, Mieliśmy 70 lat spokoju, to może poszanowalibyśmy to co mamy.

Rozmawiała Anna Sarzyńska

Tagi:
ksiądz

O. Adam Szustak OP o udanym seksie małżeńskim

2018-02-13 12:20

luk / Kraków (KAI)

Znany dominikański duszpasterz akademicki o. Adam Szustak OP spotkał się w poniedziałek wieczorem z młodymi ludźmi w Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Opowiadał im o budowaniu relacji intymnej w małżeństwie.


Swoją prelekcję oparł o fragment "Pieśni nad Pieśniami", w którym oblubieniec zwracając się do oblubienicy nazywa ją siostrą i swoim ogrodem, do którego wchodzi i w którym zbiera mirrę z balsamem, pije miód, a następnie wino i mleko. W tej perspektywie dominikanin tłumaczył jak zbudować w małżeństwie udane życie seksualne.

Jak podkreślił na wstępie seksualność wymyślił Pan Bóg i tymi słowami jako pierwszymi zwrócił się do Adama i Ewy. - Nie powiedział im: "Idźcie na rekolekcje". Ale: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się". A więc seksualność to wspaniała rzeczywistość stworzona przez Boga - powiedział.

Odnosząc się do wspomnianego fragmentu wskazał, że oblubieniec mówi w nim o "swoim ogrodzie". - To oznacza, że to jest jego własność. A kiedy się tak dzieje - w momencie ślubu. Wcześniej jakakolwiek próba wejście do tego ogrodu jest włamaniem do własności Boga - stwierdził.

Duchowny zwrócił również uwagę, że oblubieniec używa słowa "siostro", co uczy, że aby zbudować udane życie seksualne w małżeństwie potrzeba najpierw prawdziwej relacji między dwojgiem ludzi. - Takiej, jaka jest między osobami spokrewnionymi, takiej, która nigdy nie zniknie. To właśnie ta relacja daje kobiecie poczucie bezpieczeństwa. Jeśli chcesz mieć udane życie seksualne zaopiekuj się nią i ciągle ją zdobywaj - mówił.

Opisując dalej zachowanie oblubieńca uwypuklił, że w "ogrodzie" oblubienicy on na początku szuka mirry. - Mirra jest zawsze związana ze śmiercią. Oznacza oddanie życie. Więc zapamiętajcie jedno zdanie. Rzeczywistość seksualna męża i żony wyjdzie wtedy, kiedy on zapomni o sobie i zajmie się jej przyjemnością, a ona o sobie i skupi się wyłącznie na nim. To przecież jest definicja miłości - zapomnieć o sobie i zająć się całkowicie drugą osobą - wskazał.

Następnie kaznodzieja uwrażliwiał, że udane życie seksualne nie wyjdzie bez zaproszenia do niego Pana Boga. - Nie chodzi o to, by kochać się z żoną z różańcem w ręku. Ale przecież każdy wierzący wie, że jeśli w najfajniejszych rzeczach nie będzie Boga to wyjdzie lipa. Małżonkowie powinni się tego uczyć z modlitwy Tobiasza i Sary - zaapelował.

Nauczał też, że rzeczywistość seksualna w małżeństwie domaga się nieustannej pracy, zwłaszcza rozmowy. - Widziałem wiele małżeństw, którym się nie układało w tym wymiarze, bo nie rozmawiali. Nie byli szczerzy. Nie mówili o swoich pragnieniach i nie starali się zrozumieć drugiej strony - mówił, prosząc o to, by przyszli małżonkowie dbali o swoje żony, nawet jeśli wymaga to bardzo długiego przygotowania ich do współżycia, a żony nie zapominały o swoich mężach.

Zachęcił, by młodzi zapamiętali te postawy i wykorzystali je w swoich przyszłych małżeństwach. - Z nimi i oddaniem tej rzeczywistości Bogu można rzeczywiście z seksualności zrobić upojenie i ucztę, do której zaprasza nas sam Pan Bóg - powiedział na zakończenie o. Szustak.

Organizatorami wydarzenia byli: Langusta na palmie, Sala Na Górze, Wspólnota Pan AMA, 18.30 w Mariackim/Schola Mariacka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Przeżyć depresję

2018-02-14 10:25

Ewa Wesołowska, psycholog
Niedziela Ogólnopolska 7/2018, str. 52-53

Dotyka coraz częściej. Nas albo naszych bliskich. Zabiera energię, radość, utrudnia życie. 23 lutego obchodzimy Dzień Walki z Depresją. Jak ją przeżyć? Co robić, gdy zauważymy jej symptomy u naszych bliskich?

Björn Braun 200%/fotolia.com

Żyjemy w czasach, w których najnowsze technologie stwarzają wiele możliwości komunikowania się ludzi ze sobą, praktycznie w każdym czasie i miejscu. Jednocześnie w tłumie ludzi człowiek staje się coraz bardziej samotny – zagubiony w relacjach z innymi, zagubiony w świecie uczuć i w samym sobie. Powszechny – również dla dzieci i młodzieży – przekaz, że w życiu liczą się osiągnięcia, efektywność, skuteczność, dążenie do perfekcji, wydaje się tylko pogłębiać izolację człowieka. W połączeniu z innymi licznymi zmianami społecznymi stwarza to znacznie większe nie tylko ryzyko pojawienia się różnorakich zaburzeń psychicznych, ale także znacznie większą trudność radzenia sobie z nimi, kiedy już się pojawią.

Statystyki

Ryzyko zachorowania na depresję w ciągu całego życia waha się w granicach: 10-25% dla kobiet i 5-12% dla mężczyzn. W świetle tych statystyk problem staje się bardzo bliski nam wszystkim. Najprawdopodobniej wokół nas jest ktoś, kto cierpi, cierpiał albo będzie cierpiał na depresję. Może także się okazać, na różnych etapach życia, że problem będzie dotyczył także i nas. Kiedy myślimy „depresja”, możemy mieć bardzo różne wyobrażenia na ten temat. Głębokie cierpienie człowieka nie zawsze jest widoczne „na pierwszy rzut oka”. Częściej nawet nie jest. Stąd tak często, kiedy ktoś popełnia samobójstwo, słyszymy zaskoczenie bliskich i otoczenia. Okazuje się, że nikt się tego nie spodziewał, nikt nic nie wiedział. Dlatego łatwo nie zauważyć tych, którzy cierpią nawet blisko nas. Cierpią często w samotności, izolując się stopniowo od swoich bliskich, przyjaciół. Wysoka pozycja społeczna, wykształcenie, uroda i wiele innych rzeczy nie chronią przed depresją. Na zewnątrz możemy widzieć człowieka osiągającego liczne sukcesy, a wewnątrz siebie żyje on w wielkim bólu i samotności.

Smutek

Zatrzymując się przy depresji, warto odróżnić to, co jest prawidłową i naturalnie pojawiającą się reakcją emocjonalną, od tego, co będziemy rozpatrywać już jako zaburzenie depresyjne. W życiu często przeżywamy smutek, a także złość, lęk, żal. Przeżywanie tych emocji to bardzo istotna część naszej codzienności. Np.: koleżanka miała do nas zadzwonić, ale nie zadzwoniła. Odczuwamy smutek i złość. Te emocje mówią nam o naszych głębokich, bardzo ważnych potrzebach: potrzebie miłości, bliskości, akceptacji. Czasami potrzeby te mogą nie być przez nas do końca uświadomione. Czasami się ich wstydzimy, spychamy na margines naszego życia tak, by ich nie przeżywać, nie odczuwać. Odbieramy je jako coś zagrażającego dla nas samych. Tymczasem nasze uczucia mają nam coś bardzo istotnego o nas samych do powiedzenia. Smutek jest naturalną reakcją na wszelką doświadczaną przez nas utratę: rzeczy, własnej wartości, stratę bliskiego człowieka, i domaga się, aby go przeżyć, zatrzymać się przy nim przez jakiś czas.

Depresja

O depresji zaczynamy mówić wtedy, kiedy reakcja obniżonego nastroju przedłuża się, trwa powyżej dwóch tygodni i właściwie zaczyna być już stanem, który towarzyszy nam przez większą część dnia. W depresji prócz przeżywanego smutku lub pustki istotne są także inne symptomy. Może to być utrata dotychczasowych zainteresowań i zdolności do odczuwania przyjemności. To, co do tej pory sprawiało radość, teraz zaczyna być obojętne albo budzi niechęć. Takiej osobie można zaproponować wyjście do kina, wycieczkę rowerową, spotkanie z przyjaciółmi, chociaż można spotkać się z obojętnością albo niechęcią, mimo że jeszcze niedawno sama inicjowała podobne wydarzenia. Czasami nawet w najbliższym otoczeniu trudno o zrozumienie takiej postawy. Można to przecież odczytać jako przejaw niechęci do osoby, która proponuje wspólne spędzenie czasu. Jest to jednak jeden z objawów choroby. Towarzyszy temu również brak energii, nieadekwatne ciągłe zmęczenie często wzmocnione trudnościami ze snem bądź odwrotnie – nadmierną sennością. Osoby cierpiące na depresję często coraz bardziej zamykają się w sobie, uciekają w coraz większą samotność i izolację. Pogrążają się w coraz bardziej krytycznym spojrzeniu na samych siebie. Charakterystyczny dla tych osób jest nie tylko negatywny obraz samego siebie, ale także świata i przyszłości. Często podejmujemy próby przekonania takiej osoby, że przecież jest inaczej, ale na pewnym etapie choroby jest to niemożliwe. Co więc możemy zrobić i jak pomóc?

Pomoc

Jedna z przyczyn depresji wiąże się z doświadczeniem w przeszłości straty, często źle przeżytej, zapomnianej. Strata ta najczęściej dotyczy bliskich osób. Może wiązać się z czyjąś nieobecnością w pewnym okresie życia, śmiercią kogoś bliskiego, rozwodem rodziców, wyjazdem jednego z nich, a także z ich fizyczną bądź emocjonalną niedostępnością. Nie mamy wpływu na historię bolesnych przeżyć tej osoby, ale to, co możemy zrobić teraz, to po prostu z nią BYĆ we wszystkim, co przeżywa. To bardzo cenne, kiedy stworzymy bezpieczną przestrzeń do tego, by mogły zostać wyrażone uczucia nie w samotności, ale wobec drugiej osoby.

Bezpieczna przestrzeń oznacza najczęściej empatyczną obecność i gotowość słuchania. Słuchanie może też być milczeniem, czasami obydwu stron, bo w milczeniu w sposób niewerbalny człowiek też wyraża siebie. Bycie przy osobie cierpiącej na depresję nie jest łatwe, ponieważ bardzo szybko może pojawić się w nas poczucie bezradności i przytłoczenia intensywnością przeżywanych przez nią, a także przez nas samych emocji. To właśnie m.in. dlatego, aby uniknąć w sobie trudnych uczuć, tak skłonni jesteśmy do porad w stylu: „weź się w garść”, „zobaczysz, wszystko będzie dobrze” itd. Trzeba bardzo uważać, aby unikać tego typu stwierdzeń. Takie „dobre rady” mogą jedynie pogłębić ból i jeszcze bardziej oddalić osobę cierpiącą od innych ludzi. Kiedy pojawia się poczucie bezradności, może to być sygnał, aby szukać pomocy u specjalisty: psychologa, psychoterapeuty, a czasami u lekarza psychiatry. W wielu sytuacjach pomoc specjalisty jest wręcz niezbędna. Trzeba być na to szczególnie wrażliwym, kiedy pojawiają się stwierdzenia dotyczące śmierci czy niechęci do życia.

Dlaczego?

Pojawiające się w nas uczucia, szczególnie te bolesne, domagają się, aby w odpowiednim momencie zatrzymać się na nich, przeżyć je i pójść dalej. Depresja jest bolesnym doświadczeniem, w którym często dochodzą do głosu nieprzeżyte wcześniejsze doświadczenia emocjonalne. Ich natężenie i intensywność sprawia, że nie da się po prostu „pójść dalej”. Trzeba się zatrzymać na dłużej, przeżyć, przepracować je, często korzystając z pomocy kompetentnej osoby. Wobec cierpienia pojawia się wiele pytań „dlaczego?„. Depresję trudno zrozumieć, poddać racjonalnemu wytłumaczeniu, ale skoro się pojawia, to znaczy, że nasze uczucia i przeżycia domagają się, aby się nimi zająć, w pewnym sensie aby zaopiekować się tym w nas, co kiedyś najprawdopodobniej zostało porzucone.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wkrótce duże zmiany w Kurii Rzymskiej

2018-02-23 15:00

kg (KAI/Télam) / Watykan

W poniedziałek 26 lutego Franciszek „zamierza dać jasny znak” zmian w Kurii Rzymskiej i 19 marca – w piątą rocznicę rozpoczęcia swego pontyfikatu – mianuje nuncjuszami trzech dotychczasowych wyższych urzędników Kurii Rzymskiej. Taki pogląd wyraziła 23 lutego argentyńska agencja „Télam”. Zaznaczyła, że w ten sposób papież rozpocznie nowy etap głębokich reform strukturalnych w Watykanie. Jednocześnie obradować tam będzie Rada Kardynałów, która wspiera Ojca Świętego w tych działaniach.

uroburos/pixabay.com

Według źródeł argentyńskich papież ogłosi w poniedziałek dekrety powołujące trzech nowych nuncjuszy apostolskich: dotychczasowego podsekretarza ds. stosunków z państwami w Sekretariacie Stanu prał. Antoine’a Camilleriego, szefa protokołu w tymże Sekretariacie prał. José Avelino Bettencourta oraz byłego osobistego współpracownika zarówno Benedykta XVI, jak i obecnego papieża, a dziś sekretarza generalnego Sekretariatu Spraw Gospodarczych prał. Alfreda Xuereba. Pierwszy i trzeci pochodzą z Malty, drugi jest Portugalczykiem. Z chwilą ich mianowania papież wyniesie ich jednocześnie do godności arcybiskupów tytularnych.

Nowi dyplomaci papiescy mają objąć następujące placówki: prał. A. Camilleri (ur. 20 VIII 1965) zostanie nuncjuszem w Singapurze i delegatem apostolskim w Malezji, prał. A. Xuereb (14 X 1958) – w Korei Południowej i Mongolii oraz prał. J. Bettencourt (22 V 1962) – w Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie.

Dotychczas nieobsadzonych było 10 nuncjatur, przy czym szefowie niektórych z nich są akredytowani jednocześnie w kilku krajach, np. nuncjusz w Tbilisi „obsługuje” Gruzję, Armenię i Azerbejdżan (do 25 kwietnia 2017 stanowisko to pełnił abp Marek Solczyński, obecnie w Tanzanii), a dyplomata papieski w stolicy Trynidadu i Tobago – Port od Spain jest akredytowany łącznie w 13 krajach rejonu Karaibów i Antyli.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem